1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Pierogi z pieczarkami i leśnym grzybem

Pierogi z pieczarkami i leśnym grzybem

Uwielbiam zagniatać, wałkować , lepić... i patrzeć, jak powstają pierogowe cudne kształty! To ja jestem w tym procesie naczelnym plastykiem i zdecyduję, że ulepię co mi w duszy gra.

- Jakie ciasto? Jaki farsz? jakie pierogi? - zapyta On...

- Z okazji zimna w eterze pieczarkowe z leśnymi grzybami  - odpowiem pełna ekscytacji. Idealne aby zasiąść do wspólnego stołu i sięgać po kolejny grzybowy pierożek. Popijając je czym kto lubi - czerwonym barszczem, winem lub rosołem!

Składniki: farsz: pieczarki 500 g, suszone leśne grzyby 100 g,  szalotka 1, klarowane masło 2 łyżki, sól i pieprz do smaku przygotowanie: Suszone grzyby płuczemy na sicie i w garnuszku zalewamy woda. Odstawiamy na 30 minut. Po tym czasie gotujemy je przez 15 minut i odcedzamy na sitku. Pieczarki i ugotowane grzyby kroimy na kawałki. Szalotkę siekamy, na patelni rozgrzewamy łyżkę masła klarowanego i szklimy szalotkę. Po 3 minutach wrzucamy grzyby i dodajemy resztę masła. Podsmażamy razem, doprawiamy sola i pieprzem i odstawiamy. ciasto: mąka pszenna bio 300 g,  jajka z wiejskiego chowu 4, szczypta soli przygotowanie: Mąkę wysypujemy na blat, tworząc z niej ‚krater’. We wgłębienie wsypujemy sól i wlewamy jaja. Widelcem zarabiamy jajka z mąką. Kiedy mąka i jajka się połączą, zagniatamy ciasto dłonią, aż stanie się elastyczne. Tworzymy z niego kulę, owijamy folią spożywczą i zostawiamy na 30 minut.

Ciasto cienko rozwałkowujemy i wykrawamy szklanką krążki, na które kładziemy porcje nadzienia. Gotujemy w lekko osolonym wrzątku aż wypłyną. Wyjmujemy łyżką cedzakową na talerze.

Podajemy polane masłem lub podsmażone na maśle.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Muszle nadziewane dynią i szpinakiem

Muszle nadziewane dynią i szpinakiem z parmezanem i pomidorowym sosem (Fot. Anna Kamińska)
Muszle nadziewane dynią i szpinakiem z parmezanem i pomidorowym sosem (Fot. Anna Kamińska)
Ostania dynia zabrana do kuchni, bo ma się zacząć poważny chłód. Najpierw przerobiłam ją na purée, a potem część purée poszła do muszli. Okazało się, ze takie danie ocieplić może nie jeden chłodny dzień...

Ostania dynia zabrana do kuchni, bo ma się zacząć poważny chłód. Najpierw przerobiłam ją na purée, a potem część purée poszła do muszli. Okazało się, ze takie danie ocieplić może nie jeden chłodny dzień...

  • makaronowe włoskie muszle 14 sztuk
  • pieczone purée z dyni 300 g
  • liście szpinaku 300 g
  • szalotka 1
  • ząbki czosnku 3
  • tarty imbir 1 łyżka
  • kumin w proszku 1 łyżeczka
  • chili w proszku 1 łyżeczka
  • sól i pieprz do smaku
  • oliwa EV 2 łyżki
Sos pomidorowy:
  • pomidory pelati bez skóry 1 puszka
  • czosnek 2 ząbki
  • liście bazylii 5
  • oliwa EV 2 łyżki
  • sól i pieprz do smaku
  • tarty parmezan 3 łyżki - do posypania
Na oliwie podsmażamy posiekany czosnek - 1 minutę. Dodajemy pomidory i gotujemy je aż powstanie gęsty sos. Dodajemy posiekaną bazylię, doprawiamy solą i pieprzem. Szalotkę i czosnek siekamy. Na patelnię wlewamy oliwę, dodajemy szalotkę i czosnek. Blanszujemy 2 minuty. Wsypujemy chili, kumin i tarty imbir. Doprawiamy solą i pieprzem. Podsmażamy razem 3 minuty na średnim ogniu. Dodajemy szpinak i mieszając drewnianą łyżką podgrzewamy, aż będzie miękki - ok 10 minut.

Purée dyniowe przekładamy do miski, dodajemy szpinak z patelni razem ze wszystkimi dodatkami. Mieszamy i doprawiamy solą, pieprzem i ewentualnie innymi przyprawami. Podsmażamy razem 3 minuty na średnim ogniu.

Zagotowujemy 3 litry wody, wsypujemy 1 łyżkę soli i wrzucamy muszle. Gotujemy je 8 minut i odcedzamy na sicie. Przelewamy zimną wodą i każdą muszlę napełniamy farszem dyniowo-szpinakowym. Układamy w naczyniu do zapiekania. Polewamy sosem pomidorowym i posypujemy serem. Zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 180 st. C przez 30 minut. Podajemy gorące.

  1. Kuchnia

Truskawki z procentami - przepis tylko dla dorosłych

Fot. iStock
Fot. iStock
Truskawowy temat jest gorący i nie cierpi zwłoki. Wiadomo, truskawka to owoc delikatny i krótkotrwały.

Pojawiły się już pierwsze truskawki. Najlepiej smakują w upalny dzień prosto z krzaczka.  Tym razem też proponujemy je na ciepłe w wersji tylko dla dorosłych.

Truskawki zapiekane z ajerkoniakowym koglem moglem

200 g truskawek 200 ml ajerkoniaku

Fot. 123rf.com Fot. 123rf.com

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C. Truskawki płuczemy dokładnie i odrywamy od szypułek.

Kroimy na pół i układamy w dwóch foremkach do zapiekania.

Zalewamy je ajerkoniakiem po równo do każdej foremki.

Wstawiamy do piekarnika i pieczemy, aż wierzch się lekko zrumieni. Wyjmujemy z pieca i podajemy od razu.

  1. Styl Życia

Daria Ładocha - ekscentryczna, wyrazista, odważna

Daria Ładocha, dziennikarka, coach zdrowia, autorka blogów i książek kulinarnych. (Fot. Bartek Kulita)
Daria Ładocha, dziennikarka, coach zdrowia, autorka blogów i książek kulinarnych. (Fot. Bartek Kulita)
Kulinaria to jej świat. Daria Ładocha prowadzi dwa blogi, program w telewizji, warsztaty, gotuje na wizji w "DDTVN", pisze książki. Zwyciężyła w drugiej edycji "Agenta-gwiazd", a teraz prowadzi w TVN "Ameryka Express". Ekscentryczna, wyrazista, odważna. Czy tak robi się dzisiaj karierę?

Ma pani poczucie sukcesu?
Każdego dnia.

O?
No tak. Bo sukces to dla mnie coś namacalnego, na przykład to, że moje dziecko mówi: „Zaadoptuję koalę w płonącej Australii”. Albo że moje córki zjedzą ze smakiem obiad, który ugotuję. Albo że pójdę na trening mimo złej pogody i tego, że mi się nie chce.

Pani fani myślą zapewne o innym sukcesie, czyli o popularności, udziale w programach telewizyjnych, lajkach na Instagramie.
Ale ja nie definiuję swojego sukcesu poprzez to, jak definiują go inni. Dla mnie sukces to życie po swojemu, a nie zgodnie z czyimiś oczekiwaniami. We współczesnym świecie sukces każdy powinien sobie dookreślić, bo czym innym będzie dla pani, czym innym dla mnie.

Czym jest dla pani?
Dla mnie ma duży związek ze szczęściem. Uprzedzę pani pytanie: Tak, bywam szczęśliwa, właśnie bywam, a nie jestem. Szczęście jest tak ulotne, tak krótko trwa, że trzeba umieć je uchwycić, przytulić, ale też trzeba umieć je puścić. Wygrałam program „Agent – Gwiazdy”, była wielka radość, ale po takiej adrenalinie pojawia się pustka.

Niektórzy szukają wtedy jeszcze mocniejszych wrażeń.
Ale to ślepa uliczka. Gdy człowiek ustawi sobie się w głowie pojęcie sukcesu, to łatwiej przez niego przejść. I analogicznie – jeżeli określimy sobie pojęcie szczęścia, to łatwiej nam je znaleźć.

Wydaje się, że bardzo konsekwentnie dąży pani do sukcesu, używając współczesnych narzędzi. A może to wszystko toczy się z dużym udziałem przypadku?
Zaczęło się od tego, że pewnego dnia postanowiłam zaufać swojej intuicji. Pracowałam, szło do przodu, ale czułam, że to nie ja, że żyję nie swoim życiem. Pojechałam wtedy z rodziną na kolejny kurs gotowania do Tajlandii. Usiadłam przed pomnikiem Buddy i zapytałam go o radę, ale mi jej, oczywiście, nie dał. Usłyszałam natomiast w swojej głowie, żeby nie wracać do tego, co było. Miałam wtedy 30 lat, dziecko, pozycję zawodową. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Bo nie wiedziałam, co chcę robić, ale wiedziałam, czego nie chcę. Czasem trzeba zrobić dziesięć kroków do tyłu, żeby zrobić jeden do przodu. Nie wiedziałam, gdzie ten krok do przodu mam postawić. I ta niewiadoma bardziej przeraża, niż jak się coś rzuca albo zawiesza.

Blog kulinarny miał być tym krokiem w nowe?
Nie, blog stworzyłam dla mojej córki, Laurki, która miała problemy ze skórą. Chciałam po prostu zamieszczać tam przepisy tego, co jej gotowałam, czyli potraw bez glutenu, nabiału, mięsa.

Nie myślała pani wtedy o karierze blogerki?
Nie, absolutnie nie to było moim celem. Wtedy musiałabym traktować pisanie bloga jako zawód, a ja chcę żyć tu i teraz.

Można łączyć jedno z drugim.
Dla mnie najpierw jest moje życie. Na przykład w czasie świąt blogerzy kulinarni ścigają się w przepisach świątecznych. Mnie wtedy na blogu nie ma. Nie mam na to czasu, bo piekę z dziećmi pierniczki albo maluję pisanki. W tym roku po raz pierwszy nie prowadziłam warsztatów przed świętami. Zmarł mój tata, postanowiłam ten czas spędzić z dziećmi. Gdybym miała menedżera, który by kierował całą strategią komunikacji, to może miałabym więcej pieniędzy i zbudowałabym kulinarne imperium [śmiech]. Wiem, że jak coś mi się nie uda, to mogę wrócić do tego, co robiłam.

Blog się udał.
Nie od razu. Pamiętam, jak wzięłam aparat do ręki, bo chciałam być samowystarczalna, a nie miałam pojęcia o fotografowaniu. Ale nie byłam tym sfrustrowana, dałam sobie prawo do tego, żeby nie wiedzieć. Często nie dajemy sobie dzisiaj do tego prawa. Chcemy być zaradne, spełnione, bogate, wszystko ma wyglądać jak na Instagramie. Mój Instagram różni się od innych, wszystko jest dlatego, że mam taką potrzebę, wynika z chwili, z tego, co u mnie się dzieje. Zaczynałam w czasie popularności blogów kulinarnych, za najlepszy uznawany był blog „Kwestia Smaku”. Ludzie mówili mi: „Nie wygrasz z taką »Kwestią Smaku«”. Tym samym podcinali mi skrzydła. Myślałam: „Dobra, zrobię to dla Laurki”. Chciałam, żeby kiedyś wiedziała, że podjęłam taki trud w ciężkich czasach, żeby to była taka internetowa biblioteka przepisów i zarazem pamiątka z jej dzieciństwa. Robiłam to też dla zabicia czasu, bo nagle zrezygnowałam z pracy. Przypadkiem zaczęłam też prowadzić warsztaty kulinarne.

Przypadkiem? A nie z pasji do gotowania?
Miałam ją od dziecka, gotowałam, jeździłam do Tajlandii, żeby się uczyć tajskiej kuchni. Ale nie planowałam nic z tym robić. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie koleżanka z propozycją poprowadzenia warsztatów kuchni tajskiej. Zaczęłam szukać miejsca, gdzie mogłabym je zorganizować. I tak trafi łam do szkoły gotowania. Tamte warsztaty się nie odbyły, poprowadziłam inne. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to jest początek mojej kulinarnej drogi. Właściciele szkoły dobrze mnie ocenili, zaprzyjaźniliśmy się, studio było najpierw w garażu, a teraz zamieniliśmy je na wielkie studio kulinarne.

Ta ocena była dla pani zaskoczeniem czy potwierdzeniem tego, co pani przeczuwała?
Zaskoczeniem. Pierwsze warsztaty prowadziłam dla nauczycieli szkół gastronomicznych, czyli ludzi, którzy o gotowaniu wiedzą wszystko. Jak przed nimi stanęłam, to miałam większy stres niż przed porodem. Potem pokochałam prowadzenie zajęć, bo to taki stand-up kulinarny: przez cztery godziny trzeba utrzymać uwagę ludzi.

Pracę w telewizji też dostała pani przez przypadek?
Tak! Pracowałam wtedy jako dietetyczka. Któregoś dnia klientka spóźniała się na konsultację. Byłam wściekła, bo bałam się, że nie zdążę odebrać córki ze żłobka. Czekam i czekam, aż tu wpada piękna, uśmiechnięta kobieta, na którą nie sposób się zezłościć. Siadam, słucham, doradzam jej, potem ona poleca mnie swojemu mężowi. Okazuje się, że ta pani pracuje w TVN. Po jakimś czasie dostaję pracę swoich marzeń – gotowanie w „DDTVN”. 16 lutego minęło pięć lat od tego momentu.

Daria Ładocha z córką Laurą podczas rodzinnych wakacji w Wietnamie (lipiec 2018r.). (Fot. Bartek Kulita) Daria Ładocha z córką Laurą podczas rodzinnych wakacji w Wietnamie (lipiec 2018r.). (Fot. Bartek Kulita)

Musi pani walczyć, żeby nie stracić tego, co osiągnęła?
Za bardzo kocham ludzi, miejsca, życie, żeby się spalać w walce. Nic nie muszę. Już raz zostałam zawieszona na pół roku w TVN, bo podpisałam kontrakt z pewną siecią handlową, nie wiedząc, że trzeba o tym poinformować stację. Bać się coś stracić może ktoś, kto zafi ksował się na jednym zajęciu. Dla mnie koniec czegoś to zamknięcie jednych drzwi po to, żeby otworzyć następne. Współpracowałam z Dawidem Wolińskim, Edytą Górniak, Mariną, wydawnictwem Adam & Eve, agencjami Pattern i White, byłam naczelną „Warszawskiego Poradnika Ślubnego”, zakładałam agencję reklamową 4DB, pomogłam otworzyć pierwszy butik Lilou na Mokotowskiej. Zamiast CV mam w komputerze plik zawierający wizytówki, które pokazują, gdzie mnie w życiu poniosło. Doceniam wszystko, co mam, ale wierzę, że jeszcze dużo mogę mieć. Mogę prowadzić warsztaty motywacyjne, kulinarne, być szefem kuchni, otworzyć restaurację. Jest tyle możliwości. Moim ulubionym daniem jest świeżo upieczony chleb z masłem i pomidorem. Na to zawsze uda mi się zarobić [śmiech].

Co pani pomaga w takim podejściu do wszystkiego?
Apetyt na życie. Cały czas chcę poznawać świat, nowych ludzi. Mama opowiadała mi, że jak byłam dzieckiem, to chciałam wszystkiego spróbować. Jak zobaczyłam śnieg, to od razu chciałam zjeżdżać na nartach, jak zobaczyłam pianino, to chciałam grać. Pewnego razu zauważyłam, że mój dziadek obgryza ugotowane przez babcię kurze łapki, wysysając szpik. Spróbowałam i od tego czasu babcia gotowała kurze łapki także dla mnie. Proszę sobie to wyobrazić: pięcioletnia dziewczynka wysysa szpik z kurzych łapek! Lepiłam z babcią pierogi, potrafiłyśmy ulepić po 200! Robiłyśmy naleśniki, pasztety, gołąbki, piekłyśmy ciasta, a ja wylizywałam makutry. Babcia opowiadała mi wtedy o wojnie, życiu, miłości, znałam wszystkie ploteczki z podwórka. Mnie wszystko ciekawiło.

Córki też tak mają?
Są bardzo otwarte, uwielbiają gotować. Poszły ze mną na casting, bo nie miałam ich z kim zostawić. Bawiły się tym, co było przygotowane w studiu, rozmawiały ze sobą. W pewnym momencie nikt nie zajmował się mną, tylko nimi. I Małgosia Łupina, szefowa kanałów tematycznych TVN, wpadła na pomysł, żebyśmy razem poprowadziły program. Nazwa – „Patenciary” – trafia w punkt. Bo my, kobiety, żeby mieć czas dla dzieci, na fitness, pasje i jednocześnie zarabiać pieniądze, cały czas musimy uciekać się do patentów. Staram się pokazać córkom, że nie ma sytuacji bez wyjścia. One, biorąc udział w tym programie, wiedzą, że patent zawsze się znajdzie.

Wymyśliła pani sobie te tatuaże, fryzurę, kolorowe ubrania, żeby od razu było wiadomo: uwaga, ekscentryczka, kobieta z pazurem?
Tatuaże po prostu kocham. Każdy coś oznacza: dzieci, babcię, miłość. Ludzie pytają mnie: „A co, jak ci się znudzi?”. Jak może mi się znudzić coś, co symbolizuje ukochane osoby? Fryzura to efekt tego, że nie umiem się czesać – pewnego dnia przykleiłam sobie do czoła lokówkę i się oparzyłam. A ponieważ jak gotowałam, to włosy leciały mi do oczu, więc je związałam i tak zostało. Kolorowe ubrania? W moim domu się nie przelewało, ubierałam się skromnie i szaro. Pamiętam, że pomyślałam: „Jak będę miała pieniądze, to będę się ubierała w najbardziej kolorowe ubrania”. No i kiedy teraz wchodzę do sklepu, to patrzę na półkę tylko z kolorowymi rzeczami. Dodają energii.

Dba pani o figurę?
W skali roku więcej czasu poświęcam na mindfulness, warsztaty rozwoju osobistego niż na ćwiczenia fizyczne. Znam kobiety, które rozpaczliwie się odchudzają, chodzą na siłownię siedem razy w tygodniu, ale są sfrustrowane. Myślę sobie, że trening ciała jest ważny, ale trening głowy dużo ważniejszy.

Została pani nową prowadzącą program „Ameryka Express”. Czym jest dla pani to doświadczenie?
Przygodą. To dla mnie niesamowite móc przeżywać z uczestnikami wszystkie trudne sytuacje, to, że muszą się zmierzyć ze swoimi słabościami, poradzić sobie, mając jednego dolara na dzień w biednym kraju, jakim jest Gwatemala. W tym programie są płacz i śmiech, są momenty chwytające za serce, ale mogę zdradzić, że najczęściej płaczącą osobą jestem ja.

Nie boi się pani, że skręci w obce sobie rejony? Albo że uderzy pani do głowy woda sodowa?
Nie boję się, bo mam przy sobie bliskich, którzy pierwsi mi o tym powiedzą. Pracuję teraz z Bartkiem, moim partnerem od 20 lat, on na pewno to zauważy. Nie boję się także dlatego, że mnie gna ciekawość świata. Jeżeli mogłabym się czegoś bać, to tylko tego, że ta ciekawość, energia zgasną. Ale dzisiaj ciężko mi sobie to wyobrazić. Najbardziej boję się o córki, czy wyrosną na dobre dziewczyny, czy nie dadzą się zmanipulować konsumpcyjnemu światu. Zamiast budować dom, wolę budować więzi z nimi. Dlatego co roku całą rodziną wyjeżdżamy na dwa miesiące wakacji. Tak na dobrą sprawę jest mi obojętne, gdzie z nimi wyjeżdżam, bo najważniejsze jest nie wyjeżdżanie w świat, tylko ze swoim własnym światem. To jest sukces. Powtórzę: możemy odnosić sukces każdego dnia. Pod warunkiem że sobie na to pozwolimy.

Pani sobie pozwala.
Zdecydowanie tak. Wie pani, czego się o sobie dowiedziałam? Robiono do programu badania, jak ludzie mnie odbierają, i okazało się, że niektórzy myślą o mnie jako o kimś zarozumiałym i wyniosłym. Strasznie mi było przykro, gdy to usłyszałam. Wszystko mogłabym o sobie powiedzieć, tylko nie to, że jestem wyniosła i zarozumiała. Ale być może pozwalanie sobie na bycie sobą, uśmiechanie się do wszystkich ludzi denerwuje. Trudno. Najbardziej na świecie lubię się śmiać, być sobą i nic tego nie zmieni.

Daria Ładocha dziennikarka, coach zdrowia, autorka dwóch blogów kulinarnych i książek kulinarnych dla dzieci, współprowadząca kulinarną część „DDTVN”. Obecnie prowadząca programu „Ameryka Express”. Mama 11-letniej Laury i sześcioletniej Matyldy.

  1. Kuchnia

Kuchnie świata – 3 przepisy na dania w wersji keto

Pad thai z krewetkami (fot. Ewelina Podrez-Siama)
Pad thai z krewetkami (fot. Ewelina Podrez-Siama)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Niezależnie od tego, czy interesujesz się kuchnią niskowęglowodanową i wysokotłuszczową z konieczności czy chęci zmian w codziennym odżywianiu, chcę pokazać Ci, że rezygnacja z chleba, makaronów i cukru nie musi oznaczać braku fantazji i próbowania nowych rzeczy. Wręcz przeciwnie! – pisze Ewelina Podrez-Siama w swojej książce „Kuchnie świata w wersji keto”.

Poniżej 3 wybrane z książki przepisy na niskowęglowodanowe posiłki. Książka nie jest przeznaczona tylko dla osób będących na diecie ektogenicznej. Jak zaznacza autorka: Jeśli Twoim celem są wyłącznie doznania smakowe i częściowe ograniczenie węglowodanów, możesz odrobinę obniżyć zawartość tłuszczu poprzez ograniczenie oliwy, oleju czy smalcu w wytrawnych potrawach czy wybór chudszego mięsa.

Na początek azjatyckie smaki.

Pad thai z krewetkami

Pad thai to tajski street food, dzięki któremu polubiłam krewetki. Rzadko jadam owoce morza, dlatego mało ich w moich przepisach, chociaż idealnie wpasowują się w wymogi diety keto. Całe szczęście, dzięki pomocy Przyjaciółek przygotowanie krewetek nie ma już przede mną większych tajemnic i mogę podzielić się z Tobą przepisem, który przeniesie Cię przed uliczne stragany Tajlandii. Zamiast tradycyjnego ryżowego makaronu oczywiście cukinia, która świetnie komponuje się z tajskimi smakami.

Składniki:

  • 500 g cukinii (po usunięciu części niejadalnych)
  • 300 g krewetek (ok. 18 sztuk)
  • 90 g kiełków fasoli mung
  • 3 jajka
  • 4 łyżki oleju roślinnego do smażenia
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka pasty z tamaryndowca lub 2 łyżki soku z limonki
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • 1 łyżka sosu sriracha lub płaska łyżeczka płatków chilli
  • 3 płaskie łyżki słodzika, erytrolu lub ksylitolu
  • 40 g orzechów ziemnych niesolonych
  • 1 pęczek szczypioru
Krewetki namocz w zimnej wodzie. Następnie je obierz – oderwij głowę i pancerz. Natnij krewetkę delikatnie z góry i z dołu i usuń przewód pokarmowy. Ogon pozostaw – nada dodatkowego aromatu i ułatwi jedzenie (odgryzanie) krewetki po podaniu. Przepłucz krewetki raz jeszcze po oporządzeniu. Cukinię zetrzyj na makaron (obieraczką lub tarką julienne) i podsmaż na łyżce oleju 2–3 minuty. Przełóż na sitko i odsącz z wody. Czosnek zetrzyj na tarce, szczypior posiekaj, orzechy ziemne rozbij w moździerzu. Pastę z tamaryndowca (lub sok z limonki) wymieszaj z sosem rybnym, słodzikiem i sosem sriracha. Spróbuj i w razie potrzeby dodaj słodkiego lub kwaśnego smaku. Wok ustaw na sporym ogniu. Na trzech łyżkach oleju podsmaż starty czosnek. Następnie dodaj krewetki i smaż razem 3 minuty. Rozbij na patelni jajka i mieszaj całość przez 4 minuty. Następnie dodaj makaron z cukinii i sos. Gotuj wszystko 3 minuty i wyłóż na talerze. Dekoruj szczypiorem i orzechami.

Amerykańskie fajitas z guacamole i naciosami

Fot. Ewelina Podrez-Siama Fot. Ewelina Podrez-Siama

Inspiracja kuchnią meksykańską, czyli pikantny kurczak podawany z sosem guacamole i moją wersją nachos – chipsów, do których przygotowania służy mi mozzarella i mąka migdałowa. Stwórz własny meksykański talerz pełen smaków.

Składniki na 3-4 porcje:

„Nachos”

  • 100 g tartej mozzarelli
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki mąki migdałowej
Guacamole
  • 1 dojrzałe awokado
  • ½ limonki
  • szczypta chilli
  • 1 mały ząbek czosnku
  • garść świeżej kolendry
  • sól do smaku
Fajitas
  • 2 filety z kurczaka
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 łyżeczka wędzonej słodkiej papryki
  • 2 łyżki oliwy
  • ½ limonki
  • ½ łyżeczki soli i chilli do smaku
  • 2 różnokolorowe papryki
  • 1 czerwona cebula
2 filety z kurczaka pokrój na cienkie paski. Dopraw przyprawami: ½ łyżeczki kuminu, ½ łyżeczki wędzonej papryki, sól i chilli do smaku. Dodaj łyżkę oliwy oraz sok z limonki. Wymieszaj i odstaw na przynajmniej pół godziny. Tartą mozzarellę rozpuść w szklanej misce, w kąpieli wodnej. Dodaj sól, drobno mieloną mąkę migdałową i dokładnie wymieszaj. Jeśli „ciasto” zbytnio zastygnie, podgrzej je ponownie w kąpieli wodnej. Wyłóż ciasto na papier do pieczenia, przykryj drugim arkuszem papieru i cieniutko rozwałkuj na grubość ok. 1 mm. Nożem do pizzy wykrawaj trójkąty. Przełóż powstałe nachosy na blachę pokrytą arkuszem papieru do pieczenia. Opcjonalnie możesz je również posypać sezamem czy ziołami. Piecz 10 minut w 180 stopniach, a następnie pozostaw do ostygnięcia. Miąższ awokado zmiksuj z sokiem z limonki, chilli, czosnkiem i świeżą kolendrą. Dopraw solą do smaku i odstaw w miseczce, by smaki mogły się przegryźć. Paprykę i cebulę posiekaj na paski, dopraw pozostałym kuminem, wędzoną papryką, solą, chilli, oliwą. Skrop sokiem z limonki. Na dużej patelni i większym ogniu podsmaż w pierwszej kolejności kurczaka (kilka minut powinno wystarczyć). Zdejmij mięso z patelni i wrzuć paprykę i cebulę, smaż kilka minut, do miękkości. Następnie dodaj do warzyw kurczaka i podgrzewaj jeszcze minutę – dwie. Podawaj fajitas z guacamole i nachosami.

