1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Opieka nad kobietą ciężarną - jak rozpieszczać żonę

Opieka nad kobietą ciężarną - jak rozpieszczać żonę

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Przebieg ciąży i czas oczekiwania narodzin dziecka jest jedyny w swoim rodzaju. Niestety – zmarnowany bądź źle wykorzystany jest nie do odrobienia. Będąc mocno zaabsorbowanym tym, co przyniosą kolejne miesiące łatwo jest nie dostrzec uroku i szans jakie czas ciąży ze sobą niesie.

Opieka nad kobietą ciężarną

Od momentu narodzin życie młodych rodziców nabiera ogromnego tempa. Cała masa nowych obowiązków przesuwa w sferę marzeń to, co dotychczas było chlebem codziennym małżonków: długie rozmowy, błogie spędzanie czasu we dwoje, wspólne spacery...

Czas ciąży jest więc nie tylko okresem dorastania do rodzicielstwa, ale także błyskawicznym ładowaniem „małżeńskiego” akumulatora pozytywną energią, zapasem sił i wspomnieniami cudownych chwil (czemu przymusowe ograniczenie aktywności partnerki znacznie sprzyja).

Nie ma więc co tracić czasu i każdego dnia (zaczynając od dzisiaj, a nie mitycznego jutra) warto zrobić coś miłego lub przygotować prezent dla swojej kobiety. Róża, niespodziewana kolacja, romantyczny wieczór, przygotowanie gorącej kąpieli, drobny upominek, przejęcie obowiązków domowych... Pomysłów jest mnóstwo. Najważniejsze, żeby poświęcić swojej ukochanej więcej czasu i uwagi, aby nie miała wątpliwości jak bardzo jest partnerowi droga i by miała pewność, że w każdej sytuacji może na niego liczyć.

Rozpieszczaj partnerkę

Partnerka, czując wsparcie i autentyczną miłość, z pewnością nie pozostanie dłużna. A cóż bardziej potrafi zmotywować mężczyznę do działania niż słowa uznania z ust ukochanej? Poczucie spełnienia w miłości ma tak wielką moc, że pomoże podołać licznym wyzwaniom, które czas rodzicielstwa niesie.
Powyższy tekst jest przedrukiem artykułu pt.w portalu

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Podejście do seksualności - kobiecy i męski punkt widzenia

Gdy pogrążamy się w różnych grach seksualnych, erotyka staje się areną wzajemnej manipulacji, a my zwracamy się przeciwko naszemu popędowi. Wynika to w dużej mierze z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. (Fot. iStock)
Gdy pogrążamy się w różnych grach seksualnych, erotyka staje się areną wzajemnej manipulacji, a my zwracamy się przeciwko naszemu popędowi. Wynika to w dużej mierze z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Akt seksualny jest pewnego rodzaju tańcem płci, dialogiem, dzięki któremu możemy lepiej zrozumieć istniejące w każdym z nas pierwiastki męskie i żeńskie. Często jednak, zamiast doświadczać wspólnie ekscytujących chwil to, czego doznajemy podczas erotycznych sytuacji, przypomina raczej przeciąganie liny czy walkę.

Mężczyźni chcą dostać seks od kobiet, a one stawiają zaciekły opór i robią wiele, aby mężczyźni ich nie posiedli. Mężczyźni wpadają we wściekłość, widząc, że kobiety dysponują seksem i umyślnie im go odmawiają. Kobiety natomiast złoszczą się, bo czują, że są traktowane jak narzędzia służące jedynie do zaspokajania samczych popędów. Stopniowo pogrążamy się w wyszukanych grach seksualnych, nieskrywanych i potajemnych. Erotyka zamiast jawić się jako miłosny i osobliwy taniec, staje się areną wzajemnej manipulacji. Zwracamy się przeciwko naszemu popędowi, jakby to on był wszystkiemu winien.

Przyczyny tego konfliktu w dużej części wynikają z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. Niemal od samych narodzin dorośli inaczej odnoszą się do ciała chłopców i ciała dziewczynek. Chłopców rzadziej się przytula czy obdarza pieszczotami, uczy się ich, że nie powinni okazywać uczuć, ponieważ uczuciowość jest domeną kobiet. Kiedy chłopcy nie proszą o przytulenie i pocieszenie, gdy odrzucają chęć bycia pogłaskanym, upewnia się ich, że postępują właściwie. W związku z tym typowym modelem postępowania staje się model, gdzie męską sprawą jest pragnienie seksu. Jedynie poprzez seks mężczyzna może zaspokoić tłumione pragnienia bycia dotykanym, pocieszanym, pieszczonym, tylko w tej dziedzinie może pozwolić sobie na intymność i łagodność.

Tymczasem dziewczynki uczy się, że seks jest ich wrogiem. Zawiera w sobie niebezpieczeństwo zajścia w ciążę oraz zagrożenie zniszczenia własnej pozycji w społeczeństwie porządnych dziewczynek. Czerpanie rozkoszy z seksu jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy wiąże się on z wyrażaniem miłości, natomiast seks motywowany czystym pożądaniem nie przystoi przyzwoitej kobiecie.

