1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Co zrobić, gdy nasze dziecko kłamie?

Co zrobić, gdy nasze dziecko kłamie?

Dzieci dopiero w wieku 8–9 lat zaczynają samodzielnie odróżniać, co jest aprobowane w jego otoczeniu, a co nie (fot. iStock)
Dzieci dopiero w wieku 8–9 lat zaczynają samodzielnie odróżniać, co jest aprobowane w jego otoczeniu, a co nie (fot. iStock)
Nie ma większego ciosu dla rodzica niż świadomość, że jego rozkoszny maluch właśnie nauczył się kłamać. Tylko czy chciałabyś, by twoje dziecko zawsze mówiło prawdę? Że nie lubi babci…? No właśnie! Sęk w tym, jak pomóc mu odróżnić niewinne fantazjowanie od wyrządzania komuś krzywdy.

Szczerość w kontaktach międzyludzkich jest bardzo ważna – wszyscy chyba zgodzimy się z tym zdaniem. I w takim właśnie duchu chcemy wychowywać nasze dzieci. Dlatego kiedy po raz pierwszy słyszymy z ich ust kłamstwo, wpadamy w panikę. „Niechybnie schodzi na złą drogę” – myślimy z przerażeniem. Albo: „Musi się dziać coś złego, skoro kłamie”. Odkładamy więc wszystkie zajęcia i zaczynamy naświetlać sprawę. „Dlaczego kłamiesz? Jak możesz? Na kogo ty wyrośniesz?” – dociekamy, straszymy i załamujemy ręce. No i oczywiście informujemy dziecko, że jest kłamcą. A ono najczęściej w ogóle już nie pamięta, co takiego powiedziało. Widzi tylko, że jesteśmy z niego niezadowoleni.

Problem w tym, że choć mówimy dziecku, że nie wolno kłamać, to ono nie do końca widzi, czym właściwie różni się kłamstwo od prawdy.
Dla nas jest jasne: kłamstwo to świadome fałszowanie rzeczywistości w celu uniknięcia kary lub uzyskania korzyści. Natomiast dziecko do lat dwóch nie odróżnia fikcji od rzeczywistości (dlatego tak ważne jest w tym okresie izolowanie go od zbyt obciążających psychikę filmów). Co więcej, aż do ósmego roku życia samo z siebie nie wie, jak powinno się zachować i kieruje się głównie komunikatami dorosłych. Jego moralność opiera się na zasadzie: „To, co podoba się ważnym dla mnie dorosłym, jest dobre”. Nie możemy więc wymagać od niego, żeby nie kłamało i nie oszukiwało. Dopiero w wieku 8–9 lat zaczyna samodzielnie odróżniać, co jest aprobowane w jego otoczeniu, a co nie, jak zachowuje się porządny człowiek, a jak nieporządny.
Mówienie o dziecku w wieku przedszkolnym, że kłamie, jest wielkim nieporozumieniem.

Dziecko na pewno nauczy się kłamać, jeśli…

Boi się ciebie. Będzie robić wszystko, żebyś się nie dowiedziała, że coś spsociło, niezależnie od tego, czy coś zniszczy, zgubi, zapomni, czy zachowa się nie tak, jak powinno. Maluch będzie chciał ukryć przed tobą prawdę także wtedy, kiedy wie, że jako metodę wychowawczą stosujesz wielogodzinne pogadanki, obrażanie się lub porównywanie go do innych dzieci.

Bardzo zależy mu na wysokiej pozycji wśród rówieśników. Zwykle lekceważymy tę dziecięcą potrzebę, tymczasem od około siódmego roku życia rówieśnicy stają się dla malucha najważniejsi. Jeśli nie pomożesz swojemu dziecku, żeby było towarzyskie, szczupłe, a czasem także miało przedmioty, którymi może zaimponować kolegom (albo chociaż nie czuć się gorsze), będzie kłamać, żeby poprawić swój wizerunek.

Doświadczyło traumy, z którą sobie nie radzi. Fantazjowanie przechodzące w świadome kłamstwa to typowa reakcja dziecka, które chce zachować twarz w obliczu trudnej dla niego sytuacji. Warto pamiętać, że dorosłej osobie bardzo trudno ocenić, co jest dla dziecka poważnym, odbierającym mu poczucie bezpieczeństwa przeżyciem. Dzieci cierpią z całkiem innych powodów, niż nam się wydaje. Koleżanka usiadła w ławce z kimś innym, wszyscy w klasie mają komórki, a ono nie, jest najdrobniejsze (lub najwyższe), babcia zmusza je do jedzenia, ma się zmienić wychowawczyni… Kiedy wyczuwasz, że twoje dziecko cierpi, nie zostawiaj go samego z problemem, bo zacznie fantazjować i może wyabstrahować się z rzeczywistości.

Widzi, że w domu kłamstwo służy do osiągania własnych celów. Dzieci rozumieją absolutnie wszystko. To, co mówisz i robisz, ma na nie wpływ, nawet gdy maluch ma zaledwie kilka dni. Jeśli mówisz teściowej, że źle się czujesz, bo nie chcesz, żeby przyjechała – uczysz dziecko kłamać.

Zanim zaczniesz działać

Są dwie grupy kłamstw: reaktywne – których celem jest uniknięcie przykrych konsekwencji, oraz aktywne – służące osiągnięciu założonych korzyści. Za każdym razem, gdy twoje dziecko kłamie, zadaj sobie pytanie, jaki to typ kłamstwa, czego się bało lub co chciało zdobyć. Dzięki temu zrozumiesz jego motywy, więc będziesz mogła coś z tym zrobić.

Pamiętaj o jednym: nawet jeśli zapewnisz dziecku radosne dzieciństwo, nie masz gwarancji, że ono nie będzie kłamać. Niektóre dzieci po prostu nie przywiązują wagi do prawdy w takim stopniu, jak byśmy chcieli, i lubią fantazjować (często są to przyszli artyści). Lekarstwem na taki typ osobowości jest swobodne puszczenie dziecka w środowisko rówieśnicze, które szybko je nauczy, jakie kłamstwa są aprobowane społecznie, a jakie nie. Dążenie do tego, żeby dziecko zawsze i we wszystkim było całkowicie szczere, jest wychowawczym absurdem.

Gdyby twoje dziecko zawsze mówiło prawdę

Wyobraź sobie, że właśnie spełnia się twoje marzenie: masz w domu dziecko, które zawsze jest szczere. Co mogłabyś usłyszeć?
  • „Nie mów, że w nagrodę kupimy pizzę. Wiem, że nie chce ci się ugotować obiadu”.
  • „Widzę, że wolisz mi coś kupić, niż się ze mną pobawić”.
  • „Babcia jest okropna, gotuje same ohydne rzeczy, zmusza do jedzenia i wszystkiego mi zabrania”.
  • „Nie chcę przytulać się do dziadka, bo brzydko pachnie mu z buzi”.
  • „Cały czas na mnie krzyczysz, ale nie wolno mi o tym nikomu powiedzieć”.
Dobrze, że dzieci nas oszczędzają i nie mówią całej prawdy. Pamiętajmy, że ważnym elementem kultury osobistej jest umiejętność przemilczenia pewnych spraw. Osoby, które szczycą się tym, że są zawsze szczere do bólu, nie mają przyjaciół, są nielubiane, a często mają problemy ze swoją agresją.

Nie wpadaj w panikę, gdy twoje dziecko mówi, że pies kolegi zjadł mu zeszyt i dlatego nie przygotowało się do sprawdzianu. „A moje buty pożarł krokodyl” – taka powinna być twoja reakcja. Wyślij dziecku sygnał, że rozróżniasz prawdę od kłamstwa, ale nic poza tym. Dziecko samo zrozumie, że jego kłamstwo zostało zdemaskowane, a ty masz poczucie humoru. Jeśli kłamstwo jest większego kalibru, nie przypieraj dziecka do muru, daj mu szansę wyjść z tego z twarzą.

Zamiast dociekać prawdy, lepiej uczyć, że trzeba się skupić na rozwiązaniu problemu.
To niezwykle skuteczna metoda zapobiegania kłamstwom. Jeśli zapytasz dziecko, kto zaczął, masz pewność, że usłyszysz, że na pewno nie ono. Nie prowokuj kłamstw niepotrzebnymi pytaniami.

Zamiast piętnować, chwal za odwagę. Niech dziecko czerpie przyjemność z tego, że się do czegoś otwarcie przyzna. Chwalenie ma większą siłę oddziaływania niż nagany, które wywołują strach, frustrację i obawy o nadwątlenie relacji z rodzicem. I inicjuj fantazjowanie. Sama zaczynaj snuć nieprawdopodobne opowieści, że w pracy zjawiła się wielka dzika świnia z różowymi skrzydłami. Wspólne fantazjowanie, podobnie jak wspólne czytanie książek, nie tylko łączy, ale przynosi dziecku ogromną ulgę, bo może ono odreagować cały skumulowany stres. Czytajcie też wspólnie książki detektywistyczne. Niech dziecko w nienachalnym przekazie zrozumie, że ludzie (przestępcy) kłamią dla swojego dobra, ale że zawsze zostają zdemaskowani i ośmieszeni. Nie musisz tego w żaden sposób komentować. Wystarczy, że dziecko pozna takie historie. Daj mu też możliwość wyładowania nagromadzonej fantazji. Wiele dzieci ma tak bogatą wyobraźnię, że rzeczywistość je nudzi i muszą mieć jakiś wentyl dla swojej wyobraźni. Zachęcaj, by opowiadało ci różne historie, by rysowało, wymyślało piosenki i szalone zabawy. I najważniejsze, nigdy nie wciągaj dziecka w swoje kłamstwa. Nie wykorzystuj go w walce z drugim rodzicem, z szefem, nie kłam, że jest chore, kiedy nie chcesz tego dnia iść do pracy. Nie możesz wymagać od niego, żeby zawsze mówiło prawdę, jeśli ty sama się z nią mijasz.

Co było zadane? – Nic!

To najczęstsze kłamstwo dziecka w wieku szkolnym. Tylko czy to na pewno kłamstwo? Gdyby zbadać dzieci wykrywaczem kłamstw, to wiele z nich przeszłoby taki test bez problemu. One mijają się z prawdą w sprawach szkoły, bo wbrew naszemu życzeniowemu myśleniu, nie żyją sprawami własnej edukacji. Dziecko nie interesuje się tym, co ma zadane, bo nie widzi w tym sensu i wie, że jeśli nie odrobi lekcji, nie będzie żadnych poważnych konsekwencji (i tak zda do następnej klasy, jakoś to będzie). Stawianie go pod ścianą, śledztwo i piętnowanie – są błędem. Pomyśl: Do godziny 17.00 miałaś odpisać na ważną wiadomość. Nie zrobiłaś tego, ponieważ w budynku był pożar. Czy to znaczy, że jesteś krętaczem i oszustką? Tymczasem na dziecko podobną siłę oddziaływania i skupienia uwagi jak na ciebie pożar ma fakt, że Maciek przyniósł nową wersję gry albo że Magda nie zaprosiła go na urodziny. Dlatego zamiast się awanturować, lepiej zapytaj: „A może zajrzyj do ćwiczeń i się upewnij?”. Słowo „upewnij” daje dziecku szansę wyjścia z twarzą z tej sytuacji, bez piętna kłamcy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Lekarstwo i choroba są w nas – co mówi buddyzm na temat samouzdrawiania?

Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Chorujemy, kiedy tracimy prawdziwy kontakt z samym sobą – tłumaczy Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu, założyciel i duchowy przewodnik Instytutu Ligmincza, autor książki „Prawdziwe źródło uzdrowienia”. W rozmowie z Katarzyną Kazimierowską wyjaśnia, że lekarstwo na ból, tak jak i sam ból, jest już w nas.

Jak pan rozumie ból, cierpienie? Bo to o cierpieniu jest właśnie pana książka.
Ból może być objawem fizycznej choroby, a może być też reakcją na to, że nasze uczucia są zablokowane, bo nie mamy szansy siebie wyrazić. Z perspektywy filozofii, ale też religii – ból to manifestacja braku połączenia z samym sobą. Jeśli jesteśmy w pełni świadomi siebie, mamy poczucie wewnętrznej realizacji, to ból nie pojawi się, nie uderzy.

Co to znaczy, że możemy zerwać połączenie z samym sobą, utracić kontakt? W czym to się przejawia?
Jako ludzie stoimy wszyscy przed jednym pytaniem, a przynajmniej wydaje nam się, że przed nim stoimy. To pytanie dotyczy szczęścia, bo przecież wszyscy go szukamy. Ludzie próbują znaleźć je w związkach, w bogactwie, w pięknie, w przedmiotach – nigdy w sobie samych, zawsze gdzie indziej. Zapominają, że równowaga nie płynie z zewnątrz, tylko ze środka. To wewnętrzne piękno, bogactwo nazywam wewnętrznym źródłem. Kiedy nie korzystamy z naszych zasobów, kiedy o nich zapominamy, wtedy tracimy kontakt ze sobą, z naszą duszą. W efekcie nie czujemy się pewnie sami ze sobą, nie mamy poczucia stałości i bezpieczeństwa w pracy czy relacji z drugą osobą. Jeśli ponownie połączymy się z naszą duszą, odzyskamy siebie, naszą stabilność.

Co odciąga nas od tego wewnętrznego źródła?
Na pewno kultura, w jakiej żyjemy, która bardzo koncentruje się na świecie materialnym. Nawet duchowość stała się bardzo materialistyczna, wiąże się z siłą, władzą, kontrolą i bogactwem. Nie tylko na Zachodzie tak się dzieje. Także na Wschodzie rozumienie duchowości, jej waga zmieniły się na niekorzyść. Wiąże się to z tym, że coraz rzadziej korzystamy z tradycyjnego wsparcia, jakie zawsze dawali nam mentorzy, nauczyciele, przyjaciele, ludzie, których obdarzaliśmy zaufaniem.

Pisze pan, że to również wina fałszywych tożsamości, jakie często nieświadomie przyjmujemy. Jak odróżnić fałszywą tożsamość od prawdziwej?
To głęboki filozoficzny koncept, który spróbuję wyjaśnić w jak najprostszy sposób. Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. Jedno kłamstwo pociąga kolejne, bo musisz wkładać wiele wysiłku w to, by utrzymać, obronić i uwiarygodnić to pierwsze. A te kłamstwa nie tyle dotykają ciebie, co wszystkich dookoła.

Dziś mówi się o epidemii depresji. Jakie są jej źródła według pana?
Myślę, że depresja historycznie zawsze była obecna w społeczeństwie i w jednostkach, z różnych powodów, ale dziś poziom jej intensywności jest dużo wyższy. Jedną z przyczyn może być to, że ludzie są bardziej zagubieni i zmęczeni – nie tylko szukaniem drogi wyjścia, ale też niewiedzą o tym, czego szukają. Są także zmęczeni różnymi bodźcami, które non stop wysyła świat zewnętrzny. Kolorowe magazyny bez przerwy podpowiadają, jaką markę samochodu kupić, żeby poczuć się lepiej, jak wyglądać, kogo przypominać, jak żyć i w jakim otoczeniu. Ale nikt nie mówi, że to ty sam jesteś bogactwem, ty jesteś pięknem. Kiedy spojrzymy trzeźwym okiem na nasze wyimaginowane potrzeby, to okaże się, że nie stać nas na taki samochód czy dom i nie możemy wyglądać jak ktoś inny, bo przecież jesteśmy sobą. Ci wszyscy, którzy próbują mieć to co inni, wyglądać jak inni, być jak inni, byle być lepszymi, są w beznadziejnej sytuacji.

Jak się uleczyć? Wspomina pan, że ważne jest otwarcie na ból, na trudne emocje, także na cierpienie.
Trudno jest zaprosić do siebie ból, ale przecież on już w nas jest, po prostu ignorujemy jego obecność. Dlatego zawsze powtarzam: jeśli masz z kimś trudną relację, nie ignoruj tego, działaj, bo to może być ostatnia szansa na rozwiązanie czegoś, naprawienie. Zaakceptuj ten problem, dostrzeż go, pogódź się z tym, bo wtedy właśnie go uwalniasz. Wyzwalasz się z tego.

Namawia pan do bliższego i częstszego kontaktu z przyrodą. Mieszkańcy dużych miast mają trochę utrudnione zadanie.
Jeśli dla kogoś priorytetem jest kontakt z naturą, to nie będzie szukał wymówki. Gdy byłem kiedyś w Arizonie, spotkałem człowieka z Szanghaju. Przebył długą drogę tylko po to, by zobaczyć Wielki Kanion i przez pięć dni wędrować po okolicy. Czyli można. Natura jest święta, drzewa są święte, ziemia jest święta. Mój przyjaciel zawsze opiera swój rower o drzewo, zamiast przypinać go do barierki – mówi, że drzewa lepiej zadbają o jego rower, bardziej im ufa.

Jest pan też zwolennikiem... nicnierobienia.
Kiedy ktoś nas pyta, co robimy, a my odpowiadamy: „nic” – zwykle spotykamy się z ogromnym zaskoczeniem. Za to jeśli mówimy, że jesteśmy bardzo zajęci, odpowiedź spotyka się z aprobatą – wszyscy zgadzają się, że kiedy coś robimy, możemy uznać swoje życie za dobre i wartościowe. Ludzie nie doceniają prawdziwej wartości nicnierobienia. Mówiąc „nicnierobienie”, mam na myśli bycie spokojnym, wyciszonym, ale też niewykonywanie żadnej aktywności. Chodzi o to, żeby nic nie robić i naprawdę się tym cieszyć, dać sobie prawo do wyciszenia, ucieczki od szumu, który nas otacza. Dopiero wtedy mamy szansę usłyszeć siebie. Pójdźmy do kawiarni i napijmy się kawy w samotności, w spokoju, i po prostu przeżyjmy dobry dzień.

Ludzie nie cenią zwykłych rzeczy, bo uważają, że istnieją jedynie poprzez innych, są widzialni tylko poprzez uwarunkowania towarzyskie. A nasze prawdziwe „ja” objawia się w ciszy i spokoju, dopiero wtedy jesteśmy w stanie wejść w to bycie, kiedy nasz umysł jest otwarty, ale niebodźcowany w sytuacjach towarzyskich czy społecznych. A tak wygląda na co dzień nasze życie. Ludzie jadą na wakacje, by nic nie robić i odpocząć, ale są tak zestresowani tą sytuacją, że zachowują się tak jak zawsze, czyli gonią od jednej atrakcji do drugiej.

W swojej książce pisze pan o tzw. trzech cennych pigułkach. To cisza, przestrzeń i bezruch.
Odczucie bezruchu ciała to drzwi do wewnętrznej przestrzeni. Dzięki połączeniu się z ciszą łączymy się z głębszym odczuciem spokoju i spełnienia. A poprzez doświadczenie przestrzeni otwieramy drzwi wewnętrznego ciepła i radości, wewnętrznego schronienia, czyli schronienia bezwarunkowego. Nie jesteśmy naszym ciałem. Gdy dotyka nas ból, to dotyka on naszego ciała, nie przestrzeni w środku nas. A właśnie tej przestrzeni w nas każdy potrzebuje i każdy ją ma. Na pewno warto jak najczęściej zażywać trzy pigułki, ale wystarczy też po prostu usiąść na 10–15 minut, zwłaszcza wtedy, kiedy czujemy, że się zgubiliśmy i potrzebujemy pomocy. Pamiętajmy, że zawsze możemy sami sobie pomóc, bo wszystko, czego potrzebujemy, jest już w nas.

Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.

Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu. Założyciel i dyrektor Instytutu Ligmincza. W Polsce jego uczniowie skupieni są w Związku Garuda. Autor m.in. „Cudów naturalnego umysłu“, „Przebudzenia świętego ciała“ i „Prawdziwego źródła uzdrowienia”.

Poniżej wykład mistrza Rinpocze na temat spontanicznej kreatywności:

  1. Kultura

Książki dla dzieci – poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

Na rynku mnóstwo jest książek dla dzieci. Co z tego wybrać? Zwłaszcza, że zbliża się pierwszy czerwca. Oto podpowiedź, co warto podarować czytelnikom najmniejszym i tym trochę bardziej wyrośniętym. Tytuły mądre, zabawne, pięknie wydane. Oczywiście Dzień dziecka to tylko pretekst, bo na dobre książki zawsze jest pora.

Wychodzimy do kolegi

Samo życie – chciałoby się skomentować, jeśli jest się dorosłym i przegląda się tę stworzoną ze sporą dawką humoru książeczkę. Także dla słuchających i oglądających „Zamek” kilkulatków perypetie głównego bohatera i jego mamy na pewno będą brzmieć i wyglądać znajomo. Narratorem jest tu mały chłopiec, który wybiera się na urodziny do kolegi. Już sama scena wybierania się to mistrzostwo świata, przemyślenia narratora, czesanie, ubieranie, szykowanie prezentu, czyli tytułowego zamku: zabawkowego w kolorze czerwonym. Chłopiec osobiście go dla kolegi wybrał, ale teraz sam chciałby go mieć, mimo że ma taki sam, tylko zielony. Wreszcie przyjęcie urodzinowe kolegi. Nie chcę za wiele zdradzać, ale założę się, że i te sceny coś wam będą przypominać. Styl ilustracji Szwedki Emmy Adbåge jest z jednej strony oszczędny, z drugiej – świetnie oddają one domowy rozgardiasz, nastroje i odczucia postaci. Są tu szczegóły, które docenicie i wy, i kilkuletni odbiorcy. Wiarygodny psychologicznie, zabawny. Świetny punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem, na przykład o emocjach. Taki jest „Zamek”.

„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki

Na ratunek dziadkom i babciom

Ilustracje do „Dziadka Tomka” stworzył Czech Štěpán Zavřel – nieżyjący już niestety malarz, filmowiec, pomysłodawca Międzynarodowej Wystawy Ilustracji Książki Dziecięcej i założyciel Międzynarodowej Szkoły Ilustracji we włoskim Sàrmede. Można go rozpoznać po dynamicznej kresce i „gęstości” jego rysunków. Także ta zilustrowana przez niego historia jest wyjątkowa. Takiego dziadka jak dziadek Tomek chciałoby mieć chyba każde dziecko: umie robić zabawki z niczego i zawsze wymyśla nowe zabawy. Tymczasem pewnego dnia w telewizji burmistrz ogłasza komunikat: odtąd wszyscy seniorzy, dla ich własnego dobra, będą wysyłani do domu wesołej starości. Na ulicach pojawiają się „dziadkołapacze” i podczas kiedy dorośli z miasteczka oszukują się, że wszystko jest w porządku, dzieciaki w mig rozumieją, że nie jest i organizują brawurową akcję ratunkową. Zwariowane pościgi, machiny latające, a w komplecie genialny przekaz, że seniorów trzeba kochać, szanować i być po ich stronie. Po „Dziadka Tomka” na pewno warto sięgnąć, a przy okazji dodam, że słynące z pięknie wydanej literatury dziecięcej wydawnictwo Tatarak tuż przed Dniem Dziecka wypuszcza też jego niezwykły „Sen o Wenecji”.

„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak

Prezent od Einsteina

Przecież teorii względności nie da się wytłumaczyć dziesięciolatkowi! Nie da się? To druga z serii trzech książeczek, które wyjaśniają młodym czytelnikom zasady fizyki. Tym razem czytamy o takich między innymi zagadnieniach, jak czas i przestrzeń, jednostki i ich miary, prędkość światła. Jak dzieciom mówić na przykład o ujednoliconym systemie metrycznym? Można opisać i narysować średniowiecznych budowniczych, którzy wznoszą most nad rzeką. Umówili się, że most będzie miał 5 miar wysokości, budują po dwóch stronach rzeki, coraz bliżej siebie, problem w tym, że każdy z mistrzów budownictwa ma własną miarkę i kiedy w końcu dochodzi do spotkania, połowa gotowego mostu jest dużo wyższa od tej drugiej. Takie pomysłowe przykłady działają na wyobraźnię, podobnie jest z mnóstwem zawartych tu obrazków. „Teoria…” odczarowuje wiedzę, która dla uczniów trzeciej-czwartej klasy podstawówki jest podobno za trudna, można się przy okazji lektury dobrze bawić. Nie jestem pewna, czy przekona dzieciaki, które nie cierpią przedmiotów ścisłych, ale na pewno te fizyką i matematyką zainteresowane, będą miały z czytania przyjemność. Niejeden rodzic westchnie też pewnie na widok tej książki, szczerze żałując, że w wieku swojego dziecka nikt mu takiej nie sprawił.

„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada

Nazywam się Ripley, Benjamin Ripley

Jak donoszą wydawcy literatury dziecięcej, chłopaki czytają w dzisiejszych czasach mniej niż dziewczyny. Wieść głosi również, że ta właśnie książkowa seria przyczyniła się do zmniejszenia tych dysproporcji, sprytnie wciągając 10-11-letnich chłopców w czytanie. Co, jak podkreśla sam autor, nie znaczy, że po „Szkołę szpiegów” nie sięgają czytelniczki.
To amerykański bestseller z listy New York Timesa. „W związku ze śledztwem toczącym się w sprawie operacji Przyczajony Borsuk, załączam zapis z trwającego łącznie 53 godziny przesłuchania pana Benjamina Ripleya, pseudonim Tajniak, lat 12, pierwszorocznego ucznia Akademii Szpiegostwa” – czytamy na samym początku książki w pełnym od czarnych skreśleń cenzora dokumencie wysłanym z biura CIA, prowadzącego tajną placówkę, która szkoli najzdolniejsze dzieciaki, przyszłych tajnych agentów. Główny bohater Benjamin niespodziewanie dostaje do owej placówki powołanie i od tego momentu zaczynają się jego niesamowite przygody. „Szkoła…” to połączenie Jamesa Bonda, Mission Impossible z Różową Panterą czy Jasiem Fasolą, jest tu wartka akcja i błyskotliwa zabawa konwencją. Uwaga: jeśli obdarowane „Szkołą szpiegów” dziecko wciągnie się na dobre, warto wiedzieć, że to dopiero początek przygody, bo cała seria liczy sumie 9 części: u nas ukazała się pierwsza, a na lipiec zaplanowano premierę drugiej.

„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora

Borsucze opowieści

Temat ważny, autor ekspert, choć jeśli ktoś zna inne jego książki dla dzieci, wie, że będzie śmiesznie. A nierzadko bardzo śmiesznie. Tomasz Samojlik, biolog, popularyzator przyrody, a także rysownik i twórca komiksów („Tarmosię” zilustrowała akurat Ania Grzyb”), autor głośnej serii „Żubr Pompik”, komiksowej „Ryjówki przeznaczenia” czy „Norki zagłady”. Jeśli Samojlika nie znacie, a uśmiechacie się przeczytawszy te dwa ostatnie tytuły, to już wiecie, czego się po tym autorze spodziewać. Tym razem poznajemy rodzinę borsuków, same indywidua: tata, mama, przyszywany dziadek – każdy ma tu coś za uszami. A poznajemy tę oryginalną rodzinkę akurat wtedy, kiedy najmłodszą borsuczkę Tarmosię budzi z zimowego snu dziwny hałas. Na wiosnę sprawy jeszcze bardziej zaczynają się komplikować. Coś się w lesie dziwnego dzieje, tylko co? Do borsuków zaglądają, szukając schronienia, lisi imigranci z gromadką szczeniaków o wdzięcznych imionach Onomatopeja, Propedeutyka, Multiplikator i Horoskop („Mąż wybierał imiona” – wyjaśnia lisica, widząc zdziwienie Tarmosi). Bajka z pro ekologicznym morałem, w której autor przemyca sporo ciekawostek ze świata przyrody.

„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora

Mieszkańcy spod podłogi

Tym razem książka nie do czytania, a do słuchania. Klasyka literatury dziecięcej, słynna seria o Pożyczalskich, na której wychowało się już kilka pokoleń. Opowieść o maleńkiej rodzinie mieszkającej pod podłogą, w domu własnoręcznie wybudowanym i wyposażonym w przedmioty, które „pożyczyli” od pełnowymiarowych domowników. Dzięki tym bohaterom stworzonym na początku lat 50. XX wieku przez Mary Norton wiele z nas nadal łapie się na tym, że kiedy zniknie nam spinka, szpilka, naparstek, kartka z papeterii, chusteczka czy mydelniczka, odruchowo myślimy, że stoją za tym oni. Kartka posłużyła im za tapetę, mydelniczka za wannę, z okruszka chleba nastoletnia Arietta zrobiła sobie kanapkę. Czas zarazić tą genialną historią kolejne pokolenia. I właśnie jest okazja: w nowym tłumaczeniu „Pożyczalskich” czyta Edyta Jungowska. Aktorka od lat nagrywa i produkuje doskonałe słuchowiska dla dzieci, na czele z „Dziećmi z Bullerbyn”, bezsprzecznie najbardziej popularnym dziecięcym audiobookiem w naszym kraju. Pierwsza i druga część z pięciotomowego cyklu Mary Norton o losach maleńkiej rodziny, wydawnictwo miłe nie tylko dla ucha, ale i oka, bo wzbogacone o ilustracje Emilii Dziubak już są dostępne. Wkrótce kolejne.

„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska

Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham

To z wszystkich dotąd poleconych propozycja dla najmłodszych dzieci, bo już dwulatków. Napisana przez Trish Cooke, Brytyjkę z afrykańsko-karaibskimi korzeniami, osobowość telewizyjną, scenarzystkę, autorek sztuk i właśnie książeczek dla dzieci. Super, że ukazała się w Polsce, bo też mało się u nas wydaje pozycji dla dzieci, gdzie postaci miały by inny niż biały kolor skóry. Ale przede wszystkim to historia świetnie pomyślana i skonstruowana, w sam raz dla bardzo małych odbiorców. Jest tu motyw i rytm, który maluchy uwielbiają, co chwila w opowieści pojawia się ktoś nowy – dzwoni dzwonek i ten ktoś pojawia się w drzwiach. A kuku! Wujek, ciocia, babcia, kuzyni. Mamy więc element zaskoczenia, krótkie zdania, z których jedno za każdym razem się powtarza: to tytułowe „najmocniej na świecie”. Dom wypełnia się krewnymi, wesołymi, głośnymi i każdy przytula, każdy bierze na ręce, tańczy i śmieje się do dziecka, wokół którego wszystko to się toczy, dziecka uwielbianego, całowanego, kochanego „najmocniej na świecie”. Czyta się to maluchowi doskonale, a i samemu korzysta się z dobrodziejstw tej ogromnej zawartej w książeczce dawki radości i miłości.

„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry

  1. Zwierciadło poleca

Odbudować relacje społeczne - rusza kampania „Szkoła-od-nowa”

Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Wraz z powrotem uczniów do szkół rusza ogólnopolska kampania społeczna „Szkoła-od-nowa”. Jej celem jest ułatwienie dzieciom i młodzieży funkcjonowania w szkole po roku przymusowej nauki zdalnej, pomoc w naprawie relacji społecznych i powrocie do zdrowia psychicznego.

Nie ma dla nas dorosłych teraz nic ważniejszego niż pomoc dzieciom i młodzieży w powrocie do równowagi psychicznej – mówi Joanna Węglarz, psycholog i pomysłodawczyni kampanii „Szkoła-od-nowa”. - Szkoła po pandemii będzie inna, ponieważ COVID-19 nieodwracalnie zmienił świat, w którym żyjemy. Nauczyciele i uczniowie muszą się dostosować do nowej szkoły, by była miejscem, które uczy i rozwija społecznie. Dlatego kilkunastu ekspertów w zakresie psychologii, pedagogiki, zdrowia psychicznego, terapeutów i wykładowców akademickich zaangażowało się w kampanię społeczną „Szkoła-od-nowa”, by dzielić się swą wiedzą z nauczycielami i rodzicami. - dodaje ekspertka.

Celem kampanii społecznej „Szkoła-od-nowa” jest zwrócenie uwagi, jak ważna jest kwestia zdrowia psychicznego oraz rozwoju społeczno-emocjonalnego dzieci i młodzieży - bycia w grupie, kontaktów z rówieśnikami i współpracy, a także podjęcie działań, które pomogą uczniom wrócić do szkoły stacjonarnej po roku przymusowej edukacji zdalnej - Rozwój umiejętności społecznych dzieci i młodzieży w czasie pandemii został zaburzony, u niektórych opóźniony albo wręcz wstrzymany. Konsekwencje tego zobaczymy tak naprawdę dopiero za kilka lat. Rzeczywistość w dalszym ciągu jest mało przewidywalna i mało optymistyczna, dlatego tak ważne jest, byśmy umieli pomóc dzieciom i młodzieży powrócić do życia w społeczeństwie i zaspokoić ich podstawowe potrzeby bezpieczeństwa, przynależności i samorealizacji, bo one w głównej mierze wpływają na prawidłowy rozwój i zdrowie psychiczne – dodaje Joanna Węglarz.

W ramach kampanii, na stronie szkola-od-nowa.pl są udostępniane bezpłatnie dla wszystkich nauczycieli, rodziców, dzieci i młodzieży m.in.:

  • nagrania wideo ekspertów dotyczące tego jak przygotować się do nauki stacjonarnej w sytuacji pandemicznej;
  • materiał na temat technik relaksacyjnych na godzinie wychowawczej;
  • scenariusze godziny wychowawczej dla szkół podstawowych, średnich oraz szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych;
  • ebook dla nauczycieli „Jak wspierać rozwój społeczno-emocjonalny uczniów?”;
  • ebook dla rodziców „10 strategii dla wypalonych rodziców”;
  • wyniki badań na temat wpływu pandemii i nauki zdalnej na dobrostan uczniów i nauczycieli;

Badania* pokazują, że dzieci i młodzież są w złej kondycji psychicznej. Rok izolacji społecznej spowodował, że prawie 100 proc. uczniów ma problemy ze snem, blisko 80 proc. z odżywianiem, 70 proc. ma wahania nastroju, a ok. 40 proc. problemy z koncentracją. U 10% zaobserwowano symptomy depresyjne, a u 18 proc. zaburzenia psychosomatyczne (bóle głowy, brzucha, brak energii i zdenerwowanie). 60 proc. uczniów źle ocenia naukę umiejętności praktycznych podczas nauczania zdalnego, a 70 proc. mówi o pogorszeniu relacji społecznych z rówieśnikami. Ponad połowa przyznała, że czuje się przeładowana otrzymywanymi treściami, a aż 66 proc. korzysta z urządzeń elektronicznych przed pójściem spać.

*Badanie realizowane w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych w Polsce, w okresie od  12 maja do 12 czerwca 2020 r, w trzech grupach składających się z uczniów, nauczycieli i rodziców (łącznie ok. 3000 osób), oraz badanie pod patronatem Rzecznika Praw Dziecka przeprowadzone metodą CAWI na panelu internetowym w dniach 25-28 grudnia 2020 roku na reprezentatywnej grupie ponad 2000 uczniów wieku 15-18 lat oraz rodziców posiadających dzieci w tym wieku.

Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.

  1. Psychologia

Spójrzmy prawdzie w oczy. Czy możliwe jest życie bez kłamstwa?

Naukowcy dowodzą, że kłamstwo jest po prostu wpisane w naszą egzystencję. (Fot. iStock)
Naukowcy dowodzą, że kłamstwo jest po prostu wpisane w naszą egzystencję. (Fot. iStock)
Wszyscy wiemy, czym jest kłamstwo. Mimo to etycy, prawnicy, filozofowie łamią sobie głowy, jak je udowodnić. Wszyscy myślimy źle o kimś, kto kłamie, a mimo to kłamiemy jak z nut – według badań średnio dwa razy dziennie. Czy możliwe jest życie bez kłamstwa?

Odpowiedź kilkunastu ankietowanych przeze mnie osób brzmiała identycznie: „Nie jest to możliwe”. Nawet dzieci nie wyobrażają sobie świata, w którym króluje prawda. Pytane przez psychologa Tomasza Witkowskiego, co sądzą na ten temat, odpowiadały: „Bez kłamstwa nie dałoby się żyć!”.

Okazuje się, że i tym razem dzieci wiedzą lepiej. Naukowcy dowodzą, że kłamstwo jest po prostu wpisane w naszą egzystencję. Tomasz Witkowski we wszechstronnie ujmującej ten problem książce „Psychologia kłamstwa” pisze: „Jeśli spojrzymy na historię naszego gatunku daleko, daleko wstecz, nietrudno będzie odnaleźć kłamstwa i uznać je za jedno z naczelnych praw natury. Bo to nie człowiek, lecz natura, a ściślej rzecz biorąc, ewolucja »wynalazła« zachowania, które my nazywamy kłamstwem bądź oszustwem”. Kłamie kameleon, upodobniając się do otoczenia, kłamie pewien rodzaj południowo-afrykańskich gąsienic, które w sytuacji zagrożenia udają jadowitego węża, kłamią pasożyty oszukujące nasz system odpornościowy. Ale zwierzęta robią to na ogół po to, żeby przetrwać: nie dać się zjeść, zdobyć pożywienie, w celach prokreacyjnych. Dlaczego kłamie człowiek?

Białe i czarne

Siedem lat temu ciężko zachorował mój ojciec. Nikt w rodzinie nie odważył się wyjawić mu prawdy, baliśmy się, że jej nie udźwignie. Skłamaliśmy, że to nic poważnego, że wszystko będzie dobrze. Zrobiliśmy to z tak zwanych szlachetnych pobudek. Czy jednak mieliśmy do tego prawo? Po latach, gdy prawda wyszła na jaw, tata miał do nas żal, że nie przygotowaliśmy go do walki z chorobą.

Już Tomasz z Akwinu próbował ustalić motywy kłamstw, dzieląc je na żartobliwe, konieczne i obliczone na szkodę. Z kolei święty Augustyn sklasyfikował je na dziewięć kategorii, począwszy od kłamstwa służącego pomocy, poprzez takie, które rani, po kłamstwo według niego najcięższego kalibru – dotyczące religii. Współczesne teorie opisują motywy kłamców o wiele precyzyjniej, jedna z nich przytacza tych motywów aż 41. Na przykład: Z przyzwyczajenia. Ponieważ inni wokół nas kłamią. Bo jesteśmy zmuszeni. Ponieważ nie chcemy wyjawić naszych przekonań. Żeby się zrewanżować. Dlatego że jesteśmy irracjonalni.

Tomasz Witkowski, konstruując swoją klasyfikację kłamstw (mimowolne, altruistyczne, żartobliwe, egoistyczne, manipulacyjne, destrukcyjne), przyznaje jednocześnie: „Zamykam ją bardziej z obawy przed nadmiernym rozrostem niż poczucia wyczerpania tematu. Bo oto pojawia się katalog motywów bardziej subtelnych, takich jak: marzenia, potrzeba piękna, ucieczki ze świata rzeczywistości w świat fikcji”.

Profesor Jolanta Antas z Zakładu Teorii Komunikacji Instytutu Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego od wielu lat zajmująca się teorią komunikacji niewerbalnej, autorka książki „O kłamstwie i kłamaniu”, też twierdzi, że życie bez kłamstwa to idée fixe. „Nigdy bym się nie upierała, żeby kłamstwo wyplenić ze społeczeństwa. Często jest to bowiem skuteczna strategia lecząca stosunki międzyludzkie. Mam tu na myśli zabraniające powiedzieć prawdę konwencje grzecznościowe, które nazywa się »białymi kłamstwami« w przeciwieństwie do kłamstw ciężkich, czyli »czarnych«. Kiedy mamy do wyboru »białe« kłamstwo albo bolesną prawdę, wybieramy to pierwsze”.

O skali zjawiska (kłamstwa czarnego i białego razem wziętych) świadczą badania amerykańskich naukowców. Brało w nich udział 77 studentów, którzy mieli zarejestrować wszystkie swoje kłamstwa w ciągu tygodnia. I co się okazało? Że badani kłamali średnio dwa razy dziennie i to przede wszystkim na swój temat – żeby obronić lub podwyższyć swoją samoocenę. Około dwukrotnie więcej kłamstw przynosiło korzyść samemu kłamcy, przy czym częściej były to korzyści psychologiczne niż materialne. Co czwarte kłamstwo wypowiadano po to, żeby nie ranić czyichś uczuć lub ochronić kogoś przed niezręczną sytuacją.

