fbpx

Którędy do fortuny?

fotochannels.com

O ile łatwiej byłoby zaoszczędzić, gdyby nie… wysokie ceny, małe zarobki? Otóż nie. Gdyby nie figle, które płata nam własny mózg

Pieniądze szczęścia nie dają…

– Ale ułatwiają życie – wtrąciła moja przyjaciółka, gdy siedziałyśmy sobie w kawiarnianym ogródku. Dyskusja toczyła się wokół pensji opiekunki do dziecka, bo Kasia postanowiła właśnie wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim. – Właściwie skąd się wzięło przekonanie, że pieniądze szczęścia nie dają? Mnie tam jest od razu lepiej, jeśli zarobię jakieś dodatkowe pieniądze – dodała jako dzielna matka już trójki dzieci. Jej mąż wybrał karierę naukową zamiast pracy w banku za kilkakrotnie wyższą pensję, Kasia podobno dawno się z tym pogodziła…

Postanowiłyśmy przebadać ten mit. Od dziecka słyszałyśmy, że w życiu nie chodzi o to, by być bogatym, bo to wcale nie sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Dlaczego więc większość ludzi zachowuje się tak, jakby było odwrotnie?

Nie zazdrość bogaczom!

Amerykańscy naukowcy doszli do wniosku, że ludzie posiadający więcej pieniędzy są odrobinę bardziej usatysfakcjonowani od pozostałych, ale jednak nie szczęśliwsi. To dlatego, że istotne dla nas nie jest to, ile rzeczywiście zarabiamy, ale to, ile zarabiamy w porównaniu z innymi. Paradoksalnie ci, którzy zarabiają więcej, zaczynają obracać się w towarzystwie osób jeszcze bogatszych. W ten sposób nigdy nie osiągają stanu, gdy mogą cieszyć się tym, co mają. Sytuacja ta dotyka wszystkich, może poza Billem Gatesem…
Szczęścia nie przynosi także posiadanie nowszego modelu iPhone’a czy większego domu. Nowe rzeczy przynoszą jedynie chwilowe poczucie zaspokojenia. Dodatkowym czynnikiem utrudniającym to, by zarabiając dużo, poczuć się naprawdę szczęśliwym, jest to, że osoby bogate poświęcają zwykle większość czasu na pracę. Marzenia o wolności, czyli że po zarobieniu miliona euro będzie można rzucić firmę, kupić dom nad morzem i spędzić tam resztę życia, odstają znacząco od praktyki. Im więcej zarabiasz, tym więcej pracujesz. To z kolei owocuje wzrostem napięcia i stresu.

Tyle wyniki badań. Czy przekonają ludzi do tego, żeby nie zabijać się o każdą złotówkę? Najprawdopodobniej nie. Zawdzięczamy to niezwykłej sile pieniądza i właściwościom naszego umysłu. To, co ekonomiści postrzegają jako narzędzie, jest w rzeczywistości narkotykiem. Pieniądze potrafią bowiem wpływać na nasz nastrój. I tak jak zdobywanie pożywienia ma na celu zaspokojenie głodu, tak zdobywanie pieniędzy nie przynosi natychmiastowych korzyści. Działa jednak jak gra. A ludzie uwielbiają gry. Gra w pieniądze jest natomiast najbardziej uzależniającą grą, jaką udało się ludziom wymyślić.

Trudno tak… zaoszczędzić

Ludzki mózg lubi gry i chętnie podejmuje wyzwania. Ale mimo wielu lat praktyki często daje się wpuścić w maliny. Dlatego właśnie niełatwo jest pieniądze zaoszczędzić.

Na przykład aktywność naszego mózgu zwiększa się znacznie, gdy dostajemy 50 zł dziś, niż gdy dostaniemy tę samą kwotę jutro. A tego, że 50 zł otrzymamy za pół roku, mózg nawet nie zauważy. Jedynie obietnica naprawdę dużych zysków potrafi skłonić człowieka do podjęcia decyzji o odroczeniu natychmiastowej przyjemności i tym samym skłonić do oszczędności.

Podejmowanie właściwych (czytaj: rozsądnych) decyzji dodatkowo utrudniają emocje. Gdy jesteśmy w złym nastroju, ryzyko, że niepotrzebnie wydamy pieniądze, znacząco rośnie. Nie przyjdzie nam nawet do głowy, by szukać związku między humorem a wydatkiem. A jest, silny, bo pieniądze potrafią przynieść chwilowe ukojenie. Przy złym samopoczuciu dążymy do zmiany, na ogół – jakiejkolwiek. Nowy szal czy nowe okulary przeciwsłoneczne? Nie szkodzi, że w szafie mamy już tego tyle, że trudno cokolwiek znaleźć. Zakup poprawi nam nastrój, a takich dodatków nigdy dosyć. Dlatego tak łatwo wydać pieniądze bez sensu.

Pieniądze wpływają także na intensywność bólu. Myśl o przypływie gotówki potrafi realnie osłabić odczuwany ból fizyczny. Za to finansowa strata owocuje silniejszym bólem. U ludzi doświadczających silnego bólu rośnie potrzeba posiadania pieniędzy.

 

Mózg wpada w zasadzki

Kiedy widzimy napis „za darmo”, od razu czujemy się lepiej. Nie z wrodzonej oszczędności, ale dlatego, że jeśli za coś nie płacimy, to nie poniesiemy żadnych kosztów w przypadku błędnej decyzji. Obawa przed taką odpowiedzialnością jest zawsze barierą w zakupach.

Ludzie uwielbiają grać, a gra w pieniądze jest najbardziej uzależniającą grą, jaką udało się ludziom wymyślić

Na podobnej zasadzie działa hasło: „w przypadku braku satysfakcji gwarantujemy zwrot pieniędzy”. Wydaje się, że kupiony towar będzie można oddać w ciągu miesiąca. Chyba że już się do niego przyzwyczaimy, uznamy za swój. Tak się z reguły dzieje… Poczucie posiadania zasadniczo zmienia nastawienie człowieka do jakiejś rzeczy. Widać to doskonale w sytuacjach kupno – sprzedaż. Każdy, kto kupował mieszkanie, wie, jak zawyżone bywają oczekiwania sprzedających co do wysokości ceny. Dzieje się tak nie na skutek chciwości, ale dlatego, że działa tu mechanizm dowartościowania swojej własności. Coś, co jest moje, automatycznie ma dla mnie większą wartość. Podąża za tym wiara, że kupujący podzielą te odczucia. Z pewnością chętny na nasz samochód doceni jego mały przebieg, niskie zużycie paliwa i bezawaryjność. Nie? Niestety. Raczej zwróci uwagę na odpadający lakier i niepokojące stukanie pod maską. Takie zaburzone postrzeganie przydarza się także w sytuacjach, gdy formalnie jeszcze nie jesteśmy właścicielami. Typowym przykładem są internetowe aukcje. Tu wczuwasz się w posiadanie jakiejś rzeczy jedynie przez rozpoczęcie licytacji. Stopniowo jesteśmy coraz bardziej skłonni podbijać stawkę – poczuliśmy się bowiem jak właściciele kolekcji plakatów Marilyn Monroe i jej subiektywna wartość dla nas wzrosła.

Na licytacjach internetowych działają też inne mechanizmy. Po pierwsze, kwoty, którymi obracamy (przynajmniej na początku), są z reguły niewielkie. Bo czy warto przywiązywać wagę do 20 zł? Ale wygranie dziesięciu aukcji, z których za każdą zapłacimy 20 zł, daje już 200 zł. Gdy doliczymy do tego koszty przesyłek, suma wydatków podniesie nam się o kolejne 60–150 zł. Czyli wydaliśmy 260–350 zł. To już niebagatelna suma.

Nie bez znaczenia jest to, że aukcje internetowe też działają jak gra. Za każdym razem, gdy uda się przebić czyjąć ofertę, nasz mózg odczuwa przyjemność. W dodatku to przyjemność dostępna o każdej porze dnia i nocy. Wielu ludzi spędzających w domu samotne wieczory nie potrafi oprzeć się pokusie, by przynajmniej spróbować licytacji. A jeśli na przykład zdążyli już wypić drinka, ryzyko nierozsądnych zakupów rośnie. Zwłaszcza w przypadku optymistów.     

– Nie jestem optymistką – westchnęła Kasia – i czuję się za głupia na to, by zostać bogatą. Chociaż, jak widać, bogactwo ma niewiele wspólnego z inteligencją…

Jak omijać pułapki na drodze do fortuny?

  • Świadomie odróżniaj potrzeby od zachcianek

Patrzysz na rzecz, którą chciałbyś mieć. Zadaj sobie pytanie: czy ważniejsze jest posiadanie tej rzeczy, czy doświadczanie wolności i realizacja marzeń, którą umożliwi zgromadzenie majątku?

  • Pamiętaj o priorytetach

Oblicz swój cel finansowy. Obecne oszczędności + kwota potrzebna do zrealizowania twojej wizji = twój cel finansowy. Chcesz kupić mieszkanie, samochód albo pojechać w podróż dookoła świata? Będziesz potrzebować pieniędzy. Cel może być skromny lub ambitny. Ważne, by wiedzieć, na czym się stoi. Pamiętaj o swoim priorytecie przy podejmowaniu wszelkich finansowych decyzji.

  • Określ, co jest w życiu najważniejsze

Dobrze się zastanów, co tak naprawdę jest dla ciebie istotne. Dla ciebie, a nie dla twoich rodziców czy środowiska, w którym się obracasz. Przyjrzyj się swojemu życiu. Czy twoje wartości są jego ważną częścią?

  • Jeśli nie – czas na zmiany

W sytuacji kryzysowej nie podejmuj ważnych decyzji. Śmierć kogoś bliskiego, ciężka, choroba, rozwód to chwile ciężkiego stresu. Odłóż wszelke ważne decyzje na potem. 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze