1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Święta
  4. >
  5. Magia historii rodzinnych

Magia historii rodzinnych

Wędrowałam w czasie, a pisać pomagały mi stare fotografie. Znalazłam prawdziwą opowieść wigilijną. O tym kim jestem, o domu

„Zdjęcie z wigilii roku 1950 jest malutkie, jak z notesu. Choinka w tle, grupka osób za stołem: Janka poważna w szarej sukience... Leszek wznoszący toast za nadchodzącą dekadę… Ewa, Lonio, który nie miał gdzie się podziać…”

To fragment z mojej książki o dziejach rodziny, a zdjęcie mam w albumie, czarno białe, rzeczywiście niezbyt wielkie. Nie trzeba jednak szkła powiększającego, żeby ujrzeć na nim szczęście ludzi. Po dramatycznych przeżyciach, wojennych tułaczkach zatrzymani w kadrze w tej szczególnej chwili, przy stole świątecznym. Nie ma ich już na świecie, nikogo, ale w starym albumie wciąż trwa to okienko z 24 grudnia roku pięćdziesiątego: choinka, jasne zasłony, uśmiechnięte osoby. Marzą o szczęśliwymi roku, o całej dekadzie! Czy ich nadzieje się spełnią? Tak i nie. Tak – bo będzie to rok miłości, młodości i przyjaźni. Nie, bo miłość bywa też jest nieszczęśliwa, a w życiu wiadomo: raz słońce raz deszcz…

Od wigilii do wigilii

Opisałam dzieje rodziny w książce „Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca”. Wędrowałam w czasie, a pisać pomagały mi stare fotografie. Zadziwiła mnie ilość zdjęć z różnych wigilii. Przedwojenna – z ufryzowanymi damami w koronkowych sukniach, wojenna – ze skromnie zastawionym stołem, ta z roku pięćdziesiątego, późniejsze – czarno białe, wreszcie kolorowe z lat osiemdziesiątych. Bombka z zaśnieżonym domkiem przypomniała mi świąteczne opowieści o dawnych czasach, o zdarzeniach, o prezentach. „Ten portfel, pamiętasz,  podarowałaś mi na gwiazdkę na początku lat sześćdziesiątych, uratował mi potem życie… A psiak? Który to był rok, kiedy spod choinki wytoczył się kudłaty terierek?”

Siła łączenia pokoleń

Kiedy skończyłam pisanie i zamierzałam odetchnąć z ulgą pod choinką, zaczęła działać magia rodzinnych opowieści. A jest ona szczególnie silna w czasie świąt Bożego Narodzenia, bo przy wigilijnym stole wspominamy tych bliskich, których już nie ma, i tylko jedno można zrobić: pamiętać.

Magia objawiła się w tym, że … książka o pokoleniach zaczęła pokolenia łączyć. Zadzwoniły telefony, sypnęły się pytania: a to było tak naprawdę? Czy ty to – mamo, ciociu, Kasiu – wymyśliłaś? Spotkania, odnowione kontakty. Zainteresowane młodsze pokolenie, o którym powiada się, że w ich głowach tylko internet, że nie chcą czytać… Nieprawda! Przeszłość własna interesuje wszystkich, bo chcemy wiedzieć skąd jesteśmy. My – ludzie ze świata elektronicznej bajki, szybkich aut, rakiet i smartfonów, tak różni od swoich dziadków olśnionych widokiem czarno – białego telewizora, tak różni, a przecież w chwili wzruszenia przy łamaniu się opłatkiem –  tacy sami…

Tyle lat!

Tego ranka telefon na redakcyjnym biurku zadzwonił trochę inaczej. Starszy głos w słuchawce – poczułam natychmiast, że to jakoś wiąże się z „Pokoleniami”. Osoba z daleka mówi, że czytała, że znalazła tam siebie. Zapytałam o imię, powiedziała. Cisza, mgliste wspomnienie z dzieciństwa, moment niepewności. A potem: „jestem twoją chrzestną matką. Nie widziałyśmy się, kochanie, czterdzieści lat!”

Łzy nie muszą być smutne, mogą być oznaką wzruszenia lub radości spotkania i wspominania. Życzę wszystkim takich wzruszeń, snucia pod choinką rodzinnych opowieści. Potrzebne nam są, bo dzięki nim wiemy kim jesteśmy. Bo opowieść wigilijna – ta prawdziwa – to opowieść rodzinna. O  domu.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze