Wszystko przez teściową!

fot. iStock

W naszej kulturze matki nie mają lekko, bo podlegają ciągłej ocenie, zwykle krytycznej. Ale gdy matka zostaje teściową, wtedy dopiero zaczyna się jazda! Znacie te świetne dowcipy o teściowych? A może zamiast się z nich śmiać, lepiej spojrzeć krytycznie na siebie – zastanawia się psycholożka Hanna Samson.

Chodzę ostatnio na rehabilitację. Rehabilitant ma dwoje dzieci, jest w trakcie rozwodu, mieszka z nową partnerką.

Nigdy więcej się nie ożenię – stwierdza z przekonaniem. Dlaczego? – pytam. – Miałem już jedną teściową i wystarczy!

I zaczyna opowieść o tym, jak to teściowa wtrącała się we wszystko, nastawiała żonę przeciwko niemu, w końcu rozbiła ich małżeństwo.

To musiała być bardzo silna osoba, skoro nie mogliście sobie z nią poradzić? – wyrażam przypuszczenie, żeby podtrzymać rozmowę. – Taka jak one wszystkie! Nie wie pani, jaka jest teściowa na 102? Sto metrów od domu i dwa metry pod ziemią.

Mój rehabilitant jest kopalnią dowcipów, a tych o teściowych zna szczególnie dużo.

Jak długo należy patrzeć na teściową jednym okiem? – rzuca znowu. – Nie wiem. Aż muszka się zgra ze szczerbinką. A to pani zna? Tato, dzik zaatakował babcię. Jeśli sam zaatakował, to niech sam się broni.

A to pan zna? – nie chcę pozostać dłużna. – Za rozpad małżeństwa winę ponoszą obie strony: żona i teściowa. – Dokładnie! – śmieje się rehabilitant. – Ale to jest dowcip, wie pan? – na wszelki wypadek wolę się upewnić. – Całkiem niezły! – śmieje się nadal, a ja odpuszczam. W końcu sama też jestem teściową, choć nieformalną, i muszę uważać, bo wszystko, co powiem, może być wykorzystane przeciwko mnie. W teściowej bowiem zwykle lokujemy winę, tak jak PiS lokuje ją w Tusku. Ta tendencja jest tak wyraźna, że aż śmieszna.

JEJ BARDZO WIELKA WINA

Dobrze było ją widać w raporcie „Polityki” pod tytułem „Jak oswoić teściową”, który co prawda ukazał się już dawno, ale pewnie od tamtego czasu niewiele w naszej świadomości się zmieniło. Oto fragmenty: „Teściowej Marty udało się rozbić jej małżeństwo w kilkanaście miesięcy, mimo że mieszkała w odległości 200 kilometrów”. To zdaje się potwierdzać zabawne założenie z dowcipu, że najlepsza odległość to dwa metry pod ziemią, bo każdą inną teściowa pokona bez trudu. Jeśli nie pociągiem lub na miotle, to przez telefon…

Teściowa Marty dzwoniła, pouczała, instruowała, otwierała wyciągi z banku, bo przychodziły do niej. Dlaczego? „Robert był zameldowany u rodziców, więc tam przychodziły wyciągi z naszego konta. Miała pełną kontrolę nie tylko nad naszymi finansami, ale nad całym życiem, bo po najdrobniejszej kłótni mój mąż łapał za telefon, żeby poskarżyć się mamusi”. Zdawać by się mogło, że sprawa jest oczywista – mąż Marty nie dojrzał do małżeństwa. Nie dość, że nie potrafił zmienić adresu do korespondencji w banku, to do konfliktów z żoną włączał matkę. „Gdy Marta zaszła w ciążę, z jej małżeństwem było już naprawdę źle. Przy którejś kłótni Robert uderzył Martę”. No to chyba on jest winien? Skądże! Z raportu wynika, że to teściowa rozbiła małżeństwo. Ten raport nie jest wcale takim ewenementem, lecz przejawem naszej kultury, w której teściowa jest winna, i tyle!

Czasem na warsztatach proponuję ćwiczenie, które pokazuje rolę nastawienia. Nie będę go opisywać, żeby wam nie psuć zabawy, bo może kiedyś się z nim spotkacie, powiem tylko, co z niego wynika: jeśli jesteśmy nastawieni na walkę, bo sytuacja nam się z nią kojarzy, zwykle walczymy, choć dużo więcej można wygrać przez współpracę. Moglibyśmy to łatwo zobaczyć, gdyby nie nastawienie. Zwykle ludzie się dziwią, że tak łatwo wpadli… Ale co to ma wspólnego z teściową? Obawiam się, że dużo. Jeśli traktujemy teściową jak osobę podejrzaną, nie zobaczymy, jaka naprawdę jest i o co jej chodzi, za to z pewnością znajdziemy dowody, że nie jest w porządku.

Ona od początku była do mnie uprzedzona – zagaja rehabilitant na kolejnym spotkaniu. – Tak? – podtrzymuję konwersację. – Trzymała dystans. I tak mi się przyglądała, wypytywała, chciała mnie poznać. To chyba dobrze, że chciała pana poznać? – Chyba powinna mnie od razu zaakceptować, skoro jej córka mnie wybrała? – wydaje się szczerze przekonany do tego, co mówi.

A niby dlaczego? Nie mówię tego głośno, bo nie chcę denerwować rehabilitanta, ale jego oczekiwanie wydaje mi się nieco wygórowane. No bo w końcu to nie teściowa go wybrała, ona dopiero go poznaje, żeby oswoić się z wyborem córki. Zwykle w miarę poznawania kogoś, wyrabiamy sobie do niego stosunek, zaczyna się tworzyć relacja, która z czasem może stać się bliska.

A pan ją od razu zaakceptował? – pytam. – Chyba nie sądzi pani, że można akceptować teściową? – śmieje się rehabilitant i gładko przechodzi do dowcipu. – A wie pani, jaka jest różnica między wizytą a wizytacją?Nie mam pojęcia – tak naprawdę, to się domyślam, ale nie chcę mu psuć przyjemności. – Wizyta to jest wtedy, kiedy my jedziemy do teściowej, a kiedy teściowa przyjeżdża do nas, to jest wizytacja.

Dobrze znam skargi wielu kobiet, że teściowa jest wścibska i wszędzie zagląda. Czasem komentuje bałagan, czasem zaczyna sprzątać po swojemu. – I co pani na to? – pytałam wielokrotnie. Najczęściej nic, po prostu to znoszą. Ale czy na pewno wszystko trzeba znosić? A gdyby tak powiedzieć, że nie chcemy, żeby wszędzie zaglądała? Że to nasze rzeczy i nasze standardy porządku? Że nie będziemy przychodzić w każdą niedzielę na obiad? Że na święta wyjeżdżamy w góry?

Jeśli coś w zachowaniu teściów nam przeszkadza, warto razem się temu przeciwstawić. Zwykle słyszę, że to niemożliwe. Mąż nie potrafi, nie umie przy matce wyrazić własnego zdania, „Przecież wiesz, jaka jest mama” – mówi, i na tym się kończy. Albo żona w obecności matki zmienia się w małą dziewczynkę i nie umie powiedzieć „nie”. To z pewnością świadczy o tym, że teściowa jest silną osobowością, ale przecież nie ona odpowiada za reakcję żony czy męża, lecz oni sami, i to z nimi warto o tym rozmawiać. Na przykład teściowa prasuje koszule męża, które ty już wyprasowałaś. Czujesz się upokorzona, ale on nie widzi problemu, „O co ci chodzi, przecież mama tylko chce ci pomóc”. Albo: umawiacie się, że na weekend wyjedziecie za miasto, ale mama patrzy na niego z wyrzutem i on natychmiast zmienia wasze plany. „Tak, mamo, przyjdziemy w niedzielę na obiad” – zapewnia. Lub: jego ojciec wygłasza wykłady na temat tego, jak powinniście gospodarować swoimi pieniędzmi, a on grzecznie słucha i potakuje. Ty dzielnie milczysz, bo przecież to jego ojciec i to mąż powinien coś z tym zrobić. A właśnie! Teściowie też bywają niełatwi, choć w dowcipach obrywa się tylko teściowym.

JAK DOROŚLI LUDZIE

Susan Forward, autorka słynnych „Toksycznych rodziców”, napisała również książkę „Toksyczni teściowie”. Toksyczne pary autorka dzieli zgrabnie na kilka grup, których nazwy mówią same za siebie: krytycy, zaborcy, nadzorcy, mistrzowie chaosu, pogardliwcy. Ta książka złości mnie trochę tym czarno-białym obrazem rzeczywistości, ale przynajmniej okazuje się tutaj, że nie tylko kobiety w roli matek zamężnych dzieci psują wszystko, również mężowie im w tym pomagają.

Co można zrobić z takimi teściami? Jak zwykle trzeba zacząć od siebie. Znacie komedię „Sposób na teściową”? Jane Fonda jest toksyczną teściową, z którą Jennifer Lopez jako przyszła synowa musi sobie radzić. I radzi sobie. Jest pomysłowa, odważna i zdeterminowana. Zamiast przyjąć rolę bezbronnej ofiary, decyduje się na konfrontację. Walczy sama, nie wciągając w to przyszłego męża. To częsta sytuacja. Mąż pozostaje poza konfliktem. Albo, świadomie lub nie, tylko dolewa oliwy do ognia. Ale o ile pamiętam, ten film dobrze się kończy, kobietom udaje się zaprzyjaźnić. Wychodzą poza schemat, że miłość do tego samego mężczyzny musi je dzielić, i doceniają siebie nawzajem.

Badania CBOS-u wykazują, że problem z teściową jest – zaraz po pieniądzach i podziale obowiązków domowych – najczęstszą przyczyną małżeńskich konfliktów. Ale ten problem można rozwiązać: wystarczy przestać patrzeć przez pryzmat stereotypów i wziąć odpowiedzialność za to, na co sami jej pozwalamy. Nie oczekujmy od teściowych, że się zmienią, lecz chrońmy własne granice. Kulturalnie, stanowczo, konsekwentnie. Najgorsza teściowa przestanie być toksyczna, jeśli my nie pozwolimy się zatruwać.

– A zna pani ten dowcip? – zapytał rehabilitant na ostatnim spotkaniu. – O matko! Przychodzi teściowa, a ja nie umyłam sufitu!

I coś w tym jest! Często złościmy się na standardy teściowej, ale bez sensu próbujemy je wypełniać, zamiast powiedzieć w końcu, że mamy własne. Nie dziwmy się, że teściowa traktuje nas jak dzieci, skoro jak dzieci się zachowujemy. „Mamo, miło z twojej strony, że zawsze o nas myślisz, ale mamy własne plany na ten tydzień” – boisz się to powiedzieć? Nie czekaj, aż przestaniesz się bać. Zrób pierwszy krok, przy drugim będziesz już się bała trochę mniej. Zamiast cierpieć w milczeniu, wyrażaj niezadowolenie i wymagaj respektowania twoich praw. Wtedy wkroczysz w dorosłość i pociągniesz za sobą partnera. A kiedy już staniemy się dorośli, teściowa nam nie podskoczy. Nawet nie będzie chciała. W końcu okaże się zwykłą kobietą, która troszczy się o nasze dobro. Warto jej na to pozwolić, ale w rozsądnych granicach.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »