1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Rodzice przerzucają odpowiedzialność za dzieci na szkołę

Rodzice przerzucają odpowiedzialność za dzieci na szkołę

123rf.com
123rf.com
Rodzice coraz częściej chcą by to szkoła ponosiła odpowiedzialność za wychowanie ich dzieci. Sami nie mają na to czasu

Takie informacje podaje Rzeczpospolita, powołując się na dane Instytutu Badań Edukacyjnych. Jak wynika z badań IBE, tylko 5 proc. rodziców wskazało w ankiecie, że współpraca rodziców z nauczycielami jest ważną cechą dobrej szkoły.

Psychologowie podkreślają, że właśnie współpraca ze szkołą, wspólne rozwiązywanie problemów wychowawczych to kluczowe czynniki, które wpływają na zachowanie dziecka w szkole i jego wychowanie. Apelują też do rodziców, żeby nie przeceniać możliwości i autorytetu szkoły, bo wpływ nauczycieli na wychowanie dziecka nigdy nie był duży. Największy wpływ na dziecko zawsze mają rodzice.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Wątpliwości w macierzyństwie są ok

Młode matki muszą przeżyć coś w rodzaju żałoby po tym, co było, nauczyć się inaczej żyć i czerpać z tego, co mają teraz - mówi psycholożka Katarzyna Półtorak.(Fot. iStock)
Młode matki muszą przeżyć coś w rodzaju żałoby po tym, co było, nauczyć się inaczej żyć i czerpać z tego, co mają teraz - mówi psycholożka Katarzyna Półtorak.(Fot. iStock)
Kiedy mama, która jest w kłopocie, dostaje z każdej strony rady, czuje, że inni mają więcej kompetencji. I ma coraz mniejsze zaufanie do siebie – mówi psycholog Katarzyna Półtorak.

Uważa się, że młoda matka ma dzisiaj lepiej niż jej matka.
Rzeczywiście panuje takie przekonanie. Jeżeli dzisiaj córka przychodzi do swojej mamy i opowiada o trudnościach, to bardzo często słyszy, że ma dużo lepiej, bo nie musi prać pieluch, są gotowe zupki w słoiczkach, jej mąż uczestniczy w wychowaniu. Problem polega na tym, że współczesne mamy mierzą się z zupełnie inną rzeczywistością i z zupełnie innymi wyzwaniami niż ich mamy.

Z jakimi problemami młode mamy przychodzą do pani?
Żalą się, że straciły życie, które miały; że bardzo trudno im pożegnać się z tym kawałkiem, który dotyczył kariery, spotkań towarzyskich, pasji; boli je, że krzyczą i nie wiedzą, jak przestać. To nie jest tak, że one nie są zadowolone z bycia mamami, że nie są wdzięczne za to, że spotkały odpowiedniego partnera, założyły rodzinę. Doceniają to.

Ale?
Trudności pozostają. To znaczy – fakt, że świadomie podjęły decyzję o byciu mamą i że nie zrobiłyby nic inaczej, nie sprawia, że nie żal im poprzedniego życia. One muszą przeżyć coś w rodzaju żałoby po tym, co było, nauczyć się inaczej żyć i czerpać z tego, co mają teraz.

Zmienić priorytety?
Tak, to też trudność, szczególnie wtedy, gdy dziecko jest malutkie i wszystkie siły i zasoby są kierowane w jego stronę. W tym czasie właściwie cała energia mamy idzie na zaspokojenie potrzeb dziecka oraz na to, żeby rodzina ten czas przetrwała. Mama na ogół nie ma do końca rozeznania, jak powinno wyglądać nowe życie, czego ona chce, na czym polega jej rola.

Może wszystkiego dowiedzieć się z Internetu, popytać inne mamy, swoją mamę.
Tak, i to robi, ale tu spotyka ją kolejna trudność, która polega z jednej strony na tym, o czym już mówiłam, czyli na zmianach w sposobach i możliwościach wychowywania dzieci w porównaniu z poprzednimi pokoleniami, a z drugiej – na tym, że kobiety nie umieją się nawzajem wspierać. Przyzwyczailiśmy się do tego, że gdy myślimy o dawaniu wsparcia, to chodzi nam o dawanie rady. Czyli – jak ona mówi mi o swojej trudności, to ja jej mówię, jakie mam rozwiązanie, i uważam, że ona powinna je zastosować. I sprawa będzie rozwiązana.

Dlaczego to nie działa?
Kiedyś działało bardziej, bo kobiety były dla kobiet często jedynymi źródłami wiedzy. Dzisiaj, kiedy mamy zgłaszają się do mnie na bezpłatne konsultacje online, oczekują nie rad, ale przyjęcia ich razem z ich emocjami, pomocy w wypracowaniu odpowiednich dla nich strategii działania.

Co złego jest w tym, że ktoś radzi młodej mamie?
Dawanie rady łączy się z przekonaniem, że ten, kto radzi, wie lepiej. Gdy więc mama, która jest w kłopocie, dostaje z każdej strony rady, czuje, że inni mają więcej kompetencji, są mądrzejsi. Ma coraz mniejsze zaufanie do siebie. Kiedy opowiada mi o swoich trudnościach, to widzę, że często się ich wstydzi.

Wstydzi? Dlaczego?
Ponieważ myśli, że tylko ona ma taki kłopot, a inne mamy go nie mają. I nie chodzi tylko o to, że jej koleżanki w mediach społecznościowych pokazują wymuskane zdjęcia, na których życie wygląda jak w bajce. Chodzi o to, że jak spotyka inne mamy w parku, w przedszkolu, na imprezie rodzinnej, to one mówią, że wszystko u nich OK, że super. A u niej super nie jest, ale wstydzi się do tego przyznać. Wstyd to jedna z najtrudniejszych emocji, blokująca, wszechogarniająca. Czujemy się wtedy niedoskonali, niekompetentni, nieudani.
Wstyd matek jest niejako skutkiem braku otwartości w ich otoczeniu. Bo żeby być otwartym na drugiego człowieka, trzeba mieć do niego dużo zaufania, pewność, że nie oceni, że będzie starał się nam pomóc. W dobie pandemii, kiedy jesteśmy zamknięci, zestresowani, brak otwartości jest jeszcze bardziej dotkliwy. W rodzinach pojawia się dużo emocji, nowych wyzwań, a mało chęci, żeby pokazywać, co się naprawdę dzieje.

