1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Czary w garach - o gotowaniu i ulubionych smakach rozmawiamy z Moniką Mrozowską

Czary w garach - o gotowaniu i ulubionych smakach rozmawiamy z Moniką Mrozowską

Saag paneer (Fot. Monika Mrozowska)
Saag paneer (Fot. Monika Mrozowska)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Monika Mrozowska - dziennikarka, domowa kucharka, twórczyni programów kulinarnych i książek. I mama trójki dzieci. Propaguje kuchnię prostą i radosną. Kocha zupy i miłością do nich zaraża innych.

Na śniadanie jadła pani dziś zupę? Może mleczną?
Nie, wolę zdecydowane smaki: słony, pikantny, kwaśny. Na śniadanie miałam grzanki z pieczywa razowego, na to pokrojone pomidory, posypane parmezanem i polane oliwą i do tego jajko sadzone. Mogłam też zrobić jajecznicę, ale z glonami nori, bo je uwielbiam.

Poważne śniadanie…
Tak, ale potem miałam siłę i mogłam jechać ze wsi do miasta.

Pani dzieci też jedzą jajecznicę z glonami?
Nie staram się na siłę przekonywać dzieci do swoich ulubionych smaków, ale myślę, że obycie z nimi sprawia, iż dzieci są bardziej otwarte na to, co nowe, inne. Ale do szkoły robię im kanapki, rano nie ma czasu na rzeczy skomplikowane. Trzeba po prostu ogarnąć rzeczywistość.

Smaki wynosimy z domu, a potem albo z nimi pozostajemy, albo się od nich uwalniamy. Jak to było z panią?
Moja mama nie gotowała dużo i przygotowywała raczej proste rzeczy. Te skomplikowane, ciasta, pierogi, krokiety, robiła babcia. I to ona mi się kojarzy ze smakami dzieciństwa. Wszystko, co robiła, miało specyficzny, babciny smak. W ciemno bym go poznała. Na przykład pierogi z kapustą i grzybami, te świąteczne, babcia podsmażała na tartej bułce z cukrem. Taki słodko-słony smak.

Jak modny dziś słony karmel…
Trochę tak. Obłędny smak, i taki prosty.

Babcina kuchnia była pani ulubioną?
Byłam dzieckiem, które mogło miesiącami jeść to samo, na przykład kaszę gryczaną z jajkiem sadzonym, potem makaron ze skwarkami, a potem mi przechodziło. Dlatego nie zmuszam dzieci do niczego. Kiedy mnie ktoś pyta, jak to robię, że moje dzieci jedzą zdrowo, to mówię szczerze, że nie do końca tak jest. Staram się, żeby jadły jak najmniej słodyczy, no ale starsze już same sobie kupują, więc wiem, że nie upilnuję. Ale ja słodyczy nie kupuję, nie ulegam. Żadnych żelków, żadnych cukierków…

To co jest najważniejsze: żeby dzieci jadły superzdrowe posiłki czy żeby po prostu jadły?
Najważniejsze, żeby było zdrowo i smacznie, bo inaczej nikt nie zje.

Ale często jest zdrowo i niesmacznie.
To prawda, tak bywa…

Kiedyś jedzenie było łatwiejsze, jedliśmy „po prostu”, a teraz wszyscy podlegamy presjom: wizerunku, zdrowia, mody. Jakie są sensowne kryteria prawdziwie zdrowego jedzenia?
Nie ma idealnej diety dla wszystkich. Trzeba słuchać swojego organizmu, on nam wysyła sygnały. Choć to, oczywiście, nie dotyczy alkoholu i słodkich rzeczy, bo tych organizm chciałby więcej i więcej i wtedy nie można go słuchać. Ja przez wiele lat wypracowałam swoją kuchnię, taką, która jest smaczna i dobra dla mnie. Jest w niej na przykład dużo masła, oleju, oliwy, jeśli to potrzebne. Staram się też nie przekombinowywać. Z trzech, czterech składników mogą powstać świetne dania. Nie trzeba od razu tony przypraw czy dziesięciu rodzajów olejów tłoczonych na zimno. Bo choć w książkach to wygląda fajnie, jednak gotować wtedy trudno.

Teraz modna jest sezonowość.
Sezonowość jest fajna, ale ważne, żeby pamiętać, co i kiedy nam  służy. Na przykład zimna woda z cytryną nie służy nam zimą, bo wychładzamy organizm, zimą wodę trzeba podgrzać albo pić napar. Staram się unikać głoszenia teorii. Uważam, że każdy musi przyglądać się sobie. Mnie na przykład nie służyła kawa z mlekiem i zastąpiłam ją kawą z przyprawami pięciu przemian. Moment picia porannej kawy jest nadal przyjemny, uwielbiam go, a sama kawa mi już nie szkodzi. Nawet to, co najzdrowsze, może akurat nam nie posłużyć. Każdy jest przecież inny.

Pani od lat jest wegetarianką. A pani dzieci?
Nie jem mięsa od 17 lat. I ochota na nie nigdy mi nie powróciła. Z moimi dziećmi jest różnie i to zależy od nich. Ja im nic nie narzucam, tak jak moja mama niczego mi nie narzucała ani nie zabraniała. Mam troje dzieci i jedne jedzą czysto wegetariańsko, a inne nie.

Matki nastolatków mają często problem z wegetarianizmem dzieci, taki czysto organizacyjny. Dziecko chce zostać wegetarianinem. Czy to znaczy, że matka ma nagle zacząć prowadzić dwie kuchnie? Może nastolatki powinny wtedy zacząć sobie same gotować?
Moja mama tak zrobiła. Powiedziała: „Możesz robić, co chcesz, tylko musisz sama sobie przygotowywać posiłki”. I to było super. Nauczyłam się, co mi służy i co lubię. To rozwijało też wyobraźnię w kuchni, nie mogłam czekać, aż mama podstawi mi coś pod nos, musiałam wymyślać.

Dziś, kiedy mamy dostęp do tylu książek kucharskich, przypraw, składników, restauracji, nie ma pani wrażenia, że z powodu tej decyzji coś panią omija?
Nie, bo to bogactwo dotyczy też kuchni wegetariańskiej. Akurat Warszawa jest miejscem, które świetnie się rozwija pod tym względem. Nawet za tym nie nadążam. I ciągle zaskakuje mnie to bogactwo. W kuchni wegetariańskiej ważne są kompozycja, sposób pokrojenia składników, kreatywne podejście. I często w restauracji mam ochotę wyściskać kucharza, bo stworzył niespodziewany majstersztyk smaku.

Pani ostatnia książka „Zupy moc” jest tylko o zupach. Przepisy są, oczywiście, wegetariańskie. Komuś, kto jest przyzwyczajony do mięsa, aż trudno sobie wyobrazić soliankę, zupę pho czy grochówkę wegetariańską…
Starałam się zachować smak oryginałów i znajomi, którzy jadali je u mnie w domu, a początkowo byli zawiedzeni brakiem mięsa, po spróbowaniu mówili, że są super. W książce są przepisy na zupy wszystkim znane, ale potraktowałam jej pisanie też jako doświadczenie poznawania nowych smaków. I wyszukałam zupełnie nowe zupy z różnych kuchni i krajów, a potem tworzyłam ich wegetariańskie wersje.

Pani dzieciństwo to zupy?
No pewnie, jak u każdego. W Polsce jemy podobno najwięcej zup w Europie.  Był rosół, którego nie znosiłam, i pomidorowa, ogórkowa, które uwielbiałam. I pamiętam jeszcze taki cudowny barszcz ze stołówki w szkole. Dla mnie zupa to esencja domu, błogości. I ma w sobie aspekt czarodziejski. Wrzucasz do garnka różne rzeczy i zawsze jest szansa na niespodziankę. Czary w garach po prostu.

Z jednej strony coraz bardziej rozwija się moda na gotowanie,  a z drugiej – coraz mniej na to czasu, choćby dlatego, że coraz więcej i coraz dalej od domu pracujemy. Zupy są rozwiązaniem tego problemu?
Właśnie tak. Zupy są genialne. Gotując je, brudzimy mało naczyń. To już coś! No i da się je odgrzewać. W lodówce zupę można przechowywać nawet cztery dni. I można zabrać ją do pracy. A jak ktoś nie chce jeść przez kilka dni tego samego, to może zamrozić. Tylko koniecznie trzeba opisać, co i kiedy ugotowane, bo zapomnimy. Jak wracamy do domu, to mamy gotowy posiłek, i to zdrowy, nie musimy ratować się śmieciowym jedzeniem.

Czyli nie bać się gotowania zup? Nie tylko babcie to potrafią.
W ogóle nie bać się gotowania. Właśnie o to chodzi. Jak nie mamy jakiegoś składnika, to możemy użyć innego, możemy też zmienić proporcje i zobaczymy, czy to, co wyszło, jest smaczne. Nikt nam nie zabroni. Im więcej takich prób robimy, tym więcej mamy pomysłów. Potem wystarczy zajrzeć do lodówki i pomyśleć, co mogę ugotować z tego, co mam. Ja tak właśnie robię.

Gotując, dobrze się bawimy i w dodatku dbamy o siebie.
Właśnie. Jedzenie to coś, co wpływa na nasze zdrowie i na co naprawdę mamy wpływ. Większy niż na przykład na jakość powietrza, którym oddychamy. Jedzenie, gotowanie, szczególnie wspólne, nie ma żadnych skutków ubocznych. Ja, jak tylko pomyślę, że będę gotować, to od razu się cieszę.

Propozycje 3 zup z książki "Zupy moc"

Mulligatawny

na 4 porcje: Mieszanka przypraw: 2 łyżeczki nasion kolendry, 2 łyżeczki kminu rzymskiego, 2 łyżeczki anyżu, 1/4 łyżeczki kozieradki, 1 łyżeczka cynamonu

Zupa: 3/4 szklanki czerwonej soczewicy, 1/2 litra wody, 1/2 białej cebuli, 2 średnie marchewki, kawałek imbiru wielkości kciuka, 2 ząbki czosnku, 1 szklanka pomidorów z puszki, 1/2 łyżeczki kurkumy, 1/2 szklanki mleka kokosowego, sok z 1/2 cytryny, sól do smaku, 200 g ryżu basmati

Fot. Monika Mrozowska) Fot. Monika Mrozowska)

Cebulę drobno szatkujemy, a czosnek przeciskamy przez praskę. Marchewkę obieramy i kroimy w plasterki. Do garnka wlewamy wodę i wrzucamy przepłukaną czerwoną soczewicę. Dorzucamy cebulę, czosnek oraz marchewkę. I starty na drobnej tarce imbir. Dodajemy całą zmieloną mieszankę przypraw oraz kurkumę i gotujemy zupę ok. 15 minut. W tym czasie w drugim garnku gotujemy ok. 10 minut ryż basmati w lekko osolonej wodzie (dwukrotna ilość). Po 15 minutach gotowania zupy dodajemy pomidory, mleko kokosowe oraz sok z cytryny. Gotujemy jeszcze 2 minuty i zdejmujemy z ognia. Solimy do smaku i miksujemy na krem. Do miseczek nakładamy trochę ugotowanego ryżu i trochę gęstej zupy.

Saag paneer

Przepis z kuchni indyjskiej, który właściwie nie jest zupą, ale… Już się tłumaczę. A właściwie chyba nie będę musiała się tłumaczyć, jeżeli zrobicie to danie w swojej kuchni. Szpinak uwielbiam nie tylko ze względu na jego walory smakowe. Szczerze mówiąc, mogłabym go dodawać do wszystkiego: zupy, sałatki, makaronu, pizzy, jajecznicy. Wszędzie pasuje, a ponadto obniża ciśnienie tętnicze i poziom złego cholesterolu, zapobiega zaparciom, zwiększa odporność, wspomaga pamięć, a do tego korzystnie wpływa na system nerwowy i zapobiega stanom depresyjnym.

na 2 duże porcje: 2 łyżki oliwy do smażenia cebuli, 1 biała cebula, 2 ząbki czosnku, kawałek imbiru wielkości 1/2 kciuka, 1 łyżeczka kminu rzymskiego, 2 łyżeczki garam masali, 1/2 łyżeczki kurkumy, 4 średnie pomidory malinowe, 600 g świeżego szpinaku, 50 ml śmietany 18-proc., sól i pieprz do smaku, 220 g serka capri, 1 łyżka oliwy do smażenia serka

Sparzone pomidory obieramy ze skóry i kroimy w kostkę. Cebulę szatkujemy, czosnek przeciskamy przez praskę, obrany imbir  ścieramy na tarce. Do garnka na rozgrzaną oliwą wrzucamy cebulę i smażymy, aż się zeszkli (ok. 5 minut),  dodajemy czosnek, imbir, kmin rzymski i smażymy 2 minuty. Dorzucamy pomidory, szpinak, kurkumę oraz garam masalę i dusimy na małym ogniu, mieszając 8–10 minut. W tym czasie podsmażamy na złoto pokrojony w kostkę serek capri. Uduszony szpinak doprawiamy solą  i mieszamy ze śmietaną. Na talerzu na szpinaku układamy podsmażone kawałki sera.

Ramen

na 4 duże porcje: 200 g świeżego makaronu ramen, 1,25 litra bulionu warzywnego (długo gotowanego), 150 g pieczarek, 1 papryczka chili, 2 ząbki czosnku, kawałek imbiru wielkości kciuka, 1 łyżka oliwy, 2 łyżki sosu sojowego, 2 łyżki oleju sezamowego, 2 jajka, 1 pęczek szczypiorku, 100 g groszku cukrowego

(fot. Monika Mrozowska) (fot. Monika Mrozowska)

Pieczarki kroimy w cienkie plasterki. Mieszamy przeciśnięty czosnek oraz obrany i starty na tarce imbir. Chili bardzo drobno szatkujemy. Jaja gotujemy na półmiękko (ok. 6 minut od momentu zagotowania się wody). Do garnka z rozgrzaną oliwą wrzucamy pastę z czosnku i imbiru. Smażymy 2–3 minuty, ciągle mieszając, a następnie dodajemy chili oraz pokrojone pieczarki i przesmażamy jeszcze minutę. Dolewamy bulion warzywny, dodajemy sos sojowy i gotujemy 4 minuty. Dorzucamy makaron, gotujemy 1,5 minuty, dodajemy olej sezamowy i gotowe. W miseczkach układamy wszystkie składniki obok siebie (makaron, pieczarki, pół jajka i groszek cukrowy), delikatnie zalewamy zupą i posypujemy szczypiorkiem.

Zupy moc Monika Mrozowska Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Krem z kalafiora z oliwą truflową i migdałami

Zupa, która robi się w try miga. Prosta, a wyjątkowo smaczna. Płatki migdałów i oliwa truflowa przydają jej wyjątkowego smaku.

Krem z kalafiora

1 biała cebula 2 ząbki czosnku 1 duży kalafior 600 ml wywaru warzywnego 200 ml mleka 3,2-proc. oliwa truflowa płatki migdałów

Kalafior kroimy na mniejsze kawałki (ważne, aby były tej samej wielkości).

Cebulę należy poszatkować w piórka, czosnek posiekać, zeszklić na oliwie i  dodać kalafior. Posolić wszystko.

Zalać mlekiem i wcześniej przygotowanym wywarem warzywnym.

Kalafior gotować do miękkości.

Zmiksować i  ewentualnie przecedzić przez drobne sito.

Doprawić solą do smaku.

Podawać z  płatkami migdałów i  oliwą truflową.

  1. Kuchnia

Fit pizza z patelni – hit czy kit?

Fit pizza z patelni (Fot. materiały partnera)
Fit pizza z patelni (Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Czego najbardziej brakuje nam na diecie? Wiele osób z pewnością odpowiedziałoby, że pizzy! Na szczęście nawet podczas redukcji zbędnych kilogramów nie musisz całkowicie odstawiać ulubionych dań. Wystarczy przyrządzić je w nieco zdrowszej i lżejszej wersji niż zwykle.

Fit wersje niezdrowych dań – czy warto włączać je do diety?

Czasy, w których niskokaloryczna dieta wiązała się wyłącznie z wyrzeczeniami, dawno odeszły w niepamięć. Coraz więcej mówi się o tym, jak ważne jest holistyczne dbanie o zdrowie i to, by walka ze zbędnymi kilogramami nie odbijała się negatywnie na naszym dobrostanie psychicznym. Restrykcyjne odmawianie sobie wszystkiego, co lubimy, może bowiem doprowadzić do frustracji, szybkiego porzucenia diety lub nawet groźnych zaburzeń odżywiania.

Aby jadłospis na redukcji był nie tylko zdrowy, ale także smaczny, warto poszukać sprytnych sposobów na ograniczenie spożywanych kalorii przy zachowaniu satysfakcjonującego smaku. Przede wszystkim należy czytać etykiety kupowanych produktów: podobne rzeczy mogą różnić się między sobą składem, zawartością substancji odżywczych oraz ładunkiem energetycznym.

