1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Jak zrobić domowy sos chutney? Oto 6 oryginalnych przepisów

Jak zrobić domowy sos chutney? Oto 6 oryginalnych przepisów

(fot. iStock)
(fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Chutney to gęsty sos z owoców, cebuli i aromatycznych przypraw. Wygląda jak konfitura, więc w pierwszej chwili może zaskoczyć smakiem. Słodycz owoców w przepisie na sos chutney, także tych suszonych, połączona ze skarmelizowaną cebulą oraz imbirem, mnóstwo przypraw, tworzą nieszablonowe połączenie. Chutney to idealny dodatek do mięs i ryb. Poznaj 6 oryginalnych przepisów na chutney Jolanty Naklickiej-Kleser.

Przepis na sos chutney z mango

Składniki:

  • 1 mango
  • 1 mała cebulka
  • 1 mała garść rodzynek
  • kawałek imbiru
  • 1/3 łyżeczki czarbuszki
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • laska cynamonu
  • sól, czarny pieprz
  • olej kokosowy lub oliwa z oliwek do smażenia

Sposób przygotowania: Mango obierz i pokrój w kostkę. Cebulkę drobno posiekaj, a imbir zetrzyj na tarce. Na patelni zeszklij cebulkę, dodaj imbir i przyprawy. Następnie dodaj mango oraz suszone owoce i duś sos chutney pod przykryciem przez kilka minut. Następnie przełóż do słoika i pasteryzuj przez ok. 15 minut.

(fot. Kornelia Stec) (fot. Kornelia Stec)

Przepis na sos chutney z gruszek

Składniki:

  • 2 gruszki
  • 1 mała cebulka
  • kawałek imbiru
  • 1 mała garść suszonych moreli
  • 1/3 łyżeczka ziaren kolendry
  • 1/4 łyżeczka płatków chilli
  • sól, czarny pieprz
  • olej kokosowy lub oliwa z oliwek do smażenia

Sposób przygotowania: Gruszki obierz i pokrój w kostkę. Cebulkę i morele drobno posiekaj, a imbir zetrzyj na tarce. Na patelni zeszklij cebulkę, dodaj imbir i przyprawy. Dorzuć suszone owoce, gruszki i duś pod przykryciem przez kilka minut. Następnie przełóż sos do słoika i pasteryzuj przez ok. 15 min.

(fot. Kornelia Stec) (fot. Kornelia Stec)

Przepis na sos chutney z jabłek i czerwonego pieprzu

Składniki:

  • 2 jabłka
  • 1 mała cebulka
  • kawałek imbiru
  • 1 mała garść suszonej żurawiny
  • 1/2 łyżeczki czerwonego pieprzu
  • 1/4 łyżeczki curry
  • sól, czarny pieprz
  • olej kokosowy lub oliwa z oliwek do smażenia

Sposób przygotowania: Jabłka obierz i pokrój w kostkę. Cebulkę i żurawinę drobno posiekaj, a imbir zetrzyj na tarce. Na patelni zeszklij cebulkę, dodaj imbir i przyprawy. Dorzuć suszone owoce, jabłka i duś pod przykryciem przez kilka minut. Następnie przełóż do słoików i pasteryzuj tak przygotowany chutney przez ok. 15 min.

(fot. Kornelia Stec) (fot. Kornelia Stec)

Przepis na sos chutney z marchewką

Składniki:

  • 2 marchewki
  • 1 mała cebulka
  • kawałek imbiru
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • sól, czarny pieprz
  • olej kokosowy lub oliwa z oliwek do smażenia

Sposób przygotowania: Marchewki obierz i pokrój w kostkę. Cebulkę drobno posiekaj, a imbir zetrzyj na tarce. Na patelni zeszklij cebulkę, dodaj imbir i przyprawy. Dorzuć suszone owoce, marchewki i duś pod przykryciem przez kilka minut. Następnie przełóż dod chutney do słoików i pasteryzuj przez ok. 15 min.

(fot. Kornelia Stec) (fot. Kornelia Stec)

Przepis na sos chutney z pomidorami

Składniki:

  • 4-5 pomidorów
  • 1 mała cebulka
  • kawałek imbiru
  • 1 mała garść suszonych fig
  • 1/2 łyżeczki kolendry
  • 1/4 łyżeczki czarnuszki
  • sól, czary pieprz
  • olej kokosowy lub oliwa z oliwek do smażenia

Sposób przygotowania: Pomidory obierz i pokrój w kostkę. Cebulę i figi drobno posiekaj, a imbir zetrzyj na tarce. Na patelni zeszklij cebulkę, dodaj imbir i przyprawy. Dorzuć suszone owoce, pomidory i duś pod przykryciem przez kilka minut. Następnie przełóż do słoików i otrzymany sos pasteryzuj przez ok. 15 min.

(fot. Kornelia Stec) (fot. Kornelia Stec)

Przepis na sos chutney z dyni

Składniki:

  • 1/4 upieczonej dyni hokkaido
  • 1 mała cebulka
  • kawałek imbiru
  • 1 mała garść posiekanych daktyli
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1/2 łyżeczki ziaren kolendry
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • sól, czarny pieprz
  • olej kokosowy lub oliwa z oliwek do smażenia

Sposób przygotowania: Cebulkę i imbir drobno posiekaj. Na patelni zeszklij cebulkę, potem dodaj imbir i dopraw ją przyprawami. Dorzuć suszone owoce oraz dynię i duś pod przykryciem przez kilka minut. Następnie przełóż chutney do słoików i pasteryzuj przez ok. 15 min.

(fot. Kornelia Stec) (fot. Kornelia Stec)

Więcej przepisów w książce:

Zdrowe przetwory. Jolanta Naklicka-Kleser Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Hawaje na talerzu – kulinarne inspiracje, pełne egzotycznych smaków

Wybrane przepisy na zdrowe, smaczne i egzotyczne posiłki. Na zdjęciu saimin (fot. z książki
Wybrane przepisy na zdrowe, smaczne i egzotyczne posiłki. Na zdjęciu saimin (fot. z książki "Jedz i pracuj nad własnym zdrowiem" Karoliny i Macieja Szaciłło)
Dzień hawajski w kuchni, w dodatku w wersji wegetariańskiej? – Hawajskie „aloha” to słowo, które kojarzyło mi się z surfingiem i powitaniem. Stosunkowo niedawno dowiedziałem się również, że „aloha” jest piątą zasadą huny - filozofii współistnienia z naturą, opartej na dawnych wierzeniach hawajskich – pisze Maciej Szaciłło w książce „Jedz i pracuj nad własnym zdrowiem”.

Aloha to życie w chwili obecnej, tu i teraz, w zgodzie ze sobą i w miłości. Dzielenie się tą wypełniającą nas radością z innymi. „Maciek, wiesz, że nasza kuchnia, nasz sposób myślenia o jedzeniu jest właśnie »aloha«” - zauważyła Karola... Coś w tym jest. „Najdłuższą podróżą, jaką odbywamy w życiu, jest ta z głowy do serca” - przeczytałem gdzieś, kiedyś. Zapamiętałem dobrze to zdanie. To właśnie w kuchni, odkąd pamiętam, pokonuję najdłuższe fragmenty owej podróży...

Hawajska owsianka na śniadanie

Dr Max Bircher-Brenner, specjalista z zakresu zdrowego odżywiania, wpadł na pomysł zalania płatków owsianych wodą (a nie gotowania) już na początku XX w. Tak przygotowany owies zachowuje wszystkie swoje właściwości zdrowotne, jednocześnie nie tracąc „rozgrzewającej mocy". Dodatek soku ananasowego, mleka i uprażonych wiórków kokosowych sprawia, że ta hawajska owsianka nadaje się zarówno na deser, jak i na śniadanie.

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Składniki:

  • 200 g płatków owsianych (można użyć oczyszczonych bez glutenu)
  • 400 ml soku ananasowego (bez dodatku cukru)
  • 1-2 garści niesiarkowanych rodzynek
  • 1 garstka poszatkowanych migdałów
  • 2 łyżki uprażonych na suchej patelni na złoty kolor wiórków kokosowych
  • ok. 100 ml mleka roślinnego dobrej jakości (np. sojowego, owsianego czy ryżowego)

Grillowany ananas (opcjonalnie):

  • 1/4 dojrzałego ananasa pokrojonego w plasterki
  • olej kokosowy do posmarowania

Płatki zalewamy sokiem ananasowym i odstawiamy na noc do namoczenia. Rano wszystkie składniki owsianki mieszamy. Możemy podać ze zgrillowanym ananasem: posmarowanego olejem kokosowym ananasa grillujemy z dwóch stron na patelni (ok. 2 minut z jednej strony).

Na obiad: hawajskie szaszłyki i dressing z mango

Rozgrzewający ananas chyba wszystkim kojarzy się z Hawajami. Te szaszłyki swoją wyjątkowość zawdzięczają właśnie jemu i marynacie łączącej sok ananasowy z sosem sojowym. Do tego prosta sałata z dressingiem z mango, cebuli i octu jabłkowego.

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Podstawą są marynowane warzywa i dodatki, które trzeba przygotować dzień wcześniej:

Marynata:

  • 1/2 szklanki sosu sojowego dobrej jakości (bez glutaminianu sodu)
  • 1/4 szklanki oliwy z pierwszego tłoczenia
  • 1 łyżka wybranej substancji słodzącej (np. melasy, słodu czy syropu)
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 1 łyżeczka suszonego imbiru
  • 1 łyżeczka czosnku w proszku
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryczki chilli w proszku (opcjonalnie)
  • 800 g warzyw i dodatków: czerwona papryka pokrojona w kostkę, ananas pokrojony w kostkę, cebula pokrojona w ćwiartki, cukinia pokrojona w jednocentymetrowe półplasterki, tofu (ok. 200 g) pokrojone w kostkę

Przygotowujemy marynatę: wszystkie składniki marynaty mieszamy. Marynatę przelewamy najlepiej do plastikowej, zamykanej torebki (lub do plastikowego, zamykanego pojemnika). Następnie wkładamy do niej wszystkie warzywa, tofu i ananasa oraz dokładnie obtaczamy je w marynacie. Całość wkładamy na noc do lodówki.

Sałata z dressingiem z mango:

  • ok. 100 g roszponki lub liści „baby” sałaty rzymskiej
  • 1/2 ogórka pokrojonego w plasterki
  • kilkanaście pomidorków koktajlowych

Dressing z mango:

  • ½ dojrzałego mango pokrojonego w kostkę
  • ½ szatkowanej cebuli
  • 3-4 łyżki octu jabłkowego
  • 3 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia
  • 1 łyżka zimnotłoczonego oleju (lnianego, z lnianki lub rzepakowego)
  • nierafinowana sól do smaku

Ponadto ok. 200 g ryżu jaśminowego lub krótkoziarnistego do sushi ugotowanego zgodnie z instrukcją na opakowaniu

Przygotowujemy szaszłyki: warzywa, tofu i ananasa nabijamy na szpikulce. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 230°C (najlepiej z funk­cją grillowania od góry i termoobiegiem). Szaszłyki pieczemy ok. 20-25 minut. W trakcie pieczenia kilkakrotnie przewracamy szaszłyki i smarujemy marynatą (najlepiej przy użyciu pędzelka). Szaszłyki podajemy z sałatą z ogórkiem, pomidorkami koktajlowy­mi z dressingiem z mango oraz ryżem. Przygotowujemy sałatkę: wszystkie składniki łączymy i polewamy dressingiem z mango. Przygotowujemy dressing z mango: wszystkie składniki miksuje­my ręcznym blenderem do uzyskania jednolitej emulsji. Na zakoń­czenie dodajemy sól do smaku.

Deser z mango pod kokosową kruszonką

„Kruszonka ze skórkę cytrynową? Nie brzmi dobrze” - zauważyłam, kiedy Maciek powiedział mi o swoim pomyśle. Nie ugiął się jednak pod naporem moich argumentów. Uparcie podążał za głosem swojej intuicji kulinarnej. Tym razem miał rację. Może kruszonka ze skórką cytrynową i mango nie brzmi dobrze, ale smakuje wybornie.

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Kokosowa kruszonka:

  • 50 g płatków owsianych (można użyć certyfikowanych, oczyszczonych z glutenu)
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • 2 łyżki oleju kokosowego (może być rafinowany)
  • 2 łyżki wybranej substancji słodzącej (np. słodu, syropu lub melasy)
  • szczypta nierafinowanej soli
  • sok z 1/2 cytryny
  • skórka otarta z 1/4 cytryny
  • 1 dojrzałe mango pokrojone w kostkę
  • listki mięty do przybrania
  • mleko kokosowe dobrej jakości do podania (opcjonalnie; bez konserwantów, minimum 75% miąższu kokosowego)

Przygotowujemy ciasto na kruszonkę: wszystkie składniki mie­szamy (bez mięty i mleka kokosowego). Mango układamy w pła­skim żaroodpornym naczyniu wysmarowanym olejem kokoso­wym. Na mango wykładamy równomiernie kruszonkę. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 170°C z termoobiegiem. Pieczemy, aż kruszonka będzie przyrumieniona (ok. 20-25 minut). Możemy podać przybrane listkami mięty i z mlekiem kokosowym. Uwaga: jeśli kruszonka zacznie się przypalać, trzeba zmniejszyć temperaturę.

Saimin na kolację

Zainspirowana japońskim ramenem, chińskim mein i filipińskim pancit. Jest trochę ostra, słodka i słona. Łączy w sobie różne wpływy i tradycje. Reprezentuje podstawowe założenia huny - życia w zgodzie z naturą oraz współistnienia kultur i religii. Na Hawajach koegzystują one w smacznej symbiozie. „Sercem” saiminu jest wywar. Dodatki mogą być przeróżne. My wybraliśmy pieczarki, tofu i kapustę.

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Składniki:

  • 2 łyżki oleju roślinnego (najlepiej ryżowego)
  • ½ drobno poszatkowanej cebuli
  • 2 drobno poszatkowane ząbki czosnku
  • obrany i drobno poszatkowany kawałek imbiru wielkości kciuka
  • ok. 1 drobno poszatkowanej czerwonej papryczki chilli (opcjonalnie; z pestkami lub bez)
  • 2 pokrojone na cienkie paseczki wędzone śliwki
  • 1 l wywaru warzywnego lub 2 ekologiczne kostki rosołowe, warzywne dobrej jakości (bez polepszaczy smaku) rozpuszczone w 1 l wrzątku
  • świeżo mielony pieprz do smaku
  • dobrej jakości sos sojowy do smaku (bez glutaminianu sodu)
  • ok. 200 g makaronu ryżowego lub sojowego przygotowanego zgodnie z instrukcją na opakowaniu

Dodatki:

  • 3 łyżki oleju roślinnego (najlepiej ryżowego)
  • ok. 150 g grubo poszatkowanej kapusty pekińskiej lub pak choi
  • ½ szklanki wody
  • 100 g tofu pokrojonego w plasterki
  • 3 łyżki sosu sojowego dobrej jakości (bez glutaminianu sodu)
  • ok. 150 g pieczarek pokrojonych na pół
  • drobno poszatkowana dymka do podania

W garnku na oleju podsmażamy cebulę, czosnek, imbir, chilli i śliwki, aż będą szkliste. Uważamy, aby ich nie przypalić. Wywar wlewamy do podsmażonych cebuli, czosnku, imbiru, chilli i śliwki. Całość gotujemy na małym ogniu. Pod koniec gotowania dodaje- my sos sojowy do smaku (zupa powinna być dość słona, aby zrównoważyć słodycz warzyw). W tym czasie na oleju (2 łyżki) podsmażamy z dwóch stron tofu (ok. 2 minut z każdej strony). Na koniec podlewamy 2 łyżkami sosu sojowego. Analogicznie postępujemy z pieczarkami (1 łyżka oleju i 1 sosu sojowego). Na końcu pod przykryciem dusimy kapustę z wodą. W misce układamy porcję makaronu, tofu, pieczarek i kapusty. Wlewamy ciepłą zupę i podajemy posypane dymką.

Przepisy z książki Karoliny i Macieja Szaciłło „Jedz i pracuj nad własnym zdrowiem” – 2 część bestsellera.

  1. Kuchnia

Pasty warzywne do kanapek i nie tylko. Ciekawe pomysły na wykorzystanie naturalnych past w kuchni

Pasty warzywne uwielbiają nie tylko wegetarianie. Odpowiednio skomponowane i starannie przyprawione warzywa stanowią prawdziwe bogactwo smaków i aromatów. Pysznie smakują same w sobie i na kromce świeżego pieczywa. Jednak pasty warzywne to o wiele więcej, niż tylko dodatek do kanapki. Wzbogacają smak każdej potrawy, stanowią doskonałe wykończenie dań mięsnych i wegetariańskich. Dodatkowo, zamknięte w słoiczkach, są wygodne i zawsze gotowe do eksperymentowania w kuchni lub po prostu do zjedzenia.

Z jakich warzyw przygotowywać pasty warzywne

Pasty warzywne najlepiej przygotowywać z warzyw sezonowych. Cukinia, bakłażan, papryka, buraki czy też dynia to idealne warzywa do past, ale tak naprawdę możecie sięgać po wszystko, na co macie ochotę. Ważnym składnikiem past warzywnych są rośliny strączkowe, na przykład ciecierzyca lub soczewica, dzięki którym pasty stanowią nie tylko dodatek do potraw, ale również sycącą i pełnowartościową przekąskę.

Aby wydobyć niezwykły smak i aromat większości warzyw, warto je upiec lub grillować, dodać do nich aromatyczne suszone pomidory, suszone owoce, różnego rodzaju nasiona, orzechy, prażoną cebulkę. Przygotowując pastę warto też pamiętać o ziołach i przyprawach, które podbijają smak warzyw, a w rezultacie smak i aromat potraw przygotowanych na bazie past lub z ich dodatkiem.

Jak przygotować pastę warzywną?Jak przygotować pastę warzywną?

Pasty warzywne – przygotować samodzielnie czy sięgnąć po gotowe

Przygotowanie past warzywnych zazwyczaj jest czasochłonne. Wymaga nieraz całej serii eksperymentów, by w końcu otrzymać pastę gotową nie tylko do zjedzenia na kanapce, ale do wszelkich kulinarnych zadań specjalnych. Jeśli nie macie czasu lub ochoty na samodzielne przygotowywanie past, sięgnijcie po Wawrzyńca. Pasty Wawrzyniec to oryginalna kompozycja warzyw i starannie dobranych przypraw, podkreślających ich wyjątkowy smak i aromat. Są w 100% naturalne, takie, jak byście przygotowywali je we własnych kuchniach. Wygodne i proste w użyciu – wystarczy sięgnąć po słoik z pastą, by odmienić każdy posiłek od śniadania, poprzez lunch, aż po kolację. Pasty warzywne Wawrzyniec doskonale nadają się do dań na ciepło i na zimno, w domu, w podróży, w pracy, plenerze, czy też do grilla.

Jeśli raz spróbujecie past Wawrzyniec, będziecie po nie sięgać już zawsze. I to nie tylko do kanapek. Sprawdźcie sami, eksperymentujcie w swoich kuchniach, jedzcie pasty prosto ze słoiczka, wzbogacajcie smak najprostszych i tych najbardziej wyrafinowanych dań. Smacznego!

Papryka faszerowana z grilla z pastą Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem, serem feta i czarnymi oliwkami

Wybieracie się na grilla? Nie zapomnijcie zabrać ze sobą Wawrzyńca. Zamiast zwykłego ketchupu sięgnijcie po pastę Wawrzyniec z suszonymi pomidorami i żurawiną, która wzbogaci smak kiełbasek, karkówki, skrzydełek i innych mięsnych potraw z grilla. Na ruszcie koniecznie zróbcie miejsce także dla faszerowanych papryczek, pysznie doprawionych pastą Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem z dodatkiem aromatycznych suszonych pomidorów i bazylii.

Składniki:

  • 10 papryk czereśniowych lub 4 zwykłe
  • Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem
  • 100 g sera feta
  • 100 g serka koziego (roladka)
  • 2 ząbki czosnku
  • 50 ml gęstej śmietanki kremówki
  • 2 łyżki oliwy
  • Szczypta czarnego pieprzu
  • garść rukoli

Przygotowanie:

Papryki myjemy, kroimy wzdłuż na pół, usuwamy gniazda nasienne.

W miseczce rozgniatamy ser feta, dodajemy ser kozi, pastę Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem, przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, szczyptę czarnego pieprzu i śmietankę kremówkę. Mieszamy do połączenia składników.

Napełniamy farszem połówki papryki, układamy na skropionej oliwą tacce aluminiowej, grillujemy ok. 20 minut.

Grillowane papryki skrapiamy oliwą i dekorujemy listkami rukoli.

Tortilla z kurczakiem, sałatą, pomidorem, ogórkiem i pastą Wawrzyniec

z grillowanym bakłażanem

Do pracy lub szkoły tradycyjnie można zabrać ze sobą kanapki albo… pyszną tortillę, której smak wzbogacicie starannie przyprawionymi warzywami, zamkniętymi w słoiczku z Wawrzyńcem. Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem, Wawrzyniec ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami, a może Wawrzyniec z marchewką, dynią i curry? Nie musicie wybierać – za każdym razem możecie doprawiać swoje tortille inną pastą, eksperymentować z różnymi smakami i cieszyć się nimi w pracy, szkole czy też w plenerze.

Składniki:

  • 6 placków tortilli z mąki pszennej
  • 40 dag piersi kurczaka
  • Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem
  • 8 liści sałaty lodowej
  • 2 pomidory
  • nieduży ogórek
  • 3 łyżki oliwy
  • przyprawy: łyżeczka słodkiej papryki, spora szczypta pieprzu cayenne, szczypta kuminu, łyżeczka oregano, łyżeczka suszonego czosnku, szczypta soli

Sos czosnkowy:

  • małe opakowanie jogurtu naturalnego typu greckiego
  • łyżka majonezu
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka soku z cytryny
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

Pierś z kurczaka kroimy w paski. Przekładamy do miski, dodajemy 3 łyżki oliwy i przyprawy. Mieszamy. Odstawiamy do lodówki na co najmniej 1 godzinę.

Jogurt łączymy z majonezem, dodajemy przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, sól i pieprz oraz sok z cytryny. Dokładnie mieszamy i odstawiamy do lodówki.

Podsmażamy mięso na złoty kolor, od czasu do czasu mieszając

Sałatę rwiemy na mniejsze kawałki. Pomidory i ogórka kroimy w kosteczkę.

Placki tortilli podgrzewamy na patelni.

Każdy placek smarujemy pastą Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem, dodajemy kurczaka, przygotowane wcześniej warzywa, polewamy sosem czosnkowym, zwijamy. Tortille na wynos dodatkowo zawijamy w folię aluminiową.

Makaron penne z hummusem z pestkami dyni i słonecznika z oliwkami i kaparami

Hummus doskonale smakuje z pieczywem, ale to nie znaczy, że trzeba się ograniczać tylko do kanapek! Wawrzyniec hummus z pestkami dyni i słonecznika może być podany jako dip do gotowanych warzyw, grillowanych potraw, takich jak szaszłyki czy kiełbaski, paluszków grissini i nachosów, ale można z niego przygotować także doskonały sos do makaronu. Makaron penne z humusem z pestkami dyni i słonecznika podany z oliwkami i kaparami to doskonałe, sycące danie, które przygotujecie w kilkanaście minut. I już macie pomysł na szybki obiad.

Składniki:

  • makaron penne 200 g
  • Wawrzyniec hummus z pestkami dyni i słonecznika
  • 2 łyżki marynowanych kaparów
  • Mały słoiczek drylowanych czarnych oliwek
  • 2 ząbki czosnku
  • Sok z połówki cytryny
  • Mała cebula
  • Łyżka oliwy
  • Świeżo posiekana natka pietruszki do dekoracji

Przygotowanie:

Makaron gotujemy al dente w lekko osolonej wodzie. Odcedzamy, pozostawiając szklankę wody z gotowania makaronu.

W rondlu lekko rozgrzewamy oliwę, dodajemy drobno posiekaną cebulę, szklimy.

Do zeszklonej cebuli dodajemy przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, chwilę smażymy, aż uwolni swój aromat.

Do rondla dodajemy hummus, stopniowo podlewamy wodą z gotowania makaronu, aż otrzymamy konsystencję sosu.

Kapary odcedzamy, dodajemy do hummusu razem z pokrojonymi w krążki oliwkami. Dodajemy makaron, mieszamy. Na talerzach dekorujemy posiekaną natką pietruszki.

Roladki z kurczaka z pastą Wawrzyniec z groszkiem, natką i koperkiem z zielonymi szparagami i parmezanem

Pomysłów na potrawy ze szparagami jest tak wiele, że w krótkim sezonie na świeże, polskie szparagi, nie uda się wypróbować nawet połowy z nich. Doprawiajcie szparagi pastami warzywnymi Wawrzyniec, by w tym krótkim czasie czerpać z nich jak najwięcej kulinarnej przyjemności. Jeśli szukacie pomysłu na wyjątkowe danie, koniecznie przygotujcie roladki z kurczaka z pastą Wawrzyniec z groszkiem, natką i koperkiem z zielonymi szparagami i parmezanem pod beszamelem. To idealne danie na niedzielny obiad lub kolację we dwoje.

Składniki:

  • dwie nieduże piersi z kurczaka
  • pęczek zielonych szparagów
  • 8 plasterków szynki parmeńskiej
  • Wawrzyniec z groszkiem, natką i koperkiem
  • 50 g parmezanu w płatkach
  • oliwa z oliwek

Sos beszamelowy:

  • 30 g masła
  • 40 g mąki
  • 0,5 l mleka
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól i pieprz

Przygotowanie:

Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C.

Szparagi myjemy, odłamujemy zdrewniałe końce.

Piersi z kurczaka dzielimy na 2 części, każdą część delikatnie rozbijamy tłuczkiem na około 1 cm sznycle. Oprószamy solą i pieprzem.

Smarujemy sznycle pastą Wawrzyniec z groszkiem, natką i koperkiem, na każdym układamy 3-4 szparagi, posypujemy płatkami parmezanu, zwijamy w ciasne roladki, które owijamy plasterkiem szynki parmeńskiej.

Przygotowujemy beszamel – podgrzewamy mleko. Masło roztapiamy w rondlu, dodajemy do masła mąkę, mieszając, aż powstanie masa bez grudek. Do masy, nie przerywając mieszania wlewamy mleko. Doprawiamy sos colą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Roladki przekładamy do naczynia żaroodpornego wysmarowanego oliwą, polewamy sosem beszamelowym. Główki szparagów skrapiamy oliwą. Całość posypujemy parmezanem,

Naczynie wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st. C piekarnika. Zapiekamy 25 minut.

Sprawdź też sposób na kurczaka z zielonym curry z pastą z cukinii

Grzanki z grilla z kozim serkiem, pastą Wawrzyniec ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami, rukolą, pomidorkami koktajlowymi i czerwoną cebulą

Nawet zwykły grill w środku zapracowanego tygodnia może mieć niecodzienny charakter. Wystarczy, że obok tradycyjnych potraw mięsnych w grillowym menu pojawią się grzanki z kozim serkiem, pastą Wawrzyniec ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami, a spotkanie przy grillu zamieni się w prawdziwą kulinarną ucztę.

Składniki

  • bagietka francuska
  • Wawrzyniec ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami
  • ser kozi miękki, do smarowania
  • garść pomidorków koktajlowych
  • garść rukoli
  • mała czerwona cebula
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek

Przygotowanie

Pomidorki kroimy na połówki, cebulę w piórka.

Bagietkę kroimy pod skosem na kromki, smarujemy pastą Wawrzyniec ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami, a następnie serkiem kozim. Układamy na kromkach połówki pomidorków koktajlowych i piórka czerwonej cebuli.

Tak przygotowane kromki układamy na lekko rozgrzanym grillu, grillujemy do zezłocenia grzanek.

Grzanki podajemy skropione oliwą i udekorowane listkami rukoli.

Kebab w bułce pita z kurczakiem, warzywami i hummusem z pestkami dyni i słonecznika

Orientalny street food we własnej kuchni? Dlaczego nie! Kebab w bułce pita z hummusem zabierze Cię w kulinarną podróż w najdalsze zakątki świata. Wykorzystaj do jego przygotowania starannie przyprawiony Wawrzyniec hummus z pestkami dyni i słonecznika i ruszaj w drogę!

Składniki:

Chlebek pita:

  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżeczki suchych drożdży (7g)
  • 1 ¼ szklanki letniej wody
  • 2 łyżki oliwy z oliwek + oliwa do smarowania chlebków pita
  • łyżka cukru
  • łyżeczka soli

Kebab:

  • 20 dag mięsa drobiowego lub cielęcego
  • Wawrzyniec hummus z pestkami dyni i słonecznika
  • ćwierć główki kapusty pekińskiej
  • ćwierć główki małej kapusty modrej
  • pomidor
  • ogórek
  • czerwona cebula
  • opcjonalnie: odrobina octu jabłkowego

Marynata do mięsa:

  • 1 łyżka słodkiej papryki wędzonej
  • 1 łyżka papryki słodkiej
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 łyżeczka suszonego czosnku
  • szczypta chili
  • szczypta soli
  • 2 łyżki oliwy z oliwek

Sos czosnkowy:

  • kubek jogurtu naturalnego
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka majonezu
  • sól i pieprz do smaku
  • łyżeczka soku z cytryny

Sos pikantny:

  • 2 łyżki majonezu
  • 2 łyżki ketchupu pikantnego
  • szczypta pieprzu
  • szczypta chili

Przygotowanie:

Chlebki pita
Połowę letniej wodę wlewamy do kubka, dodajemy drożdże, łyżeczkę mąki i cukru. Odstawiamy na kilka minut.

Kiedy drożdże ruszą, przesiewamy mąkę do miski, dodajemy oliwę, sól, cukier i resztę letniej wody. Wyrabiamy miękkie, elastyczne ciasto. Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, minimum na godzinę, aż ciasto podwoi swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto dzielimy na 8 równych części, każdą formujemy w kulę, następnie rozwałkowujemy na kształt koła. Przekładamy chlebki na blat wyłożony papierem do pieczenia, ponownie odstawiamy do wyrośnięcia, tym razem na 30 minut.

W tym czasie w piekarniku rozgrzanym do 250 st. C nagrzewamy blachę. Wyrośnięte chlebki, smarujemy oliwą z oliwek, przekładamy razem z papierem do pieczenia na rozgrzaną blachę. Pieczemy 9-10 minut, aż wyrosną i nabiorą złoty kolor.

Kebab
Mięso kroimy w cienkie plasterki, przekładamy do miski, dodajemy oliwę i przyprawy. Mieszamy, odstawiamy na co najmniej godzinę. Plastry mięsa nadziewamy na szpadki do kebaba, układamy w naczyniu żaroodpornym tak, aby szpadka z dwóch stron opierała się o brzeg naczynia.

Nagrzewamy piekarnik do 230 st. C lub ustawiamy funkcję grilla. Naczynie z mięsem wkładamy do piekarnika, pieczemy ok. 40 minut, od czasu do czasu odwracając mięso na drugą stroną, by równomiernie się podpiekało.

Sos czosnkowy i pikantny

Składniki na wybrany sos łączymy, odstawiamy do lodówki na godzinę, do połączenia smaków i aromatów.

Kebab w bułce pita

Kapustę pekińską i modrą kroimy w cienkie paseczki, skrapiamy odrobiną octu jabłkowego. Cebulę kroimy w piórka, pozostałe warzywa w kostkę.

Upieczone chlebki pita kroimy w górnej części tak, by otrzymać kieszonki, następnie od wewnątrz smarujemy hummusem, dodajemy warzywa i skrojone ze szpadek kawałki mięsa. Dodajemy sos czosnkowy lub pikantny.

Naleśniki zapiekane ze szpinakiem, ricottą i pastą Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem

Pasty warzywne idealnie podkreślają smak farszu do różnego rodzaju naleśników serwowanych w wersji wytrawnej. Niezależnie od tego, czy wybierzecie farsz wegetariański czy mięsny, z pastami warzywnymi Wawrzyniec zawsze będzie pysznie doprawiony. Macie ochotę na naleśniki zapiekane ze szpinakiem i ricottą? Łagodny farsz warto doprawić pastą Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem, by w porze lunchu w pracy lub obiadu w domu zasiąść do treściowego posiłku, który zaspokoi głód i potrzebę zjedzenia czegoś naprawdę pysznego.

Składniki:

Ciasto naleśnikowe:

  • 130 g mąki pszennej
  • 2 jajka
  • 330 ml mleka
  • 100 ml śmietany kremówki
  • szczypta soli
  • olej lub masło klarowane do smażenia

Farsz ze szpinakiem i ricottą:

  • 500 g świeżego szpinaku baby
  • Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem
  • 200g sera ricotta
  • 2 ząbki czosnku
  • mała cebula
  • łyżka oliwy
  • po szczypcie soli i gałki muszkatołowej


Sos beszamelowy:

  • 30 g masła
  • 40 g mąki
  • 0,5 l mleka
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól i pieprz

Dodatkowo:

  • 100 g sera tartego Grana Padano

Przygotowanie:

Ze składników na ciasto naleśnikowe przygotowujemy ciasto, miksując wszystkie składniki na średnich obrotach miksera, aż do uzyskania masy bez grudek. Odstawiamy masę do lodówki na 1,5 godziny. Na oleju lub maśle klarowanym smażymy naleśniki.

Cebulę kroimy w kostkę, szklimy na łyżce oliwy. Do zeszklonej cebulki dodajemy przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, chwilę smażymy do uwolnienia jego aromatu. Dodajemy szpinak i szczyptę soli, dusimy, aż listki zwiędną. Zestawiamy patelnię z kuchenki, dodajemy pastę Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem, ser ricotta, szczyptę gałki muszkatołowej, całość mieszamy.

Ze składników na sos przygotowujemy beszamel – roztapiamy w rondlu masło, dodajemy mąkę, starannie mieszając, aż powstanie masa bez grudek. Do masy, nie przerywając mieszania wlewamy ciepłe mleko. Doprawiamy sos solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Farsz nakładamy na naleśniki, które następnie zwijamy w rulony i układamy w naczyniu żaroodpornym, polewamy sosem beszamelowym i posypujemy serem Grana Padano. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 st. C i zapiekamy 30 minut.

Sprawdź też sposób na naleśniki z pastą warzywną z grillowanego bakłażana

Grissinni z pastą Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem i szynką parmeńską podane na rukoli z oliwkami i parmezanem

W imprezowym menu główną rolę odgrywają przekąski. Jak najbardziej mogą to być apetyczne kanapki z bagietki francuskiej z pastami warzywnymi i różnymi dodatkami, ale dlaczego nie podać past warzywnych z zupełnie innym rodzajem pieczywa? Grissini, włoskie paluszki chlebowe, aż się proszą o otulenie ich szynką parmeńską z pastą Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem. Podane na rukoli z oliwkami i parmezanem… hmmm… palce lizać!


Składniki:

  • opakowanie paluszków chlebowych grissini
  • Wawrzyniec z grillowanym bakłażanem
  • szynka parmeńska
  • pół opakowania rukoli
  • 50 g czarnych oliwek
  • 50 g parmezanu w płatkach
  • oliwa z oliwek

Przygotowanie:

Plasterki szynki delikatnie smarujemy pastą z grillowanym bakłażanem, kroimy wzdłuż na 2 paski. Grissini zawijamy w paski szynki.

Rukolę wysypujemy na talerz. Grissini układamy na rukoli, całość skrapiamy oliwą z oliwek i dekorujemy czarnymi oliwkami i parmezanem.

Zupa krem z cukinii z mascarpone, pastą Wawrzyniec z groszkiem, natką pietruszki i koperkiem i grzankami

Zwykłe kanapki do pracy vs. zupa krem z cukinii z mascarpone, apetycznie przyprawiona pastą Wawrzyniec z groszkiem, natką pietruszki i koperkiem i podana z chrupiącymi grzankami? My już mamy swojego faworyta. Zupy, zwłaszcza podane w postaci kremów, wyszły z domów i towarzyszą nam w pracy lub w czasie wolnym w plenerze, gdzie zabieramy je w kubkach termicznych lub termosach. Nic dziwnego, bo dają szerokie pole do kulinarnych popisów, stanowią ciepły i smaczny posiłek, zwłaszcza kiedy wyjątkowego smaku i aromatu dodają im idealnie skomponowane i przyprawione pasty warzywne Wawrzyniec. Te z zielonych warzyw pysznie smakują doprawione pastą Wawrzyniec z groszkiem, natką pietruszki i koperkiem lub grillowaną cukinią i curry, z pomarańczowych – z marchewką, dynią i curry, a z czerwonych – ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami.

Składniki:

  • cukinia średniej wielkości lub dwie małe
  • Wawrzyniec z groszkiem, natką pietruszki i koperkiem
  • 0,7 – 1l bulionu warzywnego lub drobiowego
  • 150 g mascarpone
  • cebula
  • z ząbki czosnku
  • 2 łyżki oliwy
  • grzanki

Przygotowanie:

Cebulę kroimy w kostkę, podduszamy na oliwie. Dodajemy przeciśnięte przez praskę lub posiekane ząbki czosnku, jeszcze chwilę dusimy, aż czosnek uwolni swój aromat.

Dodajemy pokrojoną w kostkę cukinię, podlewamy bulionem i gotujemy 10 minut.

Zupę miksujemy na gładki krem z mascarpone i pastą Wawrzyniec z groszkiem, natką pietruszki i koperkiem. Podajemy z grzankami.

<<Sprawdź inny sposób na zupę krem>>

Ptysie z faszerowane pieczarkami z pastą Wawrzyniec z grillowaną cukinią i curry

Jeśli ptysie kojarzą się Wam jedynie z cukiernią, czas poeksperymentować z wytrawnymi farszami. Ciasto zaparzane, z którego przygotowuje się ptysie i groszek ptysiowy, wbrew pozorom nie sprawia większych trudności i świetnie smakuje nie tylko z farszem na słodko. Ptysie z farszem pieczarkowym z pastą Wawrzyniec z grillowaną cukinią i curry to świetna przekąska w imprezowym menu, ale też pożywne śniadanie lub apetyczny dodatek do kremowej zupy w porze obiadowej. Sami zdecydujcie, kiedy jest na nie najlepsza pora.

Składniki:

Ciasto ptysiowe:

  • szklanka mąki pszennej
  • 100 g masła
  • 4 duże jajka
  • szklanka wody
  • łyżeczka soli

Farsz:

  • 250 g pieczarek
  • Wawrzyniec z grillowaną cukinią i curry
  • 50 g tartego sera cheddar
  • cebula
  • olej do smażenia

Przygotowanie:

Cebulę kroimy w drobną kosteczkę, szklimy na niewielkiej ilości oleju. Pieczarki oczyszczamy, kroimy w cienkie paseczki lub ścieramy na tarce. Dodajemy do cebuli, smażymy kilka minut, aż woda z pieczarek odparuje i grzyby zaczną się rumienić.

Do zrumienionych pieczarek dodajemy pastę Wawrzyniec z grillowaną cukinią i curry oraz cheddar. Mieszamy.

Do garnka przekładamy masło, dodajemy wodę i łyżeczkę soli. Zagotowujemy, mieszając do całkowitego rozpuszczenia masła. Dodajemy mąkę i energicznie mieszamy. Po 1-2 minutach zestawiamy garnek z kuchenki.

Kiedy ciasto wystygnie, dodajemy po jednym jajku, miksując do połączenia składników.

Nagrzewamy piekarnik do 180 st. C. Szprycą lub łyżką zanurzaną w wodzie nakładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia porcje ciasta wielkości orzecha włoskiego. Pieczemy do zrumienienia około 15-20 minut.

Upieczone ptysie kroimy i napełniamy przygotowanym farszem. Do faszerowania możemy też wykorzystać szprycę.

Ptysie możemy upiec dzień wcześniej. Wówczas faszerujemy je przed podaniem. Można też nafaszerowane ptysie lekko podgrzać w piekarniku.

Pasty warzywne – niezliczone możliwości

Choć pasty warzywne pysznie smakują na kanapkach, wiemy, że warto je wykorzystywać na jeszcze tysiąc innych sposobów. Drugi tysiąc przepisów z pewnością jesteście w stanie stworzyć sami. Ogranicza Was tylko kulinarna wyobraźnia. Chociaż jesteśmy pewni, że dzięki naturalnym i idealnie skomponowanym pastom warzywnym Wawrzyniec w kuchni nie ma już żadnych ograniczeń.

  1. Zdrowie

Woda zdrowia doda

Tylko odpowiednia zawartość wody w organizmie gwarantuje utrzymanie stałej temperatury ciała. Bez niej nie możemy dobrze trawić, wchłaniać składników odżywczych czy wydalać produktów metabolizmu oraz toksyn. (Fot. iStock)
Tylko odpowiednia zawartość wody w organizmie gwarantuje utrzymanie stałej temperatury ciała. Bez niej nie możemy dobrze trawić, wchłaniać składników odżywczych czy wydalać produktów metabolizmu oraz toksyn. (Fot. iStock)
Pij wodę, pij wodę, pij wodę. Powtarzam te słowa, ponieważ wypowiadam je codziennie wiele razy. Mówię to każdemu pacjentowi. Podsumowuję tym zaleceniem swoje wykłady, a i nie raz na łamach „Zwierciadła” o tym pisałam. To może jeszcze raz…

Gdy sąsiadka mówi, że mało pije, stawiam przed nią szklankę z wodą. Gdy pacjentka podczas sesji powiedziała ostatnio, że nie wie, ile pije – odesłałam ją, aby przyniosła sobie butelkę i piła w trakcie konsultacji. Czy wodą można zdziałać cuda? Nie… Ale bez niej możemy umrzeć!

Trochę fizjologii. Woda wchodzi w skład wszystkich komórek, jest też w płynach ustrojowych (mózgowo-rdzeniowym czy w osoczu). Wypełnia chrząstki – gdy mamy jej w ciele mało, one niczym wyschnięte gąbeczki pozwalają kościom na ocieranie się o siebie, co powoduje zniszczenie i ból. Mózg powinien składać się w 75 proc. z wody – jeżeli nie wypijemy jej odpowiednio dużo, to lekko nam zwiędnie. Tylko odpowiednia zawartość wody w organizmie gwarantuje utrzymanie stałej temperatury ciała. Bez niej nie możemy dobrze trawić, wchłaniać składników odżywczych czy wydalać produktów metabolizmu oraz toksyn. O ileż mniej czasu antenowego zajmowałyby reklamy środków na przeczyszczenie, gdybyśmy pili wodę! Jest ona też niezbędna do regulacji gospodarki wodno-elektrolitowej i kwasowo-zasadowej. Często słyszę pytania o odkwaszanie organizmu. A nasze ciało powinno sobie z tym radzić – jeżeli będziemy pić!

Ile? Dorosła kobieta zgodnie z normami Instytutu Żywności i Żywienia powinna wypijać dwa litry wody dziennie, mężczyzna o pół litra więcej. Ale… im więcej jemy (zwłaszcza słodyczy i białek), tym więcej płynów musimy przyjmować. O upale, aktywności fizycznej, klimatyzowanych i podgrzewanych pomieszczeniach nie wspomnę.

Czy tylko woda? Oczywiście, że nie. Owoce i warzywa mają w sobie dużo wody. Ponad 90 proc. wody jest na przykład w: ogórku, cukinii, pomidorze i kapuście pekińskiej, rabarbarze, rzodkiewce, szparagach, szpinaku, bakłażanie, papryce i kalarepce oraz truskawkach i arbuzie. Jeżeli jednak wyciśniemy z nich sok, to pozbawimy je błonnika. Szybko wchłoną się składniki pokarmowe, w tym cukry. Dlatego soki nie powinny stanowić źródła płynów. 200–300 mililitrów dziennie, nie więcej.

Czy kawa pozbawia nas wody? Nie do końca. Wprawdzie tuż po jej wypiciu nerki pracują szybciej, ale proces ten nie wpływa na wydalanie moczu przez cały dzień. Pijmy herbatki i napary ziołowe, wodę z miętą, cytryną, maliną i cokolwiek nam jeszcze wpadnie do głowy (lub do wody). Nalewajmy sobie ją do butelki i odmierzajmy, czy zbliżamy się do dziennego celu. Możemy postawić szklanki w każdym kątku i przechodząc, popijać. Lepiej po łyczku niż całą szklankę duszkiem. Dlaczego? Natychmiastowe wypicie płynu powoduje podniesienie ciśnienia krwi, „pogania” nerki i wydalanie moczu. Płyn przepłynie przez nas, zamiast powoli się przesączyć. Gdy ktoś proponuje ci coś do picia, zawsze poproś o wodę (zamiast mówić: „dziękuję, ja na minutkę”). Można zainstalować sobie aplikację, która o wodzie będzie przypominała.

Z gazem czy bez? To bez znaczenia (chyba że macie chory żołądek, wtedy dwutlenek węgla może go bardziej podrażniać). W fantastycznej książce Filipa Zawady „Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna” jest zdanie: „Miłość do drugiego człowieka to dziwne uczucie. Jeżeli przyjrzeć się wnikliwie, kochamy w sześćdziesięciu procentach wodę, która jest głównym składnikiem ludzkiego ciała”. Niestety, większość moich pacjentów jest odwodniona (przeciętnie mają w sobie 35–45 proc. wody). Życzę wam więc więcej wody do kochania!

  1. Zdrowie

Waga zmiany – epidemia otyłości [RAPORT]

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Z jednej strony karmieni jesteśmy reklamami szczupłych, idealnych ciał. Z drugiej – tyjemy w tempie ekspresowym. Jest i trzecia strona – ruch body positive. Moje ciało jest moje i nikomu nic do tego – słyszymy. Jak znaleźć złoty środek?

Wiedziałam, że jest mnie za dużo. Miałam świadomość ryzyka zdrowotnego, wyobrażałam sobie swoje otłuszczone organy, wysiłek, jaki musi wykonać serce, żeby pompować krew – opowiada Dorota Zygmunt, ambasadorka kampanii „W Nowym Kształcie”, skierowanej do osób zmagających się z otyłością. – Bliscy zawsze mnie akceptowali, ale od obcych ludzi doświadczałam ośmieszania, wytykania palcem. Pamiętam szczególnie jedno wydarzenie. Moment dla mnie przełomowy. Byliśmy w Łebie. Zawsze uwielbiałam wakacje nad morzem, choć już sama myśl o wciskaniu się w kostium i wychodzeniu na plażę była trudna. Uparłam się, żeby popłynąć rowerem wodnym. Chętnych było dużo, czekaliśmy, a kiedy w końcu wsiedliśmy, okazało się, że rower przechyla się niebezpiecznie na stronę, po której siedziałam. Pan z obsługi powiedział, że nie da rady. Musimy wysiąść. Patrzył na nas, na mnie, tłum ludzi. Wstyd, jaki wtedy czułam, pamiętam do dziś. Dotarło do mnie, że muszę sobie pomóc.

Boli własne odbicie w lustrze. I nie tylko to. – Nikt, kto nie był otyły, nie zrozumie przeżyć otyłego – mówi Dorota. – Tego, co czuje w samolocie, co, kiedy musi usiąść na leciutkim krzesełku na szkolnych akademiach dzieci, co, gdy biegnie do autobusu, gdy uprawia seks. To zawsze ogromna samotność. Nawet jeśli ktoś, kogo kochasz, mówi ci: „Jest OK”. Otyli bywają weseli, przymilni, swoim zachowaniem walczą o akceptację. Ale to jedynie maska.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka, dodaje: – Osoby otyłe często mówią, że kiedy idą alejką pośrodku samolotu czy autokaru, widzą, jak wszyscy patrzą z przerażeniem: usiądzie koło mnie czy nie? W dodatku takie przekonanie potrafi siedzieć im w głowie, nawet kiedy zgubią już nadmiarowe kilogramy. Znam chłopaka, który schudł z otyłości olbrzymiej do normy. I w samolocie nadal wydawało mu się, że wszyscy na niego patrzą. W głowie ciągle był gruby. Z drugiej strony – są ludzie, którzy zmianę w życiu odkładają do czasu, aż schudną. „Mam beznadziejną pracę, ale zacznę szukać nowej, kiedy schudnę”. Albo: „Nie układa mi się z mężem, ale o tym, czy chcę z nim być, pomyślę, kiedy już będę szczupła”. Nie są tak naprawdę gotowi na kolejną zmianę, więc hamują tę pierwszą.

Kod E66

Problem dotyczy wielu z nas. Bo jako społeczeństwo tyjemy. Najszybciej w Europie. Szybciej niż Ameryka. Około 58 proc. Polek i 68 proc. Polaków ma zbyt wysoką masę ciała. Na otyłość choruje 25 proc. z nas. Rok pandemii, rok, który wielu z nas spędziło, pracując w domu, zrobił swoje. Wstajemy od komputera często tylko po to, by sięgnąć do lodówki. Zamknięte siłownie usprawiedliwiają brak aktywności fizycznej. Przed ekranem (komputera czy telewizora) spędzamy o półtorej godziny więcej, a na wadze przybywa nam średnio 1,8 kilograma. Przy czym osoby z nadwagą przytyły 1,98 kilograma, a otyłe – 3,2 kilograma. Profesor Piotr Myśliwiec, chirurg bariatra, ekspert kampanii „W Nowym Kształcie”, mówi: – Problem rośnie. Moim zdaniem wynika to z braku ruchu i z niezdrowego odżywiania. Może to kwestia mentalności, może wygody? Zmęczeni rodzice nie idą z dzieckiem na rower, na spacer. Włączają telewizor, dają komputer: „Zajmij się”.

Nawet szczupłe dzieci nie mają wystarczająco dużo ruchu. A są przecież i takie, które mają skłonność do otyłości. Rodzice otyli to 70 proc. prawdopodobieństwa, że w wieku dorosłym dziecko też będzie otyłe. Czy to kwestia genów? – Wiemy, że są geny, które warunkują otyłość, choć nie zidentyfikowaliśmy ich wszystkich – mówi profesor Myśliwiec. – Są pojedyncze mutacje, które sprawią, że człowiek będzie otyły, nawet leczenie operacyjne nie da pożądanego efektu. Ale częściej występują geny predysponujące do otyłości. Jeśli jednak odżywiamy się prawidłowo, otyłość się nie ujawni.

Otyłość jest chorobą. Od roku 1996. Na liście opublikowanej przez WHO oznaczona została kodem E66. Jest też matką innych chorób. Każdy nadmiarowy kilogram masy ciała to większe ryzyko zawału czy nowotworu złośliwego. Profesor Myśliwiec tłumaczy: – Otyłość musimy leczyć, by przedłużyć życie. Poprawić jego jakość. Zapobiec powikłaniom cukrzycy, chorób serca. Jest cała lista chorób, których częstość zmniejsza się po operacji otyłości – od udaru mózgu, migreny, przez zaburzenia miesiączkowania, niepłodność i nietrzymanie moczu, po nowotwory, takie jak rak przełyku, trzustki, jelita, piersi czy trzonu macicy. Ludzie otyli mają bezdech senny, nie wysypiają się w nocy, zasypiają w środku dnia, trudno im skupić uwagę. A chorzy otyli mają dużo mniejsze szanse wyzdrowienia z ciężkiej postaci COVID-19 – ich płuca już na początku są uciśnięte przez wysoko ustawioną przeponę z powodu dużej ilości tkanki tłuszczowej w jamie brzusznej. Nazywamy to małą rezerwą oddechową. To główny czynnik śmiertelności w zakażeniu koronawirusem.

Zostają z tym sami

Brak ruchu, zła dieta to z pewnością najważniejsze przyczyny otyłości. Ale wydaje się, że jest coś jeszcze. Praprzyczyna, z której dwie powyższe wynikają. To braki w edukacji. Na żadnym etapie nauki szkolnej uczniowie nie poznają zasad właściwego odżywiania. Nic więc dziwnego, że jako dorośli nie umieją się na tym polu poruszać.

Mówi dietetyczka Katarzyna Błażejewska-Stuhr: – Z jednej strony masowo kupujemy poradniki, ogromną popularnością cieszą się programy kulinarne, w których mówi się także o tym, jak kupować, na co zwracać uwagę, jak ważne jest czytanie składu produktów. Magda Gessler idzie do kuchni restauracji i robi to samo, co robiła dziesięć sezonów wcześniej, czyli wyrzuca mrożoną, wysokoprzetworzoną, „chemiczną” żywność. Gdyby restauratorzy ze świadomością obejrzeli choć jeden odcinek, powinni wiedzieć, co dobre, a co złe.

Może nie chcemy tego rozumieć? Zwłaszcza że na drugim biegunie są reklamy. Na przykład „zdrowy” wafelek dla dzieci: mleko i orzechy. Kupujemy, sumienie mamy czyste. – Mój mąż w dobrej wierze karmił córkę płatkami „dla dzieci” – mówi Katarzyna Błażejewska-Stuhr. – Dla mnie to najgorsze świństwo. On słyszał, że siedem witamin i żelazo i był pewny, że daje dziecku to, co najlepsze – a dawał cukier i chemię. To, co uzależnia, truje i wprowadza na ścieżkę do otyłości.

Nie pomagają też lekarze. W gabinecie otyli pacjenci słyszą: „Musi pani schudnąć”. Albo: „Trzeba się więcej ruszać”. I tyle. – Takie słowa nie są czarodziejską różdżką – mówi Dorota Zygmunt. – Nie motywują. Lekarze nie edukują pacjentów. Może sami nie wiedzą, co z tym zrobić. Albo nie potrafią na tak delikatny, drażliwy, bo dotyczący także wyglądu temat rozmawiać. Poza ogólnymi hasłami, tak naprawdę pustymi, nie dają nam żadnych konkretów. Osoby otyłe wychodzą potem z gabinetu i zamiast iść na siłownię, pocieszają się kolejnym batonikiem. Mnie lekarze podsuwali ulotki, wspominali, że są tabletki odchudzające, że diety. I już.

Zostawałam z tym sama. Próbowałam, na chwilę działało. Potem kilogramy wracały z supergratisem. Bo proces chudnięcia to jedno, a utrzymanie wagi, codzienna praca ze słabościami, z nawykami – to coś zupełnie innego. Nikt tego nie uczy. Choćby – że po jedzenie trzeba sięgać dopiero, kiedy czuje się głód. Fizyczny głód, nie smutek, nie radość, nie stres. Nikt nie mówi o mechanizmach, które rządzą często działaniem osób otyłych, o zajadaniu emocji. O roli jedzenia jako pocieszyciela: jest mi smutno, wiem, że jestem za gruba – to osłodzę sobie życie. Albo wchodzi przekora. OK, i tak jestem gruba, to zjem jeszcze jednego gofra. Teraz pocieszenia szukam już w spacerze, nie w czekoladzie. Ale to długa droga – droga budowania świadomości.

Zgubne nawyki

Codziennie podejmujemy ok. 250 decyzji związanych z jedzeniem. Gdybyśmy każdą z nich analizowali osobno i racjonalnie, oszalelibyśmy. Musimy więc w dużej mierze kierować się przyzwyczajeniami. I to robimy. Problem w tym, że te przyzwyczajenia często nie są właściwe. Przy półce z jogurtami w supermarkecie Polak spędza średnio sześć sekund. Francuz – 15. Kupujemy „to, co zawsze” i biegniemy dalej, nie ma co tracić czasu na rzeczy nieważne! Coraz więcej się mówi o konieczności czytania składów, ale niewielu z nas to robi.

Warto raz wykonać pracę, przeanalizować, które marki mają produkty o dobrym składzie, i na zakupy iść z listą. Nie kupować niczego, czego na niej nie ma. – Miniemy w ten sposób półkę z ciasteczkami, bo tych na listę nie wpisaliśmy. Jeśli w domu są słodycze, to zawsze gdy na nie spojrzymy, musimy podjąć decyzję: „Nie zjem tego”. Tak dokładamy sobie problemów – uważa Katarzyna Błażejewska-Stuhr. Radzi też, by uważać na… ekopułapkę. – Producenci – choćby jogurtów – robią jogurty bio, bo takich szukamy – mówi Katarzyna. – I dodają do nich biocukier. Jak mówi koleżanka dietetyczka: „OK, to będziemy mieć biocukrzycę”. Często ludzie płacą trzy razy więcej, tymczasem to, co kupują, niczym się nie różni od innych produktów – poza certyfikatem.

Kolejny zgubny nawyk to jedzenie non stop. Między posiłkami. Podjadanie. Kilka orzeszków, jabłko, batonik, drożdżówka – to przecież nie posiłek. Tymczasem właśnie tak rozregulowujemy metabolizm.

Tyją dzieci. – Teraz, w pandemii, urywa mi się telefon od zaniepokojonych rodziców – mówi Katarzyna Błażejewska-Stuhr. – Nagle zobaczyli, po co dzieci sięgają, jakie mają żywieniowe nawyki. A że wszyscy są zmęczeni, rodzice wolą już kupić dzieciom to, czego one chcą, niż walczyć, żeby jadły warzywa. Nie pomaga skład produktów dla dzieci – wszystko jest dosładzane! Ostatnio chciałam kupić naturalny sok z marchwi. W większości sklepów – nie do dostania. Wszystkie to głównie jabłko albo banan. A jak już jest sama marchew, to dosładzana miodem. Trzeba mieć świadomość i zaparcie, żeby kupić coś naturalnego.

50 lat temu w klasie było średnio jedno otyłe dziecko. Nie miało lekko, było „niezdarą”, „grubasem”. Teraz dzieci z nadwagą jest więcej. Mniej stygmatyzacji, wyśmiewania, przezywania. Lepiej. Z drugiej strony – oswajamy nadwagę. Staje się ona nową normą.

To się leczy

Otyłość buduje się latami. Nie ma więc sposobu, żeby znikła w miesiąc czy dwa. Trzeba znaleźć w sobie motywację i gotowość na ciężką pracę. – Po urodzeniu pierwszego dziecka ważyłam 90 kilogramów – opowiada Dorota Zygmunt. – Zaczęłam się odchudzać i w efekcie... doszłam do 123 kilogramów przy 164 centymetrach wzrostu. Jakiś czas dieta, potem złe z niej wychodzenie, efekt jo-jo – i tak bez końca. Brak konsekwencji, brak świadomości. Nie potrafiłam zrozumieć, że o tym, jak wyglądam, decyduje, co, kiedy i jak jem. To trochę tak jak z alkoholikiem. Wieczne samousprawiedliwianie. Winy szukamy gdzie indziej. Że problemy endokrynologiczne. Obciążenie genetyczne. Grube kości. I tak to trwa. Któregoś dnia weszła do mojego biura koleżanka, która poddała się operacji bariatrycznej. I przycisnęła mnie do ściany. Nie byłam gotowa na tę rozmowę, ale ona nie dała się zbyć. Niby wiedziałam, że są takie operacje, ale myślałam, że to dla wybrańców, że kosztuje majątek. Wtedy zrozumiałam, że może to dla mnie jedyna droga.

– Powyżej pewnego etapu otyłości leczenie dietą nie zda egzaminu – potwierdza profesor Myśliwiec. – Bo nawet jeśli straci się ileś kilogramów, jest duże prawdopodobieństwo, że wrócą one z nawiązką. Statystyki pokazują, że zaledwie 1 proc. osób z BMI powyżej 40 trwale zmniejsza masę ciała bez operacji. U osób operowanych to powyżej 80 proc.

Jednak sama operacja nie kończy sprawy. – Wielu pacjentów i, co gorsza, chirurgów, uważa, że wykonanie operacji zmieni ich życie – tłumaczy profesor Myśliwiec. – Nie jest to prawda. Operacja zmniejsza żołądek, często apetyt i, przejściowo, masę ciała. To tylko narzędzie, które pacjent dostaje i które może wykorzystać lub nie. Ale jeśli nie towarzyszy mu zmiana nawyków żywieniowych i aktywność fizyczna, jest to nietrwałe. Ja pacjentom po operacji mówię, że teraz rodzą się na nowo. Muszą nauczyć się jeść, chodzić, biegać, jeździć rowerem. Staramy się do chorych dotrzeć. Tłumaczymy, że konieczne jest leczenie zespołowe, że potrzebują wsparcia dietetyka, psychologa, fizjoterapeuty, mających doświadczenie z pacjentami bariatrycznymi. Otyłość jest trudną chorobą, sama operacja nie zmienia podświadomości. Wystarczy na chwilę odpuścić, a zaprowadzi nas do lodówki.

W standardach operacyjnego leczenia otyłości są przynajmniej po dwie wizyty przed operacją u dietetyka i psychologa. Po operacji niezbędny jest regularny nadzór, a nie wszystkie ośrodki mają psychologów i dietetyków. Profesor Myśliwiec od lat czeka na takie poradnie leczenia otyłości, jak na przykład w Danii, gdzie pacjent znalazłby kompleksową opiekę, z konsultacjami różnych specjalistów w ciągu jednego dnia dla jego komfortu i lepszych wyników leczenia.

Akceptacja

Jesteśmy karmieni reklamami i programami kulinarnymi z jednej strony, z drugiej – szczupłymi kobietami z boskimi ciałami. W kwestii żywienia często mówi się o wyglądzie: „Zjesz to, nie zjesz tamtego, to schudniesz”. Rzadko: „Będziesz mieć więcej energii, wątroba będzie mniej otłuszczona, a tętnice czystsze”. Panuje terror szczupłego ciała. – A ja zawsze uważałam, że cudowna jest różnorodność kobiet – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. – To, że są małe, szczupłe, wysokie, krąglejsze. A dziś takie piękne kobiety jak Marilyn Monroe nazywa się grubymi. To absurd, skandal i w gruncie rzeczy przemoc. Zaprzeczamy czemuś tak normalnemu jak kobiece kształty.

Dlatego pewnie ruch body positive padł na podatny grunt. Nie chcemy, żeby ktoś dyktował nam, jak mamy wyglądać, mówimy: „Odczepcie się, moje ciało jest moje, nic nikomu do tego”. Katarzyna Miller uważa, że rzeczywiście, akceptacja siebie jest niezwykle ważna. – Ale „akceptuję siebie” nie znaczy: „nie rozwijam się”. Zawsze lubiłam jeść. I zawsze to w sobie lubiłam – opowiada. – Jak każda kobieta mogłam sobie powiedzieć, że tu czy tam jest za dużo, ale lubiłam moje ciało. Nadal uważam je za moje kochane ciało, ale na schody trudno mi się wchodzi, trochę mi niewygodnie, no i boli mnie kręgosłup. Poszłam na dietę. Zmieniłam styl jedzenia. Nie będę mówić, ile zrzuciłam, bo nie o wyniki chodzi, ważne, że zaczęłam proces. Nie zamierzam się katować, będę taka, jak mi to wyjdzie. Na coś mnie stać, to to robię. Oczywiście mam system zaprzeczeń, każdy ma, każdy troszkę się sam oszukuje, takie jest życie. Czasem się zostawiam, ale potem wracam i za to zostawienie się przepraszam. I znowu sobie towarzyszę. Wolę mówić właśnie o towarzyszeniu sobie niż o braniu się za siebie. Nie można traktować siebie jak przedmiotu. I trzeba mieć do siebie dystans. Czasem kiedy do kogoś dzwonię, mówię: „Kasia Miller, wie pan, ta gruba ruda”. „Ale dlaczego pani tak o sobie mówi?” – słyszę. – Tak mówię, bo taka jestem. Gruba i ruda. Wszystkim się podobać nie będę, ale to dla mnie nie problem.

Mówimy o akceptacji ciała, ale kiedy tylko wychodzi słońce, atakują nas w sieci hasła: „Przygotowanie do bikini”, „Gotowa na plażę?”, „Pięć kroków do idealnej sylwetki”. – Tak jakby ktoś, kto ma za dużo kilogramów, nie miał prawa na tę plażę wejść. I jakby na plaży wszyscy myśleli tylko o tym, żeby obejrzeć każdy centymetr twojego ciała – śmieje się Katarzyna Miller. – Dlaczego nieustanne poddajemy się ocenie? Dlaczego nie mówimy o radości z ciała, o spontaniczności, o używaniu ciała do przyjemnych rzeczy? Zachęca się nas do aktywności fizycznej, owszem, ale ta aktywność ma służyć „odpowiedniemu wyglądowi”. Pamiętam, kiedy byłam młodą dziewczyną, pewien fajny chłopak chciał ze mną pojechać na wakacje. I co od razu pojawiło się w mojej głowie? Oczywiście: „Muszę schudnąć!”. Ale szybko oprzytomniałam: „Zaraz, zaraz, po pierwsze, nie mam ochoty. Po drugie, on wie, jak wyglądam, i właśnie mnie na ten wyjazd zaprosił. Po trzecie, jak mu się nie będę podobać, to trudno”. Poddajemy się ocenom innych, jesteśmy zewnątrz­sterowni. I cała masa ludzi przez to cierpi. Niepotrzebnie.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr mówi jednak o tym, że często osoby z otyłością oddzielają się od swojego ciała. Nie akceptują go. – Jeśli nie lubię mojego ciała, jeśli się go brzydzę, to nie ma szans, żebym o nie naprawdę zadbała i karmiła kiszoną kapustą i sałatą. Myślę, że body positive to dobry trend. Nie chodzi o gloryfikowanie otyłości. Jeśli jednak dzięki temu ruchowi będziemy mówić, że 90 proc. kobiet ma cellulit, że jesteśmy piękne, bo jesteśmy różne, że niedoskonałość jest normalna i dobra, to zaczniemy patrzeć na nasze ciała z sympatią i troską. Jeśli będziemy traktować ciało jako integralną część nas, myśleć, że jest z nami na dobre i na złe – i raczej na dobre, że pozwala nam chodzić, biegać, pracować, tańczyć, uprawiać seks – będziemy chciały dać mu więcej dobrego. To najlepsza motywacja żywieniowa. A nie – że się odchudzimy, zagłodzimy i wciśniemy w kostium kąpielowy w rozmiarze 34. Ruch body positive może spuścić z nas napięcie, uświadomić, że nie chodzi o dążenie do nieosiągalnego ideału, ale o traktowanie siebie z mądrą miłością.

Profesor Myśliwiec: – Jestem za tym, by każdy akceptował siebie takim, jaki jest, co nie znaczy, że nie powinniśmy robić wysiłków, żeby być zdrowym. Można zaakceptować bóle kręgosłupa, stawów i brać tabletki, a można zmniejszyć ilość niezdrowego jedzenia, ćwiczyć i czuć się lepiej. Mam pacjentów, którzy po latach odzywają się do mnie: „Doktorze, odmienił pan moje życie. Mogę iść z synem na rower. Poznałem kogoś, z kim jestem szczęśliwy czy szczęśliwa”. A szczęście to chyba dobra motywacja.

  1. Zdrowie

Zespół metaboliczny — czym jest, kogo dotyczy i jak często występuje

Zbilansowana dieta i regularna aktywność fizyczna to profilaktyka wielu schorzeń, w tym zespołu metabolicznego. (Fot. iStock)
Zbilansowana dieta i regularna aktywność fizyczna to profilaktyka wielu schorzeń, w tym zespołu metabolicznego. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się, czy problem zespołu metabolicznego dotyczy również ciebie? Brzmi dość niepozornie, ale powoduje spustoszenie w całym organizmie. Wśród elementów tego zespołu znajdziemy otyłość brzuszną, która bardzo łatwo rozwija się w kierunku cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia czy dolegliwości w obrębie stawów. Ponadto zespół obejmuje jeszcze insulinooporność, zaburzenia gospodarki lipidowej i nadciśnienie tętnicze. Jak widać, każde z tych schorzeń brzmi poważnie i stanowi zagrożenie nawet dla życia, a co dopiero, gdy wystąpią razem jako cały zespół metaboliczny. Należy zadać sobie pytanie, co zrobić, by nie dopuścić do pojawienia się tego zespołu, albo co zrobić, by zminimalizować jego skutki.

Profilaktyka – regularne badania mogą w odpowiednim momencie zwrócić naszą uwagę na kondycję organizmu. Im wcześniej dowiemy się, z czego wynikają zwiększony obwód brzucha czy przewlekłe uczucie zmęczenia, tym szybciej i skuteczniej zmienimy nasze podejście do jedzenia, aktywności ruchowej, długości snu bądź stresu.

Kiedy mamy do czynienia z zespołem metabolicznym?

Jednoznaczne wytyczne co do diagnozowania zespołu metabolicznego rodziły sporo kontrowersji. Ostatecznie udało się ustalić następujące parametry:

  • otyłość brzuszna mierzona w obwodzie pasa (mężczyźni > 102 cm; kobiety > 88 cm)

+ minimum dwa czynniki ryzyka:

  • stężenie trójglicerydów na czczo > /= 150 mg/dL (1,7 mmol/L)
  • stężenie HDL cholesterolu [mężczyźni < 40 mg/dL (1,04 mmol/L); kobiety < 50 mg/dL (1,29 mmol/L)]
  • ciśnienie tętnicze > /= 130/85 mm Hg
  • stężenie glukozy na czczo > /= 100 mg/dL (5,6 mmol/L)

Ponadto w zespole metabolicznym często występują również skłonności do pojawiania się zakrzepów i stanów zapalnych. Chociaż nie dają one objawów klinicznych, to mogą wskazywać na zwiększone ryzyko miażdżycy tętnic, chorób serca, udaru mózgu, chorób nerek czy przedwczesnej śmierci. Nieleczone schorzenia wchodzące w skład zespołu metaboliczne-
go spowodują powstanie powikłań w ciągu piętnastu lat. Jeśli jesteś osobą palącą i masz zespół metaboliczny, to te rokowania są jeszcze gorsze.
Przyczyną rozwoju zespołu metabolicznego są przede wszystkim złe nawyki żywieniowe i siedzący tryb życia. Rozpoznaje się go często u osób z niedawno wykrytym nadciśnieniem tętniczym i ze źle kontrolowaną cukrzycą. Tutaj można już zadać sobie pytanie: skoro tyle schorzeń i powikłań zdrowotnych tak ściśle jest związanych z żywieniem, a właściwie nieodpowiednią dietą i złymi nawykami, to być może da się odwrócić tę karuzelę i zmieniając sposób żywienia, wyleczyć lub chociaż zminimalizować stany chorobowe i zapalne w organizmie? Warto nad tym pomyśleć.

Wszystkie czynniki związane z zespołem metabolicznym są współzależne. Otyłość, zwłaszcza w obrębie brzucha, oraz brak aktywności fizycznej i złe nawyki żywieniowe prowadzą do insulinooporności. Ta wywiera negatywny wpływ na syntezę tłuszczów w wątrobie, zwiększając produkcję cholesterolu LDL i poziomu trójglicerydów we krwi i obniżając jednocześnie HDL. W wyniku tych zaburzeń dochodzi do odkładania depozytów tłuszczowych w ścianach tętnic, co z czasem prowadzi do chorób sercowo-naczyniowych, zakrzepów krwi i udarów.

Nadmiar insuliny zwiększa retencję sodu w nerkach, co powoduje wzrost ciśnienia tętniczego krwi i może prowadzić do nadciśnienia. Z kolei przewlekle podwyższone stężenie glukozy we krwi uszkadza naczynia krwionośne i narządy oraz prowadzi do rozwoju cukrzycy.

Jak to się zaczyna?

Badacze nie są jednomyślni, jeśli chodzi o ustalenie przyczyn zespołu metabolicznego, natomiast najczęściej jako wspólny mianownik wskazują otyłość wisceralną jako punkt wyjścia do stanów zapalnych i pojawienia się kolejnych schorzeń, charakterystycznych dla zespołu metabolicznego.
Wszystko zaczyna się w brzuchu, więc trzeba skupić na nim szczególną uwagę, poznać zasady funkcjonowania, potrzeby i – wychodząc im naprzeciw – zmienić nawyki żywieniowe, a tym samym zapobiec rozwojowi zespołu metabolicznego. Ponadto brak ruchu i wysokoenergetyczna dieta to kolejne czynniki zwiększające ryzyko chorób. W pierwszej kolejności z reguły pojawia się otyłość brzuszna i/lub insulinooporność, a dalej już lawinowo uruchamiają się kolejne schorzenia.

Zespół metaboliczny występuje u mniej niż 6% mężczyzn o prawidłowej masie ciała, natomiast znacznie częściej u mężczyzn z nadwagą czy otyłością (odpowiednio u 22% i 60%). Według badań przeprowadzonych w Polsce dotyczy on około 20% dorosłej populacji, czyli mniej więcej 5,8 miliona rodaków. Częściej występuje też u kobiet niż u mężczyzn. Na świecie problem ten może dotyczyć nawet 33% populacji Stanów Zjednoczonych, 27% populacji Chin, a w Europie od 15% Francuzów do 34% Włochów i Finów.

Zespół metaboliczny wiąże się ze zwiększoną częstością występowania cukrzycy, zdarzeń sercowo-naczyniowych i śmiertelności.
Według wielu badań dwuipółkrotnie zwiększa ryzyko wystąpienia zawału mięśnia serca, półtora raza groźbę śmiertelności całkowitej i dwukrotny wzrost incydentów sercowo-naczyniowych. O ile zespół metaboliczny diagnozuje się około sześćdziesiątego roku życia, o tyle otyłość brzuszną czy insulinooporność już u nastolatków, więc jeśli w porę nie zostaną wyeliminowane, to diagnoza zespołu metabolicznego może być stawiana nawet o dwadzieścia lat wcześniej.

Ankieta wspomagająca wstępną diagnozę choroby

  • Twój obwód pasa w stosunku do obwodu bioder przekracza 1
  • Twoje ciśnienie tętnicze przekracza 130/90
  • Poziom glukozy na czczo przekracza 110
  • Twoja aktywność fizyczna ogranicza się do 1–2 razy w ciągu tygodnia lub nie ma jej wcale
  • Jesz nie więcej niż 3 posiłki w nieregularnych odstępach
  • Twój wskaźnik BMI wynosi >25
  • Palisz papierosy
  • Towarzyszy ci uczucie zmęczenia i miewasz spadki energetyczne w ciągu dnia