1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Rozkrojona papryka się do ciebie uśmiecha? To nie jest tylko psikus mózgu. Fenomen pareidolii wyjaśnili naukowcy

Rozkrojona papryka się do ciebie uśmiecha? To nie jest tylko psikus mózgu. Fenomen pareidolii wyjaśnili naukowcy

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Też widzisz tu dwie roześmiane paszcze? To nie znaczy, że oszalałaś. Takie wrażenie to jeden z możliwych efektów ubocznych mechanizmu nastawionego na szybkie wychwytywanie ważnych sygnałów. Mózg wie, co robi! (Fot. jmsilva/Getty Images)
Też widzisz tu dwie roześmiane paszcze? To nie znaczy, że oszalałaś. Takie wrażenie to jeden z możliwych efektów ubocznych mechanizmu nastawionego na szybkie wychwytywanie ważnych sygnałów. Mózg wie, co robi! (Fot. jmsilva/Getty Images)
To dziwne uczucie, gdy gniazdko elektryczne wydaje ci się smutne, na korze drzewa podczas spaceru dostrzegasz (wyraźnie!) twarz wykrzywioną grymasem, a gdy rozkrawasz paprykę, by zrobić sobie kanapkę, jej miąższ układa się w kształt, który sprawia, że wygląda na zdziwioną... Czasami dostrzeganie twarzy i kształtów zwierząt w naturze czy przedmiotach codziennego użytku bywa zabawne, innym razem ciut przerażające. Tylko skąd właściwie bierze się w nas ta skłonność i czemu ma służyć?

Ręka w górę, kto choć raz nie miał wrażenia, patrząc na przód samochodu, że ten jest radosny i śmieje się oczami świateł? Albo – przyglądając się sękom na drewnianym stole – nie wypatrzył w nich oblicza niczym z „Krzyku” Muncha. Chmury też czasami układają się w postać wielbłąda albo tworzą kształt kozy – takiej z brodą! Sama ostatnio, relaksując się w saunie, zupełnie bezmyślnie wodziłam wzrokiem po drewnianym suficie i znienacka napotkałam wzrokiem wśród licznych sęków niewielką wiewiórkę i to z orzeszkiem w łapkach. Przysięgam, że tam była! Pareidolia – bo tak fachowo nazywa się zjawisko psychologiczne i neurologiczne polegające na dopatrywaniu się znanych kształtów, postaci lub twarzy w przypadkowych, chaotycznych bodźcach – to nie tylko zwykłe wrażenie optyczne. Jako ludzie jesteśmy zaprogramowani do rozpoznawania tak znaczących wzorców. I w tym szaleństwie jest metoda.

Mózg na tropie

Nie przez przypadek tak łatwo dostrzegamy w przedmiotach buzie, a znacznie rzadziej dopatrujemy się w nich na przykład kształtu roweru czy filiżanki. Ludzki mózg jest wyjątkowo wyczulony na twarze i potrafi wychwytywać ich charakterystyczny układ nawet wtedy, gdy tworzą go zaledwie dwa punkty i jakaś nieregularna linia. Wystarczy konfiguracja przypominająca oczy, nos i usta, by uruchomić mechanizmy odpowiedzialne za rozpoznawanie ludzkich twarzy. Co ciekawe, nie potrzebujemy nawet chwili namysłu. Ten proces zachodzi błyskawicznie, często zanim zdążymy świadomie ocenić, na co właściwie patrzymy. Nasz mózg nie czeka więc na komplet informacji – czasem wystarczy mu zaledwie kilka wskazówek, by uznał, że właśnie patrzy na twarz.

Ten mechanizm ma solidne neuronalne podstawy. W rozpoznawaniu twarzy uczestniczy kilka obszarów mózgu, między innymi znajdujący się w korze skroniowej obszar zakrętu wrzecionowatego (FFA), który odpowiada za przetwarzanie informacji o twarzach. Nie jest to jednak proces wymagający długiej analizy. Zespół badaczy pod kierownictwem Susan Wardle wykazał w 2020 roku, że mózg początkowo przetwarza przedmioty przypominające twarze w sposób bardziej zbliżony do przetwarzania prawdziwych ludzkich twarzy niż zwykłych obiektów. W badaniu wykorzystano funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI) oraz magnetoencefalografię (MEG), pozwalającą śledzić aktywność mózgu z dużą dokładnością czasową. Wyniki wskazały, że początkowa reakcja na iluzoryczne twarze przypomina reakcję na te rzeczywiste, ale już po około 250 milisekundach mózg zaczyna klasyfikować je raczej jako zwykłe przedmioty. Najpierw mózg wychwytuje znajomy układ elementów i uruchamia mechanizmy rozpoznawania twarzy, a dopiero później dokładniej analizuje to, na co faktycznie patrzymy. Dlatego dwa ciemne otwory w gniazdku i szczelina poniżej mogą przez ułamek sekundy tworzyć dla naszego mózgu całkiem przekonującą buzię, choć przecież doskonale wiemy, że patrzymy na zwykłe gniazdko elektryczne.

Czytaj także: Wierzymy tym, którzy są do nas podobni? Nie tylko. Zanim komuś zaufamy, bierzemy pod uwagę zaskakującą cechę

Jednak samo rozpoznanie twarzy to dopiero początek. Równie ważne jest odczytywanie informacji, które ona przekazuje: emocji, zamiarów, a nawet – kierunku spojrzenia. Wzrok drugiej osoby potrafi nam podpowiedzieć, na czym skupia uwagę, co ją zainteresowało, a czasem również gdzie może znajdować się coś istotnego dla nas. Mózg jest więc wyczulony nie tylko na same twarze, lecz także na sygnały społeczne, które z nich odczytujemy. Naukowcy zajmujący się percepcją wzrokową postanowili w badaniu z 2020 roku sprawdzić, czy przedmioty przypominające twarze uruchamiają również mechanizmy odpowiedzialne za odczytywanie ludzkiego spojrzenia. Badacze pokazywali uczestnikom obiekty, które sprawiały wrażenie, jakby patrzyły w określonym kierunku. Następnie sprawdzali, jak uczestnicy oceniają spojrzenie prawdziwych ludzkich twarzy. Wyniki pokazały, że wcześniejsze oglądanie iluzorycznych twarzy systematycznie wpływało na późniejszą ocenę kierunku spojrzenia innych osób. Mózg reagował na pozorną twarz podobnymi mechanizmami, jak na prawdziwą, i próbował odczytywać z niej informacje społeczne, choć przecież żaden przedmiot nie miał własnego spojrzenia ani intencji. To wyraźnie pokazuje, że nasz mózg traktuje twarz jako coś znacznie ważniejszego niż kolejny element otoczenia. To sygnał, że w pobliżu może znajdować się ktoś, kogo warto zauważyć w swoim własnym, najlepiej pojętym interesie. Taka wrażliwość nie wzięła się znikąd. W świecie naszych przodków szybkie rozpoznanie drugiego osobnika, odczytanie jego emocji i wyłapanie, w którą stronę patrzy, mogło mieć całkiem spore znaczenie dla przetrwania. Tutaj nie było miejsca i czasu na opóźnienia, bo każda zwłoka w rozpoznaniu mogła się skończyć fatalnie...

Nie każdy błąd waży tyle samo

Wyobraź sobie, że przedzierasz się przez gęste zarośla. Jest półmrok, coś porusza się między drzewami. Przez moment wydaje ci się, że dostrzegasz sylwetkę drapieżnika. Serce przyspiesza, mięśnie napinają się, jesteś gotowa do ucieczki. Po chwili okazuje się jednak, że to tylko poruszająca się na wietrze gałąź. Niepotrzebny alarm, trochę straconej energii, może kilka minut strachu. A teraz odwróćmy sytuację: widzisz coś między drzewami, ale uznajesz, że to tylko cień. Tymczasem za gałęziami rzeczywiście czai się niebezpieczne zwierzę. Konsekwencje takiej pomyłki mogły być znacznie poważniejsze, a nawet – tragiczne.

