1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Wstyd nastolatka

Wstyd nastolatka

123rf.com
123rf.com
Mamy dwudziesty pierwszy wiek, biblioteki pełne są pozycji traktujących o dojrzewaniu, dzieci w szkołach mają przygotowanie do życia w rodzinie, jednak dzieci, które rozwijają się w innym tempie niż rówieśnicy, nadal są bezlitośnie szykanowane.

Młodzież to najbardziej bezlitosna grupa wiekowa. Rówieśnicy rozliczają się ze wszystkiego. Kim są rodzice, gdzie się mieszka, jakie się ma ubrania i gadżety, ale jedno z najważniejszych kryteriów, to wygląd. Symptomy dojrzewania płciowego to również wyjątkowo ważne kryterium oceny w środowisku rówieśniczym.

Dziewczęta mają gorzej

…i są w całkiem innej sytuacji niż chłopcy, ponieważ rozwoju piersi nie da się żaden sposób ukryć. Zwłaszcza dziewczynki, które dojrzewają w klasie jako pierwsze, są narażone na szczególne okrucieństwo rówieśników. Dzieci, zwłaszcza chłopcy, są bezpardonowi i pomysłowi w dręczeniu koleżanek z dużym biustem. Wynika to ze strachu. Chłopcy sami są zaniepokojeni tak jawną seksualnością, u siebie obserwują dopiero zwiastuny dojrzewania, i dlatego, ze strachu i lęku, że nie poradzą sobie z seksualnością, dokuczają ponadprzeciętnie rozwiniętym fizycznie koleżankom.

Co ciekawe, rodzice chłopców najczęściej nie widzą problemu i są oporni na wszelkie uwagi co do zachowania synów. Bagatelizują ich zachowanie, a nawet sami uśmiechają się pod nosem, obserwując u koleżanek syna dobrze rozwinięty biust.

Dla dziewcząt jednak nie są to żarty, ale solidne upokorzenie, z którym zupełnie nie umieją sobie radzić. Nie one zdecydowały o tempie rozwoju swojego ciała, a są z niego rozliczane, jakby to był ich osobisty wybór. Rzadko która dziewczyna ma na tyle silną samoocenę, że z dumą będzie obnosić swój biust, jeśli pojawi się on kilka lat przed resztą biustów w klasie. Jeśli widzisz, że twoja córka zaczyna dojrzewać szybciej niż jej koleżanki, daj jej wsparcie. Kup jej stanik, przygotuj na to, że chłopcy odreagują na niej swoje lęki.

Jeśli dziewczynka wykazuje opóźnienia w rozwoju, bez wahania kup jej staniczek push-up. Bagatelizujemy ten problem, bo wiemy, że rozmiar biustu to w gruncie rzeczy nic ważnego. Tymczasem rozmiar biustu to nic ważnego tylko dla kobiet, które mają biust przeciętny. Jeśli twoja córka nie ma jeszcze śladów zwiastujących rozwój biustu, a napomyka o tym, że chciałaby mieć stanik, natychmiast idź z nią do sklepu. Nie mów jej, że nie ma po co, że przecież piersi jej urosną, że trzeba tylko poczekać. To dla niej nie jest „tylko”. Nie wyobrażasz sobie, jak cierpi dziewczynka, która jedna jedyna w klasie jest jeszcze „płaska”. Nie dokładaj dziecku cierpień. Kup jej stanik.

Chłopcy też nie mają łatwo

O ile dziewczynka czasem zwierzy się przyjaciółkom lub mamie, chłopcy są wychowywani w duchu trzymania swoich problemów dla siebie i stąd nawet nie wiemy, jak wielkich upokorzeń i cierpień dostarczają im koledzy. Dość często chłopcy nie mają wyjścia i muszą uczestniczyć w wulgarnych rozmowach, a bywa, że wygląd ich genitaliów jest w klasie omawiany, a podczas szkolnych wycieczek nieustannie są zagrożeni wulgarnymi, obcesowymi uwagami kolegów. Wychowawca rzadko kiedy ma optykę nastawioną na to zagadnienie. Szkoła koncertuje się na wynikach w nauce i bezpieczeństwie fizycznym ucznia, podczas gdy bezpieczeństwo emocjonalne cierpi.

Nie ma chłopca, który pójdzie do szkolnego pedagoga i powie, że jest w klasie pośmiewiskiem, bo jego członek ma najmniejsze w klasie rozmiary. Rodzice, szkolny pedagog i psycholog, muszą się sami domyślić, jaka jest skala cierpienia chłopca – tylko po jego zachowaniu.

Warto z chłopcami rozmawiać o dojrzewaniu. Chociaż to trudne (dziewczynki są ciekawe, otwarte na wiedzę w tym temacie), bo chłopcy nadal boją się tego tematu, trzeba robić wszystko, żeby złagodzić ich paniczny lęk, że nigdy nie staną się mężczyznami, że nie odbędą w życiu żadnego stosunku płciowego, że nigdy nie zdobędą żadnej dziewczyny i na dodatek szybko umrą, ponieważ się masturbują. Wiedza zawsze łagodzi lęk. I dlatego trzeba z dziećmi rozmawiać.

Rozmawiaj

Nigdy nie jest za wcześnie, żeby rozmawiać ze swoim dzieckiem o wstydzie ciała, o prawie do intymności i o tym, jaką postać przybierają cudze lęki.

Zapytaj swoje dziecko: „Z kogo się aktualnie najbardziej wyśmiewacie?”. Zapytaj, dlaczego. Opowiedz, jak tobie w szkole dokuczali i jak się z tym czułaś. To dobra metoda zapobiegania temu, by twoje dziecko prześladowało kolegów.

Ucz swoje dziecko poszanowania intymności drugiego człowieka. Wysyłaj jednoznaczny komunikat, że tylko wyjątkowo prymitywni ludzie zajmują się tematami w rodzaju rozmiarów genitaliów czy piersi. Niech twoje dziecko wie, że to nie jest kulturalne.

Ważne

Jeśli twój syn zaczyna nienawidzić szkoły, przyjrzyj mu się pod kątem dojrzałości płciowej. Być może jest ofiarą upokorzeń na tle braku symptomów dojrzewania. I oczywiście nie pytaj go wprost, bo odpowiedź na takie pytanie jeszcze bardziej go upokorzy. Zadaj inne pytanie: „Może cię przenieść do innej szkoły?”. Czasem nie należy drążyć problemu i za wszelką cenę dochodzić prawdy. Lepiej zabrać dziecko w prymitywnego środowiska, bez karania sprawców, bo w tym wypadku narobisz większych szkód.

Zatem rodzice chłopców: mówcie im, że będą mężczyznami, nawet jeśli wszyscy w klasie już dojrzeli, a oni jeszcze nie, że dziewczynki dojrzewają wcześniej, że to naturalne, opowiadajcie jak to z wami było, jakie mieliście lęki związane ze swoją seksualnością.

Rodzice dziewczynek: kupujcie słabiej rozwiniętym córkom staniczki push-up. Niech nie czują się gorsze. Tym dobrze rozwiniętym tłumaczcie skąd takie agresywne zachowania kolegów. Niczego to nie zmieni, ale na pewno przyniesie ulgę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Świat oczami nastolatków. Dlaczego ich nie rozumiemy?

Trudne relacje z nastolatkiem to problem niejednego rodzica. On nie rozumie twojego świata, a ty jego, więc porozumienie wydaje się niemożliwe. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Trudne relacje z nastolatkiem to problem niejednego rodzica. On nie rozumie twojego świata, a ty jego, więc porozumienie wydaje się niemożliwe. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
„Mam iść do szkoły w tych obciachowych spodniach? Rzucić wszystko tylko po to, by wynieść śmieci? A może jeszcze sprzątać codziennie swój pokój?! Akurat!”. Jeśli słyszysz taką tyradę, a zaraz po niej trzaśnięcie drzwiami, zachowaj spokój i… postaraj się zrozumieć punkt widzenia młodego człowieka.

Jesteś mamą, tatą lub ciocią nastolatka? Współczujemy. Naprawdę: i tobie, i jemu. Bo zapewne żyjecie w dwóch osobnych galaktykach. To, co tobie wydaje się normalne i właściwe, jest prawdopodobnie niedopuszczalne i niezrozumiałe w jego światopoglądzie. Ale jest szansa na międzygalaktyczne porozumienie. Po prostu na chwilę wejdź w jego skórę.

Same sprzeczności

Jednym z najpoważniejszych problemów życia nastolatka jest funkcjonowanie w dwóch rządzących się odmiennymi prawami przestrzeniach: świecie rówieśników i świecie dorosłych. To, co jest istotne dla rodziców (pracowitość, rzetelność, kultura osobista, rozsądek, dbanie o bezpieczeństwo i myślenie długoterminowe), koledzy mają w głębokiej pogardzie. Dla nich liczy się: refleks, tupet, talent, odwaga i brak strachu przed łamaniem zasad. Można to porównać do sytuacji, w której podlegasz dwóm szefom, a każdy ma absolutnie inną koncepcję prowadzenia firmy, inny styl zarządzania, inny system nagród i przydzielania urlopów, a ty nie chcesz zostać zwolniona. Warto pamiętać o tym, zanim zaczniesz narzekać na nastolatka, że jest wiecznie taki skrzywiony. Inną paraliżującą sprzecznością są dwie naturalne potrzeby rozwojowe człowieka w tym wieku: „Chcę nie wyróżniać się z tłumu rówieśników” oraz: „Jestem niezwykle skomplikowany, dziwny, nietypowy, nienormalny (to dla nastolatka cecha pozytywna), niedopasowany”. Nastolatki stosują różne nazewnictwo, ale chodzi im zawsze o to samo: „Jaki ja jestem niebywale oryginalny”. Nie ma ani jednego nastolatka, który uważa, że jest „typowy”. Dlatego tak bardzo się denerwują, kiedy mówisz: „Ja w twoim wieku… To typowe w okresie dojrzewania”. On jest przecież niepowtarzalny i nikt nigdy przed nim tego nie przeżywał. Gdybyśmy pamiętali, w jak wyjątkowy sposób widzi siebie nastolatek, uniknęlibyśmy wielu konfliktów.

„Zaraz” i „potem”

„Wyrzuć śmieci, idź z psem, zadzwoń do ojca, pomóż siostrze, weź się za lekcje, powieś pranie, odkurz, kup bułki…”. „Zaraz!” albo „Potem!” – to najczęstsze odpowiedzi nastolatków na wszelkiego rodzaju prośby i polecenia. Dlaczego tak się w nich lubują? Po prostu nie chce im się po raz kolejny tłumaczyć, że nie mogą się natychmiast oderwać od tego, czym się zajmują, bo zajmują się zawsze bardzo ważnymi sprawami. To, że rodzic uważa to wyłącznie za stratę czasu, jest jedynie jego opinią. Dorastający człowiek ma inną. On te sytuacje widzi inaczej: jest kardiochirurgiem i właśnie przeprowadza operację na otwartym sercu (konkretnie: ogląda film na YouTube, gada „na Fejsie”, chodzi po stronach z grami na komórkę), a mama każe mu wynieść śmieci. Czyż to nie może człowieka zdenerwować? Żeby uniknąć konfliktów z nastolatkiem, warto pamiętać, że cokolwiek robi, ma to znaczenie dla losów świata. Nie chcąc słuchać „zaraz” i „potem”, może lepiej postawić sprawę inaczej – zamiast rozkazywać: „Wyrzuć śmieci”, spróbuj zapytać: „Czy możesz przyjść w ciągu pięciu minut i mi pomóc?”.

Sens robienia porządków

Sprzątanie to główny powód domowych konfliktów z nastolatkiem. Niemal we wszystkich domach toczą się o to wojny. Dlaczego nastolatki nie chcą sprzątać? Warto zadać odwrotne pytanie: Dlaczego rodzice mają taką obsesję na punkcie porządkowania? Przecież wszyscy wiemy, że to tylko stwarzanie pozoru panowania nad chaosem świata, co między innymi wiąże się z potrzebą zagłuszania strachu przed śmiercią. Ale to nasze, dorosłe lęki. Dlatego dorośli, a zwłaszcza rodzice, tak lubią porządek w pokoju dziecka. Nastolatek w ogóle nie bierze pod uwagę faktu, że kiedyś umrze (śmierć jest dla starych i chorych, czyli osobników z którymi on nie ma i nie będzie miał nigdy nic wspólnego) i dlatego idea prasowania, wynoszenia śmieci, zmywania naczyń, ścierania podłogi czy zmiany pościeli, o myciu okien nie wspominając, jest nastolatkom kompletnie obca. Postrzegają to jako stratę czasu.

