Ptasiarstwo – obserwowanie ptaków dla czystej przyjemności.

ptasiarstwo
Ptasiarstwo to hobby na cały rok, a nawet na całe życie. (Fot. iStock)

Niektórzy są gotowi przejechać Polskę, żeby zobaczyć jakiś rzadki gatunek. Katarzyna Skakuj, ptasiarka i edukatorka przyrodnicza, przekonuje jednak, że ptaki można obserwować wszędzie. Aby zacząć, wystarczą dobre buty i lornetka.

Dlaczego akurat ptaki, a nie koty, psy czy konie?
Przyznam, że to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Trzeba się nieźle wysilić, żeby zobaczyć krążącego wysoko na niebie myszołowa lub dostrzec małą plamkę na policzku mazurka. Spodobała mi się różnorodność ptaków, to że są zawsze wokół nas, wciąż inne w zależności od pory roku. No i nie potrzeba nic, żadnych nakładów finansowych, żeby je obserwować.

Najpierw zakochałam się w papugach, ich urodzie i inteligencji. A kiedy trafiłam do Ptasiego Azylu, rozbudziło się we mnie zainteresowanie ptakami polskimi, lokalnymi. Nadal mam sentyment do papug, ale nie interesują mnie już ptaki w klatkach. Skłaniam się ku tym, które są na wolności, a że lubię spacerować, chodzić po lesie, to zawsze mogę ubogacić spacer szukaniem ptaków.

Jak została pani birdwatcherką, obserwatorką ptaków?
Już nie mówi się „birdwatcher”…

A jak?
Ptasiarz. To słowo, które wygrało konkurs na polską wersję birdwatchingu. Oznacza amatorskie podglądanie ptaków dla czystej przyjemności obcowania z przyrodą. Jestem ptasiarką od ponad 20 lat. Dzięki hobby poznałam mojego męża – ornitologa. Dziś przekuwam to zainteresowanie w stronę edukacji przyrodniczej.

Pamięta pani ten moment, kiedy ptaki pojawiły się w pani życiu?
Miałam 12 lat i tata zabrał mnie na wystawę Polskiego Towarzystwa Miłośników Ptaków Egzotycznych. W tym czasie często jeździliśmy na wystawy i giełdy hodowców. Podczas tej wzięłam udział w głosowaniu na najsympatyczniejszego ptaka. Wybrałam Kubę, papugę Hani Hybickiej. Okazało się, że wygrałam nagrodę i kiedy pojechałam po jej odbiór, zapisałam się do stowarzyszenia. Kupiliśmy pierwszą papugę, z którą jeździliśmy na wystawy. Tak się zaczęła przygoda z ptakami, ale ciągoty do przyrody miałam zawsze.

Wychowałam się na osiedlu z wielkiej płyty, na warszawskim Marymoncie. W okolicy był park z kanałkiem, Las Bielański i dzikie otoczenie Wisły. Już sam Las Bielański, rezerwat w środku miasta z pięknymi starymi drzewami, to wspaniałe miejsce, gdzie można pogrzebać patykiem w ziemi, a także spotkać sarnę, dzika, łosia, no i setki ptaków. Najpierw chodziliśmy z tatą oglądać je przez lornetkę. Cieszyłam się, że w ogóle coś widzę. A potem chciałam już wiedzieć, co widzę. Mimo że tata nie odróżnia sójki od sroki, to zawsze bardzo mnie wspierał w moich podróżach i pasjach. Gdy chodziłam jeszcze do szkoły, pokazywałam palcem miejsce na mapie i tam jechaliśmy. Mama zostawała i cierpliwie opiekowała się moim stadkiem papug i innymi zwierzakami. Jeździliśmy też na zagraniczne wycieczki, na przykład do Kenii albo Wenezueli, ale jedną z tych, które szczególnie miło wspominam, odbyłam z tatą w Polsce. Wyjechaliśmy na trzy tygodnie i przejechaliśmy prawie 3000 km.

