1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak radzić sobie z emocjami: walka z nimi czy rozejm?

Jak radzić sobie z emocjami: walka z nimi czy rozejm?

fot.123rf
fot.123rf
Świadomość o towarzyszących nam emocjach może uczynić nas szczęśliwszymi i sprawić, że zdecydowanie lepiej będziemy sobie radzić ze wszystkimi problemami i zadaniami, jakie stawia przed nami życie.

Emocje towarzyszą nam na każdym kroku, są odpowiedzią na sytuacje, w jakich zostajemy postawieni. Wpływają na nasze zachowanie, warunkując nasze reakcje. Na co dzień wielu z nas doświadcza sytuacji, gdy emocje przejmują górę i nie jesteśmy w stanie normalnie działać. Stajemy się zestresowani, wystraszeni, a nawet sparaliżowani.

Funkcje emocji

Często traktuje się emocje jako utrudniające życie niepotrzebne impulsy, które trudno opanować, jednak w rzeczywistości są to normalne i potrzebne reakcje. Emocje odgrywają w naszym życiu ważne funkcje m.in. informują nas o tym, co się z nami w danej chwili dzieje, jak przeżywamy i jakie ma dla nas znaczenie to, co słyszymy, obserwujemy i czego doświadczamy. Jeżeli zareagujemy na coś bardziej emocjonalnie, to prawdopodobnie dlatego, że jest to dla nas ważne. Emocje są źródłem informacji o otoczeniu oraz wspierają nas w podejmowaniu decyzji. Dodatkowo są niezbędnym katalizatorem w rozwoju osobowości.

Subiektywność emocji

Ta sama rzecz, fakt, zjawisko, słowo, czy obraz wywołują różne emocje i reakcje u innych osób. Wynika to z różnych doświadczeń, jakie nas spotkały, dodatkowo każdy z nas funkcjonuje w innym otoczeniu i środowisku, przez co jest inaczej ukształtowany. Na to jak odbieramy poszczególne rzeczy mają wpływ również nasze aktualne nastroje, jednego dnia możemy zareagować płaczem, a innego zacząć się śmiać w przypadku podobnych zdarzeń. Właśnie dlatego emocje są naturalną i wewnętrzną odpowiedzią na to, co dzieje się wokół nas, w naszym otoczeniu i informacją jaką przywiązujemy do tego wagę. Nie można powiedzieć, że są złe czy dobre - one po prostu w nas są. Można je traktować jako narzędzie poznania, tak samo jak zmysły i logiczne myślenie. Warto więc nauczyć się rozpoznawać je w sobie, nazywać, wiedzieć skąd się biorą i wykorzystywać je z korzyścią dla siebie. Nasza samoświadomość powinna być naszą największą siłą.

Inteligencja emocjonalna

Każdy z nas zna takiego człowieka, który jest dobrym słuchaczem. Bez względu na to, w jakiej sytuacji jesteśmy, wydaje się, że taka osoba zawsze wie, co i jak powiedzieć. Takie osoby są nie tylko taktowne, ale i opiekuńcze w stosunku do innych, zawsze napawają nas dawką nadziei i optymizmu. Być może spotkaliśmy też takich ludzi, którzy znakomicie operują swoimi emocjami, nie pozwalając im przejąć kontroli. Zamiast tego potrafią przyjrzeć się z dystansu danemu problemowi i znaleźć rozwiązanie. Takie osoby zwykle podejmują trafne decyzje i wiedzą, kiedy mogą zaufać swojej intuicji. Niezależnie od tego, czy w danej sytuacji mają przewagę czy nie- patrzą na siebie uczciwie, umiejąc określić emocje, które w danym momencie odczuwają. Dobrze przyjmują krytykę i wiedzą, kiedy użyć jej konstruktywnie. Tacy ludzie mają wysoki stopień inteligencji emocjonalnej.

Umiejętność ta polega na mądrym wykorzystywaniu emocji oraz wyczuwaniu potrzeb emocjonalnych innych ludzi. Z badań wynika, że osoby z wysokim wskaźnikiem inteligencji emocjonalnej są też najbardziej efektywne. Szefowie coraz częściej szukają takich właśnie osób w trakcie procesów rekrutacji. W życiu prywatnym również o wiele łatwiej zaufać komuś, kto rozumie swoje i nasze emocje i nie przysporzy nam niepotrzebnych “huraganów emocjonalnych”, lecz wzbogaci nasz związek swoją życiową mądrością i pięknem romantycznych chwil. Tak, bo inteligencja emocjonalna to nie tylko umiejętność panowania nad emocjami – ale także umiejętność wprowadzania odpowiednich emocji w odpowiednich sytuacjach. Uważam, że każdy z nas wolałby oddychać spokojnie i pełną piersią w każdej sytuacji - ciesząc się bogactwem emocji, zamiast być nimi przytłoczonym. Nasze emocje mogą stać się naszym wyborem. Mogą być dojrzałe, mądre i pomocne. Zdrowe emocje wskażą nam drogę w trudnych sytuacjach, które nie są jasne dla umysłu. Inteligencja emocjonalna poprowadzi nas w kierunku spełnienia, szczęścia i sukcesu.- mówi Johanna Kern, autorka książki “Mistrz i Zielonooka Nadzieja”, w której temat emocji i umiejętnego sobie radzenia sobie z nimi jest przez autorkę szeroko traktowany.

Każda z odczuwanych przez nas emocji jest dobra i potrzebna, ważne, żeby wiedzieć, że każda jest informacją o czymś innym. Strach mówi o zagrożeniu i motywuje do ucieczki, smutek jest impulsem do refleksji, okazją do zatrzymania i zatroszczenia się o siebie samego. Radość daje gotowość do podejmowania wyzwań.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Do czego jest nam potrzebna inteligencja seksualna? Pytamy Kasię Miller

Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (Fot. iStock)
Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (Fot. iStock)
Pojęcie „inteligencja seksualna” stworzyli dr Sheree Conrad i dr Michael Milburn, badając, dlaczego mimo rewolucji seksualnej nadal brak nam w łóżku szczęścia. Z kolei autorką pojęcia „inteligencja erotyczna” jest Esther Perel, która w książce o tym samym tytule zastanawia się, jak dziś, w czasach „dyktatury równości”, mamy zaakceptować, że właśnie seksualna nierówność gwarantuje udany seks? Czy naprawdę inteligencja jest nam potrzebna, gdy nie mamy na sobie ubrań – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Seks w naturalny sposób łączymy z instynktami, podnietami, chemią, czyli siłami niezależnymi od naszej woli czy rozumu. Tymczasem pisze się i mówi o inteligencji kochanków. Czy więc to, co myślimy, ma znaczenie w łóżku? Przecież nie zakładamy firmy, tylko mamy się kochać. A może ta inteligencja to tylko taki amerykański modny wymysł?
Ma znaczenie nie tylko, jak myślimy, ale i jak działamy, co wybieramy. Na początek opowiem dwie anegdoty z życia. Pierwsza to tragifarsa miłosna o obdarzonej inteligencją erotyczną młodej kobiecie, która umówiła się w hotelu na seks z atrakcyjnym, onieśmielającym ją starszym mężczyzną. Była tą randką tak przejęta, że jak tylko trafili do pokoju, chciała koniecznie umyć zęby i zrobiła to z takim zaangażowaniem, że wypadła jej koronka i utknęła w kolanku umywalki. Biedulka załamała się, była już i tak speszona, a tu jeszcze – szczerbata! Cała ochota na seks jej odeszła, chciała już tylko wrócić do domu. Ale jak?! Bez koronki? Sama jej jednak nie mogła wyjąć...

Zadzwoniła do seksownego polskiego hydraulika – a jej seks-inteligencja polegała na tym, że miała pod ręką jego numer!?
To dobry pomysł mieć taki telefon zanotowany, ale akurat zrobiła coś innego, co też potwierdziło jej inteligencję erotyczną, a nawet seksualną mimo małego doświadczenia. Czekającemu na nią mężczyźnie powiedziała, choć bardzo się wstydziła, że nie dość, że brak jej wprawy w takich hotelowych schadzkach, to jeszcze nie ma zęba z przodu, bo koronka jej wpadła do kolanka umywalki. Na co on podskoczył uradowany. Jemu też niedawno przydarzyła się podobna przygoda, a więc więcej ich łączy, niż myślał. I zamiast spojrzeć na zegarek, mówiąc, że zapomniał o ważnym spotkaniu, lub też zająć się owym kolankiem umywalki, z ogniem w oczach zajął się jej kolankami. Jej bezradność, szczerość i otwartość plus urocze kobiece skrępowanie go urzekły. No i mieli udany seks, bo on wspiął się na wyżyny swojej sztuki, widząc w niej prawdziwą dziewczynę bez grama pozy, gry czy manipulacji… I, oczywiście, sam wykazał się wysokim poziomem inteligencji erotyczno-seksualno-emocjonalnej.

Jeśli więc stracimy ząb, nie musimy tracić okazji do superseksu i być skazani na randkę z dentystą?
Na tym polega inteligencja seksualna, by coś, co mogło być brakiem, przekuć w atut. A teraz druga anegdota z życia, ale tym razem o braku inteligencji seksualnej i erotycznej u pewnej atrakcyjnej i doświadczonej damy, która miała całe mieszkanie wytapetowane swoimi zdjęciami w różnych gorsetach i innych peniuarach, by przypadkiem ktoś z gości nie przegapił, jaka to jest piękna. Owa dama zawsze przechwalała się przed przyjaciółkami, że w łóżku potrafi przybrać najbardziej korzystną pozę, a więc też każdego mężczyznę owinie sobie wokół małego palca. No i pewnego dnia poznała atrakcyjnego pana. Ów obciął ją od stóp do głów i powiedział, że wchodzi w to, ale tylko na rok. Nie jest bowiem jego zdaniem kobietą na całe życie, ale na udany romans, owszem. Nasza bohaterka co prawda myślała o czymś na stałe, ale była tak pewna swojej erotycznej siły, że już widziała, jak po roku ów mężczyzna traci na jej punkcie głowę i to ona zadecyduje, co z nim będzie dalej.

Rozumiem, że się przeliczyła?
Całkowicie, bo choć żyli jak para, a nawet pomieszkiwali u siebie, to po roku on rzekł: „Dziękuję ci” (bo był dobrze wychowany), i zniknął. Odchorowała to. Nic dziwnego, trafiła na wyjątkowo zimnego i egotycznego faceta. Ale dostała nauczkę za swoją głupotę i prztyczka w nos za pychę. Zlekceważyła jego słowa, myśląc, że on nie wie, co gada. Ale wiedział. No ale jej brak inteligencji seksualnej widać było już w tym przedmiotowym traktowaniu swojego ciała, a potem i tego mężczyzny. Te jej pozy w łóżku, z których była tak dumna, to sygnał, że nie ma pojęcia, na czym seks i erotyzm polegają. Dowód na to, że nigdy nie traci kontroli, nie pozwala się unieść fali pożądania ani rozkoszy. Nie pozwalała sobie na to, by podążyć za swoimi potrzebami ani za mężczyzną, a to oznaki braku mądrości i seksualnej, i erotycznej.