Moda niezbędna do życia

Gdyby dorośli zrozumieli, jak ważne jest ubranie, kilka problemów nastolatka zniknęłoby w jednej chwili. On sam czasem już nie ma zdrowia do rodziców. Jak oni nic nie rozumieją! „Przecież to nowe spodnie, buty, kurtka, bluza… Dlaczego w tym nie chcesz chodzić?” – takie pytania kompromitują rodziców. Świadczą o tym, że nie ma z nimi o czym rozmawiać, bo niczego nie rozumieją. Pomysł, by wyjść z domu w czymś „obciachowym” jest dla nastolatka tak samo głupi, jak dla ciebie wyszykowanie się do pracy w przezroczystą koszulę nocną. Z powodu silnej potrzeby poczucia przynależności nastolatek musi mieć rzeczy identyczne z tymi, jakie noszą jego koledzy. Najmniejsze odstępstwo od tej zasady, zazwyczaj niedostrzegalne dla rodzica (inny szew, krój czy odcień), dyskwalifikuje ubranie raz na zawsze. I cóż z tego, że jest drogie i podoba się rodzicowi? Zapobieganie konfliktom na tym polu jest zatem bardzo proste: pozwalaj swojemu nastolatkowi na to, by sam wybierał dla siebie ubrania. Pamiętajmy, że aspekt praktyczności, trwałości, jakości to jedynie kryteria wyboru u dorosłych. Nie warto kupować nastolatkowi ubrań w prezencie, bo zawsze kupi się złe. Trzeba przecież wiedzieć, co się nosi w środowisku aktualnie ważnym dla nastolatka. Przy czym „aktualnie” w przypadku nastolatka oznacza „dziś”, a nie „wczoraj”.

Dorośli, czyli ludzie pierwotni

Nastolatka cechuje też kompletny brak świadomości, że jest nastolatkiem i że to stan chwilowy. Nie chodzi bynajmniej o bezrefleksyjność, nic podobnego! Nastolatek jest wysoce refleksyjny, tylko że w innych tematach. Osoby w wieku 12–15 lat najczęściej w pierwszym odruchu uważają, że ludzie są w jakimś wieku, bo tak wybrali. Babcie zawsze były stare, a nauczyciele nigdy nie byli młodzi. Oczywiście w drugim odruchu rozumieją, że tak nie jest, ale dopiero po dłuższym zastanowieniu. Poza tym nastolatek inaczej postrzega upływ czasu. Dla niego 10 lat to wieczność, a co za tym idzie, młodość mamy i era mezozoiczna miały miejsce właściwie w tym samym okresie. Wypowiedzi w rodzaju „za moich czasów…”, „kiedy ja byłam młoda…” traktuje więc z takim samym respektem, z jakim ty byś traktowała rady człowieka pierwotnego.

  1. Zdrowie

„Witaj w klubie” – pierwsza polska książka o miesiączce dla nastolatek

„Witaj w klubie” to pierwsza polska książka o miesiączce dla nastolatek. (Fot. screen Instagram @yourkaya)
„Witaj w klubie” to pierwsza polska książka o miesiączce dla nastolatek. (Fot. screen Instagram @yourkaya)
Wielu rodziców nie wie, jak przygotować córkę do pierwszej miesiączki. Przyczyny mogą być różne – brak czasu lub wiedzy, albo poczucie skrępowania. Informacje pochodzące z sieci i od rówieśniczek bywają niepełne i podane w mało przejrzysty sposób. Problemem niedostatecznej świadomości menstruacyjnej postanowili zająć się pomysłodawcy „Witaj w klubie”, pierwszej polskiej książki o miesiączce dla nastolatek, której nowa edycja trafiła właśnie do sprzedaży.

„Witaj w klubie" Pauliny Pomaskiej to bogato ilustrowany i przystępnie napisany przewodnik po okresie i dojrzewaniu. Zawiera przydatny słowniczek (pozycja obowiązkowa także dla dorosłych!), mnóstwo nieszablonowo podanej wiedzy i odpowiedzi na pytania z życia wzięte – te mniej i bardziej oczywiste. Jak zaaplikować tampon, czy swędzący biust to normalna sprawa, jak zakryć plamę krwi na spodniach – autorka nie boi pytań nurtujących młode dziewczyny. Książka to także solidna dawka wiedzy o narządach płciowych oraz powiązaniach między ciałem i emocjami w czasie dorastania. Bonusem są przepisy na naturalne maseczki i pyszne desery, pozwalające przetrwać miesiączkę w lepszym samopoczuciu.

Dużą zaletą przewodnika jest język czerpiący z naturalnych konwersacji, pozbawiony protekcjonalnego tonu i formalizmu. Paulina Pomaska pisze bez zbędnej krępacji i lukrowania, za to z poczuciem humoru i nie szczędząc czytelniczkom anegdot. Liczne ilustracje świetnie komponują się z nieformalną narracją. Ten styl to świetna lekcja dla rodziców, którym brakuje słów, by rozmawiać z córką o tak elementarnej kwestii jak okres.

– „Witaj w klubie” to książka, która otwiera przed dziewczynami drzwi do świata dorosłości. Przyda się każdej z nich – niezależnie, czy czeka na okres z niepokojem, czy wypiekami na twarzy – powiedziała Kaja Rybicka, współzałożycielka Your KAYA, polskiej marki produktów menstruacyjnych, która jest wydawcą książki. – Paulina oswaja czytelniczki ze wszystkim, co jest naturalną częścią życia – dojrzewaniem, hormonami i miesiączką. Bez rumieńca wstydu.

Nowa edycja książki nieprzypadkowo zbiega się z początkiem roku szkolnego. Większość rodziców oczekuje, że kwestie wchodzenia w okres dojrzewania omówi za nich szkoła. W wielu polskich szkołach miesiączka jednak wciąż pozostaje tematem tabu. Przekazywana wiedza bywa niekompletna, a język obarczony eufemizmami. Bywa, że dziewczyny krępują się zadać nurtujące pytania, a to z kolei pozwala trwać poczuciu wstydu, upokorzeniom i licznym przesądom. Swoboda mówienia o okresie w szkole, jak i w domu, to rzadkość.

– Przy przełamywaniu tabu narosłego wokół okresu kluczowy jest język – dodaje Kaja Rybicka. – Jeśli będziemy mówić do młodej w sposób zawoalowany, możemy tylko utwierdzić ją w przekonaniu, że okres jest czymś wstydliwym. Uznaliśmy, że pora nazwać rzeczy po imieniu – stąd wziął się pomysł na tę książkę.

Właśnie wystartowała wrześniowa akcja Your KAYA, w ramach której 5 złotych z każdego sprzedanego egzemplarza książki trafi na konto Fundacji Kosmos dla Dziewczynek, która pomaga rozwiązywać problemy, z jakimi borykają dorastające dziewczyny. Książkę „Witaj w klubie" można kupić na stronie yourkaya.com.

  1. Psychologia

W szponach fonoholizmu. Jak uczyć dzieci zdrowych relacji z Internetem?