Właśnie na podobnej asymetrii opiera się jedna z koncepcji wyjaśniających ewolucję ludzkich mechanizmów poznawczych – teoria zarządzania błędami, opisana m.in. przez psychologów Martie Haselton i Davida Nettleʼa. Zakłada ona, że w sytuacjach niepewności nie wszystkie pomyłki kosztują nas tyle samo. Możemy popełnić dwa rodzaje błędów: fałszywie negatywny, czyli nie zauważyć czegoś, co rzeczywiście stanowi zagrożenie, albo fałszywie pozytywny – dostrzec zagrożenie tam, gdzie go nie ma. W świecie naszych przodków pierwszy mógł oznaczać przeoczenie drapieżnika, rywala czyhającego w zaroślach lub innego niebezpieczeństwa. Drugi – niepotrzebną ucieczkę przed cieniem, skałą czy poruszającą się gałęzią. Owszem, wiązał się ze stresem i stratą energii, ale zazwyczaj nie miał tak poważnych konsekwencji jak przeoczenie rzeczywistego zagrożenia.

Z punktu widzenia ewolucji większą korzyść mógł więc przynosić mechanizm nieco nadgorliwy, skłonny do reagowania nawet na niejednoznaczne sygnały. Podobna logika mogła dotyczyć rozpoznawania twarzy. Dla naszych przodków szybkie wychwycenie obecności drugiego osobnika, rozpoznanie potencjalnego zagrożenia czy zauważenie kogoś z własnej grupy miało istotne znaczenie. System percepcyjny, który reagował na niepełne informacje, mógł dawać przewagę nad takim, który czekałby na całkowitą pewność. Ceną za tę czujność mogło być jednak dostrzeganie twarzy również tam, gdzie w rzeczywistości ich nie ma. W tym ujęciu pareidolia nie byłaby więc wadą mózgu, lecz jednym z możliwych efektów ubocznych mechanizmu nastawionego na szybkie wychwytywanie ważnych sygnałów.

Czytaj także: Pierwsze wrażenie – co komunikuje twoja twarz?

Widzę to, czy tylko sobie wymyślam?

Miałam na drzwiach balkonowych brzydki ślad po przyklejonym tam kiedyś uchwycie. To była taka nieregularna kształtem plama z kleju, której z lenistwa nigdy nie chciało mi się usunąć. Opatrzyła mi się, właściwie już jej nie dostrzegałam, aż któregoś dnia koleżanka stwierdziła z niesmakiem: „Weź to zmyj, jest ohydne, wygląda jak ludzkie płuca, takie nie najzdrowsze!”. Od tej pory widziałam w tej nieszczęsnej plamie już tylko chore płuca... Plus jest taki, że faktycznie plamę zmyłam. Ta historyjka jest o tym, że czasem wystarczy jedna podpowiedź, by chaotyczny układ kształtów nabrał zupełnie nowego znaczenia. Dlaczego tak się dzieje? Bo nasz mózg nie jest aparatem fotograficznym, który po prostu rejestruje to, co znajduje się przed obiektywem. Jest raczej niezwykle sprawnym interpretatorem rzeczywistości. Nieustannie porządkuje napływające informacje, porównuje je z tym, co już wie, i próbuje przewidzieć, co właściwie widzi. Korzysta przy tym z wcześniejszych doświadczeń, zapamiętanych wzorców i aktualnych oczekiwań. W psychologii i neuronauce ten sposób rozumienia percepcji wiąże się między innymi z koncepcją przetwarzania predykcyjnego. Mózg nie tylko odbiera sygnały z oczu, ale również nieustannie podsuwa własne interpretacje tego, co może się za nimi kryć. Następnie konfrontuje je z informacjami napływającymi ze świata zewnętrznego. W większości sytuacji ten mechanizm działa znakomicie. Dzięki niemu potrafimy rozpoznać znajomego z daleka, nawet jeśli widzimy tylko fragment jego sylwetki, albo odczytać słowo, mimo że część liter jest niewyraźna. Nie musimy za każdym razem analizować wszystkich szczegółów od początku. Mózg korzysta z tego, co już wie, i uzupełnia brakujące informacje.

Czytaj także: Oczy mówią o nas najwięcej, niczego nie ukryją – mówi Wojciech Eichelberger

