1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak dbać o zdrowie psychiczne?

Jak dbać o zdrowie psychiczne?

Wygląda na to, że ze wszystkich nauk najbardziej potrzebne są nam lekcje obsługi swojej psychiki. (Fot. iStock)
Wygląda na to, że ze wszystkich nauk najbardziej potrzebne są nam lekcje obsługi swojej psychiki. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Uczymy się różnych umiejętności, rozwijamy intelekt i karierę. W większym lub mniejszym stopniu dbamy też o relacje, ciało i zdrowie fizyczne. Z okazji Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego podpowiadamy jak zatroszczyć się również o wzmocnienie naszej psychiki. 

Niby wiemy, że człowiek to skomplikowana istota, która nie samym chlebem żyje. Że ważne są nasze emocje, samopoczucie, stan psychiczny. Niby wiemy, że oprócz ciała i umysłu mamy jeszcze psychikę. I co z tego, że to wiemy? Nic. Wiedza nie przekłada się na praktykę, na konkretne umiejętności. Nikt nas ich nie uczy, co najwyżej robi to samo życie. Szkoła trenuje nas w czytaniu, pisaniu, rachowaniu i zdobywaniu wiedzy o otaczającym świecie. Rodzina – uczy posłuszeństwa, samodzielności, radzenia sobie z codziennymi problemami. My sami skupiamy się na pracy, pielęgnujemy ciało fizyczne. A to psychiczne? Zupełnie się nim nie zajmujemy. Jakby nie interesowało nas to, kim jesteśmy.

Tymczasem nasza kondycja psychiczna, to, jak potrafimy sobie radzić ze stresem, wpływa na każdą sferę naszego życia. Także na nasze zdrowie fizyczne. Doskonale zdają sobie z tego sprawę sztaby szkoleniowe pracujące ze sportowcami. Oni już wiedzą, że świetnie wyćwiczone umiejętności, doskonale przygotowane ciało zawodników to za mało. Liczy się także odporność psychiczna. Dlatego z zawodnikami pracują dzisiaj również psychologowie. Samych sportowców też już nie trzeba przekonywać, jak ważna jest dbałość o higienę psychiczną. Do nas powinno to również w końcu dotrzeć.

Zacznij od fundamentów

Cóż to takiego owa odporność? To coś, co czyni nas silnymi, co pozwala nam pokonywać trudne sytuacje, radzić sobie z kryzysami, niepowodzeniami, klęskami i traumatycznymi doświadczeniami. Nabywanie tych umiejętności to długotrwały proces, tak naprawdę trwający całe życie. Jego efektem jest radzenie sobie ze zmianami, jakie przychodzą do nas (na ogół trudnymi, jak choroba czy poczucie zagrożenia), że oto musimy podjąć się jakiegoś nowego zadania.

I tak jak ucząc się zawodu, ćwiczymy wykonywanie jakiejś czynności, tak nabywając odporności psychicznej, musimy uczyć się całkiem konkretnych umiejętności: komunikowania się z innymi ludźmi, współpracy, rozwiązywania konfliktów, radzenia sobie ze stresem, koncentracji, wyciszenia. Tymczasem my te zadania zupełnie bagatelizujemy, uznajemy za mało znaczące. Może dlatego, że w obsłudze „ciała” psychicznego i emocjonalnego jesteśmy pozostawieni sami sobie. Skąd mamy wiedzieć, jak siebie diagnozować, jak szukać odpowiedzi na pytania: Co mi teraz psychicznie doskwiera. W jakim jestem stanie? Co sprawia, że czuję się źle, że coś mi nie wychodzi? Nie umiemy siebie diagnozować, więc nic dziwnego, że nie potrafimy na tej podstawie budować swojej odporności psychicznej.

Micheline Rampe w książce „Odporność psychiczna. Siedem filarów. Tajemnica naszej wewnętrznej siły” wylicza siedem filarów, na których można ową siłę umacniać. Są to: optymizm, akceptacja, nastawienie się na osiągnięcie celu, umiejętność porzucenia roli ofiary, uświadomienie sobie odpowiedzialności, budowanie sieci kontaktów oraz planowanie przyszłości. Psycholożka dowodzi, jak ważne jest wznoszenie cegiełka po cegiełce owych filarów, bo bez nich wszystko, o co zabiegamy, może się zawalić.

Potwierdzają to badania nad odpornością psychiczną przeprowadzone przez Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologów. Wynika z nich, że do zbudowania mocnej wewnętrznej siły, tak jak do wznoszenia każdej budowli, potrzebne są solidne narzędzia.

Myśl pozytywnie!

Pierwszym z nich jest utrzymywanie dobrych relacji z ludźmi, nie tylko bliskimi. Okazuje się, że niezwykle ważne jest dbanie o stosunki z ludźmi w ogóle, także o środowisko, co w Stanach mocno eksponuje się w programach edukacyjnych – już małe dzieci uczy się segregowania śmieci, działania na rzecz innych. Może dlatego Amerykanie angażują się społecznie i są dumni z tego, że są Amerykanami. Zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie ludzi trzeba namawiać do wyjścia z domu, a polskość kultywuje się z pewną nieśmiałością.

Dlaczego działanie na rzecz innych jest takie ważne? Otóż z badań wynika, że osoby, które wykazują postawę obywatelską, które angażują się w prace społeczne, mają większe poczucie wpływu także na swoje życie. Tak więc ktoś, kto udziela się w szkole, organizacjach charytatywnych, w swoim środowisku lokalnym, czyli w skali makro-, potrafi też skupić się na swoim mikrokosmosie, czyli radzić sobie w swoim prywatnym świecie.

Drugim narzędziem pomocnym we wzmacnianiu wewnętrznej siły jest optymizm. O tym, jak ważna to postawa, przekonuje od lat jej propagator, amerykański psycholog Martin E.P. Seligman. Twierdzi on, że takiego nastawienia do życia można się nauczyć. W książce „Optymistyczne dziecko” pisze: „Ucząc swoje dziecko optymizmu, uczysz je samopoznania, przyjmowania aktywnej postawy wobec świata i kształtowania własnego życia zamiast biernego akceptowania wszystkiego, co mu się przydarza”.

Pesymizm jest natomiast jak ciemny tunel, z którego nie ma wyjścia, gdzie nie dochodzi żadna pomoc. Cały nasz organizm mówi wtedy: „Nie dam rady, przegram”. I rzeczywiście, nie dajemy rady. Pesymistyczne nastawienie do życia jest bowiem jak samosprawdzająca się przepowiednia. Badania pokazują, że kiedy wchodzimy w stan apatii, spada nie tylko odporność psychiczna, ale także fizyczna, wzrasta natomiast zachorowalność na różne choroby. Nie wolno, oczywiście, zaprzeczać trudnym zdarzeniom, uczuciom, emocjom. Trzeba pozwolić im wybrzmieć, dać sobie czas na ich przeżycie. Ale potem należy zrobić krok do przodu i nie bać się prosić o wsparcie.

Trzecim narzędziem pomocnym w budowaniu odporności psychicznej jest akceptacja tego, co nam się przydarza. Po prostu czasem trzeba pogodzić się z tym, co niesie los, i przyjąć do wiadomości, że nic nie mamy na zawsze, że życie to nieustanna zmiana.

I wtedy dobrze jest użyć czwartego narzędzia – czyli postawić sobie realny cel i dążyć do jego realizacji. Badania amerykańskich psychologów pokazują, że kiedy trzymamy się celu, wtedy wzrasta nasza odporność psychiczna. I co ciekawe – wzrasta tym bardziej, im bardziej zdecydowanie działamy w trudnych sytuacjach (i to kolejne narzędzie). W badaniach widać czarno na białym, że gdy ludzie odcinają się od trudności, nie chcą o nich słyszeć, nie podejmują żadnych działań – odporność psychiczna spada na łeb na szyję!

Instrukcja obsługi psychiki

Czasami w trudnych sytuacjach człowiek koncentruje się na brakach i dochodzi do wniosku, że nic mu już nie pomoże. Nieprawda! Każdy z nas ma kogoś, kto wyciągnie rękę, czasem może być to zupełnie obca, przypadkowa osoba, na przykład spotkana w pociągu. Trzeba tylko nie bać się przed nią otworzyć. Każdy z nas ma też to COŚ, do czego może się odwołać, po co może sięgnąć, na czym może budować dalej. Tym CZYMŚ może być jakaś jego zaleta, umiejętność, doświadczenie, wiedza, talent. Trzeba tylko umieć je w sobie rozpoznać – i ta umiejętność samopoznania jest szóstym narzędziem pomocnym w budowaniu odporności psychicznej.