Jeśli masz wielką ochotę na coś pozornie „zakazanego”, warto z góry wyznaczyć sobie maksymalną porcję. Garstka chipsów czy kostka czekolady raczej nie zrujnuje twojej drogi do utraty nadwagi, ale regularne zjadanie słodyczy i przekąsek bez umiaru – już tak.

Inną ciekawą metodą jest stosowanie zdrowszych i lżejszych zamienników ulubionych potraw. Jednym z nich z pewnością jest fit pizza z patelni, którą można przyrządzić na kilka różnych sposobów.

Przepisy na fit pizzę z patelni

Fit pizzę warto przyrządzić bez użycia drożdży, żeby ograniczać kalorie (które – nie oszukujmy się – kryją się głównie w cieście i pysznym serze). Jeśli dodatkowo szukasz czegoś, co przyrządza się błyskawicznie i prosto, to mamy dla ciebie przepis idealny. Ciasto, które bardziej przypomina omlet lub naleśnik niż włoską pizzę, ale w połączeniu z pysznymi składnikami, zapewniamy – daje radę.

Nasza druga propozycja to lekko słodkawe, sycące ciasto na pizzę z batata. Nieco bardziej kaloryczne, ale są to same wartościowe kalorie, które bez grama wyrzutów sumienia można dopisać do swojego jadłospisu.

Fit pizza na mące pełnoziarnistej

Składniki:

  • 50 g mąki pełnoziarnistej
  • 3 łyżki mleka
  • jajko
  • 1/3 proszku do pieczenia
  • sól, pieprz i inne ulubione przyprawy (np. chili, bazylia lub zioła prowansalskie)
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • wędlina drobiowa w plastrach
  • kilka pieczarek
  • kilka klastrów mozzarelli light lub innego sera
  • pół papryki

Mąkę, mleko, jajko, proszek do pieczenia, sól i pieprz mieszaj do uzyskania jednolitej konsystencji. Najlepiej zrobić to przy pomocy robota planetarnego Kenwood Prospero+, który idealnie wymiesza ciasto samodzielnie – ty możesz w tym czasie przygotowywać składniki na pizzę. Na mocno rozgrzanej, nieprzywierającej patelni rozprowadź ciasto i smaż ok. 2 minut, aż na wierzchniej stronie pojawią się pęcherzyki powietrza. Następnie przewróć placek na drugą stronę, posmaruj passatą wymieszaną z przyprawami i udekoruj ulubionymi składnikami pokrojonymi w plasterki. Smaż pod przykryciem przez ok. 10 min.

Fit pizza z batata

  • batat
  • 70 g mąki owsianej
  • 30 g mąki kukurydzianej
  • łyżeczka oliwy z oliwek
  • sól, pieprz
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • włoskie zioła (bazylia, oregano, zioła prowansalskie)
  • starty ser
  • łyżka kukurydzy
  • kilka plasterków szynki
  • pół papryki

Batata obierz i pokrój na plastry, a następnie podsmaż pod przykryciem, aż będzie miękki (ok. 10 min). Usmażone warzywo zmiksuj z dwoma rodzajami mąki, oliwą i przyprawami, używając do tego celu dobrego robota planetarnego, np. Kenwood Prospero+. Z tak otrzymanego ciasta uformuj placek i smaż przez ok. 10 min na suchej patelni. Przewróć pizzę na drugą stronę, używając do tego celu talerza, który zapobiegnie jej rozpadnięciu się. Posmaruj przecierem z ulubionymi przyprawami, obsyp startym serem oraz wybranymi przez siebie dodatkami. Smaż pod przykryciem, aż ser się rozpuści, a następnie zdejmij pokrywkę i smaż jeszcze przez 3-5 min.

Fit pizza – hit czy kit? - infografika Fit pizza – hit czy kit? - infografika

Tradycyjna pizza – czy można ją jeść na redukcji?

Od czasu do czasu mogą się też zdarzyć takie dni, kiedy żadne zdrowsze zamienniki nie zdadzą egzaminu. Kiedy poczujesz, że masz nieodpartą ochotę na zjedzenie swojej ulubionej, kalorycznej potrawy, możesz to zrobić bez wyrzutów sumienia, mając jednak na uwadze kilka istotnych zasad.

Przede wszystkim warto uwzględnić ten „cheat meal” w swoim całodniowym jadłospisie i bilansie kalorycznym (o ile liczysz kalorie). Jeśli wieczorem planujesz spotkanie z przyjaciółmi przy pizzy, najlepiej wcześniej zjeść lekką sałatkę czy zupę krem lub całkowicie pominąć inny posiłek. Alternatywą może być skonsumowanie mniejszej porcji ulubionego dania niż zwykle – dzięki temu zaspokoisz swoją zachciankę bez poczucia, że całą dietę diabli wzięli.

Jeśli jednak chcesz zaszaleć, po prostu to zrób. Trzymanie kalorii w ryzach ma się stać twoim stylem życia na stałe, a nie tymczasową katorgą, po której w końcu wrócisz do jedzenia bez pomyślunku.

W jaki sposób możesz zmniejszyć kaloryczność pizzy, nie pozbawiając jej walorów smakowych? Zanim przejdziemy do przygotowywania dietetycznej wersji tej potrawy, warto zastanowić się nad tym, jakie składniki odpowiadają za jej tuczące właściwości.

Po pierwsze, wiele zależy od ciasta: powinno być jak najcieńsze, a dodatkowo warto zamienić mąkę pszenną na pełnoziarnistą lub orkiszową, która co prawda również jest kaloryczna, ale przynajmniej bardziej wartościowa dla naszego organizmu.

Po drugie, niezwykle ważny jest dobór dodatków. Jeśli przykryjemy cały placek dużą ilością pełnotłustego sera, a na domiar złego udekorujemy go niezdrowymi dodatkami, zapewnimy sobie prawdziwą bombę kaloryczną. Plasterki cheddara warto więc wymienić na mozzarellę light, zaś np. chorizo, boczek lub kiełbasę – na dużą ilość świeżych warzyw.

Przepis na tradycyjną pizzę

Składniki:

  • 20 g mąki pszennej
  • 7 g suchych drożdży
  • 150 ml ciepłej wody
  • łyżka oliwy z oliwek
  • łyżeczka soli, pieprz, inne ulubione przyprawy
  • pół łyżeczki cukru
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • ząbek czosnku
  • mozzarella light
  • ulubione dodatki, np. szynka, pieczarki, papryka, feta, pomidory, oliwki itd.

Mąkę, drożdże, wodę, oliwę, cukier i przyprawy wrzuć do misy miksera i wyrabiaj hakiem przez ok. 15 min. Gotowe ciasto przykryj ściereczką i odstaw na 1,5 h. W tym czasie przygotuj sos, mieszając ze sobą przecier, czosnek i wybrane przyprawy. Wyrośnięte ciasto podziel na 2 lub 3 części, uformuj kulę, przykryj ściereczką i odstaw na kolejne 0,5 h. Nagrzej piekarnik do temperatury 20 stopni. Ciasto drożdżowe rozwałkuj na placki, umieść na blaszkach, posmaruj sosem, posyp serem i ułóż wybrane dodatki. Piecz ok. 9-10 min, aż do zarumienienia brzegów.

Co zrobić, by tradycyjna pizza miała mniej kalorii? - infografika Co zrobić, by tradycyjna pizza miała mniej kalorii? - infografika

Robot planetarny – niezbędny gadżet w czasie diety

Dobry robot planetarny stanowi jedno z najbardziej przydatnych urządzeń kuchennych, mogących posłużyć nie tylko do przyrządzenia pizzy, ale także do przygotowania mnóstwa innych, pysznych dań. Szczególnie pomocny może się okazać podczas diety redukcyjnej, kiedy staramy się jak najwięcej gotować w domu, tworząc zdrowsze zamienniki popularnych potraw.

Robot Kenwood Prospero+ przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom domowego gotowania oraz ułatwiania sobie codziennej pracy. Urządzenie ma moc 1000 W, a jednocześnie jest stosunkowo niewielkie i poręczne. Robot ma wiele różnych funkcji, do których należą np. mieszanie, ubijanie, zagniatanie ciasta, mielenie mięsa, przypraw i ziół, wyciskanie cytrusów, szatkowanie, blendowanie czy siekanie.

Dzięki wszystkim tym możliwościom przy jego pomocy przygotujesz pyszne koktajle i smoothies, niskokaloryczne spaghetti (funkcja mielenia pozwoli ci na samodzielne zmielenie chudego, drobiowego mięsa lub warzyw na sos), fit ciasta i desery, własne pieczywo, placki, domowe masło orzechowe oraz świeże soki.

  1. Kuchnia

Wiosna na talerzu - 4 zielone przepisy

Spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami. (Fot. Studio Zwierciało)
Spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami. (Fot. Studio Zwierciało)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Nawet jeśli lubimy zimę i niskie temperatury, to mamy już ich dość i z utęsknieniem wypatrujemy prawdziwej wiosny. Może więc spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami? Zdrowo i smacznie zaczepić ją kulinarnie. Skusić szpinakowym smoothie, zaciekawić ogórkowymi roladkami z zielonym groszkiem...

Nawet jeśli lubimy zimę i niskie temperatury, to mamy już ich dość i z utęsknieniem wypatrujemy prawdziwej wiosny. Może więc spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami? Zdrowo i smacznie zaczepić ją kulinarnie. Skusić szpinakowym smoothie, zaciekawić ogórkowymi roladkami z zielonym groszkiem...

Szpinakowy hummus

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Jest niskokaloryczny – 100 gramów to zaledwie 30 kalorii. Bazą każdego humusu jest roślina strączkowa – ciecierzyca. Jej jasne ziarenka kształtem przypominają orzeszki. Nazywana również grochem włoskim. Stanowi doskonałe źródło białka i węglowodanów. Ciecierzyca zawiera fosfor, potas, cynk, witaminy z grupy B (B9 i B6), a także żelazo, magnez oraz błonnik.

Składniki na 4–5 porcji:

  • 100 g pasty sezamowej tahini,
  • 200 g ciecierzycy z puszki,
  • 2 ząbki czosnku,
  • sok z 1/2 cytryny,
  • 200 g świeżego lub mrożonego szpinaku,
  • 3–4 łyżki oliwy,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: 20 minut

Szpinak ugotować, a następnie dodać do niego odcedzoną z wody ciecierzycę, pastę tahini, czosnek, oliwę, sok z cytryny. Całość zmiksować, na jednolitą masę. Doprawić pieprzem i solą. Podawać ze świeżym pieczywem.

Roladki z ogórka i pasty z zielonego groszku

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Zielony groszek jest silnym afrodyzjakiem – zawiera bowiem żelazo, a ono zwiększa poziom libido. Podobno Ninon de Lenclos, wolnomyślicielka, skandalistka i najsłynniejsza francuska kurtyzana, częstowała swoich kochanków zupą z zielonego groszku, rzekomo rozpalającą namiętność.

Składniki na 4 porcje:

  • długi świeży ogórek,
  • 200 g mrożonego zielonego groszku,
  • 2 ząbki czosnku,
  • cytryna,
  • 100 g kwinoa (komosy ryżowej),
  • kilka liści mięty,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: ok. 30 minut

Kwinoa ugotować do miękkości (jedna porcja komosy na dwie porcje wody). Ugotować zielony groszek, dodać liście mięty, sok z cytryny, poszatkowane ząbki czosnku i całość zmiksować na gładkie piure. Doprawić pieprzem i solą, a następnie wymieszać z ugotowaną komosą ryżową. Ogórek pokroić na bardzo cienkie długie plastry (wzdłuż dłuższego boku). Posolić z każdej strony, nałożyć farsz z groszku i komosy, zawinąć i spiąć wykałaczką.

Kalafior z sosem miętowym

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

W kalafiorze znajduje się związek o nazwie sulforafan, który Pobudza enzymy o działaniu przeciwnowotworowym i dodatkowo zwalcza bakterie Helicobacter pylori.

Składniki na 4 porcje:

  • 4 kalafiory (najlepiej małe),
  • 3 łyżki oliwy,
  • 300 g kwaśnej śmietany lub jogurtu greckiego,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 8–10 liści świeżej mięty,
  • cytryna,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: ok. godziny

Kalafiory umyć, skropić oliwą. Następnie ułożyć na blasze i piec około pół godziny lub dłużej, jeśli są większe, w 200 stopniach Celsjusza (powinny być na wpół miękkie). Do śmietany lub jogurtu dodać liście mięty, poszatkowany czosnek, sok z cytryny. Całość zmiksować. Doprawić solą i pieprzem. Polać sosem upieczone już warzywo.

Smoothie ananasowo-szpinakowe i bananowo-sałatowe

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Składniki na 4 porcje:

Ananasowo-szpinakowy:

  • świeży ananas lub ananas z puszki,
  • 10 liści świeżego szpinaku,
  • 2 brzoskiwinie,
  • 1 cm świeżego imbiru,
  • 3 łyżki wiórków kokosowych.
Bananowo-sałatowy:
  • 2 banany,
  • 200 g zielonych winogron,
  • 100 g sałaty (np. roszponki),
  • 5–6 łyżek syropu z agawy,
  • cytryna.
Czas przygotowania: 20 minut

Ananas obrać, pokroić na kawałki. Dodać szpinak, brzoskwinie, imbir oraz wiórki kokosowe i zmiksować. Jeśli napój jest zbyt gęsty, można wlać trochę wody i jeszcze raz zmiksować. Aby uzyskać smoothie bananowo-sałatowe, należy zmiksować banany, winogrona (bez pestek), sałatę, sok z cytryny. Doprawić syropem z agawy.

Natasza Socha dziennikarka, pisarka i blogerka. 

  1. Kuchnia

Jak ułatwić sobie codzienne gotowanie?

Robot planetarny Kenwood Prospero+(fot. materiał partnera)
Robot planetarny Kenwood Prospero+(fot. materiał partnera)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Nieważne, czy lubisz gotować i robisz to z pasją, czy wręcz przeciwnie – musisz przyrządzać posiłki dla rodziny, bo zależy ci na tym, żeby twoi bliscy jedli zdrowe, domowe jedzenie – w każdej z tych sytuacji robot kuchenny pomoże tobie zaoszczędzić czas i wysiłek jaki trzeba włożyć w krojenie, mielenie, blendowanie, czy szatkowanie.

Wyrabianie ciasta? Krojenie w równą kostkę? – W tych, a także w wielu innych czynnościach, może wyręczyć cię robot planetarny Kenwood Prospero+. Czas spędzony w kuchni będzie krótszy i przyjemniejszy. Ze względu na swoje liczne funkcje robot umożliwi ci robienie zdrowych koktajli i soków, ekspresowe krojenie surówek, wygniatanie ciasta na tartę, chleb czy ciasteczka, mielenie warzyw lub mięsa na pulpety. Przygotowanie obiadu zajmie dużo mniej czasu!

Robot planetarny Kenwood Prospero KHC29.W0SI - bogate wyposażenie za rozsądną cenę!

Proste, ale niezwykle wszechstronne urządzenie kuchenne z silnikiem o mocy 1000W i pojemną misą (4,3 l). Posiada wiele funkcji: 6 prędkości pracy, pracę pulsacyjną oraz 3 gniazda obrotów. W zestawie: 3 wytrzymałe mieszadła (mieszadło K, trzepaczka, hak do ciasta), szklany blender (1,2 l), który nadaje się także do kruszenia lodu, malakser z 3 tarczami (1,4 l), maszynka do mielenia, wyciskarka do cytrusów, sokowirówka i uniwersalny młynek. Ten robot wyręczy cię we wszystkich kuchennych czynnościach i pomoże przygotować bogaty repertuar dań i deserów!

Mieszadła, w zależności od rodzaju, umożliwią ci przygotowanie ciast (biszkoptowego, piaskowego) różnego rodzaju nadzień i farszów, bez, sufletów, sosów czy majonezów (trzepaczka napowietrza masy, nadając im lekkiej i puszystej konsystencji). Hak do ciasta szybko i skutecznie zagniata ciasta na makarony, pizzę, pierogi, pączki.

Blender szklany wyposażony w wyjmowane ostrza ze stali nierdzewnej umożliwi przygotowanie dużej porcji orzeźwiającego koktajlu owocowego lub soku warzywnego, smoothie, drinków, wszelkich sosów, kremów czy dań dla dzieci. Świetnie kruszy lód.

Malakser wyposażony w stalowe ostrza do szatkowania oraz zestaw 3 tarcz do cięcia i rozdrabniania (na drobno i grubo) oraz do tarcia, jest idealną przystawką do tworzenia sałatek, sosów, dipów, tarcia ziemniaków i sera czy przygotowywania warzyw do zup i gulaszy.

W zestawie znajdziesz przystawki, które wyręczą cię także w mieleniu, wyciskaniu cytrusów, mieleniu przypraw i ziół, rozdrabnianiu, szatkowaniu, siekaniu, blendowaniu, miksowaniu.

