1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Materiał partnera
  4. >
  5. Prawidłowe karmienie psa - wiesz, jak powinno wyglądać?

Prawidłowe karmienie psa - wiesz, jak powinno wyglądać?

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Troska o zdrowie ukochanego czworonoga to podstawa, a niezbędnym tego elementem jest odpowiednie karmienie psa. Co to właściwie oznacza? Sprawdź, co powinien jeść pies, o jakich porach najlepiej podawać mu posiłki oraz w jaki sposób powinno to przebiegać!

Pies to najlepszy przyjaciel człowieka, który jest pełnoprawnym członkiem rodziny. Czy oznacza to, że we wszystkich sferach funkcjonujemy podobnie? Zdecydowanie nie! Układ trawienny oraz zapotrzebowanie na składniki odżywcze są u zwierzęcia inne niż u nas. Stąd też podawanie psu ludzkich posiłków - tego, co jemy na co dzień - nie będzie dobrym pomysłem. Karmienie psa powinno być dostosowane do jego potrzeb, a wpływ na nie ma co najmniej kilka elementów - wśród nich wymienia się:

  • masę ciała psa,
  • rasę,
  • aktywność zwierzęcia,
  • generalny stan jego zdrowia, w tym np. ewentualne alergie czy inne choroby,
  • wiek - odmienne karmy powinno podawać się szczeniętom (są one oznaczone napisem Junior, jak np. PEDIGREE® Vital Protection™ Junior), inne zaś psom dorosłym (Adult) oraz starszym (Senior),
  • stan fizjologiczny np. ciążę lub laktację,
  • rodzaj sierści - być może będzie to zaskoczeniem, lecz okazuje się, że czworonogi mające gęstszą i dłuższą sierść potrzebują dostawać posiłki z większą ilością białka.

Karmienie psa - składniki odżywcze pod lupą

Eksperci podkreślają, że psia dieta powinna zawierać w sobie około 40 różnych, niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania zwierzęcych organizmów, składników odżywczych. Mowa o makroskładnikach, witaminach oraz składnikach mineralnych. Co warto wiedzieć o niektórych z nich?
  • Białko - to makroskładnik, który pomaga utrzymać masę ciała zwierzęcia. Proteiny wykorzystywane są także na bieżące potrzeby energetyczne oraz wpływają na liczne funkcje, w tym odpornościowe czy regulacyjne.
  • Witamina D - to składnik, którego psi organizm nie może wytworzyć samodzielnie. Troszcząc się o swoje zwierzę, musimy więc dostarczyć go właśnie wraz z odpowiednią dietą. Dlaczego jest to tak istotna witamina? Wpływa m.in. na układ kostny naszych czworonogów, nerwowy, sercowo-naczyniowy, odpornościowy, a nawet rozrodczy.
  • Cynk - to przykład pierwiastka, bez którego nie mogłoby obyć się liczne procesy metaboliczne, jakie na bieżąco zachodzą w organizmach naszych psów. Jest on także niezwykle ważny dla skóry zwierząt - jego niedobory mogą znacznie utrudniać m.in. gojenie się ran.
Biorąc pod uwagę fakt, że wymienione tu składniki są tylko niewielkim procentem tego, czego nasze psy potrzebują, warto postawić na profesjonalne karmy. Choć byśmy bardzo chcieli, możemy mieć dużą trudność z samodzielnym komponowaniem posiłków dla naszych czworonogów, a muszą one dostawać odpowiednio zbilansowane i kompletne dania. Pełnoporcjowe karmy są w stanie to zapewnić - oddajmy więc ich przygotowanie w ręce ekspertów!

O jakiej porze dnia powinno odbywać się karmienie psa?

Ogólna wskazówka mówi, że karmienie psa powinno odbywać się dwa razy dziennie - rano oraz w godzinach popołudniowych lub wieczornych. Powinno mieć to miejsce o stałych porach, a wielkości posiłków powinny być porównywalne. Pamiętajmy jednak, że podstawą jest indywidualne podejście do naszych ukochanych psich towarzyszy. Niektóre zwierzęta mogą bowiem potrzebować częstszego karmienia, co może dziać się np. w przypadku problemów z układem trawiennym (posiłki będą wtedy mniejsze, lecz częstsze).

O czym jeszcze warto pamiętać? Karmienie psa nie powinno mieć miejsca przed spacerem, lecz minimum 20 minut po nim. Do tego nasz czworonożny towarzysz powinien mieć stały dostęp do świeżej i czystej wody. By miał siłę, energię i frajdę z codziennego odkrywania świata - a my wraz z nim!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Podróże ze zwierzętami - jak się do nich przygotować?

Psy w samochodzie też zapinamy specjalnymi pasami. (Fot. iStock)
Psy w samochodzie też zapinamy specjalnymi pasami. (Fot. iStock)
Jeszcze nie tak dawno zabranie psa czy kota na wakacje było prawie niewykonalne, dziś coraz więcej hoteli i pensjonatów oferuje możliwość wypoczynku ze zwierzęciem. Jak przygotować się do takiej podróży?

  • Koty zwykle przywiązane są do miejsca, ale – nauczone od małego – mogą też z nami bez przeszkód podróżować. Trzeba je wtedy umieścić w transporterze i zapiąć go pasami bezpieczeństwa. Psy w samochodzie też zapinamy specjalnymi pasami.
  • Jeśli wybierzesz podróż pociągiem, musisz wykupić psu ważny bilet na przejazd i mieć przy sobie wykaz aktualnych szczepień. Powinien być trzymany na smyczy i mieć założony kaganiec. Jeśli którykolwiek z pasażerów się nie zgodzi na przebywanie w jego obecności, musisz zmienić przedział. Jeśli chcesz jechać z psem w kuszetce albo wagonie sypialnym, musisz wykupić wszystkie miejsca w przedziale (nie dotyczy to psów przewodników). Jeśli przewozisz psa lub kota w transporterze, potraktowany będzie jak każdy inny bagaż i nic za jego podróż nie zapłacisz.
  • Coraz więcej hoteli w Polsce i za granicą przyjmuje psy i koty, które podróżują z właścicielem, jako kolejnych gości. Wystarczy zapytać przed przyjazdem albo wrzucić w wyszukiwarce hoteli opcję „zwierzęta akceptowane”.
  • Jeśli wyjeżdżasz w miejsce, w które nie możesz zabrać swojego pupila, skorzystaj z szerokiej oferty hoteli dla zwierząt. Także całodobowe lecznice dla zwierząt mają kilka, kilkanaście miejsc przewidzianych jako „pokoje hotelowe”. Warto z wyprzedzeniem rezerwować miejsce dla pupila, to koszt rzędu 20–50 zł za dobę, a wszystko zależy od standardu i czasu hotelowania (liczba dni, okres wakacyjny lub świąteczny).