Najlepszym sposobem na wyrwanie nastolatka z fonoholizmu jest pokazywanie mu swoich pasji i wspieranie w rozwijaniu jego własnych. (Fot. Getty Images)
Najlepszym sposobem na wyrwanie nastolatka z fonoholizmu jest pokazywanie mu swoich pasji i wspieranie w rozwijaniu jego własnych. (Fot. Getty Images)
Internet to cudowne medium, nauczmy się z niego korzystać – zachęca terapeuta uzależnień Krzysztof Piersa. W rozmowie z Ewą Nowak przekonuje, że najlepszym sposobem na wyrwanie nastolatka z fonoholizmu jest pokazywanie mu swoich pasji i wspieranie w rozwijaniu jego własnych.

Ze słyszenia znam historię dziewczyny, która poszła na randkę z chłopakiem z klasy. Gdy siedział z nosem w smartfonie, zabrała mu go i schowała za plecami. Wyrywając telefon, chłopak złamał jej nadgarstek... Czy mam uwierzyć, że to nie była konfabulacja nastolatki?
Chciałbym, żeby to była konfabulacja. Znam dużo podobnych historii, to klasyczny syndrom odstawienia. Gdy komuś uzależnionemu zabierasz telefon, to tak jakbyś zabrała mu aparat tlenowy: najpierw się śmieje, chce to obrócić w żart, ale jeśli sytuacja się przedłuża, może nie cofnąć się przed użyciem siły. Ty też byś walczyła o dostęp do tlenu.

Ale wszyscy dziś używamy smartfonów. Może jednak nie ma aż takiego problemu?
Ciągle słyszę, że przesadzam, jednak kiedy wychodzę na miasto, to widzę na przystankach ludzi przyklejonych do telefonu, podczas gdy ucieka im autobus. Albo nastolatkę, która wchodzi na pasy bez zerknięcia w lewo, a kierowca z piskiem opon zatrzymuje się tuż przed nią. Nie chodzi o to, by spalić telefony i żyć w lesie, daleki jestem od zalecania cyfrowej abstynencji. Internet ma mnóstwo wartościowych treści. Nie sprawia to jednak, że problem tych negatywnych nagle przestaje istnieć.

Jednak młodzi ludzie potrzebują umiejętności internetowych. To ich przyszłość, praca, całe życie.
Całkowicie się z tym zgadzam. Tylko dzięki Internetowi dokończono w ogóle ten rok edukacji, a mnóstwo firm przetrwało pandemię wyłącznie za sprawą przeniesienia biznesu do sieci. Sam przeprowadziłem solidny webinar o pisaniu książek. Internet to absolutna potęga i przyszłość, to cudowne medium, które sprawia, że wszystko jest możliwe. Naszym problemem jest niestety skrajność, bo często słyszę pytanie: „to dawać ten telefon, czy nie dawać?”. A tu nic nie jest czarno-białe, Internet ma zarówno dobre strony, jak i złe. Jednocześnie trzeba pamiętać, że bez względu na to, czy oglądasz filmy ze śmiesznymi kotami, czy uczestniczysz w pouczającym szkoleniu na platformie „Udemy”, to technologia i tak na ciebie oddziałuje. Organizm nie dzieli czasu przed komputerem na ten dobrze spędzony i bezproduktywne przeglądanie memów czy Facebooka – jedno i drugie prowadzi do zwyrodnienia nadgarstków, skrzywienia kręgosłupa, pogarsza wzrok.

Czyli gdzie jest ta zdrowa granica?
W miejscu, w którym nasz związek z technologią zaczyna mieć negatywny wpływ na otoczenie i relacje z bliskimi. Gdy rezygnujemy z obiadu w rodzinnym gronie. Kiedy spóźniamy się do znajomych, bo straciliśmy rachubę czasu przy przeglądaniu kolejnych zdjęć. Czerwoną lampką bezpieczeństwa jest moment, gdy rozmawiamy z drugą osobą, a ta nagle wyciąga telefon i sprawdza powiadomienia. I to nie jest sytuacja typu „przepraszam, ale dzwoni do mnie żona z porodówki”, tylko „sprawdzam, kto dał serduszko pod moim zdjęciem”.

Większość rodziców uważa, że młodzież po prostu taka jest. Zresztą na moje pokolenie, a jestem z generacji X, też dorośli narzekali, że tylko wisimy z głową w dół i majtkami na wierzchu na tym trzepaku.
Gdybym dostawał złotówkę za każde „kiedyś to...”, które usłyszałem, to jeździłbym mercedesem, a nie pięcioletnią dacią. Już Platon narzekał na lenistwo kolejnego pokolenia. Na każdym spotkaniu bronię młodzieży z maniakalnym uporem, bo mamy cudownych młodych ludzi, mierzących się z wyzwaniami, które paraliżowały wcześniejsze generacje. Sam atak na Internet również bierze się z tego, że starsze pokolenie się w nim nie odnajduje. Mamy więc cyfrową Nibylandię, bezpieczną oazę, gdzie to młodzi grają pierwsze skrzypce. I przez wiele lat dorosłym to odpowiadało.

Ale teraz wielu rodziców zaczyna widzieć problem. Jakie są skutki uzależnienia od technologii w młodym wieku?
Zabawne jest to, że najczęściej straszy się krzywym kręgosłupem i ślepotą, podczas gdy to w samej głowie dzieje się największe spustoszenie. Spędzając długie godziny na Facebooku i Instagramie, potrafimy pisać do ludzi… lecz tracimy umiejętność rozmowy. I nie chodzi o samo mówienie, a o kontakt wzrokowy, gestykulację, ton głosu, odwagę, by porozmawiać albo pokłócić się, obronić swoje stanowisko. Nasz związek się rozpada, bo nie potrafimy rozmawiać, nie dostajemy awansu w pracy, bo boimy się pogadać z szefem − przejrzenie ofert na przykład na Pracuj.pl jest dużo łatwiejsze, nawet jeśli nowa praca oznacza całkowitą zmianę środowiska.

To tak konkretnie: ile czasu dziennie wolno bezpiecznie siedzieć nastolatkowi w sieci?
Piętnastolatek nie powinien przekraczać trzech, czterech godzin. Tak samo zresztą jak dorosły człowiek. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób powie „ale mam taką, a nie inną pracę” i rozumiem, bo sam niejednokrotnie spędzam długie godziny przy klawiaturze, pisząc i montując filmy. Tylko że ciało i tak to odczuje. W przypadku nastolatków to nie jest zresztą kwestia pozwolenia na godziny. Nie chodzi o nakazy i zakazy, o to, że dwie, trzy godziny to bezpieczne, a więcej oznacza patologię... Chodzi o kontakt, budowanie relacji i zaufanie.

Sam przeżyłeś uzależnienie od gier, o czym wielokrotnie wspominasz w książce „Złota rybka w szambie”. Wyszedłeś z tego, a teraz jesteś skutecznym terapeutą. To może niech młodzi grają, potem przejdą detoks i zostaną ludźmi sukcesu?
Gdyby to było takie proste! A kto mi odda te 10–20 tysięcy godzin stracone na grach? Ile książek mógłbym napisać w tym czasie? Ile filmików nagrać? Ile rzeczy w ogóle spróbować? A wzrok? A to, że czuję niepokój przed zwykłą rozmową z kimś obcym?

Ale rzeczywiście mnie się udało. Moje uzależnienie od gier stało się impulsem do podjęcia zawodu terapeuty. Nie jestem jak biedni nauczyciele, którzy mają przestrzegać dzieciaki przed zagrożeniami Internetu, a nie mają o niczym pojęcia, bo dla nich kontakt z technologią to kara. Wiem wszystko o grach, o rozwoju, ale też o uzależnieniu. Jestem wiarygodny w swojej pracy.

To co rodzice mają robić? Sami zacząć grać, żeby wiedzieć, jak ze swoim dorastającym dzieckiem rozmawiać? Zresztą nie wszystkie nastolatki siedzą non stop przed komputerami.
To nie jest problem samego komputera, bo to nie od niego się uzależniamy. Uzależniamy się od gier, od portali społecznościowych, od nieustannej aktualizacji. Często słyszę, jakie telefony są złe i okropne, ale... kto tym dzieciom je kupił?

Trudno się nie zgodzić z tym, że to rodzice wcisnęli nastolatkom do rąk telefony i tych młodych z nimi zostawili. Ale co teraz? Czy da się uratować uzależnionego nastolatka? Niektórzy rodzice zabierają ze sobą do pracy kable, zamykają komputer w piwnicy, a nawet płacą nastolatkowi za każde pół godziny bez smartfona, a dwa razy tyle, jeśli w tym czasie przeczyta jakąkolwiek książkę. Czy uważasz, że to dobre metody?
Nie, bo co nam to da? To, że przywiążemy przykrywkę, żeby nie dzwoniła, nie zmienia faktu, że kuchenka wciąż grzeje i ciśnienie w garnku się podnosi... Nie chodzi zresztą o to, żeby odciąć dostęp do Internetu, a o kulturę zachowania. Ciekawe, że łatwiej jest rodzicom odłączyć komputer albo nawrzeszczeć na dzieciaka niż podjąć dialog, przedstawić alternatywne zachowania. Polecam skierować energię na inne tory, na przykład na pasję. Jeżeli twoje dziecko się czymś jara, bez względu na to, czy jest to sport, sztuka, YouTube, uwierz w tę rzecz, dokształć się i powiedz dziecku, że trzymasz za nie kciuki. To wymaga ciężkiej pracy, bo rodzice nie tylko muszą poznać swoje dziecko, ale również zaakceptować je w całości. Nie ma drogi na skróty.

Chyba ani do sportu, ani do popierania pasji własnego dziecka akurat nie musimy rodziców przekonywać?
Oj, zdziwiłabyś się. Rodzice tylko deklarują, że szanują i popierają pasje swoich dzieci, ale gdy przychodzi co do czego, to chcą, żeby to były pasje, które im się podobają, na przykład nauka w szkole. Ostatnio miałem w gabinecie nastolatka, klasycznego fonoholika. Zawsze doradzam znalezienie jakiejś pasji, więc i z nim o tym rozmawialiśmy. I chłopak powiedział, że kręci go rysowanie komiksów. A na to oboje rodzice lekarze chórem: „Komiksy?! Strata czasu! Na tym nie zarobisz”. I tak wygląda w praktyce rodzicielskie wspieranie pasji nastolatków.

Ale nastolatki same mogą wspierać swoje pasje. W sieci jest masa instruktażowych filmików, a nawet kursy online czy webinary z gigantami każdej branży życia...
A dlaczego nastolatki mają same wspierać swoją pasję? Dlaczego rodzice interesują się tą szkodliwą stroną Internetu, a tę rozwijającą odrzucają? Paradoksem jest to, że Internet jest zarazem niesamowitą skarbnicą wiedzy. Tu uczę się grać na pianinie, udzielam lekcji pisania, konsultuję się z modelarzami, muzykami, rysownikami. Internet nie jest zły, jest jak złota rybka w szambie z tytułu mojej książki. Pozwala zrealizować wszystkie nasze marzenia, jeśli tylko umiejętnie się nim posługujemy. A z drugiej strony może rozwalić nam życie. Problemem wielu rodziców, współczesnej profilaktyki, dziennikarstwa i całej wojny z nowymi mediami jest patrzenie wyłącznie na jedną stronę. Jedni widzą tylko złotą rybkę, inni z powodu strachu, braku znajomości lub w poszukiwaniu taniej sensacji wspominają tylko o szambie.

Jeżeli chcesz, by twoje dziecko przestało spędzać długie godziny ze wzrokiem utkwionym w komórce, musisz pokazać mu coś ciekawszego. Zaprowadź je do biblioteki, domu kultury, do ośrodka sportu. Możecie razem wziąć udział w lekcjach karate, nauce gry na gitarze albo pływać łódką. I zrezygnować po kilku próbach, szukając czegoś lepszego. Pokaż dziecku swoje pasje i okaż mu, że wierzysz w jego pasje i pomysły na siebie. Ja żyję z pisania książek. Znam zawodowych modelarzy, raperów, gitarzystów, filmowców, blogerów, artystów… lista zawodów jest nieskończenie długa. A śmiało mogę powiedzieć, że żaden narkotyk nie smakuje tak dobrze jak marzenie, które realizujemy ciężką pracą przy wsparciu najbliższych.

Krzysztof Piersa, terapeuta uzależnień, specjalizujący się w uzależnieniach od nowoczesnych technologii i cyberprzestrzeni. Autor książek.

  1. Psychologia

Jak wspierać dzieci w poszukiwaniu ich tożsamości seksualnej?

Część nastolatków poszukując swojej autonomii płciowej potrzebuje sprawdzić się w kontaktach nieheteronormatywnych. (Fot. Getty Images)
Część nastolatków poszukując swojej autonomii płciowej potrzebuje sprawdzić się w kontaktach nieheteronormatywnych. (Fot. Getty Images)
Dojrzewanie to okres poszukiwania swojej autonomii, również płciowej. Część nastolatków potrzebuje sprawdzić się w kontaktach nieheteronormatywnych, co wcale nie przesądza o ich późniejszej orientacji. Psychoterapeutka Klaudia Siwek wyjaśnia, jak rodzice mogą wspierać dorastające dzieci w sytuacji ich labilności seksualnej.

