„Opowiedzmy sobie tę bajkę jeszcze raz” – proponuje Joanna Brodzik. Bo czy macocha naprawdę musi być zła, Kopciuszek zawsze niewinny, a Czerwony Kapturek sam sobie winien, skoro założył czerwoną sukienkę i poszedł do lasu? W podcaście „Słowo do słowa: Kalejdoskopy” aktorka rozmawia z dziennikarką Mariką Krajniewską o postaciach, które znamy od dzieciństwa, ale których historie być może nigdy nie zostały nam opowiedziane z właściwej perspektywy. To zaproszenie do przewrotnej, pełnej humoru i empatii rozmowy o stereotypach, kobiecych rolach i opowieściach, które wciąż wpływają na nasze życie.
Bajki mają niezwykłą moc. Towarzyszą nam od najmłodszych lat, porządkują świat, podsuwają wzorce i uczą rozpoznawać dobro oraz zło. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestajemy zadawać pytania. Przyzwyczajeni do prostego podziału na bohaterów pozytywnych i negatywnych, rzadko zastanawiamy się, co kryje się za zachowaniem tych drugich. A przecież każda historia może wyglądać zupełnie inaczej, jeśli tylko zmienimy punkt widzenia.
Właśnie na takim odwróceniu perspektywy opiera się projekt „Kalejdoskopy”. Joanna Brodzik i Marika Krajniewska zapraszają do przyglądania się archetypom z bajek, ale bez automatycznego przyjmowania ról, które od pokoleń przypisuje im kultura. Nie chodzi przy tym o ideologiczną deklarację, lecz o siostrzeństwo rozumiane jako wspólne tworzenie, ciekawość i gotowość do rozmowy. Jak podkreśla Joanna, ona i Marika chcą zaprosić odbiorców właśnie do takiego siostrzeństwa – twórczego, a nie ideologicznego.
Jedną z pierwszych postaci, którym postanowiły przyjrzeć się bliżej, była macocha. Kobieta, która w bajkowym świecie niemal automatycznie zostaje obsadzona w roli antagonistki. Jest niedobra, zazdrosna, okrutna, nie potrafi zaakceptować cudzych dzieci. Tylko czy kiedykolwiek próbujemy zrozumieć, dlaczego taka jest?
Marika Krajniewska zwraca uwagę, że perspektywa macochy właściwie nie istnieje. Nikt nie pyta o jej emocje, motywacje ani doświadczenia. Wystarczy, że pojawia się w historii jako nowa żona ojca, by otrzymać etykietę czarnego charakteru. Tymczasem, jak zauważa dziennikarka, warto choć na chwilę zatrzymać się i zapytać bohaterów, dlaczego zachowują się w określony sposób.
Joanna Brodzik proponuje empatyczne ćwiczenie. Wyobraźmy sobie kobietę, która musi wyjść za mąż, bo nie ma pieniędzy. Wchodzi w nowy związek razem ze swoimi dziećmi, a w domu czeka już na nią dziecko męża. Dziecko, które wszyscy uwielbiają, które wydaje się zdolniejsze, piękniejsze, bardziej lubiane. Jak odnaleźć się w takiej sytuacji? Jak zbudować relację, kiedy od początku funkcjonuje się w cieniu kogoś, kto ma uprzywilejowaną pozycję?
Nie oznacza to oczywiście usprawiedliwiania przemocy czy okrucieństwa. Chodzi raczej o przywrócenie bohaterce prawa do bycia kimś więcej niż jednowymiarową postacią. Macocha też może mieć swoją historię, lęki, rozczarowania i niespełnione potrzeby. Może nie jest potworem, lecz kobietą uwikłaną w okoliczności, których nikt nie chce dostrzec.
Takie ćwiczenie przydaje się zresztą nie tylko podczas czytania bajek. W codziennym życiu równie łatwo przyklejamy innym etykiety, nie próbując poznać ich historii. Widzimy zachowanie, oceniamy, wydajemy wyrok. Tymczasem zmiana perspektywy może sprawić, że zamiast kolejnego oskarżenia pojawi się pytanie: co właściwie stoi za tym, co robi drugi człowiek?
W rozmowie nie mogło zabraknąć innych dobrze znanych postaci. Joanna Brodzik zachęca, by zastanowić się, z jakiej bajki sami pochodzimy i jakie historie wciąż nas ograniczają. Co nas więzi? Jakie emocje budzi w nas Kopciuszek? A może Czerwony Kapturek, który przecież sam wybrał się do lasu w czerwonym ubraniu?
