1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak dotrzymać postanowień noworocznych?

Jak dotrzymać postanowień noworocznych?

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Prawdopodobnie 2018 rok ma być przełomem w twoim życiu, momentem, gdy „teraz to już naprawdę” schudniesz, rzucisz palenie, napiszesz magisterkę lub zaczniesz spędzać więcej czasu z bliskimi. Przyszły rok natomiast rozpoczniesz, obiecując sobie… dokładnie to samo. To nie horoskop, to nieubłagane statystyki.

Ponad 90% z nas nie dotrzymuje swoich noworocznych postanowień. Z badań wynika jednak, że nie jest to efekt wyposażenia gatunku ludzkiego w wyjątkowo słabą wolę, lecz kilku zgoła innych czynników. Co zatem odpowiada za nasze niepowodzenia i jak sobie z tym poradzić?

Noworoczne postanowienia – czemu nic z nich nie wynika?

Podobno w 2018 roku Polacy chcą przede wszystkim zadbać o zdrowie. Prawie połowa planuje stracić zbędne kilogramy, niewiele mniej chce uprawiać regularnie sport, jedna trzecia Polaków myśli o zdrowszym odżywianiu, a niespełna 20% rzuca palenie. Niecałe 10% osób zdoła dotrzymać swoich postanowień. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka.

Zbyt dużo postanowień noworocznych

Spora część osób nie lubi działać małymi kroczkami. Na fali Świąt i początku nowego roku doznają nagłego zastrzyku motywacji i energii do zmian, dlatego postanawiają przeprowadzić rewolucję w swoim życiu. I się zaczyna: tworzenie planów działania, grafików porządków, budżetów domowych. Kupowanie karnetów na siłownię i na basen, nowe buty do biegania, minimalizm w mieszkaniu, gruntowna zmiana garderoby i koloru włosów. Z końcem stycznia orientujemy się, że po paru tygodniach ćwiczeń dalej nie mamy figury modelki lub modela. Motywacja zaczyna siadać. W lutym większość z nas już się nawet nie łudzi, że będzie konsekwentnie kontynuować przygodę ze sportem, chudnięciem, zdrowym jedzeniem czy niepaleniem.

Dobra wiadomość jest taka, że istnieje na to metoda, natomiast zła wiadomość jest taka, że nie ma ona w sobie nic z magii. Wdrożenie noworocznych postanowień będzie od nas wymagało rozsądku, szczypty wiedzy psychologicznej, konsekwencji i samodyscypliny. Najlepiej jest wprowadzać jedną życiową zmianę naraz. Utrwalenie nowego nawyku czasem zajmuje nawet miesiąc. Próba wdrożenia kilku zmian w tym samym czasie może nas przytłoczyć i przerosnąć. Wtedy byle potknięcie sprawia, że tracimy resztki motywacji i poddajemy się całkowicie. Znacznie skuteczniejsze jest skupienie się na jednej rzeczy i rozłożenie jej na czynniki pierwsze.

Nieprawidłowo sformułowany cel

Aby można było zrealizować swój cel, najpierw trzeba go jasno określić. To wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Postanowienie nie może być zbyt ogólnikowe, bo wtedy nie będziesz wiedzieć, od czego właściwie zacząć, co więcej – nie będziesz wiedzieć, czy kiedy cel już jest osiągnięty. Poza tym twój cel powinien być ambitny i stanowić wyzwanie, ale nie powinien cię przytłaczać albo wręcz być nierealny. Nie ma sensu postanawiać sobie, że schudniesz trzydzieści kilogramów, jeśli nie masz pomysłu, jak to zrobić ani kompletnie nie masz ochoty zmieniać nawyków żywieniowych.

Stawiając sobie cel, musisz wiedzieć, jakie działania doprowadzą cię do niego. Jeśli chcesz zarobić w rok milion złotych, samo postanowienie to za mało, potrzebujesz jeszcze konkretnego i realistycznego planu. Samo wizualizowanie sobie siebie w luksusach to trochę za mało. Warto usiąść z kartką papieru i poświęcić godzinę lub dwie na zaplanowanie wszystkich działań, które są niezbędne do osiągnięcia niezależności finansowej. Czasem może się okazać, że godzina to za mało, bo sprawa wymaga doedukowania się w danej dziedzinie. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Pamiętaj też, że cel powinien być ważny dla ciebie, nie dla innych. Jeśli twoi bliscy wciąż powtarzają, że musisz w końcu zacząć więcej zarabiać, a ty po prostu lubisz swoją pracę, to próba jej zmiany na siłę może cię tylko unieszczęśliwić.

Nieprawidłowo wybrany motor do działania

Nasze postanowienia spełzają na niczym również dlatego, że zbyt często stawiamy na motywację, zachęceni jej noworocznym przypływem. Nie bierzemy wówczas pod uwagę faktu, że motywacja nie trwa wiecznie – monotonia zazwyczaj ją szybko zabija. Tymczasem to właśnie mozolne i konsekwentne realizowanie naszych postanowień metodą małych kroczków jest tym, co daje nam szansę na osiągnięcie sukcesu. Dlatego to nie motywacja powinna być naszym głównym sprzymierzeńcem, lecz samodyscyplina.

Warto nastawić się na to, że prędzej czy później nadejdzie kryzys – bo nadejdzie. Że nie będzie nam się chciało ćwiczyć, że okrutnie zapragniemy zapalić chociaż jednego małego papierosa albo że w jakiś inny sposób nasze dawne nawyki się o nas upomną. Wówczas tylko silna wola i działanie pomimo totalnego braku motywacji mogą uratować nasze postanowienie.

Jak zmienić swoje życie? Noworoczne postanowienia, które się spełniają

Dobrze zaplanowane zmiany mają nieporównywalnie większe szanse na to, by zostać w twoim życiu na stałe. Tylko co to znaczy dobrze zaplanowane? Mądre sformułowanie swojego celu to jedno, ale mądre wdrożenie go również wymaga pewnych konkretnych działań i umiejętności.

Postanowienia noworoczne metodą małych kroków

Przede wszystkim każdy cel, ale szczególnie ten, który zdaje się nas przerastać, należy podzielić na mniejsze etapy. Chcesz założyć swój sklep internetowy? Jeśli na tej myśli się zatrzymasz, to z pewnością wiedza o tym, jak tego dokonać, nie wpadnie sama do twojej głowy. Nie wiesz, jak założyć stronę, jak założyć działalność gospodarczą ani skąd wziąć dofinansowanie na start? Świetnie – teraz już przynajmniej wiesz, że musisz zacząć od zdobycia tych informacji. W dobie Internetu wszystko jest w zasięgu twoich rąk, a „nie wiem, jak” już nie jest żadną wymówką.

Warto zauważyć, że podzielenie dużego projektu na małe działania znacznie zwiększa szanse na to, że w ogóle się za to weźmiesz. Trudno założyć, że pewnego dnia, w przypływie motywacji, usiądziesz i po prostu założysz biznes, który odtąd będzie świetnie prosperował. Wszystko wymaga pracy, a za każdym sukcesem stoi najczęściej mnóstwo małych i większych działań, porażek, wyrzeczeń i ciężkiej harówki. Jeśli liczysz, że coś zrobi się samo, lepiej nawet się nie łudź.

Tymczasem zaplanowanie, że w poniedziałek po pracy usiądziesz przed komputerem i znajdziesz informacje o tym, co zrobić, by założyć swoją stronę internetową, nie wydaje się szczególnie skomplikowanym ani przytłaczającym przedsięwzięciem. Właśnie w ten sposób, małymi kroczkami, masz spore szanse na osiągnięcie nawet najbardziej szalonego i ambitnego postanowienia!

Jak zmienić życie bez przykrych niespodzianek?

Kolejnym istotnym elementem całego przedsięwzięcia jest przewidywanie najróżniejszych scenariuszy. W końcu nie na wszystko w życiu mamy wpływ. To, co zależy od nas, to nasza reakcja na różne wydarzenia. Możesz też dowiedzieć się, jak zazwyczaj wygląda droga do realizacji celu, który sobie stawiasz i jakie trudności mogą się pojawić na twojej drodze. Fora internetowe najczęściej pełne są nie tylko inspirujących historii, ale też takich, które mogą być dla ciebie przestrogą. W końcu lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych. A frustracja i spadek motywacji to przeszkody, które prawie na pewno się pojawią. Zastanów się, jak wówczas sobie z nimi poradzisz.

Daj też sobie przyzwolenie na popełnianie błędów, a nawet poważniejsze potknięcia. Jeśli w trakcie odchudzania skusisz się na eklerkę, to nie oznacza przecież, że cała dieta na nic. Zamiast spektakularnie rezygnować z wdrażania jakichkolwiek życiowych zmian, zdaj sobie sprawę, że chwile słabości i zwątpienia są całkiem normalne. Ważne, by wyciągnąć z nich nauczkę (np. nie wchodzić z pustym żołądkiem do piekarni) i dalej trzymać się swoich żywieniowych wytycznych. I by jedna eklerka nie zamieniła się w jedną eklerkę dziennie. Wówczas zjedzone ciastko może być jedynie chwilą oddechu, która z perspektywy efektu końcowego nie będzie miała żadnego znaczenia.

Nie ma sensu wpędzać się w poczucie winy, ale nie tłumacz się też tym, że „tak już masz”, bo masz słabą wolę. Wszystko jest kwestią wprawy, a powtarzanie sobie „mam słabą wolę” tylko ją… osłabia. Jeśli masz z tym duży problem, spróbuj na początek stawiać sobie mniejsze i łatwiejsze cele. Może zamiast rygorystycznej diety wystarczy na początek ograniczyć liczbę słodyczy albo dodawać jedną łyżeczkę mniej cukru do kawy? Wola to nie cecha charakteru, tylko umiejętność, którą można trenować.

I pamiętaj, ze chociaż konsekwencja jest kluczowa we wdrażaniu nowego nawyku, nie warto się zamykać na nowe koncepcje i rozwiązania. Konsekwencja i dyscyplina mają być narzędziami do osiągnięcia twojego celu, a nie kulą u nogi. Realizowanie postanowień, które nie sprawiają ci satysfakcji mija się z celem i grozi potężną frustracją. Jeśli więc w międzyczasie zmienią się twoje cele i priorytety, rozważ zupełnie inny sposób ich realizacji albo po prostu gruntowną zmianę swoich postanowień. W końcu nikt nie powiedział, że postanowienia muszą być noworoczne.

Artykuł powstał we współpracy z vivus.pl - serwisem oferującym pożyczki online.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Nie bój sie zmian

Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiany pojawiają się zwykle w najmniej spodziewanym momencie. Są jak znajomi, którzy zaskakują cię wizytą, kiedy chcesz iść spać. Dlatego spokojnie nastaw wodę na herbatę, a zanim się zagotuje, będziesz wiedziała, co robić.

Wiosna, koniec studiów, 18. czy 40. urodziny – to momenty, które jednoznacznie kojarzymy ze zmianą, z końcem czegoś starego i początkiem nowego i, jak chcemy wierzyć, lepszego. Nieuchronne, ale konieczne zamknięcie jednego etapu, po to, by móc rozpocząć drugi. Często nie rozumiemy jednak zmian, jakich doświadczamy.