Różnice w podejściu do seksualności maja też podłoże biologiczne. Dziewczynki w okresie dojrzewania, rozwijającą się seksualność najczęściej doświadczają jako pragnienie więzi uczuciowej, która objawia się dążeniem do bliskości emocjonalnej. Dorastająca dziewczyna poszukuje osoby, którą mogłaby obdarzyć czułością i zaufaniem i która mogłaby te uczucia odwzajemnić. Jednocześnie uczucia te najczęściej pozbawione są pożądania seksualnego. Dezintegracja seksualna początkowej fazy okresu dorastania wyraża się jako demonstracyjne zaprzeczanie i eliminowanie seksualności. Z czasem dziewczynka poznaje swoje ciało, poszerza wiedzę o zmianach. Zaczynają się pierwsze związki z chłopcami, gdzie pojawia się coraz więcej zachowań seksualnych. Zamiast zaprzeczania seksualności pojawia się świadomość stanów podniecenia i ich akceptacja. Zamiast idealizowania zachowań aseksualnych następuje stopniowa akceptacja złożonej natury potrzeb seksualnych.

U chłopców jest odwrotnie. Początkowa faza okresu dojrzewania jest zdominowana przez różnego rodzaju zachowania seksualne: masturbacja, oglądanie i porównywanie między sobą narządów płciowych, podglądanie innych, oglądanie filmów czy gazet o treści erotycznej, zaczepianie dziewcząt w celu kontaktu fizycznego, zrywanie z nich ubrań czy nawet kradzież ich bielizny. Można powiedzieć, że postępują tak, jakby cały świat miał dla nich znaczenie seksualne. Wchodząc w relacje z dziewczętami najczęściej poszukują takich partnerek, które również pragną kontaktów seksualnych lub godzą się na nie i jedynie to kryterium decyduje o stworzeniu związku w tym okresie. Jednocześnie rodzące się pragnienie czułości i miłości powoduje poszukiwanie obiektów, które na te uczucia zasługują. Dla niektórych chłopców objawia się to funkcjonowaniem w dwóch związkach jednocześnie: w związku, w którym dochodzi do kontaktu seksualnego i który z tego powodu jest przez niego dewaluowany, i w związku, w którym o takich kontaktach nie ma mowy, a aseksualna partnerka ulega idealizacji.

Integracja tych dwóch aspektów seksualności, czyli kontaktów fizycznych i uczuciowości, w miarę rozwoju i zdobywania doświadczeń będzie przejawiać się jako zwiększająca się świadomość własnych pragnień seksualnych, jako ich akceptacja oraz jako zdolność do podejmowania dojrzałej decyzji, z kim i kiedy nastąpi ich realizacja. Integracja dokonująca się u progu dorosłości polega na traktowaniu bliskości fizycznej i emocjonalnej jako całości zbudowanej z różnych jakościowo i równoważnych elementów.

I tak chłopcy, a potem mężczyźni, próbują wydobyć od dziewcząt i kobiet wszystko, co wtłoczyli w ramy seksu, podczas gdy większość kobiet zredukowała seksualne pożądania do romantycznych pieszczot. Konsekwencją tego jest odczuwane przez mężczyzn wrażenie odtrącenia, co wywołuje u nich wściekłość, u kobiet natomiast charakterystyczne jest poczucie bycia ofiarą, co wyrażają w złości. Wtedy wszyscy czują się pokrzywdzeni, bo  gdzieś po drodze gubimy to, co najprzyjemniejsze w zbliżeniu fizycznym, czyli rozkosz, relaks, poczucie intymności i spełnienie.

  1. Psychologia

Co zrobić, żeby polityka i religia nie zniszczyły naszego związku?

Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Socjologowie alarmują, że społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. Zdaniem dr Bartosza Zalewskiego z Uniwersytetu SWPS nie chodzi jednak o różnice poglądów, a wartości. Na czym powinniśmy się więc skupiać, poza ogólnie rozumianą miłością, by związek przetrwał?

Zapytam wprost: co trzyma ludzi przy sobie, gdy nagle okazuje się, że partnerzy zaczynają się bardzo różnić poglądami? Pyta pani o poglądy, a tak naprawdę pyta pani, co spaja związek, gdy partnerzy mają odrębne wartości.

Zgadza się. Mówiąc bardzo wprost, ludzi łączy chemia seksualna i wartości. Nie podobny temperament, nie cechy charakteru, hobby albo ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, ale wartości wyrażane na przykład tym, jak wychowują dzieci. Gdy na randce okazuje się, że dwie strony mają zupełnie inne wartości, to zwykle nie stworzą razem związku. Zwykle, bo są osoby, dla których polityka i religia bywają mało istotne, które twierdzą, że owszem, ludzie się kłócą o politykę, ale nie o to chodzi w życiu. Dlatego nie wykluczam, że możliwy jest związek pary, dla której wspólne wartości nie wyrażają się przez politykę czy religię, ale przez coś innego. Oni mówią, że polityka jest dla nich nieważna. Pewnie gdyby weszła im do domu, to zmieniliby zdanie, ale niektórym nigdy nie wchodzi. Choć dziś na terapiach rzeczywiście jest więcej tzw. małżeństw politycznych, czyli ludzi, którzy się intensywnie kłócą o sprawy polityczne czy religijne. Ale z punktu widzenia terapeuty to jest temat, a nie powód; wcześniej tematem, poprzez który wyrażały się ich trudności, byli na przykład rodzice jednej czy drugiej strony, a teraz jest to polityka albo religia.

A co, gdy nagle okazuje się, że u naszego partnera czy partnerki te wartości ewoluowały i teraz mamy inne zdanie w sprawie aborcji albo nauczania religii w szkołach? Nic nie można z tym zrobić. Bo to nie są poglądy wynikające z racjonalnej dedukcji, tylko z emocji. Jeśli komuś zmieniają się poglądy, to zastanawiałbym się, dlaczego do tego doszło, bo po prostu ludziom wartości nagle się nie zmieniają. Zakładałbym, że coś musiało się wydarzyć albo coś przelało czarę. Myślę, że byłby to raczej efekt nasilenia czegoś... Może lęku albo gniewu?

Poproszę o przykład. Przysłowiowy pan Kowalski najpierw nie miał wyraźnego stosunku do aborcji, ale nie był jej jakoś przychylny. I teraz deklaruje, że jest zdecydowanie przeciwko aborcji. Być może niewyostrzona część jego światopoglądu zaczęła się właśnie wyostrzać albo poczuł, że już nie musi się bać mówić o swoim stanowisku otwarcie. Może się zdarzyć, że ktoś nagle z popierającego równość płci zmienił się w dyskryminującego szowinistę. To rzadka sytuacja, dlatego najpierw musi dojść do jakiejś zmiany na poziomie emocjonalnym, a potem dopiero na poziomie wartości.

I co wówczas spaja takie pary? Partnerka musi być w szoku, gdy nagle widzi, że mieszka w domu z szowinistą. Po pierwsze, mogą zauważać proces wyostrzania się poglądów i o tym dyskutować, ale nie sądzę, żeby taka racjonalna dyskusja mogła coś zmienić w jednej albo drugiej osobie. Za to pary mogą dojść do wniosku, że choć ich poglądy wyostrzają się w stronę przeciwnych biegunów, to inne wartości pozostają wspólne. Jeśli zmieniły się wszystkie wartości, to taki związek nie ma szans, ale zwykle obserwujemy zmianę jednej grupy wartości. I wtedy pary mogą podejść do tego tak: „Jestem bardziej konserwatywny, ale wiem, że żona by mnie z domu wyrzuciła, więc jej tych poglądów nie prezentuję”. Natomiast sytuacja polityczna może zachęcać do mówienia otwarcie i wtedy dochodzi do awantur, po których jedna strona się wycofuje. Wreszcie zastanawiają się, czy ich zmiana wartości to powód do rozwodu. Zapewniam panią, że jest nim dla niewielu par. I jeszcze jedna kwestia.

Jaka? Jeśli ludzie mają bogate życie emocjonalne i seksualne, lubią wspólne przyjemności, jak seks, dobre jedzenie, spędzanie ze sobą czasu, swoje poczucie humoru i łączy ich wiele sensualnych doświadczeń – to wtedy mogą kłócić się o politykę, ale nie zagraża to ich związkowi, choć poziom satysfakcji z bycia razem może spaść. Jeśli ich poglądy są wyostrzone, bo sprowokowane aktualną sytuacją społeczną i polityczną, to mogą się kłócić, ale wiedzą, że mają inne swoje światy i tak naprawdę marzą, żeby to się uspokoiło. Bo trzeba pamiętać, że choć osoby o bardzo zdecydowanych poglądach tworzą związek z osobami o bardzo zdecydowanych poglądach, to nie znaczy, że ktoś z prawicy stworzy związek z osobą z lewicy. Raczej mówimy o związkach osób o poglądach umiarkowanych, ale wyostrzonych sytuacją polityczną, która prowokuje spór.

Znam pary o skrajnie różnych poglądach, które po prostu o tym nie rozmawiają. Nierozmawianie o poglądach to kwestia techniki i decyzji. Tu warto zapytać, czy te różnice dotyczą tylko poglądów politycznych bądź religijnych, czy też spraw, które są centrum życia, na przykład wychowania dzieci. Bo jeśli w tych tematach są zgodni, to znaczy, że mają spójne wartości. A to kluczowe.

Jakie to mogą być kwestie oprócz wychowania dzieci? Na przykład czy lubimy oszczędzać pieniądze na wspólne cele, czy wydawać je na „niszczący nasze życie” konsumpcjonizm? Czy wolimy siedzieć przed telewizorem i jeść czipsy, czy aktywnie spędzać czas i uprawiać sport, bo zdrowie jest dla nas ważne? Czy kobieta ma prawo poświęcić się karierze zawodowej? Podejrzewam, że te pary w tych sprawach są zgodne. A jeśli chodzi o poglądy niedotykające bezpośrednio ich życia, to klasyczna para się w nich różni. Pary, które mają odmienny światopogląd, często mówią, że są takie cechy charakteru żony czy męża, które lubią – że mąż czy żona w domu są fajni, zabawni, czuli. Natomiast w pracy zamieniają się w wojującą feministkę albo zarozumiałego konserwatystę, tyle że na szczęście obie strony tego nie widzą.

Ale to jest do pogodzenia? Czasy sprzyjają wyostrzaniu różnic i często przesłaniają te pozytywne cechy. Pewnie są pary, którym te różnice coraz bardziej utrudniają funkcjonowanie. Ale jeśli na przykład mają trzynastolatka, który siedzi w domu i cierpi z powodu braku kontaktu z rówieśnikami, to oczywiście mogą się kłócić, czy to efekt polityki rządu, ale tym, na czym się skupią, będzie ratowanie tego dzieciaka.