Aktorka z przekorą pyta, dlaczego dziewczynka nie mogła ubrać się na szaro. Czy naprawdę musiała zakładać czerwoną, krótką sukienkę? W tej przewrotnej uwadze kryje się coś więcej niż żart. To dobrze znany mechanizm obwiniania kobiet za to, co je spotyka. Za wygląd, ubranie, zachowanie, decyzje. Zamiast pytać o sprawcę, zastanawiamy się, czy ofiara nie sprowokowała nieszczęścia.
Bajkowe opowieści mogą więc stać się zaskakująco aktualnym punktem wyjścia do rozmowy o społecznych oczekiwaniach, stereotypach i odpowiedzialności. Bo przecież schematy, które poznajemy w dzieciństwie, nie znikają wraz z dorosłością. Często po prostu zmieniają kostium.
Szczególnie ciekawie robi się przy Kopciuszku. W tradycyjnej wersji tej historii dziewczyna otrzymuje niemal wszystko: pojawia się wróżka, piękna suknia, karoca i zaproszenie na bal. Sprzyja jej szczęście, a los wreszcie otwiera przed nią drzwi do lepszego świata. Mimo to opuszcza imprezę w najciekawszym momencie, pozostawiając po sobie pantofelek, który stanie się narzędziem poszukiwań przyszłej żony księcia.
Joanna Brodzik nie zamierza jednak bezkrytycznie przyjmować tej wersji wydarzeń. Zauważa z humorem, że Kopciuszek rezygnuje z zabawy w najlepszym momencie, jakby jej przyszłość miała zależeć od tego, czy odnajdzie ją książę z wyjątkowym zainteresowaniem kobiecymi stopami. A przecież można tę opowieść poprowadzić zupełnie inaczej.
Co by się stało, gdyby bohaterka została na balu? Gdyby wybiła północ, zniknęły czary, piękna suknia i wszystkie zewnętrzne atrybuty, a ona po prostu pozostała sobą? Marika Krajniewska proponuje właśnie taki scenariusz. Kopciuszek nie ucieka, nie podporządkowuje całego życia poszukiwaniom księcia. Zostaje na przyjęciu i sprawdza, co wydarzy się dalej.
Może okazałoby się, że jest tam znacznie ciekawsza niż w bajkowej wersji, w której jej najważniejszym zadaniem jest zostać rozpoznaną przez mężczyznę? Joanna dorzuca do tej wizji jeszcze jeden szczegół: Kopciuszek byłby jedyną dziewczyną na przyjęciu w swetrze. Przywołuje przy tym słowa Audrey Hepburn, która miała mawiać, że lepiej być jedyną kobietą na imprezie w swetrze niż w sytuacji odwrotnej. Aktorka nie ukrywa, że uwielbia tę myśl.
Pozostaje tylko pytanie Mariki: jak książę zareagowałby na dziewczynę w swetrze? I czy nadal byłby nią zainteresowany, gdyby nie miała na sobie spektakularnej sukni, szklanych pantofelków i całej magicznej oprawy?
„Kalejdoskopy” to propozycja spojrzenia na znane historie bez gotowych odpowiedzi. Joanna Brodzik i Marika Krajniewska nie zamierzają jedynie zamieniać miejscami dobrych i złych bohaterów. Znacznie ciekawsze jest dla nich odkrywanie tego, co pomijane, niewygodne albo niewidoczne na pierwszy rzut oka. Bo każda opowieść ma więcej niż jedną stronę, a zmiana perspektywy potrafi całkowicie zmienić jej sens.
W tej rozmowie jest miejsce na ironię, zabawę konwencją, ale też na poważniejsze pytania o to, jak kultura kształtuje nasze wyobrażenia o kobietach, relacjach i miłości. Czy naprawdę musimy czekać na księcia? Czy każda kobieta powinna być sympatyczna, łagodna i bezkonfliktowa? Dlaczego tak łatwo przyjmujemy, że jedna bohaterka jest niewinna, a druga zła? I co by się stało, gdybyśmy pozwolili im wszystkim opowiedzieć własną wersję wydarzeń?
Najważniejsze zaproszenie, jakie płynie z projektu, dotyczy zresztą nie tylko bajek. Joanna Brodzik zachęca, by przyjrzeć się własnym emocjom i sprawdzić, jakie opowieści nosimy w sobie. Które z nich nas wspierają, a które ograniczają? Kiedy bezrefleksyjnie powtarzamy cudze scenariusze, zamiast napisać własny?
Może czas przestać czekać na wróżkę, zgubić pantofelek i zostać na balu. Nawet jeśli zamiast sukni mamy na sobie zwyczajny sweter.