fbpx

Znaczenie słów

Znaczenie slow
123rf.com

Podświadomość nie zawsze rozumie wypowiadane przez nas słowa dokładnie tak samo jak my. Alicja M. Bednarska, doradca rozwoju osobistego, tłumaczy, jak słowa programują naszą podświadomość

Alicja_M_Bednarska
Alicja M.Bednarska, doradca rozwoju osobistego

Drażni mnie, gdy ktoś mówi, że coś „powinnam”. Z czego to wynika?A co niesie ze sobą „powinnam”? Tak się składa, że abstrahując od etymologii, od jakichkolwiek językoznawczych rozważań – w samym słowie zawarte jest pojęcie winy. Jeżeli „powinnam”, to jestem winna, bo jeszcze tego nie zrobiłam, być może ociągam się, zaniedbuję coś. Idąc dalej: skoro coś powinnam zrobić, a tego nie robię, to muszę się w jakiś sposób ukarać – choćby nie najlepszym samopoczuciem.

Samo słowo „wina” wciąż odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Postrzegamy świat w kategoriach winy – wystarczy, że jakaś drobna rzecz ułoży się nie po naszej myśli, szukamy winowajcy.

To zawdzięczamy w dużej mierze praktykom kościelnym – publicznemu wyznaniu winy, biciu się w piersi. W naszej kulturze winę wysysamy z mlekiem matki, niesie ją ze sobą grzech pierworodny. Rodzimy się winni, po czym wciąż pielęgnujemy w sobie to poczucie winy. Ten program bardzo trudno jest zmienić.

A jak jest z „muszę”?

Jeżeli musisz, to zastanów się, kto cię zmusza, kto lub co powoduje ten przymus. Słowo „muszę” ściąga w dół, niesie w sobie wyjątkowo ciężką energię…

Funkcjonujemy w świecie, w którym mamy pewne obowiązki i często powodują one, że coś rzeczywiście musimy.

Na szczęście zawsze można zmienić to świadomie na „chcę” i zrzucić z siebie brzemię tego przymusu – wówczas zadanie, które nam powierzono lub które sobie wyznaczyliśmy, będzie mieć inną jakość. Nie chodzi o to, żeby stosować cenzurę, wykreślać pełnoprawne słowa z języka, tylko o świadomość tego, co mówię, jak mówię i w jaki sposób może to wpłynąć na moją energię, moje samopoczucie, moją rzeczywistość. Czasem rzeczywiście coś muszę, ale jeśli przestawię sobie w głowie, że chcę to zrobić, nie będę przeżywać z tego powodu katuszy, zrobię to szybciej, łatwiej. Ja stosuję od lat mantrę: „robię bez robienia i jest zrobione”. Działa.

Zmiana „muszę” na „chcę” może być jednak dla niektórych zbyt radykalna, wywołać opór. Co powiesz na „mam do zrobienia”?

Tak, „mam do zrobienia” jest neutralne. Oczywiście wszystko zależy od sytuacji, bo łatwiej prawdopodobnie przyjdzie nam powiedzieć „chcę kupić kwiaty do wazonu” niż „chcę skopać ogród”.

A jak to jest z „problemem”? To też słowo, którego używamy z lubością. Najdrobniejsza przeszkoda, niedogodność, uciążliwość wystarczy, by powiedzieć „mam problem”.

Lubię mówić: problemem nie są nasze problemy, tylko to, jak sobie z nimi radzimy. W mojej pracy widzę, w jak różny sposób ludzie reagują na te same sytuacje. Kiedyś przyszła do mnie osoba, której spiętrzyło się dużo trudnych spraw, ale w ogóle nie mówiła o nich „problemy”, ktoś inny ma „poważny problem”, bo zepsuł mu się pilot od telewizora. Tak naprawdę wszystko to są sprawy do załatwienia, do rozwiązania. Na szczęście coraz więcej osób traktuje je jako sposobność, żeby zmienić coś w życiu, poprawić jego jakość. W tym sensie nie ma problemów. Tak jak nie ma błędów, tylko lekcje.

Alicja M. Bednarska – doradca rozwoju osobistego, praktyk transformacji oddechem, praktyk NLP, prowadzi ustawienia rodzinne metodą Berta Hellingera i warsztaty rozwoju osobistego, www.berckana.pl

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze