1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Problemy nastolatków - wizyta u psychiatry lub psychologa

Problemy nastolatków - wizyta u psychiatry lub psychologa

123rf.com
123rf.com
Może niepokoić cię, czy twoje dziecko prawidłowo przechodzi przez proces dojrzewania. Burza hormonów, której doświadcza nastolatek, zmienia go i wystawia jego psychikę na próbę. W tym wieku zdarzają się psychiczne zaburzenia, które warto konsultować z psychiatrą.

Nastolatek może cierpieć na m.in.: depresję, zaburzenia lękowe, choroby afektywną dwubiegunową, schizofrenię, różne rodzaje nerwic, zaburzenia deficytu uwagi, zespół nadpobudliwości psychomotorycznej. Jakie symptomy wymagają wizyty u psychiatry lub psychologa?

1. Duże wahania nastroju. Nastrój nastolatka zmienia się, raz jest on entuzjastyczny, innym razem płaczliwy i załamany, to normalne. Niepokoić powinna zbyt duża labilność a także nastroje, które nie są już przejściowymi stanami tylko przybierają postać cech, które nie pasują do dotychczasowego charakteru dziecka.

2. Zmiany w zachowaniu. Gdy zauważysz, że syn czy córka zaczynają się zachowywać zupełnie inaczej niż dotychczas, skonsultuj się ze specjalistą. Sprawdź, co się za tym kryje, jeśli z wesołego zazwyczaj i otwartego dziecka staje się smutnym i zamkniętym człowiekiem. Albo jego spokój zamienia się w ciągłe rozdrażnienie, aktywność w pasywność, uprzejmość w agresywną arogancję.

3. Problemy szkolne i relacyjne. Jeśli dojrzewanie dziecka wiąże się z tym, że jego nauka znacznie na tym cierpi i pojawiają się kłopoty w relacjach z rówieśnikami oraz nauczycielami, upewnij się, czy przyczyną tego stanu rzeczy nie jest zaburzenie psychiczne.

4. Symptomy fizyczne. Obserwuj, czy dziecko nie ma zaburzeń odżywiania (ma apetyt, nie przejada się), nie ma problemów ze spaniem, bólów brzucha, głowy, kręgosłupa i czy nie zaniedbuje higieny osobistej. Te objawy mogą być zewnętrznymi objawami problemów z psychiką.

Jeśli zauważysz którykolwiek z tych objawów, zwrócić się o pomoc dla swojego dziecka. Dzięki odpowiedniej diagnozie i decyzji o terapii bądź leczeniu, unikniecie poważniejszej choroby psychicznej.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Dorosłe dzieci i błędy wychowawcze rodziców - co zrobić z poczuciem winy?

Poczucie winy to najgorszy doradca w naprawianiu błędów wychowawczych. (fot. iStock)
Poczucie winy to najgorszy doradca w naprawianiu błędów wychowawczych. (fot. iStock)
Wielu rodziców dorosłych dzieci żyje w poczuciu winy, że źle je wychowali. A poczucie winy to najgorszy doradca w naprawianiu błędów wychowawczych. Podpowiada, żeby za wszelką cenę wynagrodzić dzieciom krzywdę, ale niczego nie wynagradza, tylko oddala nas od rozwiązania faktycznego problemu – mówi psycholog Ewa Woydyłło, autorka książki „My – rodzice dorosłych dzieci”, mama dorosłych córek: Magdaleny i Natalii.

Wywiad archiwalny

To bodaj pierwsza książka poświęcona znękanym, umęczonym rodzicom dorosłych dzieci. Jak wielka jest skala problemu? Skala w sensie statystycznym nie jest znana, ponieważ trudno byłoby tu dotrzeć do prawdy. To, co czują i myślą rodzice o swoich dzieciach, zmienia się – na tym polega specyfika emocjonalnych więzi. Bardzo często martwią się z powodu swoich dzieci, ale jednocześnie bronią się przed tymi uczuciami, bo są szalenie przykre. Przymykają oczy na wiele rzeczy, powtarzają sobie: „Nie jest tak źle, to tylko chwilowe”. Taka zmienna postawa zakłóciłaby sprawdzenie rzeczywistej skali problemu.

Ale pani się nim zajęła. Dlaczego? Ponieważ istnieje coś takiego jak doświadczenie psychoterapeuty. Może wykoślawione, bo przychodzą do nas głównie osoby, które doszły do ściany, zdesperowane, które już nie mogą dalej z tym problemem żyć. Niemniej widzę setki takich rodziców. Pytają mnie: „Co mamy zrobić? Nie możemy nic zdziałać, cierpimy”. Życie tych niemłodych przecież ludzi, którzy powinni mieć święty spokój i cieszyć się owocami swoich dokonań, jest często bardzo mocno zakłócone właśnie z powodu troski o dzieci.

Czy jednak czasem ich zmartwienia nie są wyimaginowane? Bywa, że problemy rodziców rzeczywiście wynikają z ich nietolerancji czy niezgody na styl życia dzieci. Pewna matka martwi się tym, że jej córka nie wychodzi za mąż, mimo że od trzech lat mieszka z chłopakiem.

Rodzice mają chyba prawo nie zgadzać się z wyborami dzieci? Oczywiście, mają prawo przeżywać na swój sposób wszystko, co dotyczy ich dzieci. Nigdy ich z tego powodu nie oceniam. Natomiast sugeruję, że może – w ramach własnego rozwoju – dobrze byłoby zacząć na przykład patrzeć niekrytycznie na decyzje swoich dzieci i zaakceptować ich sposób życia, zwłaszcza wtedy, gdy naprawdę nie ma powodu do zmartwień. To znaczy, kiedy dzieci nie niszczą swojego zdrowia i życia, nie przekraczają prawa i zasad moralnych.

A jeżeli jest powód? Powtarzam rodzicom: Jeżeli wasze problemy z dziećmi spędzają wam sen z powiek, to macie dwa wyjścia – zaakceptować je albo coś z nimi zrobić. Co? Odwołać się do istniejących w naszej społeczności sojuszników: sądów, policji, psychologa, czasami do rodziny, przyjaciół. Wtedy przestaniecie się bać, jakość waszego życia się polepszy, będziecie wygrani.

Niewielu rodziców jest w stanie zaakceptować problemy dziecka – chcą mu za wszelką cenę pomóc, choć nie potrafią. A z drugiej strony nie decydują się na szukanie tej pomocy u kogoś z zewnątrz. I właśnie na tym polega cały dramat. Bywają sytuacje, że dziecko trzeba ratować. Ale zacząć warto od siebie, bo większe szanse na to, aby pomóc dziecku, mają nie rodzice, którzy są wyniszczonymi, znerwicowanymi wrakami, ale ci, którzy wprawdzie nie mogą powiedzieć, że wszystko w ich życiu jest wspaniałe, ale mimo to umacniają się, dbają o siebie, pielęgnują swoje potrzeby. Wiem, że to może budzić kontrowersje, bo jak tu zająć się sobą, kiedy dziecko jest na dnie. Ale musimy pogodzić się z tym, że są rzeczy, na które nie mamy wpływu, no i nauczyć się rozpoznawać, czy nasze wysiłki są waleniem głową w mur, czy jednak jest jeszcze coś do zrobienia.

A może cały ból rodziców dorosłych dzieci bierze się stąd, że nie pogodzili się z utratą kontroli? Można odwoływać się do kontroli, dopóki dzieci są małe albo chcą nas słuchać. Moje dorosłe córki, mające już własne dzieci, w niektórych sytuacjach przychodzą i pytają wprost: Mamo, powiedz mi to czy tamto. Ale to one decydują, nie ja. I ja się wtedy strasznie cieszę. Czasami jednak mówią: Mamo, ja cię nie pytam o zdanie. Wtedy mogę zaakceptować ich głos albo szukać sposobu, żeby je przekonać. To, do jakich sposobów uciekamy się, żeby tylko osiągnąć cel, przypomina taniec – czasami kontredans, czasami tango milonga. Bierzemy dziecko na litość, na strach, dostajemy palpitacji serca, płaczemy. Ale nieraz istotnie trzeba chwycić dziecko za kołnierz, żeby nie upadło.

Są rodzice, którzy szukając ratunku, nigdy nie zdecydują się na radykalny krok. Wolą cierpieć. Piszę o tym w książce, że na szczęście czasami problem sam się rozwiązuje. Młoda osoba schodzi na manowce, a potem wraca. To też jest możliwe.

A jeżeli wbrew naszej woli dziecko postanawia wyprowadzić się z domu? Taki przykład: Młody człowiek chce wyjechać na studia do Irlandii, my jesteśmy temu przeciwni. Mimo to on stawia na swoim. Cóż nam pozostaje? Zaakceptować jego pomysł. Ale jeżeli skomentujemy jego decyzję tak: „No dobra, wyjeżdżaj, ale twoja noga więcej tu nie postanie”, to wtedy zatrzaskujemy przed nim drzwi. A tego robić nie wolno. Mam nadzieję, że z książki płynie przesłanie: Rodzice nie powinni zamykać przed dzieckiem drzwi. Każdy może to robić, tylko nie oni.

Okazuje się, że dużo prawdy jest w powiedzeniu: Małe dzieci  – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot. Anglicy z kolei mówią: To nie rodzice wychowują dzieci, tylko dzieci wychowują rodziców. Chodzi o to, że dzieci stawiają co chwilę przed rodzicami nowe wyzwania.

Niektórzy rodzice nie są w stanie im sprostać, bo nie umieją (nie chcą, nie lubią) się uczyć. A przychodzi pora, żeby poszerzyć swoje rozumienie świata i na przykład przyjąć do wiadomości, że córka ma skłonności lesbijskie i zamieszkała razem z przyjaciółką. Dla rodziców to cios, dramat. Jeżeli jednak nie będą w stanie zmienić swych poglądów, to ją odrzucą.

 
Rodzice czują się winni. Pracuję z osobami uzależnionymi od alkoholu i wiem, jak bardzo poczucie winy przeszkadza w wyzdrowieniu. Ostrzegam rodziców przed tą pułapką emocjonalną. Poczucie winy to najgorszy doradca w naprawianiu błędów wychowawczych. Robi z nami coś takiego, że stajemy się bardziej ulegli, zakładamy filtr na oczy i widzimy tylko to, co chcemy widzieć. Staramy się przy tym wynagrodzić dzieciom krzywdę, a tak naprawdę niczego nie wynagradzamy, tylko oddalamy się od rozwiązania faktycznego problemu.

Twierdzę, że poczucie winy to odmiana narcyzmu. Narcyz chce nieustannie zwracać na siebie uwagę. To samo robi człowiek z poczuciem winy. Krzysio jest leniem, ale mama mówi: „To przeze mnie, źle go wychowałam”. A Krzyś jest istotą mającą wolną wolę, ulega różnym wpływom. Uważam, że to megalomańskie i destrukcyjne mówić, że wychowanie zależy tylko od nas. Przecież na nasze dzieci oddziałują i rówieśnicy, i mass media, i gry komputerowe. Nie stawiajmy się w roli Boga. Ja zresztą myślę, że to przede wszystkim Bóg, jakkolwiek go pojmujemy, najbardziej wpływa na to, jacy jesteśmy.

Napisała pani, że dziecko ma prawo zmarnować swoje życie. To mądra, ale i piekielnie trudna dla rodziców prawda. Bo to jego życie. Nawet gdyby rzeczywiście zbłądziło z naszej winy, to nie ma co się z tego powodu biczować. Trzeba się zastanowić, jaką zastosować metodę, żeby to zmienić. Pomóc może jedynie matka, która załatwi swoje poczucie winy w grupie, na spowiedzi, u psychoterapeuty. Nie umiałaś wychowywać przez 20 lat, to się z tego powodu nie zadręczaj, tylko zabierz do podniesienia swoich kompetencji.

Kompetencji? Rodzice sądzą, że w wychowaniu potrzebna jest przede wszystkim miłość. Zgoda. Tylko że bardzo wielu rodziców utożsamia miłość z sercem, czyli z bezgranicznym oddaniem, dobrocią. A ja dodałabym do tego jeszcze rozum. Jeżeli córka ukradnie koleżance koraliki, to mama kierująca się głosem serca sama je odda czy podrzuci, bo chce oszczędzić swojemu dziecku przykrych przeżyć. Tym samym nie pozwala córce na naprawienie błędu. Nie trzeba w takim przypadku od razu wzywać policji, ale na pewno powinno się dopilnować, aby winowajczyni poniosła konsekwencje.

Jakie jeszcze przesłanie kieruje pani w swojej książce do rodziców? Żyj i daj żyć dziecku. A jeżeli chcesz na nie wpływać, to musisz się liczyć z tym, że nie zawsze się to uda. Kobieta, która nie może się doczekać wnuka, niech np. powie z uśmiechem: „Życzę sobie na urodziny, żebym została babcią”. Prawdopodobnie prędzej dotrą do dziecka słowa wypowiedziane z humorem niż niewypowiedziana, ale demonstrowana dezaprobata, np. przewracanie oczami czy wymowne milczenie. Takich komunikatów nie wprost może ono po prostu nie zauważyć i potem zapyta: „A dlaczego nie powiedziałaś, że tak ci na tym zależy?”.

Inną ważną myślą mojej książki jest to, że ponosimy odpowiedzialność przede wszystkim za swoje życie.Czasami opowiadam moim pacjentom bajkę, którą wymyśliłam dla swojego małego wnuka. Kończy się  jak, że oto stoję u bram niebios i święty Piotr mnie pyta: „Powiedz mi, jak przeżyłaś swoje życie”. No to ja mówię, że nie mogłam przeżyć go dobrze, bo miałam męża alkoholika. A on dalej: „A jakie miałaś talenty?”. Ja: Pięknie śpiewałam. On: „No to pewnie zapisałaś się do chóru i rozwijałaś się w tym kierunku”. Ja: Nie, bo musiałam męża pilnować. Święty Piotr: „Zmarnowałaś talent”. I tak po kolei wyliczałam, czego nie mogłam zrobić. Aż w końcu święty Piotr wysłał mnie do czyśćca, żebym nauczyła się nie marnować tego, co dostałam. Co mogą zrobić rodzice? Wydać na świat dziecko i towarzyszyć mu najlepiej, jak umieją, przez kilkanaście lat, a potem już nie, bo nie mają kompetencji.

Jako rodzice wiele spraw często odkładamy na potem. Teraz musimy zarabiać, robić karierę. Moja książka może być takim memento dla rodziców małych dzieci. Żeby uświadomili sobie, że to życie strasznie krótko trwa, i żeby już od dzisiaj zaczęli wcześniej wracać do domu, nie odkładali budowania więzi z dzieckiem, bo ono potrzebuje towarzysza właśnie teraz. Jak nie zaprzyjaźnimy się z nim w dzieci stwie, to ta szansa przepadnie.

Pani to się udało? Myślę, że tak. Nie wiem, co bym dała, żeby przez chwilę pobyć z jedną z moich córek, takie są fantastyczne. Ale ja dopiero teraz spełniam się zawodowo, wcześniej zajmowałam się ich wychowywaniem. Ale nie zmieniłabym ani minuty swego życia. Żałuję jedynie tego, że nie zdecydowałam się na więcej dzieci. Z mojej książki płynie jeszcze jedno przesłanie – zachwyćmy się swoimi dziećmi! Nawet jeżeli wiele rzeczy nam się w nich nie podoba, to na pewno coś warte jest zachwytu. Mnie dawno temu nauczyła tego przyjaciółka, matka dziewczynki z zespołem Downa, pełna zachwytu nad każdym, nawet najmniejszym jej osiągnięciem. Wszyscy rodzice powinni tak traktować swoje dzieci. Tymczasem – paradoksalnie – im bardziej uzdolnione dziecko, tym gorzej je traktujemy, wyżej stawiamy poprzeczkę. A ono odbiera to jako sygnał, że nie jest dobre. Dla mnie, młodej wówczas matki, było to odkrycie na miarę rewolucji. Być może dzięki niemu teraz jako matka mogę powiedzieć: udało mi się.

  1. Psychologia

Świat oczami nastolatków. Dlaczego ich nie rozumiemy?

Trudne relacje z nastolatkiem to problem niejednego rodzica. On nie rozumie twojego świata, a ty jego, więc porozumienie wydaje się niemożliwe. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Trudne relacje z nastolatkiem to problem niejednego rodzica. On nie rozumie twojego świata, a ty jego, więc porozumienie wydaje się niemożliwe. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
„Mam iść do szkoły w tych obciachowych spodniach? Rzucić wszystko tylko po to, by wynieść śmieci? A może jeszcze sprzątać codziennie swój pokój?! Akurat!”. Jeśli słyszysz taką tyradę, a zaraz po niej trzaśnięcie drzwiami, zachowaj spokój i… postaraj się zrozumieć punkt widzenia młodego człowieka.

„Mam iść do szkoły w tych obciachowych spodniach? Rzucić wszystko tylko po to, by wynieść śmieci? A może jeszcze sprzątać codziennie swój pokój?! Akurat!”. Jeśli słyszysz taką tyradę, a zaraz po niej trzaśnięcie drzwiami, zachowaj spokój i… postaraj się zrozumieć punkt widzenia młodego człowieka.

Jesteś mamą, tatą lub ciocią nastolatka? Współczujemy. Naprawdę: i tobie, i jemu. Bo zapewne żyjecie w dwóch osobnych galaktykach. To, co tobie wydaje się normalne i właściwe, jest prawdopodobnie niedopuszczalne i niezrozumiałe w jego światopoglądzie. Ale jest szansa na międzygalaktyczne porozumienie. Po prostu na chwilę wejdź w jego skórę.

Same sprzeczności

Jednym z najpoważniejszych problemów życia nastolatka jest funkcjonowanie w dwóch rządzących się odmiennymi prawami przestrzeniach: świecie rówieśników i świecie dorosłych. To, co jest istotne dla rodziców (pracowitość, rzetelność, kultura osobista, rozsądek, dbanie o bezpieczeństwo i myślenie długoterminowe), koledzy mają w głębokiej pogardzie. Dla nich liczy się: refleks, tupet, talent, odwaga i brak strachu przed łamaniem zasad. Można to porównać do sytuacji, w której podlegasz dwóm szefom, a każdy ma absolutnie inną koncepcję prowadzenia firmy, inny styl zarządzania, inny system nagród i przydzielania urlopów, a ty nie chcesz zostać zwolniona. Warto pamiętać o tym, zanim zaczniesz narzekać na nastolatka, że jest wiecznie taki skrzywiony. Inną paraliżującą sprzecznością są dwie naturalne potrzeby rozwojowe człowieka w tym wieku: „Chcę nie wyróżniać się z tłumu rówieśników” oraz: „Jestem niezwykle skomplikowany, dziwny, nietypowy, nienormalny (to dla nastolatka cecha pozytywna), niedopasowany”. Nastolatki stosują różne nazewnictwo, ale chodzi im zawsze o to samo: „Jaki ja jestem niebywale oryginalny”. Nie ma ani jednego nastolatka, który uważa, że jest „typowy”. Dlatego tak bardzo się denerwują, kiedy mówisz: „Ja w twoim wieku… To typowe w okresie dojrzewania”. On jest przecież niepowtarzalny i nikt nigdy przed nim tego nie przeżywał. Gdybyśmy pamiętali, w jak wyjątkowy sposób widzi siebie nastolatek, uniknęlibyśmy wielu konfliktów.

„Zaraz” i „potem”

„Wyrzuć śmieci, idź z psem, zadzwoń do ojca, pomóż siostrze, weź się za lekcje, powieś pranie, odkurz, kup bułki…”. „Zaraz!” albo „Potem!” – to najczęstsze odpowiedzi nastolatków na wszelkiego rodzaju prośby i polecenia. Dlaczego tak się w nich lubują? Po prostu nie chce im się po raz kolejny tłumaczyć, że nie mogą się natychmiast oderwać od tego, czym się zajmują, bo zajmują się zawsze bardzo ważnymi sprawami. To, że rodzic uważa to wyłącznie za stratę czasu, jest jedynie jego opinią. Dorastający człowiek ma inną. On te sytuacje widzi inaczej: jest kardiochirurgiem i właśnie przeprowadza operację na otwartym sercu (konkretnie: ogląda film na YouTube, gada „na Fejsie”, chodzi po stronach z grami na komórkę), a mama każe mu wynieść śmieci. Czyż to nie może człowieka zdenerwować? Żeby uniknąć konfliktów z nastolatkiem, warto pamiętać, że cokolwiek robi, ma to znaczenie dla losów świata. Nie chcąc słuchać „zaraz” i „potem”, może lepiej postawić sprawę inaczej – zamiast rozkazywać: „Wyrzuć śmieci”, spróbuj zapytać: „Czy możesz przyjść w ciągu pięciu minut i mi pomóc?”.

Sens robienia porządków

Sprzątanie to główny powód domowych konfliktów z nastolatkiem. Niemal we wszystkich domach toczą się o to wojny. Dlaczego nastolatki nie chcą sprzątać? Warto zadać odwrotne pytanie: Dlaczego rodzice mają taką obsesję na punkcie porządkowania? Przecież wszyscy wiemy, że to tylko stwarzanie pozoru panowania nad chaosem świata, co między innymi wiąże się z potrzebą zagłuszania strachu przed śmiercią. Ale to nasze, dorosłe lęki. Dlatego dorośli, a zwłaszcza rodzice, tak lubią porządek w pokoju dziecka. Nastolatek w ogóle nie bierze pod uwagę faktu, że kiedyś umrze (śmierć jest dla starych i chorych, czyli osobników z którymi on nie ma i nie będzie miał nigdy nic wspólnego) i dlatego idea prasowania, wynoszenia śmieci, zmywania naczyń, ścierania podłogi czy zmiany pościeli, o myciu okien nie wspominając, jest nastolatkom kompletnie obca. Postrzegają to jako stratę czasu.