Zdradliwe przebieranie nogami

Katarzyna, 23-letnia studentka lingwistyki o subtelnej urodzie, ma błahy z pozoru problem. Nie umie powiedzieć koleżankom, że wyglądają w czymś okropnie, tylko odpowiada nieszczerze: „super”. – Wiem, że jestem fałszywa, ale inaczej nie potrafię. Może robię im w ten sposób krzywdę, bo utwierdzam w błędnym przekonaniu? A może mówiąc swoje zdanie, skrzywdziłabym je, bo zepsułabym im dobre samopoczucie?

Stan Walters, jeden z największych amerykańskich ekspertów w wykrywaniu oszustw, w książce „Kłamstwo. Cała prawda o…” pisze, że ten proceder niejedno ma imię. Bo to zarówno dezinformacja, wprowadzanie w błąd, zatajanie, oszukiwanie, fałszowanie, jak i bardziej niewinne jego odmiany, czyli: ukrywanie, kręcenie, gmatwanie, maskowanie, koloryzowanie, zmyślanie, przekręcanie, unikanie. Jakkolwiek by nazwać tę praktykę, jedno jest pewne – nie byłaby możliwa bez odbiorcy, czyli okłamywanego, któremu kłamiący „wciska kit” w określonym celu.

Kłamcy posiedli różne strategie. Potrafią fałszować emocje, zakładać maski, próbować uwiarygodniać fakty, manipulować przekazywaniem informacji, grać. Ale nie są w tym doskonali. Iwona Winiarska Feleszko, adwokat specjalizująca się w sprawach cywilnych, rodzinnych i gospodarczych, obserwuje na sali rozpraw różne postawy zeznających.

– Sąd jest miejscem stresującym i jeżeli nawet ktoś wcześniej przygotuje sobie w głowie kłamliwe zeznania, to w konfrontacji z sędzią, przed którym miałby je wygłosić, bardzo często łagodzi swoje kłamstwo albo wręcz wycofuje się ze składania fałszywych zeznań. Tylko starzy wyjadacze, czyli ludzie zeznający w sądzie wiele razy, nabierają przekonania, że nic im się nie może stać i że ich kłamstwo nie zostanie zweryfikowane, w związku z tym kłamią niejako na luzie. Ci, którzy są w sądzie po raz pierwszy, okropnie się denerwują. Każdy przeżywa to na swój sposób: jedni wyłamują palce, inni się czerwienią albo jąkają, tracą wątek. Obserwowałam niedawno pewnego człowieka, który ewidentnie kłamał, co wynikało z dokumentów, jakie miałam przed sobą. Był przy tym tak zdenerwowany, że drgał każdy mięsień jego twarzy. Sędzia czy adwokat z dużym prawdopodobieństwem mogą odczytać po zewnętrznych symptomach zachowania człowieka, czy ten mija się z prawdą.

– Kłamstwo jest stanem podwójnej świadomości – wyjaśnia Jolanta Antas. – Kłamca musi wyprodukować nieprawdziwą wersję, ale jego ręce są jakby podłączone do myśli, które chce ukryć. I przestaje gestykulować, co jest sygnałem, że coś nie gra. Ale świadczą o tym nie tylko ręce. Wykonując ten w gruncie rzeczy ogromny wysiłek mentalny, jakim jest spreparowanie kłamstwa, człowiek traci kontrolę nad ciałem, szczególnie tymi jego partiami, których nie widzi. Przeprowadzono eksperyment polegający na tym, że trzem grupom terapeutów pokazano materiał nagrany podczas rozmowy z człowiekiem, który usiłował ukryć chorobę psychiczną. Pierwsza grupa widziała jedynie jego twarz, druga twarz i tułów, a trzecia całą postać. Jedynie trzecia grupa trafnie oceniła stan chorego. Zdradziło go przebieranie nogami, szuranie, wiercenie się. O kłamstwie informuje nawet nasza skóra – wytwarza się na niej wtedy rodzaj napięcia. Wygodna na co dzień koszula nagle nas pije, drażni i mamy przemożną ochotę się podrapać. To często silniejsze od nas. Jak wynika z badań Desmonda Morrisa zajmującego się kłamstwem, człowiek na prawdziwe swędzenie reaguje co najmniej siedmioma drapnięciami. Kiedy wykonuje ich mniej, to znaczy, że odczuwa jakiś niepokój. Podczas kłamstwa poza naszą kontrolą pozostaje ruch źrenic, które wtedy wyraźnie się zwężają. Natomiast nie jest prawdą przekonanie, że kłamca nie patrzy w oczy. Wytrawny oszust nie tylko będzie nam patrzył prosto w oczy, ale jeszcze się uśmiechał.

Język naszego ciała doskonale „czyta” wariograf, zwany potocznie wykrywaczem kłamstw. To aparatura wielkości aktówki wyposażona w czujniki rejestrujące pracę serca, oddech, przewodniość skóry. Zakłada się ją na klatkę piersiową, ramię oraz palce dłoni.

 
Jacek Bieńkuński, jeden z najbardziej uznanych polskich ekspertów obsługujących to urządzenie (badał m.in. podejrzanych o zabójstwo Jaroszewiczów), tak precyzuje swoją rolę: – Nie zajmuję się wykrywaniem kłamstw, bo z tym odsyłam do wróżki. Zajmuję się śladami, jakie zostają w naszej pamięci i systemie nerwowym po dokonaniu określonego czynu.

Badanie wariografem to naukowa metoda z dziedziny kryminalistyki ustalająca, czy w świadomości badanej osoby są zarejestrowane ślady związane z uczestnictwem w jakimś zdarzeniu. Żeby zaistniała reakcja na ten bodziec, muszą wystąpić dwa czynniki: świadomy odbiór – badania wariografem nie mają nic wspólnego z podświadomymi reakcjami – i poczucie zagrożenia, które wynika z lęku badanego przed ujawnieniem faktycznego związku ze zdarzeniami, o które będzie pytany. Naukowo dowiedziono, że człowiek aktywnie uczestniczący w zdarzeniu reaguje inaczej niż osoba, która jest o to uczestnictwo pomówiona. Świadczą o tym zmiany psychofizjologiczne organizmu, które są zapisywane na przesuwającej się taśmie papieru w postaci wykresu. To na jego podstawie ekspert opracowuje opinię.

Co do wiarygodności tych badań zdania są podzielone. Na pytania, czy urządzenie można oszukać, Jacek Bieńkuński odpowiada: – Urządzenia nie, eksperta tak, zwłaszcza jeżeli ma małe doświadczenie. Bo najtrudniejszy element badania to ułożenie dobrych pytań testowych i interpretacja zapisu urządzenia.

Portret kłamcy

Paweł, lat 35, biznesmen z branży budowlanej, wzbudza zaufanie. Przystojny, spokojny, uprzejmy. Zawsze uważnie słucha swoich klientów i nigdy nie mówi, że coś nie jest możliwe. Umie czarować kobiety, a ponieważ to one najczęściej prowadzą dziś budowy swoich domów, ma w tym względzie wiele „sukcesów”. Gorzej z dotrzymywaniem słowa. Notorycznie łamie umowy, nie wywiązuje się z zobowiązań, wymyślając przy tym wyszukane alibi. O takich ludziach jak Paweł mówi się „urodzony kłamca”. Czy słusznie? Czy można urodzić się z predyspozycją do oszukiwania?

Psychologia już dawno dowiodła, że coś takiego jak wrodzona cecha nieuczciwości nie istnieje. Mówi jedynie o naturalnych kłamcach, czyli ludziach od urodzenia mających łatwość wprowadzania innych w błąd i nieodczuwających z tego powodu żadnego strachu. Naturalni kłamcy mają zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji, potrafią uczyć się na podstawie własnych doświadczeń i myśleć elastycznie, są indywidualistami. „Dobry kłamca powinien nie tylko być sprawny intelektualnie, ale również mieć dobrą pamięć, wszak musi pamiętać, kiedy, komu, w jakich okolicznościach, w zestawieniu z jakim innym sądem przedstawiał nieprawdziwe dane” – pisze w „Psychologii kłamstwa” Tomasz Witkowski.

Jego przypuszczenia potwierdzają badania Belli DePaulo, profesor psychologii z uniwersytetu w Wirginii, która wykazała, że ludzie z wyższym wykształceniem częściej mijają się z prawdą. Kłamstwa (zwykle niewinnego) w czasie 10-minutowej rozmowy dopuszcza się 20 procent ludzi, podczas gdy wśród tych z wyższym wykształceniem ta proporcja wynosi 33 procent. Uczona tłumaczy to zjawisko większym zasobem słów i pewnością siebie ludzi wykształconych. Niektórzy ewolucjoniści idą dalej – ich zdaniem właśnie doskonalenie sztuki wzajemnego oszukiwania doprowadziło do przyspieszonego rozwoju ludzkiego mózgu! Na szczęście to tylko hipotezy.

Na podstawie badań można pokusić się o stworzenie psychologicznego portretu kłamcy. To pragmatyk, dla którego cel doraźny jest o wiele bardziej istotny niż wyznawane zasady. Z łatwością zmienia poglądy dla uzyskania jakichś korzyści, swobodnie operuje sprzecznymi informacjami, umie powstrzymywać emocje. (Bycie pragmatykiem nie jest jednak równoznaczne z byciem kłamcą.) Rasowy kłamca jest na ogół bezwzględnym graczem o cynicznych poglądach na ludzką naturę, zakładającym, że wszyscy – tak jak on – dążą do władzy i prestiżu, że dobro publiczne to pozory, które nie mają większego znaczenia.

Zdaniem niektórych naukowców to kobiety częściej mijają się z prawdą. „Dlaczego kobiety kłamią?” pyta w tytule książki Harriet Lerner i winą za to obarcza patriarchalny system społeczny, w którym kobiety od wieków żyją i w którym muszą sobie jakoś radzić. Tomasza Witkowskiego nie przekonują takie tłumaczenia. Pisze: „Być może pokutuje w tym względzie stereotyp podobny do tego, który mówi, że kobiety mają większą od mężczyzn skłonność do gadulstwa. Badania pokazują jednak, że jeśli w grupie mężczyzn kobiety i mężczyźni mówią tyle samo, to ludzie sądzą, że więcej mówiły kobiety! Niewykluczone, że podobny stereotyp funkcjonuje w zakresie kłamstwa”.

Najdroższy rachunek

Ewa, studentka medycyny, zachodzi w ciążę z przygodnie poznanym mężczyzną. Ukrywając prawdę, poślubia swojego długoletniego chłopaka. Dziś ma 42 lata, jest szanowaną lekarką, żyje z mężczyzną, którego poślubiła, i ma z nim syna. Córka z przelotnego związku studiuje medycynę. Nikt poza Ewą nie zna prawdy. Co by było, gdyby ją wyjawiła? Czy ma prawo oszukiwać najbliższych? A czy ma prawo burzyć ich szczęście, mówiąc o wszystkim?

Oto dylematy moralne, przed jakimi stają ludzie dopuszczający się kłamstwa. Prawda i kłamstwo to pojęcia ściśle związane z moralnością. To pierwsze wypisuje się na wielu sztandarach, drugie wywołuje oburzenie, potępienie, choć w świecie natury bywa oceniane jako doskonała umiejętność przystosowawcza. Zresztą nie tylko w naturze. O legitymizacji kłamstwa świadczy wiele przykładów z historii kultury, począwszy od mitycznego Odysa, mistrza forteli, przez romantycznego bohatera Konrada Wallenroda.

Wielu filozofów sądzi jednak, że kłamstwo nie jest ani moralnie dobre, ani moralnie złe. Jest po prostu formą społecznego działania. Dopiero skutki, które wywołuje, mogą być oceniane w kategoriach moralnych.

Sofokles na pytanie, czy kłamstwo jest godne pogardy, odpowiedział: „Nie, jeśli kłamstwo może nas ocalić”. Wielu z nas dorzuciłoby kolejne „nie”: Jeśli kłamiemy w dobrych intencjach. Jeśli nie chcemy zrobić komuś przykrości. Jeśli chcemy pomóc. Gdy chcemy podkolorować szarą rzeczywistość.

Ten ostatni argument podnosi też znany pisarz latynoamerykański Mario Vargas Llosa, pisząc w „Prawdzie kłamstw”: „Fikcja wzbogaca naszą egzystencję, dopełnia i wynagradza przelotnie ów tragiczny los, jaki przypadł nam w udziale: wiecznie pragnąć i marzyć o czymś więcej, niż rzeczywiście jest nam dane. Fikcja wzbogaca ludzką egzystencję, nadając jej ów wymiar, którym karmi się nasze życie sekretne – nieuchwytne i ulotne, a tak drogocenne, choć przeżywane tylko na niby. Jest to prawo, którego powinniśmy bronić bez wstydu”.

Chciałoby się dodać – pod warunkiem że realizacja tego prawa nie szkodzi innym. Pozwalam sobie nieskromnie polemizować z wielkim pisarzem. Wydaje mi się, że w dzisiejszym zakłamanym świecie o wiele bardziej niż obrona prawa do fikcji potrzebna jest obrona prawa do prawdy.

Jak nie dać się okłamać? – Nie ma na to jednego dobrego sposobu – odpowiada profesor Jolanta Antas. – Gdyby był, kłamalibyśmy mniej. Jedyną szansą jest uważne analizowanie przekazu naszego rozmówcy, ćwiczenie się w wyłapywaniu niespójności w zachowaniu. Tak szkoli się między innymi agentów służb specjalnych. Oni mają świetne wyniki, więc i nam powinno z czasem iść coraz lepiej. Lepszej rady nie mam.

Jacek Bieńkuński instruuje kandydata do badań pół żartem, pół serio: – Proszę odpowiadać na pytania testowe zgodnie z prawdą „tak” lub „nie”. I dodaje: – Bo najtrudniejszy do zapłacenia jest rachunek sumienia.

Korzystałam z: Tomasz Witkowski „Psychologia kłamstwa”,  Moderator, Taszów 2006; Jolanta Antas „O kłamstwie i kłamaniu. Studium se-mantyczno pragmatyczne”, Universitas, Kraków 2000; Stan B. Walters „Kłamstwo. Cała prawda o…”, GWP, Gdańsk 2005; Harriet G. Lerner, „Dlaczego kobiety kłamią? Prawda i kłamstwo  w życiu kobiet”, Wydawnictwo Książkowe „Twój Styl”, Warszawa 1997.

  1. Psychologia

Po prostu polub swoje dziecko

Istnieją tylko dwa niezmienne i niezależne od lat kryteria pozytywnej oceny rodziców: cierpliwość i fakt, że lubisz swoje dziecko. Za to zawsze zostaniesz doceniony na każdym etapie rozwoju potomka. (Fot. iStock)
Istnieją tylko dwa niezmienne i niezależne od lat kryteria pozytywnej oceny rodziców: cierpliwość i fakt, że lubisz swoje dziecko. Za to zawsze zostaniesz doceniony na każdym etapie rozwoju potomka. (Fot. iStock)
To, co zachwyca niemowlaka – czułość i bliskość – przedszkolaka zacznie już irytować. To, co przedszkolaka pociąga – wspólna zabawa i sport – będzie żenujące dla nastolatka. Kryteria oceny rodziców zmieniają się tak szybko, jak rosną dzieci. Dobrze wiedzieć, jak być rodzicem na szóstkę, ale... nawet „trójkowi” zdamy ten egzamin. Jeśli się wzajemnie polubimy. 

Kto nie chce być rodzicem idealnym? Ocenianym przez dziecko celująco? To się może udać, bo każdy ma zadatki na idealnego rodzica, ale... dziecka w konkretnym wieku. Niektórzy spełnią się wspaniale jako rodzice niemowlaka, inni będą mieć świetne oceny w oczach nastolatka, a jeszcze inni nawiążą kontakt dopiero z dorosłymi dziećmi. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ w zależności od wieku dziecko zwraca uwagę na inne cechy rodzica i czego innego potrzebuje. Istnieją tylko dwa niezmienne i niezależne od lat kryteria pozytywnej oceny rodziców: cierpliwość i fakt, że lubisz swoje dziecko. Za to zawsze zostaniesz doceniony na każdym etapie rozwoju potomka. Jeśli chcesz być lubiany przez córkę czy syna, zwyczajnie okaż im sympatię. A oprócz tego... zobacz, co i kiedy im się podoba.