Michel Moran, ambasador marki Kenwood (fot. materiał partnera) Michel Moran, ambasador marki Kenwood (fot. materiał partnera)

Roboty planetarne Kenwood poleca szczególnie Michel Moran – ambasador marki. Znany kucharz, juror MasteChef Polska korzysta z nich nie tylko zawodowo (w restauracji czy podczas warsztatów), ale również w domu. Ułatwiają mu one wiele kulinarnych zadań. Z czytelnikami dzieli się poniżej przepisem na owocowy deser z zabajone.

Składniki:

  • 1 jabłko
  • 1 gruszka
  • 125g malin
  • 3 jajka
  • 50g cukru pudru
  • 50g masła
  • sól
  • 100g brązowego cukru
  • świeża mięta

Potrzebne akcesoria kuchenne:

  • robot planetarny Kenwood Prospero+
  • obieraczka
  • nóż
  • foremka do zapiekania
Sposób przygotowania: Obierz jabłko i gruszkę, pokrój je w ćwiartki. Na patelni rozpuść masło, dodaj jabłko i gruszkę. Gdy owoce zaczną się lekko podpiekać, dodaj do nich brązowy cukier. Do misy robota włóż 1 całe jajko i 2 żółtka. Utrzyj je z cukrem pudrem na delikatną puszystą masę - ma być prawie biała. W międzyczasie dodaj szczyptę soli. Do rondelka wrzuć maliny, zalej odrobiną wody, dodaj kilka listów mięty i łyżeczkę cukru pudru (jeśli wolisz bardziej słodkie - dodaj ciut więcej cukru). Po przestudzeniu malin, zblenduj je w kielichu robota (kilka malin zostaw do dekoracji). Włóż skarmelizowane owoce do foremki do zapiekania, polej sosem malinowym i zalej masą jajeczną. Wstaw do piekarnika rozgrzanego do maksimum (funkcja grilla) na 2 minuty - pilnuj, aby się nie przypaliło! Podawaj udekorowane malinami i świeżą miętą.

 

  1. Kuchnia

W kuchni najważniejsza jest różnorodność i słuchanie swojego organizmu – przekonuje Michel Moran

Michel Moran (fot. materiały prasowe Kenwood)
Michel Moran (fot. materiały prasowe Kenwood)
Znany juror MasterChef Polska, francuski kucharz o hiszpańskich korzeniach, ambasador marki Kenwood, ma wreszcie czas na gotowanie w domu. Przynajmniej dopóki nie otworzy nowej restauracji. A to nastąpi już niebawem… Jak prezentuje się kulinarny świat Michela Moran?

Mamy wiosnę. Jak wygląda ta pora roku w Pana kuchni? Wszyscy tęsknią za świeżymi owocami i warzywami. Tymczasem dietetycy odradzają jedzenie nowalijek. Jakie Pan ma podejście?
Nie jestem ekspertem od dietetyki. Uważam jednak, że człowiek powinien jeść to, co akurat rośnie o danej porze roku, co proponuje nam ziemia. Kalendarzowo mamy wiosnę. Musimy jednak dalej spożywać to, co mamy z zapasów. Jeszcze trochę za wcześnie na te wiosenne warzywa i owoce. We Francji czy w Hiszpanii mamy już szparagi, świeże sałaty. U nas musimy jeszcze chwilę poczekać.

Moja kuchnia jest teraz pewną mieszanką. Są takie dni, gdy nadal jemy dania tylko zimowe. Są też dni, kiedy mam już ochotę na coś lekkiego i wiosennego. To jest trudny okres dla kucharza, bo nie jesteśmy już w okresie zimowym, a jeszcze nie ma pełnej wiosny.

Jakiego rodzaju potrawy gotuje więc Pan w tym okresie?
Ta kuchnia domowa, jak wspominałem, jest dość mieszana. Niedawno przyrządzałem np. duszoną kapustę z piersią z kaczki, czyli typowo zimowe danie. Próbuję robić dużo dań warzywnych, bo jem coraz więcej warzyw, a coraz mniej mięsa. Nie znaczy to, że jestem na jakiejś diecie. Po prostu prosi mnie o to mój organizm.

Można więc powiedzieć, że zgodnie z trendami podąża Pan w stronę wegetarianizmu?
Nienawidzę „trendów”. Jestem anty-trendy. To słowo nie istnieje w mojej głowie (śmiech).

Ja po prostu staram się wsłuchiwać w swój organizm. Mam prawie 60 lat. Kiedyś jadłem bardzo dużo masła, piłem litr mleka dziennie i jadłem może 300 g glutenu (w produktach z białej mąki). Już tak nie jem, ale nie ze względu na dietę. Czuję, że to nie jest mi potrzebne. Słucham swojego organizmu.

Pamiętam jak prowadził Pan swoją restaurację Bistro de Paris i rozmawialiśmy o gotowaniu. Wówczas nie miał Pan w ogóle czasu na przyrządzanie posiłków w domu. Rozumiem, że teraz to się zmieniło?
Tak, teraz tego czasu na gotowanie w domu mam aż za dużo. Moja poprzednia restauracja jest już sprzedana, a kolejną remontuję. Myślę, że będzie gotowa dopiero w lipcu albo w sierpniu.

Gotuje więc Pan dla siebie i dla żony. Macie zgodne preferencje kulinarne?
Jesteśmy dosyć zgodni. Żona trochę bardziej uważa na dietę niż ja. Kobiety w ogóle są bardziej skrupulatne jeśli chodzi o odżywianie. Nie ma jednak takiej sytuacji, że nagle na palnikach mamy cztery różne patelnie… Zwykle jemy to samo.

Czy są dania, które szczególnie lubicie i wybieracie najczęściej?
Powiem prawdę: nie mam ulubionych dań. Uwielbiam mięsne czy rybne pulpety. Są jednak takie dni, kiedy mam ochotę na zwykły makaron ze świeżym pomidorem, plus czosnek i dobra oliwa… i jestem szczęśliwy. Bywają dni, że mam ochotę na coś bardziej wyszukanego.