W książce „Kim jesteśmy, czyli o seksie” legenda polskiej psychiatrii prof. Jacek Bomba powiedział, że młodzieńcze kontakty homoerotyczne, podobnie jak młodzieńcze zainteresowanie ciałem osób tej samej płci i towarzyszące temu podniecenie seksualne, są zjawiskiem powszechnym i nie przesądzają o późniejszej orientacji.
Dojrzewanie to etap poszukiwania. Przymierza się wtedy różne zachowania, poglądy. Z zachowaniami seksualnymi może być tak samo jak z używkami. Młodzież często sprawdza, czy jest im po drodze z alkoholem, używkami, a także z nieheteroseksualną orientacją. Oczywiście w żadnym razie nie dotyczy to wszystkich nastolatków, ale przyjmijmy do wiadomości, że wielu tak. I dobrze, niech się przekonają, kim są i jakie życie jest ich programem.

Zatem dlaczego rodzice tak bardzo boją się takich przeżyć u własnych dzieci?
Nie osądzajmy rodziców zbyt surowo. Wielu z nich po prostu nie wie, co ma z takim doświadczeniem zrobić. To, co znane i wpisane w ich kulturę, wychowanie, wartości, uznają za bezpieczne. Uważamy rodziców za nietolerancyjnych, a inność dziecka może być dla nich problemem z wielu powodów. Często martwią się o to, jak dziecko poradzi sobie w kulturze tradycyjnych wartości. Czy nie dotknie go ostracyzm, przemoc, wykorzystywanie? Jak będzie żyło? Jak oni będą ocenieni jako rodzice? Odmienność utrudnia życie i dorośli to już wiedzą, stąd panika rodziców.

Chyba jednak częściej jest to nietolerancja. Młodzi na pewno tak odbierają reakcje rodziców na ich nawet drobne sygnały homoseksualizmu.
Każda ze stron ma prawo do swoich przeżyć. Załóżmy, że mamy nastolatkę, która czuje się chłopcem i myśli o zmianie płci. Mama nastolatki może zupełnie nie wiedzieć, jak ma reagować na to, co wnosi jej córka, zwłaszcza gdy dziewczyna chce, aby już teraz nazywać ją męskim imieniem. Mama odmawia i córka uznaje to za nietolerancję. Tylko że w tym przypadku mama nie odrzuca swojego dziecka, ale jest zagubiona. Można by znaleźć wspólną drogę: nastolatka ma prawo odczuwać swoją inność, prosić, żeby mama nazywała ją, dajmy na to, Jankiem. A mama też ma prawo być tym oczekiwaniem oszołomiona, przytłoczona i może nie chcieć spełnić tej prośby. Ona wybrała imię dla swojego dziecka i to jest wbrew jej uczuciom. Czy może nie chcieć mówić do córki „Janku”?

Zawsze staję po stronie młodych, ale rozumiem, że matka może nie chcieć. I co w takiej sytuacji?
Spróbowałabym coś wynegocjować. Na przykład, żeby na początek zwracała się do córki „moje dziecko”.

To duże wyzwanie dla rodzica...
Pewnie, ale sukcesem byłaby już sama gotowość do pracy nad porozumieniem. Podkreślmy to, że rodzice, gdy dowiadują się, że ich dziecko nie jest heteronormatywne, często udają, że nie ma problemu, bo się boją, że swoją otwartą postawą będą wzmacniać tę nieheteronormatywność.

Boją się? Tak jak boją się, że kontakt homoerotyczny zrobi z ich dzieci osoby homoseksualne?
Choć brzmi to absurdalnie, wiele osób w to wierzy. Wróćmy do tej chwili, gdy rodzic nagle jest skonfrontowany z sygnałem, że jego dziecko miało kontakt homoerotyczny. Rodzice czasem boją się, że gdy zareagują zbyt spokojnie, otworzą się na rozmowę z dzieckiem, spróbują je zrozumieć – to zachęcą dziecko do homoseksualizmu. Wolą więc zamknąć oczy, niczego nie widzieć albo wejść w ostrą konfrontację z nastolatkiem, wprowadzić kary i zakazy, uważając, że w ten sposób rozwiążą problem. Strach o siebie i własne dorastające dziecko przyjmuje różne formy.

Zatem jak powinni zareagować rodzice, gdy zauważą, że ich nastoletnie dziecko przytula się do najlepszego przyjaciela tej samej płci czy całuje z nim, bo nastolatek właśnie tak może poszukiwać swojej tożsamości?
A co powinni zrobić, gdy zauważą swojego nastolatka w objęciach płci przeciwnej? Mogą się wycofać, zostać ze swoimi myślami na chwilę w ciszy i zastanowić się, jak oni się z tym czują.

Chyba wszyscy rodzice czują się wtedy tak samo. Są zagubieni.
Niekoniecznie. Po takim incydencie, czy to homo-, czy heteroerotycznym, musi być kilka chwil, kiedy rodzic zajmie się swoimi lękami. Zapyta sam siebie: „Czego ja się obawiam? Czy tego, że jestem złym rodzicem, czy może boję się o przyszłość dziecka?”.

Jeśli poczuje, że nie jest w stanie zapanować nad lękiem czy złością na swoje dziecko za to, co ono robi, to niech poczyta na ten temat, zadzwoni na telefon zaufania, pójdzie na wizytę do terapeuty, pogada z innymi rodzicami. Niech zadba o siebie na początku, bo rodzic − wchodząc w okres dojrzewania dziecka z wielkim lękiem w sprawach sfery seksualnej − może własnemu dziecku bardzo zaszkodzić. Nastolatek nie przestanie mieć wątpliwości co do swojej orientacji czy tożsamości płciowej. Po prostu ukryje to przed rodzicami, z którymi ma złe relacje. Zostanie sam ze swoim niepokojem, a pomocy będzie szukał u rówieśników czy w Internecie.

Czyli podstawą są dobre relacje z dzieckiem…
Tak. Po pierwsze, nastolatki robią różne rzeczy i to wcale nie znaczy, że tak im już zostanie na zawsze. Po drugie, w sprawach seksu nastolatków nie warto narzucać się przesadnie, bo oni często nie pragną poważnych rozmów, tylko oczekują, że dorośli nie będą zamykać oczu, tworzyć tabu ze sfery seksualnej i wycofywać się, gdy dzieci potrzebują pomocy.

Dlaczego seksualne określenie siebie jest takie ważne w okresie nastoletnim?
Kiedy wiem, kim jestem, to mogę być autonomiczna, działać zgodnie ze swoimi potrzebami, bo wiem, jakie one są. A przede wszystkim mogę budować bliskie relacje z innymi ludźmi. Kiedy nie wiem, kim jestem, gdzie są moje granice, to trudno mi znaleźć swoje miejsce w świecie. Przychodzi mi tu na myśl bajka o Brzydkim Kaczątku. Przez długi czas kaczątko szukało swojego miejsca. Nie mając świadomości swoich cech, zalet, ale też ograniczeń, było narażone na poczucie nieadekwatności i miało doświadczenie, że nigdzie nie pasuje – zupełnie jak nastolatki ze swoim „przymierzaniem”, o którym mówiłyśmy na początku. Dopiero kiedy „dorosło” i było w stanie określić, kim jest, zobaczyć swoje piękno i je docenić, poszło w świat i poczuło, że przynależy do jakiejś grupy, nawiązało relacje oparte na wzajemności.