Kłopot zaczyna się wtedy, gdy bodziec jest niejednoznaczny. Kiedy patrzymy na przypadkowy układ plam, cieni czy linii, nasz mózg ma większe pole do interpretacji. Wystarczy kilka elementów przypominających znajomy wzorzec, żeby zaczął je ze sobą łączyć i proponować nam określone rozwiązanie. Czasem będzie to twarz, czasem zwierzę, a czasem coś zupełnie innego. Nie oznacza to, że świadomie wymyślamy sobie to, co widzimy. Przeciwnie – wrażenie pojawia się spontanicznie, często zanim zdążymy się nad nim zastanowić. Naukowcy potrafią eksperymentalnie pokazać, jak silnie nasze oczekiwania wpływają na to, co dostrzegamy. W jednym z badań uczestnikom pokazywano obrazy złożone z przypadkowych plam i nieregularnych kształtów, w których trudno było dostrzec jakikolwiek konkretny wzór. Części z nich wcześniej zasugerowano, że w obrazach mogą być ukryte twarze. Okazało się, że sama informacja o ich możliwej obecności zwiększała skłonność do ich dostrzegania. Co więcej, badacze potrafili przewidywać część późniejszych odpowiedzi uczestników na podstawie aktywności ich mózgu jeszcze sprzed pokazania obrazu. A więc to, co spodziewamy się zobaczyć, może wpływać na to, co ostatecznie dostrzeżemy.

Nie oznacza to jednak, że pareidolia jest wyłącznie wytworem naszej wyobraźni. W przypadku twarzy dostrzeganych w przedmiotach ważną rolę odgrywają również konkretne cechy samego bodźca: układ elementów przypominający oczy, nos i usta. Mózg błyskawicznie wychwytuje takie wskazówki, a wcześniejsze doświadczenia i oczekiwania mogą dodatkowo wpływać na ich interpretację. To raczej współpraca informacji napływających z otoczenia z tym, co mózg już wie i czego się spodziewa, niż działanie jednego mechanizmu.

TO patrzy na mnie z wyrzutem!

No dobrze, widzisz wyraźnie pucołowatą buzię stworzoną przez wysychającą na chodniku kałużę. Na samym widzeniu się jednak nie kończy. Niemal od razu ją lubisz, albo nie. Wydaje ci się przyjazna albo wroga, prawda? Nasz mózg nie poprzestaje na stwierdzeniu, że na przykład dwa otwory i szczelina w gniazdku przypominają oczy i usta. Idzie o krok dalej: próbuje odgadnąć, co ta twarz wyraża. Czy jest zadowolona, smutna, zaskoczona, a może wręcz złowroga? Podobnie jak w przypadku prawdziwych ludzkich twarzy, odczytujemy z niej emocje, choć przecież doskonale wiemy, że patrzymy na przedmiot, który nie ma ani uczuć, ani własnych intencji.

Tej skłonności przyglądali się naukowcy z Australii i Stanów Zjednoczonych w badaniu opublikowanym w 2021 roku w czasopiśmie „Proceedings of the Royal Society B”. Podczas eksperymentu pokazali uczestnikom zarówno prawdziwe ludzkie twarze, jak i przedmioty, w których można było je dostrzec. Zadaniem badanych było ocenianie ich mimiki – między innymi tego, czy wyglądają na szczęśliwe, czy raczej rozgniewane. Okazało się, że uczestnicy dość zgodnie przypisywali emocje również tym iluzorycznym twarzom. Co więcej, sposób, w jaki odczytywali ich wyraz, wykazywał podobieństwa do mechanizmów wykorzystywanych przy rozpoznawaniu emocji na prawdziwych ludzkich twarzach. Innymi słowy, mózg potrafi uruchomić mechanizmy odczytywania emocji nawet wtedy, gdy ich domniemanym źródłem jest zwykły przedmiot. Co ciekawe, na emocjach też się nie kończy. W badaniu Susan Wardle i współpracowników z 2022 roku, przeprowadzonym na grupie aż 3815 osób, uczestnicy przypisywali iluzorycznym twarzom nie tylko emocje, ale również wiek i płeć i znacznie częściej uznawali je za męskie niż kobiece. Wygląda więc na to, że nawet przypadkowy układ plam i kształtów może uruchomić w naszym mózgu całkiem rozbudowany proces „poznawania” kogoś. To kolejny dowód na to, jak silnie jesteśmy nastawieni na odczytywanie sygnałów społecznych. Twarz jest dla nas tak ważną wskazówką, że kiedy tylko dostrzeżemy jej zarys, niemal automatycznie próbujemy wyczytać z niej coś więcej. Nawet jeśli jej właścicielem jest... papryka.

Wykorzystane źródła: https://www.nature.com/articles/s41467-020-18325-8; https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/32697673/; https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC6363645/; https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC8261219/; https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.2117413119

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE