Projekt Rośliny – z miłości do paprotki

Projekt Rośliny - z miłości do paprotki
Ola Sieńko i Weronika Muszkieta, autorki Projektu Rośliny. (Fot. Wiktoria Muszkieta, Agata Piątkowska)

Bardziej niż „mieć” wolą sformułowanie „żyć z”. I to chyba klucz do zrozumienia tego, czym Ola Sieńko i Weronika Muszkieta zajmują się na co dzień.

Jasną, zadbaną witrynę widać z daleka. Odróżnia się od reszty okien, które mieszczą się na parterze sąsiadujących kamienic. Przez wysłużone skrzypiące drzwi wchodzimy do jasnego wnętrza. A właściwie trochę do innego świata, w którym niepodzielnie rządzą rośliny. Te podwieszone pod sufitem dostojnie spuszczają pnącza. Inne – ustawione na stole – dumnie prężą zielone liście. Są też w malutkich doniczkach kaktusy i sukulenty tworzące ciekawe kompozycje. Tak wygląda sklep Rośliny na wrocławskim Ołbinie. Jego właścicielki, Ola Sieńko i Weronika Muszkieta, opowiadają o swojej pasji z wielką czułością.

Projekt Rośliny - z miłości do paprotki
Ola Sieńko i Weronika Muszkieta (fot. Olga Bartnikowska)

Na dobry początek

Zaczęło się od… tańca. Poznały się na festiwalu w Gdańsku, obie trenowały wtedy intensywnie street dance. Kiedy po wakacjach Ola przeprowadziła się do Wrocławia, zaprzyjaźniły się z Weroniką na dobre. Pewnego słonecznego dnia, dwa lata temu, umówiły się na wypad do ogrodu botanicznego. Na rowerach, z lodami, aparatem przewieszonym przez ramię, chciały pobyć na świeżym powietrzu i poplotkować. Ale przemierzając kolejne ogrodowe alejki, zauważyły, że coraz mniej mówią o sobie, a coraz więcej o roślinach, które mijają. Po kilkugodzinnym spacerze były już pewne, że to jest coś, czym chciałyby się zajmować.

Tylko jak się do tego zabrać? Los im sprzyjał. Siostra Weroniki właśnie wyprowadziła się z domu, więc jej pokój został zamieniony na domową oranżerię i roślinny magazyn. Samochód do wożenia ziemi i ogrodniczych gadżetów pożyczyły. Można było ruszyć do pracy.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Przyznają, że pierwszy rok był trudny. Dzień każdej z dziewczyn wyglądał wtedy tak: o 6 rano jechały kupować kwiaty, potem do pracy, na studia, a wieczorem znowu zajmowały się roślinami. W każdej wolniejszej chwili czytały o nich wszystko, co wpadło im w ręce. Na Facebooku i Instagramie Ola z Weroniką założyły profil Projekt Rośliny.

Użyły słowa „projekt”, bo dodawało im ono poczucia bezpieczeństwa: było marginesem do popełnienia błędu, nauki i formowania pomysłu na biznes, na siebie. O tym, jak stworzyć własną firmę, dowiedziały się ze studiów (ekonomia, zarządzanie, kreowanie marki, komunikacja wizualna), wystarczyło tę wiedzę wprowadzić w życie. Projekt Rośliny działał więc dwutorowo – w Internecie i w realu: na rozmaitych targach, w knajpkach. Pisały do właścicieli ulubionych miejsc z pytaniem, czy mogłyby rozłożyć swój kramik na kilka godzin i sprzedawać.

Po tym pierwszym trudnym roku pracy przy roślinach było tak dużo, że musiały podjąć decyzję. Albo zrezygnować, albo zaangażować się całkowicie. Zorganizowały spotkanie obu rodzin i zapytały rodziców, czy na czas rozkręcania firmy i stacjonarnego sklepu mogłyby liczyć na ich wsparcie. Czy zgodzą się, żeby przynajmniej przez jakiś czas dziewczyny znowu były u nich na garnuszku? Zgodzili się, a Weronika z Olą ruszyły pełną parą.

Projekt Rośliny to nie tylko nazwa ich profilu w mediach społecznościowych, ale i tytuł poradnika, który właśnie ukazał się na rynku. Książki dla każdego, kto chciałby mieć w domu dżunglę, a nie wie, od czego zacząć.

Przygarnięte

W ich świecie – osób urodzonych w pierwszej połowie lat 90. – rośliny są modne tak jak srebrne plecaki-worki, ubrania i meble vintage czy jazda po mieście na rowerze. Zieleń w doniczce to ważna część wystroju hipsterskich mieszkań. Coraz więcej osób zleca więc Oli i Weronice aranżacje: knajp, biur, prywatnych mieszkań. We dwie dobierają nowoczesne kwietniki, ręcznie plecione makramy [dekoracje ścienne w stylu vintage – przyp. red.] czy doniczki zarówno w popularnym ostatnio kolorze miedzi, jak i bardziej surowe, betonowe. Podpowiadają też, jak ustawić rośliny w pomieszczeniach. Pokazują na przykład, jak na wysokiej szafce zaanektować wszystkie półki, aranżując w ten sposób „zieloną” ścianę.

A jednak moda to nie wszystko, dziewczyny są z roślinami związane uczuciowo. To inne podejście niż to, które pamiętają z własnego dzieciństwa.

„Dla nas roślina to żywa istota do zaopiekowania, nie element wystroju wnętrza”

Ja zachwycam się monsterą, która ma liście podziurawione jak ser, a moja mama mówi, że w PRL-u wszędzie takie były, więc dziś nie może na nie patrzeć – opowiada Ola.

Weronika: – Z kolei w czasach transformacji ludzie kupowali lepsze meble czy samochody, bo w końcu mieli do nich dostęp, a na rośliny nie zwracało się tak bardzo uwagi, bo one były zawsze.

Kiedy obie jeszcze pracowały na etacie, po ośmiu godzinach stukania w komputer uwielbiały zanurzać zmęczone dłonie w ziemi i sadzić. To dawało im spokój, poczucie harmonii. Przeprowadzając się, tak wybierały mieszkania, żeby mieć zieleń za oknami. I, oczywiście, zieleń przynosiły też do wnętrz mieszkań.

– Na początku kupowałyśmy rośliny impulsywnie, z czasem dorosłyśmy do tego, żeby kupować pojedynczo, nauczyć się pielęgnacji jednej i dopiero wracać po kolejną – przyznają.

Przetestowały wiele sposobów pielęgnacji i te najbardziej trafione zamieściły w książce. Piszą, jaką ziemię kupić do danego gatunku, jak nawadniać, jak spulchniać podłoże, czym nawozić, jak reanimować rośliny. Doradzają, jakie kwiaty do domu wybrać. Trzeba wziąć pod uwagę nasłonecznienie pokoju, w którym będą stały, temperaturę i tryb życia właściciela, żeby dany okaz się nie męczył i nie padł. Najlepiej zacząć od jednego kwiatka i kiedy już złapie się bakcyla, dokupywać kolejne.

Projekt Rośliny - z miłości do paprotki
Ola Sieńko i Weronika Muszkieta (fot. Wiktoria Muszkieta)

Piszą też wprost, że „dobra ręka do kwiatów” to mit i wymówka dla tych, którzy nie chcą zaangażować się w dbanie o rośliny. Rady to jedno. Drugie to – jak przy każdej istocie żywej – osobiste preferencje właścicieli. Kiedy tak siedzimy w sklepie dziewczyn przy Kluczborskiej, co chwila zaglądają klienci. Jedna pani poszukuje efektownego kwiatka do ciemnego mieszkania. Dziewczyny polecają paproć.

– Paprocie dobrze rosną tylko u złośliwych ludzi – mówi klientka poważnie, z pełnym przekonaniem. – U mnie zawsze padają.

Takich złotych myśli i prawd ludowych Ola z Weroniką nazbierały już wiele. I równie dużo domowych sposobów na wzmacnianie roślin, jak mikstura z gniecionych szyszek.

A najlepsze jest to, że po długim dniu pracy, kiedy wracają do własnych domów, odkrywają, co się działo, kiedy ich nie było. Które z ich podopiecznych się rozwinęły, rozkwitły, a które potrzebują wsparcia. Zupełnie jak z ludźmi.

Projekt Rośliny - z miłości do paprotki
Ola Sieńko, Weronika Muszkieta, „Projekt Rośliny”, Wydawnictwo Buchmann

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>