Odwoływanie się do swoich zasobów po doświadczeniu straty nie jest łatwe. Psychologowie zapewniają jednak, że życiowe tragedie mogą stać się impulsem do pozytywnych zmian, do wzmocnienia się, do zbudowania swojej siły. Bywa, że działają jak „szarpnięcie struny”, które sprawia, że wydobywa się z niej piękny dźwięk, ten ukryty, który tylko czekał na to, żeby się ujawnić.

My, Polacy, zupełnie nie umiemy posługiwać się siódmym narzędziem, czyli korzystać z pozytywnego obrazu siebie. Jesteśmy znani z tego, że w siebie nie wierzymy, że jesteśmy wobec siebie krytyczni, że nie potrafimy się „sprzedawać”. A może po prostu mamy większe niż inne narody poczucie realności? Tak czy owak, nie umiemy się pozytywnie zaprezentować. Gdy ktoś komplementuje nas: „O, jaką masz ładną sukienkę!”, odpowiadamy: „Taka sobie, wyciągnięta z szafy, stara”.

W amerykańskiej czy włoskiej szkole uczy się sztuki autoprezentacji. Tam uczniowie, zanim wygłoszą swój referat, prezentują siebie. W Polsce mówienie otwarcie o swoich atutach nie mieści się w głowie, uważane jest za przejaw megalomaństwa. Tymczasem jak przekonują psychologowie, gdy człowiek doceni siebie, połączy się ze swoją naturą, odnajdzie swój „charakter pisma” – wtedy może góry przenosić!

Ale – i to ósme narzędzie – dobrze jest umieć patrzeć na wszystko z właściwej, czyli długofalowej perspektywy: OK, teraz jest tak i tak, ale ta sytuacja nie będzie trwać wiecznie, to tylko etap, który kiedyś się zamknie. A po nim nastąpi nowy! Dzieci wyprowadzają się z domu? No to zajmę się sobą! Odchodzę na emeryturę? Ale moje życie trwa! Bo przecież nadal mogę się uczyć, rozwijać! Nieustannie coś zamykam i coś innego otwieram. I tak naprawdę do końca nie wiem, dokąd te zmiany mnie zaprowadzą. Czy to nie pasjonujące?

Wielu z nas kompletnie sobie tego nie uświadamia. Mamy jakiś koncept siebie zawodowego, siebie fizycznego, ale w ogóle nie myślimy o swoim „ciele” psychicznym, jesteśmy od niego oddzieleni jak taka maszyna wykonująca pewne działania. Nie zastanawiamy się, dlaczego w kółko przytrafia się nam to samo (na przykład partner alkoholik). Jakie są powody (zewnętrzne, a może wewnętrzne) tego, że coś nam nie wychodzi. Chętnie natomiast wchodzimy w rolę ofiary, nieszczęśnika, kogoś poszkodowanego przez los, kto na nic nie ma wpływu. Nie przychodzi nam do głowy, że coś sami możemy z tym fantem zrobić albo przynajmniej zwrócić się po psychologiczne wsparcie.

Współczesny człowiek, zaabsorbowany karierą i podbijaniem świata, nawiązujący międzyludzkie relacje w świecie wirtualnym, tak naprawdę nie wie, kim jest. Stworzył tyle awatarów na użytek portali społecznościowych, że już się pogubił, która wersja jest prawdziwa.

Dlatego psychologowie postulują: Trzeba zacząć uczyć człowieka wiedzy o sobie samym. Nazywania swoich emocji, uczuć, stanów. Szukania odpowiedzi na proste pytania:

Jak się z (w) czymś czuję? Czy naprawdę chcę to robić? Co jest moim powołaniem? Dlaczego coś mnie spotkało? Wygląda na to, że ze wszystkich nauk najbardziej potrzebne są nam lekcje obsługi swojej psychiki.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Wrodzona odporność psychiczna - na czym polega?

Odporność psychiczna to jedna z cech osobowości, która w dużym stopniu odpowiada za to, w jaki sposób radzimy sobie z wyzwaniami, stresem i presją, niezależnie od okoliczności... (fot. iStock)
Odporność psychiczna to jedna z cech osobowości, która w dużym stopniu odpowiada za to, w jaki sposób radzimy sobie z wyzwaniami, stresem i presją, niezależnie od okoliczności... (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
O odporności psychicznej świadczy między innymi to, jak szybko podnosimy się po traumatycznych przeżyciach. Można ją też porównać do umiejętności pływania, gdy musimy poradzić sobie ze zmiennym, czasem niebezpiecznym nurtem rzeki zwanej życiem.

Adrian i Paweł znali się od dziecka. Mieszkali w niedużym miasteczku przy tej samej ulicy. Wychowywali się w biedzie, obaj w rodzinach bez ojców. Mieli starsze rodzeństwo, ale ono nie było dobrym wzorem - zatargi z prawem, alkohol. Obaj chłopcy mieli trudności w nauce, wcześnie zaczęli wagarować.

W okresie dojrzewania Adrian i Paweł przyłączyli się do grupy kradnącej radia z samochodów, zabierającej torebki na ulicy starszym kobietom. Obaj znaleźli się w poprawczaku.

Spotkali się po 20 latach.

Trzydziestopięcioletni Paweł był bezrobotnym bez stałego miejsca zamieszkania. Miał na koncie wiele konfliktów z prawem i kilka razy siedział w więzieniu. Miał rodzinę, ale nie utrzymywał z nią kontaktu, nie interesował się swoim dzieckiem. Paweł był pijany, gdy spotkał się z Adrianem na ulicy, gdzie kiedyś wspólnie spędzali czas. Powiedział też, że często pije..

Adrian zdobył zawód. Po technikum samochodowym jest cenionym fachowcem. Też założył rodzinę, dba o nią, często wszyscy chodzą do parku na spacer, albo na lody. Adrian utrzymuje dobrą kondycję, gra z kolegami z pracy w piłkę. Oprócz tego pracuje z „dziećmi ulicy” jako wolontariusz, mówi, że dobrze pamięta swoje dzieciństwo.

Dlaczego tak różnie potoczyły się losy chłopców, których początkowy okres życia posiadał tak wiele wspólnych wątków? Dlaczego czarny scenariusz dalszego życia według wzorów otoczenia, w jakim wyrastali, nie został zrealizowany przez obydwu? Co spowodowało, że życie Adriana potoczyło się pomyślnie, że „wyszedł na ludzi”, odniósł sukces?

Pierwszy nurt pionierskich prac nad zjawiskiem resilience – odporności psychicznej, datuje się na lata 70. ubiegłego wieku. Zwrócono wówczas uwagę na dzieci rozwijające się prawidłowo pomimo niekorzystnego kontekstu genetycznego czy środowiskowego. Pierwsze doniesienia mówiły o dzieciach niepodatnych na zranienie, posiadających nadzwyczajne przymioty. Pojawiło się wówczas pytanie: co sprzyja tak dobrej adaptacji? Opisano szereg zasobów wewnętrznych dzieci i młodzieży oraz czynników ochronnych sprzyjających dobremu radzeniu sobie pomimo niepomyślności losu, pomimo życia w niekorzystnych warunkach.

Badacze zjawiska resilience zakładają, iż jednostka może być określana jako odporna psychicznie (resilient person), jeśli wystąpiły w jej życiu realne zagrożenia dla prawidłowego rozwoju (np. choroba psychiczna rodzica, niski status socjoekonomiczny rodziny, przemoc), a ona potrafiła poradzić sobie z nimi i rozwijać się pomyślnie. Zauważyli też, że wiele czynników ryzyka współwystępuje w życiu dziecka. Zagrożeniem dla prawidłowego rozwoju może być rodzina z problemem alkoholowym, narkotykowym, zaburzeniami psychicznymi.

Rodziny stwarzające niekorzystne środowisko do rozwoju dziecka to m.in. rodziny ze środowisk o niskich dochodach, zagrożonych bezrobociem, przestępczością czy przemocą. To również rodziny niepełne, z przemęczonym lub chorym samotnym rodzicem. Także dzieci wychowujące się w placówkach opiekuńczych narażone są na działanie niekorzystnych wpływów tego rodzaju środowiska.

Kim więc był Adrian, skoro potrafił przezwyciężyć niepomyślność swego losu i wziąć życie we własne ręce? Sylwetka dziecka odpornego psychicznie opisana została na podstawie wielu badań i porównań międzyosobniczych i międzygrupowych. Wśród najważniejszych zasobów indywidualnych wymieniane są:

  • towarzyskość jako zmienna temperamentalna,
  • dobry poziom funkcjonowania procesów poznawczych,
  • wysoki poziom motywacji w zakresie planów i celów życiowych oraz edukacyjnych,
  • pozytywny obraz siebie,
  • pogodne i optymistycznie nastawione do świata,
  • dobre mechanizmy samokontroli,
  • dobrze rozwinięte umiejętności społeczne.
Jest więc wysoce prawdopodobne, że mimo podobieństw w historii życia pomiędzy obydwoma chłopcami to właśnie w tych wymienionych obszarach zaznaczały się różnice.

Odporność psychiczna jest to jedno z polskich tłumaczeń pojęcia resilience. Inne tłumaczenia proponowane w polskiej literaturze psychologicznej to prężność, sprężystość, odbojność, plastyczna i twórcza adaptacja. Pojęcie resilience używane jest dla opisu:

  • pozytywnego, prawidłowego rozwoju dziecka pomimo trwającego wysokiego ryzyka,
  • zachowanie kompetencji, nawet w sytuacji chronicznego stresu
  • pozytywnej, szybkiej regeneracji po traumatycznych przeżyciach.
Iwona Sikorska, doktor nauk humanistycznych w zakresie psychologii, adiunkt w Instytucie Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, specjalistka psychologii klinicznej, terapeutka dzieci i młodzieży.

  1. Psychologia

Jaki jest stosunek psychologii do tzw. zjawisk magicznych? Pytamy Wojciecha Eichelbergera

Badania wykazują, że aż połowa Polaków wierzy w cuda, duchy, klątwy czy UFO. Coraz więcej osób przyznaje się też do przeżyć zwanych transcendentnymi. (Ilustracja: iStock)
Badania wykazują, że aż połowa Polaków wierzy w cuda, duchy, klątwy czy UFO. Coraz więcej osób przyznaje się też do przeżyć zwanych transcendentnymi. (Ilustracja: iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Duchy, cuda, zjawy, wampiry – są jedynie wytworem naszej fantazji czy emanacją tego, co niepoznane? Choć nauka im zaprzecza, to ludzkie doświadczenie mówi, że coś jest na rzeczy. A co ze stanami odmiennej świadomości? Halucynacje czy przejaw naszej głębi? O to wszystko Joanna Olekszyk pyta psychoterapeutę Wojciecha Eichelbergera.

Czytałam badania, które pokazują, że aż połowa Polaków wierzy w cuda, duchy, klątwy czy UFO. Z innych źródeł wiem, że coraz więcej osób przyznaje się też do przeżyć zwanych transcendentnymi – przebudzeń, kontaktów z wyższą jaźnią. Przychodzą z tym do psychoterapeuty? Jaki jest w ogóle stosunek psychologii i psychoterapii do rzeczy, które zwykliśmy nazywać magicznymi czy wymykającymi się racjonalnemu osądowi? Poruszyłaś tu dwie różne sprawy. Obszar szczególnych ludzkich doświadczeń, które nazywamy doświadczeniami transcendentnymi albo mistycznymi, stawiających pod znakiem zapytania naszą egocentryczną i oddzieloną od świata tożsamość – to zupełnie inna sprawa niż wiara w duchy, cuda czy zabobony. I to bardzo mocno trzeba tu podkreślić. Tym bardziej że doświadczenia transcendentne – w przeciwieństwie do zabobonów, były badane w ramach psychologii akademickiej. A przynajmniej paru naukowców starało się dowiedzieć, o co w nich chodzi.

Pierwszym był Abraham Maslow, który wymyślił znaną piramidę potrzeb, a na jej szczycie umieścił potrzebę samorealizacji, czyli subiektywne doznanie spełnienia i zrozumienia prawdziwej, wspólnej wszystkim i wszystkiemu istoty. Maslow tego nie wymyślił, tylko przyjrzał się bacznie ludziom deklarującym, że przydarzyło im się doświadczenie, które radykalnie odmieniło ich sposób przeżywania siebie, a także relacji z innymi ludźmi i ze światem. U części badanych pojawiło się ono spontanicznie przy okazji jakichś religijnych praktyk, u innych w trakcie zwykłych codziennych działań, a u jeszcze innych podczas nadzwyczajnie trudnych albo nadzwyczajnie radosnych okoliczności. Maslow dociekliwie i skrupulatnie przepytał wiele takich osób i stwierdził, że we wszystkich relacjach powtarzają się te same elementy. To skłoniło go do wniosku, że repertuar możliwych ludzkich przeżyć zawiera w sobie także to, co nazwał doświadczeniem szczytowym (ang. peak experience), innymi słowy: doświadczeniem samorealizacji, które korzystnie, głęboko i na trwałe zmienia nasze postrzeganie siebie i świata. Przepytywani przez Maslowa ludzie deklarowali, że stali się bardziej radośni, empatyczni, otwarci, wolni od dotychczasowych lęków i napięć. Wszystko to potwierdzało, również skrupulatnie przepytane, otoczenie badanych.

Niektórzy takie stany osiągali po zażyciu psychodelików. Takie przypadki też badano. Wkrótce po badaniach Maslowa nastąpiła era LSD i innych psychodelików, więc wielu badaczy zajęło się zagadnieniem zmian świadomości i percepcji pod wpływem tych środków. Ale nie minęła dekada i badania te, a także próby wdrażania ich do procesów terapeutycznych w psychiatrii, z tajemniczych powodów, zostały zakazane. Jeden ze znanych badaczy fenomenu zmian ludzkiej percepcji pod wpływem LSD uznał to za zjawisko typowe dla naszego obszaru kulturowego: niemal powszechnie akceptujemy substancje obniżające świadomość – czyli sprawiające, że naszym postrzeganiem i zachowaniem zaczynają kierować potrzeby i emocje uznawane powszechnie za niższe, jak agresja, niekontrolowana seksualność, ryzykanctwo i różnorakie fobie – natomiast zakazujemy substancji podwyższających wibrację świadomości, czyli sprawiających, że naszym zachowaniem mogą zacząć kierować potrzeby i uczucia uznawane powszechnie za wyższe, takie jak: empatia, wrażliwość, zachwyt, wdzięczność, wszechogarniająca miłość. Do pierwszej grupy środków badacze zaliczyli alkohol, substancje typu „speed”, takie jak: kokaina, amfetamina, heroina, ecstasy i wszelkiego rodzaju dopalacze. Do drugiej byli skłonni zaliczyć marihuanę, psylocybinę, LSD i DMT. Badania nie zostały zakończone, więc nie jest pewne czy wszystkie wymienione substancje z grupy drugiej mają zbawienny wpływ na ludzką świadomość, ale obserwacja badaczy wydaje się trafna.

I co pokazywały tamte badania? Że stany odmiennej świadomości czy doświadczanie rzeczy lub zdarzeń „nie z tego świata” to całkiem realne zjawisko i że dość często się zdarza. Dziś jest mnóstwo relacji na ten temat, nie tylko w literaturze religijnej, ale też świeckiej. Temat ten jakiś czas temu ponownie podjął amerykański badacz Mihály Csíkszentmihályi, autor koncepcji „przepływu”, czyli flow. W psychiatrii głównym prekursorem tego nurtu badań jest czeski profesor psychiatrii Stanislav Grof. Ale wszystko to nadal odbywa się na marginesie nauki. A to wielka szkoda, bo druga klasa zjawisk, od których zaczęłaś naszą rozmowę, czyli wiara w duchy, klątwy i zabobony – wiąże się z tym, że nauka nie chce się poważnie zainteresować pierwszym tematem. A drugi z góry dyskwalifikuje i redukuje do problemu wykształcenia ludzi, którzy tak myślą i czują – nazywając to wszystko przejawami „ciemnoty”.

Tyle nauka, a co mówi psychoterapia? No właśnie. Tu prawie wszystko zależy od szkoły terapeutycznej. Obecnie na rynku psychoterapii dominują szkoły, których metody są oparte na naukowych rozstrzygnięciach, a wyniki dają się zmierzyć. Najważniejsze z nich to racjonalna terapia zachowań (RTZ) i szkoła poznawczo-behawioralna. Ale jak wszystkie inne podejścia terapeutyczne, one też mają swoje ograniczenia wynikające z przyjęcia metodologii zapewniającej twarde dowody. A przecież tajemnica człowieka, jego świadomość i potencjał transcendencji nie mieszczą się w tak zawężonej perspektywie. Na szczęście oprócz tych nurtów istnieją szkoły psychoterapii, które swoje źródła mają w psychologii głębi. Jak sama nazwa wskazuje, sięgają one w głąb ludzkiego umysłu, w obszary nieznanego i niezrozumiałego, którymi ani nauka, ani terapie racjonalne czy poznawczo-behawioralne nie chcą i nie potrafią się zajmować, na zasadzie: „badajmy tylko to, co da się obiektywnie zmierzyć, a to, czego obiektywnie zmierzyć się nie da, uznajmy za nieistniejące”. Z tego powodu cały obszar cienia, czyli tego, co w nas nieświadome, jest poza kręgiem zainteresowania nauki. Ale wkrótce trzeba będzie się tym zająć.