Moda niezbędna do życia

Gdyby dorośli zrozumieli, jak ważne jest ubranie, kilka problemów nastolatka zniknęłoby w jednej chwili. On sam czasem już nie ma zdrowia do rodziców. Jak oni nic nie rozumieją! „Przecież to nowe spodnie, buty, kurtka, bluza… Dlaczego w tym nie chcesz chodzić?” – takie pytania kompromitują rodziców. Świadczą o tym, że nie ma z nimi o czym rozmawiać, bo niczego nie rozumieją. Pomysł, by wyjść z domu w czymś „obciachowym” jest dla nastolatka tak samo głupi, jak dla ciebie wyszykowanie się do pracy w przezroczystą koszulę nocną. Z powodu silnej potrzeby poczucia przynależności nastolatek musi mieć rzeczy identyczne z tymi, jakie noszą jego koledzy. Najmniejsze odstępstwo od tej zasady, zazwyczaj niedostrzegalne dla rodzica (inny szew, krój czy odcień), dyskwalifikuje ubranie raz na zawsze. I cóż z tego, że jest drogie i podoba się rodzicowi? Zapobieganie konfliktom na tym polu jest zatem bardzo proste: pozwalaj swojemu nastolatkowi na to, by sam wybierał dla siebie ubrania. Pamiętajmy, że aspekt praktyczności, trwałości, jakości to jedynie kryteria wyboru u dorosłych. Nie warto kupować nastolatkowi ubrań w prezencie, bo zawsze kupi się złe. Trzeba przecież wiedzieć, co się nosi w środowisku aktualnie ważnym dla nastolatka. Przy czym „aktualnie” w przypadku nastolatka oznacza „dziś”, a nie „wczoraj”.

Dorośli, czyli ludzie pierwotni

Nastolatka cechuje też kompletny brak świadomości, że jest nastolatkiem i że to stan chwilowy. Nie chodzi bynajmniej o bezrefleksyjność, nic podobnego! Nastolatek jest wysoce refleksyjny, tylko że w innych tematach. Osoby w wieku 12–15 lat najczęściej w pierwszym odruchu uważają, że ludzie są w jakimś wieku, bo tak wybrali. Babcie zawsze były stare, a nauczyciele nigdy nie byli młodzi. Oczywiście w drugim odruchu rozumieją, że tak nie jest, ale dopiero po dłuższym zastanowieniu. Poza tym nastolatek inaczej postrzega upływ czasu. Dla niego 10 lat to wieczność, a co za tym idzie, młodość mamy i era mezozoiczna miały miejsce właściwie w tym samym okresie. Wypowiedzi w rodzaju „za moich czasów…”, „kiedy ja byłam młoda…” traktuje więc z takim samym respektem, z jakim ty byś traktowała rady człowieka pierwotnego.

  1. Psychologia

Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży działa przez całą dobę

Specjaliści Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę odebrali dotąd ponad 1 mln 300 tys. telefonów od młodych ludzi, odpowiedzieli na ponad 64 tys. anonimowych wiadomości online i podjęli 1852 interwencji ratujących życie najmłodszych.(Fot. materiały prasowe)
Specjaliści Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę odebrali dotąd ponad 1 mln 300 tys. telefonów od młodych ludzi, odpowiedzieli na ponad 64 tys. anonimowych wiadomości online i podjęli 1852 interwencji ratujących życie najmłodszych.(Fot. materiały prasowe)
Od początku marca Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży działa całą dobę. Dzwoniąc pod 116 111 młodzi ludzie odnajdą wsparcie przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę poinformowała, że od 1 marca 2020 roku Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 jest czynny całą dobę. Na stronie jest również dostępna całodobowa pomoc online.

Rozmawiam z dziećmi od wielu lat. Od zawsze mówiły mi, że chciałyby dzwonić do nas nocą. Wtedy można spokojnie rozmawiać – mówi Paula Włodarczyk, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111, która od 7 lat, jako konsultantka rozmawia z dziećmi.

Nocą walczymy z samotnością, analizujemy mijający dzień i boimy się jutra. Dzieci też się boją… i dzwonią. Dlatego całodobowe wsparcie dzieci, to dla nas wielkie wyzwanie. Wyzwanie, które niesie za sobą ogromną odpowiedzialność, ale przede wszystkim nadzieję. Nie chcemy ich zawieść
Jak informuje Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, codziennie konsultanci Telefonu Zaufania 116 111 odbierają około 300 połączeń od młodych ludzi, z czego 130 z nich dotyczy problemów związanych ze zdrowiem psychicznym. Wśród problemów, z jakimi borykają się dzieci i młodzież, najczęściej pojawia się: depresja, niska samoocena, stres, napięcie, niepokój i lęki, a także zaburzenia odżywiania, samotność i smutek. O pomoc proszą także dzieci, które okaleczają się, mają myśli samobójcze, planują odebrać sobie życie. Miesięcznie konsultanci podejmują również około 40 interwencji kryzysowych, czyli najpilniejszych przypadków, które wymagają natychmiastowej reakcji. To średnio 1,5 interwencji dziennie!

Według Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę liczbę prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży można traktować jako wskaźnik ich kondycji psychicznej. Liczba ta w Polsce z roku na rok stale rośnie. W 2019 roku zarejestrowano 951 prób samobójczych wśród dzieci do 18 r.ż., w tym aż 46 podjętych przez dzieci do 12 r.ż. W minionym roku 98 z nich zakończyło się śmiercią dziecka. Według badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, 7% młodych ludzi w wieku 13-17 lat próbowało odebrać sobie życie. Samobójstwa stanowią jedną z głównych przyczyn śmierci dzieci i nastolatków w grupie wiekowej 10-19 lat. Pod tym względem, Polska zajmowała w 2017 roku niechlubne, drugie miejsce w Europie.

- Bardzo często z telefonów dobiega dziecięca rozpacz, bezsilność, złość, gniew, samotność i zwątpienie. Wielu dzieciom towarzyszy strach, części z nich – utrata wiary w świat dorosłych – mówi Paula Włodarczyk.

Dla nich 116 111 jest często jedyną dostępną szansą na pomoc. Nasze rozmowy często służą do tego, aby dzieci, które są w kryzysie, które są przeciążone swoimi emocjami, niejednokrotnie dla nich niezrozumiałymi, trudnymi, poczuły, że po drugiej stronie słuchawki jest ktoś, komu zależy, kto chętnie wysłucha i ich nie ocenia, nie poucza, nie krytykuje. 
Źródłem problemów zdrowia psychicznego u dzieci i młodzieży najczęściej są trudności w relacjach z rówieśnikami i rodzicami, kłopoty w szkole oraz doświadczanie przemocy. Średnio 26 rozmów telefonu zaufania dziennie dotyczy przemocy i krzywdzenia. Dzieci zwierzają się z doświadczania przemocy fizycznej i emocjonalnej – często wielokrotnej, a także wykorzystywania seksualnego, czy zaniedbania.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę prowadzi telefon zaufania od 11 lat - pomaga dzieciom i młodzieży, współpracuje z policją i pogotowiem, organizuje kampanie edukacyjne. Nasze działania koncentrują się na ochronie najmłodszych przed krzywdzeniem, a także na zminimalizowaniu konsekwencji, jakie niesie ze sobą doświadczenie przemocy. Dużą uwagę przywiązujemy do wspierania rodziców – aby dzieci mogły od nich dostać jak najlepszą opiekę i wychowanie - czytamy na stronie fundacji. Specjaliści Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę odebrali już ponad 1 mln 300 tys. telefonów od młodych ludzi, odpowiedzieli na ponad 64 tys. anonimowych wiadomości online i podjęli 1852 interwencji ratujących życie najmłodszych.

  1. Psychologia

Kampania „Znikające dzieci” - pomóżmy nastolatkom z depresją

Potrzeba budowania więzi z dzieckiem od najmłodszych lat, tak aby miało świadomość, że jeśli dzieje się w jego życiu coś złego, to może liczyć na wsparcie rodzica niezależnie od wszystkiego – jest niezwykle ważna. Można wręcz powiedzieć, że jest na wagę życia. (fot. iStock)
Potrzeba budowania więzi z dzieckiem od najmłodszych lat, tak aby miało świadomość, że jeśli dzieje się w jego życiu coś złego, to może liczyć na wsparcie rodzica niezależnie od wszystkiego – jest niezwykle ważna. Można wręcz powiedzieć, że jest na wagę życia. (fot. iStock)
– Wielu rodziców jest bardzo zaskoczonych dowiadując się, że ich dorastające dzieci borykają się z obniżonym nastrojem i depresją. Pochłonięci przez obowiązki zawodowe i domowe zakładają, że skoro nastolatek nie mówi o problemach, to ich nie ma. Dobre oceny czy zdawkowo rzucone „w szkole dobrze” zbyt często usypia rodzicielską czujność i pogłębia nastoletnią samotność, która potęguje bezradność i obniżony nastrój. – podkreśla Lucyna Kicińska z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Jak wygląda problem nastoletniej depresji?

Tylko w 2018 roku 97 chłopców i dziewcząt poniżej 18. roku życia popełniło w Polsce samobójstwo. Bagatelizowane przez dorosłych problemy nastolatków mogą doprowadzić do tragicznych skutków. Targnięcie się na swoje życie to ostatni akt rozpaczy – często niezauważanej przez najbliższych. Jest on zwykle następstwem nierozpoznanej, niezdiagnozowanej depresji.

Nękanie w szkole, odrzucenie, presja bycia najlepszym, najzdolniejszym, najpiękniejszym. Dzieci w obecnych czasach nie mają łatwo. Chcą sprostać wszystkim wymaganiom: ze strony szkoły, rówieśników czy rodziny. Niejednokrotnie brakuje im wsparcia ze strony zapracowanych, zabieganych rodziców.

– Sygnały, które wysyłają nam dzieci są widoczne. Alarmująca jest zwłaszcza zmiana zachowania. Dziecko zawsze otoczone rówieśnikami, przestaje się odzywać, nie spotyka się ze znajomymi, pojawiają się u niego trudności w nauce, senność i rozdrażnienie. Niepokojąca jest też zmiana wyglądu, gdy dziecko inaczej się ubiera, rezygnuje z mody, zmienia swoje podejście do higieny. Często mamy też do czynienia z komunikatami słownymi i wcale nie będzie to stwierdzenie: „chcę się zabić”, raczej częściej: „mam wszystkiego dość”, „beze mnie byłoby wam lżej”, „już nie mogę…”. Na takie zachowania trzeba zawsze reagować zainteresowaniem. Rodzice zbyt często bagatelizują problemy własnego dziecka, ponieważ stosują własną miarę: mnie też dokuczali, mnie też nie lubili, też miałem trudne dorastanie… A to wcale nie pomaga w tym co przeżywa nasze dziecko – lepiej je zapytać, o co chodzi i czy ma z kim o tym pogadać? Powiedzieć, że się je wysłucha a jeśli woli, to zaproponować rozmowę z przyjacielem, bliskim krewnym czy psychologiem… Przede wszystkim dać jasny sygnał, że z każdej opresji da się wyjść. – podkreśla dr n. med. Tomasz Srebnicki z Kliniki Psychiatrii Wieku Rozwojowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Hasło, które towarzyszy tegorocznej 14. edycji ogólnopolskiej kampanii społeczno-edukacyjnej Forum Przeciw Depresji – „Znikające dzieci. Stop samobójstwom w Nastoletniej Depresji” ma na celu uwrażliwienie społeczeństwa m.in. na kluczową rolę budowania już od najmłodszych lat więzi i relacji, które mogą pomóc w zapobieganiu depresji czy podejmowanym próbom samobójczym.

Dzieci oczekują od dorosłych akceptacji. Powinny wiedzieć, że mają prawo do odczuwania smutku, złości, rozczarowania, że mają prawo do tego, aby prosić o pomoc. Najważniejsza jest dla nich jednak świadomość, że są na świecie bliskie osoby, które akceptują je niezależnie od wszystkiego, że zawsze mogą liczyć na ich wsparcie i zrozumienie, że kiedy przyjdzie gorszy moment będą potrafili słuchać i rozmawiać, a nie tylko mówić i wydawać polecenia.

– Rodzic, który unika głębokich rozmów ze swoim dzieckiem, podświadomie obawia się, że usłyszy coś, co sprawi, że poczuje się złym ojcem albo złą matką. Unikając rozmów, opuszcza swoje dziecko i staje się rodzicem nieobecnym. Nastolatki wyczuwają kruchą samoocenę i lęki rodziców i ukrywają przed nimi trudną prawdę na swój temat, żeby ich nie obciążyć. Najlepsze, co rodzic może zrobić dla nastolatka to powiedzieć i pokazać mu: „możesz mówić o wszystkim co chcesz, nie boję się prawdy o tobie, razem damy radę trudnościom”. Jeśli stosunek rodzica do nastolatka jest przesycony jego własnym lękiem, to znaczy, że rodzic potrzebuje wsparcia, np. terapii własnej i nie powinien wstydzić się sięgnąć po nie. – podkreśla dr n. med. Katarzyna Szaulińska z Zakładu Profilaktyki i Leczenia Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Podczas tegorocznej edycji kampanii Forum Przeciw Depresji zostaną zorganizowane aktywności skierowane do nastolatków, rodziców i nauczycieli mające na celu zwiększenie świadomości Polaków na temat tego czym jest depresja wśród nastolatków, jakie są jej objawy – również te mniej oczywiste, dlaczego dochodzi do podjęcia prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży oraz jak można pomóc młodym osobom. Będzie można, jak co roku, porozmawiać – anonimowo i bezpłatnie ze specjalistami zarówno podczas bezpośrednich konsultacji z lekarzem psychiatrą lub psychologiem, jak i poprzez czat czy Antydepresyjny Telefon Forum Przeciw Depresji.

Dzień otwarty

29 lutego, godz. 10.00-15.00 Hotel Novotel Centrum w Warszawie Udział bezpłatny Bezpłatne konsultacje ze specjalistami Indywidualne i anonimowe konsultacje z lekarzem psychiatrą lub psychologiem. Wykłady ekspertów. Dedykowane dla rodziców i nauczycieli, ale również każdej osoby, która chciałaby dowiedzieć się więcej na temat nastoletniej depresji

Więcej informacji na temat wydarzeń w ramach Kampanii na stronie

  1. Psychologia

Słowa budują rzeczywistość. Jak mówić, żeby się dogadać?

Podstawowa różnica w typach komunikacji wiąże się z rodzajem relacji, jaką się w danym momencie buduje. (Fot. iStock)
Podstawowa różnica w typach komunikacji wiąże się z rodzajem relacji, jaką się w danym momencie buduje. (Fot. iStock)
Od czego zależą: skuteczność działań, nastrój i dobre relacje z otoczeniem? W ogromnej mierze od sposobu komunikacji. Jak zatem mówić, aby się dogadać? Ćwicz z nami.

Anna chciałaby zdążyć z zakończeniem projektu, nad którym pracuje z zespołem, do końca tygodnia, tak jak przewidziano to w planie. Nie może jednak „podgonić” swojej części pracy, dopóki dane nie zostaną wprowadzone do systemu. Krzysztof, który za to odpowiada, nie przemęcza się zbytnio, jej zdaniem, i równo o 16.00 odchodzi od biurka, nie mając zamiaru zostać ani pięciu minut dłużej w pracy. Anna od kilku dni „miele” w sobie problem, z zamiarem znalezienia najlepszego rozwiązania. Dziś jednak spotkała Krzysztofa w kuchni i gdy zobaczyła, jak niespiesznie popija kawę, cała jej wyniesiona ze szkoleń wiedza na temat rozwiązywania konfliktów uleciała gdzieś w kosmos. Wypaliła: „Kiedy wreszcie nauczysz się dotrzymywać terminów?!”.

Teraz losy konfliktu leżą wyłącznie w rękach Krzysztofa, bo Anna zdecydowanie nie jest w stanie w tym momencie podejść do problemu z empatią. A jaki wybór ma Krzysztof?

Z tarczą czy na tarczy?

Krzysztof może rozegrać sytuację w myśl zasady wygrany – przegrana. „Sama komplikujesz sprawy, ciągle coś dodając do tego, co było ustalone na początku i jeszcze się mnie czepiasz? Ciesz się, że w ogóle to wpisuję, a po nocach nie mam zamiaru siedzieć w pracy!”. Wówczas on wyjdzie z utarczki zwycięsko, a Anna zostanie pogrążona i może nauczy się na przyszłość, że nie warto z nim zaczynać. Krzysztof zareaguje wtedy według schematu: „ja jestem w porządku – to z tobą coś jest nie tak, więc moja racja powinna zwyciężyć”.

Ale jeśli w głębi duszy czuje się winny i uważa, że to właśnie z nim jest coś nie w porządku (zapominając, że Anna zwiększyła ilość materiału, który trzeba opracować, dosłownie w ostatniej chwili), to rozegra konflikt w duchu przegrany – wygrana i zareaguje według schematu: „ty jesteś w porządku, to ze mną jest coś nie tak, więc ty masz rację, a ja powinienem jakoś załagodzić sytuację”. Powie więc: „Ja się starałem zrobić to na czas, ale mam tyle pracy, że nie jestem w stanie dopilnować wszystkich terminów…”. Wtedy nauką, jaką z tej sytuacji Anna wyniesie na przyszłość, będzie przekonanie, że jeśli mocno tupnie, to Krzysztof się podporządkuje i zrobi (albo przynajmniej obieca, że zrobi) to, co ona chce.