Pozostawanie z wątpliwościami to po prostu przejaw człowieczeństwa, wyborów, sposobów życia. Można nie być pewnym czegoś na sto procent, ale tego spróbować. (Ilustracja Aneta Klejnowska)Pozostawanie z wątpliwościami to po prostu przejaw człowieczeństwa, wyborów, sposobów życia. Można nie być pewnym czegoś na sto procent, ale tego spróbować. (Ilustracja Aneta Klejnowska)

Wymianie doświadczeń mogłyby służyć fora dla młodych matek. Ale służą głównie porównywaniu się, kto jest lepszy, czyja metoda skuteczniejsza.
Składa się na to kilka przyczyn. Kiedyś obowiązywał konkretny model wychowania i wiadomo było, jakie narzędzia wychowawcze istnieją. Teraz jedne mamy korzystają z wielu podejść, wybierają, co im służy na danym etapie, inne obstają przy odmiennej opcji. Mają więc dużo możliwości wyboru. I mało zaufania do siebie. Jeśli widzą, że dziecko nie jest w stanie czegoś zrobić, a koleżanka pisze, że w określonym wieku powinno, to uważają, że jak będą ćwiczyć tę umiejętność z dzieckiem, efekt powinien się pojawić. Kiedy się nie pojawia, nie rozumieją dlaczego. Natomiast mama, która ma do siebie zaufanie, wie, że można sprawdzić, czy dana strategia służy dziecku, czy jest odpowiednia do jego wieku, możliwości rozwoju, potrzeb. Trzymanie się jakiejś strategii tylko dlatego, że zadziałała u innego dziecka, podczas gdy u mojego się nie sprawdza, a ja też się z nią źle czuję – jest błędem. Mamy często nie zdają sobie sprawy, po co coś robią. Wydaje im się, że nawet jeśli im to nie służy, to będzie służyło dziecku. Ignorują swoje potrzeby, nie zdają sobie z nich sprawy. I nic dziwnego – od małego jesteśmy uczeni ignorowania sygnałów płynących z naszego ciała. Jest nam ciepło, ale każe nam się nosić czapkę. Jesteśmy syci, a musimy zjeść rosołek, żeby babci nie było przykro. I jak sami stajemy się rodzicami, zaczynamy reagować tak, jak nasi rodzice. Mamy wdrukowane pewne skrypty zachowania, a o uwagę dopominają się nieuświadomione potrzeby.

Co z nimi zrobić?
Wyciągnąć na wierzch, przyjrzeć się im. Jeżeli mama pozna swoje potrzeby, to zrozumie źródło swoich problemów i wtedy może poszukać rozwiązań, które będą jej służyły. A gdy je znajdzie – nabierze poczucia kompetencji. I będzie dużo lepiej sobie radzić z ocenami płynącymi z zewnątrz, wszystko jedno, czy z krytyką, czy z pochwałą. Pod wpływem ocen z zewnątrz kobiety mają sporo poczucia winy. Zarówno gdy karmią piersią, jak i gdy nie karmią. Gdy biorą urlop macierzyński albo gdy wracają do pracy. W każdej niemal sytuacji młode mamy mają dużo wątpliwości.

I z tego powodu cierpią?
Tak, bo wątpliwości uznaje się za słabość, przeciwieństwo siły, wpływu, sprawczości. Natomiast ja uważam, że pozostawanie z wątpliwościami to po prostu przejaw człowieczeństwa, wyborów, sposobów życia. Można nie być pewnym czegoś na sto procent, ale tego spróbować. A mamom wydaje się, że jak nie mają wpływu na całość, to nie mają go w ogóle, na nic. Tymczasem zawsze mamy jakiś kawałek wpływu, tylko musimy go znaleźć i zdecydować, czy chcemy z niego skorzystać. Kiedy kobiety mówią, że one czegoś nie wiedzą, a ja odpowiadam, że to jest OK, są zdziwione. Myślą, że jako dorosłe kobiety i matki nie powinny mieć wątpliwości, powinny wiedzieć, co jest dobre dla dziecka, jak zareagować, co zrobić. A nasuwanie się wątpliwości oznacza, że szukam, rozwijam się, że jestem ciekawa czegoś innego. Ciekawość bardzo pomaga w wychowywaniu dzieci.

Jak ją pogodzić z kultem konsekwencji?
Część matek tak bardzo stara się być konsekwentnymi, trwać przy rozwiązaniach, które obrały, że tracą na to mnóstwo zasobów, które mogłyby wykorzystać do budowania fajnych relacji z dzieckiem. A to nie służy nikomu. A na dodatek pokazuje dzieciom, że zbaczanie z drogi, bycie niekonsekwentnym jest słabością, a nie poszukiwaniem rozwiązań. Wątpliwości nie umniejszają naszej wartości. Jeżeli nie dajemy sobie do nich prawa, to stajemy w miejscu siły, a z tego miejsca trudno budować relacje. Bo w relacjach jest miękkość, zaufanie, niewiedza, ciekawość.

Badania pokazują, że dzisiaj aż 40 proc. kobiet nie pracuje. Młode mamy nie mają dylematów: praca czy wychowanie?
Oczywiście, że mają. Gdy pracujemy nad ich nieuświadomionymi potrzebami, to wychodzi na jaw, że niektóre nie czują z powodu macierzyństwa radości. Doskwiera monotonia, powtarzalność. Nie mają poczucia, że robią coś ważnego, co nadaje sens ich życiu. Bardzo potrzebują drugiego filaru, jakim jest praca. I nie musi to być zawrotna kariera, może po prostu zapewniać potrzebę różnorodności, rozwoju. Mają jednak dylematy, czy ich dziecko jest gotowe na żłobek, czy to dobry moment rozwojowy, żeby się z nim rozstać. I często dopiero wtedy, gdy idzie ono do placówki, odzyskują równowagę. A jak one są w równowadze, to i cała rodzina ją odzyskuje.

Młode mamy mogą liczyć na ojców dzieci.
Faktycznie, młodzi ojcowie są często bardzo zaangażowani, zainteresowani tym, jak wspierać się nawzajem, jak budować rodzinę w nowoczesny sposób. Jedna rzecz utrudnia jednak skuteczne dawanie tego wsparcia, mianowicie to, że nie trafia ono w miejsce, w które ma trafić. Mężczyzna gotuje obiad, idzie z dzieckiem na spacer, odbiera je z przedszkola, bawi się z nim, ale mamie często bardziej potrzebne jest bycie wziętą pod uwagę, docenienie, wysłuchanie, zadbanie o to, żeby mogła realizować pasje, pracować. Kobiety, mimo że kochają swoich partnerów, zauważają, że – ze względów biologicznych, kulturowych i społecznych – są zdecydowanie bardziej niż oni obciążone. One z tym nie dyskutują, ale chciałyby, żeby mężczyzna zobaczył i uznał ich wysiłek. Wsparcie emocjonalne od partnerów jest kluczowe.

Co przede wszystkim chce pani przekazać młodym matkom?
Po pierwsze, że w swoich problemach nie są odosobnione. Po drugie, że wątpliwości, proszenie o pomoc to nie oznaki słabości, tylko sposób na szukanie rozwiązań. Po trzecie, żeby ufały sobie, nie bały się zbaczać z utartych ścieżek, schematów. Po czwarte, by nie porównywały się do innych matek.

I żeby uwolniły się od napięcia, które im nieustannie towarzyszy?
Zdecydowanie tak. Bo takie napięcie to ładunek wybuchowy, który może eksplodować pod wpływem małej iskierki. Spokój każdy czerpie z czego innego. Jeżeli więc będziemy wiedziały, o co nam chodzi, czego potrzebujemy, i będziemy potrafiły o to poprosić, to cała rodzina na tym zyska. Gdy dziecko zobaczy, że mama umie regulować swoje emocje, będzie się tego też uczyć. Ważne, żeby matki odkryły swoje potrzeby, stały za nimi, a nie podążały za potrzebami innych. 

Katarzyna Półtorak, psycholożka, ekspertka w dziedzinie komunikacji i budowania relacji bez krzyku. Autorka programów rozwojowych i wspierających dla kobiet. Właścicielka i twórczyni marki 'Mama ma moc!' - www mamamamoc.pl (Fot. archiwum prywatne)Katarzyna Półtorak, psycholożka, ekspertka w dziedzinie komunikacji i budowania relacji bez krzyku. Autorka programów rozwojowych i wspierających dla kobiet. Właścicielka i twórczyni marki "Mama ma moc!" - www mamamamoc.pl (Fot. archiwum prywatne)

  1. Styl Życia

Dzień Matki – wybrane teksty z cyklu "Jak wychowuje"

Rodzicem stajemy się w procesie wychowania dziecka. (Ilustracja: iStock)
Rodzicem stajemy się w procesie wychowania dziecka. (Ilustracja: iStock)
Z okazji Dnia Matki przypominamy artykuły archiwalne z cyklu "Jak wychowuje", w którym nasze rozmówczynie opowiadają o tym, czym jest dla nich macierzyństwo i relacja z dziećmi.

Jak wychowuje

  • Agnieszka Glińska, reżyserka, mama Franka i Janiny: „Myślę, że dzięki moim dzieciom nie zapomniałam siebie w ich wieku, że doskonale pamiętałam, co wtedy wyprawiałam. I byłoby straszliwą hipokryzją, gdybym oburzała się na to czy na tamto”.

  • Agnieszka Holland, reżyserka, mama Kasi Adamik, też reżyserki: „Bliskość między nami jest ważna, ale myślę, że równie ważna, i dla niej, i dla mnie, jest odrębność każdej z nas”.

  • Grażyna Wolszczak, aktorka, mama Filipa:Wychowanie? To stała obecność, towarzyszenie dziecku w zwykłym codziennym życiu. To całe „wychowanie” dzieje się w trakcie, mimochodem. Musi być spójne. Nie można wygłaszać górnolotnych frazesów, które nie mają zastosowania w zwykłym życiu. Wszystkie złote myśli, choćby najszlachetniejsze, wpadają jednym uchem, wypadają drugim”.

  • Gosia Dobrowolska, aktorka od wielu lat mieszkająca w Australii, matka Weroniki: „Obdarowywanie dziecka wszystkim, czego zapragnie, jest o wiele łatwiejsze niż nauczenie, jak na to zapracować. Dawać trzeba, ale wsparcie, system wartości, wzór postępowania w codziennych sytuacjach”.

  • Lidia Popiel, fotografka, mama Aleksandry: „(...) kiedy rodzi się dziecko, zmienia się nasze podejście do świata, nawet nasz charakter, więc przeorganizowanie kalendarza przychodzi naturalnie. Mówi się, że dziecko zabiera czas. A może jest tak, że ten czas mu się daje?”.

  • Paulina Krupińska-Karpiel, mama Jędrka i Tosi: „Co mi jako mamie się nie udało? Na pewno to, że czasem tracę cierpliwość i nakrzyczę na dzieci. A potem mam wyrzuty sumienia. Wtedy je przepraszam, mówię: „Nie chciałam tego zrobić”. Na co Tosia: „Wiem, mamusiu, dorośli tak czasem mają”. I rozkłada mnie na łopatki”.

  • Monika Mrozowska, mama Karoliny, Jagody, Józia i Lucjana: „Moje dzieci nie są wtajemniczane w szczegóły problemów między mną a ich ojcami. Zawsze podkreślam, że to nie ich wina. Mądre i spokojne przeprowadzenie dzieci przez rozstanie rodziców jest możliwe”.

  • Ałbena Grabowska, lekarka, pisarka, mama Juliana, Aliny, i Franka: „Zależy mi na tym, by dzieci były samodzielne, ale jestem nadopiekuńcza. Chciałabym, by same się uczyły, poznawały życie, a ciągle uważam, że to ja powinnam im coś proponować. Zależy mi na tym, żeby oglądały świat, ale boję się, że może im się stać coś złego. Tak więc jako matka składam się z samych sprzeczności”.

  1. Kultura

Książki dla dzieci – poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

Na rynku mnóstwo jest książek dla dzieci. Co z tego wybrać? Zwłaszcza, że zbliża się pierwszy czerwca. Oto podpowiedź, co warto podarować czytelnikom najmniejszym i tym trochę bardziej wyrośniętym. Tytuły mądre, zabawne, pięknie wydane. Oczywiście Dzień dziecka to tylko pretekst, bo na dobre książki zawsze jest pora.

Wychodzimy do kolegi

Samo życie – chciałoby się skomentować, jeśli jest się dorosłym i przegląda się tę stworzoną ze sporą dawką humoru książeczkę. Także dla słuchających i oglądających „Zamek” kilkulatków perypetie głównego bohatera i jego mamy na pewno będą brzmieć i wyglądać znajomo. Narratorem jest tu mały chłopiec, który wybiera się na urodziny do kolegi. Już sama scena wybierania się to mistrzostwo świata, przemyślenia narratora, czesanie, ubieranie, szykowanie prezentu, czyli tytułowego zamku: zabawkowego w kolorze czerwonym. Chłopiec osobiście go dla kolegi wybrał, ale teraz sam chciałby go mieć, mimo że ma taki sam, tylko zielony. Wreszcie przyjęcie urodzinowe kolegi. Nie chcę za wiele zdradzać, ale założę się, że i te sceny coś wam będą przypominać. Styl ilustracji Szwedki Emmy Adbåge jest z jednej strony oszczędny, z drugiej – świetnie oddają one domowy rozgardiasz, nastroje i odczucia postaci. Są tu szczegóły, które docenicie i wy, i kilkuletni odbiorcy. Wiarygodny psychologicznie, zabawny. Świetny punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem, na przykład o emocjach. Taki jest „Zamek”.

„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki

Na ratunek dziadkom i babciom

Ilustracje do „Dziadka Tomka” stworzył Czech Štěpán Zavřel – nieżyjący już niestety malarz, filmowiec, pomysłodawca Międzynarodowej Wystawy Ilustracji Książki Dziecięcej i założyciel Międzynarodowej Szkoły Ilustracji we włoskim Sàrmede. Można go rozpoznać po dynamicznej kresce i „gęstości” jego rysunków. Także ta zilustrowana przez niego historia jest wyjątkowa. Takiego dziadka jak dziadek Tomek chciałoby mieć chyba każde dziecko: umie robić zabawki z niczego i zawsze wymyśla nowe zabawy. Tymczasem pewnego dnia w telewizji burmistrz ogłasza komunikat: odtąd wszyscy seniorzy, dla ich własnego dobra, będą wysyłani do domu wesołej starości. Na ulicach pojawiają się „dziadkołapacze” i podczas kiedy dorośli z miasteczka oszukują się, że wszystko jest w porządku, dzieciaki w mig rozumieją, że nie jest i organizują brawurową akcję ratunkową. Zwariowane pościgi, machiny latające, a w komplecie genialny przekaz, że seniorów trzeba kochać, szanować i być po ich stronie. Po „Dziadka Tomka” na pewno warto sięgnąć, a przy okazji dodam, że słynące z pięknie wydanej literatury dziecięcej wydawnictwo Tatarak tuż przed Dniem Dziecka wypuszcza też jego niezwykły „Sen o Wenecji”.

„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak

Prezent od Einsteina

Przecież teorii względności nie da się wytłumaczyć dziesięciolatkowi! Nie da się? To druga z serii trzech książeczek, które wyjaśniają młodym czytelnikom zasady fizyki. Tym razem czytamy o takich między innymi zagadnieniach, jak czas i przestrzeń, jednostki i ich miary, prędkość światła. Jak dzieciom mówić na przykład o ujednoliconym systemie metrycznym? Można opisać i narysować średniowiecznych budowniczych, którzy wznoszą most nad rzeką. Umówili się, że most będzie miał 5 miar wysokości, budują po dwóch stronach rzeki, coraz bliżej siebie, problem w tym, że każdy z mistrzów budownictwa ma własną miarkę i kiedy w końcu dochodzi do spotkania, połowa gotowego mostu jest dużo wyższa od tej drugiej. Takie pomysłowe przykłady działają na wyobraźnię, podobnie jest z mnóstwem zawartych tu obrazków. „Teoria…” odczarowuje wiedzę, która dla uczniów trzeciej-czwartej klasy podstawówki jest podobno za trudna, można się przy okazji lektury dobrze bawić. Nie jestem pewna, czy przekona dzieciaki, które nie cierpią przedmiotów ścisłych, ale na pewno te fizyką i matematyką zainteresowane, będą miały z czytania przyjemność. Niejeden rodzic westchnie też pewnie na widok tej książki, szczerze żałując, że w wieku swojego dziecka nikt mu takiej nie sprawił.

„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada

Nazywam się Ripley, Benjamin Ripley

Jak donoszą wydawcy literatury dziecięcej, chłopaki czytają w dzisiejszych czasach mniej niż dziewczyny. Wieść głosi również, że ta właśnie książkowa seria przyczyniła się do zmniejszenia tych dysproporcji, sprytnie wciągając 10-11-letnich chłopców w czytanie. Co, jak podkreśla sam autor, nie znaczy, że po „Szkołę szpiegów” nie sięgają czytelniczki.
To amerykański bestseller z listy New York Timesa. „W związku ze śledztwem toczącym się w sprawie operacji Przyczajony Borsuk, załączam zapis z trwającego łącznie 53 godziny przesłuchania pana Benjamina Ripleya, pseudonim Tajniak, lat 12, pierwszorocznego ucznia Akademii Szpiegostwa” – czytamy na samym początku książki w pełnym od czarnych skreśleń cenzora dokumencie wysłanym z biura CIA, prowadzącego tajną placówkę, która szkoli najzdolniejsze dzieciaki, przyszłych tajnych agentów. Główny bohater Benjamin niespodziewanie dostaje do owej placówki powołanie i od tego momentu zaczynają się jego niesamowite przygody. „Szkoła…” to połączenie Jamesa Bonda, Mission Impossible z Różową Panterą czy Jasiem Fasolą, jest tu wartka akcja i błyskotliwa zabawa konwencją. Uwaga: jeśli obdarowane „Szkołą szpiegów” dziecko wciągnie się na dobre, warto wiedzieć, że to dopiero początek przygody, bo cała seria liczy sumie 9 części: u nas ukazała się pierwsza, a na lipiec zaplanowano premierę drugiej.