A co z wartościami, jeśli mąż chce, żeby cała rodzina wzięła szczepionkę przeciw COVID-19, a żona jest przeciwna? To istotny konflikt wartości, dotyczy kwestii życia i śmierci. Taki związek rzeczywiście nie tyle ma małe szanse przetrwania, co duży potencjał ranienia się. Bo to przecież nie jest kwestia: szczepić się czy nie? Raczej moment, kiedy z parą zaczynamy pracować na sesjach, jeśliby to była para, która chodzi na terapię. Bo gdy podczas takiej rozmowy słyszę, które z małżonków bardziej chce „zabić dzieci”, to przecież na kilometr widać, że to w ogóle nie chodzi o szczepionki.

Jak to? Kwestia polityczna jest tu podbudowana trudami związanymi z tym, jak bardzo każda z tych osób jest obciążona. I wtedy bym się zastanawiał nad tym, jak te osoby umieją radzić sobie ze stresem, jak regulują emocje, czy cierpią na np. zaburzenia emocji lub osobowości. Do tego dochodzi aktualna sytuacja w rodzinie: ktoś stracił pracę, ktoś jest chory, a rzeczywistość pandemiczna przecież wyzwala także różne fobie. W związku z tym ludzie muszą znosić dużo więcej stresu i mają różne trudności w radzeniu sobie z obciążeniami emocjonalnymi. W rzeczywistości problem nie sprowadza się do szczepionek, ale do tego, jak bardzo ktoś jest przerażony światem, bo nasza reakcja wiąże się z ogólnym myśleniem o świecie, czyli czy to jest miejsce bezpieczne, czy przerażające.

Znajoma seksuolożka powiedziała mi ostatnio, że COVID-19 obnażył związki. Odsłonił pustkę niektórych, a te, które miały się dobrze przed pandemią i potrafiły sobie radzić, nadal sobie radzą. Zgadzam się, że zamknięci w domach i pozbawieni możliwości choćby chwilowej ucieczki dużo więcej zobaczyliśmy w partnerach i partnerkach. Istnieje zjawisko tzw. współobecności bliskich przy obecności wirtualnej innych osób, takich jak współpracownicy, szefowie i podwładni czy klienci w pracy.  Dowiadujemy się o sobie więcej, na przykład jak druga osoba pracuje, czy markuje różne rzeczy. Nie ma od tego ucieczki. Poza tym partnerzy w związku mogą mieć różną regulację emocji: jedna osoba w stresie przywiera do drugiej, a ta druga właśnie potrzebuje osobności. Kiedyś się uzupełniali, a teraz te sprzeczne potrzeby się nasilają.

Ale czy to nie wpływa na tę sferę seksualną, która była czymś ważnym, stabilnym? Badania prof. Zbigniewa Izdebskiego pt. „Seksualność w XXI wieku” pokazują wyraźnie, że większość par jest zadowolona zarówno ze swojego związku, jak i z seksu. Z kolei inne badania pokazały, że z napięciem radzi sobie źle około 30 proc. osób w społeczeństwie, a bardzo źle około 10 proc. U tych, co sobie dobrze radzą, napięcie nie wpływa na związek, bo mają wspólne wartości, czyli znowu bardzo wprost: on będzie z nią chodził na marsze kobiet i jednocześnie w domu będą mieli dobry seks. Z kolei w sytuacjach, gdy partnerka jest poruszona tymi marszami, a partner mówi, że nie wie, o co jej chodzi, to mnie jako psychologa interesuje dynamika związku. Ciekawi mnie, co się stało. Czy mężczyzna obawia się, że jego partnerka zwariowała i się zradykalizowała, i dlatego on też się radykalizuje, tylko w drugą stronę; czy o to, że ona jest wściekła z powodu sytuacji politycznej i przesuwa wściekłość na wszystkich mężczyzn, w tym też na partnera? Szukałbym czynników pośrednich. Para, która miała bogate życie seksualne, musi się mocno postarać, żeby to życie zanikło.

Dlaczego? Bo będzie im tego brakowało. To był sposób na wzajemne uspokajanie się i na bliskość, więc, widząc, że ich zachowanie i kłótnie wpływają na seks, taka para  szybko by się znowu tą sferą zajęła. Jasne, gdy rośnie napięcie i wokół pełno niepokoju, bo jedno straciło pracę, nie wiadomo, co dalej z pandemią, rodzice w szpitalu i trzeba zająć się dziećmi – to intensywność życia seksualnego spada. Poza tym lęki wyłączają pragnienia seksualne. Często też czynią z dorosłych ludzi tak jakby dzieci i pojawiają się roszczenia wobec partnera. Wtedy poglądy się radykalizują, ale to powodowane jest rozpaczliwą próbą odzyskania kontroli w sytuacji niepewności, co przyniesie kolejny dzień.

Wydaje się, że najlepiej byłoby to wyjaśnić podczas rozmowy. Ale niełatwo nam komunikować swoje lęki i potrzeby. My jako psycholodzy chcielibyśmy oczywiście, żeby ludzie częściej ze sobą rozmawiali, choć ważna jest nie tylko rozmowa, ale też wyobrażenie sobie, co czuje, co myśli inna osoba. Od 15 lat w terapii duży sukces święci mentalizacja. To taki konstrukt, który oznacza umiejętność rozumienia siebie i innych, dokładnie jak empatia, ale dochodzi do tego element myślowy. Czyli zastanawiam się, co się dzieje w drugiej osobie, jaka jest jej motywacja do działania. Ludziom jest  trudno, gdy nie wiedzą, co się dzieje. Kolejna rzecz to podejmowanie czynności naprawczych. Przecież na co dzień uszkadzamy swoje związki na różne sposoby, robimy krzywdę swoim bliskim, czasem nieświadomie, a czasem – jak mówi znajoma psychoterapeutka – wiemy, gdzie nacisnąć, żeby kogoś szlag trafił. Natomiast ważne jest, żebyśmy potrafili te szkody naprawić, bo mamy całe systemy  i sposoby naprawiania. Poza rozmową gesty niewerbalne, jak kwiaty, kolacja przy świecach, prezent. To wszystko nie zadziała jednak w przypadku par, które psychologia opisuje jako koluzyjne. Dotyczy to tylko jednego procenta, ale występuje. Koluzja polega na tym, że każdy z partnerów umieszcza w drugiej osobie tę część siebie, o której nie wie, że ją ma, a której bardzo nie lubi. Na przykład ktoś uważa siebie za chodzące dobro, nie ma w sobie za grosz złości, ale kiedy patrzy na partnerkę, to widzi sadyzm i agresję w jej oczach. Oczywiście swoim zachowaniem sam te reakcje wywołuje. To są pary o sprzecznych poglądach i wartościach, które nieustannie się kłócą i zwalczają, a jednocześnie nie potrafią się rozstać.

Dr Bartosz Zalewski, psycholog, psychoterapeuta. Adiunkt w Katedrze Psychologii Różnic Indywidualnych, Diagnozy i Psychometrii USWPS. Pracuje w Ośrodku Terapeutyczno-Szkoleniowym Kontrakt w Warszawie.

  1. Styl Życia

10 sposobów, aby wyrazić miłość

Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Jak wyrazić miłość? Oto 10 sposobów, dzięki którym najbliższe osoby poczują się kochane. Walentynki można celebrować na co dzień.

Jak wyrazić miłość? Oto 10 sposobów, dzięki którym najbliższe ci osoby poczują się kochane. Walentynki można celebrować na co dzień.

1. Okaż wdzięczność. Powiedz wprost, jak bardzo doceniasz obecność tej osoby w swoim życiu.

2. Zaoferuj pomoc. Zapytaj: „Co mogę dla ciebie zrobić, żeby uczynić twoje życie lepszym, radośniejszym, mniej stresującym?”

3. Zamień się w słuch. Znajdź czas i kilka chwil spokoju, aby wysłuchać drugiej osoby całą sobą. Nie komentuj, nie doradzaj. Słuchaj.

4. Bądź wielkoduszna. Wszyscy mamy swoje dziwactwa, nikt z nas nie jest idealny. Doceniaj pozytywne cechy, nie skupiaj się na tym, co niedoskonałe - w ten sposób pokażesz, że naprawdę kochasz.

5. Znajdź czas na chwile beztroski. Kolacja z ukochanym, zabawa z dzieckiem, wypad na zakupy z przyjaciółką... a może po prostu ulubiony serial pod kocem na kanapie? Życie składa się z drobnych przyjemności. Jeśli będziemy stwarzać sobie ku nim okazję, będziemy mieli więcej powodów do wspólnej radości.

6. Podaruj coś bez okazji. To może być drobiazg, ale zrobiony albo kupiony z myślą o tej osobie. Coś, co sprawi że poczuje, że o nim myślisz i jest dla ciebie ważna.

7. Upiecz ciasto lub ugotuj coś pysznego. Przez żołądek do serca - nakarm ukochaną osobę czymś, co lubi najbardziej.

8. Ofiaruj kwiaty bez powodu. Kwiaty to jeden z piękniejszych sposobów na podziękowanie za czyjąś obecność - dzięki nim „Dziękuję za to, że jesteś” brzmi piękniej.

9. Napisz krótki liścik. Mała karteczka zostawiona w kuchni przy ulubionym kubku z ciepłą kawą, liścik miłosny pod poduszką, kartka z pozdrowieniami z wakacji... małe, codzienne wyznanie miłości.

10. Nie bój się słowa "kocham" - słowa mają moc, a to chyba szczególną. Jednak nie wtedy, gdy wypowiadamy je od niechcenia. Wyznanie miłości potrzebuje dotyku, spojrzenia w oczy, intymnej chwili.

 

  1. Seks

Świętowanie miłości nie tylko od święta

Chcemy mieć w łóżku i życiu lepiej? Zacznijmy od nauki świętowania naszego związku. (Fot. iStock)
Chcemy mieć w łóżku i życiu lepiej? Zacznijmy od nauki świętowania naszego związku. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Kamery przy łóżku nie ma, możemy więc czarować, jaki to jest wspaniały ten nasz seks. A że wszyscy tak robią, to potem, czytając wyniki ankiet, czujemy się nieswojo. Co z nami nie tak, skoro innym tak dobrze!? – To, że z badań wynika, że Polacy są zadowoleni z seksu, to dowód naszych ambicji – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka. A jak jest naprawdę?

Mężczyźni codziennie przynoszą kwiaty i w łóżku od razu są podnieceni. Kobiety? Mają orgazm, i to wielokrotny. Ziemia drży, a gwiazdy spadają z nieba… „Tak jest u innych”, myślimy i smutno nam, że u nas nie bardzo… U nas nie bardzo, bo taki seks zdarza się czasem tylko raz na całe życie. Albo wcale. I wyłącznie wtedy, kiedy sobie na takie kochanie pozwolimy, czyli kiedy kobieta – jak ja to często mówię – się puści! Czyli przestanie się trzymać tego, co mamusia mówiła, że wypada robić. I przestanie się trzymać kurczowo kompleksów – że jest nie taka jak trzeba! Mężczyzna też ma się puścić, puścić się tego lęku, co mu tatuś kładł do serca, że kobieta jest jak modliszka. I dlatego on się jej seksualności boi. A ona się go wstydzi, bo piersi ma nie takie albo pupę! No, ale jeśli oboje się swoich hamulców przestaną trzymać, to ta ziemia i te gwiazdy będą z nimi rezonować. I bywa, że dziewczyna mówi: „On mnie tylko dotknie i cała drżę. Ale tak na co dzień to seks jest u nas taki jak u innych…”.

Czyli jaki? Słyszę często od kobiet, że seksu mają tyle co i gry wstępnej. A patrzę w tabelki i widzę, że mają go tyle, ile potrzebują. Kto tu kogo buja? Kobiety mówią, że chcą seksu, jak tylko mężczyźni przestają ich pragnąć. A przestają nie dlatego, że one się im opatrzyły czy spowszedniały! One ich zniechęciły swoim marudzeniem. Bo kobiety wciąż marudzą. Że teraz to nie. Albo: „Tak to nie”. Albo: „Coś boli”. Albo są zmęczone. A jak pojawi się dziecko, to są złe, że po nocach same muszą do niego wstawać. Wciąż więc utyskują, aż się mężczyznom odechciewa je chcieć.

A jak mężczyzna przestanie kobiety chcieć, to ona zaczyna się źle czuć – bo na początku to on zawsze chciał! I ona była z tego jego chcenia bardzo zadowolona, że jest taka pożądana i taka upragniona, i taka godna tego zachwytu. To ona teraz chce! Czasem seksu, ale zasadniczo chce tego jego chcenia. To chcenie dawało jej poczucie wartości. Ba, władzy nad nim. Ona wtedy decydowała, kiedy da, a kiedy nie.

Zniechęcamy mężczyzn, a potem przy winie skarżymy się przyjaciółkom: „Ten mój to tylko w sobotę, i to w co drugą”? Bardzo często słyszę od mężczyzn, że ich kobiety są męczące. Że w ich oczach oni już nie są tacy fajni, jak byli, że przestali się podobać. Do seksu zniechęcić mogą całkiem pozaseksualne sprawy, zwłaszcza to, czy się czujemy lubiani i akceptowani. Bo jak spotykamy się tylko na randkach, to oboje jesteśmy dla siebie mili i się cieszymy, że się widzimy. A jak się pokłócimy, to strasznie przeżywamy, więc się szybko godzimy. Mamy wtedy to, co najważniejsze, czyli poczucie odświętności bycia razem. No i, niestety, gubimy tę odświętność, kiedy zaczynamy mieszkać razem.

To jak jej nie zgubić? Jak to jak? Świętować każdy dzień: dzisiaj jest poniedziałek, więc świętujemy poniedziałek! A jak? A w poniedziałki mówimy sobie o tym, jak się sobie podobamy fizycznie. We wtorki? Jak się sobie podobamy mentalnie. W środy: jaki mamy cudny dom. W czwartek – jak tęskniliśmy za sobą, bo każde dziś oddało się swojej pasji. W piątek opowiadamy o tym, jak wspaniale być razem. A w sobotę – jak cudownie się kochać… W niedzielę…

Dla mężczyzny to też dobry program – takie świętowanie każdego dnia? Im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę, że mężczyźni są dość prości w obsłudze. A to dlatego, że kiedy byli chłopcami, wolno im było być sobą. Oczywiście, jak chuliganili, to słyszeli: „Nie rób tego czy tamtego”. Ale jak nie przestawali, rodzice i tak machali ręką i kwitowali: „To przecież chłopcy”. Dlatego mężczyźni są mniej więcej sobą. Częściej dostawali akceptację od matek, mieli prawo do egoizmu, stąd są bardziej zdroworozsądkowi. Mówią więc do żon: „No co się stanie, jak nie będzie wysprzątane albo jak dziś nie będzie obiadu? Zamówimy pizzę!”. Na co żony się irytują, że obiad musi być! I że to straszne, że oni się tak nie przejmują! I same łapią za gary i mopa! No a wtedy mężczyźni wychodzą, żeby nie patrzeć, jak te ich żony się mordują. I po świętowaniu miłości.

Mamy przestać stawiać na swoim? Jak my zawsze stawiamy na swoim, to im nawet viagra nie postawi. Od tego naszego uporu i chęci rządzenia zaczynają się często kłopoty ze wzwodem. No, ale tak nas wychowano i trzeba nam wiele pracy nad sobą, żeby sobie odpuścić. Jednak warto, bo jak mężczyzna ma tej swojej kobiety chcieć, to musi ją widzieć zadowoloną, a nie umordowaną. Pucowanie i pichcenie nie ma takiego znaczenia jak jej uśmiech i czułość. Bo jeśli ona jest zadowolona, to jemu się podoba. Taką ją miał na początku i o takiej marzy – żeby była ciepła, akceptowała go i była zadowolona.

