1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Podcasty
  4. >
  5. „Mam 39 lat i cieszę się ze starzenia”. Julia Kamińska o uwolnieniu od presji chudości i rytuałach „longevity” | „Ukryte piękno”. odc. 37

„Mam 39 lat i cieszę się ze starzenia”. Julia Kamińska o uwolnieniu od presji chudości i rytuałach „longevity” | „Ukryte piękno”. odc. 37

Dodaj w Google
Dodaj w Google
„Chciałabym, żeby kiedyś nic nie musiało mnie już obchodzić. Żebym była wolna od oczekiwań, ocen i presji”. Julia Kamińska nie traktuje upływu czasu jak przeciwnika, którego trzeba za wszelką cenę pokonać. Przeciwnie, coraz bardziej docenia to, co przynosi dojrzałość: świadomość siebie, zgodę na niedoskonałość i umiejętność wybierania własnych potrzeb. W rozmowie z Magdaleną Kuszewską w podcaście „Ukryte piękno” opowiada o starzeniu się bez lęku, pielęgnacyjnych rytuałach, doświadczeniu zaburzeń odżywiania i o tym, dlaczego prawdziwe dbanie o siebie zaczyna się znacznie głębiej niż na powierzchni skóry.

W świecie, w którym kobiety nieustannie słyszą, że powinny wyglądać młodo, a każda kolejna zmarszczka bywa przedstawiana jako problem do rozwiązania, takie podejście może brzmieć niemal rewolucyjnie. Julia Kamińska ma 39 lat i nie zamierza przepraszać za upływający czas. Wręcz przeciwnie. Jak przyznaje w rozmowie z Magdaleną Kuszewską, bardzo cieszy się, że się starzeje. Czuje się coraz bardziej osadzona, świadoma i bliższa sobie. Z przymrużeniem oka dodaje, że kiedy będzie już przysłowiową starą babą, być może wreszcie przestanie się przejmować tym, co wypada, co pomyślą inni i jak powinna wyglądać. Jest jednak świadoma, że starość nie jest czymś, co każdemu zostaje dane.

Starzenie się? Coraz bardziej mi się podoba

To spojrzenie dobrze oddaje sens longevity, który coraz częściej pojawia się w rozmowach o zdrowiu, urodzie i stylu życia. Nie chodzi wyłącznie o wydłużanie życia ani o kolejne sposoby na zatrzymanie młodości. Ważniejsze staje się pytanie, jak przeżywać kolejne lata w dobrej kondycji, z energią i poczuciem, że nie trzeba nieustannie walczyć z własnym ciałem. Dla aktorki istotna jest przede wszystkim zmiana perspektywy: zamiast koncentrować się na tym, co należałoby poprawić, coraz częściej dostrzega to, co już ma i czego nie chce stracić.

Nie oznacza to, że nigdy nie ulegała presji wyglądu. Półtora roku temu zdecydowała się na botoks w okolicy lwiej zmarszczki. Przeszkadzał jej marsowy wyraz twarzy, który kojarzył się ze zmartwieniem. Efekt zabiegu skłonił ją jednak do refleksji. Ograniczona mimika sprawiła, że zaczęła inaczej patrzeć na własną twarz. Dziś, kiedy naturalna ruchomość mięśni wróciła, nie jest przekonana, czy chciałaby powtórzyć tę ingerencję. To doświadczenie pokazało jej, że czasem w pogoni za estetycznym efektem można stracić coś znacznie ważniejszego: swobodę wyrażania emocji.

Mniej poprawiania, więcej troski o siebie

Zmienia się również codzienna pielęgnacja Julii Kamińskiej. Kiedyś pełny makijaż był dla niej warunkiem dobrego samopoczucia. Dziś wystarcza jej znacznie mniej. Aktorka opowiada, że coraz chętniej stawia na naturalny efekt, a kosmetyk, po który sięga, ma przede wszystkim wyrównywać koloryt skóry, chronić ją i subtelnie rozświetlać. Nie chodzi o stworzenie nowej twarzy, lecz o podkreślenie tej, którą już ma.

Właśnie z takiego podejścia wyrasta jej współpraca z marką Orientana, z którą współtworzy linię kosmetyków LONGEVITY CODE. Jak podkreśla, znała wcześniej produkty marki, używała ich i bliskie są jej wartości, na których opiera się ta filozofia pielęgnacji. Wspólnym mianownikiem jest myślenie o skórze w dłuższej perspektywie, a nie wyłącznie przez pryzmat natychmiastowego efektu.

W rozmowie pojawia się jednak ważne rozróżnienie: troska o siebie nie powinna stawać się kolejnym zadaniem do wykonania ani wyścigiem po doskonałość. W kulturze, która potrafi zamienić nawet odpoczynek w projekt rozwojowy, łatwo zgubić granicę między własną potrzebą a kolejnym narzuconym standardem. Kamińska szuka jej w prostych czynnościach. Ma swoje rytuały pielęgnacyjne, wykonuje masaże twarzy i ciała, a przy okazji stara się wyciszyć. Ogranicza dopływ informacji, walczy z odruchem nieustannego scrollowania i rezygnuje z nadmiaru bodźców, także tych muzycznych.

Pielęgnacja staje się więc czymś więcej niż nakładaniem kolejnych preparatów. To moment, w którym można zwolnić, wrócić do siebie i przypomnieć sobie, że ciało nie jest projektem wymagającym nieustannego nadzoru.