Nie widzimy sensu w tym, że zwalniają nas z pracy albo że partner decyduje się na rozstanie. Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. Być może obecna sytuacja życiowa przestała służyć naszemu rozwojowi. I właśnie dlatego los stawia przed nami nowe wyzwanie. Oczywiście, boimy się utraty tego wszystkiego, do czego się przyzwyczailiśmy: np. miejsca pracy czy długoletniej relacji. Aby zminimalizować poziom strachu, warto krok po kroku i z uważnością rozszerzać perspektywę widzenia całej sytuacji. Zwłaszcza, że zwykle to, co na początku wydaje się trudne, przestaje takie być, kiedy poziom adrenaliny się obniży i zaczniemy patrzeć na nową sytuację bez silnych emocji.

Zmiany to oznaka postępu. Jeśli właśnie ich doświadczasz, to znaczy, że przechodzisz teraz przyspieszony kurs rozwoju osobistego. Sęk w tym, że zwykle wolimy święty spokój od karuzeli zdarzeń, która zmusza do działania. Opieramy się zmianom, a czasami nawet udajemy, że ich nie widzimy. Dotyczy to szczególnie takich sytuacji, kiedy nie chcemy się przyznać, że np. praca od lat odbiera nam radość życia, a w związku od dawna nie doświadczamy miłości i zrozumienia. Zmiana odbywa się zatem pod powierzchnią codziennego życia, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu…

Przyzwyczajenie do życia w tym samym miejscu, w tej samej pracy i z tym samym partnerem zawęża perspektywę widzenia. Czasami z lęku przed wzięciem życia we własne ręce wolimy trwać w iluzji, że możemy być szczęśliwi tylko w takim układzie, w jakim jesteśmy. Zużywamy więc mnóstwo energii na podtrzymywanie status quo. Ale jeśli jakaś część ciebie bardzo pragnie zmiany, będzie ci za wszelką cenę dawała o tym znać. Możesz odczuwać apatię, a niekiedy frustrację i złość. Możesz zazdrościć znajomym, że powodzi im się w życiu lepiej niż tobie. Możesz zaczytywać się w książkach z wartką akcją i marzyć o wielkich podróżach. Pytanie tylko, czy robisz coś, aby przekuć marzenia w rzeczywistość.

Otwarcie na zmiany

Warto wysłuchać głosu tej części siebie, która potrzebuje zmian. Zamiast na siłę ratować tonący statek i tkwić w starym schemacie, dobrze jest zapytać samej siebie: „Czego tak naprawdę pragnę i co mogę zrobić, aby zacząć realizować swoje marzenia?”. Statek musi zatonąć, aby na horyzoncie mogło pojawić się coś innego. Albo abyśmy mogli w ogóle to zobaczyć. Dlatego zamiast zużywać energię życiową na wtłaczanie życia w stare koleiny, sprawdź, co się stanie, jeśli po prosu pozwolisz zmianie się dopełnić. Życie nie przebiega jak długa, pozioma linia. Jest jak ocean, czasem spokojny, a czasami burzliwy. Fale to wyzwania, które dają ci możliwość dalszego rozwoju. Pomyśl o tym, jak twoje życie może się przeobrazić, jeśli każdą zmianę będziesz witać z uważnością, bez oceniania, czy jest dobra, czy zła. Zarówno tę, której doświadczasz niespodziewanie, jak i tę, która zachodzi niepostrzeżenie, pod osłoną codziennego życia. Każda zmiana to ruch energii, a ruch to impuls życia. Płyń więc z nurtem rzeki, a nie pod prąd. Kiedy płyniesz z nurtem, zmiany nie muszą być trudne do przeprowadzenia. Wręcz przeciwnie, otworzą cię na ocean nowych możliwości.

Ćwiczenie

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie kroki, jakie powinnaś podjąć, aby jak najlepiej przygotować się do przeprowadzenia zmiany. Podkreśl pięć najważniejszych, od których powinnaś zacząć. Wypisz również wszystkie znajome osoby, które przechodziły podobną zmianę i mogą pomóc ci się z nią oswoić. Skontaktuj się z trzema z nich i zaproponuj spotkanie. Rozmowa może ci pomóc w lepszym oswojeniu się z życiową zmianą.

Twórcza wizualizacja

Wyobraź sobie, że przenosisz się teraz na piękną plażę. To szczególne miejsce – tu spotkasz się z tym aspektem siebie, który jest bardzo kreatywny i posiada narzędzia do harmonijnego przeprowadzania zmian. Wyobraź sobie, że możesz teraz zadać mu wszystkie potrzebne pytania i poprosić o wskazówki. Możesz też zapytać, czy mógłby przekazać ci jakiś symbol, który pomoże ci aktywizować własną moc (może to być np. kamień lub pióro). Po wykonaniu ćwiczenia zapisz wszystkie wskazówki i postaraj się znaleźć realny kamień, pióro lub cokolwiek innego, co możesz utożsamić z tym aspektem siebie, by przypominał ci o tym, że moc i odwaga są w tobie.

Powiedz sobie, że…

Jeśli doświadczasz zmiany, spróbuj uwierzyć, że masz w sobie wszystkie narzędzia potrzebne do tego, by znaleźć się w nowej sytuacji i dać sobie ze wszystkim radę. Wewnętrzna moc aktywizuje się w sytuacjach, które określamy jako wyzwania. Zmiana może zatem zmotywować do obudzenia uśpionych dotąd potencjałów. Każdy koniec jest zapowiedzią początku. Kiedy coś się kończy, co innego się rozpoczyna. Jest jeszcze moment „pomiędzy”, w którym asymilujemy zmianę i zbieramy potrzebną energię. Ten czas nie musi być tylko trudny i stresujący, jest również ciekawy i rozwojowy. Pamiętaj o tym!

  1. Psychologia

Zjadaj słonia po kawałku - jak metodą małych kroków zmienić życie?