Pozornie to takie proste… Proste, ale o tym nie wiemy. Narzekać na swojego męża to lubimy, ale nie rozmawiamy z przyjaciółkami szczerze, jak jest, bo nie mamy takiego obyczaju. I się tylko frustrujemy, myśląc, że innym lepiej. Bujamy, kiedy mamy wypełnić ankietę, żeby poczuć się lepiej. Tak jesteśmy tym sfrustrowane, że mamy jeszcze więcej pretensji do swojego mężczyzny o to, czego nam nie daje! A ma dać! No, ale w życiu jest tak, że jak o coś się wykłócamy, to mamy jak w banku, że tego nie dostaniemy.

Nikt nie lubi być przymuszany, bo już w dzieciństwie nasi rodzice wciąż coś na nas wymuszali marudzeniem i pretensjami: „A tego nie zrobiłaś, a o tym zapomniałaś! A to nie tak zrobione jak trzeba!” itd. Zamiast więc narzekać, że seks nie taki, lepiej położyć się koło niego i powiedzieć: „Ja teraz sobie zrobię dobrze, a ty, jak chcesz, to też sobie zrób”. Mało który facet wytrzyma i nie zachce mu się seksu. Ale kobiety są przekonane, że to brzydko. Guzik prawda! To ich podnieca, bo wtedy robimy się takie mięciutkie, rozedrgane, czyli takie, jak oni marzą. Roznamiętnione, słodkie, spragnione.

Wiele kłamstw opowiadamy o tym naszym seksie? Największe kłamstwo to to, że inni mają go więcej niż ja. Kolejne: Dlaczego mężczyźni zdradzają? Nie dlatego, że uroda przemija, choć też jest ważna. Ale ważniejsze jest to, że ta druga akceptuje, że patrzy jak na bóstwo, a nie jak na stary dziurawy kapeć! On się czuje przez nią słuchany, ceniony i szanowany, bo ona się śmieje z jego dowcipów, pamięta, co on mówi. A kiedy on kupi żółte róże, bo ona lubi, to usłyszy, jakie to miłe, że pamiętał. Więc pomyśli o sobie: „Jaki ja jestem wspaniały”, i postara się jeszcze coś z tego, co ona lubi, zrobić…

Chcemy mieć w łóżku i życiu lepiej? Zacznijmy od nauki świętowania naszego związku. Już słyszę, jak kobiety mówią: „Ja taka umęczona domem, pracą, dziećmi mam świętować?!”. Właśnie dlatego, żeś umęczona, to masz. Lecisz z tej pracy do domu, ale raz w tygodniu – na randkę ze swoim mężem do kawiarni. Odrobinkę się spóźnij, ale nie za dużo. Przyjdź cała w skowronkach. I udawaj, że to pierwsza randka! A potem idźcie potańczyć!

Mamy się bawić w takich trudnych czasach? Bawić się mamy zawsze. Tylko od nas zależy, jakie to życie będzie. Czy znój, czy szczęście. A my wciąż tylko: „On mnie nie kocha, on mnie nie pieści jak trzeba, on za mało zarabia…”. Dajmy tym naszym mężczyznom trochę wsparcia z okazji świąt i karnawału i zobaczmy, co się stanie. Warto spróbować, bo oni są bardziej zakompleksieni niż my. Polscy mężczyźni uważają, że gdyby mieli większego, to wszystko by się zmieniło. Ale nie mają. Nigdy nie mają dość dużego! Choćby mieli. Myślą też, że kobiety wolą giganta, i nie słuchają, że nie. Udają więc, że mają większego, niż mają, co widać w ankietach. Linijką nie weryfikuje się odpowiedzi i można napisać 18 cm, choć średnia u nas to 14 cm.

Dlaczego zawyżają parametry? Polacy nie uważają siebie za kochanków. Francuzi i Włosi tak, Polacy nie. A to dlatego, że u nas jest zimno! Im dłużej z ludźmi pracuję, tym bardziej dociera do mnie realność życia… Polacy wciąż się zajmują martyrologią albo czynnie, albo biernie. Albo walczą o wolność, albo wspominają tych, którzy walczyli. I gdzie tu miejsce na radość z seksu?

To co zrobić? Wynieść się na Majorkę i tam swoją martyrologię i kompleksy roztopić w słońcu? Ocieplić związek! Klimatu nie zmienimy. Historii też. Ale możemy zmienić nasz stosunek do życia, dając sobie dużo radości, zabawy, wyrozumiałości. Mówimy: „Ludzie w Polsce nie uprawiają seksu”. A ja powiem, że my nie uprawiamy życia. Praca – smutek rzewny. Dom – obowiązek. Dzieci – katorga. Mąż – nieudacznik. Żona – zrzęda… Tak nie musi być.