Zgodnie z definicją inteligencja seksualna to wiedza o tym, co jest nam potrzebne do udanego seksu, empatia na potrzeby partnera i sygnały płynące z naszego ciała. Umiejętność rozmowy, kreatywność – o tym nieraz już pisaliśmy. Ale też dowodem na nią ma być, jak wynika z badań (m.in. prof. Johna Gottmana), bycie w stałym związku. Ci, którzy w nich są – osiągali w testach wysoką IS, a w łóżku poznali rozkosz. Głupcami okazali się za to podrywacze i „puszczalskie”.
Bo nie idą w głąb, nie rozwijają się, powtarzają ciągle tylko początek – zakochanie, fascynację itd. A to dopiero pierwszy krok! Jednak wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. Nikt nam nie powie, że trzeba szukać i znajdować, odkrywać swoje pragnienia zwłaszcza w seksie. Seksualność ludzka, a szczególnie kobiet, jest nadal poddawana obróbce, jeśli już nie przez tabu, to przez kompleksy, a od czasu, gdy uzyskaliśmy „wolność” – przez modę i pornografię. I jeśli już dziś czegoś powszechnie poszukujemy w seksie, to poklasku, uznania, połechtania próżności czy pogłaskania kompleksów. Nawet nasi kochankowie nie pytają, czego chcemy. Sami musimy to odkryć i jeszcze nauczyć się, jak to sobie dać, a to naprawdę ciężka praca. No i często jej nie wykonujemy i dlatego – sfrustrowani – wciąż zmieniamy partnerów.

Zamiast jakości ilość.
Tymczasem to, co nas łączy z drugim człowiekiem, może się rozwijać w nieskończoność i w nieskończoność dostarczać nam coraz więcej, a nie coraz mniej, także rozkoszy. Drugim człowiekiem nie można się znudzić. Szaleństwo zakochania mija i dobrze, bo byśmy kręcili się w kółko naćpani hormonami, a seksualność może i nawet powinna się rozwijać, a wówczas obejmuje nie tylko nasze ciało, ale też umysł, serce, aż sięga po duchowość i dalej jeszcze po wszechświat. I gdy jesteśmy sobie bliscy na tych wszystkich poziomach, w tych wszystkich wymiarach bytu, możemy osiągnąć najwyższą, absolutną rozkosz.

Tak to czuję i tak sobie wyobrażam. Myślę też, że taki jest sens seksu tantrycznego, który stanowi jedną z dróg ku pełnej ekstazie. A mówiąc po europejsku: im więcej między kochankami intymności, bliskości, zrozumienia i zgody na siebie nawzajem, zachwytu, fascynacji, tym więcej doświadczą rozkoszy. Za byciem z jednym partnerem przemawia też sama fizjologia mózgu, bo jak się okazuje, im częściej ćwiczymy jakieś zachowania, tym silniejsze powstają w naszym mózgu tzw. ścieżki neuronowe. I wyobrażam sobie, że dwoje bliskich sobie ludzi może mieć orgazm, patrząc sobie w oczy z dwóch stron wypełnionej ludźmi sali.

Seksuolodzy jednak ostrzegają, że nadmierna bliskość to koniec pożądania. Perel pisze, że pożądanie rodzi się w szczelinie między kochankami, w tym, co ich różni, ciekawi, ku sobie ciągnie. I że ci inteligentni erotycznie nie pozwalają sobie na całkowite odsłonięcie.
Zgadza się, nie można stopić się w jedno, zrezygnować z siebie. To nie jest intymność i bliskość. Nie wolno zostawiać siebie, zawieszać się na drugim człowieku, bo wtedy nie jesteśmy blisko nawet ze sobą, a co dopiero z kimś innym. By tworzyć intymność, dwoje ludzi ma mieć odrębne tożsamości, sprawy i tajemnice. Ale też intymność buduje to, że oni szepczą sobie na ucho, że nie opowiadają innym o tym, co razem przeżyli, że mają swoje wspólne sekrety, tajemnice, marzenia. Kobieta jest dla mężczyzny pociągająca, bo jest inna niż on. A mężczyzna jest dla kobiety sexy, bo nie jest jej lustrzanym odbiciem.

Właśnie! A polityczna poprawność w stylu amerykańskim, czyli równość niwelująca różnice, prowadzi do nudy w sypialni. Perel głosi genderową herezję, że seks demokratyczny, na równych prawach, to nuda, bo pożądanie to nie dziecko demokracji.
Kobieta i mężczyzna, jeśli są wolni i spontaniczni, mogą być w sypialni panem i niewolnicą lub panią i niewolnikiem, a w salonie, kuchni i w pracy – partnerami. To wyraz prawdziwej wolności, inteligencji seksualnej i erotycznej. Możliwość zmiany, wybierania schematów zachowań w zależności od sytuacji i potrzeb, celów, do których się dąży, to prawdziwa mądrość sypialniana.

Perel pisze, że dla kobiet sukcesu, które kontrolują, kierują, planują i realizują, oddechem jest latynoski kochanek, który dominuje i napastuje, bo w jego świecie mogą odpuścić, oddać się, ulec. Opisuje właśnie taką parę: Amerykankę i Włocha. Kobieta przyznaje, że w sypialni zapomina o politycznej poprawności, stawia na rozkosz.
Seks jest przygodą, dlatego nie może w nim być planów i nie może być demokracji. Jest jak przeprawa przez rzekę. Może nas porwać prąd, możemy z nim popłynąć cudnie bez wysiłku na drugi brzeg lub wpaść w wir, który nieźle nas wyobraca, tak że nie będziemy mogły złapać oddechu. Możemy też przedostać się na drugi brzeg, łapiąc jakiś konar... Nie da się nie zamoczyć i nie da się uniknąć szybszego bicia serca. Oczywiście, można cały czas być po tej samej stronie rzeki, ale to naprawdę nudne. Zamiast więc składać – wszędzie, a więc i w sypialni – deklarację bycia nowoczesną, genderową czy jakąś tam, lepiej być uczciwszą wobec siebie. Odkryć, gdzie i jak same siebie okłamujemy, i przestać to robić. Zignorować naszego wewnętrznego rodzica, czyli nadzorcę tego, co nie wypada – i zapytać wewnętrzne dziecko, czego ono pragnie od seksu, co lubi, czego by chciało. I tak idąc za swoim wewnętrznym głosem, takim płynącym z brzucha, krok po kroku rozwinąć własną erotyczną inteligencję. Jak zwykle gdy chodzi o coś ważnego i trudnego – małymi krokami, ale wytrwale. Zrobić więcej miejsca dla wewnętrznego dziecka, czyli naszych uczuć, potrzeb i energii. Sprawdzać, sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać. Co nam odpowiada, sprawia przyjemność, daje rozkosz, a czego się wstydziłyśmy tak, że dotąd sobie na to nie pozwalałyśmy? Jeśli mamy ochotę, zacznijmy sobie na to pozwalać. Wrócić do przeszłości i przypomnieć sobie, czego nie zrobiliśmy, choć nas korciło, ale nie pozwolił nam na to lęk, wstyd. Jest wysoce prawdopodobne, że dotrzemy do zakazów z domu rodzinnego, i trzeba będzie wybierać, czy nadal być grzeczną, czy wreszcie szczęśliwą. Warto też czytać lektury pełne seksu o bohaterach przekraczających granice, oglądać takie filmy, rozmawiać o swoich zahamowaniach, dzielić się z zaufanymi osobami, najlepiej wzajemnie. Pisać do siebie listy z nowymi scenariuszami i potem je w realu urzeczywistniać.

A czy Katarzyna Miller ma inteligencję seksualną i jest erotycznie mądrą kobietą?
Mam nadzieję, że tak, choć początki były nieudane. Ale dałam radę nie zrazić się całkiem i poczekać, aż trafię na mężczyznę, który mnie otworzy seksualnie. A wtedy przeżyłam niezwykłą wizję, że oto mam dłuuuugie srebrne włosy, które przeciągają mnie na drugą stronę kosmosu. Dziękuję mu za to! Bo też znalazłam się naprawdę po drugiej stronie, stałam się kimś innym. Już byle czym nie można było mnie zadowolić i wiedziałam, czego chcę od seksu, co on mi może dać i co ja mogę dać.

  1. Psychologia

Dwa ćwiczenia na opanowanie złości

Złość wynika często z nierealnych oczekiwań, na przykład, że będziemy dla innych ważni, że w przyjaźni czy miłości nie ma konfliktów, że dzieci są zawsze posłuszne i grzeczne, a rodzice i przyjaciele zawsze powinni mieć dla nas czas, gdy ich potrzebujemy. (Fot. iStock)
Złość wynika często z nierealnych oczekiwań, na przykład, że będziemy dla innych ważni, że w przyjaźni czy miłości nie ma konfliktów, że dzieci są zawsze posłuszne i grzeczne, a rodzice i przyjaciele zawsze powinni mieć dla nas czas, gdy ich potrzebujemy. (Fot. iStock)
To nieprawda, że złość jest negatywną, destrukcyjną emocją. Gniew to ważna informacja. O tym, że twoje granice (wartości, poczucie bezpieczeństwa itd.) zostały naruszone lub przekroczone. To świetnie, że odczuwasz złość, w ten sposób nabierasz większej świadomości tego, na co się nie zgadzasz, co cię boli. Sęk w tym, by nie pozwolić przerodzić się złości w agresję, także tę skierowaną przeciwko sobie.

Złość może mieć różne oblicza – od lekkiego rozdrażnienia, większej lub mniejszej irytacji, aż do rozsadzającej od środka wściekłości, nad którą trudno zapanować.

Ćwiczenie: narysuj emocje

Możesz zacząć rysować w chwili złości albo po pewnym czasie, gdy masz już wgląd w swoje emocje (np. po ćwiczeniu z obserwacją złości), z dystansem, na spokojnie. Weź jak największą kartkę papieru i kolorowe kredki lub mazaki, narysuj swoją złość z energią, kolorami i intensywnością, z jaką się ona w twoim ciele i umyśle pojawia. Gdy to już zrobisz, a emocje nieco opadną, nadaj swojej złości imię. Następnie spójrz na nią ze współczuciem i zastanów się, jakie są prawdziwe przyczyny twojego zdenerwowania.

Na przykład złościsz się, gdy ktoś spóźnia się na spotkanie. Czy irytuje cię jego niepunktualność? Coś, na co nie masz wpływu? Czy może kryje się za tym twoja interpretacja, że nie jesteś dla tej osoby ważna, bo gdyby jej na tobie zależało, przyszłaby na czas, postarałaby się. Idźmy dalej – dlaczego uważasz, że ta osoba powinna bardziej się starać? Bo sama dbasz o to, by szanować czas innych. Do zastanowienia się: czy ta sytuacja narusza twoje wartości, jak np. szacunek do czasu innych osób, czy wynika z poczucia, że nie jesteś dla kogoś ważna? Następnie zastanów się, czy masz wpływ na powód swojej złości, czy nie? Na przykład, jaki masz wpływ na to, czy ktoś się spóźnia? Jeśli masz, to co możesz zrobić? Jeśli nie masz – to po co się denerwować? Możesz się zamiast tego zastanowić, co zrobić, na wypadek gdyby ktoś miał się spóźnić na spotkanie z tobą – zadzwonić na pół godziny przed spotkaniem i upewnić się, czy druga strona jest już w drodze i zdąży na czas? Może umówić się w takim miejscu, gdzie czekanie na kogoś przez kwadrans będzie przyjemne i pożyteczne? Jak możesz sama o siebie zadbać, nie oczekując, że ktoś inny to zrobi?