Podróżuje pani za ptakami?
To zależy od wolnego czasu i portfela. Wiosną i jesienią najchętniej odwiedzam Mierzeję Wiślaną i Helską, gdzie można oglądać spektakularne przeloty ptaków. Od jakichś 15 lat jeżdżę też nad Biebrzę. Wcześniej z tatą, teraz zabieram ze sobą córkę. W zeszłym roku byłam w Gruzji, gdzie razem z mężem prowadziliśmy wycieczkę ornitologiczną biura podróży Horyzonty, które specjalizuje się w takich właśnie oryginalnych wyprawach. Batumi w Gruzji, Eilat w Izraelu czy w końcu Tarifa w Hiszpanii to prawdziwe mekki ptasiarzy i doskonałe miejsca, aby obserwować niekiedy rzadkie w Polsce gatunki. W Hiszpanii byłam już parę razy. Najpierw jako wolontariuszka liczyłam ptaki przekraczające cieśninę, a potem już razem z mężem jeździliśmy na indywidualne obserwacje. Jestem ptasią patriotką. Najbardziej lubię ptaki z naszego rejonu świata.

Dla podróżujących po świecie backpackersów pozycją obowiązkową są przewodniki Lonely Planet. Czy dla prasiarzy biblią jest przewodnik Collinsa?
Przewodnik Collinsa jest bez wątpienia najlepszy na rynku. Każdy, kto podgląda ptaki i chce nauczyć się je rozpoznawać, prędzej czy później trafi na tę książkę. Jest kompletna, zwięźle napisana, ma świetne ilustracje. Kolejnymi stopniami wtajemniczenia są książki poświęcone konkretnym grupom ptaków, na przykład szponiastym, mewom czy pokrzewkom… Ja nie zaczęłam od książek, najpierw oglądałam ptaki i jeździłam z tatą na różne ptasie zloty. Po przygodzie z loterią pochłonął mnie wolontariat w stowarzyszeniu. Jeździliśmy z papugami do szpitali, byliśmy prekursorami papugoterapii. Pomagaliśmy niewidomym z zakładu w Laskach w kontakcie z przyrodą, zabieraliśmy do nich papugi, by mogli dotknąć ptaka, posłuchać go z bliska. A gdy przyszły wakacje, a ja nie miałam planów, poszłam do warszawskiego zoo z pytaniem, czy mogę jakoś pomóc. I tak trafiłam do Ptasiego Azylu doktora Kruszewicza, gdzie pracowałam przez pięć lat jako wolontariuszka.

Które ptaki są pani ulubionymi?
Lubię krukowate, bo są inteligentne, zwłaszcza wrony. Ludzie nie przepadają za nimi, ale one są bardzo sprytne. Widziała pani, jak rzucają orzechy na ulicę, żeby rozgniótł je przejeżdżający samochód? Ostatnio zaobserwowałam, jak wkładają je w tory tramwajowe i czekają na nadjeżdżający pojazd. Kiedy mieszkałam w Warszawie, często widywałam z okna, jak gromadzą się na podwórku. Naraz potrafiło się zlecieć kilkaset ptaków! Widać, że zachodzą między nimi interakcje, przepychają się, zabierają sobie znaleziony korek – z okna można podpatrzeć ich zachowania społeczne.

Czego jeszcze dowiedziała się pani z tych obserwacji?
Ostatnio rozmawiałam z osobą, która powiedziała, że każdy kontakt z przyrodą nas budzi. Absolutnie się z tym zgadzam. Widzę zresztą podczas moich warsztatów i spacerów, że już samo obserwowanie przyrody i ptasiarstwo dobrze robi ludziom i coraz więcej osób się w to angażuje, zaczyna zwracać się w stronę przyrody. Mam znajomych, którzy wyprowadzili się z miasta i zamieszkali w domu w Białowieży, gdzie zapuszczają ogród. To czasem budzi niezadowolenie sąsiadów, którzy mają wygolone do ziemi trawniki obsadzone tujami. A u moich znajomych w tym zapuszczonym ogrodzie mieszkają ptaki, motyle, pszczoły i mnóstwo innych owadów. Często wracam nad Biebrzę, w miejsca, gdzie w dzieciństwie często jeździliśmy z tatą. Spotykam tam sporo pań, które odchowały już dzieci i zamiast czekać na wnuki, kupują lornetkę, aparat, książki o ptakach i przyjeżdżają obserwować przyrodę, zastanawiają się, jaki gatunek właśnie przyleciał.