Sprawdźmy więc, jak sobie z tym radzi psychoterapia głębi. Powiedzmy, że przychodzi do gabinetu człowiek… …który jest przekonany, że prześladują go jakieś duchy, czyli niematerialne istoty niewidoczne dla zmysłów przeciętnego człowieka. Psychologia głębi uznaje tego typu opowieść za przejaw działania obronnego mechanizmu projekcji. Czyli wszelkie niewidzialne straszydła, duchy itp. uznaje się za wyprojektowane przez człowieka – i przedstawione w zaczerpniętej z lokalnej kultury czy narracji formie – elementy jego własnej nieświadomości. Wtedy można zaprosić pacjenta do następującego eksperymentu: „Wyobraź sobie, że jesteś tą postacią, której się boisz. Wejdź w jej skórę i położenie, i pozwól jej mówić twoimi ustami. Powiedz, czego chce, jak się czuje, jakie ma motywy, co myśli, co widzi? Chodzi o to, by pacjent zaczął zdawać sobie sprawę z projekcyjnego charakteru postaci, która go prześladuje, i w końcu ją uwewnętrznił – czyli zintegrował ze swoim świadomym „ja”. W ten sposób każdy wyprojektowany przez nas potwór czy duch z czasem może się stać na przykład zrozumiałym zlepkiem naszych własnych potrzeb i emocji związanych z odrzuceniem przez matkę. Tu się kłania święta zasada psychoterapii, że to, co uświadomione i zintegrowane, przestaje rządzić naszym zachowaniem i naszym życiem. A to, co wyprojektowane na zewnątrz i nieuświadomione, blokuje nasze dojrzewanie i rozwój. Nie da się wtedy dotrzeć do szczytu piramidy Maslowa.

Mówisz o projekcjach dotyczących czegoś, czego się boimy. A jeśli widzimy i czujemy rzeczy, których trochę się boimy, a które pociągają, jak kontakt ze zmarłą osobą? Nie sposób uczciwie rozstrzygnąć, czy to, że komuś pojawił się duch, że widział go na własne oczy lub silnie odczuwał jego obecność, jest obiektywną prawdą czy projekcją. Na pewno jest subiektywną prawdą tego człowieka. Może warto wreszcie podjąć dzisiaj w rzetelnych badaniach hipotezę duchów. Podejmowano już w tej sprawie nieudolne próby pod koniec XIX wieku w eksluzywnych klubach spirytystycznych.

Idąc tropem, który opisałeś wcześniej, wytłumaczeniem takich doświadczeń mogłyby być niezakończone relacje ze zmarłą osobą. Nadal nosimy ją w sobie nieświadomie, więc ją uzewnętrzniamy w postaci zjawy? To trafna intuicja. Psychoterapeuta głębi będzie zachęcał pacjenta do badania takiego zdarzenia albo na podstawie hipotezy projekcji, albo niezałatwionego konfliktu, poczucia winy bądź wyrzutów sumienia.

Niektórzy mówią, że ukazujące się zmarłe osoby dają im cenne wskazówki – psycholog głębi mógłby to zinterpretować tak, że jakaś mądra część ich samych w ten sposób do nich przemawia. Ale ponieważ sobie by nie uwierzyli, uwierzą zmarłemu, do którego mieli zaufanie… Właśnie tak. Czyli przekaz ducha zmarłej osoby może w tym wypadku okazać się naszym własnym wyprojektowanym przeczuciem, a może nawet przejawianiem się nierozpoznanego jeszcze w sobie wewnętrznego mędrca.

Rzeczy, które nie sposób objąć rozumem, są więc produktem naszej świadomości, a raczej nieświadomości. Część z nas się ich boi, a część jakoś oswaja. Są ludzie, którzy codziennie rozmawiają z duchami bądź widzą aurę innych i jest to dla nich coś bardzo powszedniego i cennego. Znam wielu takich ludzi, a ponieważ nie jestem ograniczony jakimś dogmatem naukowym i nic, co ludzkie, nie jest mi obce, więc staram się również takie zjawiska i relacje o nich poznawać. Wiele z tych osób potrafi przekazać różne wartościowe informacje z tego, co nazywają światem duchów, a który w ich optyce jawi się jako świat równoległy. Niektóre instytucje – choćby policja – korzystają od czasu do czasu z pomocy tych szczególnie wyposażonych ludzi, zwanych jasnowidzami.

A jednak wszystko to jest nadal spychane w zabobon. Na szczęście ma szerokie ujście w popkulturze: w horrorach, fantastyce, ale też w literaturze pięknej i baśniach. Szczególnie dzieci są wrażliwymi i entuzjastycznymi odbiorcami takich treści. Zapewne dlatego, że ich umysły nie są jeszcze do końca kulturowo zaprogramowane, więc nie zdają sobie sprawy, że czegoś nie należy widzieć lub o czymś nie należy mówić ani o to pytać. Dzieci często widzą duchy, mają prorocze sny albo twierdzą, że pamiętają swoje poprzednie życie. Jakby przeczuwały, że w umyśle i dla umysłu wszystko jest możliwe.

Ostatnio rozmawiałam z pewnym pięciolatkiem o wampirach i jego mama poprosiła mnie: „Dodawaj, że wampiry są tylko w bajkach”. Ale ja tego wcale nie jestem pewna. Oczywiście nie mam na myśli tego, że chodzą po świecie bladolicy mężczyźni, którzy wysysają z nas krew, tylko że wampir to jedna wielka metafora kogoś toksycznego. Mamy określenie „wampiryzm emocjonalny”. Tak, używa się go w psychoterapii. Dla mnie wampir jest metaforą przerażonego perspektywą śmierci ludzkiego ego, przekazywanym z pokolenia na pokolenie marzeniem wiecznego istnienia w idealnie zakonserwowanej, doczesnej formie. Nawet kosztem życia bez słońca. To ucieleśnienie pragnienia nieśmiertelności, bycia niezniszczalnym w tym jednym ciele, w tej jednej postaci, która nigdy się nie starzeje. Z tej perspektywy żyjemy dziś w wampirycznej kulturze. Nikt się nie chce zestarzeć, nikt nie chce umrzeć, wszyscy chcemy być agresywni i skuteczni, nie wahamy się bogacić oraz karmić krwawicą i wysiłkiem innych. Pewnie dlatego wampiry są teraz tak mocno obecne w popkulturze, bo nasze systemy ekonomiczne i polityczne często, zapewne nieświadomie, czerpią z etosu wampira.

Na poziomie indywidualnym wampir jest symbolicznym przedstawieniem cech psychopatycznych – uwodzący, inteligentny, skuteczny, piękny, ale jednocześnie bezwzględny i niezdolny do miłości. Psychopaci są w tej chwili największymi bohaterami popkultury. W tym sensie wampiry naprawdę istnieją wśród nas i, niestety, mają tak dobre samopoczucie, że nie przychodzi im do głowy przyjść na terapię. Gdyby jednak ktoś taki przyszedł na terapię, usłyszałby ode mnie: „Jesteś wampirem z urojenia. Porozmawiajmy o tym”.

Bardzo mnie cieszy, że psychoterapia jest otwarta na taki rodzaj pracy. Psychoterapeuta nie powinien się bać niczego, niezależnie od tego, czy ktoś przychodzi do niego z wampirem, duchem, diabłem, czy z Panem Bogiem, bo przecież i tak się może zdarzyć. W życiu człowieka mamy bowiem do czynienia nie tylko z projekcją wypartego cienia, ale również z projekcją wypartego światła.

Do terapeuty przychodzą też ludzie z Panem Bogiem? Rzadziej do terapeuty, częściej do szpitala psychiatrycznego z diagnozą tzw. urojeń wielkościowych. Ludzie ci uważają, że są Chrystusem, Napoleonem czy jakąś inną wielką postacią. Zamiast dawać leki, warto by z nimi podyskutować. Spytać: „Dlaczego akurat Chrystus?”. Mogłoby się okazać, że mamy tu do czynienia z czymś, co można by nazwać wewnętrzną projekcją wypartego światła, którą można z czasem uwewnętrznić jako pragnienie bycia szlachetną, pomocną innym, światłą postacią albo odkryć, że ta zapożyczona wspaniała tożsamość przykrywa poczucie bezwartościowości, beznadziei i rozpaczy. Można drążyć dalej: „Skoro jest pan Chrystusem, to proszę mi opowiedzieć: Jak się czujesz, Chrystusie? Skąd się tutaj wziąłeś? Co chciałbyś powiedzieć, doradzić komuś takiemu jak ja, jak pomóc cierpiącemu światu?”. A potem, korzystając z notatek, pytałbym o każde zdanie i pogląd. Czy ten, który nosi imię i nazwisko pacjenta, też tak uważa i czy potrafi żyć w zgodzie z tym, co uważa? W końcu by się wyjaśniło, czy mamy do czynienia z wypartym światłem, czy z przykrywką rozpaczy. Choć mogłoby się okazać, że rozwiązaniem byłoby to, co sugerował w opowieści o chorym psychicznie bodajże bracie, mistyk i duchowy nauczyciel Baba Ram Dass. W czasie odwiedzin w szpitalu chory brat pyta: „Dlaczego gdy ty mówisz, że jesteś Chrystusem, to ludzie tego słuchają i jeszcze płacą za wykłady – a gdy ja mówię, że jestem Chrystusem, zamykają mnie w szpitalu?”. Na co Ram Dass: „Bo ty twierdzisz, że tylko ty jesteś Chrystusem, a ja mówię, że wszyscy jesteśmy Chrystusem, tylko nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę”.

Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek (w tym „Patchworkowe rodziny” Wyd. Zwierciadło), współtwórca i dyrektor Instytutu Psychoimmunologii.

  1. Psychologia

Mistrzostwo rodzi się w głowie - rozmowa z Darią Abramowicz, psycholożką pracującą z Igą Świątek

 <em><strong>Daria Abramowicz</strong>, psycholożka, studiowała także na AWFiS w Gdańsku. Pracuje ze sportowcami, w tym, od ponad półtora roku, z tenisistką Igą Świątek, która jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu.</em> (Fot. Katarzyna Milewska)
Daria Abramowicz, psycholożka, studiowała także na AWFiS w Gdańsku. Pracuje ze sportowcami, w tym, od ponad półtora roku, z tenisistką Igą Świątek, która jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. Katarzyna Milewska)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Jak to możliwe, że młoda tenisistka, jaką jest Iga Świątek, wykazała się tak niesamowitą siłą psychiczną? – Bez trudnych turniejów Igi w Stanach, w Rzymie nie byłoby jej świetnej dyspozycji w Paryżu. Porażka może być źródłem siły. Pod warunkiem że wyciągniemy z niej wnioski. 

Jesteśmy niestabilne, rozchwiane, rozhisteryzowane, a to świadczy o naszej słabości. Jest w takich sądach ziarnko prawdy? Bywamy emocjonalne, to prawda. Ale czy to nas osłabia? Z moich doświadczeń zawodowych wynika, że zawodniczki są w stanie dochodzić do mistrzostwa w swoich dziedzinach, podobnie jak mężczyźni. I tak jak mężczyźni podczas rywalizacji przejawiają różne cechy, w tym cechy uznawane za stereotypowo męskie. Czasem na przykład wyrażają, używając silnej ekspresji, swoją złość, co przypisuje się mężczyznom. A z kolei mężczyźni niejednokrotnie reagują bardzo emocjonalnie, co przypisywane jest kobietom.

Według innej obiegowej opinii jesteśmy od mężczyzn odporniejsze na ból, stres. Sport to potwierdza? Widywałam kobiety potrafiące przezwyciężać ból i bardzo silny dyskomfort, nawet podejmować ryzyko związane z zagrożeniem zdrowia, żeby realizować swój cel. I widywałam mężczyzn o – jak to nazywam – niekonstruktywnej relacji z bólem. Ale bywa też odwrotnie. Z moich obserwacji wynika, że kiedy zawodnicy stają przed bardzo długą i żmudną pracą, która wiąże się z pokonywaniem przeszkód, wieloma trudnymi sytuacjami wymagającymi odporności psychicznej, to kobiety często są tu sprawniejsze. Aczkolwiek nie twierdzę, że mężczyźni tego nie potrafią.

Przykład Igi Świątek pokazuje, jak ważna w sporcie jest siła psychiczna. Jako młoda zawodniczka rzucała rakietkami, teraz potrafi trzymać nerwy na wodzy w meczach o najwyższą stawkę. Jak buduje się taką siłę? Mistrzostwo rodzi się w głowie. I to nie tylko to sportowe. Psychologiczne mechanizmy rządzące sportem są absolutnie takie same jak te w życiu. Siłę i odporność kobiet buduje się poprzez pracę nad samooceną, poczuciem własnej wartości, nad świadomością siebie w różnych obszarach: obrazu własnego ciała, inteligencji emocjonalnej, relacji. No i wreszcie w obszarze umiejętności poznawczych i treningu mentalnego, który daje poczucie sprawczości, skuteczności.

Co jednak musiało się stać, żeby Iga nagle uruchomiła w sobie taką siłę? Zdecydowanie nie stało się to nagle. To proces związany – co warto podkreślić – z jej ogromną pracą, którą cały czas wykonuje z dużym oddaniem. Wyszła trochę laurka, ale absolutnie prawdziwa. W przypadku Igi nic nie stało się samo. Istotnym elementem jej pracy, przez wiele miesięcy, był trening mentalny, który wciąż trwa, a jego celem jest wykorzystywanie przez Igę swoich zasobów w danym momencie, czy to podczas treningu, czy meczu.

Na czym konkretnie ten trening polega? Nie ma jednej prostej recepty. Ogólnie mówiąc, polega na stopniowym budowaniu samoświadomości, samooceny, byciu blisko siebie. Bo to wszystko sprawia, że kiedy przychodzi do meczu, czasem bardzo wymagającego, na wysokim poziomie napięcia, można uwierzyć w to, że da się przejąć nad nim kontrolę, czyli zrobić swoje. To jest siła.

Łatwo wyobrazić sobie, że siła może przerodzić się w agresję, a poczucie własnej wartości – w egocentryzm. Nie o taką siłę przecież chodzi. Rzeczywiście siła bywa czasem utożsamiana z arogancją, agresją, egoizmem. Tę autentyczną buduje się poprzez zaufanie, bliskość, przekazywanie pozytywnych wzorców, co nie jest takie proste, bo żyjemy w czasach kryzysu autorytetów. Młodzi sportowcy też mają coraz mniej idoli, na których patrzą z uznaniem. A pozytywne wzorce są niezwykle ważne.

Co mogą robić rodzice, żeby wychować córki na silne kobiety? Najważniejsza, choć może brzmi to banalnie, jest bliskość, uważne słuchanie i wola usłyszenia. Dzięki rozmowie mamy szansę poznać córkę, przekazać jej to, co myślimy, no i przede wszystkim zacieśniać z nią relację. Rozmowa sprawdza się także w sporcie. Ja na przykład rozmawiam z zawodniczkami o tym, jak postrzegają swoje ciało, gdzie upatrują źródeł swojej siły, jak ją sobie wyobrażają. I tworzymy razem wizję tego, jak chciałyby funkcjonować, a później dzień za dniem drobnymi krokami staramy się to realizować. Dla wielu kobiet takim filarem siły jest praca, bo daje im poczucie sprawczości, skuteczności, kontroli. Dobrze, żeby rodzice wzmacniali talenty córek. I żeby pracowali nad komunikacją i ich asertywnością, które są absolutnym kluczem do wyrażania własnych potrzeb i emocji w sposób, który nie narusza wolności innych. Tego też uczę intensywnie zawodniczki.

Są do tego jakieś narzędzia? Czasem takie właśnie pytanie słyszę od zawodniczek: „Co zastosować, żeby od razu zadziałało?”. No, tak się nie da. Zmiana postaw, przekonań, nawyków to wynik procesu, czasem długotrwałego.

Czy takim rodzajem narzędzia może być myślenie pozytywne? Mecz źle idzie, a ja sobie wyobrażam wygraną. Pamiętam słowa Ewy Woydyłło na jednym z wykładów o traumie: „Każdy z nas na koniec dnia ma wybór, czy chce się trzymać kurczowo przeszłości, czy jednak pomyśleć o pozytywnej wizji przyszłości i iść do przodu”. Co do zasady myślenie pozytywne ma wielką moc. Niemniej zachęcam zawodniczki, żeby pracować z konstruktywnym nastawieniem. Czyli myśleć o tym, ile pracy potrzeba, aby coś osiągnąć. I że nie będzie to zawsze przyjemne. Że czasem będzie mnie wszystko bolało, być może będę płakać z bólu czy z bezsilności, ale wiem, że to zaprocentuje, kiedy będę tego najbardziej potrzebować. Myślenie jednoznacznie pozytywne może przekłamywać rzeczywistość, która nas czeka. Zachęcam, żeby koncentrować wysiłki na pracy, na możliwościach.

Ważne chyba, nie tylko w sporcie, żeby traktować porażki jako lekcje. Zdecydowanie tak, porażka może być źródłem siły. Pod warunkiem jednak, że wyciągniemy z niej wnioski. Bez bardzo trudnych turniejów Igi w Stanach, w Rzymie nie byłoby jej świetnej dyspozycji w Paryżu. Mogę też powiedzieć, że nie byłabym zawodowo w tym miejscu, gdzie jestem, gdyby nie wiele trudnych doświadczeń.