Siedzenie w domu jest cudowne

Przebodźcowanie to jeden z tematów, które szczególnie mocno wybrzmiewają w rozmowie. Żyjemy w rzeczywistości, w której niemal każda wolna chwila może zostać wypełniona kolejną porcją treści. Powiadomienia, wiadomości, krótkie filmy, informacje i obrazy konkurują o naszą uwagę. Dla Julii Kamińskiej świadome odłączanie się od platform społecznościowych staje się zatem ważnym elementem dbania o dobrostan.

Aktorka przyznaje, że uwielbia chodzić do kina. W ciemnej sali można skupić się na jednej historii, zanurzyć w niej i na chwilę odciąć od świata, który nieustannie domaga się reakcji. Zupełnie inaczej czuje się w galerii handlowej, gdzie nadmiar obrazów, dźwięków i komunikatów potrafi ją przytłoczyć. Nie ukrywa też, że ogromną przyjemność sprawia jej po prostu przebywanie we własnym domu. W czasach, gdy aktywność i towarzyskość bywają traktowane jak miara udanego życia, takie wyznanie brzmi jak pochwała prawa do nicnierobienia.

Wyciszenie nie jest dla niej luksusem, na który można sobie pozwolić dopiero po wykonaniu wszystkich obowiązków. To świadomy wybór i sposób na odzyskanie przestrzeni dla siebie. Ważny szczególnie teraz, kiedy aktorka jest w intensywnym momencie zawodowym. Pracuje nad swoim debiutem filmowym w podwójnej roli scenarzystki i reżyserki. Pytana przez Magdalenę Kuszewską o to, czy potrafi doceniać własne osiągnięcia, odpowiada bez umniejszania sobie: dwa lata terapii zrobiły swoje. Dziś jest z siebie dumna i umie to powiedzieć na głos.

Ciało to nie projekt do odchudzania

Najbardziej osobisty fragment rozmowy dotyczy jednak doświadczenia zaburzeń odżywiania. Kamińska opowiada o trudnym okresie swojego życia, w którym bardzo schudła. Nie sprowadza tego doświadczenia do kwestii wyglądu ani chwilowej potrzeby zmiany sylwetki. Jak wyjaśnia, za jej problemami stały trudne przeżycia i głębokie nieszczęście. Jedzenie przestało jej smakować, a ciało zaczęło odzwierciedlać stan, w którym się znajdowała.

Wspomina również o reakcjach internautów. Jej szczupłość stała się przedmiotem publicznych komentarzy i krytyki. Paradoksalnie, zamiast pomóc, te uwagi pogłębiły problem. Aktorka pamięta, że podobało jej się wówczas wchodzenie w coraz mniejsze rozmiary ubrań. Jednocześnie doświadczała niepokojącego rozdźwięku między tym, jak postrzegała siebie, a tym, jak naprawdę wyglądała. Dziś, kiedy ogląda fotografie z tamtego czasu, odczuwa przede wszystkim smutek.

To ważne świadectwo, szczególnie w kontekście współczesnych trendów urodowych, które potrafią niebezpiecznie normalizować skrajnie szczupłą sylwetkę. Kamińska zwraca uwagę, że obserwuje powrót tak zwanej estetyki zero, a więc mody na bardzo wychudzone ciała. Widzi sławne kobiety, których rozmiary mogą budzić niepokój, i nie chce udawać, że to wyłącznie niewinna zmiana trendów. Ma odwagę zabrać głos, bo sama doświadczyła zaburzeń odżywiania i wie, jak łatwo społeczne komentarze mogą stać się częścią destrukcyjnego mechanizmu.

Z tamtego okresu wyniosła jedną z najważniejszych lekcji: ciało powinno być przede wszystkim zdrowe, a jego wygląd jest sprawą drugorzędną. To zdanie warto potraktować jako przeciwwagę dla świata, w którym kobiece sylwetki wciąż podlegają publicznej ocenie, a presja dopasowania się do aktualnego ideału potrafi przybierać wyjątkowo subtelne formy. Nawet komunikaty opakowane w język zdrowia, samorozwoju czy troski o siebie mogą wzmacniać przekonanie, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco dobre.

Longevity zaczyna się od zgody na siebie

W rozmowie z Magdaleną Kuszewską Julia Kamińska pokazuje, że długowieczność rozumiana jako świadome dbanie o przyszłość nie musi oznaczać życia według restrykcyjnego planu. Nie wymaga nieustannego monitorowania każdego parametru, kontrolowania każdego posiłku ani traktowania twarzy jak powierzchni, którą trzeba regularnie naprawiać. Czasem oznacza masaż, krem z filtrem, wieczór w domu, wyjście do kina albo odłożenie telefonu.

Jest w tym podejściu coś uwalniającego: zgoda na to, że nie każdy dzień będzie dobry, nie każda decyzja idealna, a każda zmarszczka nie musi oznaczać porażki. Dojrzałość pozwala coraz lepiej rozpoznawać własne potrzeby i odróżniać je od oczekiwań otoczenia. Nie chodzi o rezygnację z dbania o wygląd, lecz o odzyskanie prawa do decydowania, co naprawdę nam służy.

Aktorka nie proponuje gotowej recepty na młodość ani kolejnej listy obowiązkowych rytuałów. Jej opowieść prowadzi raczej do pytania, które warto sobie zadawać znacznie częściej: czy to, co robię dla siebie, rzeczywiście sprawia, że czuję się lepiej? Bo być może największą zmianą w myśleniu o urodzie jest właśnie odejście od nieustannego poprawiania siebie na rzecz uważności, zdrowia i wewnętrznego spokoju.

O tym, jak budować relację z własnym ciałem, nie dać się złapać w pułapkę estetycznych trendów i odnaleźć przyjemność w codziennych rytuałach, Julia Kamińska opowiada w nowym odcinku podcastu „Ukryte piękno”. Rozmowa powstała we współpracy z marką Orientana.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email