1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Mężczyzna porzucony w dzieciństwie przez ojca

Mężczyzna porzucony w dzieciństwie przez ojca

fot.123rf
fot.123rf
Doświadczenie porzucenia przez ojca daje znać w dorosłym życiu. Męska depresja często wynika z tego dojmującego braku. Mężczyzna może odnosić sukcesy, jednak pod maską czai się ból zranionego wewnętrznego chłopca – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Lothar Schon, autor książki „Synowie i ojcowie. Tęsknota za nieobecnym ojcem”, opisuje jednego ze swoich klientów w psychoterapii o imieniu Aleksander, aktora, który odnosi sukcesy. „W rozmowie telefonicznej kontakt z nim wydaje się swobodny  i nieskomplikowany, co potęguje wrażenie, że Aleksander musi być silną i ciekawą osobowością. Świadczy o tym przede wszystkim sposób mówienia; świadomy, wyćwiczony, pewny”. Wszystko zmienia się, gdy Schon poznaje Aleksandra: „Wygląda zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałem, sprawia wrażenie zaniedbanego, jest dla mnie uosobieniem psychicznej nędzy i depresji”. Co dzieje się z mężczyznami porzuconymi przez ojców?

Na zewnątrz mogą odnosić sukcesy, świetnie wyglądać, chodzić na siłownię, sprawdzać się w wielu dziedzinach. Jednak doświadczenie porzucenia daje o sobie znać. Męska depresja często wynika właśnie z tego dojmującego braku, z nieobecności ojca. Głęboki smutek, ucieczka od życia, od uczuć, niemożność utrzymania trwałych relacji to poważne symptomy tego braku. Zewnętrzna kompensacja, którą mężczyzna sobie funduje, pozwala mu przetrwać w życiu i całkiem nieźle funkcjonować. Jednak pod maską czai się ból zranionego wewnętrznego chłopca. Jeśli na przykład ojciec znika, gdy chłopiec ma trzy czy cztery lata, dziecko na nieświadomym poziomie obciąża winą siebie: „Widocznie nie byłem wystarczająco dobry; to przeze mnie ojciec odszedł; skoro mnie nie chciał, jest we mnie jakaś wada”. Podobne konsekwencje mogą być również wtedy, gdy ojciec jest obecny fizycznie, jednak nieobecny emocjonalnie.

Ci mężczyźni, którzy nie wiedzą, kim są ich ojcowie, mogą odczuwać podobnie: „Ojciec nie chciał mnie znać, to przeze mnie”.

Może być też tak, że chłopiec dowiaduje się, iż mama nie powiedziała ojcu o jego istnieniu, ponieważ nie chciała się z nikim wiązać; chciała mieć dziecko. Taka sytuacja może generować bardzo silny wewnętrzny konflikt, związany z miłością, rozczarowaniem i złością w stosunku do matki; dlaczego tak postąpiła, dlaczego odizolowała ojca.

Możemy tu uczyć się od pierwotnych kultur. Tam, nawet jeśli chłopiec wychowywał się bez ojca, i tak przechodził swoją inicjację w dorosłość.

Szedł na polowanie ze starszymi mężczyznami. Czuwali nad nim mężczyźni z całego plemienia. Wygląda na to, że najlepsze, co może zrobić kobieta samotnie wychowująca syna, to zadbać o kontakty chłopca z innymi mężczyznami. Czasami kobiety przesadnie starają się być dla syna najlepszą matką, a jednocześnie zastąpić mu ojca, nadrobić wszystkie braki. Chłopiec tym bardziej odczuwa, że jest z nim coś nie tak, skoro mama tak się stara. Przekaz, który płynie od matki, to: „Czegoś ci brakuje, ja muszę to wyrównać”. Tak wychowywani mężczyźni mogą mieć trudności w relacjach z mężczyznami, w budowaniu męskich przyjaźni. Widzimy, że wielu 30-, 40-latków ma dobry kontakt z kobietami, ale w środowisku mężczyzn czują się obco.

Tęsknią jednak za tym światem.

Usilnie, czasem wręcz desperacko poszukują kontaktu z mężczyznami. Niestety, często w niewłaściwych miejscach. Pragną, aby relacja z ojcem mogła się w ich życiu zrealizować, ponieważ jednak nie mają dobrego wzorca, wikłają się w zależności, dają się wykorzystywać. Wchodzą w ryzykowne przedsięwzięcia, w grupy przestępcze, bandy, sekty, kierowane przez psychopatycznych liderów, czyli wszędzie tam, gdzie są silni mężczyźni, którzy mogą być autorytetami. Byle być zauważonym, dostrzeżonym, zaakceptowanym. Wielu mężczyzn z tego względu wybiera także pracę w korporacji. W korporacji zawsze ma się nad sobą szefa. Łatwo wejść w „przeniesieniową” relację, widzieć w szefie zastępczego ojca, tworzyć zastępczą więź. Te więzi bywają trudne. Jeśli jednak szef jest opiekuńczy i wspierający, mężczyzna doświadcza uznania, co w pewnym stopniu wyrównuje brak z dzieciństwa. U wielu mężczyzn wewnętrzne zranienie odrzucenia jest bardzo silne. To ci, którzy permanentnie zmieniają pracę, nie mogą wytrzymać z żadnym szefem, niejako uciekają przed ojcem, paradoksalnie ciągle go znajdując. Samotność, zamknięcie, niezgoda, wewnętrzny konflikt mogą owocować uzależnieniem od alkoholu, pracy, władzy, pieniędzy, płytkich relacji seksualnych.

Kobiety mówią, że związek z takim mężczyzną nie rokuje, ponieważ on nie chce przyszłości, dzieci, „nie chce o tym mówić”.

Unika emocjonalnego zaangażowania. Ma opór przed założeniem rodziny i wejściem w rolę ojca. Musiałby dotknąć rany porzucenia, poczuć ból, a to spore wyzwanie. Dlatego swój sposób bycia racjonalizuje na wiele sposobów: po co zajmować się przyszłością, skoro w świecie dzieją się takie straszne rzeczy, nie damy rady; może kiedyś było inaczej, ale teraz nie ma szans; niech będzie tak, jak jest. Tłumaczy sobie: „Jeszcze za wcześnie, nie teraz, nie w tej fazie życia”. Ten brak na poziomie tożsamości sprawia, że mężczyzna nie identyfikuje się z rolą ojca i partnera kobiety. Smutek, poczucie opuszczenia, niemocy, poczucie niskiej wartości mogą się przejawiać w różnych nadmiarowych zachowaniach; na przykład w przesadnym podkreślaniu swojego zdania, wyborów, decyzji, własnych opinii. Wydaje się, że ten butny mężczyzna ma wysokie mniemanie o sobie, jednak to pozory.