Słoń symbolizuje ogrom pracy, jakiej wymaga zmiana. (Fot. iStock)
Słoń symbolizuje ogrom pracy, jakiej wymaga zmiana. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się nad życiową zmianą? Od razu w ciągu jednego dnia? Przecież nie da się zjeść słonia w całości. Samo myślenie o zmianie stresuje. Dlatego proponuję ci łagodniejsze rozwiązanie, czyli zjadanie słonia po kawałku. To, od której części rozpoczniesz, zależy od ciebie. Pamiętaj tylko, aby nie była zbyt duża i do zjedzenia - radzi life-coach Sylwia Kalinowska.

Nawet jeśli jesteś nieszczęśliwa i zestresowana biegiem swojego życia, to i tak ciągle zmierzasz w tym samym kierunku. Dlaczego więc nie zmieniasz kursu?

Po pierwsze dlatego, że się boisz...
Lęk przed nieznanym jest dla ciebie gorszy, niż obecna nieznośna sytuacja. Po drugie masz przed oczami SŁONIA, czyli ogrom pracy, jakiej ta zmiana wymaga. A to błąd. Czasami wystarczy jeden mały krok, by zmiana się dokonała. W końcu nie musisz zjadać całego słonia, żeby nasycić głód. A badania dowodzą, że ludzie którzy próbują nowych rzeczy, są zdrowsi i szczęśliwsi oraz bardziej angażują się w życie od tych, którzy trzymają się raz obranego w życiu kursu. Na początek możesz wybrać inną drogę do pracy czy szkoły.

Dlaczego zmiana jest tak ważna?
A dlatego, że kiedy wykonujesz coś wielokrotnie i ciągle tak samo z czasem nabierasz rutyny, a twoja uważność się obniża lub spada do zera. Jeśli wkraczasz na nieznany grunt, wszystkie twoje zmysły się wyostrzają, aby zebrać jak najwięcej pomocnych w orientacji informacji. Zmiany, wbrew pozorom, nie utrudniają, a ułatwiają życie. Powodują wzrost twojej ciekawości i znacznie urozmaicają życie.

A teraz weź kartkę A4, długopis i lewą ręką narysuj słonia
(prawą jeśli jesteś leworęczna). Wystarczą tylko kontury: trąba, uszy, głowa, 4 nogi, tułów (podzielony na kilka części), ogonek i kły, które symbolizują coś, czego może nie warto zmieniać. W każdą z tych części wpisz określenie jakiejś części swojego życia, w której chciałabyś dokonać zmiany. Kiedy już to zrobisz, zastanów się od której części chcesz zacząć zjadać słonia. Może to będzie trąba, która symbolizuje na przykład pracę. A następnie w najbliższym tygodniu codziennie dokonaj dwóch małych zmian. Może uśmiechniesz się do szefowej, która cię wczoraj nie doceniła, a może napiszesz CV lub je przeredagujesz. A może sprawdzisz ofertę szkoleń lub zmienisz trasę do pracy.

A pod koniec tygodnia spróbuj podsumować swoje refleksje.
Co przyniosły ci te drobne zmiany? Słonia, jak każde zwierzę, można oswoić i uczynić naszym przyjacielem. Warto odnaleźć w sobie odwagę i zrobić z niej wreszcie użytek. Nie ma odwagi bez lęku. Jeśli odczuwasz lęk przed zmianami, to znaczy że masz w sobie pewną wrażliwość i pokorę. Każda zmian wymaga odwagi, bo idziesz w nieznane. Ale chyba największej odwagi wymaga przyznanie się, że bardzo potrzebujesz wyrwać się wreszcie ze swojej strefy komfortu, by zaznać trochę spokoju i radości życia, by wreszcie żyć w zgodzie ze sobą.

Kiedy ostatnio zastanawiałaś się co jest dla ciebie naprawdę ważne w życiu?
Zrób to teraz. Poświęć na to chwilę. Wypisz 5 wartości, bez których twoje życie nie ma sensu. Jak dawno temu weryfikowałaś swoje poglądy i przekonania? Jak wiele z nich nie ma już żadnego odbicia w rzeczywistości, która cię otacza. Wypisz 5 przekonań na temat życia, którymi się kierujesz? Czy to rzeczywiście prawda?

Oczywiście nie musisz rezygnować z całej swojej strefy komfortu.
Potrzebujesz takiej przestrzeni, w której możesz odpoczywać. Odważne „zjadanie słonia” powinno przejawiać się w poczuciu, że to, co robisz, jest zarazem słuszne i piękne, bo znajdujesz równowagę w życiu, czyli harmonię pomiędzy byciem a działaniem.

  1. Materiał partnera

O drodze, która prowadzi do „Ósmego kontynentu“  

Mariusz Szeib - autor książki „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, wyd. BookEdit (Fot. archiwum autora, materiały prasowe)
Mariusz Szeib - autor książki „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, wyd. BookEdit (Fot. archiwum autora, materiały prasowe)
Dlaczego bieganie pomaga nam odkryć życiową misję i osiągnąć więcej niż założone cele? Książka „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu. Historie prawdziwe” to pozycja dla każdego, kto biega, oraz wszystkich tych, którzy marzą by żyć pełnią życia.

“Każdy ma w swoich rękach latarkę z korbką, a w niej tyle światła, ile sam nakręci ” – to życiowe motto dr. Mariusza Szeib, biznesmena, filantropa i maratończyka. Jego przygoda z wielokilometrowymi biegami zaczęła się od szukania wyzwań w związku z 50. urodzinami. W swojej książce udowadnia, że – zgodnie z chińskim przysłowiem, które mówi, że podróż o długości 1000 mil zaczyna się od pierwszego kroku – bieganie zaczyna się od pierwszego pokonanego dystansu. W bieganiu chodzi jednak o coś więcej niż pokonywanie kolejnych kilometrów. Bieganie to nie tylko praca mięśni, to stan umysłu. „Poprzez nieustanne pokonywanie siebie nasz wysiłek zaczyna stopniowo przemieniać się w potężny oręż. Dzięki determinacji i spalaniu w sobie podczas biegu tego, co negatywne zaczynamy coraz lepiej radzić sobie z problemami. Rośnie w nas równocześnie chęć dzielenia się tą siłą z otoczeniem. Stopniowo rodzi się w nas „Ósmy kontynent” – mówi Mariusz Szeib.

Towarzysząc autorowi w biegach na siedmiu kontynentach, m.in. na Antarktydzie, Syberii, zamarzniętej tafli Bajkału, Murze Chińskim, Mount Evereście, Saharze czy Wyspach Wielkanocnych, przyglądając się mu, jak pokonuje trudy i czemu musi sprostać, możemy dowiedzieć się wiele o sobie. „To bite cztery godziny, podczas których można głęboko zajrzeć w głąb swojej duszy. Jest czas na przemyślenia i refleksje”.

Książka łączy w sobie emocje i dokumentaryzm charakterystyczny dla dobrego, wciągającego reportażu jak i refleksje i wskazówki, które znamy z podręczników liderów biznesu i działaczy społecznych. Atutem publikacji są zebrane w drugiej części książki relacje i doświadczenia nietuzinkowych postaci i autorytetów ze świata sportu i polityki, jak Jerzy Skarżyński, czy prof. Leszek Balcerowicz. Przedmowę do książki napisał Jacek Santorski.

Leszek Balcerowicz – O wyczynowym sporcie często mówi się, że kształtuje charakter. Myślę, że jest odwrotnie. To ludzie wytrwali, ambitni i systematyczni uprawiają sport wyczynowy. Michael Clinton – Pamiętaj, że najważniejsze jest właśnie żyć w zgodzie ze sobą. Lara Kruikskamp – Nie pozwól na to, by jakiekolwiek ograniczenia górowały nad twoimi ambicjami! Michał Walczewski – Prawdziwe szczęście osiąga się wtedy, gdy niewiele jest w stanie ci je odebrać. Nieukończony maraton nie może mnie unieszczęśliwić. Robert Celiński – Bieganie otworzyło mnie również na świat. Bez moich maratońskich celów pewnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że postawię stopę na Antarktydzie, a tym bardziej, że wygram tam maraton. Joe Findaro – Parę dni po maratonie Boston wyglądał jak strefa wojenna. Pełno telewizyjnych furgonetek, dziennikarze na każdym rogu. Marek Śliwka – Biegać dzisiaj każdy może, trochę lepiej lub gorzej. Jerzy Skarżyński – Rachunek prawdopodobieństwa mówi jednoznacznie – łatwiej mi było wygrać samochód w walce, niż wylosować go w loterii na mecie. Ignacio Bravo – Nigdy nie wiesz, jak bardzo jesteś silny, dopóki nie masz innego wyjścia niż biec.  

„Ósmy kontynent” to książka dla każdego, kto biega, czy chciałby zacząć biegać, ale przede wszystkim dla tych, którzy marzą by żyć pełnią życia, tak w obszarze zawodowym, jak i osobistym. Ta książka nie dotyczy bowiem tylko biegania. Przed Czytelnikiem otwiera możliwości odkrycia Ósmego kontynentu – marzeń, celów, pasji i talentów. To być może najważniejszy i wciąż najmniej odkryty kontynent, który zdobyć może każdy z nas.

O autorze: dr Mariusz Szeib – Prezes Zarządu Texet Poland Sp. z o.o., inżynier automatyk, doktor nauk ekonomicznych. Ukończył MBA, British Institute of Management (Londyn, Glasgow). Twórca kilku firm działających w sektorze B2B i B2C. Członek największej organizacji humanitarnej na świecie Lions Clubs. W wieku 50 lat zaczął biegać. Przebiegł 24 maratony na 7 kontynentach. Twórca biegów charytatywnych Freedom Charity Run oraz organizator kilkunastu akcji charytatywnych w Polsce i na świecie. Prywatnie ojciec trzech córek i dziadek sześciorga wnucząt.

„Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, Mariusz Szeib, wydawca: BookEdit, ISBN 9788395918902, cena: 49,90 zł, oprawa miękka ze skrzydełkami, format: 145 x 210 mm, liczba stron: 354, data premiery: 13 stycznia 2021 r. „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, Mariusz Szeib, wydawca: BookEdit, ISBN 9788395918902, cena: 49,90 zł, oprawa miękka ze skrzydełkami, format: 145 x 210 mm, liczba stron: 354, data premiery: 13 stycznia 2021 r.

Freedom Charity Run 2021: część pieniędzy ze sprzedaży książki zostanie przeznaczona na cel charytatywny Freedom Charity Run 2021 – w połowie na pomoc dla dzieci z porażeniem mózgowym z Ośrodka Ortopedyczno-Rehabilitacyjnego szpitala Klinicznego im. W. Degi w Poznaniu, Centrum Technologicznego Wspomagania Rehabilitacji.

  1. Styl Życia

Jak koronawirus zmienił nasze postanowienia noworoczne?

Najczęściej wymienianym postanowieniem noworocznym stała się chęć częstszych kontaktów z rodziną i bliskimi. (Fot. iStock)
Najczęściej wymienianym postanowieniem noworocznym stała się chęć częstszych kontaktów z rodziną i bliskimi. (Fot. iStock)
Schudnąć, rzucić palenie, ograniczyć picie alkoholu, przyłożyć się do nauki języków obcych - tak najczęściej brzmiały postanowienia noworoczne w ostatnich latach. Miniony, trudny rok wymusił jednak na nas przewartościowanie wielu rzeczy i zmianę podejścia, również w tej kwestii. Jak więc pandemia zmieniła nasze noworoczne postanowienia? 

