Powiedzieć o kimś, że wygląda „drogo”, to dość osobliwy komplement. Nie jesteśmy przecież torebkami wystawionymi na witrynie luksusowego butiku. A jednak doskonale wiemy, co mamy na myśli. Chodzi o ten trudny do podrobienia efekt, kiedy nawet najprostszy strój prezentuje się szlachetnie. Dojrzałe Francuzki opanowały tę sztukę wyjątkowo dobrze. I wcale nie dlatego, że każda z nich nosi ubrania od projektantów.
W czym więc tkwi ich sekret? Mamy kilka hipotez. Prawdopodobnie z wiekiem zdążyły poznać swoje mocne strony i zaakceptować te słabsze. Zgromadziły też rzeczy, które dobrze znoszą próbę czasu, i nauczyły się odróżniać efektowność od elegancji. Oczywiście nie istnieje jeden przepis na francuski styl. Podobnie jak nie istnieje jedna „typowa” Francuzka. Można jednak wskazać kilka powtarzających się wyborów, dzięki którym ich wizerunek jest tak podziwiany i pożądany na całym świecie. I żaden z nich nie sprowadza się do posiadania karty kredytowej bez limitu wydatków. Co więc mieszkanki Francji robią inaczej niż reszta?
Stara szkoła uczy: chcesz wyglądać jak milion dolarów, ekhm, euro? Postaw na jednokolorowy zestaw. Monochromatyczne stylizacje natychmiast przywodzą na myśl trend quiet luxury, który wcale nie jest taki cichy, jak sugeruje nazwa, bo przed kilkoma laty narobił w mediach całkiem sporo szumu. Ubrania utrzymane w jednej tonacji pozwalają uniknąć wizualnego chaosu i sprawiają, że całość sprawia wrażenie przemyślanej od A do Z. To szczególnie pomocny patent, jeśli nie jesteś mistrzynią łączenia barw. Pamiętaj jednak, że nie musisz ograniczać się do szlachetnej bieli, czerni czy brązu. Jak udowadnia modelka Inès de La Fressange, róż jest równie szykowny.
Czytaj także: Jak ubierają się dojrzałe Paryżanki? Oto 7 rzeczy, których nie znajdziesz w ich szafach
Jeśli twoja kolekcja nakryć głowy obejmuje jedynie ciepłej czapki na zimę i bejsbolówki z daszkiem chroniącym latem przed słońcem, sporo tracisz. Kiedyś kapelusze i toczki były nieodzownym elementem wyjściowego stroju. Dziś – jeśli nie zmuszają nas do nich warunki pogodowe – najczęściej zupełnie je pomijamy. A szkoda, bo fedora, kaszkiet, jedwabna apaszka przewiązana jak opaska, a nawet na wskroś francuski beret potrafią zbudować całą stylizację.
Nawet najpiękniejsze ubranie może wyglądać tanio, jeśli będzie uszyte ze sztucznego materiału, który elektryzuje się, gniecie i nie układa się dobrze na sylwetce. Dlatego zamiast skupiać się wyłącznie na fasonie czy ładnym nadruku, warto także przyjrzeć się metce ze składem. Młode Francuzki zaglądają dziś rzecz jasna do tych samych sieciówek co ich rówieśniczki w innych częściach świata, jednak wiele dojrzałych kobiet z Paryża, Marsylii czy Lyonu zdążyło zbudować garderobę w czasach, gdy ubrania kupowało się rzadziej i z myślą o znacznie dłuższym użytkowaniu. W ich szafach nadal wisi więc jakościowa wełna czy jedwab.
Francuzek nie należy posądzić o nudziarstwo, ale trzeba przyznać, że rzadko silą się na oryginalność za wszelką cenę. Francuskie krawiectwo ma bogatą tradycję, a spadkobierczynie tej spuścizny chętnie korzystają z wypracowanych przez dekady rozwiązań. Bazę ich garderoby tworzy więc ponadczasowa klasyka sprawdzona przez pokolenia: nieśmiertelny trencz, proste jeansy w uniwersalnym odcieniu, dobrze skrojona marynarka oraz koszula, którą można włożyć niemal do wszystkiego. Taki zestaw pozwala błyskawicznie budować udane stylizacje, a jednocześnie zostawia miejsce na większą zabawę dodatkami, kolorem i proporcjami.
Czytaj także: Płaszcze, które Francuzki noszą od lat. Te modele to inwestycje na wiele sezonów
Po co ci dziesięć żakietów i dwa razy tyle sukienek, skoro charakter każdego elementu garderoby możesz zmieniać z łatwością za pomocą detali? Wyszukana broszka przepinana z ubrania na ubranie, naszyjnik ożywiający najprostszą koszulkę czy jedna dobrze wykonana torebka potrafią zdziałać więcej niż cała szafa pękająca w szwach. Nie muszą to być rzeczy z najwyższej półki, a tym bardziej zgodne z najnowszymi trendami. Zdecydowanie lepiej, jeśli mają własną historię – dostałaś je w prezencie, przywiozłaś z podróży albo znalazłaś na targu staroci. Wtedy nie tylko uzupełniają strój, lecz także mówią coś o tobie.
Chyba wszyscy słyszeliśmy o słynnym francuskiem je ne sais quoi. Włosy nie muszą być idealnie wygładzone, a makijaż wyglądać tak, jakby jego wykonanie zajęło pół poranka. Dojrzałe Francuzki chętnie pozostawiają fryzurze naturalną fakturę, pozwalają pojedynczym kosmykom wymknąć się spod kontroli i nie zawsze ukrywają siwe pasma pod jednolitą koloryzacją. Zamiast ciężkiego podkładu wybierają świeżą cerę, odrobinę tuszu oraz jeden mocniejszy akcent – na przykład szminkę. Ten kontrolowany brak perfekcji sprawia, że nie wydają się przebrane ani przesadnie wystylizowane, nawet jeśli wiemy, że za tym niewymuszonym efektem kryje się sporo wprawy i jasna intencja.
Stare centra francuskich miast nie są stworzone do biegania w dwunastocentymetrowych szpilkach. Nic dziwnego, że Francuzki tak chętnie wkładają na stopy baleriny, mokasyny, lordsy czy płaskie botki. Noszą je zarówno do jeansów i garniturowych spodni, jak i do zwiewnych sukienek oraz satynowych spódnic. Płaskie obuwie to w pewnym sensie wyraz pewności siebie: dojrzała kobieta z wysokim poczuciem własnej wartości nie musi wspinać się na obcasy, aby komukolwiek imponować. Na pierwszym miejscu stawia swoją własną wygodę.
Czytaj także: Już nie baleriny. Francuzki do jeansów noszą teraz ten model butów – są eleganckie i wygodne