Ale niepowodzenia czasem mogą nas złamać. Tak, mogą działać destrukcyjnie, szczególnie wtedy, gdy nie wypracujemy sobie zgody na ich pojawienie się w naszym życiu. Dlatego tak ważna jest akceptacja niepowodzeń.

Jak to osiągnąć? Chciałabym podkreślić, że nie musimy tego robić sami. Ogromne znaczenie w radzeniu sobie z niepowodzeniami, ale też w budowaniu siły, ma sieć wsparcia społecznego, bliskich, a w sporcie – trenerów, psychologów, lekarzy. Dla sportowców symbolem niepowodzenia jest kontuzja. Jedni potrzebują wtedy silnego wsparcia terapeutycznego, innym wystarczy wsparcie bliskich. Podobnie jest w społeczeństwie. Nie po każdym traumatycznym zdarzeniu i nie każda osoba będzie potrzebowała pomocy terapeutycznej czy psychiatrycznej. Niemniej jeżeli jej potrzebujemy, to nie oznacza, że jesteśmy słabi.

Kobiety przez wieki były uczone, żeby służyć innym, więc budowanie swojej siły muszą zacząć od myślenia, żeby służyć sobie, od polubienia siebie. Życie w zgodzie ze sobą jest czymś ekstremalnie istotnym dla każdego człowieka. Wszystko zaczyna się w nas i od nas. Trudno mówić o sile, odporności psychicznej, jeżeli nie kochamy siebie. W tenisie bardzo ważne jest skupianie się na sobie, żeby właściwie ustawić ciało, przygotować się do uderzenia. W życiu podobnie. Otworzyć się na siebie bardzo pomaga trening uważności. W pracy ze sportowcami często odwołuję się do metaforycznej skrzynki na narzędzia. Wkładamy do niej wspólnie różne narzędzia treningu mentalnego: młotek, wkrętarkę, klucz francuski, śrubokręt płaski czy krzyżak. Ta skrzynka może być dobrze wyposażona, ale jeżeli nie wiemy, do czego używa się młotka, a do czego klucza francuskiego, to te narzędzia nie do końca są użyteczne. Dlatego trzeba nie tylko mieć świadomość własnych potrzeb, swoich reakcji, postaw, nawyków, lecz także umieć je modelować.

Wydaje się, że Iga nie boi się rywalek. Jak pani pomogła jej to osiągnąć? Pytam, bo wiele z nas wycofuje się z lęku przed trudnościami. Staramy się skupiać na mocnych stronach, tym zresztą charakteryzuje się praca w sporcie, aby być świadomym swojego potencjału i z niego w pełni korzystać. Rozmawiamy o Igi zasobach, o tym, w czym jest dobra, bo to pomaga redukować potencjalny lęk. A kiedy on się mimo wszystko pojawia, dużo łatwiej zakotwiczyć się w tym, co mocne, dobre, pozytywne.

Mówi się o sile spokoju. Zachowanie zimnej krwi w stresujących sytuacjach to sprawdzian siły? Myślę, że tak. I znów – ten spokój łatwiej osiągnąć, gdy koncentrujemy się na sobie, na tym, na co mamy wpływ, czyli na pracy, bo na wynik nie zawsze mamy wpływ, a na pracę już tak. Budowanie siły spokoju polega też na regulacji emocji, uczeniu się ich rozpoznawania, nazywania, interpretacji, ekspresji, żeby – co jest niesamowicie ważne – być w stanie je potem regulować. Celowo nie używam słowa „kontrolować”, bo kontrola kojarzy się z powstrzymywaniem się, tymczasem każdy z nas odczuwa emocje i powinien je wyrażać. Trzeba jednak robić to asertywnie, ale w sposób, który nie rani i nie narusza wolności innych. Uczymy sportowców, że adekwatne do sytuacji wyrażanie emocji może pomagać wykorzystywać swój potencjał. Myślę, że dobrze byłoby uczyć tego już małe dzieci, bo to długi proces. Jeśli natomiast z jakichś powodów nie przebiegał on konstruktywnie i takich zasobów brakuje dorosłym kobietom, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby o to zadbały. Bo regulacja emocji stanowi jeden z filarów wewnętrznego spokoju.

Iga otwarcie mówi, jak wiele zawdzięcza pani, podkreśla wpływ wsparcia psychologicznego na jej sukces. Obie zrobiłyście ogromnie dużo dla rozpropagowania znaczenia psychologii w naszym życiu. Staram się, aby sportowcy, z którymi pracuję, rozumieli, po co coś robią, co to daje. No bo ostatecznie to, jak pracują i jak żyją, to system naczyń połączonych. Bardzo jestem wdzięczna Idze za to, że w swoich wypowiedziach podkreśla wartość pracy mentalnej dla budowania swojej siły. To świadczy o tym, że osiągnęłam jeden z celów mojej pracy. I nadal staram się robić swoje. 

Daria Abramowicz, psycholożka, studiowała także na AWFiS w Gdańsku. Pracuje ze sportowcami, w tym, od ponad półtora roku, z tenisistką Igą Świątek, która jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. Katarzyna Milewska) Daria Abramowicz, psycholożka, studiowała także na AWFiS w Gdańsku. Pracuje ze sportowcami, w tym, od ponad półtora roku, z tenisistką Igą Świątek, która jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. Katarzyna Milewska)

 

  1. Psychologia

Mamy moc! Pewna siebie dziewczyna to pewna siebie kobieta

 Pewna siebie dziewczyna to pewna siebie kobieta. (Ilustracja Ada Dziewulska)
Pewna siebie dziewczyna to pewna siebie kobieta. (Ilustracja Ada Dziewulska)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Większość z nas biega, ćwiczy na siłowni. Mało kto myśli o ćwiczeniu „mięśni psychicznych”. Zwłaszcza nie myślimy o tym my, kobiety, uwikłane w stereotyp „słabej płci”. Na szczęście coraz więcej z nas wie, że siłę i odporność psychiczną trzeba kształtować już u dziewczynek.

Kamala Harris, przyszła wiceprezydentka Stanów Zjednoczonych i pierwsza w historii kobieta na tym stanowisku, zdaje się doskonale to rozumieć. W powyborczy dzień zwróciła się do dziewczynek: „Miejcie marzenia i uwierzcie, że można je spełniać”. Ona sama jako dziecko imigrantów, w dodatku ciemnoskóre, żeby wspiąć się na szczyt, musiała pokonać wiele zewnętrznych barier. Wykazała się przy tym niesamowitą siłą i odpornością psychiczną, cechami – jak się okazuje – niezbędnymi do realizowania marzeń, zwłaszcza tych burzących uprzedzenia i stereotypy.

Cóż to takiego owa siła i odporność psychiczna? Małgorzata Henke, trenerka biznesu, licencjonowana konsultantka mental toughness, wyjaśnia: – To coś, co określa, jak radzimy sobie ze stresem, z presją, z trudnymi sytuacjami, z kryzysem. I na ile potrafimy być efektywni pomimo różnych wyzwań. To zarówno umiejętność znoszenia trudnych warunków, czyli nasza twardość, jak i umiejętność szybkiego powrotu do równowagi, czyli elastyczność, prężność, zwana również rezyliencją. Można porównać tę siłę do mechanizmu wańki-wstańki, który sprawia, że przewrócona lalka natychmiast wraca do pionu.

Nie musimy się tłumaczyć

Nie oznacza to jednak, że ludzie silni psychicznie nigdy się nie przewrócą. Przewracają się, i to nieraz, ale potrafią skupić się na tym, co zrobić, żeby się podnieść i iść do przodu. Kobiety już wiedzą, jak ta siła jest ważna. Potwierdzają to amerykańskie badania przeprowadzone w 2016 roku, w których zapytano 6 tysięcy kobiet z całego świata o znaczenie siły psychicznej w pracy i życiu: 92 proc. z nich odpowiedziało, że ta cecha to warunek sukcesu, 71 proc. – że zaszłyby dalej, gdyby były silniejsze. I – co znamienne – 82 proc. chciałoby dysponować większymi zasobami siły i odporności psychicznej. Wniosek z tych badań płynie dość oczywisty – kobiety chcą być silniejsze, ale nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Amy Morin, psychoterapeutka, w książce „13 rzeczy, których nie robią silne psychicznie kobiety”(wydawnictwo Galaktyka) pisze, że absolutnie każda z nas dysponuje siłą psychiczną. Szkopuł w tym, że jej nie wzmacniamy. No a wtedy ta siła zaczyna zanikać. Podobnie dzieje się z tężyzną fizyczną – gdy nie ćwiczymy mięśni, wiotczeją. Według Morin na siłę psychiczną składają się trzy wzajemnie na siebie wpływające czynniki: nasze myśli, uczucia i zachowania. Jeśli na przykład pomyślimy: „Tak naprawdę to nie mam nic mądrego do powiedzenia”, poczujemy się niezręcznie, głupio, a to z kolei spowoduje, że będziemy siedzieć cicho. Wszystko zaczyna się więc w naszej głowie. Zatem zdaniem autorki pierwsza rzecz, jaką powinniśmy zrobić, to zmienić nasze myśli! I na przykład nie porównywać się z innymi. Nie wątpić w siebie. Nie powstrzymywać się od zabierania głosu. Nie obwiniać się, gdy coś się nie uda. Nie wałkować wszystkiego w nieskończoność. Nie bać się łamania niepisanych zasad. Ten ostatni postulat jest szczególnie trudny. Od dziecka jesteśmy bowiem trenowane w byciu grzecznymi. Morin zauważa, że podporządkowywanie się oczekiwaniom innych bierze się z lęku przed złą opinią, utratą pracy, pozycji; z przekonania, że w ten sposób zasłużymy na szacunek, uznanie. Ważne, żebyśmy sobie to uświadomiły i nie ulegały niepisanym i destrukcyjnym zasadom. Zdaniem Morin świetnym na to sposobem jest… posiadanie własnego zdania. Zanim więc podejmiemy jakąś decyzję, powinnyśmy zastanowić się, dlaczego to robimy. Wystarczy krótki namysł, dwie, trzy minuty. Żeby było jasne – nikomu nie musimy nic tłumaczyć. Powinnyśmy jednak same zrozumieć, dlaczego to robimy. „Proszenie o zgodę i czekanie na zielone światło wcale nie musi być dobrym rozwiązaniem. Czasami lepiej rzucić się w coś z pełną świadomością, że za takie działanie trzeba będzie ponieść konsekwencje” – pisze Amy Morin.

Pewna siebie dziewczyna to pewna siebie kobieta. (Ilustracja Ada Dziewulska) Pewna siebie dziewczyna to pewna siebie kobieta. (Ilustracja Ada Dziewulska)

Same decydujemy o sobie

Dzisiaj w Polsce młode kobiety właśnie to robią – nie boją się łamać niepisanych zasad, między innymi takich: siedź cicho, bądź grzeczna, nie przeklinaj. To ogromny krok naprzód w nabywaniu siły. Małgorzata Henke przypomina jednak, że budowanie siły i odporności psychicznej nie jest jednorazowym aktem, ale procesem. I że wymaga pewnego programu i systematyczności. Chodzi o to, żeby wyrobić sobie nawyki działania w obszarach, które tę siłę budują. Jakie to obszary?
  •  Po pierwsze, pozytywne myślenie oparte nie na hurraoptymizmie, ale na faktach.
  •  Po drugie, umiejętność postawienia sobie pytania: czego ja właściwie chcę? I dążenie do tego celu.
  • Trzeci to kontrola uwagi, czyli skupianie się na tym, co istotne.
– Jednym ze sposobów kontrolowania uwagi, a zarazem jedną z najsilniejszych interwencji psychologicznych, która pomaga budować naszą siłę, jest trening wdzięczności. Także samym sobie. Ta technika może się wydawać śmieszna czy banalna, ale w istocie jest bardzo pomocna. Polega na tym, żeby każdego dnia zapisywać co najmniej trzy rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni. Na przykład to, że nie spanikowałam, że zachowałam się racjonalnie, że potrafiłam powiedzieć „nie”.
  • Czwarty obszar budujący siłę i odporność psychiczną według Małgorzaty Henke to wizualizacja, czyli wyobrażanie sobie tego, co chcemy osiągnąć, bo dla neuroplastycznego mózgu wyobrażanie sobie czegoś jest tak samo ważne jak sama czynność.
  • Piąty obszar to kontrola lęku, czyli zadbanie o siebie poprzez relaksację, medytację, odpoczynek. I kolejny obszar – samoświadomość, czyli kierowanie uwagi na swoje myśli, emocje, zasoby, po prostu na siebie.
Po czym można poznać silne kobiety? Według Amy Morin po tym, że nie pozwalają innym decydować o sobie. Że nie starają się zadowolić wszystkich. Że mają odwagę mówić, co czują, myślą i czego chcą. Że nie użalają się nad sobą, nie traktują siebie jako ofiary, tylko biorą sprawy w swoje ręce. – Jako terapeutka zawsze interesowałam się tym, co sprawia, że niektórzy ludzie potrafią adaptować się do sytuacji, są odporni na stres i zdolni do odbudowania sił – mówi Amy w jednym z wywiadów. – Ale kiedy przeszłam przez doświadczenia kilku strat we własnym życiu – w dość krótkim czasie zmarli mój mąż, moja matka, teść – rozwinęłam także osobiste zainteresowanie siłą psychiczną. Chciałam się dowiedzieć, jak mogę uleczyć moje złamane serce, skąd wziąć siłę do życia. Teraz wiem, że najważniejsze to zarządzać tym, jak myślimy, odczuwamy emocje, jak się zachowujemy. Gdy będziemy zdolni do realistycznego myślenia, radzenia sobie z emocjami w zdrowy sposób i jeśli podejmiemy konstruktywne działania – wtedy nasza siła psychiczna będzie rosła.

Badania dowodzą, że kobiety i dziewczyny są bardziej skłonne działać, na wielką skalę, czasem ryzykownie, jeśli zachęci je choć jedna przyjaciółka albo szanowana przez nie osoba. (Ilustracja Ada Dziewulska) Badania dowodzą, że kobiety i dziewczyny są bardziej skłonne działać, na wielką skalę, czasem ryzykownie, jeśli zachęci je choć jedna przyjaciółka albo szanowana przez nie osoba. (Ilustracja Ada Dziewulska)

Pewna siebie dziewczyna…

…to pewna siebie kobieta. Ta pierwsza buduje tę drugą i odwrotnie. To zarazem tytuły dwóch książek Katty Kay, dziennikarki BBC, oraz Claire Shipman, dziennikarki ABC News i CNN, pisarki. „Pewna siebie kobieta” w Polsce ukaże się wiosną nakładem Wydawnictwa Literackiego. „Pewna siebie dziewczyna” już zdobyła uznanie polskich psychologów i czytelniczek. Obydwie powinny być lekturami obowiązkowymi dla wszystkich kobiet. W książce dla nastolatek autorki dają dziewczynom gotowe klucze potrzebne do otwierania pewności siebie. Jest tych kluczy cały pęk, a na pierwszym miejscu – wiara w siebie (czyli „to, co zmienia nasze myśli w działania”). Autorki poprosiły dziewczyny o pomoc w odpowiedzi na pytanie, do czego ich zdaniem służy wiara w siebie. I co usłyszały? „Żeby zapytać koleżankę, dlaczego usunęła mnie ze zdjęcia na Instagramie”. „Żeby powiedzieć innym, że jestem lesbijką, i nie ukrywać żadnej strony swojej osobowości”. „Mówić otwarcie o dręczeniu przez kolegów, chociaż się na mnie wkurzają”.

Tak rodzi się dziewczyńska siła, która potem, jak piszą autorki, „rozlewa się niczym masło na grzance”. Autorki tłumaczą to tak: Jeśli masz w swoim otoczeniu osoby pewne siebie i pozytywnie nastawione, uaktywnia się twoja kora przedczołowa, główny ośrodek racjonalnego myślenia. Przez co również twoja wiara w siebie wzrasta. Badania dowodzą, że kobiety i dziewczyny są bardziej skłonne działać, na wielką skalę, czasem ryzykownie, jeśli zachęci je choć jedna przyjaciółka albo szanowana przez nie osoba. Te badania znajdują potwierdzenie w tłumach kobiet na ulicach polskich miast. Oto rośnie świadome siebie pokolenie dziewczyn. Część z nich to wychowanki Fundacji „Kosmos dla Dziewczynek”, która prowadzi liczne warsztaty wzmacniające dziewczyńską siłę, uczy usuwania barier w głowach, które przeszkadzają rozwijać skrzydła. Fundacja wydaje świetne czasopismo „Kosmos dla Dziewczynek”, w którym przedstawia wspaniałe kobiety liderki. I promuje feminatywy w języku polskim, w myśl zasady, że język kształtuje percepcję świata. Największe zadania w budowaniu siły dziewczynek stoją jednak przed nami, rodzicami. Co możemy zrobić dla swoich córek? – Na pierwszym miejscu wymieniłabym to, żeby nie chronić dziewczynek, i w ogóle dzieci, przed porażkami – odpowiada psycholożka Aleksandra Piotrowska. – Dzisiejsi rodzice popełniają ten błąd nagminnie. Tymczasem bez porażki nie ma rozwoju. Dobrze jest więc powiedzieć: „Tak to już jest, córeczko, że człowiek ma porażki zagwarantowane”. W ten sposób pomagamy córce popatrzeć na nie z dystansem. Ale z drugiej strony trzeba też przeanalizować z nią to, co ewentualnie można zrobić, żeby zminimalizować ich ryzyko. Przy czym nie wolno przekazać młodej osobie, dojrzałemu człowiekowi zresztą też, że na wszytko mamy wpływ, bo to nieprawda. Aleksandra Piotrowska podkreśla, że w rozmowach z córkami trzeba akcentować brak biologicznych ograniczeń związanych z płcią. Dobrze jest pięć razy się zastanowić, zanim powiemy: „To nie dla ciebie, to dla chłopców”. Psycholożka szukała ostatnio prezentu dla wnuczki, która kończy sześć lat. I w każdym sklepie słyszała od ekspedientki pytanie: „Ten prezent to dla dziewczynki czy dla chłopca?”. Na hasło „kreatywna zabawka dla dziewczynki” wyszukiwarki pokazują przede wszystkim zestawy do makijażu. Zabawki dla chłopców wielokrotnie przewyższają różnorodnością i wartością edukacyjną te dla dziewczynek. – W najczarniejszych myślach nie sądziłam, że u schyłku mojej aktywności zawodowej będę mierzyła się z taką rzeczywistością, w której są w sklepach oddzielne półki dla dziewczynek i oddzielne dla chłopców. Tak nie było, kiedy wychowywałam moje dzieci. Nastąpiło tu niebywałe uwstecznienie. Unikajmy chociaż jako rodzice powielania stereotypów płciowych, bo uczą dziewczynki rezygnacji ze stawiania sobie wartościowych celów. Zamiast tego wspierajmy je w zyskiwaniu poczucia sprawczości, czyli w nabywaniu przekonania, że mogą mieć wystarczające kompetencje i zasoby, żeby sobie poradzić w życiu, że nie muszą uwieszać się na ramieniu mężczyzny. Traktujmy jako oczywistość to, że dziewczynka sama podejmuje decyzje w sprawach jej dotyczących i nikomu nic do tego, co wybierze. Jeśli zamarzy sobie jako prezent album z piłkarzami, a nie z królewnami, to bez mrugnięcia okiem spełnijmy to marzenie. I nie podkreślajmy na każdym kroku, że największą zaletą dziewczynek są niebieskie oczka i blond loki. Jeśli już chwalimy, to wtedy, gdy jest ku temu powód, a najlepiej za wysiłek, konsekwentne działanie. Bo właśnie tak buduje się siłę ich jako dziewczynek, a potem kobiet – radzi Piotrowska.

  1. Psychologia

Jak dbają o zdrowie psychiczne terapeuci? Oto 20 sposobów

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Psychoterapeutka Julie Hanks, właścicielka strony WasatchFamilyTherapy.com, zapytała swoich kolegów po fachu w jaki sposób na co dzień dbają o własne zdrowie psychiczne. Oto 20 podpowiedzi specjalistów.

Psychoterapeutka Julie Hanks, założycielka strony WasatchFamilyTherapy.com, zapytała swoich kolegów po fachu, w jaki sposób dbają na co dzień o własne zdrowie psychiczne. Oto ich odpowiedzi.

1. Żyj w teraźniejszości

"Ćwiczę uważność, zadając sobie pytania: Gdzie jestem? Co słyszę? Co czuję? Jaki to smak? Jaki zapach? Co widzę?" Natalie Robinson Garfield

"Na 20 minut dziennie uciekam od świata, żeby cieszyć się ciszą i spokojem". Deborah Serani

"Regularnie medytuję." Will Courtenay

2. Otaczaj się pozytywnymi ludźmi

"Gdy doświadczam toksycznych relacji, natychmiast transformuje je podczas modlitwy". Leticia R. Reed

"Niczego nie zmieniam w relacjach, które mi służą. Wychodzę z tych, które mi szkodzą". Kim Olver

3. Radź się terapeuty

"Cały czas jestem w terapii". Will Courtenay

"Gdy potrzebuję „ześrodkowanej” rady i „uziemienia” konsultuję się z moim coachem". Xiomara A. Sosa

"Uczęszczam na warsztatu rozwoju osobistego i duchowego". Jodie Gale

4. Ruszaj się

"Mam dwa labradory, biegam z nimi przez godzinę dziennie". Regina Jasne

"Tańczę salsę z moim partnerem dwa razy w tygodniu". Amy E. Keller

"Ćwiczę pilates i jogę". Diane Petrella

5. Śmiej się

"Staram się często śmiać". Ashley Bretting

"Razem z żoną raz w tygodniu idziemy na komedię do kina". Stacey Kinney

6. Przyjaźnij się

"Co najmniej raz w tygodniu jem lunch z przyjacielem, który wspiera mnie i rozśmiesza". Nerina Garcia-Arcement

"Często rozmawiam z przyjaciółką przez telefon". Mark E. Sharp

7. Odpoczywaj

"Kocham wakacje na Kostaryce". Amy E. Keller

"Lubię oglądać zabawne filmy na YouTube". Hugh Forde

"Podróże są moim lekarstwem na stres". Karen Sherman

8. Śpij dobrze

"Ważne są dla mnie drzemki w niedzielne popołudnia. Każdej nocy śpię przynajmniej 8 godzin". Stephanie Moulton Sarkis

9. Korzystaj z kultury

"Czytam książki, słucham muzyki, szukam inspiracji w internecie". Matthew Clark

10. Pomagaj

"Jestem wolontariuszem organizacji non-profit, która gromadzi sprzęt medyczny i wysyła go do krajów trzeciego świata. To zmienia moje spojrzenie na życie". Sujatha Ramakrishna

11. Baw się każdego dnia

"Codziennie zadaję sobie pytanie: „Czy ja się dzisiaj dobrze się bawiłam?”. Jeśli nie, staram się to nadrobić zanim skończy się dzień". Natalie Robinson Garfield

"Czerpię radość z fotografowania, malarstwa i wyrobu biżuterii". Stacey Brown

12. Powiedz "nie"

"Zdaję sobie sprawę, że jeśli powiem „nie” w odniesieniu do jednej sprawy, zawsze mówię „tak” dla innej. Na przykład odmawiam przyjęcia nowego klienta i mam więcej czasu dla żony". Joseph R. Sanok

"Trzymam się ściśle tego, że rano medytuję i piszę, a dla klientów mam popołudnia. Piątki natomiast dla rodziny". Karen R. Koenig

13. Żyj w otoczeniu natury

"Uwielbiam spędzać czas na spacerach po lesie lub słuchaniu ćwierkania ptaków". Sujatha Ramakrishna

"Pracuję w biurze, ale zawsze po pracy spaceruję po parku lub po plaży". Nancy B. Irwin

14. Wyrażaj siebie twórczo

"Pielęgnuję swoje zdrowie psychiczne w moim drugim zawodzie jako autor komiksów". Stroll Jane

"Piszę do czasopism". Xiomara A. Sosa

15. Rozpieszczaj się

"Uwielbiam pedicure i kąpiele z hydromasażem". Ashley Bretting

16. Bądź jak dziecko

"Kontaktuję się z moim wewnętrznym dzieckiem poprzez kolorowanie kredkami i malowanie farbami". Ashley Bretting

"Spędzam czas ze zwierzętami i dziećmi. Bezwarunkowa, czysta miłość i uczucie tych stworzeń uspokaja moją duszę". Nancy Irwin

17. Nie myśl

"Jeżdżę do pracy na rowerze. To mi gwarantuje, że przyjeżdżam zrelaksowany i spokojny. bardzo zrelaksowany i spokojny. Po drodze bowiem wsłuchuję się w śpiew ptaków, czuję wiatr, widzę zieleń". Sally Palaian

18. Dziel się uczuciami

"Na bieżąco rozmawiam z moim ukochanym i przyjaciółmi o tym, co czuję. Unikam w ten sposób niekontrolowanych wybuchów emocji". Karen Hylen

19. Żyj rodzinnie

"Lubię spędzać czas z moją rodziną. Razem chodzimy na spacery po plaży. Dwa razy do roku razem wyjeżdżamy, a raz robię sobie wakacje tylko z mężem". Regina Jasne

"Każdego dnia mam czas dla moim bliskich. Jest to siła kotwiczenia". Anandhi Narasimhan

20. Rozmawiaj z przyjaciółmi o problemach zawodowych

"Kiedy mogą skonsultować jakiś trudny przypadek z kolegą, czuję wsparcie i brak izolacji". Mark Sharp