Halibut w szpinaku w greckim stylu

Fot. Ewelina Podrez-Siama Fot. Ewelina Podrez-Siama

W śródziemnomorskiej, greckiej kuchni nie brakuje szpinaku i ryb. W tym przepisie proponuję Ci filet z halibuta zapieczony na szpinaku z fetą, czosnkiem i pomidorami, który z całą pewnością zapewni Ci intensywne i przyjemne doznania smakowe.

Składniki na 2 porcje:

  • 1 filet z halibuta (400 g)
  • 1 opakowanie świeżego szpinaku (250 g)
  • 2 łyżeczki oliwy z oliwek
  • 75 g fety
  • 1 ząbek czosnku
  • sól i płatki chilli do smaku
  • cytryna
  • 1 pomidor (150 g)
  • świeży tymianek
Piekarnik rozgrzej do 180 stopni (góra–dół). Liście szpinaku umyj i dokładnie osusz. Oderwij dłuższe łodygi, dopraw pieprzem i wymieszaj z łyżeczką oliwy z oliwek oraz pokruszoną fetą. Przełóż szpinak do naczynia żaroodpornego. Filet z halibuta umyj i osusz. Wyłóż rybę na szpinak, posmaruj 1 łyżeczką oliwy lub masłem, skrop sokiem z cytryny, dopraw solą, drobno posiekanym czosnkiem i płatkami chilli. Na wierzch wyłóż plastry pomidora. Piecz w piekarniku 25 minut. Dekoruj świeżym tymiankiem.

  1. Kuchnia

Dieta roślinna. Jak wegańskie potrawy wpłynęły na branżę gastronomiczną?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Badania konsumenckie sprzed kilku lat wskazały, że ponad 3 mln Polaków to wegetarianie lub weganie. Liczby te sukcesywnie rosną, wpływając tym samym na oblicze światowej gastronomii i całej branży spożywczej.

Przyczyny tego trendu są różnorakie - począwszy od kwestii ideologicznych, przez zdrowotne, aż po… chęć ochrony środowiska. Ten ostatni aspekt przypieczętowały badania, wskazujące, że samo przejście na weganizm może uratować nawet 8 milionów ludzi w zaledwie 30 lat [2]. Co więcej – dieta może przyczynić się do uniknięcia szkód klimatycznych w wysokości 1,5 biliona dolarów (dane z raportu, powstałego na potrzeby Oxford Martin School).

Powyższe zalety bezsprzecznie napędzają trend diet roślinnych. Co więcej - alternatywy dla dań mięsnych spotkamy nie tylko we własnej kuchni, ale także w znanych na całym świecie lokalach gastronomicznych, taki jak np. https://burgerking.pl/menu/meals/119/plant-based.

Trend na dietę wegańską

O ile dotychczasowe prognozowanie obejmowało głównie rynek zagraniczny, o tyle coraz częściej w statystykach uwzględnia się także Polskę. W przeprowadzanym przez Ibris badaniu dowiadujemy się, że chęć zmiany nawyków żywieniowych, które sprowadzają się do ograniczenia spożywania mięsa, deklaruje ponad 70% Polaków. Ten wysoki procent dotyczy zwłaszcza mieszkańców dużych miast, którzy wskazują, że głównym powodem dla tej decyzji jest…  szeroka dostępność roślinnych alternatyw.

Co ciekawe - chęć ograniczenia mięsa deklarują zarówno kobiety (ponad 62%), jak i mężczyźni (ponad 52%). Moglibyśmy sądzić, że te deklaracje są czymś “nowym”, ale w rzeczywistości zapowiedzi tych zmian mogliśmy dostrzec już w 2017 roku. To wtedy popyt na bezmięsne produkty wzrósł o 987%, zapowiadając tym samym nową rewolucję żywieniową [1][2].

Według raportu “RoślinnieJemy”[3], powstałego w 2019 roku, dużym zainteresowaniem dla wege produktów wykazuje się zwłaszcza młode pokolenie. Co więcej - prawie co trzeci Polak jest otwarty na to, by spróbować roślinnych alternatyw mięsa [3]. Chęć eksperymentowania dotyczy zarówno osób będących na diecie, jak i osób, które są otwarte na poszukiwanie nowych smaków.

