Sposób na internetowego oszusta matrymonialnego. Jak się bronić i bezpiecznie nawiązywać kontakty?

Catfish to internetowy oszust matrymonialny, który za fałszywym profilem wykorzystuje kobiety poszukujące miłości. Podpowiadamy jak się bronić i jak bezpiecznie nawiązywać kontakty w sieci. (Fot. iStock)

Catfish to internetowy oszust matrymonialny, który za fałszywym profilem wykorzystuje (też finansowo) kobiety poszukujące przyjaźni i miłości. O tym, jak się przed nim bronić i jak bezpiecznie nawiązywać kontakty w sieci rozmawiamy z psychoterapeutką Katarzyną Kucewicz.

Wszyscy wiemy, że z internetowymi znajomościami trzeba uważać, więc…
…kobieta, która daje się nabrać na ładne słówka w Internecie, to głupia baba, tak? Taka jest zwykle reakcja, kiedy słyszymy historię 30-, 40-latki uwiedzionej i wykorzystanej przez kogoś, kogo nie widziała nawet na oczy. Bo catfish, czyli oszust podszywający się pod kogoś innego, udający zainteresowanie i zakochanie – ukrywa się za ekranem swojego komputera. Kiedy jednak przyjrzeć się bliżej, łatwo zobaczyć, że każdego można złapać w taką sieć. Zwłaszcza jeśli jest w głębokim kryzysie, po śmierci bliskiej osoby, utracie pracy, rozwodzie, odrzuceniu…
Powiedzmy, że jestem osamotniona i nieszczęśliwa. I nagle na portalu randkowym, Facebooku czy Twitterze pojawia się ktoś, kto interesuje się tym, jak spędziłam dzień, kto mówi, że jestem piękna, dopytuje, czy zjadłam śniadanie, prosi, żebym się dobrze odżywiała i chodziła na spacery, pisze kilka razy w ciągu dnia.

Myślę: poświęca mi dużo czasu, dba o mnie, troszczy się – czyli jest mną zainteresowany.
Co więcej, on mówi to wprost: „Jeśli się nie odzywasz przez pół dnia, to jestem zazdrosny, boję się, że taka kobieta jak ty adoratorów ma na pęczki i znajdzie sobie kogoś bliżej”. Ktoś spragniony bliskości, postrzega to tak, jakby z każdym postem czy wiadomością otwierała się inna rzeczywistość, w której wreszcie jest dla kogoś ważny, a wręcz najważniejszy.
Znana mi historia – dziewczyna naprawdę inteligentna, ale niespełniona zawodowo, porzucona przez kolejnego partnera, sfrustrowana i niezadowolona, była pod wrażeniem, kiedy zagadał do niej na Facebooku chirurg, pracujący dla ONZ na misji w Pakistanie. Warto bowiem pamiętać, że oszuści lub coraz częściej szajki oszustów udające zakochanych mężczyzn podszywają się pod zawody zaufania publicznego, typu lekarz, prawnik, pilot, żołnierz na misji, korespondent wojenny. Niemożność spotkania w realu argumentują: „Jestem w miejscu, w którym jest ciężko albo z którego ciężko się wydostać, bo trwa misja, wojna, kataklizm…”. Przysyłają zdjęcia na tle szpitala w dżungli, awionetki na wezbranej rzece czy wojennych zgliszczy. Niezbyt wyraźne. Rozmowa na Skypie też jest utrudniona przez brak zasięgu, a jeśli do niej dochodzi, to zwykle obraz na ekranie jest zamazany lub zawsze ten sam. Dzień po dniu uwodzą i urabiają kobietę, żeby w pewnym momencie poprosić o pomoc.
Kiedy po sześciu miesiącach dziewczyna, która zarabia niecałe 3000 zł miesięcznie, wysłała pierwsze 500 euro (ok. 2000 zł) na szkołę synka ukochanego, wkrótce pojawiły się nowe dramatyczne okoliczności i prośby. W ciągu roku wyciągnął od niej prawie 15 tysięcy złotych!

