fbpx

Zaloty w świecie zwierząt

Zaloty w świecie zwierząt
W okresie godowym samce jeleni, zwracają na siebie uwagę ryczeniem - im głośniej, tym lepiej. Bo ryczenie to pokaz siły i demonstracją swojej dobrej kondycji. (Fot. iStock)

W czasie zalotów samce pokazują swoje atuty na różne sposoby – puszą się, prezentują pióra, eksponują niektóre części ciała, tańczą, przygotowują jedyne w swoim rodzaju pokazy swoich umiejętności. Wszystko po to, żeby się przypodobać samicom.

Fragment książki „Sekretne życie zwierząt” Andrzeja G. Kruszewicza, Wydawnictwo Rebis 

Zaloty w świecie zwierząt polegają na tym, że samce starają się zaimponować samicom. I to jest dosyć uniwersalna zasada – powtarza się w przypadku ptaków, ryb, owadów, ssaków… Zawsze samce są bardziej kolorowe i bardziej strojne. Dodatkowo w świecie ssaków samce intensywniej pachną – co zapewnia im powodzenie. Od tych reguł są wyjątki, ale one tylko te reguły potwierdzają.

Pingwiny

Mało kto kojarzy pingwiny z Afryką. Na hasło „pingwin” wszyscy mają przed oczami sympatycznego biało-czarnego ptaka wśród białej, śnieżnej przestrzeni. A tymczasem na południowym krańcu Afryki żyje sobie gatunek pingwina zwany pingwinem przylądkowym albo inaczej tońcem. Gody tych pingwinów przypadają na czas, gdy u nas zaczyna się zima. Teraz nadmienić wypada o jeszcze jednej nazwie używanej odnośnie do tego gatunku, a wywodzi się ona właśnie od zwyczaju związanego z godami. To wówczas bowiem, po wykopaniu dołka, który jest bardzo ważny w procesie rozmnażania, pingwin siada przy nim i zaczyna ryczeć. Dosłownie ryczeć, bo głos przez niego wydawany przypomina ryk osła. Zatem pozwólcie państwo, że przedstawię: pingwin ośli.

W okolicach Kapsztadu bywa nawet tak, że przygotowujące się do powiększenia rodziny pingwiny szykują sobie lokum w prywatnych ogródkach. Służby miejskie mają wówczas mnóstwo roboty z ich usuwaniem, bo choć pingwinia rodzina w przyszłości być może nie byłaby problemem dla właściciela posesji, jednak wyjec pod oknem nie poprawia jakości życia. 

Cóż poradzić, krew nie woda, gody się zbliżają, a jak tu inaczej zwrócić uwagę pingwiniej damy niż rykiem. A im bardziej jest on donośny, tym lepiej świadczy o samcu. Skoro ryczy głośno, znaczy, że sił mu nie brak. I zdrowie mu dopisuje, więc dysponuje dobrym materiałem genetycznym i będzie świetnym ojcem. Zatem takiego krzykacza pingwinice chętnie wybierają.

Proszę jednak pamiętać, że u ludzi tak to nie działa, więc odradzam wprowadzanie takich zwyczajów w naszych domach.

Nosorożce

Nosorożce wykorzystują swój imponujący róg (a w przypadku czarnego i białego nawet dwa rogi) głównie jako broń podczas walk w okresie godowym. Kiedy wiedzione chęcią zdobycia damy swego serca byki wejdą sobie w drogę, nierzadko dochodzi do krwawego starcia. Najpierw dwaj konkurenci zbliżają się do siebie z wojowniczo opuszczonymi łbami, machając rogiem na boki i szurając groźnie nogami. Potem, bez żadnych znaków ostrzegawczych rzucają się na siebie. W najpoważniejszych przypadkach walka może się nawet skończyć śmiercią jednego z samców, ponieważ spiczaste rogi mogą spowodować głębokie rany.

Czasami kończy się tylko na pogróżkach, ponieważ rywale wyhamowują tuż przed zderzeniem i wpatrują się przed siebie, przekrzywiając łby. Nie wynika to jednak ani ze strachu, ani z rezygnacji z walki. Przyczyna jest trywialna: jako że nosorożce mają oczy umieszczone po bokach głowy i charakteryzują się słabym wzrokiem, najpierw chcą się upewnić i wywąchać, kto naprzeciwko nich stoi. Zdarza się, że odchodzą (jeśli nie trafiły do celu, stając oko w oko z przeciwnikiem), utwierdziwszy się w przeświadczeniu, że udało im się tą spektakularną szarżą zrobić na rywalu odpowiednio duże wrażenie. Jak to czasem bywa –  krótkowzroczność może uratować komuś życie… Prawda, że czasem lepiej jest czegoś nie zauważyć. Zdarza się przecież, że dobrze poinformowani żyją krócej.

W ogrodzie zoologicznym w Warszawie nie doszło co prawda do walki samców, bo Kuba jest naszym jedynym facetem dla samicy Shikari, ale trudno zaprzeczyć, że zarówno zaloty, jak i same zwierzęta są nieco gruboskórne. Samiec nie wdaje się w romantyczne podchody, tylko po prostu za nią goni. Najpierw dba o jej pobudzenie, ale nie ma w tym naprawdę nic romantycznego. Jak to często bywa, obsikuje po prostu cały dostępny sobie teren. A sika obficie, bardzo aromatycznie, na dodatek spektakularnie, bo posiada ciekawą umiejętność sikania do tyłu. Intensywny zapach moczu zaiste pobudza samicę i zaczyna się gonitwa. 

Nasz Kuba był młody i niezbyt doświadczony w podchodach i zalotach. Potknął się podczas tej gonitwy zaślepiony swoim wznieconym z nagła uczuciem i na dłuższy czas zniechęcił do zalotów. Nie byłoby w tym zagubieniu rytmu zapewne nic dziwnego, gdyby nie to, że udało mu się potknąć o własny penis. Ze względu na obrazoburczość i uczucia czytelników zdjęcia nie zamieszczamy, ale po cóż jest wyobraźnia?! Od razu zaznaczam, że to zniechęcenie było u Kuby tylko chwilowe.

W każdym razie ta nieszczęsna rujka była stracona, nie było szans na młode i obawialiśmy się, co będzie dalej. Ale po miesiącu, gdy Shikari była już gotowa do kolejnej, Kuba jakby zapomniał o niepowodzeniach i… przeszkodach, stanął na wysokości zadania i urodził się pierwszy potomek tej pary, czyli Byś.

Para dochowała się jeszcze kolejnych dzieci. Teraz jest Jung, po którym spodziewaliśmy się, że będzie samicą, bo w obliczu faktu, że populacja nosorożców zagrożona jest wyginięciem, samice są bardzo potrzebne, a samców jest zbyt wiele, ale cieszymy się i z tego, co mamy. To przeświadczenie, że tym razem może być samica, brało się stąd, że przy poprzednich kopulacjach para była złączona około trzech kwadransów, a tym razem akt płciowy był kilkakrotnie przerywany. Stąd żartobliwe dywagowanie, że może będzie samica. Proszę jednak nie próbować tego w domu. Nie działa.

Róg nosorożca, jego wyróżnik i symbol, jest dla tego gatunku równocześnie przekleństwem i przyczyną zagłady. Chińczycy bowiem wierzą, zgodnie z przeświadczeniem panującym w ich medycynie, że zjedzenie sproszkowanego rogu nosorożca jest afrodyzjakiem, który zapewni mężczyźnie spotęgowanie sił witalnych i zapewni jurność. Proszek ten jest więc zjadany, pity w postaci zawiesin i nalewek. Jakby tego było mało, sporządza się z niego specjalne kielichy do spożywania tej cudownie ożywczej z ich punktu widzenia mikstury. Panuje także przekonanie, że róg ma właściwości przeciwrakowe.

Przesądy są jedną z przyczyn urządzania wymyślnie organizowanych polowań na nosorożce żyjące w stanie naturalnym w Afryce. Poluje się na nie z wykorzystaniem helikopterów. Odnotowano nawet przypadki zabijania nosorożców w rezerwatach i wykradania ich rogów z muzeów. Istne szaleństwo, a wszystko po to, by przywrócić moc własnym lędźwiom i wyprostować to, co jest krzywe. Tyle że w rogu, który jest zbudowany ze sfilcowanych włosów, nie ma żadnej mocy, żadnej magii. To prawdziwy obłęd!

A im mniej nosorożców na świecie, tym większa presja na posiadanie chociaż kawałka ich rogu. Na tak zwaną męską czarną godzinę…

Jelenie

W naszym polskim środowisku naturalnym najpiękniejszym widowiskiem jest rykowisko jeleni. Nietrudno zgadnąć, czym jest rykowisko. Cóż – w okresie godowym samce jeleni, czyli byki, zwracają na siebie uwagę ryczeniem. A z ryczeniem jest jak z każdym innym pokazem siły i demonstracją swojej dobrej kondycji – im głośniej, tym lepiej. I tak potężny ryk dojrzałego samca rozbrzmiewa echem po lesie, a równocześnie gdzieś obok porykują młode samce zwane chłystami. Oczywiście nikt ich nie traktuje poważnie. Samiec nie czuje się w żadnym stopniu zagrożony. Ma obok swój harem, a na młodziaka nawet niespecjalnie zwraca uwagę. Ale kiedy na jeden potężny ryk odpowie drugi, równie silny – wówczas zaczyna się robić niebezpiecznie. Walka jest jak najbardziej poważna. Ale w jej przebiegu chodzi głównie o przepchnięcie się. Odwrotnie niż w zabawie z przeciąganiem liny, w której celem jest przeciągnięcie przeciwnika na swoją stronę. Poroże idealnie nadaje się do tej rywalizacji. Nie jest bronią służącą do zranienia, ale tarczą, którą świetnie da się zepchnąć przeciwnika z miejsca.

A skoro o porożu: na głowie jelenia co roku wyrasta ten imponujący symbol gatunku, zbudowany z kości, skóry i delikatnej sierści. Potem skóra pokryta tzw. scypułem jest ścierana i odsłania się potężne poroże. Jeleń nosi je dumnie, przekazując tym samym sygnał: jestem imponujący, jestem silny, jestem gotowy do kopulacji! Gotowy do rozrodu samiec nieustannie toczy pokazowe walki. Jeśli na placu boju akurat nie ma nikogo innego, rolę przeciwnika odgrywają drzewa i krzewy, na których wyładowuje nadmiar energii.

Kiedy spotyka się dwóch rywali, toczą długi pojedynek. Podbiegają do siebie, sczepiają się porożem, spychają i uderzają w siebie, aż któryś w końcu ustąpi. Zdarzają się oczywiście urazy, zdarzają się pęknięcia wieńców, bo tak poroża nazywają leśnicy, ale na ogół nie wydarza się nic poważnego, poza niewątpliwie poważnym ubytkiem energii u walczących samców. Niektóre osobniki walcząc w okresie godowym tracą nawet kilkanaście kilogramów. Potrafią przez dwa tygodnie nie jeść i nie pić, tylko pilnować haremu i walczyć o władzę nad nim.

Pod koniec zimy piękna ozdoba spada jeleniowi z głowy. Czasami pozostaje zawieszona na gałęzi drzewa albo ląduje porzucona na leśnej ściółce. Ale nie ma co płakać i rozczulać się nad bykiem – latem odrośnie mu nowe poroże. Jeszcze większe i jeszcze bardziej imponujące.

Znane są przypadki, gdy podczas walki jelenie tak mocno sczepiają się ze sobą porożem, że nie są w stanie się rozdzielić. Dla obu byków to sytuacja bez wyjścia. Najpierw wyczerpuje je walka, potem próba oswobodzenia się, a w końcu – próba zdobycia pożywienia. Ostatecznie rywale stają się współwięźniami, a wreszcie, jeśli nie zdarzy się cud, muszą razem umrzeć.

Więcej w:

Zaloty w świecie zwierząt
„Sekretne życie zwierząt” Andrzeja G. Kruszewicza, Wydawnictwo Rebis 
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>