Czy chwiejność seksualna, typowa dla okresu dojrzewania, może prowadzić do poważnych problemów psychicznych?
Sama chwiejność nie, podobnie jak inne procesy w okresie dojrzewania. Niezwykle ważna jest jednak reakcja otoczenia, z którą młody człowiek się spotyka. Jak duże oparcie będzie miał w stabilnych emocjonalnie rodzicach, będących w stanie towarzyszyć mu w tym trudnym dla niego czasie. Czy dorośli będą gotowi przyjąć zmiany, które zachodzą w dziecku, przejawy jego autonomii, jednocześnie stawiając granice dające poczucie bezpieczeństwa. To bywa trudne dla rodziców, ale jest szalenie istotne. Problemy rodzą się często nie z samych nastoletnich frustracji, ale z reakcji otoczenia na nie.

Reakcja otoczenia może wyrządzić szkody i sprawić, że nastolatek będzie wymagał pomocy psychiatrycznej?
Nie tylko sama reakcja w danej chwili, znaczenie ma też jego wrażliwość i doświadczenia z wcześniejszych etapów życia. Niemniej jeśli nastolatek, przy wszystkich frustracjach i wątpliwościach tego okresu,  przy swojej chwiejności seksualnej spotka się z brakiem akceptacji, to zaczynają rodzić się problemy. Brak zgody na autonomię i samostanowienie, unieważnianie potrzeb, bagatelizowanie, ignorowanie czy karanie za przeżywanie emocji skutkuje konsekwencjami w postaci problemów psychologicznych. To nie labilność seksualna wyrządza szkody, a reakcja na nią. Powtarzajmy to rodzicom i nauczycielom, aż do znudzenia.

Ale rodzice mają wpływ tylko na swoje zachowanie. Na kolegów dziecka ani na rodziców tych kolegów już nie. Matka czy ojciec mogą je wspierać, a inni będą piętnować... Po czym poznać, że nastolatek sobie nie radzi?
Po nagłej zmianie zachowania. Z wesołego zrobił się introwertyczny, smutny. W dodatku wycofanie, izolacja, brak kolegów – podkreślam: ubogie życie rówieśnicze powinno wzbudzić naszą czujność i troskę.

Mimo że młodzi uwielbiają udawać luzaków, prowokować dorosłych, bywają skrajnie okrutni i nietolerancja może wyjść też od nich.
I bardzo często tak się dzieje. Większość moich pacjentów ma doświadczenia przemocy rówieśniczej. W okresie dorastania kontakty koleżeńskie są niewyobrażalnie ważne. Dorosłemu w regulowaniu nastroju pomoże spacer czy poczytanie powieści, a nastolatek potrzebuje to samo zrobić w relacji z kolegami. Aktywność w towarzystwie przychylnych mu rówieśników to często jedyny balsam na stres. I nie chodzi wcale o aktywność online, a o oddychanie tym samym powietrzem. Dbajmy o to. Pilnujmy, żeby nasze nastoletnie dziecko miało prawdziwych przyjaciół.

Klaudia Siwek, psycholog kliniczna, psychoterapeutka, certyfikowana terapeutka poznawczo-behawioralna, współautorka książki „Depresja nastolatków”.

  1. Psychologia

Mama w lewo, tata w prawo. O różnicach zdań między rodzicami

Dążenie do tego, by zawsze mówić jednym głosem, jest czymś z gruntu sprzecznym z naturą i będzie kosztować rodzinę sporo energii. (Fot. iStock)
Dążenie do tego, by zawsze mówić jednym głosem, jest czymś z gruntu sprzecznym z naturą i będzie kosztować rodzinę sporo energii. (Fot. iStock)
Nie ma co się obrażać czy złościć, kiedy partner ma odmienne zdanie w kwestiach wychowawczych. Różnic zdań między rodzicami nie da się wyeliminować. Są nie tylko normalne, ale wręcz potrzebne.

Gdy czteroletnia Ola choćby na kilka minut zostaje sama z tatą, mama wypytuje ją ze szczegółami, co tatuś jej dał do jedzenia, co robili, co oglądali. Tak długo ją męczy, aż trafi na ślad „przestępstwa”. Wtedy zaczyna się szereg wyrzutów pod adresem dziecka („przecież wiesz, że ja nie pozwalam”) i taty Oli („jak mogłeś jej na to pozwolić?!”). Taka reakcja mamy wyrządza w psychice dziewczynki znacznie więcej spustoszenia niż fakt, że tata pozwolił, by mała nie zjadła zupy czy poszła spać bez kąpieli. Bo to, że drugi rodzic ma inne pomysły na wychowanie, wcale nie znaczy, że są one złe.

Dziecko samo wie

Wielu rodziców pada ofiarą propagandy wspólnego frontu, czyli założenia, że dziecko nigdy nie może być świadkiem różnicy zdań pomiędzy mamą a tatą. A przecież każdy rodzic wychowuje inaczej, bo jest innym człowiekiem. Dziecko, jeśli ma kontakt z więcej niż jedną osobą, szybko orientuje się, jakie gdzie panują reguły (u sąsiadów wolno jeść na dywanie, w przedszkolu trzeba odkładać zabawki na miejsce, a w domu nikt nie wstaje od stołu, dopóki wszyscy nie skończą jeść), i nie widzi niczego dziwnego w tym, że dorośli nie mają wspólnego zdania na każdy temat. Dążenie do tego, by zawsze mówić jednym głosem, jest czymś z gruntu sprzecznym z naturą i będzie kosztować rodzinę sporo energii. Maluchy dobrze sobie radzą z brakiem wspólnego frontu, o ile dorośli umieją mądrze reagować.

Kłótnia przy dziecku o sposób jego wychowania to wyjątkowo szkodliwa emocjonalnie sytuacja. Dziecko z jednej strony cierpi (czuje, że rodzice poróżnili się z jego powodu), a z drugiej odnosi korzyści (rodzice sprzeczają się o nie, jest w centrum zainteresowania). Lepiej skupić się na wypracowaniu strategii lepszego radzenia sobie z różnicą zdań.