Myślę, że ochota na jedzenie często jest związana z tym, jaką mamy pogodę, jaki humor, jakie plany, ile czasu na gotowanie. Kucharz nie myśli tak mocno o jedzeniu jak każdy. Żyjemy „z gotowaniem” od wielu lat, więc trochę inaczej to u nas działa, mamy inne podejście. Po prostu gotujemy.

W kuchni panuje różnorodność. Czasem mamy ochotę tylko na sałatkę, innym razem gotuję coś orientalnego. Są też dni, gdy piekę całą kaczkę w piekarniku. Nie mamy tu żadnych specjalnych reguł. Na pewno, co najmniej raz lub dwa razy w tygodniu jemy w domu świeżą rybę.

Czyli kwasy omega?
Nie jestem dietetykiem, zawsze to podkreślam, ale myślę, że najzdrowsza dieta polega na różnorodności.

Ludzie w Polsce kojarzą Pana głównie z programem MasterChef. Można powiedzieć, że ten związek jest jak „stare, dobre małżeństwo”.
10 lat już ma to małżeństwo (śmiech).

Czy czerpie Pan od tych kucharzy - amatorów inspirację?
To są ludzie, którzy mocno ewoluują. Może nie tyle czerpię inspirację, co odwagę, którą oni mają. To nie są profesjonalni kucharze. Może dlatego nie mają żadnych zakazów, żadnej reguły, żadnej granicy. I to jest piękne. Robią w kuchni co chcą. Jestem często pełen podziwu, że mają odwagę łączyć różne rzeczy, których ja, jako fachowiec, bym nie łączył, bo tak mnie uczono, bo tak się nie robi…  Potrafią stosować kulinarne połączenia, na które ja bym nie wpadł lub nie miał odwagi spróbować. To jest duża lekcja dla nas, kucharzy profesjonalnych, że czasami jesteśmy zamknięci w regułach, które istnieją w gotowaniu, albo których uczyli nas nasi szefowie wiele lat temu. Świat kulinarny też się zmienia. Przykładem są te łączenia składników, kolorów, produktów. Musimy iść do przodu.

Jest Pan też ambasadorem marki Kenwood. Prowadzi Pan warsztaty z Kenwoodem, które wcześniej odbywały się w gronie dziennikarzy kulinarnych, czy blogerów. Teraz zostały przeniesione do Internetu i są dostępne dla wszystkich. Jak Pan się odnajduje w tej nowej sytuacji?
To zupełnie inna rzeczywistość. Jest to fajne, choćby ze względu na ludzi, którzy się przyłączają online i są aktywni w tym warsztacie. Ma to więc swoje plusy. Mogę pokazać jak używać robota Kenwood, odpowiedzieć na pytania wysyłane w trakcie warsztatów przez internautów. Jest to wygodne. Nie ukrywam jednak, że wolę ten warsztat, gdzie jestem w kuchni razem z ludźmi. Mam wtedy realny kontakt z osobami, nieważne czy to jest pięć – sześć osób, czy pięćdziesiąt, ale ta wymiana jest bezpośrednia.

Jednak z Internetem dobrze Pan sobie radzi. Widoczna jest pana aktywność w mediach społecznościowych.
Nie mam wyboru. Trzeba spróbować być aktywnym. Ja jestem głównie aktywny na swoim profilu na Instagramie.

Zdradzi nam Pan plany kulinarne na najbliższą przyszłość? Wiemy już, że otwiera Pan nową restaurację.
Będzie nowa restauracja, dziesiąta edycja MasterChef, kontynuacja współpracy z Kenwoodem. I tak już dużo (śmiech).

Wracając do tematu inspiracji, o której mówiliśmy, myślę, że jestem teraz w takim okresie życia (i w takiej sytuacji na świecie), że mam zupełnie inne przemyślenia odnośnie tego, co miałbym robić… dotyczą one choćby restauracji, którą mamy otworzyć latem. Ja chcę już zapomnieć o tej kuchni wykwintnej, wyrafinowanej, jaka była w Bisto de Paris. Chciałbym teraz całkowitej zmiany. Czegoś prostego. Zastanawiam się: co powinienem proponować moim gościom na co dzień? To bardzo trudne pytanie dla mnie. Nie wiem, w którym kierunku iść… bo kucharz nie gotuje dla siebie. Kucharz gotuje dla innych. Trudno jest przewidzieć, na co mają teraz ludzie ochotę. Mam więc ogromny stres związany z nową restauracją. Pracowałem przez 40 lat w restauracjach drogich, luksusowych, dedykowanych konkretnym klientom, zwykle biznesowym. Już tego nie chcę. Chcę otworzyć restaurację dla ludzi, żeby każdy mógł wpaść. Dla dzieci, dla wegetarian, wegan, dla wszystkich. To nie jest łatwe. Teraz trzeba dobrać menu, opracować szczegóły. Obawiam się, że goście oczekują ode mnie czegoś więcej. Jak już jednak wspomniałem, mam prawie 60 lat. Restauracja ma być teraz frajdą, a nie samym biznesem.

Michel Moran:
francuski kucharz o hiszpańskich korzeniach. Znany Polakom przede wszystkim z programu MasterChef. Jako ambasador marki Kenwood prowadzi warsztaty kulinarne, podczas których wykorzystuje roboty kuchenne Kenwooda. Jak sam podkreśla: Mam  robot na stałe w mojej kuchni. Ile razy coś blendujemy, robimy ciasto, mielimy pulpety, czy szatkujemy warzywa – robot zawsze ułatwia nam pracę. Jest bardzo wygodny, nawet gdy gotujemy dla dwóch – trzech osób.

Dla miłośników gotowania Kenwood stworzył też na Facebook’u grupę You can Cook. Jeśli należysz do ludzi kochających gotowanie – warto dołączyć.