„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora

Borsucze opowieści

Temat ważny, autor ekspert, choć jeśli ktoś zna inne jego książki dla dzieci, wie, że będzie śmiesznie. A nierzadko bardzo śmiesznie. Tomasz Samojlik, biolog, popularyzator przyrody, a także rysownik i twórca komiksów („Tarmosię” zilustrowała akurat Ania Grzyb”), autor głośnej serii „Żubr Pompik”, komiksowej „Ryjówki przeznaczenia” czy „Norki zagłady”. Jeśli Samojlika nie znacie, a uśmiechacie się przeczytawszy te dwa ostatnie tytuły, to już wiecie, czego się po tym autorze spodziewać. Tym razem poznajemy rodzinę borsuków, same indywidua: tata, mama, przyszywany dziadek – każdy ma tu coś za uszami. A poznajemy tę oryginalną rodzinkę akurat wtedy, kiedy najmłodszą borsuczkę Tarmosię budzi z zimowego snu dziwny hałas. Na wiosnę sprawy jeszcze bardziej zaczynają się komplikować. Coś się w lesie dziwnego dzieje, tylko co? Do borsuków zaglądają, szukając schronienia, lisi imigranci z gromadką szczeniaków o wdzięcznych imionach Onomatopeja, Propedeutyka, Multiplikator i Horoskop („Mąż wybierał imiona” – wyjaśnia lisica, widząc zdziwienie Tarmosi). Bajka z pro ekologicznym morałem, w której autor przemyca sporo ciekawostek ze świata przyrody.

„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora

Mieszkańcy spod podłogi

Tym razem książka nie do czytania, a do słuchania. Klasyka literatury dziecięcej, słynna seria o Pożyczalskich, na której wychowało się już kilka pokoleń. Opowieść o maleńkiej rodzinie mieszkającej pod podłogą, w domu własnoręcznie wybudowanym i wyposażonym w przedmioty, które „pożyczyli” od pełnowymiarowych domowników. Dzięki tym bohaterom stworzonym na początku lat 50. XX wieku przez Mary Norton wiele z nas nadal łapie się na tym, że kiedy zniknie nam spinka, szpilka, naparstek, kartka z papeterii, chusteczka czy mydelniczka, odruchowo myślimy, że stoją za tym oni. Kartka posłużyła im za tapetę, mydelniczka za wannę, z okruszka chleba nastoletnia Arietta zrobiła sobie kanapkę. Czas zarazić tą genialną historią kolejne pokolenia. I właśnie jest okazja: w nowym tłumaczeniu „Pożyczalskich” czyta Edyta Jungowska. Aktorka od lat nagrywa i produkuje doskonałe słuchowiska dla dzieci, na czele z „Dziećmi z Bullerbyn”, bezsprzecznie najbardziej popularnym dziecięcym audiobookiem w naszym kraju. Pierwsza i druga część z pięciotomowego cyklu Mary Norton o losach maleńkiej rodziny, wydawnictwo miłe nie tylko dla ucha, ale i oka, bo wzbogacone o ilustracje Emilii Dziubak już są dostępne. Wkrótce kolejne.

„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska

Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham

To z wszystkich dotąd poleconych propozycja dla najmłodszych dzieci, bo już dwulatków. Napisana przez Trish Cooke, Brytyjkę z afrykańsko-karaibskimi korzeniami, osobowość telewizyjną, scenarzystkę, autorek sztuk i właśnie książeczek dla dzieci. Super, że ukazała się w Polsce, bo też mało się u nas wydaje pozycji dla dzieci, gdzie postaci miały by inny niż biały kolor skóry. Ale przede wszystkim to historia świetnie pomyślana i skonstruowana, w sam raz dla bardzo małych odbiorców. Jest tu motyw i rytm, który maluchy uwielbiają, co chwila w opowieści pojawia się ktoś nowy – dzwoni dzwonek i ten ktoś pojawia się w drzwiach. A kuku! Wujek, ciocia, babcia, kuzyni. Mamy więc element zaskoczenia, krótkie zdania, z których jedno za każdym razem się powtarza: to tytułowe „najmocniej na świecie”. Dom wypełnia się krewnymi, wesołymi, głośnymi i każdy przytula, każdy bierze na ręce, tańczy i śmieje się do dziecka, wokół którego wszystko to się toczy, dziecka uwielbianego, całowanego, kochanego „najmocniej na świecie”. Czyta się to maluchowi doskonale, a i samemu korzysta się z dobrodziejstw tej ogromnej zawartej w książeczce dawki radości i miłości.

„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry

  1. Psychologia

Nadszarpnięta więź z ojcem - jaki może mieć wpływ na córkę?

Uszkodzona więź z ojcem może w dorosłym życiu wzbudzić potrzebę dotknięcia ran z przeszłości – uświadomienia ich i zrozumienia. (Fot. iStock)
Uszkodzona więź z ojcem może w dorosłym życiu wzbudzić potrzebę dotknięcia ran z przeszłości – uświadomienia ich i zrozumienia. (Fot. iStock)
Zuzanna albo żyła na przekór ojcu, albo próbowała go naśladować. W ten sposób wyparła się siebie. Kryzys psychiczny skłonił ją do podjęcia terapii. Jej przypadek komentuje psychoterapeuta Jarosław Józefowicz. 

Zapadł już zmrok, na pewno. Pamięta las i stromą, ośnieżoną górkę. Miała kilka lat i zjeżdżała na sankach. Ojciec siedział za nią i śmiał się głośno. Przestawała oddychać, bo myślała, że się rozbiją, kiedy mijali drzewa. „Chyba się nie boisz” – pytał beztrosko, szykując się do następnego zjazdu. Zuzanna bała się, i to bardzo. Podobnie jak na karuzeli łańcuchowej, kiedy jej krzesełko szybowało wysoko w niebo, a on okręcał ją i podrzucał. Pamięta, że okulary ojca roztrzaskały się o ziemię i jego dobry humor prysł, a ona miała mdłości…

Kadry filmu pod tytułem „Dzieciństwo” przesuwały się w jej wyobraźni. „To dlatego za każdym razem, kiedy widzę wesołe miasteczko, robi mi się niedobrze” – myślała. „Już wiem, dlaczego nigdy nie zjechałam z synkiem z górki na sankach”.

Życie Zuzanny właśnie się zatrzymało. Przestała pracować, gotować, sprzątać, śmiać się, mówić, prawie nie jadła. Martwy punkt, kiedy brak siły, by zrobić jakikolwiek krok. Nie miała zresztą pojęcia, w którą stronę miałaby iść. Żadne działanie nie było możliwe, zresztą było jej wszystko jedno. Wszechogarniająca bezsilność nie pozwoliła jej opuszczać pokoju i kontaktować się z ludźmi. Przestała nawet czytać książki, co było do niej zupełnie niepodobne. Kryzys psychiczny przyszedł, kiedy nie miała pracy, pieniędzy, była po trzydziestce i po rozwodzie.