Do lat trzech: mama, co dobrze przytula

Mimo że nie potrafi jeszcze wyrazić tego werbalnie, niemowlę może być z rodzica zadowolone lub nie. W tym okresie najłatwiej być mamą czy tatą. Dla maluszka nie liczy się bowiem aparycja (ta stanie się bardzo ważna dla przedszkolaka), ani pochodzenie społeczne (istotne dla nastolatka), ani stan majątkowy, ani wykształcenie. Rodzic może być zaniedbany, niewykształcony, bezradny życiowo. Ale jeśli lubi swoje dziecko, opiekuje się nim – ono jest zadowolone. Niemowlak ocenia cię, stosując bardzo proste kryteria: czy jesteś przy nim i czy zabezpieczasz jego potrzeby fizyczne i emocjonalne. Żeby u niego „zdobyć punkty”, trzeba z maluchem być, mówić, pieścić, okazywać czułość, karmić i przewijać. To wszystko.

Przedszkolak: a mój tata psy tresuje!

„Moja mama jest bardzo ładna. Mój tatuś jest treserem psów...” – gdy dziecko idzie do przedszkola, kryteria oceny rodzica ulegają wielkiej zmianie. Nastaje czas chwalenia się swoimi rodzicami i przejmowania ich zasług. Mama powinna być zadbana, uśmiechnięta i ubierać się kolorowo. Dobrze, gdy rodzice mają ciekawe i – co ważne – zrozumiałe dla dziecka zawody (adwokat czy redaktor nie zaimponuje żadnemu dziecku w tym wieku!), ale też nie spędzają w pracy zbyt dużo czasu. Dlaczego przedszkolak nie ceni garsonek i garniturów? Bo kojarzy je właśnie z pracą, czyli ze swoją największą konkurencją. Potrafi świadomie docenić poświęcany mu czas, ale tylko na zabawę. Nie licz, że posprzątany dom, pranie i pyszny obiad spotkają się z jego uznaniem. To doceni dopiero uczeń, gdy odwiedzą go koledzy czy koleżanki. Żaden przedszkolak nie zrozumie też potrzeby robienia kariery. Możesz mu powtarzać, że robisz to dla niego, żeby kupić mu hulajnogę. Na darmo: za żadne skarby nie zaakceptuje twojego życia zawodowego – im bardziej będziesz w nie zaangażowany, tym więcej punktów ujemnych dostaniesz. Czym mu zaimponujesz?

Pomysłowością, gotowością do zabawy, luzem i spontanicznością. Dzieci w wieku przedszkolnym cenią poczucie humoru rodziców i to, że mogą z nimi uprawiać sport. Jeśli pokazujesz nowe rzeczy i miejsca, wsiadasz na kolejkę w wesołym miasteczku, uczysz je pływać i czytasz codziennie wieczorem – piątka. Przedszkolak doceni to, że organizujesz urodzinowe przyjęcia, że wymyślasz gry i zabawy dla jego kolegów, że śpiewasz piosenki, które zna z przedszkola (za to samo nastolatek przyzna ci punkty karne i uzna za „obciach”). Idealny rodzic przedszkolaka jest uśmiechnięty i skory do wspólnej zabawy. Jego dziecko nie wie jeszcze, co to znaczy „wstydzić się za kogoś”.

Uczeń: dobrze być dzieckiem eksperta

Gdy dziecko idzie do szkoły, kryteria oceny rodzica znów ulegają przekształceniu. Nic dziwnego, zmieniają się bowiem także oczekiwania rodziców wobec dziecka. Nie wystarczy już, by nie płakało, grzecznie się bawiło, było śmiałe i aktywne. Teraz jest ważniejsze, by wykazało się intelektem, bystrością, nie było gorsze od innych. Dlatego cenna staje się wiedza merytoryczna rodzica. Uczeń chce, byś rozumiał, jak działa szkoła, czyli na jaki stres jest narażony. Żebyś potrafił mu doradzić, wysłuchał go, pomógł rozwiązać problemy. Doceni też twoją lojalność i dyskrecję.

A czego nie znosi? Gdy omawiasz z kimś jego sprawy, a nawet cokolwiek o nim mówisz osobie postronnej – za to zawsze są punkty ujemne. Czas, gdy mogłeś chwalić się nim, minął. Za to w dziecku pojawia się poczucie wstydu za ciebie. Zaczyna być bardzo ważne, żebyś go nie kompromitował. Alkoholizm, kłótliwość czy nadaktywność na zebraniach szkolnych są oceniane na równi – i to bardzo negatywnie. Masz wyglądać przyzwoicie (nareszcie docenia garsonki i garnitury) i najlepiej niczym nie różnić się od innych rodziców. Twoje doświadczenie, obycie i wiedza o świecie stają się atutami. W tym okresie możesz też zyskać aprobatę dziecka, zaczynając studia, ucząc się języka czy wciągając je w jakieś hobby. Ponieważ uczeń będzie generować problemy, doceni także twoją anielską cierpliwość.

Dziecko w tym wieku zaczyna zwykle stosować jeszcze jedno kryterium: pogląd jego niekwestionowanego autorytetu. Wychowawczyni mówi, że trzeba czytać książki, a ty wolisz grać na konsoli? Punkty karne! Ukochany trener uważa, że każdy musi umieć pływać, a ty bijesz rekordy na basenie? Szóstka! Osobny przypadek: autorytetem dla dziecka są inne dzieci. Co robić? Aby zasłużyć na uznanie, masz być wyluzowany, nie zawracać mu niepotrzebnie głowy, zgadzać się na bałagan w domu i wieczne odwiedziny znajomych.

Ważna uwaga: rodzice oryginalni, „artyści” nie podobają się dzieciom w wieku szkolnym. Odmienność i indywidualizm docenią dopiero, gdy same dorosną.

Nastolatek: superstarzy bez problemów!

Mówi się, że najtrudniej być rodzicem nastolatka, ale to nieprawda. Wystarczy uświadomić sobie (lub przypomnieć własne doświadczenia), co liczy się dla dojrzewających chłopców i dziewczynek. W tym wieku dziecko usamodzielnia się emocjonalnie i intelektualnie i jest szczególnie wytrwałe w kontestacji wszystkiego, rodziców też. Metody, które sprawdzały się przy młodszych, można teraz wyrzucić, bo potrzeby psychiczne nastolatka są całkiem inne. Podświadomie pragnie przede wszystkim ćwiczyć się w samodzielności na wszelkich możliwych polach. Walkę o swą tożsamość często wiąże z koniecznością uwolnienia się od rodziców.

Czego nie wolno ci robić? Używać formuły: „to normalne, ja też przez to przechodziłem, nastolatki już tak mają”. Nastolatek ceni rodzica, który rozumie, że on jest wyjątkowy, nieprawdopodobnie skomplikowany i nietuzinkowy – bo tak właśnie się postrzega. Mama i tata powinni być też szczęśliwi, mieć własne sprawy, hobby. Po prostu: żeby się o nich nie martwić. Syn lub córka będą teraz unikali pokazywania się z tobą publicznie, czy przedstawiania cię swoim kolegom: chyba że będzie to konieczne.

Ale docenią zamożność rodziny i komfort życia, stale porównując to, co ty osiągnąłeś, z tym, co osiągnęli inni rodzice. Przy czym zupełnie nie będzie ich interesować, jak do tego doszedłeś. Za trud i znój nastolatek nie przyzna ci punktów dodatnich. Natomiast te ujemne natychmiast dostaniesz za: niezgodę na to, na co pozwalają inni rodzice, gorsze warunki życia, nadopiekuńczość i każdą próbę narzucenia swoich pomysłów lub poglądów, także nieznajomość tego, o czym on się teraz uczy. Nie miej też złudzeń, kogo obwini za brak własnych osiągnięć, swoje lenistwo i zaniedbania w nauce. Zgadłeś – ciebie! Jeszcze gdy był uczniem podstawówki, cieszył się, że go nie zmuszasz do ciężkiej pracy. Teraz nie daruje ci, że zmarnowałeś jego uzdolnienia i nie dopingowałeś do nauki. To sygnał, by nie zawsze pobłażać dzieciom. Za to nastolatek nareszcie doceni, że ma schludny dom, gorący obiad i szczęśliwych rodziców.