Jednak żadne z tych rozwiązań ani nie pomoże się im zaprzyjaźnić, ani nie poprawi atmosfery w firmie. Taki sposób rozmawiania kreuje pozornych zwycięzców, bo atmosfera, jaka powstaje i relacja, jaką się w ten sposób buduje, są raczej mało satysfakcjonujące. W rezultacie każdy jest przegrany.

Wygrana – wygrana

Jeżeli Krzysztofowi uda się nie podchodzić do sprawy emocjonalnie, tylko zrozumie, że optymalnie byłoby znaleźć rozwiązanie dobre dla obu stron – wtedy będzie w stanie tę kiepsko zaczętą rozmowę przekierować na tory komunikacji empatycznej. Czyli swoją postawą stworzy obszar porozumienia, w którym ludzie szanują się nawzajem, współpracując przy rozwiązywaniu problemów, a także zaprosi tam Annę.

Wtedy ich rozmowa mogłaby wyglądać tak:

Krzysztof: Co masz dokładnie na myśli, mówiąc o moim „niedotrzymywaniu terminów”?

Anna: Doskonale wiesz.

Krzysztof: Denerwujesz się, bo myślisz, że nie zdążymy?

Anna: Jak tak dalej pójdzie, to nie zdążymy na pewno, w ostatniej chwili zawsze coś się wali...

Krzysztof: Po prostu chcesz mieć zapas czasu na nieprzewidziane komplikacje?

Anna: Tak.

Krzysztof: Dobra, rozumiem. Ja też chciałbym, żebyśmy skończyli projekt na czas i robię wszystko, żeby tak się stało. Właściwie to, czego potrzebujesz, będzie w systemie jutro około południa. Czy to ci pasuje?

Anna: No, raczej tak.

Krzysztof: Super. Widzisz, ja mam komfort, kiedy pracuję według swojego założonego planu. Jak robi się za duże ciśnienie, to wysiadam. Na razie wszystko idzie dobrze.

Anna: Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam, ale się nakręciłam, że nie zdążymy, że będzie afera...

Krzysztof: Chętnie przyjmę od ciebie przeprosinową kawę, jak się to wszystko skończy.

Anna: OK. Stawiam w przyszłym tygodniu.

Taki przebieg rozmowy jest możliwy, kiedy przynajmniej jedna ze stron nie postrzega drugiej osoby jako agresora, którego trzeba zniszczyć, zmusić do działania według własnego pomysłu albo mu się poddać. Dopóki jesteśmy w stanie zobaczyć, że druga osoba to ktoś, kto ma własne plany i potrzeby, to możemy zapanować nad tym, żeby komunikacja między nami nie przybrała opresyjnej formy. Najbardziej zaciemniają obraz sytuacji emocje. Sztuką jest trzymać je na wodzy.

Słowa na wojennej ścieżce

Podstawowa różnica w typach komunikacji wiąże się z rodzajem relacji, jaką się w danym momencie buduje. Relacje oparte na egoistycznym skupieniu na własnych interesach, dominacji służącej ochronie siebie kosztem innych, skutkują stosowaniem komunikacji opresyjnej – wymuszającej określone postawy i zachowania. Relacje skupione na wzajemnej trosce, współpracy i współdziałaniu wiążą się ze stosowaniem komunikacji empatycznej – otwartej na potrzeby wszystkich i szukającej rozwiązań służących każdemu z uczestników.

Życie jest jednak zbyt skomplikowane, by mogło toczyć się według jednego podręcznikowego schematu. Z komunikowaniem się, które jest jednym z przejawów życia, dzieje się podobnie. Większość z nas używa zarówno opresyjnych, jak i empatycznych sposobów porozumiewania się z otoczeniem. Jednak dzięki zwiększaniu swojej świadomości językowej – umiejętności obserwowania, w jaki sposób rozmawiamy z innymi i z sobą samym – możemy mieć wpływ na to, jakie relacje będziemy budować z otoczeniem.

Gdy w naszych myślach i ustach pojawiają się słowa oznaczające osądy i oceny, generalizowanie w stylu „bo ty zawsze…, bo ty nigdy…”, kiedy zamieniamy się w Pytię, wieszcząc przyszłe zdarzenia, by wpływać na innych, albo zaczynamy straszyć, żeby osiągnąć pożądany rezultat, to niech to będzie dla nas znak, że włączyliśmy w sobie (pewnie nieświadomie) opresyjny styl komunikowania się. Warto się wówczas zatrzymać. Za zachowaniami ludzkimi zobaczyć ludzi, a nie własne etykiety na ich temat i w ten sposób próbować „przełączyć się” na komunikowanie empatyczne – oparte na przekonaniu, że wszyscy jesteśmy ważni, wszyscy coś czujemy i czegoś pragniemy, nie wszyscy jednak jesteśmy w stanie mówić o tym bez „nakręcania się” emocjami.

Dzieje się tak wtedy, gdy skupiamy się na jednym słowie, zdaniu, powiedzeniu i w odniesieniu do tego budujemy całą teorię na temat tego, jaki ktoś jest i co z tego wynika. Kiedy tak próbujemy „zatrzymać życie w kadrze” i odnosić się do jego wąskiego wycinka, to zapominamy, że relacja jest czymś płynnym, zmienia się z minuty na minutę, a właściwie z sekundy na sekundę, a to, co ktoś powiedział w danym momencie, nie jest całą opowieścią o tym człowieku. Jeżeli ja będę tą osobą, która zamiast potyczki zaproponuje negocjacje czy mediacje, to zwiększę prawdopodobieństwo, że mój rozmówca zatrzyma się w swoim wojennym pędzie albo przestanie przede mną uciekać, bo zorientuje się, że „agresor” to etykieta, jaką mi nadał, a nie cała prawda o mnie.