Porzuceni synowie w dorosłym życiu porzucają swoich synów. To znana psychologiczna konsekwencja. Czy musi tak się stać?

Warto wiedzieć, że nie ma determinizmu, chociaż rzeczywiście jest spore prawdopodobieństwo powikłań i komplikacj. Spotykam wielu mężczyzn, którzy wychowywali się bez ojca, a byli i są dobrymi ojcami dla swoich synów. W dzieciństwie byli otoczeni mężczyznami w systemie rodzinnym, wujkami, stryjami, dziadkami, kuzynami, nauczycielami, sąsiadami, przyjaciółmi rodziny, od których dostali wiele miłości i wsparcia. Tacy mężczyźni kochają własne dzieci i troszczą się o nie. Nawet jeśli zakończyli związek z kobietą, są obecni w życiu dzieci, zabierają synów na męskie wędrówki po górach, na spływy kajakowe, chodzą na wywiadówki. Tym samym przerywają tę destrukcyjną, pokoleniową sztafetę porzucania dzieci. Bolesną przeszłość przekuwają na miłość i troskę.

Słyszałam opinię, że lepszy jakikolwiek ojciec niż ojciec nieznany, ponieważ syn ma się do czego odnieść. Chłopiec, który nie zna ojca, mierzy się z wewnętrzną pustką.

Trudno się z tym w pełni zgodzić; ojciec, który stwarza realne zagrożenie, którego działanie jest destrukcyjne, doprowadza rodzinę do katastrofy. Synowie, którzy mieli ojców psychopatycznych, uzależnionych od alkoholu, często idą w ich ślady. Chłopiec, który nie zna ojca, oczywiście doświadcza traumy, jednak jeśli w otoczeniu są inni mężczyźni, pustka się wypełnia. Może odczuwać smutek czy stany obniżonego nastroju, jednak nie będą one dominujące czy obezwładniające.

Jakie działania byłyby pomocne dla mężczyzny, który wie już, że ciężko mu się żyje z powodu porzucenia przez ojca?

Jeśli na przykład pojawia się lęk przed byciem ojcem, ogromną pomocą byłyby kontakty z ojcami, którzy czerpią radość z bycia tatą, także szkoły rodzenia. Dobrze jest szukać kontaktu z dojrzałymi mężczyznami, z mentorami, prosić ich o rozmowę, poradę, pomoc. Ważna jest literatura. Czytanie działa terapeutycznie. Miałem klienta, który opowiadał mi, że jako dorastający chłopiec, wychowywany bez ojca, przez mamę, babcię i ciocie, intuicyjnie sięgnął po mocne, męskie opowieści, książki Jacka Londona, Jamesa Coopera, Karola Maya o traperach, szlachetnych wojownikach. To jest literatura, która z jednej strony wzmacnia męskie cechy, a z drugiej – dużo w niej o relacjach między przyjaciółmi, kochankami, rodzicami i dziećmi, dzięki czemu ten chłopak, a teraz dorosły mężczyzna mógł budzić w sobie męski potencjał, integrować wzorce, poznał honor, opiekuńczość, szlachetność, waleczność, miłość do kobiety. Dobra literatura przemawia do emocji, więc nas kształtuje. Znajdujemy w niej wzorcowe postacie, które mają szanse budzić się w nas, rozwijać i spełniać. Oczywiście, książki nie zastąpią żywych relacji, jednak pokazują rzeczywistość, którą przeżywamy i którą możemy uwewnętrznić. Podobnie dzieje się, gdy oglądamy dobry film: widzimy, że istnieją inne światy, inne doświadczenia niż te, w których się wychowaliśmy. To może być dla nas wielki ratunek.

Dobrym, kojącym sposobem może być napisanie listu do nieobecnego ojca. Jeden z mężczyzn opowiadał mi, że napisał serię takich listów i to mu bardzo pomogło.

Albo „porozmawiać” z ojcem: wyobrazić sobie zarys jego sylwetki na krześle i wyrazić wszystko, co ważne, a co dotyczy jego osoby, jego nieobecności. Wszystko, czego nie byliśmy w stanie wypowiedzieć z tego powodu, że nie było z ojcem kontaktu. Ważne, aby nie cenzurować tego, co się pojawia, pozwolić płynąć wszystkiemu. Gdy to robimy, nasz system nerwowy reaguje w taki sposób, jakby to działo się naprawdę. Jest szansa na uwolnienie się od zalegających, niewypowiedzianych treści, od traumatycznej historii opuszczenia, porzucenia.

Kobiety, które samotnie wychowują syna, bo ojciec go nie chciał, często nie wiedzą, co powiedzieć dziecku, gdy pyta o tatę. W jaki sposób kobieta ma sobie radzić w takiej sytuacji?

Niepewność jest trudna i sieje spustoszenie; jest wtedy mnóstwo miejsca na różnego rodzaju domysły, fantazje. Gdy syn jest izolowany od wiedzy na ten temat, powstaje luka, wyrwa w osobistej historii i w systemie rodzinnym. Jest tajemnica. Dziecko nie może tego zrozumieć, pozostaje w niepewności: Kim jest ojciec? Co się stało? Dlatego, jeśli to tylko możliwe, trzeba z dzieckiem rozmawiać, nawet jeśli historia jest trudna i bolesna. Matka może powiedzieć: „Niestety, nie miałam możliwości zbudować trwałego związku, a zależało mi tak bardzo, żebyś przyszedł na świat, że podjęłam decyzję, żeby cię urodzić… I nie żałuję… Wręcz przeciwnie”. Jeśli dziecko jest małe, można powiedzieć: „Mama bardzo chciała mieć dzidziusia, ciebie, bardzo się starała, niestety, nie było w tym czasie nikogo, kto mógłby być tatą…”. Potem, w miarę jak dziecko rośnie i rozwija się, można wyjawić więcej.

A gdyby syn dopytywał: „Ale dlaczego tata mnie nie znalazł, nigdy nie odwiedził?”.

Zawsze mówimy prawdę, czyli na przykład: „Bo nigdy się nie dowiedział, gdzie mieszkasz. Bo ma inną rodzinę. Bo tak się umówiliśmy, nie chciałam mu komplikować życia, zniknął, straciliśmy kontakt, nie wiem, co się z nim stało”. Prawda jest ważna. Silne emocjonalne przeżycia, które towarzyszą takim rozmowom, działają oczyszczająco i wyzwalająco.

Benedykt Peczko jest psychologiem, trenerem, coachem i psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Najciekawsze teksty 2020 - relacje z dziećmi, czyli sztuka wychowywania

Wychowanie to sztuka, której nigdy nie przestajemy się uczyć. (Fot iStock)
Wychowanie to sztuka, której nigdy nie przestajemy się uczyć. (Fot iStock)
Wychowanie dzieci i relacje z nastolatkami to ważny temat, który regularnie poruszamy na łamach Zwierciadła. Cieszy się on niezmiennie waszym zainteresowaniem. Nic dziwnego relacje z dzieckiem to jedna z ważniejszych w naszym życiu, a wychowanie to sztuka, której warto się uczyć przez całe rodzicielskie życie.

Wychowanie dzieci i relacje z nastolatkami to ważny temat, który regularnie poruszamy na łamach "Zwierciadła". Cieszy się on niezmiennie waszym zainteresowaniem. Nic dziwnego, wychowanie to sztuka, której uczymy się przez całe rodzicielskie życie.

Przypominamy najciekawsze teksty o wychowaniu, które wzbudziły Wasze największe zainteresowanie w minionym roku:

  1. Psychologia

Jak reagować, gdy dziecko zachwyca się nową partnerką taty?

Nowa partnerka eks męża to drażliwy temat, szczególnie, gdy dziecko podkreśla jak wspaniała jest macocha... (fot. iStock)
Nowa partnerka eks męża to drażliwy temat, szczególnie, gdy dziecko podkreśla jak wspaniała jest macocha... (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zachwyt córki partnerką męża – to może być ciężka próba dla byłej żony. Co jednak zrobić, aby przetrwać tę niekomfortową sytuację i nie utracić dobrej relacji z dzieckiem?

Jak pisze jednak z czytelniczek: Rozwiedliśmy się dwa lata temu. Hela miała wtedy 11 lat. Ustaliliśmy, że córka zamieszka ze mną, a do taty będzie jeździć co drugi weekend. Na początku nie chciała, ale jakoś się ułożyło. Teraz w życiu mojego eksmęża pojawiła się nowa kobieta. Moja córka się wściekła, ale gdy raz tam pojechała, dosłownie się w niej zakochała. Wraca radosna i od progu mi pokazuje, jak Justynka jej pomalowała paznokcie (ja tak nie umiem), jak ją doskonale rozumie (bo ja nie rozumiem jej wcale). Te zachwyty sprawiają mi ogromną przykrość. Ostatnio straszy, że u ojca jest lepiej i że się do nich wyprowadzi. Może zabrzmi to okrutnie, ale zamykam serce przed córką, bo mnie to boli. Co robić?

Rozwód rodziców zawsze jest dla dziecka ogromnym stresem i ten stres trzeba jakoś odreagować. Tym odreagowaniem jest najczęściej wymierzenie komuś kary za krzywdy. Dziecko zaczyna się źle uczyć, lekceważąco zachowywać w stosunku do dorosłych, niechętnie współpracuje, rani, kogo może, i wybiera sobie kogoś na swojego najgorszego wroga. Najczęściej dzieci przyjmują postawę negacji wobec nowych partnerów rodziców i na nich odreagowują swoje żale. Hela, jak widać, po namyśle na swojego najważniejszego wroga wybrała nie ojca, a mamę.

Co ma zrobić mama? Tłamszenie w sobie negatywnych emocji nie jest dobre i na dłuższą metę nie wpłynie korzystnie na relację matka–córka, ponieważ mama, w samoobronie, zamknie się emocjonalnie przed córką, co w efekcie trwale zniszczy ich relację. Najlepsze, co można zrobić, to zagrać w otwarte karty. Błędem jest nieprzyznawanie się dzieciom do uczuć i emocji. Rodzic nie ma obowiązku znosić wszystkiego i dawać się upokarzać lub ranić. To błąd. Dziecko, zwłaszcza rozchwiane emocjonalnie po rozwodzie rodziców, jest tak skupione na swoich emocjach, że nie zastanawia się, jakie reakcje wywołają w innych ludziach jego słowa czy zachowanie.

Hela może nawet nie ma pojęcia, że inni też mają emocje, więc trzeba jej o tym powiedzieć. Nie po weekendzie, gdy mama jest przepełniona poczuciem krzywdy, ale w środku tygodnia. Niech Pani zaprosi Helę na rozmowę i powie, co czuje w tej sytuacji: „Wiesz, kochanie, jesteś moją najdroższą córeczką i jest mi przykro, gdy krytykujesz wszystko, co robię. To mi sprawia przykrość”. Reakcja córki może być bardzo różna. Od natychmiastowego katharsis i rzucenia się ze łzami na szyję, po powiedzenie: „Bo ona jest lepsza. Wolę nową rodzinę taty”. Jakkolwiek córka zareaguje, i tak warto otwarcie wyznać, że jest człowiekowi smutno i przykro.

Natomiast co do przeprowadzki do ojca – na pewno nie wolno dziecku dawać się nią zastraszać. Trzeba natychmiast pozwolić, żeby się do ojca na stałe przeniosła, a samej zastanowić się, dlaczego tak Panią ta wizja przeraża.

  1. Psychologia

Mężczyźni i emocje – wyprawa do czyśćca

Psychoterapeuta Jerzy Mellibruda pisał, że agresja jest podstawową formą ekspresji uczuć mężczyzny. (Ilustracja iStock)
Psychoterapeuta Jerzy Mellibruda pisał, że agresja jest podstawową formą ekspresji uczuć mężczyzny. (Ilustracja iStock)
Nawet kilkuletni chłopcy, gdy stłuką kolano, nie są przytulani! Nikt im nie współczuje, a więc gdy dorosną, nie są zdolni do empatii. Mogą się jej nauczyć, ale muszą odpłakać dziecięce zranienia. Inaczej będą odcinać się od wszystkich uczuć poza złością i depresją – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Mężczyźni i emocje? Od razu myślimy: chłopaki nie płaczą! Bardziej poruszające jest dla mnie co innego: chłopaki nie współczują! Powiedzmy wprost: kiedy kobieta płacze, to mężczyzna często się wścieka. Bo świat męskich emocji nadal jest ubogi i często sprowadza się do złości lub doła. Czy tak musi być?
Zacznijmy od tego, dlaczego mężczyźni mają kłopot z doświadczaniem i wyrażaniem współczucia, a najczęściej wyrażaną przez nich emocją jest złość. Ta ich choroba duszy zwykle ma swój początek we wczesnym i bolesnym doświadczeniu przemocy lub całkowitego ignorowania przez psychopatycznego, często pijącego ojca. Matka jest na ogół bezradną, upokorzoną i współuzależnioną niewolnicą męża, która nie dość, że nigdy nie staje w obronie syna, to jeszcze „kabluje” na niego albo oczekuje obrony i wsparcia. W rezultacie ani dla ojca, ani dla matki syn nie jest dzieckiem i nie dostaje tego, czego wszystkie dzieci potrzebują, czyli: miłości, czułości, uznania i troski. Czuje się więc kimś, kto jest tylko obiektem rozładowywania rodzicielskich frustracji i okrucieństwa.

Przejmująco smutne i samotne dzieciństwo.
Z takiego domu chłopiec wychodzi z ogromną raną w sercu. I z przekonaniem, że jest kimś, kto nie zasługuje ani na współczucie, ani na szacunek, ani na żadne inne ludzkie odruchy. Niestety, właśnie w takich warunkach formowana jest w psychice chłopca psychopatyczna obrona (charakter), która jest dramatyczną próbą poradzenia sobie z bólem, którego doświadczył. Sposobem na ukrycie piekącego wstydu upodlonej, pozbawionej godności ofiary będzie więc stanie się samemu dręczycielem i złoczyńcą. Patrząc głębiej – chłopiec wyrośnie na mężczyznę, który będzie wypierał ze swojej świadomości tę upokorzoną i zawstydzoną część i umieszczał ją w innych, słabszych od siebie istotach. A potem będzie niszczył je – na próżno dążąc w ten sposób do unicestwienia własnego wstydu i bólu. Podsumowując, pod brakiem współczucia i agresją mężczyzny prawie zawsze skrywa się głęboka rozpacz.

Współczuję rany w sercu. Ale przeraża mnie sposób gojenia! Żona i dzieci stają się ofiarami, bo on zamienia się w ojca?
Zapewne tak, bo jego ojciec miał w sercu podobną ranę. Trzeba też zrozumieć, jak został sformatowany przez matkę stosunek syna do kobiet. A więc chłopiec, a potem mężczyzna odczuwa do matki żal za to, że go nie broniła. Czuje też do niej pogardę, bo stała się niewolnicą ojca. Te trudne uczucia jednak głęboko ukrywa nawet przed samym sobą, a w zamian ślepo idealizuje matkę. Robi tak nie dlatego, że chce ją oszczędzić. Aby psychicznie przetrwać terror, dziecko musi uznać choćby jednego z rodziców za kogoś, z kim ma pozytywną więź. Ta mieszanka trudnych emocji ukształtuje raz na zawsze w jego umyśle obraz kobiet i sposób budowania z nimi relacji. Im bardziej w głębi serca będzie spragniony kobiecego zachwytu, czułości, troski i lojalności, tym bardziej będzie kobiety uznawał za słabe, niedojrzałe i żałosne istoty: „lalki, cipy, świnki, dziwki”. Będą w nim budzić litość, pogardę i podświadomą chęć zemsty. Im bardziej będą dla niego zachwycające, godne szacunku i upragnione – tym bardziej będzie je dewaluował. Zaakceptuje tylko kobietę dzidzię. Zaopiekuje się nią, będzie rozpieszczać, ale też zdradzać, wykorzystywać, a nierzadko nawet bić.

To teraz rozumiem, czemu tak nieskuteczne są apele kobiet o to, by ich partnerzy mówili o swoich uczuciach. Choć w takiej sytuacji to może nawet dobrze, że nie mówią?
Jeśli kobieta zaproponuje swojemu psychopatycznemu partnerowi, żeby zajrzał w głąb siebie i zaczął okazywać prawdziwe uczucia i potrzeby, to usłyszy: „Mam tylko dwie potrzeby i dwa uczucia. Nienawidzę wszystkich frajerów i chętnie wpierdoliłbym każdemu, a poza tym przeleciałbym każdą fajną dupę, jaką spotykam na mieście”. Tacy mężczyźni bronią się przed jakąkolwiek refleksją na swój temat. Po pierwsze, nie biorą pod uwagę, że zostali specyficznie zdeformowani przez okoliczności swego dorastania. A po drugie, trafnie przeczuwają, że pod pancerzem, który ich chroni, kryje się skrajnie zrozpaczone, skrzywdzone dziecko. Wolą zginąć niż się z nim spotkać i odczuć jego ból.

Psychoterapeuta Jerzy Mellibruda pisał, że agresja jest podstawową formą ekspresji uczuć mężczyzny. Czy dlatego, że mężczyzna woli zaatakować niż ukoić ból serca?
Patriarchalna kultura mu na to zezwalała. Dlatego takich mężczyzn trudno zainteresować pytaniem: Czy jest się czym chwalić i czy to aby na pewno twoje prawdziwe uczucie? Warto pamiętać, że są trzy poziomy uczuć i emocji. Pierwszy poziom to emocje wyuczone i nawykowe, często neurotyczne, na przykład reagowanie agresją lub lękiem na każdy kontakt z ludźmi. Drugi poziom to uczucia głębokie, często wyparte i przykryte przez te pierwsze, na przykład rozpacz, tkliwość, pragnienie miłości, słabość. Trzeci poziom to uczucia związane z istotą naszego człowieczeństwa, takie jak: empatia, szacunek, czułość, miłość, szczodrość, radość.

Ktoś, kto ciągle chce tylko komuś przyłożyć, z pewnością nie ma kontaktu ze swoimi prawdziwymi i głębokimi uczuciami.
Właśnie. Jeśli więc taki mężczyzna zdecyduje się na psychoterapię, to dopiero wtedy będzie mógł dotrzeć do swoich prawdziwych, wypartych uczuć i potrzeb. Będzie mógł opłakać to, czego jako dziecko nie dostał. A dzięki temu zrozumie i wyłączy niepotrzebny mu już psychopatyczny mechanizm obronny, który pomógł mu mniej cierpieć, gdy był dzieckiem, a którym teraz krzywdzi innych i siebie.

(Ilustracja Paweł Jońca) (Ilustracja Paweł Jońca)

Widziałam poruszający filmik „Emocje i mężczyzna”, którego bohater, youtuber Grzegorz Szpilka, opowiada, jak z zimnego macho stał się mężczyzną, który potrafi współczuć. Ale ceną było wiele dni płaczu, otwierania się na kolejne zranienia z dzieciństwa.
Właśnie tak ten proces przebiega. Wiem to nie tylko jako psychoterapeuta, lecz także jako mężczyzna, który podczas własnej terapii sam otworzył się w końcu na ból wczesnych zranień. Łez jest wiele, bo pamiętajmy, że w męskich chorych duszach mieszka głęboko schowany chłopiec, który utracił całe swoje dzieciństwo. Przedwcześnie musiał stać się dzielnym wojownikiem, nieczułym na ból własny i innych.

Zraniony ranił innych.
Dlatego proces psychoterapeutycznego leczenia rany w duszy mężczyzny porównuje się często do czyśćca. Dopiero gdy opłacze swoje zranienia, zyska zdolność do współczucia. Bo żeby współczuć, musimy odnaleźć w sobie te emocje, których doświadcza drugi człowiek. A wtedy, widząc płaczącą partnerkę, nie tylko nazwie to, co widzi, smutkiem czy rozpaczą, ale też poczuje to w sobie, a nawet wesprze ją w ekspresji emocji. W rezultacie tej podróży w głąb swojego zranienia doświadczy uczuć i potrzeb z trzeciego poziomu, czyli tych fundamentalnych i jednoczących, definiujących jego prawdziwą tożsamość, jak radość, miłość czy właśnie empatia.

To optymistyczna wiadomość, ale zdaje się, że psychopaci rzadko idą na psychoterapię.
To prawda, bo obrona psychopatyczna polega na przekonaniu, że tylko ja jestem okay, a wszyscy inni, to „leszcze, cwele i frajerzy”. To szalone i skrajnie niebezpieczne przekonanie pozwala przykryć wstyd i upokorzenie dzieciństwa tak skutecznie, że człowiekowi z psychopatycznym charakterem bardzo trudno z niego zrezygnować.

Łatwo zacząć współczuć takiemu psychopacie. Zwłaszcza że, jak pisze Jerzy Mellibruda, kiedy kobieta widzi złoszczącego się faceta, myśli, że miał zły dzień czy dzieciństwo. Bo dla kobiety złość to przejawy emocji. Ale dla mężczyzn to często tylko narzędzie sprawowania władzy, narzucenia swojej woli. Czyli my, głupie, przez tysiące lat współczujemy tyranom?
To prawda, że mężczyźni używają agresji jako narzędzia sprawowania władzy i kontroli nad kobietami i słabszymi mężczyznami. Dlatego mimo tej wiedzy, że agresja odcina tyrana od jego głęboko skrywanego cierpienia, lepiej powściągnąć ostentacyjne współczucie i odważnie przeciwstawiać się tyranii. Tym bardziej że w zlodowaciałym sercu tyrana uległość budzi pogardę i nienawiść. Tragiczne jest też to, że partnerki tyranów, ulegając im, zapominają nie tylko o sobie, lecz także o ochronie dzieci. Tak więc mechanizm produkowania następnych pokoleń chorych dusz może trwać.

A więc kobieta powinna oczekiwać od mężczyzny, żeby on sam znalazł sposób na to, żeby sobie poradzić ze swoją agresją?
To prawda. Dodam jeszcze, że męskiej agresji nie należy zamiatać pod dywan, lecz warto ćwiczyć chłopców i mężczyzn w dedykowaniu jej działaniom pozytywnym, konstruktywnym i kreatywnym. Pamiętam, jak wiele wysiłku musiałem włożyć w to, by opanować moją młodzieńczą agresję. Zarówno tę wrodzoną, jak i tę zassaną z powojennej atmosfery: z domów dziecka, z obcowania z poranionymi wojną agresywnymi kolegami, nauczycielami wyżywającymi się fizycznie na uczniach i z innymi dorosłymi – w tym z matką. Sprawdziłem na sobie słuszność starej zasady, że aby opanować agresję, trzeba uprawiać dużo sportu i ćwiczyć sztuki walki. Jako młody chłopak często musiałem stawać do walki. Ale od czasu, gdy już jako dorosły w ramach treningu walki kilkakrotnie doświadczyłem całkowicie bezwstydnej i nieustraszonej eksplozji agresji wraz z tym, że nie musi się ona wiązać z nienawiścią, lecz z uznaniem i szacunkiem dla przeciwnika – poczułem, że to ja dysponuję moją agresją, a nie ona mną.

Dziś uważamy, że agresję można wyciszyć wychowaniem. Nie dawać chłopcom zabawek militarnych i nie pozwalać się bić, a będą łagodni.
Chłopiec, który ma kochających rodziców, nie ma tak wielkiego problemu z agresją, jak syn psychopatycznego ojca i wycofanej matki. Ale jednak jego organizm też wytwarza testosteron. Odczuwa więc potrzebę obrony, rywalizacji i walki. Zatem to wielka szkoda, że dziś nie uczy się chłopców, jak radzić sobie z własną agresją, a w zamian piętnuje się ją. W ten sposób doprowadza się do wyparcia jej ze świadomości. A przecież to, co wyparte, nie poddaje się kontroli, z ukrycia działa na różne pokrętne sposoby. Stąd zapewne aż tak wielu młodych mężczyzn, a także tych przekraczających cezurę połowy życia, albo nie potrafi panować nad swoją agresją, albo próbuje sobie z nią radzić za pomocą różnych uzależniających substancji chemicznych.

A więc mamy do czynienia z agresją mężczyzn, która ma wiele źródeł i postaci. A co z innymi emocjami?
Na szczęście nie wszyscy mężczyźni idą przez życie zakuci w szczelny psychopatyczny pancerz, choć większość mężczyzn ma mniej lub bardziej rozległy psychopatyczny rys. Ci zdolni są do przeżywania wielu innych uczuć. Ale trzeba się liczyć z tym, że jednak większość mężczyzn w sytuacjach dla nich trudnych zareaguje nawykową agresją lub zamrożeniem, wycofaniem. Kto wie, czy to mimo wszystko nie lepsze niż usiąść i płakać? Jeśli jednak mężczyzna zdecydował się na tę odważną podróż w głąb siebie i odpłakał dziecięce zranienia, to stał się naprawdę silny. Nadal potrafi być wytrzymałym i odważnym obrońcą czy brać na siebie duże ciężary. Nie upokarza już jednak tych, którzy są słabi, aby poradzić sobie z własną rozpaczą.

  1. Psychologia

Dlaczego facet się nie odzywa? Co robić, gdy mężczyzna nie jest tobą zainteresowany

Po co marnować czas na kogoś, kto nas nie chce. Ale jak mieć tę pewność? (Fot. iStock)
Po co marnować czas na kogoś, kto nas nie chce. Ale jak mieć tę pewność? (Fot. iStock)
Spotkałaś swój ideał, ale ostatnio jakoś nie dzwoni, niby mu zależy, ale się nie odzywa, nie proponuje spotkań… Może jest nieśmiały? A może po prostu nie zależy mu na tobie i umawiał się tylko po to, by zabić czas? Boli? I to jak! Ale lepiej chyba dać sobie spokój, zanim zaboli bardziej.

Baśka, moja znajoma, godzinami rozważała, co może oznaczać takie lub inne zachowanie mężczyzny, który bardzo jej się podobał. Wszystko potrafiła sobie wytłumaczyć. Na jego i swoją korzyść. Na przykład to, że nigdzie jej nie zapraszał, a jak już gdzieś wyszli, to nie lubił trzymać się za ręce. „Po prostu jest nieśmiały”. „Może jest żonaty?” – podpowiadały przyjaciółki. Nie, nie przyjmowała takiej możliwości. Doszło już do tego, że uwierzyła mu nawet w tak absurdalny argument, że nie zostaje u niej na noc, bo nie lubi spać w nie swoim łóżku… Okazało się jednak, że to przyjaciółki miały rację – mężczyzna już był z kimś związany. Baśka długo leczyła złamane serce…

Gdy facet nie odzywa się kilka dni, to kobieta prędzej uwierzy we wszystkie możliwe kataklizmy świata i śmiertelne choroby, które stoją na przeszkodzie ich porozumieniu, niż w to, że on po prostu nie miał ochoty się z nią spotkać. Ochoczo przyjmie wymówkę, że nie miał czasu, bo pracuje nad ważnym projektem, a nie pomyśli, że przecież kiedy człowiek jest zakochany, priorytetem staje się miłość, choćby nie wiem jak ważne były wszelkie inne życiowe sprawy. Kobieta ma nadzieję tak długo, aż nie dostanie ostatecznego dowodu. Dlaczego wolimy się łudzić, kiedy on się nie odzywa, niż spojrzeć prawdzie w oczy?

Greg Behrendt, scenarzysta kultowego serialu „Seks w wielkim mieście”, autor książek „Nie zależy mu na tobie” i „Kobiety pragną bardziej”, tego właśnie nie mógł zrozumieć. Otoczony w pracy kobietami, nie mógł znieść, że jego koleżanki marnują czas na kompletnie bezwartościowe znajomości, zastanawiając się, jak zdobyć faceta, który się nie odzywa. „Piękna, utalentowana, superinteligentna dziewczyna współtworząca scenariusze do nagradzanego serialu znanego z wnikliwych obserwacji na temat mężczyzn powinna – wydawałoby się – do woli przebierać wśród facetów” – pisze. „Tymczasem ta superkobieta jest zagubiona w sytuacji, która dla mnie jest rażąco jasna. »Zagubiona« to złe określenie, ona jest na to o wiele za mądra. Nie jest zagubiona, ona ma nadzieję. Tylko że sytuacja jest beznadziejna, dlatego wolę powiedzieć jej prawdę: Ten facet nie jest tobą zainteresowany. I to dobra wiadomość. Naprawdę. Marnowanie czasu z niewłaściwą osobą jest właśnie marnowaniem czasu. Kiedy znajdziesz w końcu tego właściwego, wierz mi, wcale nie będziesz żałowała, że nie spędziłaś więcej czasu ze Śmierdzielem Pogadamy Później lub z Frankiem Zapomniałem Zadzwonić”.

Myśl jak facet

Chcesz zrozumieć męskie motywy? Zrozumieć, dlaczego facet się nie odzywa? To nie jest trudne zadanie, ale będzie wymagało od ciebie kompletnej zmiany perspektywy. „Jako mężczyzna wiem, jak mężczyźni myślą, czują i działają, i mam obowiązek powiedzieć ci, jacy naprawdę jesteśmy” – zapewnia Greg Behrendt. „Kiedy facetowi zależy na kobiecie, daje jej to do zrozumienia. Dzwoni, pojawia się, chce poznać jej przyjaciół, nie może przestać na nią patrzeć ani jej dotykać, a kiedy przychodzi pora na seks, więcej niż chętnie na to przystaje. I choćby miał następnego dnia o godzinie 4.00 (czyli o czwartej rano, drogie panie!) po raz pierwszy zasiąść w fotelu prezydenta Stanów Zjednoczonych, i tak wejdzie do niej na górę!”.

Co robi facet, który nie jest zainteresowany? Ciągle się usprawiedliwia. „Jest wykończony po pracy i zestresowany projektem, nad którym akurat pracuje. Niedawno przeżył ciężkie rozstanie i jeszcze się nie pozbierał. Rozwód jego rodziców odcisnął piętno na jego osobowości i przez to nie potrafi zaufać drugiej osobie. Musi się teraz skupić na karierze zawodowej. Nie może się angażować w żaden związek, dopóki nie odnajdzie sensu swojego życia. Właśnie kupił nowe mieszkanie i przenosiny idą mu cholernie ciężko. Jak tylko sprawy trochę się unormują, zostawi żonę, dziewczynę, beznadziejną posadę. Boże, jaki on jest skomplikowany” – wymienia Behrendt. „Czy naprawdę istnieją mężczyźni zbyt zajęci lub tacy, którzy mają za sobą okropne przeżycia i trudno jest im zaangażować się w związek? Owszem, ale jest ich tak niewielu, że można by ich uznać za postaci anegdotyczne” – dodaje.

Mężczyzna, nawet jeśli nie jest zainteresowany tobą na poważnie, nie będzie miał na ogół nic przeciw temu, żeby się z tobą spotkać od czasu do czasu, zwłaszcza gdy jest miło i gdy jest szansa na seks, ale do kina raczej już cię nie zabierze (strata czasu, żaden zysk, a jeszcze może musiałby za bilet zapłacić). „My, mężczyźni, nie jesteśmy skomplikowani, choć chcemy, by nas za takich uważano. Kieruje nami popęd, choć wolimy udawać, że wcale tak nie jest” – potwierdza Greg Behrendt.

No dobrze, ale przecież tobie też może chodzić tylko o seks. Czy nie łatwiej byłoby to sobie na początku wyjaśnić? „Wolelibyśmy dać sobie uciąć rękę, niż przyznać po prostu: Nie jesteś tą jedyną” – tłumaczy Behrendt. „Boimy się, że zabijesz nas, siebie lub nas i siebie, albo, co gorsza, zaczniesz płakać i krzyczeć. Jesteśmy żałośni. Tylko że to nie zmienia faktu. I choć nie mówimy nic wprost, z p e w n o ś c i ą to demonstrujemy. Jeśli facet, pomimo obietnic, nie dzwoni do kobiety ani nie upewnia się, czy ona wie, że wspólne spotkania to randki, masz już to, co chcesz wiedzieć. Przestań go usprawiedliwiać. Jego postępowanie wyraźnie mówi, jaka jest prawda: Nie zależy mu na tobie. Zapomnij o nim! Ogranicz straty do minimum i nie marnuj czasu”.

Kochasz faceta, który się nie odzywa, czy siebie?

W sumie dobra rada. Po co marnować czas na kogoś, kto nas nie chce. Ale jak mieć tę pewność? To właśnie brak ostatecznego dowodu, a może potwierdzenia w słowach często skłania kobiety, by trwać w toksycznym związku.