To, co zastanawia najbardziej – dlaczego zaufała i zakochała się w osobie, której nie widziała na oczy?
Zakochane kobiety nie widzą nierealności osoby i sytuacji, bo mają kłopoty z rozpoznaniem różnicy między fikcją a rzeczywistością, marzeniem a życiem, swoimi potrzebami a potrzebami innych. Często jest to związane z brakiem rozpoznania własnych granic i nieumiejętnością ich obrony. Ta nieumiejętność wyrasta na głębokim poczuciu bezwartościowości, nawet nie niskiej oceny, tylko poczuciu, że jestem do niczego, jestem nikim. Ofiary catfishingu często też mają problem z ojcem, którego nie było w ich życiu, więc żyją z silną potrzebą posiadania tatusia, czyli kogoś, kto będzie o nie dbał i się troszczył, ale też trochę zarządzał, który powie: „Dzisiaj idź na basen”, „Teraz zrób sobie kawę”.

Odkrycie, że zostało się oszukanym, jest potwornie nieprzyjemne. Z czym zmagają się ofiary catfishingu?
Z potężnym wstydem i poczuciem upokorzenia. Reakcja otoczenia zwykle to pogłębia. Kiedy moja pacjentka powiedziała przyjaciółkom, jak została oszukana, te od razu zawyrokowały: „Stara a głupia”. Dlatego wiele ofiar ukrywa to nawet przed najbliższymi, nie idzie na policję, tylko obwinia siebie. Praca terapeutyczna z taką osobą zaczyna się zwykle od interwencji kryzysowej, czyli mówienia wprost, co ma zrobić, żeby zakończyć kontakt z oszustem, który nierzadko ma jej prywatne, a nawet nagie zdjęcia i może ją nimi szantażować. Po kilku tygodniach, kiedy pacjentka przestała odpowiadać na listy i zaczepki catfisha, zwróciła uwagę na to, co się dzieje w jej życiu. Zaczęła wychodzić do ludzi i spędzać więcej czasu w realnej rzeczywistości.

Jak się uchronić przed oszustem w wirtualu?
Po pierwsze, trzeba uważnie wczytywać się w opisy i sposób prezentowania się. Dopytywać, jeśli coś jest dla nas niejasne, konfrontować sprzeczne informacje. Wiele kobiet macha ręką, kiedy on raz pisze, że nie ma matki, a raz, że jedzie na obiad do mamy. Tłumaczą sobie: „Coś mi się pomyliło, przejęzyczył się”. Po drugie, zanim dojdzie do pierwszego spotkania w realu, odsłaniajmy się rozsądnie – mówmy o sobie tyle, ile byśmy powiedziały np. nowemu sąsiadowi czy listonoszowi. Bez szczegółów, gdzie pracuję, jaką mam rodzinę i przyjaciół. Detale zostawmy na spotkanie. Po trzecie, pamiętajmy, że jeśli mamy trudny okres w życiu, jesteśmy bardziej podatni na manipulacje i uleganie oszustom.

Dan Ariely, autor bestsellera „Szczera prawda o nieuczciwości. Jak okłamujemy wszystkich, a zwłaszcza samych siebie”, twierdzi, że żyjemy w czasach ogólnego osłabienia poczucia bezpieczeństwa i powszechnego poczucia zagrożenia. Cała nasza kultura jest w trudnym momencie.
A my razem z nią. Tym bardziej powinniśmy być uważni na siebie, swoje emocje i decyzje, które podejmujemy. Bo jeśli jesteśmy coraz bardziej okłamywani przez polityków, telewizję, reklamy, to coraz bardziej akceptujemy, że politycy kłamią w żywe oczy, a spece od marketingu manipulują naszymi uczuciami, żeby sprzedać więcej i drożej. W efekcie następuje społeczna akceptacja kultury oszustwa. Gdy się nad tym głębiej zastanowić, jest w naszym społeczeństwie także tendencja, żeby umniejszać i dewaluować krzywdę kobiety. Powszechna jest postawa „sama sobie winna” – jeśli mąż ją bije, szef obmacuje, sąsiad zgwałci, a facet z Internetu wyczyści jej konto i podepcze uczucia.

Skąd ta skłonność, żeby obwiniać lub ośmieszać ofiarę matrymonialnych oszustów?
Myślę, że śmieszą nas sytuacje, kiedy ktoś w jaskrawy sposób da się wykorzystać i oszukać, bo odwraca to naszą uwagę od tego, jak my sami jesteśmy manipulowani. Przez polityków i marketing, szefa, współpracowników, nierzadko naszych bliskich. Chcemy wierzyć, że złe rzeczy przytrafiają się złym i głupim, a nas to nie dotyczy. Tymczasem świat jest różny, a złe rzeczy przytrafiają się też dobrym i mądrym ludziom. Jeśli będziemy o tym pamiętać, mamy większą szansę zachowywać się uważnie i w porę wycofywać z niebezpiecznych sytuacji.