Styczeń to czas refleksji nad swoim życiem, planowania wielkich zmian, zaczynania od nowa. Rok w rok większość z nas formułuje postanowienia noworoczne, często te same, co w roku poprzednim. Firma Brandwatch, zajmująca się monitorowaniem mediów społecznościowych, od kilku lat przeprowadza badania dotyczące naszych planów i celów na nowy rok. Analizuje anglojęzyczne wpisy na Twitterze, Reddicie, Tumblrze i forach dyskusyjnych, pojawiające się w ostatnich dniach danego roku. Na tej podstawie powstaje raport, który w tym roku firma opublikowała na swoim profilu instagramowym.

Wynika z niego, że w poprzednich latach najczęściej deklarowane postanowienia powtarzały się. W czołówce zazwyczaj plasowały się: ograniczenie alkoholu, zmiana pracy, przejście na wegetarianizm, oszczędzanie pieniędzy i rozpoczęcie aktywności fizycznej. W 2020 roku się to jednak zmieniło.

Najczęściej wymienianym postanowieniem noworocznym stała się bowiem chęć częstszych kontaktów z rodziną i bliskimi. Drugie miejsce zajęła potrzeba nauczenia się czegoś nowego. Natomiast na trzeciej pozycji znalazło się postanowienie dotyczące czytania większej liczby książek. Dalej badani wskazywali kolejno: ograniczenie spożywania alkoholu, ćwiczenia fizyczne, schudnięcie, rzucenie palenia, podróżowanie i oszczędzanie pieniędzy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.
 

Post udostępniony przez Brandwatch (@brandwatch)

Z raportu wynika więc między innymi, że postanowienia dotyczące o rezygnacji z mięsa prawie znikają - stanowią bowiem jedynie 1 proc., w porównaniu z 14 proc. w roku ubiegłym. Inni wielcy "przegrani" to oszczędzanie pieniędzy (spadek o dziewięć punktów procentowych) i ograniczanie spożycia alkoholu (spadek o osiem punktów procentowych).

Raport wyraźnie wskazuje na to, że w 2021 roku priorytety wielu ludzi zmieniły się. W tym roku, jak nigdy wcześniej, potrzebujemy kontaktu z najbliższymi, chcemy się rozwijać i uczyć. Miejmy więc nadzieję i zróbmy wszystko tak, by ten rok był lepszy od poprzedniego, również pod względem spełnienia swoich noworocznych postanowień.

  1. Psychologia

Od jutra będzie inaczej. Dlaczego nie umiemy dotrzymywać postanowień?

Chcemy schudnąć, zmienić pracę, być bardziej asertywni. Od tego roku, tego miesiąca, tej godziny. Tylko dlaczego wiecznie nam się to nie udaje? (Fot. iStock)
Chcemy schudnąć, zmienić pracę, być bardziej asertywni. Od tego roku, tego miesiąca, tej godziny. Tylko dlaczego wiecznie nam się to nie udaje? (Fot. iStock)
Chcę schudnąć, zmienić pracę, być bardziej asertywna… Od tego roku, tego miesiąca, tej godziny. Tylko dlaczego wiecznie mi się to nie udaje?

Marta ma apetyt na życie. Śmieje się perliście i otwarcie, dużo mówi. Ma urocze dołeczki w policzkach i blond loki. Ciągle się śpieszy. Szybko mówi, szybko też je. Dwa razy w roku wyjeżdża do Włoch, głównie z powodu makaronów. Z rozmarzeniem opowiada o tortellini ze szpinakiem i ricottą.

Jest kobietą przed czterdziestką i ma kilkanaście kilogramów nadwagi. Je jeden posiłek dziennie – trwający od rana do wieczora. Ciągle coś przekąsza, podjada, smakuje. Je całą sobą. Oczywiście wtedy, kiedy się nie odchudza. Gdy przystępuje do akcji zrzucania zbędnych kilogramów, z dużą dawką humoru opowiada znajomym i przyjaciołom o kolejnych dietach cud, które testuje, o zestawach ćwiczeń, którymi się torturuje, i medytacjach oddechowych, które śmiertelnie ją nudzą. Rozpoczyna to wszystko z każdym Nowym Rokiem, wiosną, jesienią i od niektórych poniedziałków. Bo Marta jest świetna w robieniu postanowień. Ekscytuje się, wręcz unosi się ze szczęścia, gdy czyta poradniki, serfuje po Internecie, śledząc fora, przeszukuje sklepy ze zdrową żywnością. Szykuje się na nowe.

„Mam energię do zmiany”

– Za każdym razem naprawdę wierzę, że mi się uda – mówi Marta. – Zmiana, której chcę, wydaje się naprawdę możliwa do wprowadzenia w życie.

Opowiada, że wyobraża sobie siebie szczupłą, najchętniej w dżinsach. Widzi się na zakupach, na których wybiera obcisłe bluzeczki w rozmiarze 38. Uśmiecha się do tych wizji, piekąc w foliowym rękawie mały kawałek schabu na obiad. Aż następuje moment, w którym robi się zbyt ciężko.

– Boję się tego charakterystycznego ścisku żołądka, mdlącego uczucia głodu – mówi Marta. I zaczyna dojadać, najpierw po dzieciach. Przecież nie wolno wyrzucać jedzenia. Impreza u przyjaciółki? Czemu nie! Idzie, bawi się i nie odmawia sobie dodatkowej porcji risotta czy ciasta. Czy po takiej przyjemności można wrócić do szpinaku, jedynie lekko posolonego, niedoprawionego śmietaną?

– To dla mnie zbyt okrutne i niesprawiedliwe. Bo co ja mam z tego życia? – tłumaczy Marta. Zaczyna kulinarne szaleństwo. Zaprasza gości na wykwintne kolacje, wraca do niedzielnego pieczenia ciasteczek, wydaje okrągłe sumy w delikatesach. Znowu podjada i przekąsza od rana do nocy.