Niech rzuci kamieniem ta, której nie zdarzyło się dawać kolejnych szans, ratować związku, wierzyć w niewiarygodne opowieści mężczyzny, na którym jej zależy… Dochodzi jeszcze świadomość „utopionych kosztów”, niezwróconej inwestycji (która a nuż, widelec właśnie zacznie się zwracać), no i nasza miłość własna. Zastanawiasz się: jak zdobyć faceta, który nie jest zainteresowany? Jak to nie jest? Przecież jestem taka wspaniała. Bo jesteś! To prawda. Ale on akurat jest tym, który nie poznał się na tobie. Czy dlatego, że nie byłaś dość fantastyczna i doskonała? Nie. Dlatego, że on jest zwykłym facetem. Naprawdę, nic specjalnego. Skoro zależy mu, ale się nie odzywa, to czy faktycznie warto czekać? Zasługujesz na fantastyczny związek z kimś równie fantastycznym. To prawda, że trudno poradzić sobie z odrzuceniem, ale i na to jest rada.

– Jednostronnie odrzuceni mamy właściwie dwa wyjścia – mówi psycholog i psychoterapeuta Paweł Droździak. – Możemy albo wewnętrznie odrzucić osobę, która nam pokrzyżowała plany, albo wewnętrznie odrzucić siebie. Polecam to pierwsze.

A Greg Behrendt dodaje: „Ludzie robią niesamowite rzeczy, aby znaleźć kogoś, kogo pokochają, i aby być z tą osobą. O tym robi się filmy. W każdym podziwianym przez ciebie związku nie brakuje cudowności, jakiej ty też masz nadzieję doświadczyć. Im bardziej cenisz siebie, tym większą masz na to szansę. Dlatego przeczytaj te wymówki, pośmiej się, a potem… przestań ich używać. Jesteś tego warta”. I nie sposób się z nim nie zgodzić.

  1. Psychologia

Wszystko w rękach matek. Jak wychowywać chłopca?

Relacje matki z synem przechodzą wielką przemianę około szóstego roku życia, kiedy chłopiec bierze zdecydowany azymut na ojca. (Fot. iStock)
Relacje matki z synem przechodzą wielką przemianę około szóstego roku życia, kiedy chłopiec bierze zdecydowany azymut na ojca. (Fot. iStock)
Miłość i przygotowanie do samodzielności, wyrozumiałość i nauka dyscypliny, poczucie wolności i oparcie. Tego synowie potrzebują od rodziców, a często dostają tylko od matek. 

Ewa, matka samotnie wychowująca 15-letniego Dawida i o pięć lat starszą Mariannę: – Przyjście na świat syna spełniło moje marzenia. Ale kiedy po raz pierwszy wzięłam go na ręce, czułam się bezradna. Od pierwszych dni życia był inny niż córka. Bardziej płaczliwy, niespokojny, częściej chorował, później zaczął chodzić, mówić. Od samego początku powtarzałam sobie, że ma wyrosnąć na mężczyznę. Pilnowałam, aby miał obowiązki – najpierw uczyłam, że ma sprzątać zabawki, odnosić talerz od stołu, potem wyprowadzać psa, ścielić łóżko, robić zakupy. Wymagałam przestrzegania reguł – musiał wracać o określonej porze do domu, odrobić lekcje, zanim gdzieś wyszedł. Postanowiłam wychować go na innego mężczyznę niż mój ojciec i dziadek, którym mama i babcia musiały usługiwać, na co ja nie mogłam patrzeć. I innego niż ojciec, który go zostawił. Teraz wiem, że trochę z tym drylem przesadziłam. Próbuję na nowo budować z nim relację, choć akurat teraz, gdy jest w apogeum dojrzewania, nie jest to łatwe.

– Kluczowy wpływ na to, jaką matką jest kobieta, ma jej „męska historia”, czyli dotychczasowe doświadczenia z mężczyznami – mówi psycholog Jarosław Przybylski. – Matka nosi w głowie obraz swojego ojca, dziadka oraz to, jak traktowali oni matkę i babcię. Ma też jakieś doświadczenia z braćmi, kuzynami, wujami i innymi spotkanymi po drodze mężczyznami. No i oczywiście jest jeszcze ojciec dziecka. Oni wszyscy kształtują jej poglądy na to, jacy są mężczyźni, jak traktują kobiety, a te z kolei rzutują na jej stosunek do syna.

Męski świat

Z moich rozmów z matkami chłopców, a także z własnych doświadczeń (mam dwóch synów) wynika, że od początku dużą wagę przywiązujemy do tego, że oto rodzi się syn. Ten fakt dochodzi do głosu za każdym razem, gdy biegniemy mu pomóc lub się od tego powstrzymujemy, kiedy go do czegoś zachęcamy albo zniechęcamy, przytulamy lub karcimy. Przecież mówi się nam, że syn powinien sam sobie radzić, być odważny, nie mazać się. Nasze reakcje są pochodną wewnętrznego nastawienia, że wychowujemy syna, czyli kogoś zupełnie innego niż córkę, wymaga się od niego czegoś zupełnie innego niż od dziewczynki.

Według Steve’a Biddulpha, jednego z najsłynniejszych amerykańskich terapeutów zajmujących się wychowaniem, w szczególności chłopców, o wiele bardziej sprawdza się postawa ciekawości, czyli chęć poznania i zrozumienia świata chłopca. Ponieważ jako kobiety nie możemy wiedzieć, jak to jest być mężczyzną, musimy po prostu zdobyć na ten temat więcej informacji.

Biddulph podkreśla, że istnienie uwarunkowanych biologicznie różnic między chłopcami a dziewczynkami nie oznacza, że dziewczynki są lepsze od chłopców albo na odwrót. Nie krytykujmy synów i nie porównujmy ich do córek. Nie obwiniajmy, tylko starajmy się ich zrozumieć.

W płomieniach

Chłopcy do szóstego roku życia (dziewczynki także) nie przejmują się specjalnie płcią. Ale matki owszem (ojcowie zresztą też). I jak wykazują badania, traktują ich dużo surowiej niż dziewczynki. Częściej karcą, rzadziej przytulają, mniej do nich mówią. Także kultura narzuca chłopcom sprzeczne oczekiwania: z jednej strony wymaga się od nich racjonalności, siły, tłumienia emocji, a z drugiej – wrażliwości, empatii.

Michael Gurian w świetnej książce „Zrozumieć nastolatka” przytacza badania naukowe, które dowodzą ukrytej wrażliwości chłopców. To oni bardziej niż dziewczynki cierpią po rozwodzie rodziców, w większym stopniu odczuwają negatywne skutki niezaspokojonej więzi z matką, mają większe kłopoty z przeżywaniem porażek, mają „mniejsze zasoby emocjonalne, na których mogą polegać przy radzeniu sobie z problemami w zdrowy sposób”. Gurian pisze: „Chłopiec chce krzyczeć: Jestem w płomieniach. Nie zostawiajcie mnie samego. Pokażcie, jak mam sobie radzić w dorosły sposób”. A my, matki (ojcowie także), zostawiamy go samemu sobie właśnie dlatego, że jest chłopcem, czyli kimś, kto nie płacze, kto powinien być silny.