  1. Styl Życia

Tresować czy wychować - jak postępować z psem

Pomiędzy psem a właścicielem często występuje niemal metafizyczna więź. (Fot. iStock)
Pomiędzy psem a właścicielem często występuje niemal metafizyczna więź. (Fot. iStock)
Gryzie, niszczy, szczeka, boi się? A kiedy się z nim bawisz, czym go karmisz? Jak ty radzisz sobie z własnym lękiem czy złością – pyta psia psycholożka Anna Gadomska.

W okolicach parku zepsuł mi się samochód. Podeszłam do grupy ludzi z psami, prosząc o pomoc. Brązowy pitbul rzucił się na mnie, a ja poczułam, że to nie on, ale mężczyzna trzymający smycz czuje złość. Czy to możliwe, że pies przejmuje emocje właściciela?
Pies bywa reprezentantem właściciela i może wręcz czuć się do agresji zobowiązany, bo wyczuwa bezbłędnie to, co my czujemy. Emocje zmieniają nasz zapach, oddech, rytm serca, a psy mają węch i słuch doskonały. Pies musi mieć jednak predyspozycje, aby przejmować agresywne emocje. Pitbule są miłe dla ludzi, ale mogą być takim medium. Bonzo, także pitbul, był agresywny nawet w stosunku do podrastającej córki swoich opiekunów i dlatego zostałam przez nich poproszona o pomoc. Dom na uboczu, gdzie mieszkał, wszyscy omijali, jak się wydawało, z jego powodu. Tymczasem Bonzo był tylko delegatem problemów rodziny. Jego państwo byli niechętni bliźnim, choć sobie tego nie uświadamiali. Bonzo łapał zębami, ale nie przebijał skóry, tylko unieruchamiał człowieka – kontrolował tak otoczenie. Tak robią psy niepewne siebie i agresywne. Stąd te mity o psach, które wpuszczają gości, ale już nie wypuszczą. Jak ktoś siedzi w bezruchu, czują się pewnie, ale kiedy ktoś się poruszy, odczuwają to jako zaburzenie swojej przestrzeni i atakują. Bałam się tego psa i, powiem szczerze, tych ludzi też. Pies podchodził do mnie co chwila cały nabuzowany. Sprawdzał, prowokował wzrokiem, a domownicy patrzyli na mnie z niechęcią. Czasem ci, którzy mają konfliktowego psa, tylko po to wzywają psiego psychologa, żeby dostać potwierdzenie: „Nic się nie da zrobić”. Nie chcą refleksji: „Może warto zmienić coś w państwa zachowaniu i nastawieniu wobec Bonzo?”. I kiedy zaproponowałam konkretną pracę, stracili zainteresowanie.

Ale są chyba psy agresywne, choć ich właściciele tacy nie są?
Mam w terapii psy agresywne mające cudnych właścicieli. Czasem muszą brać leki, bo w sytuacji stresowej wpadają w amok i nie można im pomóc metodami psychologicznymi czy behawioralnymi. W wypadku agresji psa liczą się rasa, geny i przeżycia, a nawet jego dieta. Pobudliwość wzrasta na diecie wysokobiałkowej, np. suchej karmie dla psów sportowców. Jeśli je ją pies kanapowiec, to energia go roznosi. Kiedyś uważano, że pies je raz dziennie. Tak, jeśli ma w misce surowe mięso i warzywa, które długo się trawią. Jeśli to sucha karma, może czuć rozdrażnienie, kiedy spada mu poziom cukru. Niedobrze też, jeśli pies za dużo biega za piłką. Po dziesięciu godzinach w domu ma w parku sto razy pobiec za nią? To go pobudza. Bieganie to zachowanie z sekwencji łowieckiej. Pies po powrocie do domu pada wyczerpany, ale nie uspokojony.

Rzucać więc czy nie rzucać?
Rzucać, ale nie sto razy. Psy się uzależniają od piłki, mam takich pacjentów. Ważne też jest to, jak się z psem bawimy w przeciąganie, które nawiązuje do wspólnego rozszarpywania ofiary, czyli przyjemności, zapowiedzi jedzenia. Dlatego nie wyrywajmy psom na siłę zabawki. Różnica między zabawą a rywalizacją tkwi w nastawieniu właściciela. Jeśli ten nie pozwala psu zabrać piłki, to pies uczy się, że ona jest cenna. Gdy nigdy nie może jej zdobyć, staje się psem niepewnym siebie. Tłamsi w sobie negatywne emocje. Im częściej będziemy psu pozwalali zabrać zabawkę, tym szybciej się zorientuje, że sama zabawka jest nudna i służy tylko do wspólnej zabawy.

Psy przejmują od właścicieli tylko agresję czy także inne emocje?
Pomagałam właścicielce pudelka, który miał lęk separacyjny. Gdy za jego panią zamykały się drzwi, strasznie rozpaczał i niszczył wszystko. Podczas wywiadu okazało się, że wychodząc z domu, kobieta miała w sobie wiele lęku: jak ten mój piesek ma sam zostać!? To ona, a nie on, nie przecięła pępowiny. Świadomie chciała zostawiać psa i iść, ale nieświadomie cieszyła się, że ją tak kocha, że tak rozpacza. Chciała, żeby pies miał lęk separacyjny, bo jej mąż, który był w ciągłych rozjazdach, nie przeżywał rozłąki z nią. Proponuję w takiej sytuacji właścicielom: jeśli nie dacie rady sami siebie przekonać, że ani wam, ani waszemu psu nie dzieje się krzywda, kiedy zostaje sam, skorzystajcie z pomocy psychoterapeuty, tak jak korzysta z niej wasz pies.

Czy zawsze pies wyraża lęk właściciela, gdy rozpacza i niszczy, czy bywają też psy, które po prostu mają lęk separacyjny?
Psy mają problem separacyjny. Przyczyn jest wiele, jedną z nich może być zbyt wczesne zabranie szczeniaka od suki, co zaburza poczucie bezpieczeństwa. Mam klientów, którzy mają yorka z takim problemem. Udało się nam przyzwyczaić go do tego, że wychodzą do pracy. Ale jeśli wieczorem chcieliby jeszcze iść do kina, to dla tego psiaka już za dużo. Nie ma sensu próbować z nim pracować, bo on nie da rady dłużej zostawać sam. Na szczęście oni to zaakceptowali i gdy chcą wyjść wieczorem, prowadzą go do teściowej. Nadal też pracują nad jego pewnością siebie, m.in. ucząc go tropić. Ten piesek, jeśli uda mu się odnaleźć „zaginioną osobę”, jest taki dumny: uśmiechnięty pysk, ogonek do góry, rozgląda się na boki, czy wszyscy widzą, jaki jest świetny. Właścicielom psów separacyjnych proponuję, aby zrobili też budkę, zgromadzili w niej zabawki, żeby pies miał w domu miejsce, w którym czuje się super. Proponuję także masaże relaksacyjne, kojarzone z muzyką i olejkiem zapachowym. Po krótkim czasie sam zapach i muzyka koją psa.

Bajka, owczarek niemiecki, niszczyła nawet tapety. Próbowałam ją wybiegać, ganiałam za rowerem godzinami...
Próbujemy spożytkować energię psa, zamiast ją wyciszać. Pies po biegu jest na tak wysokich emocjach, że dużo trudniej mu zostać samemu. Gdyby był na spokojnym spacerze, na którym węszyłby, spotkał psiego kolegę, odniósł jakiś sukces, na przykład znalazł schowaną zabawkę, byłoby to łatwiejsze. W wypadku niszczenia ważne, czy przyczyną jest lęk, nuda, a może rygoryzm. Pamiętam boston teriera, który imprezował pod nieobecność właścicieli. Na nagraniu widać było, że piesek cieszy się, że poszli. „Wreszcie nikt mi nic nie każe i porobię fajne rzeczy”. Chłopak się realizował, kiedy zostawał sam. Potrzebna mu była podpowiedź: w co się bawić? Zabawki, z których pies musi wydobyć jedzenie, smakołyki ukryte w rolce po papierze toaletowym, gryzak w kartonie. Psy uwielbiają zdobywanie pożywienia. To dużo ciekawsze niż pełna micha.

Mówisz o psach jak o ludziach, jakby miały takie same emocje, ambicje i lęki jak my. Mają nawet potrzebę bycia sobą. Nauczyła mnie tego Tosia, pies rasy pierwotnej, a więc zwierzak niezależny. Chciałam, żeby Tosia była karnym owczarkiem. Nic z tego. Pamiętam pierwszy raz, kiedy nawiązałam z nią relację. Znalazłam ślimaka i pokazałam palcem: „Tosia, zobacz, co to jest?”. Podeszła, powąchała i po raz pierwszy spojrzała na mnie z uznaniem: „Nie jest taka głupia, umie znaleźć ślimaka. No, może się jakoś dogadamy”. To była dla mnie lekcja, że są psy, którym trzeba pozwolić być sobą i tylko tak można z nimi zbudować relację – pokazując, że ze mną może być fajnie. Psychoterapeuta ludzi musi przejść swoją terapię, by pomagać innym. Moja psychoterapia pomaga mi lepiej rozumieć zwierzaki, bo one czują i mają potrzeby jak my i mówią nam o nich na swój sposób. Tosia na przykład przyszła kiedyś podczas imprezy do salonu i położyła się na środku parkietu, jakby mówiła: „Koniec zabawy”. Ja jestem panią od psich emocji, a nie tylko od psich zachowań, czym zajmuje się trener behawiorysta. Jeśli pies szczeka, on go posadzi i będzie nagradzać dobre zachowanie. A ja skupię się na ugładzeniu jego emocji, bo wtedy zmieni się zachowanie psa, i to trwale. Jeśli szanujemy przestrzeń psa, nie narzucamy mu obecności ludzi, zacznie być spokojniejszy. I wtedy dopiero będzie czas na relacje z psami i ludźmi.

Powoli. Nic na siłę. Jeśli pracujemy tylko nad zachowaniem, to mamy bombę zegarową. Pies kontroluje zachowanie, ale wewnątrz emocje buzują.
Po co zajmować się emocjami psów? Psy się tresuje – tak powie wielu.
Żeby pies był szczęśliwy, a skoro jest członkiem naszej rodziny, to mu się należy. Bywa to niemożliwe, jeśli nie zastanowimy się nad jego emocjami. Brudzi w domu, a tresura nie pomaga? Kama została przywieziona ze wsi i kiedy nowi właściciele stawiali ją na trawniku przy Marszałkowskiej, robiła pod siebie ze strachu albo nie mogła zrobić i załatwiała się w domu. Panicznie bała się miasta, a oni tego nie rozumieli, bo atakowała psy i ludzi, więc nie wyglądała na przerażoną. Zaczęliśmy pracować nad tym, żeby poczuła się pewniej i przyzwyczaiła do hałasu. Po kilku miesiącach dostałam zdjęcie: właścicielka na rowerze w parku, a za nią biegnie Kama. I podpis: „Wreszcie jest taka, o jakiej marzyłam”.

Wolno spać w jednym łóżku z psem? Czy nie zacznie wtedy nad nami dominować?
Pies pierwszy nie powinien wchodzić do mieszkania ani jeść... Słyszę te i podobne obiegowe opinie, wynikające z teorii dominacji, która zdaje się nie mieć podstaw – jak uznał jeden z jej prekursorów, behawiorysta John Fisher. Ta teoria wzięła się z obserwacji wilków, i to w sztucznie stworzonych grupach. Od kiedy jednak obserwujemy wilki w naturze, wiemy, że stado tworzą samiec i samica alfa (choć odchodzi się już od nazwy alfa, zastępując wyrażeniem „para rodzicielska”). Pozostali to ich dzieci. Nikt się więc poza parą alfa nie rozmnaża, bo to rodzina. Co więcej, samiec wcale nie zawsze przewodzi i nie zawsze pierwszy je upolowaną zwierzynę. A więc gdzie tu dominacja? Pies jednak jak każda istota potrzebuje schematu, rutyny i albo śpi w łóżku z właścicielem, albo nie. Zasady są po to, by czuł się bezpiecznie.

Ale pies uważa, że jest szefem, skoro nie chce zejść z mojego fotela i jeszcze na mnie warczy?
A dlaczego chcesz go zgonić? Gdyby tam siedział człowiek, też byś próbowała? Możemy nauczyć psa: zejdź, albo: na miejsce. Jeśli nie słucha, może wyczuwa słabość właściciela i instynkt każe mu przejąć kontrolę. Jeśli jest agresywny, warczy, to nie rozumie, dlaczego go spychasz. Nie chce być tak traktowany. Jesteśmy tym, kto psa wychowuje, a nie tresuje. Nauczyłam się respektować zachowanie psa i jak warknie, myślę: „Nie chcesz w tej chwili kontaktu”, i próbuję ten kontakt nawiązać później, inaczej. Miałam kiedyś psa z meliny, kiedy go przytulałam, warczał. Dałam mu przestrzeń, a potem znów go tuliłam. Nic nie było złego w jego warczeniu. Nie wiadomo, kto i co mu zrobił. Po prostu ostrzegał: „Oj, nie mam ochoty na kontakt”, a ja to respektowałam i dzięki temu po kilku miesiącach pozwalał mi na wszystko.

Konflikty z rezydentem, czyli jak wprowadzić nowego psa do domu. Znam taki sposób – podajemy każdemu z psów miskę z żarciem w jednej chwili.
Ja aranżuję spotkanie na neutralnym gruncie, najlepiej, kiedy psy mogą same chcieć podejść do siebie. Potem kilka spacerów, żeby pomyślały: „Aha! Tego to znam. Jest OK”, a potem dopiero wspólnie idziemy do domu. Można też, jeśli chcemy, iść do schroniska i wybrać kilka psiaków, a potem przyjechać ze swoim i iść na spacer. Który piesek najbardziej przypadnie mu do serca, tego weźmy.

Wiedza książkowa czy intuicja decyduje o komunikacji z psem?
Tosia nie przychodziła z ogrodu, kiedy ją wołałam. Miała ważniejsze sprawy. Zaczęłam robić tak, jak poradziła Alexa Capra, włoska trenerka. Wołałam Tosię, a potem wyobrażałam sobie, że wraca z ogrodu. I tak się zaczęło dziać. Jest coś między nami i psami metafizycznego, ja to czuję, ale nie mam na to argumentów naukowych.

Anna Gadomska psycholożka zwierzęca, behawiorystka; współpracuje z Fundacją Azylu pod Psim Aniołem i Wolontariatem na rzecz Zwierząt Dotkniętych Bezdomnością „Pies na Zakręcie”. Najbardziej w zachowaniu psów interesuje ją sposób, w jaki potrafią komunikować się z ludźmi. Prowadzi konsultacje behawiorystyczne, zajęcia z tropienia i zajęcia dla psów z problemami.  

 

  1. Styl Życia

Rozumieją, czują, tylko nie mówią. O przyjaźni ze zwierzętami

Dzięki zwierzętom możemy poczuć swoją prawdziwą naturę, połączyć się ze źródłem życia, współczuciem, spokojem i wewnętrzną harmonią. (Fot. iStock)
Dzięki zwierzętom możemy poczuć swoją prawdziwą naturę, połączyć się ze źródłem życia, współczuciem, spokojem i wewnętrzną harmonią. (Fot. iStock)
W Nowej Zelandii zwierzęta uznane są za istoty czujące, a ich właściciele zobowiązani są do zapewnienia im odpowiednich warunków do życia. Bo są równie ważne jak my. Bawią, wzruszają, obdarzają miłością, a my często nie zdajemy sobie do końca sprawy jak wiele się od nich możemy nauczyć.

 

„Tippi z Afryki” to znany film o powrocie do raju. Tippi Degré, francuska biała dziewczynka, córka fotografów przyrody, żyje w przyjaźni z dzikimi zwierzętami. Umorusana trzylatka z roztrzepanymi włosami kołysze się na grzbiecie potężnego słonia, przyciska do piersi ogromną żabę, trzyma za łapę potężnego pawiana, bawi się z małym krokodylem, całuje kameleona. Spokojnie siedzi obok geparda i uśmiecha się do obiektywu. Z gekonem na głowie.

Tippi wyjaśnia, jak rozmawia ze zwierzętami. Mówi do nich głową, oczami, sercem, duszą i widzi, że ją rozumieją – i odpowiadają. Robią jakieś gesty albo patrzą na nią i słowa pojawiają się w ich oczach. I wtedy rodzi się przyjaźń. Na przykład Abu – ukochany słoń. Siedzieć za jego głową z nogami przyciśniętymi do wielkich uszu to dla dziewczynki największe szczęście. Abu waży pięć ton i mógłby ją zmiażdżyć jednym ruchem, ale gdy miała roczek, był jej niańką, chodził za nią wszędzie. „Słonie płaczą słonymi łzami. Jak my”. Albo strusie. Są bardzo silne i niebezpieczne, na końcu łap mają ostre pazury, którymi bronią się zaatakowane przez drapieżnika, mogą rozpłatać mu brzuch i zabić. Gdy Tippi wchodzi na grzbiet strusia, ten zamiera w bezruchu, żeby dziecko nie spadło. Na grzbiecie strusia jest wygodnie, miękko i ciepło. I jeszcze przyjaźń z Cyndią, córeczką pawiana: Wszędzie łaziłyśmy razem, nawet wymieniałyśmy się smoczkami! Byłyśmy z Cyndią nierozłączne, najlepsze przyjaciółki na świecie!. Z lwiątkiem: Długo bawiliśmy się razem. Raz nawet wspólnie ucięliśmy sobie drzemkę, a on przez sen ssał mój palec.

Rodzice Tippi powtarzali jej, że nie trzeba się bać, tylko uważać. Żółta kobra może zabić, a pytona można pieścić i drapać pod brzuszkiem – mówi Tippi. Dziewczynka chciałaby, abyśmy wiedzieli, że zwierzęta pochodzą od dobra.

W filmie „Mój przyjaciel Hachiko” z Richardem Gere’em w roli głównej motyw oddania i wierności pokazany jest w sposób przejmujący. Opowiedziano w filmie historię, która wydarzyła się naprawdę. Pies codziennie odprowadzał swojego pana na stację kolejki, gdy ten udawał się do pracy. Po śmierci mężczyzny pies przez dziewięć lat (tyle, ile jeszcze żył) czekał na tej stacji, dokładnie w tym samym miejscu, ku zdumieniu mieszkańców miasteczka, którzy wkrótce wystawili mu pomnik. Mamy także w Polsce taką historię. W 2001 roku odsłonięto w Krakowie pomnik psa Dżoka, kundelka, którego właściciel w tragicznych okolicznościach zmarł na serce w pobliżu ronda Grunwaldzkiego. Pies przez rok czekał tam na swojego pana; koczował na środku ronda. Do powstania pomnika Dżoka (piesek znajduje się wewnątrz rozłożonych ludzkich dłoni i wyciąga do nas lewą łapę) przyczyniło się wiele organizacji i znanych osób. Pomysł żarliwie wsparli mieszkańcy Krakowa. W Internecie można obejrzeć i przeczytać wiele wzruszających historii o zwierzętach, na przykład o psach, które pokonują tysiące kilometrów, aby odnaleźć nowy dom swoich właścicieli. Opowiadamy historie o zwierzętach często i chętnie, na przemian wzruszeni i rozbawieni. Być może jednak nie wiemy jeszcze, że one są tutaj na Ziemi dla nas. Wiedzą, że potrzebujemy pomocy.

Bliskie i równie ważne

W Polsce przez dziesięciolecia świat dzikich zwierząt przybliżała nam profesor Simona Kossak. Mieszkała w leśniczówce w Puszczy Białowieskiej. Przyjaźniła się z dzikiem, z rysiem, z krukiem. Mówiła o cudownym świecie zwierząt w swoich radiowych audycjach. Podkreślała, jak wiele zwierzętom zawdzięczamy: że w kontakcie z nimi możemy poczuć swoją prawdziwą naturę, że łączą nas ze źródłem życia, współczuciem, spokojem i wewnętrzną harmonią. Dzisiaj z ogromną wrażliwością o dzikich zwierzętach pisze Adam Wajrak.

Laureat Nagrody Nobla, austriacki przyrodnik, profesor Konrad Lorenz, powszechnie znany jest z opowiadań o zwierzętach, z którymi mieszkał pod jednym dachem. Żyjemy w rodzinie różnych stworzeń, bliskich i równie ważnych – pisał w swoich publikacjach. Kiedy spoglądam za gęsiami, które lecą nisko nad wodą i znikają za zakrętem rzeki, ogrania mnie nagle zdumienie, że są mi tak bliskie. Pozostaję w zażyłych stosunkach z ptakiem żyjącym na wolności i fakt ten napawa mnie szczególną radością, odnoszę wrażenie, jakbym doznał małego zadośćuczynienia za wypędzenie z raju.

A tak pisał o ptasich małżeństwach. Ulega się wzruszeniu, obserwując zadziorną miłość kawek. Cały czas w maksymalnie imponującej postawie, nie więcej niż metr od siebie, wędrują tak przez życie. Sprawiają wrażenie, jakby byli z siebie ogromnie dumni; kiedy tak kroczą sztywno ramię w ramię, pióra na głowie mają mocno zjeżone, co powoduje, że czarne aksamitne czapeczki i jasnoszare jedwabiste grzbiety prezentują się pięknie i okazale. Wobec siebie są bardzo czuli. Każdy znaleziony smakołyk samiec podtyka samiczce. Samiczka przez wiele minut – u ruchliwych ptaków to bardzo długo – czesze małżonkowi wspaniałe jedwabiste, długie pióra grzbietowe, podczas gdy on z lubieżnie półprzymkniętymi oczami podsuwa jej kark. I co najpiękniejsze, czułość ta wraz z latami wiernego małżeństwa nie maleje, lecz rośnie. Kawki to ptaki, które żyją prawie tak długo jak ludzie. Zaręczają się już w pierwszym roku życia, a w drugim pobierają, ich związek trwa więc wiele lat, może nawet dłużej niż ludzkie małżeństwa. I nawet po wielu latach samczyk karmi swoją samiczkę tak samo czule, a ona wydaje te same ciche, drżące z wewnętrznego wzruszenia miłosne tony jak pierwszej wiosny, która była zarazem pierwszą wiosną ich życia (cyt. za Konrad Lorenz „Rozmawiał z bydlętami, ptakami, rybami... Opowiadania o zwierzętach”).