– Czuję, że żyję, że jestem wolna – wyznaje. – Przekonuję siebie, że zasługuję na przyjemności. Że jeśli ja nie będę dla siebie dobra, to kto będzie? Z czasem jednak moje świetne samopoczucie się pogarsza. Dopadają mnie potworne wyrzuty sumienia. Krytykuję siebie za słabość, brak silnej woli, nazywam się tłustym potworem.

„Jestem beznadziejna”

Właściwie chodzi nie tylko o odchudzanie. Marta chętnie zmieniłaby też pracę. Od lat siedzi w tej samej firmie, w administracji. Fakt, dobrze zarabia, ale marzą się jej podróże, praca z ludźmi, a nie papierami. Co jakiś czas postanawia więc doszlifować angielski.

– Nie wiem dlaczego, ale nie mogę w tym wytrwać. Na kursie pojawia się opór przed wypowiadaniem się na forum, a indywidualne konwersacje zawsze w końcu mnie nudzą – opowiada. Stwierdza więc, że jest już za stara na naukę, rzuca lekcje i, podobnie jak po przerwaniu diety, czuje się wolna. Do czasu aż zacznie nazywać się leniwym potworem, bez talentu i ambicji.

– Wstydzę się, że jestem taka beznadziejna – mówi Marta. – Wpadam w czarną dziurę. Dopada mnie smutek, rozdrażnienie, złość. Ludzie mówią, że się nagle zmieniłam, bo najczęściej jestem rozgadana i uśmiechnięta.

Marta jest lubiana. Wysłucha, doradzi, pocieszy. Choć sama nie uważa, że dołeczki w jej policzkach są urocze ani że ma wyjątkowe poczucie humoru – inni sobie to cenią. Jej samopoczucie pogarsza się, gdy gwar ludzki wokół niej milknie. Czuje się otyła, niekochana, nieszczęśliwa.

 

„Męża też bym zmieniła”

Wojtek nie jest czuły jak kiedyś. On nawet nie jest nią zainteresowany. Ma swoje sprawy, czasu dla żony zostaje niewiele. Marta czasem postanawia z nim szczerze porozmawiać. Umie nawet zrobić awanturę. To jednak nie daje efektu, nie przywraca zaangażowania Wojtka sprzed lat. Są chwile, gdy Marta myśli, że to, jak się czuje w małżeństwie, ma jakiś związek z tym, że w dzieciństwie jej ojciec odszedł do innej kobiety.

– Czasem chce mi się wyć z bólu i samotności – mówi Marta. – Mąż jest tak odległy, obcy, a ja nie mam odwagi się do niego zbliżyć. Powiedzieć, co czuję, wyznać, czym mnie rani. Ale chyba pogodziłam się już z tym. Jest jak jest. Nie mam szans, by zacząć życie od nowa.

Komentarz psychologa

Dyskusja Dziecka z Rodzicem

Według analizy transakcyjnej, stworzonej przez amerykańskiego psychiatrę Erica Berne’a, w każdym z nas mieszkają trzy subpostacie: Rodzic, Dziecko i Dorosły. Sterują naszymi schematami zachowania i odczuwania.

Dziecko pod wpływem impulsu, wiedzione piękną wizją końca, podejmuje się szalonych zadań, których nie potrafi zrealizować. Dla niego liczy się tylko tu i teraz, czyli doraźna przyjemność. I pewnie gdyby nie Rodzic, nasze postanowienia noworoczne i wszelkie inne byłby zarzucane w chwili pierwszego dyskomfortu, wynikającego z ograniczeń. Wspaniały cel na zawsze pozostałby odległy. Rodzic przypomina nam o nim. Stoi za plecami i surowo ocenia wszystkie wpadki, każde ciastko zjedzone na diecie, każdy przerwany kurs angielskiego, każde niezrealizowane zadanie. I wtedy Dziecko czuje się jeszcze gorzej. Nie dość, że coś mu się nie udało, staje się podmiotem bezwzględnej krytyki.

Bo Rodzic jest tyranem, który nie uwzględnia okoliczności łagodzących. Nie ma litości dla potknięć Dziecka. On pragnie wychować człowieka ze stali, bo tylko taki, jego zdaniem, poradzi sobie w świecie. Kontakt między Dzieckiem a Rodzicem może odzwierciedlać najgorszy model relacji z dzieciństwa. Ponieważ jednak mechanizm ten odtwarza się na poziomie nieświadomym, nie jest łatwy do zauważenia.

Dlaczego Marta nie umie dotrzymywać postanowień?

Kiedy Marta planuje odchudzanie, widząc siebie szczupłą i atrakcyjną, przemawia przez nią Dziecko, które potrafi marzyć. To Ono wyobraża sobie, że kupuje obcisłe ubrania, podpowiada, że męża najlepiej zmienić, skoro jest taki nieczuły.

Rodzica w bohaterce poznajemy natomiast po klasycznych dobrych radach, które pojawiają się w jej relacji. „Nie wolno wyrzucać jedzenia”, „nie wypada odmawiać” – to typowe hasła Rodzica, suma ogólnych społecznych prawd i przekonań, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Najczęściej zbędnych, bo ograniczających. Rodzic Marty odzywa się również krytycznym, wręcz bezwzględnym głosem, kiedy Marta nazywa się tłustym, leniwym potworem, gani za brak ambicji, urody. W efekcie nie potrafi zawalczyć o szczęśliwy związek, satysfakcjonującą pracę czy szczupłą sylwetkę.

Na scenę wkracza Dorosły

Gdybyśmy mieli w sobie tylko Dziecko i Rodzica, pewnie nigdy nie wyszlibyśmy poza fazę ścierania się sprzecznych głosów. Szczęśliwie jest jeszcze Dorosły. To część nas, która jest mądra, doświadczona, zna możliwości i ograniczenia swojego „właściciela”.