Ma pani wrażenie, że liczba prasiarzy rośnie?
Tak, ludzie coraz chętniej to robią. Kiedyś trudno było mi spotkać osoby o podobnych co ja zainteresowaniach, dziś ludzie organizują się w grupy, w czym pomaga Internet, by razem obserwować ptaki. W księgarniach jest sporo publikacji poświęconych różnym aspektom przyrody, otwarcie mówi się o naszym deficycie kontaktu z przyrodą. Prężnie działają też stowarzyszenia przyrodnicze, w Warszawie to Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków czy też Stołeczne Towarzystwo Ochrony Ptaków. W Gdańsku działa Stowarzyszenie Ochrony Sów, które organizuje tzw. noce sów – wycieczki, podczas których można posłuchać ich pohukiwania. Jest nawet specjalna strona, na której ludzie piszą, gdzie widziano ostatnio rzadkiego ptaka. Niektórzy potrafią przyjechać z drugiego końca Polski, by zobaczyć taki okaz. Wiele osób fotografuje albo rysuje ptaki, niektórzy obserwują je dla samej przyjemności obserwacji, nie potrzebują uczyć się nazw.

A pani nadal fotografuje?
Teraz już mniej, wystarczy mi obserwacja, zdjęcia robię głównie zawodowo. Wykorzystujemy je z mężem między innymi do prezentacji i wykładów na temat rozpoznawania ptaków.

obserwowanie ptaków
Obserwowoanie ptaków jest jak medytacja: wycisza, uspokaja, uczy bycia tu i teraz. Na zdjęciu rudzik zwyczajny. (Fot. iStock)

Kiedy jest najlepszy moment na obserwację?
Teraz! Zawsze (śmiech)! Dziś w drodze do Warszawy z okien pociągu widziałam stado około 40 łabędzi krzykliwych, ale też żurawie, myszołowy i skowronki. Już przyleciały. Oczywiście najbardziej spektakularne momenty podczas obserwacji ptaków przeżywamy wiosną, kiedy ptaki śpiewają. Można nauczyć się je rozróżniać po głosie, ale wystarczy po prostu słuchać, by czerpać przyjemność z kontaktu z nimi.

Co przyda się oprócz dobrych oczu lub lornetki i przewodnika Collinsa?
Może dobre buty, ale w zasadzie nic nie potrzeba, jedynie czasu. Obserwacja ptaków nic nie kosztuje. Niekiedy przydaje się wczesne wstawanie, na przykład o drugiej czy trzeciej w nocy, żeby posłuchać cietrzewi. Ważne, żeby nie wchodzić ptakom z butami w życie. Nie trzeba też fotografować z bliska, zwłaszcza że teraz sprzęt fotograficzny jest coraz lepszy. Podobnie lornetki. Ja przez lata chodziłam ze starą, kiepskiej jakości lornetką i dawałam radę.

Czym dla pani jest kontakt z ptakami, jakie emocje w pani budzi?
Daje mi spokój, wycisza, pozwala oderwać się od spraw codziennych. Trochę pewnie jak medytacja, bo takich chwil, kiedy jesteśmy obecni tu i teraz, często nam w życiu brakuje. Obserwacja ptaków daje mi też satysfakcję, bo zaspokajam swoją ciekawość. Nigdy nie wiem, co zobaczę, na jaką ptasią sytuację trafię, co znajdę na kolejnym drzewie – to fascynuje i cieszy. Ostatnio podczas rodzinnego spaceru widzieliśmy kaczki spieszące się gdzieś po zamarzniętym jeziorze. Na naszych oczach poślizgnął się kaczor. Śmieliśmy się z tego, że pewnie mu musi być głupio przed kaczkami. To antropomorfizacja, jasne, ale dobrze też sobie czasem, bez złośliwości, pożartować z ptaków.

Obserwowanie ptaków nic nie kosztuje. Czasem przydaje się wczesne wstawanie, na przykład o drugiej czy trzeciej w nocy, by posłuchać cietrzewi. Ważne, aby nie wchodzić ptakom z butami w życie.