Są jak ludzie

Z wieloma ludźmi rozmawiałam o ich domowych zwierzętach. Niemal wszyscy podkreślali, że ich zwierzęta są pełnoprawnymi członkami rodziny. Są jak ludzie – wszystko rozumieją, wszystko czują, tylko nie mówią. Czy na pewno? Rysownik Szymon Kobyliński zapewniał mnie: Naturalnie, że mówią! Dobierają słowa, żeby nas o czymś przekonać, zwrócić uwagę, rozbawić. Wyczuwają nas na odległość. Cieszą się zawsze tak samo, nieważne, czy nie było nas w domu godzinę, czy trzy dni. Akceptują nas i kochają miłością bezgraniczną bez względu na wiek, wygląd czy stan posiadania. Gdy umierają (nigdy zdychają), opłakuje się je tak długo jak najbliższych przyjaciół. Pan Szymon kochał swoje wspaniałe psy, ale równie barwnie opowiadał o przygarniętej z lasu dzikiej, leśnej, brązowej, tłuściutkiej myszy, przypominającej bobra w miniaturce, o jeżach, sikorkach, a nawet o niedźwiedziu brunatnym, który gościł w jego wiejskim domu kilka tygodni. Opowiadał, jak kłócił się z kawką, słuchał zwierzeń żaby. My z żoną rozumiemy język zwierząt – mówił. – Po intonacji głosu kawki zawsze wyczujemy strach, zaciekawienie, wściekłość, pieszczotę. Gdy szczeka pies, nawet obcy, wiemy, czy się nudzi, czy dzieje mu się krzywda, czy się cieszy. Wystarczy się wsłuchać, wczuć. Zwierzęta rozumieją, co do nich mówimy. Jesteśmy z nimi na ty i prowadzimy świadome, długie rozmowy.

Pamiętam opowieści profesora Zbigniewa Religi o jego ukochanej suczce Bambie, która nauczyła go… dobroci. Śmiał się, że Bamba żyje w zgodzie ze wszystkimi, nawet z kotami. Biegnie za kurą, kura przystaje, więc i Bamba przystaje. Krzysztof Daukszewicz opowiadał o swoich psach, kotach, o żółwiu, kanarku, papudze. O sroce znalezionej na Mazurach: Wypadła z gniazda. Chcieliśmy ją przysposobić do życia w rodzinie. Cztery tygodnie uczyliśmy ją chodzić, latać, karmiliśmy robakami. Na jeden dzień wyjechaliśmy, zostawiając ją pod opieką przyjaciół. Krzyczała, wołała nas, a gdy przez kilka godzin się nie pojawialiśmy, zmarła z rozpaczy, z wycieńczenia. Nie mogliśmy dojść do siebie. Nigdy więcej eksperymentów z zostawianiem zwierząt.

Szympansy wspaniałomyślne, a delfiny ze świadomością własnego istnienia

Szympansy mają cechy, które do niedawna przypisywaliśmy wyłącznie ludziom. Są empatyczne i altruistyczne. Badacze z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maksa Plancka w Lipsku dowiedli, że są skore do pomagania innym nawet wtedy, gdy wymaga to od nich znacznego wysiłku i wiedzą, że za pomoc nie dostaną żadnej nagrody. W jednym z eksperymentów za każdym razem wybierały takie opcje, które były korzystne dla innych. To nieustanne zwracanie uwagi na potrzeby członków stada sprawia, że związki uczuciowe, jakie tworzą w klanie, są niezwykle silne. Przekonali się o tym pracownicy warszawskiego zoo, przyglądając się dwóm szympansom, które spotkały się po latach. Samiec i samica rzuciły się sobie w ramiona. Szympansy tworzą także zażyłe relacje ze swoimi ludzkimi opiekunami. Gdy ich tracą, popadają w apatię, leżą w klatce osowiałe, odmawiają jedzenia. Tęsknią, cierpią.

Specjaliści od delfinów Stephanie King i Vincent Janik z University of St. Andrews donoszą, że zwierzęta te nie tylko myślą i czują, ale także – co naukowcy dowiedli ponad wszelką wątpliwość – zwracają się do siebie konkretnymi imionami! Co więcej, wygląda na to, że wśród delfinów imiona są dziedziczone. Samce, które po osiągnięciu dojrzałości opuszczają rodzinę, dostają imię po matce. Natomiast młodym samicom stado nadaje nowe imię, aby nie myliło się z imieniem matki. To niejedyne odkrycie, które dowodzi inteligencji tych zwierząt. Posiadają umiejętność abstrakcyjnego myślenia, a ich język jest co najmniej równie skomplikowany jak nasz (jego podstawą są gwizdy, kląskanie, postukiwanie i niesłyszalne dla nas zakresy fal dźwiękowych – na przykład ultradźwięki). Delfiny potrafią godzinami rozmawiać ze sobą, mówiąc niewątpliwie całymi zdaniami. Zdolność do tworzenia skomplikowanych sekwencji dźwięków idzie w parze z umiejętnością logicznego myślenia.

  1. Styl Życia

Międzynarodowy Dzień Kota - te zwierzęta mają terapeutyczną moc

O zalety kociego towarzystwa mówią nie tylko kociarze, ale również naukowcy. (Fot. iStock)
O zalety kociego towarzystwa mówią nie tylko kociarze, ale również naukowcy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Towarzystwo kota działa na wiele osób terapeutycznie. Wiadomo na przykład, że głaskanie jego miękkiej sierści obniża ciśnienie, a kocie mruczenie działa relaksująco. Czego warto uczyć się od kota?

 

 

  1. Psychologia

Czego możesz nauczyć się od swojego psa? Przede wszystkim okazywania miłości

Żyjemy w błogim przekonaniu, że jesteśmy mądrzejsi od zwierząt... A jednak tak wiele możemy się od nich nauczyć. (fot. iStock)
Żyjemy w błogim przekonaniu, że jesteśmy mądrzejsi od zwierząt... A jednak tak wiele możemy się od nich nauczyć. (fot. iStock)
Żyjemy w błogim przekonaniu, że jesteśmy mądrzejsi od zwierząt... A jednak tak wiele możemy się od nich nauczyć. Choćby życia bez fochów i umiejętności wybaczania. Nade wszystko jednak, jak pisze psycholożka Hanna Samson, powinniśmy brać przykład z tego, jak okazują nam miłość. 