Dlaczego mąż działa wbrew tobie

Wychowując dziecko, wpajasz mu masę zasad. Jesteś dumna, gdy ich przestrzega, bo wiesz, że wyjdzie mu to na dobre. Gdy jest z tobą, zachowuje się właściwie i wydaje się, że odniosłaś sukces wychowawczy. Jednak gdy tylko zostanie z tatą, cały twój misterny plan się wali. Dlaczego? Powodów może być kilka:

Nieznajomość zasad Jeśli jesteście w dobrych relacjach, partner nie robi tego specjalnie. Często nawet nie ma pojęcia, ile wysiłku włożyłaś w to, żeby wasza córka po skończonej zabawie sprzątała po sobie zabawki. Jeśli tata dziewczynki rzadko bywa w domu, zwyczajnie nie zna wprowadzonych przez ciebie zasad. Dla ciebie i dziecka to oczywiste, że pewnych rzeczy nie wolno robić, a tacie malucha nawet nie przyjdzie do głowy, że przyzwalając na dany drobiazg, złamał twoje ustalenia.

Brak konsekwencji Twój synek zawsze chodzi spać o 20:00 – wszyscy w domu wiedzą o tej zasadzie. Dziwisz się więc mocno, gdy po powrocie do domu tuż przed ósmą zauważasz, że chłopiec z ojcem właśnie rozstawili kolejkę. Pierwszym odruchem jest złość, a nawet wściekłość. Kto będzie musiał rano ponosić konsekwencje niefrasobliwej decyzji taty?! Ty! Ale czy naprawdę tak musi wyglądać jutrzejszy scenariusz? Zamiast wpadać w złość i psuć męską zabawę, powiedz jasno: „W takim razie jutro tatuś cię będzie budził”. Wstań rano i wyjdź, kiedy dziecko będzie jeszcze spało. Niech tata sam się przekona, jak to jest budzić zaspanego malucha skoro świt. Pozwól  mu odczuć skutki spontanicznych decyzji. Tylko w ten sposób przekona się, dlaczego upierasz się przy zasadach. Tata pozwala jeść czekoladę po umyciu zębów? W takim razie niech to on jeździ z dzieckiem do dentysty. „Zapomnieli” odrobić lekcje? Niech tatuś idzie na wywiadówkę.

 Potrzeby emocjonalne „Weekendowy tatuś” pozwala dziecku nie spać do północy, zjadać deser zamiast obiadu czy wydać 50 złotych na automatach? Nie doszukuj się w jego postępowaniu złośliwości. On tak właśnie buduje więź z dzieckiem. Nie ma kontaktu z pociechą na co dzień, więc stara się w ten sposób nadrobić stracony czas. Wspólne łamanie zasad, wspólny (nawet chwilowy) front przeciwko mamie łączy i zbliża ojca z dzieckiem. Owszem, to budowanie silnej więzi na skróty, ale nie miej do nich (zwłaszcza do dziecka) pretensji.

Absurdalność reguł Mama rozdarta między pracę, obowiązki domowe i wychowanie dziecka dość często traci rozeznanie, co robi dla malucha, a co dla siebie. Wprowadzanie zbyt wielu restrykcyjnych zasad nie jest jednak podyktowane dobrem dziecka, tylko wygodą dorosłych. Jeśli partner łamie „twoje” zasady, to może warto zastanowić się, po co je wprowadzasz? „Marsz do łóżka zawsze o 20.00!”, przymus zjadania wszystkiego, co jest na talerzu, zakaz przychodzenia do łóżka rodziców… Czemu, a raczej – komu te zasady służą?

Problemy w związku Gdy w małżeństwie nie za dobrze się dzieje, najczęściej najpierw widać to właśnie w nagłej różnicy zdań w obszarze wychowania dzieci. Jeśli mąż ma zastrzeżenia do wszystkich twoich decyzji wychowawczych, to sygnał, że wasz związek przeżywa kryzys.

Masz problem – jest metoda

Nie mieszkacie razem. Czterolatek jedzie do ojca lub ma z nim spędzić wakacje, a ty martwisz się, że na pewno znów będzie coś nie tak? Warto z maluchem o tym porozmawiać, uprzedzić ewentualne problemy. Zacznij: „Kiedy jesteś z tatą, to tatuś za wszystko odpowiada i jego masz się słuchać”. Takie postawienie sprawy przyniesie wszystkim ogromną ulgę. Ojciec dziecka, nawet gdyby chciał celowo zrobić ci na złość, już nie może, bo otrzymał komunikat, że to jego czas i mają go spędzić na jego zasadach. A ty jesteś spokojna, nie martwisz się, że za twoimi plecami ojciec przekupuje dziecko i nie zadręczasz się, jak masz zareagować, gdy wrócą. Jest to jedna z lepszych metod wychowawczych, bo wszyscy tu wygrywają. Absolutnie nie należy się martwić, że rozpuszczasz dziecko.

Siedmiolatek zarzuca ci, że nigdy mu na nic nie pozwalasz, a tata jest bardziej pobłażliwy? Zaproponuj synowi grę. Od samego rana na wszystko będziesz się zgadzać. To zabrzmi w uszach dziecka bardzo kusząco. Z miejsca zażąda całego słoika nutelli – pozwól mu na to. Już po dwóch godzinach będzie tak nasycone cukrami prostymi i emocjami, że przekona się na własnej skórze, jak bardzo potrzebuje drogowskazów. Pod koniec dnia zapytaj, czy byłoby dobrze, gdybyś zawsze na wszystko się zgadzała.

Zdarzyło się, że ktoś dorosły pozwolił twojej córce na coś, czego ty nie popierasz i sama byś stanowczo zabroniła? Zapytaj ją, co sądzi o tej decyzji. „Uważasz, że wujek dobrze zrobił? Czy ja bym ci pozwoliła? Jak myślisz, dlaczego ja tak często ci czegoś zabraniam?”. Dzieci są bystre i doskonale wiedzą, że zabraniamy im wielu rzeczy dla ich dobra. Dlatego nie obawiaj się pokazywać, że masz odmienne zdanie.

Niebezpieczeństwa równego podziału obowiązków Jednoznaczne dzielenie się zadaniami wychowawczymi (mama chodzi do lekarza, tata zajmuje się sportem, mama odpowiada za czystość, tata wozi na zajęcia pozalekcyjne, itp.) ma tyle samo dobrych, co i złych stron:

  •  nie kłócicie się, ale nie ma między wami przepływu informacji,
  •  dziecko nie otrzymuje sprzecznych komunikatów, ale wasza rodzina nie ma też okazji, żeby poćwiczyć sytuację problemową na małych sprawach. Nie uczycie dziecka, jak radzić sobie z czyimiś odmiennymi poglądami,
  • maluch nie ma okazji wami manipulować, ale wychowujecie go w sztucznym środowisku,
  • ograniczając obszary wspólnego życia, oddalacie się od siebie jako małżeństwo.