Komentarz psychoterapeuty: Czy na kryzys można patrzeć z nadzieją? Zazwyczaj tego rodzaju przeżycia i uczucia są kojarzone negatywnie, jako coś destrukcyjnego i co za tym idzie, budzącego niepokój, lęk. Jednak postrzegane ze zrozumieniem mogą stać się etapem na drodze głębokiej przemiany psychicznej, umożliwiającej rozwój człowieka. Źródłem kryzysu Zuzanny była „uszkodzona” więź z ojcem. Kiedy doświadczamy bólu, siłą rzeczy kierujemy się do wewnątrz. U Zuzanny pojawiła się potrzeba dotknięcia rany z przeszłości – uświadomienia jej i zrozumienia.

Bała się go i tęskniła

Ojciec Zuzanny był dość znanym artystą. Malował, rzeźbił, projektował meble, miał wystawy w Brukseli, Tokio, Berlinie. Podziwiała go. Z daleka. Z bliska ją przerażał. Lęk skrywała pod maską krnąbrności. Nie miała jednak wiele okazji do buntowania się, bo ojciec zwykle był pochłonięty pracą i swoimi sprawami, często wyjeżdżał. Gdy dłużej przebywał w domu, ogarniało go rozdrażnienie, miewał wybuchy złości. Zuzanna pamięta szybującą ponad trawnikiem szarlotkę, którą wyrzucił przez balkon, zdarzyło się też, że rozbił o ścianę talerz z zupą pomidorową. Kiedyś wpadł do niej do pokoju i zrzucił wszystko z biurka i półek. Nie zrozumiała dlaczego, może nie posprzątała. Wyjątkowo nerwowo było podczas świąt, ubieranie choinki zawsze kończyło się awanturą. Zresztą i tak atmosfera w domu zazwyczaj stawała się napięta, gdy ojciec wracał z pracowni. Każdego dnia bała się tego momentu.

Bywał zainteresowany jedynaczką, mówił że żaden facet nie jest jej wart, bo jest atrakcyjna i inteligentna, ma taką delikatną, niewinną urodę. I że na pewno ze wszystkim sobie w życiu poradzi. Obejmował ją ramieniem podczas wernisaży, mówił „Zuzanko”, przedstawiał z dumą: „To moja piękna córka”. Wtedy czuła się jak lalka. Czasem siadał w swoim czarnym, skórzanym fotelu i brał ją na kolana, głaskał po policzku. Chciała dłużej z nim porozmawiać, ale szybko tracił uwagę, nie miał czasu.

Matka też jej nie słuchała. Była zajęta zabiegami, by mąż wrócił do niej od kolejnej kochanki, by był w zasięgu jej wzroku, pod kontrolą. By pozwolił pocałować się w policzek i by poszli potem do restauracji.

Teraz to wszystko wróciło. Poczuła się jak w klatce. Zaczęła się bać, potwornie bać. Ale nie wiedziała czego. Drżała, płacząc. A potem przyszła złość. Ogromna. Na niego. Zaczęła pisać list, potem mówić, krzyczeć coraz głośniej, w końcu wrzeszczeć na ojca. Wyrzucała mu: „Dziecko to odpowiedzialność, dziecko jest delikatne jak szkło, jak mogłeś tak mnie straszyć, jak mogłeś odtrącać, zawstydzać, traktować przedmiotowo?! Wcale nie chcę cię ciągle rozumieć, usprawiedliwiać. Co z tego że miałeś urok i pieniądze?! To przez ciebie! To przez ciebie nie udało mi się życie!”. Potem długo płakała, a list spaliła.

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Nauka przychodziła jej bez problemów. Po ojcu odziedziczyła błyskotliwość i talent do rysunku. Sztuka pociągała ją i odpychała jednocześnie. Tak jak on. Wybrała grafikę na Akademii Sztuk Pięknych, potem trafiła do agencji reklamowej, pierwszej, drugiej, trzeciej… Często zmieniała firmy, choć w każdej po pewnym czasie proponowano jej awans. Jednak odmawiała. Jeśli już zgłębiła jakiś temat, poznała ludzi – bezpowrotnie traciła nimi zainteresowanie. Wyrzucała sobie, że jest mało ambitna i nie potrafi się zaangażować. Męczyły ją struktury, nudziły relacje. Tłumaczyła sobie, że przecież ma rodzinę i ona, nie kariera, jest najważniejsza. Obiecała sobie, że stworzy spokojny dom. Krzysztof był ciepłym mężczyzną, dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Cudowny ojciec, bardzo skoncentrowany na dziecku. Pracował w wydawnictwie książkowym, był kibicem skoków narciarskich i tradycjonalistą. Zuzannie było z nim dobrze. Czerpała nawet przyjemność z wydawania przyjęć rodzinnych, zaskakując gości niecodziennymi potrawami. Uwielbiała przygotowania do świąt. Czasem tylko wybuchała niekontrolowaną złością bez istotnego powodu. Potem wstydziła się tego. Wychodziła na balkon i głęboko oddychała. „Duszę się” – przychodziła myśl, otrząsała się jednak z niej z nieokreślonym lękiem. Na wszystko znajdowała czas: dziecko, praca, spotkania z przyjaciółmi. „Tak świetnie sobie ze wszystkim radzisz” – chwalił mąż. Dlatego poczuła niemiłe zdziwienie, gdy po kilku latach małżeństwa uświadomiła sobie, że nie widzi w nim już mężczyzny. Że jej nie pociąga, nie czeka na niego. „Nie ma tu ciebie” – mówił jej w łóżku, jesteś jak manekin, lalka. I tak się czuła. Znowu.

Tacy podobni

Śmiertelna choroba ojca przebiegła szybko. Umarł, gdy mógł jeszcze tworzyć, podróżować, grać w piłkę z wnukiem, wyremontować dom nad morzem. „No i znowu mnie zostawiłeś” – powiedziała do niego w myślach. Zaczęła rozpamiętywać przeszłość, chciała ocalić dobre chwile. Jak tamten pobyt w Rzymie. Siedzieli w ciepłe noce w trattoriach, zaśmiewając się przy spaghetti i dobrym winie, a od rana włóczyli się po wąskich uliczkach, zwiedzali starożytne ruiny i fontanny. Z żadnym mężczyzną nie tańczyło jej się tak radośnie, z żadnym nie dyskutowało tak twórczo o sztuce… Dlaczego więc po jego śmierci poczuła coś na kształt ulgi?

To uczucie pojawiło się również, gdy podjęła decyzję o rozwodzie. Nie było łatwo pożegnać swoje wyobrażenia o idealnej rodzinie, wysłuchiwać oskarżeń męża, że jest egoistką i oszustką, i że pożałuje kiedyś tej decyzji. Zuzanną kierowała jednak nieodgadniona, większa od niej siła, która pchała ją, jak się jej zdawało, ku wolności. Nie musiała już udawać, żyć na przekór ojcu i sobie. Odkrywała, jak bardzo jest do niego podobna. Tak jak on pije kilka kaw dziennie, je niewiele mięsa, jest mało uprzejma dla nieznajomych, lubi koty, tęskni za intensywnością doznań, niezależnością. Kolejna praca w agencji reklamowej przyniosła jej jedynie znaną już frustrację, więc zwolniła się i postanowiła wrócić do rysowania. Ale jakoś jej nie szło. Z romansowaniem – przeciwnie.

Bez zobowiązań

Odnowiła znajomości ze studiów. Tak, z artystami zawsze potrafiła znaleźć wspólny język. Podobali jej się mroczni faceci z fantazją i niebezpiecznym błyskiem w oku. Takich przyciągała, ale z żadnym z nich nie zdecydowała się na związek. Zaczęła sobie uświadamiać, że w ogóle relacje nie są jej specjalnością. Unikała wprawdzie konfliktów, ale i zbytniej bliskości. Niczym nie ryzykowała, w każdej chwili mogła odejść, co też robiła, z dręczącym poczuciem winy. Do tej pory. Teraz postanowiła nie wiązać się na dłużej, a jedynie bawić się i cieszyć niezobowiązującym seksem. „Należy mi się” – myślała, wreszcie czuła, że żyje.

Michał. Z nim było jak na szalonej kolejce górskiej. Kłótnie, jakie między nimi wybuchały, ekscytowały ją bardziej niż okresy spokoju. Gdy wariacko prowadził samochód, była niemal pewna, że się rozbiją, a kiedy rzucał ją na łóżko, czuła się jak na karuzeli.

Któregoś wieczoru, gdy pili wino na kanapie, powiedział: „chodź do mnie” i klepnął się w kolano, pokazując, gdzie ma usiąść. „Ładna jesteś, masz w sobie coś z dziecka”, mówił rozpinając jej dżinsy. Zabolało, bo potraktował jak przedmiot. Nie potrafiła jednak przeciwstawić się jego sile. Przegrała, jak zawsze.

A potem pojawiła się ta niemoc. Nie umiała już płakać. Nawet ze złości na ojca. Chciała odciąć się od tego, co było, zacząć od nowa, może iść do innej agencji reklamowej. Nie była jednak w stanie podjąć żadnego działania. Dawna Zuzanna, sprytna i radząca sobie w życiu zawodowym, wydawała się nierzeczywistą postacią ze snu. Umarła. Nowa Zuzanna była jak szmaciana pacynka, bez żadnego wpływu na swoje życie. I nie miała pojęcia, co dalej.

Komentarz psychoterapeuty: Na początku przemiany na ogół musi nastąpić rozpad dotychczasowych dysfunkcyjnych struktur psychicznych i emocjonalnych, które zrodziły się w przeszłości, w relacjach pełnych niespełnienia, nacechowanych brakiem. To punkt, w którym człowiek mierzy się ze swoimi mechanizmami obronnymi, światem wyobrażeń i iluzji, życiem w jednostronnym, okrojonym wymiarze. Następuje rozpoznanie i uświadomienie sobie deficytów. W przypadku Zuzanny były to: niedostępność emocjonalna, funkcjonowanie od zadania do zadania, nieadekwatne poczucie odrzucenia, brak granic osobistych, niemożność określenia własnych uczuć i potrzeb oraz nadmierna podatność na wpływy zewnętrzne. Na tym etapie kryzysu przeżywane konflikty wewnętrzne są silne, a doznania trudne. Frustracja, gniew, lęk i zagubienie potrafią całkowicie wypełnić świat, nie pozostawiając miejsca na normalne funkcjonowanie. 

Ukojenie przyszło samo

Zaniepokojona sytuacją przyjaciółka zaprowadziła ją do psychoterapeutki. Zuzanna usłyszała: „Bez uświadomienia sobie uczuć z przeszłości, bez ich uwolnienia, nie pójdzie pani dalej. Nie zdawała sobie pani sprawy z  niemocy, lęku, samotności i smutku, które przeżyła jako dziecko. Ze strony ojca zabrakło uczuć, wzajemności. Nie zauważył pani wrażliwości, nie uszanował, nie dał poczucia bezpieczeństwa. Dobrze, że odważyła się pani na wyrażenie złości do niego. Dawny ból domaga się ujawnienia, przeżycia, wyrównania rachunków. Trudna relacja z ojcem spowodowała, że jakaś część pani została zamrożona, odłączona. To okalecza, osłabia, uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Żyła pani tym brakiem, odcięta od siebie, od uczuć. W takim stanie obojętne jest, co się robi i z kim żyje. Gdy to miejsce zostanie uzdrowione, pojawi się przestrzeń na autentyczne uczucia. Pani dotychczasowa odwaga i pasje nie pochodziły z wnętrza. Czas przestać być raz przekorną a raz grzeczną córką, czas odkryć swoją autentyczną moc. I pójść wreszcie własną drogą”.

Terapia pozwoliła Zuzannie powoli odzyskać siebie. Dzięki niej przeszła proces uświadomienia schematów rodzinnych, które nią rządziły. Zdała sobie sprawę z wypartych trudnych emocji i uwalniała je poprzez płacz i złość. Gdy przestała zmuszać się do jakiejś aktywności, chęć do działania powróciła sama. Razem z radością i dostępem do uczuć. Zaczęła się lubić, cieszyć sobą. Czekała na to, co się w niej obudzi.

Symboliczne pojednanie z ojcem było naturalną konsekwencją tego procesu. Po raz pierwszy ujrzała w nim delikatnego mężczyznę, rozdartego konfliktem wewnętrznym, nieumiejącego pokazać, jak bardzo ją kocha. Znowu płakała, ale już inaczej. Łzy wybaczenia przyniosły długo oczekiwane ukojenie, uwolnienie od nieznośnego napięcia. Pojawiła się wdzięczność za to, że był inspirujący, poczuła, że mają podobną wrażliwość. Potrzebowała ponownie zbliżyć się do ojca, żeby rozwinąć jego korzystny obraz w sobie. Do tej pory bowiem przekreślała wszystkie jego pozytywne cechy, podobnie jak negatywne. Zaprzeczając jego nieodpowiedzialności, zamknęła sobie dostęp do własnej kreatywności i spontaniczności. Teraz, kiedy pojawiła się w niej zgoda i akceptacja tego, jaki był naprawdę, poczuła prawdziwą ulgę i wolność. Przyszłość rysowała się w jasnych barwach. Nabrała zapału do pracy, odkryła w sobie ochotę na… pisanie. W jej życiu pojawił się też nowy mężczyzna i pewność, że tym razem będzie inaczej.

Komentarz psychoterapeuty: Z perspektywy kryzysu przyszłość wydaje się beznadziejna. Jednak pod wpływem zachodzących procesów psychicznych człowiek ma szansę na prawdziwą odnowę. Warunkiem jest świadoma i ukierunkowana praca ze swoim wnętrzem. Efektem – osobowość bardziej pełna, w mniejszym lub większym stopniu wolna od demonów przeszłości, ograniczeń, blokad, uwarunkowań. Zuzanna wykorzystała tę szansę. Odzyskała autonomiczność i integralność. Dlatego odtąd będzie mogła głębiej i bardziej autentycznie przeżywać świat we wszystkich jego wymiarach – w relacjach, bliskich związkach, życiu zawodowym, sferze pasji i zainteresowań.     

  1. Zwierciadło poleca

Odbudować relacje społeczne - rusza kampania „Szkoła-od-nowa”

Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Wraz z powrotem uczniów do szkół rusza ogólnopolska kampania społeczna „Szkoła-od-nowa”. Jej celem jest ułatwienie dzieciom i młodzieży funkcjonowania w szkole po roku przymusowej nauki zdalnej, pomoc w naprawie relacji społecznych i powrocie do zdrowia psychicznego.

Nie ma dla nas dorosłych teraz nic ważniejszego niż pomoc dzieciom i młodzieży w powrocie do równowagi psychicznej – mówi Joanna Węglarz, psycholog i pomysłodawczyni kampanii „Szkoła-od-nowa”. - Szkoła po pandemii będzie inna, ponieważ COVID-19 nieodwracalnie zmienił świat, w którym żyjemy. Nauczyciele i uczniowie muszą się dostosować do nowej szkoły, by była miejscem, które uczy i rozwija społecznie. Dlatego kilkunastu ekspertów w zakresie psychologii, pedagogiki, zdrowia psychicznego, terapeutów i wykładowców akademickich zaangażowało się w kampanię społeczną „Szkoła-od-nowa”, by dzielić się swą wiedzą z nauczycielami i rodzicami. - dodaje ekspertka.

Celem kampanii społecznej „Szkoła-od-nowa” jest zwrócenie uwagi, jak ważna jest kwestia zdrowia psychicznego oraz rozwoju społeczno-emocjonalnego dzieci i młodzieży - bycia w grupie, kontaktów z rówieśnikami i współpracy, a także podjęcie działań, które pomogą uczniom wrócić do szkoły stacjonarnej po roku przymusowej edukacji zdalnej - Rozwój umiejętności społecznych dzieci i młodzieży w czasie pandemii został zaburzony, u niektórych opóźniony albo wręcz wstrzymany. Konsekwencje tego zobaczymy tak naprawdę dopiero za kilka lat. Rzeczywistość w dalszym ciągu jest mało przewidywalna i mało optymistyczna, dlatego tak ważne jest, byśmy umieli pomóc dzieciom i młodzieży powrócić do życia w społeczeństwie i zaspokoić ich podstawowe potrzeby bezpieczeństwa, przynależności i samorealizacji, bo one w głównej mierze wpływają na prawidłowy rozwój i zdrowie psychiczne – dodaje Joanna Węglarz.

W ramach kampanii, na stronie szkola-od-nowa.pl są udostępniane bezpłatnie dla wszystkich nauczycieli, rodziców, dzieci i młodzieży m.in.:

  • nagrania wideo ekspertów dotyczące tego jak przygotować się do nauki stacjonarnej w sytuacji pandemicznej;
  • materiał na temat technik relaksacyjnych na godzinie wychowawczej;
  • scenariusze godziny wychowawczej dla szkół podstawowych, średnich oraz szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych;
  • ebook dla nauczycieli „Jak wspierać rozwój społeczno-emocjonalny uczniów?”;
  • ebook dla rodziców „10 strategii dla wypalonych rodziców”;
  • wyniki badań na temat wpływu pandemii i nauki zdalnej na dobrostan uczniów i nauczycieli;

Badania* pokazują, że dzieci i młodzież są w złej kondycji psychicznej. Rok izolacji społecznej spowodował, że prawie 100 proc. uczniów ma problemy ze snem, blisko 80 proc. z odżywianiem, 70 proc. ma wahania nastroju, a ok. 40 proc. problemy z koncentracją. U 10% zaobserwowano symptomy depresyjne, a u 18 proc. zaburzenia psychosomatyczne (bóle głowy, brzucha, brak energii i zdenerwowanie). 60 proc. uczniów źle ocenia naukę umiejętności praktycznych podczas nauczania zdalnego, a 70 proc. mówi o pogorszeniu relacji społecznych z rówieśnikami. Ponad połowa przyznała, że czuje się przeładowana otrzymywanymi treściami, a aż 66 proc. korzysta z urządzeń elektronicznych przed pójściem spać.

*Badanie realizowane w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych w Polsce, w okresie od  12 maja do 12 czerwca 2020 r, w trzech grupach składających się z uczniów, nauczycieli i rodziców (łącznie ok. 3000 osób), oraz badanie pod patronatem Rzecznika Praw Dziecka przeprowadzone metodą CAWI na panelu internetowym w dniach 25-28 grudnia 2020 roku na reprezentatywnej grupie ponad 2000 uczniów wieku 15-18 lat oraz rodziców posiadających dzieci w tym wieku.

Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.