Złość wynika często z nierealnych oczekiwań, na przykład, że będziemy dla innych ważni, że w przyjaźni czy miłości nie ma konfliktów, że dzieci są zawsze posłuszne i grzeczne, a rodzice i przyjaciele zawsze powinni mieć dla nas czas, gdy ich potrzebujemy. Więcej zrozumienia, łagodności i akceptacji wobec innych, ale także więcej czułości i miłości wobec samej siebie, daje większy dystans do spraw. Zwłaszcza tych, których przebieg od nas nie zależy. A jeśli zależy, pozwoli nam go zmienić.

Ćwiczenie: znikająca złość

To ćwiczenie na rozliczanie się z powodami złości poprzez odbieranie im siły i znaczenia. Idź za instrukcją i nie podglądaj wcześniej dalszego przebiegu ćwiczenia.

Weź papierowe serwetki (lub kawałki białego papieru toaletowego) i mazakami wypisz na nich powody swojej złości. Wypisz osobno na każdej serwetce 10 powodów lub osób, które szczególnie doprowadzają cię do szału. Masz? Nalej do miski lub umywalki wodę, wrzuć serwetki i sprawdź, co się z nimi stanie. Po chwili z mokrej masy, w którą przeistoczyły się markerowe powody/osoby, możesz zrobić kulkę i albo zrzucić ją z balkonu, albo spuścić w toalecie i pożegnać na zawsze.

Za każdym następnym razem w chwili złości przywołaj to wspomnienie i zobacz, jak bardzo jest niewarte twojego czasu i uwagi.

Możesz też, w innej wersji tego ćwiczenia, wypisać wszystkie powody lub osoby na tablicy, a następnie rzucać w nie mokrą gąbką, dopóki ich nie zetrzesz.

To także bardzo uwalniające doświadczenie.

  1. Psychologia

Inteligencja emocjonalna - jak zarządzać emocjami 

Gdy czujesz, że tracisz kontrolę - zatrzymaj się i wsłuchaj w swoje emocje. Jaką emocję czujesz? Nazwij ją. (Fot. iStock)
Gdy czujesz, że tracisz kontrolę - zatrzymaj się i wsłuchaj w swoje emocje. Jaką emocję czujesz? Nazwij ją. (Fot. iStock)
Wielu z nas nie potrafi panować nad swoimi emocjami, co przekłada się na relacje z innymi, atmosferę w domu, wyniki w pracy. Zestresowani rodzice powielają utarte schematy wychowania, w których nie ma miejsca na rozwijanie inteligencji emocjonalnej u dzieci.  Traci na tym każda ze stron.

Każdy z nas ma dni, w których czuje, że wszystko wymyka się spod kontroli. Nad niczym nie panuje i najchętniej zapadłby się pod ziemię, albo zniknął na kilka dni. Ciągłe wrażenie przytłoczenia i natłoku pracy, wywołuje w nas ogromny stres i poczucie bezsilności. Albo co gorsze - wybuch napięcia.

Ale są też tacy, którzy pomimo licznych przeciwności losu każdego dnia są pełni energii i optymistycznie patrzą w przyszłość, a wszystkie napotykane na swojej drodze problemy potrafią przekuć w sukces.

W czym tkwi sekret? W poziomie inteligencji emocjonalnej i umiejętności zarządzania własnymi emocjami. Inteligencja emocjonalna to zbiór określonych kompetencji, dzięki którym łatwiej człowiekowi funkcjonować w społeczeństwie. Można do nich zaliczyć cztery główne umiejętności: rozpoznawanie emocji i ich rozumienie, wykorzystywanie ich potencjału w działaniu i myśleniu, empatyczne ich wyrażanie oraz korzystne regulowanie. Wysoki poziom inteligencji emocjonalnej przekłada się na lepsze radzenie sobie w sytuacjach konfliktowych czy stresujących, a także wpływa na tworzenie zdrowych relacji międzyludzkich.

Zarządzanie emocjami, a dzieciństwo  

Właściwego rozpoznawania emocji warto uczyć już małe dzieci. Powinno się też tłumaczyć, dlaczego dana emocja się w ogóle pojawiła. Pamiętajmy, aby rodzice mieli wspólną definicję dla opisywania znaczenia emocji. Dzieci uczą się poprzez naśladownictwo, dlatego tak ważne jest, by mieć świadomość, że nasze komunikaty i reakcje stanowią dla nich przykład i wzór do naśladowania. Rolą rodziców, dziadków, pierwszych nauczycieli w żłobku czy przedszkolu jest nie tyle nauczenie ich czym są w ogóle emocje i dlaczego ich doświadczamy, ale przede wszystkim swoją postawą, pokazywanie właściwych reakcji na nie.

Tak samo jest w przypadku dorosłych. Chociaż umiejętność zarządzania swoimi emocjami teoretycznie powinien mieć opanowaną każdy z nas, to jednak wiele osób miewa z tym trudności. Dzisiaj większość z nas chce regulować emocje, omijając inną ważną umiejętność jaką jest wyrażanie, czyli empatyczne pokazanie tego, jak się czuje. Samo wyregulowanie emocji nie wystarczy do dobrej komunikacji a wręcz może ją  utrudniać.

Rodzice mający problemy w tym obszarze nie będą w stanie przekazać niezbędnej wiedzy dziecku, aby potrafiło ono, w dorosłym już życiu, wyrażać i odczytywać emocje we właściwy sposób. Na szczęście inteligencja emocjonalna nie jest cechą genetyczną i można ją kształtować przez całe życie.

Inteligencja emocjonalna, a jakość życia

Dobrze rozwinięta inteligencja emocjonalna może w znaczący sposób wpłynąć na jakość naszego życia, związków z innymi, naszą samoocenę i postrzeganie samych siebie, a nawet na naszą motywację i zaangażowanie w pracy. Powinna to być umiejętność, którą rozwija się w przedszkolu czy szkole, tak jak uczy się pisania i czytania. W ten sposób można  kształcić dzieci tak, aby wyrosły na ludzi świadomych siebie, swojej wartości, pewnych siebie, ale przede wszystkim – zwyczajnie szczęśliwych.

Osoba inteligentna emocjonalnie to przede wszystkim taka, która jest świadoma swoich emocji, uważnie je obserwuje i pokazuje je innym, w czytelny i bezpieczny sposób, aby inni wiedzieli jak dokładnie ona się czuje. Kiedy jest potrzeba  zmniejszenia swojego pobudzenia emocjonalnego używa takich sposobów, który przede wszystkim jest skuteczny i “zdrowy” dla niej samej. Taka osoba nie tłumi w sobie uczuć, nie krzywdzi innych używając agresji pasywnej czy fizycznej, ponieważ każda pojawiająca się emocja jest dla niej konkretnym komunikatem. Na co dzień chcielibyśmy otaczać się właśnie takimi osobami, które swoją postawą i umiejętnością empatycznego podejścia do każdej emocji powodują, że czujemy się przy nich  po prostu bezpiecznie. Takie osoby jasno komunikują innym swój smutek, powody pojawienia się złości czy gniewu, widać jak zmniejszają zbyt intensywną radość. Potrafią również okazać ogrom wsparcia, empatii i zawsze nas wysłuchają, a przede wszystkim wiemy, jakiej reakcji możemy się po nich spodziewać. Swoją postawą sprawiają, że mamy pewność, że żadna kłótnia czy inna sytuacja konfliktowa z ich udziałem nie zamieni się w burzę słów, wyścig krzyków, obwiniania, szukania winnego i plotkowania.

Warto też pamiętać, że starając się o pracę potencjalny szef nie będzie tolerował wybuchów złości czy krzyków, które bardziej pasują do nastolatka wkraczającego w okres dorosłości, a nie przyszłego pracownika międzynarodowej korporacji. Jego oczekiwania dotyczyć będą tego, aby pracownik jasno i empatycznie wypowiadał się na temat powodu swojej złości. Żyjemy w dynamicznych czasach, w których zdolność do jasnego komunikowania swoich potrzeb, radzenia sobie ze stresem, rozwiązywania sytuacji konfliktowych, czy umiejętność pracy w zespole niejednokrotnie bardzo różniących się od siebie ludzi często bywają ważniejsze niż faktyczny poziom wykształcenia potwierdzony uzyskanymi dyplomami.

Zawsze jest dobry czas na rozwój emocjonalny

Inteligencję emocjonalną możemy rozwijać niezależnie od wieku, czy posiadanego wykształcenia. Pierwszym krokiem ku zmianie jest uświadomienie sobie swojego problemu, przyznanie się przed samym sobą, że nie potrafimy panować nad swoimi emocjami i reakcjami na różne sytuacje. Przerasta nas to, nie wiemy jak się zachować, jak zareagować, a co najważniejsze – jak odwrócić naszą uwagę od bodźców, które wywołały w nas niepożądane emocje. Gdy przez lata tłumiliśmy w sobie wszystkie emocje, bo tak zostaliśmy wychowani i żyliśmy w przeświadczeniu, że przyznanie się do odczuwania danej emocji jest złe lub nie na miejscu, albo nikt wcześniej nam nie pokazał jak w zdrowy sposób radzić sobie z narastającą w nas złością czy poczuciem bezsilności, to sami nie będziemy w stanie sobie pomóc. Niezbędne będzie wsparcie specjalistów.

Jednym ze skutecznych rozwiązań może być trening rozwoju inteligencji emocjonalnej, podczas którego uczestnicy uczą się zarządzać swoimi emocjami. Jest on dopasowany do indywidualnych potrzeb danej osoby, co weryfikują poprzedzające go testy sprawdzające m.in. aktualny poziom wszystkich kompetencji. Każdego dnia możemy również ćwiczyć naszą inteligencję emocjonalną za pomocą krótkich ćwiczeń wyrabiających w nas określone nawyki i uważność na reakcje naszego organizmu.

Z rozwijaniem inteligencji emocjonalnej powinno być tak, jak z nabywaniem każdej nowej umiejętności. Żeby nie zniechęcić się brakiem znaczących rezultatów warto zacząć od małych kroków, dzięki którym powoli zaczniemy w sobie wyrabiać nawyk pewnej uważności na reakcje naszego organizmu i emocje temu towarzyszące.