Polacy, którzy szukają roślinnego produktu oczekują, że ten będzie:

  • zdrowy,
  • smakiem lub formą podobny do produktów mięsnych [3],
  • wzbogacony o cenne właściwości odżywcze,
  • łatwy w przygotowaniu i spożyciu,
  • powszechnie dostępny [3],
  • wyróżniał się jakością,
  • powstawał bez udziału zwierząt [3].
Potencjał tych deklaracji wykorzystują więc producenci i cała branża gastronomiczna, która poddaje się trendom i stwarza szereg, nowych perspektyw.

Dieta roślinna a zdrowie

Obecnie przeprowadza się szereg badań, które mają za zadanie zdefiniować wpływ diety roślinnej na nasze zdrowie i samopoczucie. Okazuje się jednak, że dotychczasowe wyniki nadal pozostają niejednoznaczne. Dlaczego? Nie da się ukryć, że ewentualne niedobory witamin lub minerałów to wina niezbilansowanej diety i niewystarczającej wiedzy w zakresie prawidłowego żywienia, a nie bezpośredniego spożywania produktów na bazie roślin.

Uogólniając dotychczasowe wyniki możemy wnioskować, iż stosując dietę wegańską niezbędna będzie dodatkowa suplementacja witamin z grupy B. Jednocześnie to właśnie dieta bogata w roślinne zamienniki dostarcza ogromu witaminy C [4], która między innymi hamuje proces starzenia skóry i wspomaga układ krążenia.

Dodatkowo, wyniki badań z 2015 roku wykazały, że dieta wegańska charakteryzuje się prawidłową strukturą energii z makroskładników, niskim udziałem tłuszczu (w tym nasyconych kwasów tłuszczowych) oraz odpowiednim poziomem błonnika [5].

Co ciekawe - udowodniono, że dieta wegańska korzystnie wpływa na florę bakteryjną naszych jelit, zmniejszając występujący stan zapalny. Ostatecznie więc związek między dietą a profilem drobnoustrojów jelitowych ma charakter ciągły (co ciekawe weganie wykazują mikrobiotę jelitową najbardziej odmienną od mikrobioty wszystkożernych) i istotny z punktu widzenia leczenia dolegliwości gastrologicznych [6].

Wśród zalet diety wegańskiej wymienia się więc między innymi:

  • zmniejszenie ciśnienia krwi,
  • obniżenie ryzyka występowania cukrzycy typu 2,
  • zmniejszenie ryzyko chorób przewlekłych,
  • wzmocnienie naczyń krwionośnych,
  • obniżenie cholesterolu LDL (tzw. złego),
  • regulacja tzw. lepkości krwi, co doprowadza do lepszego zaopatrzenia tkanek w niezbędny tlen.

Wegańskie produkty w gastronomii

Raporty przeprowadzane od 2014 roku wskazują, że Polacy coraz częściej i chętniej poszukują wegańskich dań w restauracjach. Szacunkowo, nawet 63% z nich jest otwarta na spożywanie wegańskich lub wegetariańskich dań poza domem [3]. Co więcej, 20% regularnie decyduje się na tą opcję, a 18% wskazuje w ankietach, że dania roślinne zamawia “często”. Zdecydowanie najchętniej robią to smakosze w wieku od 24 do 34 lat (jest to prawie dwa razy więcej niż w innych grupach wiekowych) [3] oraz mieszkańcy dużych aglomeracji (ponad 70%).

Nic więc dziwnego, że restauracje i znane marki coraz chętniej proponują roślinne alternatywy - nawet dla znanych i kultowych już dań. Na owe trendy odpowiedział między innymi Burger King, który wprowadził do stałej oferty roślinne menu. Tak oto, w popularnej restauracji, znajdziesz rośliną wersję kultowego Whoppera oraz roślinne nuggetsy, przypominające klasyczną do tej pory wersję. Dokładne informacje, składniki i opis roślinnego menu znajdziesz na oficjalnej stronie Burger King’a.

Bibliografia:

[1] Raport “Plant Based Diet”, 2018

[2] Artykuł “Why the Global Rise in Vegan and Plant-Based Eating Isn’t A Fad (600% Increase in U.S. Vegans + Other Astounding Stats)”, 2018

[3] Raport RoślinnieJemy, 2019

[4] Winiarska-Mieczan, A., & Mazurek, K. (2005). Porownanie wartosci odzywczej diety tradycyjnej, semiwegetarianskiej i weganskiej. Żywienie Człowieka i Metabolizm, 3(32), 203-213.

[5] Myszkowska-Ryciak, J., Hornberger, R., Harton, A., & Gajewska, D. (2015). Ocena spożycia wybranych składników pokarmowych u osób stosujących dietę wegańską. Probl Hig Epidemiol, 96(4), 769-72.

[6] Glick-Bauer, M., & Yeh, M. C. (2014). The health advantage of a vegan diet: exploring the gut microbiota connection. Nutrients, 6(11), 4822-4838.