Wystarczy smarować się balsamem do ciała tak, żeby on widział – jak moja koleżanka, której mąż to lubi, więc ona nie zamyka drzwi do łazienki, żeby popatrzył… Właśnie. Od razu ma być wzwód. A jak nie, to: „Ja na niego nie działam”, i rozpacz. To najgorsze, co można sobie zrobić. Lepiej wziąć balsam albo piórko i go pogilgać. Umówić się, że się tylko gilgamy, żeby nabrać apetytu. Pobawić się w łóżku. Troszeczkę go popieścić, ale nie po penisie. Przytulić. To najważniejsze. Dużo czułości. Wtulić ciało w ciało. Nacieszyć się sobą. Położyć się razem pod kocykiem, pora roku akurat na ciepełko we dwoje… Znam parę: on na wózku i są razem szczęśliwi, kochają swój seks – muszą wymyślić sposoby, żeby mieć satysfakcję, i dlatego nigdy się nie nudzą. Znam inną parę: on ma teoretycznie przedwczesny wytrysk. Ale go ma. A potem ją dopieści i ona jest cała zadowolona. Więc się nie przejmują, bo niby dla kogo on jest przedwczesny? Dla gazety? Dla statystyk? Dla seksuologów? Seks to subiektywna sprawa i świętować go trzeba we dwoje tak, jak chcemy. Wtedy świętujemy naszą miłość i nasze życie tak, jak trzeba.

Katarzyna Miller psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie boj się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty”, i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło).

  1. Psychologia

Jak być w pełni sobą? 12 praktyk, które pomogą uwolnić się od ograniczeń

Codzienna praca z ograniczającymi przekonaniami pozwala się od nich uwolnić. (Fot. iStock)
Codzienna praca z ograniczającymi przekonaniami pozwala się od nich uwolnić. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Każdy pragnie żyć pełnią życia w zgodzie ze sobą. Blokują nas ograniczenia, które często tkwią w nas samych. Oto 12 kroków, dzięki którym droga ku wewnętrznej wolności stanie się prostsza.

1. Praktykuj akceptację

Pogódź się z tym, jak jest. Całościowo. Nie staraj się niczego zmienić, zrozumieć, uniknąć. Przyjmij każdą swoją myśl, emocję i okoliczności, w których się znajdujesz. Stań przed lustrem i powiedz do siebie: „Akceptuję siebie dokładnie taką, jaką jestem”. Powtarzaj kilka razy dziennie.

2. Ćwicz zaufanie

Nawiąż kontakt ze sobą -  jeśli masz poczucie swojej jaźni, duszy, jestestwa, jesteś bezpieczna.

3. Wzmacniaj poczucie bezpieczeństwa

Znajdź sobie miejsce, które jest dla ciebie schronieniem. Może to być twój pokój, sypialnia a tam półka z ulubionymi przedmiotami. Albo wizualizacja, która przenosi się w bezpieczne miejsce. Chodzi o azyl, w którym możesz się w każdej chwili schronić.

4. Rób rachunek sumienia

Zamiast kłócić się bezproduktywnie z krytykiem wewnętrznym, naucz się obiektywnie określać swoje mocne i słabe strony. Zrób listę trzech swoich cech, nad którymi chcesz popracować. Bądź jednak dla siebie łagodna, postępuj ze sobą życzliwie.

5. Słuchaj mądrych ludzi

Wybierz sobie kogoś w rodzaju mistrza. Osobę, która poprowadzi cię przez zwątpienia i zakręty mądrą wskazówką. Może to być ktoś znany ci z kart książki albo osoba z całkiem bliskiego otoczenia.

6. Bądź gotowa przejść własne ograniczenia Sporządź listę tego, co chcesz osiągnąć w życiu. Zastanów się, co cię ogranicza i co możesz zrobić, żeby przestało cię blokować.

7. Pielęgnuj poczucie pokory

Poznanie prawdy o sobie to ciężka praca. Poproś siłę wyższą, żeby pomogła ci na tej drodze samowiedzy. Licz się z tym, że zaliczysz upadki w poznawaniu siebie. Ale za każdym razem się podnoś.

8. Ucz się przebaczać

Trzeba mieć odwagę, żeby umieć przebaczyć. Jeśli tego nie zrobimy, głęboka uraza wnika w głąb naszej istoty. W naszym ciele powstają napięcia, które powodują zmęczenie i choroby. Wówczas nie ma możliwości, żeby żyć pełnią siebie.

9. Pomagaj, rób coś dla innych

Zastanów się, co możesz zrobić dla świata. Pomagaj, zajmij się wolontariatem lub rób to na własną rękę w najbliższym otoczeniu.

10. Myśl o sobie dobrze

Możesz powtarzać mantrę: „Jestem w porządku. Jestem w porządku. Jestem w porządku.” Te słowa uwalniają od strachu, który pochodzi z ego i otwierają na nowe możliwości. Jeśli jesteś w porządku, należy ci się wszystko, co do ciebie pasuje.

11. Dbaj o życie duchowe

Medytuj, uczęszczaj na warsztaty rozwojowe, czytaj lektury o tematyce duchowej, ćwicz jogę. Dbaj o swego ducha tak, jak pamiętasz o swoim ciele – które karmisz, myjesz, robisz mu badania. Sfera duchowa również wymaga starania.

12. Praktykuj bezwarunkową miłość

Do najbliższych, do przyjaciół, do świata. W słowach i myślach posyłaj im współczucie. Myśl również o tych osobach podczas medytacji, wysyłając w ich kierunku światło.