Wracasz do domu, pies cieszy się na twój widok, i to jak! Merda ogonem, wydaje najróżniejsze dźwięki, podskakuje, często skacze na ciebie, to nieco utrudnia życie, jeśli masz ciężkie torby, więc go karcisz, ale tak naprawdę jest to bardzo przyjemna chwila. Nastrój ci się poprawia, czujesz, że jesteś kochana, ważna, wspaniała, potrzebna! Jak często czujesz to w kontaktach z ludźmi? Gdy dzieci są małe, też się cieszą, kiedy wracasz, potem nawet nie wychodzą ze swojego pokoju. Mąż albo partner lub partnerka? Pewnie się trochę ucieszy, jeśli akurat jest w domu, ale żeby aż tak? Nie będzie żadnego merdania czy podskoków, miło, jeśli wyjdzie do przedpokoju, by cię przywitać. Czy wiesz, że szympansy całują się na powitanie? Mają taki obyczaj jak my. Ale i im, i nam daleko do psa, który cieszy się całym sobą.

Czysta radość

Rozmawiałam niedawno z koleżanką o jej problemach w relacji z synem. Syn jest już dorosły, ale nadal zbuntowany, ma jej za złe, że nie czuł się kochany jako dziecko. Ona ma wciąż poczucie winy i próbuje go jakoś przebłagać. – Co takiego zrobiłaś, że czujesz się winna? – zapytałam. – Sęk w tym, czego nie zrobiłam. Nie okazywałam mu miłości, choć dbałam o niego. Byłam surowa, krytyczna, wymagająca, a on ciągle robił coś nie tak. Rzadko kiedy byłam z niego zadowolona, bo nie spełniał moich oczekiwań, nawet rzadko się do niego uśmiechałam. Jak chciałam go przytulić, to mnie odpychał, więc przestałam próbować, a on coraz bardziej się oddalał. Nie wiem, co mogę zrobić, żeby to zmienić.

W gruncie rzeczy wystarczy tak niewiele, żeby okazać komuś miłość. Ucieszyć się na jego widok jak pies, jeszcze zanim zapytamy, czemu tak późno, czy kupił to, co miał kupić, czy pamiętał o tym czy tamtym. To wielkie szczęście mieć bliską osobę, z której powrotu możemy się cieszyć, nie warto sobie i jej tego żałować! Jeśli nasza radość działa na innych tak jak psia, nasi bliscy pewnie też trochę jej z siebie wykrzeszą. Po latach nie będzie trzeba szukać ścieżek dojścia do siebie nawzajem, będą przetarte.

Chyba wszyscy marzymy jak Bridget Jones, żeby ktoś kochał nas takimi, jacy jesteśmy. Nie oceniał, nie krytykował, nie porównywał z innymi, wspierał nas nawet wtedy, gdy damy plamę, a może przede wszystkim wtedy. Aby wybaczał nam, kiedy zrobimy coś nie tak, nie obrażał się, nie wypominał, żeby rozumiał nas i akceptował z tym wszystkim, co w nas fajne i nie. Marzymy o tym, ale zwykle skąpimy innym takiej postawy. I tu znów warto spojrzeć na psa. Psia miłość jest absolutna i bezwarunkowa, okazywana nam przy każdej okazji. Żadnych fochów, obrażania się (no może czasem, gdy na zbyt długo wyjedziesz), żadnego wypominania, że spacer za krótki, że znowu nie chcesz grać w piłkę, bo pracujesz.

Fajnie, że jesteś

Pies kocha nas z naszymi ograniczeniami albo mimo nich i nie próbuje nas zmieniać. Owszem, próbuje zachęcać do wyjścia na spacer, do zabawy, ale rozumie, gdy powiemy „nie”. Próbuje skłonić, byśmy spojrzeli mu w oczy, bo wtedy szybciej zrozumiemy, o co chodzi. „Spójrz, tu leży piłka, czy możesz ją kopnąć? Nie? Dobrze, poczekam, może później będziesz miał ochotę”. Pies godzi się z tym, że nie wszystkie jego życzenia są spełnione i niezmiennie nas kocha. Wybacza nam nasze zaniechania i zły humor. Nam też zwykle łatwo przychodzi kochać psy miłością bezwarunkową, ale ludzi? I tego warto się uczyć od psów. Rzecz nie w tym, żeby nie krytykować, ale w tym, żeby okazywać akceptację.

Z dzieciństwa pamiętam dowcip o chłopcu, który nie mówił. Jego rodzice się bardzo martwili, bo miał już siedem lat i nie powiedział słowa. Pewnego dnia cała rodzina siedziała przy obiedzie i nagle chłopiec przemówił, nie pamiętam dokładnie, co powiedział, ale umówmy się, że: „Ziemniaki są rozgotowane”. Wszyscy zerwali się od stołu, zadziwieni, wzruszeni, szczęśliwi, mama wykrzyknęła: „Synku, ty mówisz?” „Tak”. „Dlaczego do tej pory nie mówiłeś?” „Bo dotąd wszystko było w porządku”.

Ten dowcip przypomina mi się czasem, gdy słucham rodzinnych rozmów. Nieważne, kto z kim rozmawia, mama z dzieckiem, tata z mamą, dziecko z tatą, często więcej tam komunikatów krytycznych, pouczeń, strofowań, niezadowolenia niż zwyczajnej akceptacji. Kiedy dzieje się dobrze, zwykle nie mówimy nic. Jasne, że nie dotyczy to wszystkich, ale co jakiś czas warto posłuchać samego siebie. Co najczęściej mówię swoim bliskim? Jakie uczucia im przekazuję? Jak często się do nich uśmiecham? Pies wiele razy dziennie przekazuje nam informację: „Fajnie, że jesteś!”. Gdybyśmy wzorem psa częściej przekazywali ją sobie nawzajem, życie byłoby przyjemniejsze.