Matka jest pierwszą osobą, z którą łączy syna mocna więź. To dlatego staje się dla niego wzorem intymności i miłości. Jeśli już w niemowlęctwie zacznie wyraźnie określać granice jego postępowania, bez uciekania się do kar cielesnych lub zawstydzania, syn przyjmie to ze spokojem. Jeśli będzie mu czytać, dużo do niego mówić, wpłynie na lepszy rozwój umiejętności werbalnych i społecznych. A to dla chłopca niezwykle ważne, bo potrzebuje o wiele więcej niż dziewczynka pomocy w nauce reguł zachowania w grupie. Niezwykle istotna jest więc kondycja matki w pierwszych dwóch latach życia syna. Mama przygnębiona, smutna, depresyjna niejako programuje go „na smutno”. Mama wiecznie zła, krzycząca, karcąca zapala w jego małej główce wątpliwości, czy jest kochany. Dlatego kobieta tuż po porodzie potrzebuje troski bliskich, aby mogła sama zatroszczyć się o dziecko.

Ciepło i czułość

Relacje matki z synem przechodzą wielką przemianę około szóstego roku życia, kiedy chłopiec bierze zdecydowany azymut na ojca. Ale to nie znaczy, że mama może całkowicie zejść ze sceny. Syn powinien wiedzieć, że zawsze może na nią liczyć.

Psycholog Jarosław Przybylski: – Spotykam się często z tym, że ojciec krytykuje matkę za to, że syn kurczowo się jej trzyma. Oczywiście, przyczyna może tkwić w jej zaborczej miłości, ale najczęściej dzieje się tak dlatego, że to ojciec jest mało obecny w życiu syna, a przy tym bywa wobec niego niezwykle krytyczny, co wzbudza w nim lęk.

Matka nie może nagle wycofać się z życia dziecka lub zmienić się z czułej w oschłą, bo dla niego będzie to zmiana szokująca. Steve Biddulph w książce „Wychowywanie chłopców” przestrzega: „Wtedy chłopiec, aby poradzić sobie ze  smutkiem i bólem, zamyka tę część siebie, która go z nią łączyła – wrażliwość i miłość. Odczuwanie miłości staje się dla niego zbyt bolesne. Taki chłopiec jako dorosły mężczyzna będzie miał trudności z wyrażaniem ciepłych uczuć wobec swojej partnerki lub dzieci”.

Matka powinna więc okazywać synowi miłość zawsze. To pomaga mu budować pewność siebie w kontaktach z płcią odmienną. Ale jednocześnie nie powinna traktować syna jak własności i dominować w jego świecie. Dobrze, żeby zachęcała go do nawiązywania przyjaźni, podpowiadała, jak ma dogadywać się z dziewczynkami. To głównie od niej zależy poczucie własnej wartości syna. Musi też dopuścić do głosu ojca lub innych mężczyzn. Jej syn bardzo tego potrzebuje do rozwoju swojej męskości. Jak pokazuje życie, samotne matki, które nie izolują syna od ojca i dbają, by miał on kontakt także z dziadkiem, wujami, kolegami, wyposażają go w dobre męskie wzorce.

Matka ma ważną rolę do odegrania także wtedy, gdy syn dorasta, choć on udaje, że jej wtedy nie potrzebuje. To dla niego straszny czas. Czuje nieznośną niepewność, targają nim hormony (ich poziom wzrasta prawie 800-krotnie), nie potrafi znaleźć wspólnego języka z dziewczynkami, które wydają mu się pewniejsze siebie, mądrzejsze. A w mediach słyszy, że mężczyźni to agresorzy, gwałciciele. Jak matka może mu pomóc? Wzmacniać jego poczucie pewności siebie, na przykład mówiąc: „Lubię twoje towarzystwo. Fajnie się z tobą rozmawia”. To ona powinna tłumaczyć synowi kobiecy świat. Ważne, aby dostosowywała styl wychowywania do jego wieku. Aby potrafiła przejść od stałej kontroli, nadzorowania, wyznaczania granic do konsultowania, dawania możliwości wyboru, aby pogodziła się z tym, że syn ponosi całkowitą odpowiedzialność za swoje czyny.

W czym mamy problem

A z tym my, matki synów, mamy duży problem. Chronimy ich, wyręczamy, jesteśmy niekonsekwentne, rozpieszczamy. To największe nasze grzechy.

Barbara, matka 25-letniego Janka: – Mój syn skończył studia, a nadal zachowuje się jak mały chłopiec. Odgrażam się, że koniec ze spełnianiem jego próśb, ale spełniam je dalej. Janek zawsze umie mnie podejść, zagrać na moich czułych strunach. Od dziecka był chorowity, wrażliwy i lękowo nastawiony do wszystkiego, co nowe. Wspierałam go, jak mogłam. Z pewnymi trudnościami (jak choroby, lękowe nastawienie) na pewno pomogłam mu się uporać. Inne, jak niesamodzielność, tylko wzmocniłam. Więc się zamartwiam, czy będzie potrafił poradzić sobie w życiu.

Jarosław Przybylski: – Zamartwianie się to specjalność matek synów. Tymczasem gdy syn kończy naukę, trzeba jasno powiedzieć: „kocham cię, możesz na mnie liczyć, ale to nie znaczy, że będziesz żył na mój koszt”. I określić czas, jaki mu dajemy na wyprowadzkę z domu. To radykalny, ale jedyny sposób, żeby przeciąć pępowinę. Znam matki, które tak postąpiły, i po latach synowie im za to dziękowali. Szkopuł w tym, że wiele matek tylko deklaratywnie pragnie usamodzielnienia się syna. W rzeczywistości chce go do siebie przywiązać, uzależnić. A taka relacja jest dla niego bardzo destrukcyjna, bo przeszkadza budować zdrowe związki z kobietami. Dorosły syn musi wtedy wziąć sprawy w swoje ręce i jasno zakomunikować matce reżyserującej jego życie: „Dość. Teraz sam decyduję o sobie”. To dla niego trudne, bo matka może uciekać w chorobę, szantażować go, wszystko po to, aby znów był przy niej. Syn jednak nie powinien się ugiąć, czasem nawet na jakiś czas musi zerwać z nią kontakty, by potem odbudować je na nowych zasadach.

Miłość matki do syna (i na odwrót) to jedna z najpiękniejszych odmian miłości. To właśnie dzięki niej chłopiec może wyrosnąć na mądrego, kochającego i empatycznego męża i ojca. A matka, oddając światu dojrzałego mężczyznę, może poczuć prawdziwe spełnienie. Ale może też zrodzić się między nimi zabójcza dla obojga relacja zastępująca inne męsko-damskie związki. Wszystko w naszych, matek, rękach.