Pomocne wskazówki:

1. Gdy czujesz, że tracisz kontrolę - zatrzymaj się i wsłuchaj w swoje emocje. Jaką emocję czujesz? Nazwij ją.

2. Co się dzieje z twoim ciałem, kiedy ją odczuwasz, w którym miejscu najbardziej odczuwasz daną emocję?

3. Co wywołało tę emocję? Dlaczego ją odczuwasz?

4. Jak powinieneś wyrazić tę emocję, aby nie krzywdziła innych, ale była dla nich czytelna?

5. Co możesz zrobić, aby zmniejszyć jej siłę?

6. Co możesz zrobić, aby zmienić swój nastrój?

(Fot. archiwum prywatne) (Fot. archiwum prywatne)

Marzena Martyniak – psycholog, specjalista w dziedzinie rozwoju inteligencji emocjonalnej, stowarzyszony partner International Society of Emotional Intelligence (ISEI). Autorka polskiej wersji SEL (Social Emotional Learning) oraz unikalnego programu edukacyjnego Land of Emotions.

  1. Psychologia

Mindfulness dla rodziców - jak znaleźć równowagę na co dzień?

Każdy rodzic wie, jak wspaniałe i jednocześnie męczące jest zajmowanie się dziećmi. Dlatego praktyka wyciszania umysłu może bardzo pomóc w czerpaniu pełnej satysfakcji z rodzicielstwa. (fot. iStock)
Każdy rodzic wie, jak wspaniałe i jednocześnie męczące jest zajmowanie się dziećmi. Dlatego praktyka wyciszania umysłu może bardzo pomóc w czerpaniu pełnej satysfakcji z rodzicielstwa. (fot. iStock)
Niewiele rzeczy na świecie jest równie wyczerpujących emocjonalnie co wychowywanie dzieci. I równie satysfakcjonujących. Psycholog Corinne Sweet podpowiada, jak sprawić, by między tymi dwoma biegunami była równowaga.

W książce „Dziennik uważności” czytamy o momentach, w których praktyka uważności pomogła pani w opanowaniu bólu po operacji czy lęku podczas próby kradzieży. W czym jeszcze przydaje się w pracy i życiu prywatnym? Zaczęłam medytować 30 lat temu. Nauczono mnie bardzo prostej techniki. Siedzisz w wygodnej pozycji, z zamkniętymi oczami i powoli oddychasz. Przy wdechu myślisz: „wznoszenie”, przy wydechu – „opadanie”. Zauważyłam, że jeśli medytuję w ten sposób codziennie, a nawet częściej – zwłaszcza kiedy mam ważny projekt do skończenia, jak na przykład książkę, czy jestem w okresie większej podatności na stres – pomaga mi to w skupieniu. Poza tym medytacja wypełnia mnie spokojem, jest dla mnie źródłem dobrego samopoczucia i spełnienia. W mojej pracy terapeutycznej często wykorzystuję techniki mindfulness, by pomóc ludziom w skupianiu się na teraźniejszości, w celu odciągnięcia ich myśli od przeszłości i przyszłości, które są przyczyną lęków, zmartwień i negatywnych schematów myślowych.

Umiejętność bycia w chwili przydaje się zwłaszcza zestresowanym rodzicom. Z technik mindfulness mogą korzystać także dzieci. Sama jestem rodzicem i wiem, jak wyczerpujące emocjonalnie jest wychowywanie młodego człowieka. Niemowlęta i maluchy potrzebują nas 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, a i starsze dzieci bez przerwy czegoś chcą. Jeśli na dodatek jesteś pracującym rodzicem, masz poczucie ogromnego wyeksploatowania, emocjonalnego i energetycznego. Masz wrażenie, jakby codziennie wyczerpywały się twoje zasoby spokoju i uwagi. Kiedy uczysz się uspokajać umysł i szybciej odzyskiwać równowagę, stajesz się bardziej świadoma jako rodzic, co pomaga ci zachować cierpliwość, gdy maluch co pięć minut pyta: „A dlaczego?” lub bez przerwy płacze.

Kiedy uczysz się relaksować i być obecną w danej chwili, potrafisz w 100 proc. wykorzystać każdą minutę spędzoną na zabawie z maluszkiem czy czytaniu bajek, dzięki czemu buduje się między wami bardzo silna więź. Choć w naszej codzienności zwykle skupiamy się na zarabianiu pieniędzy i ogarnianiu domu, to najważniejszym zadaniem powinna być nauka zachowywania spokoju w obecności dzieci. Oczywiście dzieci także można uczyć technik mindfulness. Najlepiej robić to poprzez zabawę. Możecie zagrać w grę polegającą na wyłapywaniu z otoczenia wszystkich czerwonych rzeczy i wymienianiu ich nazw. Podczas długiej jazdy samochodem spróbujcie zagrać w grę pt.: „Kto pierwszy zobaczy kwiatek?”. Wszystkie zabawy, które pozwalają dziecku skupiać się na tym, co dookoła niego, pomagają być bardziej świadomym, zwłaszcza jeśli jest zmęczone, chore czy smutne. Poza tym takie zabawy to świetny pomysł na rodzinne spędzanie wspólnego czasu.

Niektórzy twierdzą, że dzieci mają naturalny talent do życia chwilą, który my stopniowo tracimy. Dzieci żyją w 100 proc. w teraźniejszości. Przeszłość to dla nich ostatnie 5 minut, a przyszłość – następna minuta. Dzieci świetnie sobie radzą z przeżywaniem wszystkiego, co dzieje się tu i teraz, a jednocześnie z odpuszczaniem tego, kiedy mija. Potrafią płakać rzewnymi łzami, kiedy stłuką sobie kolano, by chwilę potem bawić się kolorowymi kredkami. Wszyscy kiedyś byliśmy dziećmi i umieliśmy być w „tu i teraz” po prostu, bez konieczności nauki. Z czasem zaczęliśmy być bardziej poważni, przejmować się tym, co dopiero się zdarzy, i rozmyślać o rzeczach, które już się wydarzyły. Nasze umysły stały się zagracone i zatęchłe, jak dawno niesprzątane mieszkania. Warto je przewietrzyć i posprzątać. Wrócić do stanu umysłu z czasów dzieciństwa. Zacząć żyć prościej, tak jak robią to dzieci. Cieszyć się z tego, co przynosi każdy dzień. Przyjmować rzeczy po kolei, minuta po minucie, chwila po chwili…

Corinne Sweet psycholog, psychoterapeutka, autorka poradników psychologicznych, dziennikarka radiowa i telewizyjna, autorka książki „Dziennik uważności” z prostymi medytacjami na każdy dzień.

  1. Styl Życia

Świąteczne kino. Co nam daje wspólne oglądanie filmów?

Jakie filmy wybrać, by zaprowadzić w domu dobry, bezkonfliktowy nastrój? - Na pewno powinny to być obrazy, w których okres świąteczny jest obecny. Najlepiej, żeby opowieść przedstawiona była z humorem, a bohaterowie musieli pokonać przeszkody, by w finale cieszyć się miłością i radosną, świąteczną atmosferą. (fot. iStock)
Jakie filmy wybrać, by zaprowadzić w domu dobry, bezkonfliktowy nastrój? - Na pewno powinny to być obrazy, w których okres świąteczny jest obecny. Najlepiej, żeby opowieść przedstawiona była z humorem, a bohaterowie musieli pokonać przeszkody, by w finale cieszyć się miłością i radosną, świąteczną atmosferą. (fot. iStock)
W Święta mamy swoje tradycje, swoje rytuały. W ostatnich latach zaliczyć można do nich rodzinne seanse filmowe. – Wspólne oglądanie filmów, podobnie jak dawniej kolędowanie, zyskało status stałego punktu świątecznego programu – mówi dr Małgorzata Bulaszewska, kulturoznawca, filmoznawca i medioznawca z Uniwersytetu SWPS. I wyjaśnia, dlaczego taki wspólny relaks zbliża nie tylko rodzinę, ale działa też korzystnie na związki partnerskie.

Czy rodzinne oglądanie filmów to dobry pomysł na spędzanie czasu razem? Filmy są takim bezpiecznym sposobem spędzania razem czasu. Co ciekawe, dwa lata temu były zresztą zrealizowane badania przez Uniwersytet w Rochester, gdzie badano pary/ małżeństwa, które oglądały wspólnie filmy (co najmniej 3 filmy w tygodniu). Zwykle, gdy oglądamy wspólnie filmy to mamy jakiś swój komentarz, dyskutujemy, coś nam się podoba lub nie. I okazało się, że te małżeństwa, które przynajmniej trzy razy w tygodniu oglądają wspólnie filmy i później rozmawiają o nich, mają znacznie niższe prawdopodobieństwo rozwodu niż pary, które tego nie robią.

Dlaczego wciąż mamy ochotę oglądać te same świąteczne filmy? Każde święta, a zwłaszcza Święta Bożego Narodzenia, są takim innym, niecodziennym czasem. Wszyscy staramy się być milsi, lepsi dla członków rodziny i wtedy realizujemy te rzeczy, które są sprawdzone. Dotyczy to także oglądania filmów… czyli oglądamy te filmy, które już żeśmy oglądali, które znamy, które są (w pewnym sensie) bezpieczne, które obejrzą i dziadkowie, i dzieci, i wnuki, które są filmami dostępnymi, rozumianymi przez wszystkich - tylko dlatego, aby ten czas był przyjemny i żebyśmy nie popsuli tej radości, która wiąże się z czasem Świąt Bożego Narodzenia.

Czy dziś, w dobie wielu ekranów, kiedy każdy może oglądać sam dokładnie to, co go interesuje, telewizja w jakiś sposób może nas jednoczyć? Oglądanie wspólnie programu telewizyjnego, zwłaszcza o charakterze familijnym, jest taką próbą zjednoczenia rodziny, choćby dlatego, że spotykają się różne światopoglądy. Żyjemy w różnym trybie, a przychodzi taki czas, kiedy siadamy przed tym telewizorem i oglądamy wspólnie ten sam program. Oglądamy go jednak trochę inaczej. Każdy widzi trochę inne wartości, czy też odbiera to, co się dzieje na ekranie w nieco inny sposób. Dzięki temu możemy zaobserwować, jakie emocje mają członkowie naszej rodziny. Możemy zrozumieć w jakim są momencie swojego życia i co przeżywają, właśnie dzięki tym emocjom i dzięki komentarzom, które pojawiają się w trakcie oglądania. Ponadto, w trakcie oglądania filmu, zwłaszcza familijnego, zdarzają się momenty śmiechu, smutku, płaczu i to powoduje, że my wspólnie przeżywamy te emocje, a wspólne przeżywanie emocji zawsze zbliża. Niewątpliwie więc zasiadanie przed telewizorem w święta, by razem obejrzeć ten sam program czy ten sam film, jest takim elementem zbliżającym, konsolidującym rodzinę, tak bardzo współcześnie zabieganą.

Pamiętajmy też o czymś, co się nazywa filmoterapią. Przepracowujemy wtedy nasze emocje, emocje naszych bliskich, szczególnie dzieci, które nie zawsze potrafią powiedzieć co czują i jak czują, czy też jak się do danej emocji odnoszą. Oglądając coś razem, widzimy jak reagują na to, co się pojawia na ekranie. Możemy to zaobserwować. Możemy później o tym porozmawiać. Niewątpliwie zbliża to nas. A poza tym, jest to jednak wspólne spędzanie czasu. To nie jest tak, że każdy ogląda film na osobnym ekranie komputera, tabletu, czy smartfona…

Źródło: materiały prasowe SWPS