– Dlaczego ja mam być dla niego miła, skoro on jest dla mnie niemiły? – zapytała mnie niedawno kobieta, która nie jest zadowolona ze swojego związku, a właściwie stylu komunikacji z mężem. Mało rozmawiają, nie zwracają nawzajem uwagi na swoje potrzeby, głównie ustalają, co kto ma zrobić, i rozliczają się z tego. Mąż zapomniał o jej urodzinach, więc ona też „zapomniała” o jego, mąż robi sobie herbatę i nie zapyta, czy ona też by chciała, więc ona też nie pyta i tak dalej. – Po to, żeby coś zmienić. Rozumiem, że ten sposób komunikacji ci nie odpowiada? –  Jemu pewnie też nie odpowiada! Niech on się trochę wysili! – rzuca bez wahania.

Pies nie czeka, aż będziemy mieć dobry humor i zwrócimy na niego uwagę, często sam inicjuje 
interakcję. Podchodzi, merdając ogonem, sprawdza, czy mamy ochotę go pogłaskać. Nie? Jeszcze raz próbuje. „Naprawdę nie masz ochoty na kontakt ze mną?” Jeśli naprawdę nie masz, to odchodzi, za jakiś czas spróbuje znowu. My wolimy unosić się honorem, jak on tak, to ja też tak, żeby sobie nie pomyślał… nie wiem czego? Że zależy ci na tym związku i dobrej atmosferze? Ale przecież ci zależy i nic w tym złego. Często wystarczy zacząć od siebie, żeby zmieniły się nasze relacje z bliskimi, ale rzadko chcemy to sprawdzać.

– A jeśli się nie wysili? – dopytuję. – Ja się nie będę przełamywać, niech będzie tak, jak jest! – pada odpowiedź. Szkoda. Czasem warto uwolnić w sobie psa, który potrafi dbać o dobry kontakt z ludźmi. Wierzę, że wszyscy mamy w sobie taki psi kawałek, który bez sensu ukrywamy przed bliskimi.

Uważność wcielona

A skoro mowa o uwalnianiu psa, spójrzmy na psa spuszczonego ze smyczy. Biega, tarza się, zaczepia inne psy, a przede wszystkim cieszy! W tym czasie zdaje się myśleć tylko o tym, jak dobrze jest żyć! Jest cały w „tu i teraz”. A my co robimy na spacerze? Dobrze, jeśli nie grzebiemy w komórce i w ogóle widzimy, co jest wokół. Ale nasze myśli rzadko są tylko tu, gdzie jesteśmy. Rozpamiętujemy przeszłe zdarzenia, myślimy o tym, co musimy zrobić, bierzemy przeszłość i przyszłość na spacer, zamiast jak pies ucieszyć się tym, co jest. A gdyby tak spróbować pobiegać z nim razem, poturlać się z górki, powyrywać patyk? Biegamy na rozmaite zajęcia relaksacyjne, nie mówię, że to źle, ale gdybyśmy potrafili uwalniać w sobie psa, nie bylibyśmy wiecznie tacy spięci.

Psy cieszą się, ale i martwią razem z nami, gdy jesteśmy smutni, biorą na siebie nasze stresy. Badania wykazały, że poziom kortyzolu u psa jest taki sam jak u człowieka, którego kocha. Stresujesz się? Twój pies też. Więc nie rób mu tego! Lepiej poganiajcie się razem po parku! Uczmy się od psa spontaniczności, zamiast kontrolować każdy krok. Na spacerze pies także bada świat, chodzi i węszy, podąża za różnymi zapachami, wbiega w różne alejki i krzaki, chętnie poznaje nowy teren. Od psa warto się uczyć ciekawości świata, która z wiekiem zwykle u nas słabnie. A przecież ci, którzy są ciekawi świata, mają większe poczucie sensu życia, mniej rzeczy budzi ich lęk i opór, mają szansę ciągle się rozwijać, zamiast zastygać w sztywnych przekonaniach.

A po spacerze pies pije wodę i kładzie się spać. W tym też warto go naśladować, bo osoby, które ucinają sobie drzemki w ciągu dnia, są o 37 proc. mniej narażone na śmierć z powodu chorób serca, mają lepszą koncentrację i wyższą wydajność w pracy. A kiedy pies już się obudzi, przeciąga się kilka razy, najpierw w łóżku, leżąc na plecach, potem już na podłodze robi psa z głową w górę i w dół, i znowu w górę, nim pójdzie biegać. Psy w ogóle potrafią dbać o siebie, to nie jest tak, że chcą się nam przymilać, zapominając o własnym komforcie. Skąd! Pies zwykle kładzie się na środku łóżka, trzeba go prosić, żeby się przesunął, jeśli nie chce, to musisz zmieścić się obok. Pies pojawia się zawsze tam, gdzie jemy, licząc na to, że i on dostanie. Domaga się pieszczot i zabawy, kiedy ma na to ochotę, nie czeka biernie na łaskę pańską, i tego też warto się od niego uczyć.

Wiele z nas boi się stawiania granic, bo innym będzie przykro, nie będą nas lubić i tak dalej. Spójrzcie na koty – słyną z umiejętności stawiania granic, co budzi nasz szacunek i nie zmniejsza sympatii do nich. Pies też potrafi stawiać granice, robi to jednak inaczej. Na przykład większe psy nie lubią być brane na ręce i jasno to komunikują. Zbliżasz się do takiego, on wyczuwa twoje intencje i odskakuje o krok, merdając ogonem. Ten ogon to jego zadbanie o relację – „Bardzo cię lubię, nie chcę jedynie, żebyś mnie brał na ręce” – zgodnie z zasadami asertywności. Psy potrafią cieszyć się drobiazgami. Warto się od nich uczyć doceniać to, co jest, każdą chwilę.

Mogłabym tak pisać i pisać, ale przecież wszystkiego możesz się sam nauczyć od swojego psa. Nie masz psa? Nic straconego. Wiele zwierząt czeka w schroniskach, żeby podzielić się z tobą sztuką życia.