Ojciec i syn: jak osiągnąć pozytywne relacje ?

fot. istock

„Co ja mogę przekazać synowi? Życie jak życie. Nie ma o czym gadać!”. Właśnie o to chodzi, żeby ojcowie gadali o tym niczym! Na to właśnie synowie czekają – wyjaśnia Benedykt Peczko, psychoterapeuta.

Zaprzyjaźniony 50-latek zwierzał mi się ostatnio, że gdy patrzy na swojego niemal 30-letniego syna, który właśnie zostanie ojcem, to mu się robi słabo. „On powtarza wszystkie moje błędy!”.

Dlaczego ten mężczyzna nie powie o tym synowi?

Boi się reakcji. Nie chce chłopaka pouczać, strofować, naprowadzać na właściwą drogę. Nie był dla niego idealnym ojcem, więc syn może powiedzieć: „Przegrałeś swoje ojcostwo, więc co mi będziesz gadał!”.

Niech właśnie o tym gada! Że przegrał, że się nie wyrabiał…

„Wiesz, na kilka dni przed twoim urodzeniem pojechałem z kolegami w góry, żeby się powspinać…”

Tak, niech powie: „Uciekałem. Bałem się. Byłem przerażony, jak to będzie, gdy się urodzisz… Żaden ze starszych mężczyzn ze mną o tym nie rozmawiał. Mama w ciąży chodziła sama na badania, bo ja miałem treningi. Po skomplikowanym porodzie też była sama. Do tej pory nie może mi tego wybaczyć”. Wiele par na terapii boryka się z taką przeszłością. Kobiety mają żal, że mężczyzna nie był obecny w okresie ciąży i po porodzie. Mówią, że czuły się porzucone. Ojciec więc może powiedzieć synowi, czego żałuje, jakie błędy popełnił.

„W moim pokoleniu, gdy kobiety rodziły dzieci, mężczyźni balowali z kolegami do rana, a współcześni chłopcy nie wychodzą z Internetu” – mówi ten ojciec.

To jest mniej więcej to samo. Dla młodego mężczyzny sytuacja, gdy rodzi się dziecko, jest tak trudna, nowa, nieznana, że przestaje być obecny, wyjeżdża, zapuszcza grę komputerową. Kiedyś mężczyźni się upijali. Teraz nie muszą tego robić; wystarczy, że wejdą do Internetu, i już ich nie ma.

Załóżmy, że ojciec zaryzykuje taką rozmowę.

Dobrze, gdyby to on zaczął. Syn raczej nie odważy się zapytać, nie poprosi o radę czy pomoc. Relacje między synami a ojcami bywają napięte, a poza tym mężczyzna radzi sobie sam, nawet jeśli sobie nie radzi. Więc trudno mu przyznać, że czuje się zagubiony, że dziecko to dla niego życiowy próg, wielkie wyzwanie.

Co się dzieje w wewnętrznym świecie obu mężczyzn, gdy dochodzi do takiej rozmowy?

Dzielenie się sobą, tym, czego ojciec doświadczył, co przeżywał, ma dla syna kolosalne znaczenie. Doceni z pewnością odwagę ojca, który mówi prawdziwie, z serca, nie boi się, że ucierpi jego wizerunek ojca i mężczyzny. „Ciężko było mi wejść w rolę ojca, wolałem, żeby matka się tobą zajmowała, brakowało mi cierpliwości”; „Gdy się urodziłeś, trudno było mi od razu się ucieszyć, kobiety przeżywają macierzyństwo inaczej”. Ojciec, który przyznaje, że kiepsko sobie radził, zawiódł, popełniał błędy, często wybuchał, był rozdrażniony, nieobecny, tym samym pokazuje swoją siłę, ponieważ przyznanie się do słabości jest oznaką siły. Oczywiście, niedobrze, gdyby ojciec na tym poprzestał. Wiele się nauczył, szczególnie na temat kobiet, niech o tym opowie.

Na przykład?

To się często w terapii zdarza. Mężczyzna mówi, że gdyby mógł cofnąć czas, postąpiłby inaczej. Że gdyby miał świadomość, jak bardzo kobiety potrzebują w tym czasie obecności, opieki i miłości, nigdzie by nie wyjeżdżał. Ten przekaz dla syna mógłby brzmieć tak: „Nawet jeśli dziecko będzie cię nudzić czy drażnić, pamiętaj, że od tego, czy będziesz obecny, zależy przyszłość waszej rodziny”. Lepiej to wiedzieć zawczasu niż później przez lata borykać się ze skutkami zaniedbań. Rana porzucenia ciężko się zabliźnia.

To ma być przede wszystkim rozmowa o kobiecie?

Tak, o więzi, jak ją budować, wzmacniać. To jest najważniejsze. Kobiety skarżą się, że są przemęczone, wyczerpane. W jaki sposób mężczyzna mógłby odciążyć partnerkę w opiece nad dzieckiem? Na przykład zorganizować pomoc, aby mogła odpocząć, wyspać się, pójść na spacer, spotkać się z przyjaciółkami.

A relacja z dzieckiem?

Jeśli mężczyzna będzie obecny, miłość do dziecka się pojawi. Ojciec może powiedzieć do syna: „Nie martw się zawczasu. Ojcostwo mamy w genach, to są naturalne reakcje i zachowania. Ręce same wyciągają się do dziecka”. Instynktownie wiemy, co robić, jak się troszczyć, jak wzmacniać więź, która przecież i tak istnieje.

Ojciec może mieć wątpliwości co do swoich kompetencji w temacie ojcostwa także z tego powodu, że młodzi ludzie mają teraz dostęp do mądrych książek, Internetu, do wszystkich możliwych specjalistów.