Dorosły przygotowuje plan działania, który jest ambitny, ale realny do wykonania. Stara się dookreślić cel. Dorosły jest elementem wnoszącym świadomość. Może ocenić zapał Dziecka, a jednocześnie utemperować nieco oczekiwania Rodzica. I zamiast postanowień, że za pół roku będę szczupła, pojawia się obietnica, że do końca roku zgubię 7 kilogramów.

Dorosły jest na tyle rozsądny, że stosuje metodę małych kroków, czyli opracowuje cele pośrednie, za których realizację zawsze się nagradza. Nagroda to istotny aspekt pracy z celami. Przy osiągnięciu każdego etapu (np. strata pierwszego kilograma czy wytrwanie na zajęciach z angielskiego przez trzy miesiące) obdarowuje się. To może być drobiazg, ale taki, który ucieszy Dziecko. Bo to ono jest odpowiedzialne za aktywność, ruch, siłę działania. Dorosły jest bardziej wyrozumiały niż Rodzic. Kiedy zdarzy się wpadka, podchodzi do tego spokojnie. Nie uogólnia, nie krytykuje, nie załamuje się, tylko przechodzi nad tym do porządku dziennego i idzie dalej. Jest także na tyle zapobiegliwy, że potrafi stworzyć plan awaryjny. Czyli potrafi wymyślić sposób postępowania na wypadek kłótni z mężem, problemów w pracy, gorszego samopoczucia, kiedy to odkładamy na bok wszystkie postanowienia i sięgamy po czekoladę lub w inny sposób zapadamy się w siebie.

 
Wbrew pozorom Dziecko z Rodzicem stanowią dobraną parę. Rodzic poucza, a Dziecko wysłuchuje. W tym trójkącie outsiderem jest Dorosły, który odważa się na polemikę zarówno z Rodzicem, jak i z Dzieckiem. Widzi słomianą schematyczność pierwszego i słomiany zapał drugiego. Wygląda na to, że najlepiej byłoby się pozbyć obojga i zostawić tylko Dorosłego. Ale byłoby to błędem.

Każda z trzech postaci jest nam bowiem w jakiś sposób potrzebna. Jeśli ją wykorzystać we właściwym celu, zaprząc do pracy – sukces murowany. Dorosły, choć jest taki mądry, przewidujący i świadomy, sam nie da rady ruszyć bryły z posad.

Wskazówka dla Marty

Żeby Marta mogła zacząć dietę, lekcje angielskiego, rozmowy z mężem... – potrzebuje zgodnej współpracy trzech subpostaci. Plan jest taki: Od Dziecka niech weźmie wizję i odwagę. Rodzic będzie odpowiadał za konsekwencję, a Dorosły zadba, by Rodzic z Dzieckiem mogli razem działać, zamiast się na siebie obrażać.

Ale żeby ten scenariusz mógł być realizowany, Dorosły musi być aktywny. I tu jest sedno problemu, bo zapadł w letarg. Stało się to najprawdopodobniej jeszcze w dzieciństwie. W momencie, kiedy ojciec Marty odszedł do innej kobiety. Pozbawiona wsparcia w tak trudnym momencie Marta zatrzymała się na etapie Dziecka. Zabrakło wyjaśnień, przedstawienia argumentów obu stron, zrozumienia. Zabrakło w jej otoczeniu prawdziwego Dorosłego. I tak często jest, że dzieci są wychowywane przez inne Dzieci.

Osoba z syndromem Dziecka postrzega świat monochromatycznie. Ludzie są źli albo dobrzy, głupi albo mądrzy. Nie ma cieni, szarości, normalności. Dlatego też w przypadku Marty, jedno odstępstwo od diety przesądzało o tym, że rzucała w kąt całe odchudzanie. Podobnie było z innymi projektami. Tak zachowuje się Dziecko i ma do tego prawo. Chyba, że ma więcej niż trzydzieści lat. Wtedy warto się zastanowić, czy to Dziecko nie przejęło nad nami kontroli.

Według analizy transakcyjnej, stworzonej przez psychiatrę Erica Berne’a, w każdym z nas mieszkają trzy subpostacie: Rodzic, Dziecko i Dorosły. Sterują naszymi zachowaniami. Historia Marty jest bardziej skomplikowana, dlatego trzeba czegoś więcej niż tylko ustawienia odpowiednich proporcji pomiędzy jej wewnętrznymi bohaterami. Dość wcześnie zostawała pozbawiona poczucia bezpieczeństwa, jakie daje bliskość z rodzicami. Zamiast pierwszogatunkowej miłości otrzymała produkt miłościopodobny – jedzenie. Prosty i jakże uroczy sposób, żeby wyrazić uczucie. Jeśli jednak jedzenie jest jedynym sposobem okazywania miłości – obdarowany zostaje zamieniony w ofiarę. Żeby zająć się tymi problemami, przydałby się ktoś do pomocy. Może terapeuta?

Jak jednak sprawić, żeby Marta odważyła się dać sobie jeszcze jedną szansę? Pierwszym krokiem ku temu będzie wniesienie świadomości – zrozumienie, co się z nią dzieje, co nią powoduje i dlaczego podejmuje takie decyzje. Wiedza na temat mechanizmów, które rządzą jej wyborami, może pomóc uratować wewnętrzne Dziecko – kiedyś porzucone. I to nie raz, bo najpierw przez ojca, a teraz przez męża. Wtedy jednocześnie bezwzględny Rodzic przestanie obrzucać obraźliwymi epitetami, a Dorosły wydorośleje.

Żeby dać sobie wsparcie w odnajdywaniu drogi do własnej tożsamości, może skorzystać ze wsparcia zewnętrznego: warsztatów, psychoterapii, coachingu, kręgów kobiet, ale też mądrych czasopism, książek oraz ludzi.