Tak, to częste obawy. Nie doceniamy przekazu międzypokoleniowego. Ten przekaz jest nieoceniony, ponieważ jest żywy. W bezpośrednim kontakcie płynie energia i to ona nas zmienia i rozwija. Książka mnie nie widzi, coś wyjaśnia, opisuje, jednak w sposób mocno uogólniony. Ojciec jest obok, patrzy, słucha, rozumie, zależy mu, nie jestem sam. Gdyby młody mężczyzna przyznał się przed sobą, że potrzebuje kontaktu, że ma prawo sięgać po wsparcie ojca, gdyby nie upierał się, że przecież musi poradzić sobie sam, to wiele by zmieniło. Taka otwartość zawsze skutkuje dobrymi rozwiązaniami i uzdrowieniem rodzinnych zaszłości.

Pod warunkiem że ojciec nie chce rozwiązywać problemów syna.

Tak, musi na to uważać; wystrzegać się pouczania, nacisków, słownej i emocjonalnej przemocy. Dojrzali i świadomi ojcowie to potrafią. Wiedzą również, że taka rozmowa jest ważna także dlatego, że traktuje o relacji między ojcem a synem. Przełamuje lody. Otwiera na inne rozmowy – na przykład o dzieciństwie ojca. Synowie mają wtedy szansę na nowo poznać swoich ojców. I zrozumieć siebie.

W jaki sposób?

Syn zaczyna rozumieć, co wydarzyło się w jego dzieciństwie. Jako dzieci nadajemy sens różnym zdarzeniom, na przykład nieobecności ojca. Zapisuje się przekonanie, że skoro ojca nie było, to znaczy, że ja nie jestem ważny. To jest głęboko nieświadomy proces. Kiedy dowiadujemy się, że ojca nie było, ponieważ czuł się zagubiony i przerażony, nie wiedział, co robić, nie miał świadomości, wiedzy ani wsparcia ze strony swojego ojca, wtedy czujemy smutek, ale i ulgę. „A więc jego zachowanie nie było wymierzone przeciwko mnie”. Ta ulga sprawia, że zaczynamy doceniać to, co dostaliśmy, przypominamy sobie, że brał na spacery, czytał do snu, uczył jeździć na rowerze.

Co się dzieje, gdy ojciec jest obojętny wobec syna, który ma zostać tatą?

Ojciec ucieka od tego tematu, tak jak uciekał, gdy był młody. To znaczy, że nie zintegrował tamtego doświadczenia. Syn czuje się samotny, zirytowany, nawet wściekły. Myśli o ojcu: „Zawsze taki był, nic się nie zmienił, cały tatuś!”. Paradoksalnie to może bardzo syna motywować: „Nie będę taki jak ty, ja o swoje dziecko zadbam!”.

To się udaje?

Może się udać. Młodzi mężczyźni wyciągają wnioski z doświadczeń z ojcami i zaczynają żyć inaczej. Są dobrymi ojcami, co nie znaczy, że nie popełniają błędów. Uczą się ojcostwa, czytają, szukają mentorów. A jeśli szukają, to znajdują. A więc to, czego nauczyli się na zasadzie przeciwieństwa, może być wartością.

Znam ojca, który dużo rozmawia ze swoim synem. Temu synowi właśnie rodzi się trzecia córka, więc jest spanikowany, przemęczony. A ojciec go uspokaja: „To normalne, że się denerwujesz, takie jest życie, dasz radę”. Totalna akceptacja wszystkiego.

Może być tak, że tracimy mnóstwo energii na walkę z tym, co jest. A także z samymi sobą, bo przecież coś powinienem zrobić, tylko co. Pojawia się wewnętrzne rozdarcie, konflikt: to nie tak powinno być. A czasami trzeba po prostu zaakceptować to, co jest, przestać się szarpać. Starsi taką wiedzę, zgodę, akceptację mają w swoich sieciach neuronalnych. Wiele przeszli, doświadczyli, znają życie; warto ich słuchać.

Są też ojcowie, którzy mówią: „Co ja mogę przekazać synowi? Życie jak życie. Nie ma o czym gadać!”.

Właśnie o to chodzi, żeby gadali o tym niczym! Na to właśnie synowie czekają! Nie na dywagacje o pracy, polityce, pieniądzach, samochodach i kosiarkach; to już synowie znają do znudzenia. Niech ojcowie powspominają swoje zwyczajne, codzienne życie – jak to było, gdy syn się urodził, jakieś zdarzenia, anegdoty. Niech opowiedzą o swoim dorastaniu, o tym, co wiedzą o swoich ojcach. To nieprawda, że nie mają nic do przekazania. Mają wiele i synowie bardzo potrzebują tych opowieści. Potrzebują zwyczajnych rozmów, kontaktu.

Ojciec jako mentor

W biznesie mentoring to dzielenie się swoją wiedzą i doświadczeniem z młodszym pracownikiem.

O mentoringu możemy mówić także w innych kontekstach, na przykład rodzinnym. Ojciec w sposób naturalny dzieli się z synem czymś, czego sam doświadczył i co przeżył. Mówi, co wie, czego się nauczył, co sobie uświadomił, co odkrył, co – w jego doświadczeniu – sprawdziło się, a co nie. Przekaz nie jest dyrektywny, pozostawia swobodę: jeśli zechcesz, skorzystasz. Wsparcie mężczyzny starszego, który przeszedł drogę, zna pułapki, wyciągnął lekcje z błędów, staje się dla młodszego mężczyzny mapą, nawigacją. Nie musi sam przedzierać się przez nieznane terytorium, może się inspirować, a przez to uniknąć wielu kłopotów. Taki mentoring pozwala lepiej sobie radzić, wzmacnia rodzinne więzi i zbliża ojca z synem.

Benedykt Peczko jest psychologiem, trenerem, psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »