1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Obserwuj swój umysł i ciało - inspirujące ćwiczenia na czerwiec

Obserwuj swój umysł i ciało - inspirujące ćwiczenia na czerwiec

fot. iStock
fot. iStock
Czerwiec to półmetek roku, czyli czas, który sprzyja pierwszym podsumowaniom tego, jak realizujesz swoje noworoczne postanowienia. Jeśli od stycznia konsekwentnie się ich trzymasz, pora powiedzieć sobie: „Brawo! Oby tak dalej!”. Jeśli jednak przeżywasz właśnie kryzys motywacyjny, trenerka Dagmara Gmitrzak podpowie, jak z niego wyjść.

Ćwiczenie 1. Na progu zmian

Od jakiegoś czasu planujesz – bez skutku – wprowadzić nowe nawyki do swojego życia?  A może pragniesz życiowej zmiany, ale wciąż brakuje ci energii i motywacji do zrobienia tego pierwszego kroku na ścieżce zmiany? Oto technika, która pomoże ruszyć do przodu.

Weź kartkę i przedziel ją pionową linią. W lewej kolumnie napisz wszystko, co przychodzi ci do głowy w odpowiedzi na pytanie: „Jakie mogą być koszty tego, że nie wprowadzę żadnych zmian w życiu?”. W prawej kolumnie napisz odpowiedzi na pytanie: „Jakie mogą być pozytywne efekty tego, że nic nie zmienię?”. A teraz weź kolejną kartkę i przedziel ją linią. W lewej kolumnie zapisz pytanie: „Jakie mogą być koszty tego, że wprowadzę zmiany do mojego życia?”, w prawej kolumnie zapisz: „Jakie mogą być korzyści z tego, że coś zmienię?”. Zapisz swoje odpowiedzi. Przeczytaj wszystko jeszcze raz i sprawdź, jak się czujesz podczas czytania. Obserwuj swój umysł i ciało ¬ one podpowiedzą ci, co należy teraz zrobić. Powodzenia!

Ćwiczenie 2. Pozytywnie przed snem

Zdarza ci się iść do łóżka ze wszystkimi myślami, które nie pozwalają ci się zrelaksować i delikatnie zanurkować w sen? Zamiast odprężenia zamartwiasz się tym, co się wydarzyło, i tym, co może się wydarzyć? Oto technika, która pomoże ci przestawić uwagę i uaktywnić ośrodki w mózgu związane z pozytywnymi emocjami.

Tuż przed położeniem się do łóżka przypomnij sobie dobre zdarzenia, przyjemne doświadczenia i pozytywnych ludzi z twojego otoczenia. Pomyśl o przyrodzie i najpiękniejszych miejscach, w których byłeś. Pozwól, aby etap wspominania trwał co najmniej pięć minut. Twój układ limbiczny przestanie być tak aktywny, poziom hormonów stresu obniży się, w mózgu zwiększy się ilość fal alfa związanych z głębokim relaksem. W takim stanie łatwiej ci będzie wejść w objęcia Morfeusza.

Ćwiczenie 3. Uciszyć kontrolera

Warto mieć wpływ na swoje życie i aktywnie je zmieniać, ale czasami chcemy zbyt obsesyjnie kontrolować sytuacje, innych ludzi albo bliską osobę. W tym miesiącu chcę cię zachęcić do odpuszczenia choć trochę tej kontroli. Zwłaszcza że nie sprzyja ona miłości i harmonii w związku. Na początek zacznij od wyobrażenia sobie, jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś się uwolnił od potrzeby kontrolowania danej relacji i zachowania drugiego człowieka? Jak byś się czuł, pozwalając sobie i jemu na więcej wolności? Praktykując taką otwartą postawę, uczysz się akceptacji tego, że sprawy czasami idą w innym kierunku niż się tego spodziewamy, a mimo to nadal możemy czuć się dobrze. Dając więcej wolności komuś, sam możesz się bardziej odprężyć i cieszyć swoją wolnością.

Ćwiczenie 4. Oddech zamiast wybuchu

Czy zdarza ci się używać krytycznych lub obraźliwych słów w komunikacji z innymi? Takie słowa trudno jest odkręcić i wyjaśnić rozmówcy, że powiedzieliśmy je w emocjach. Jeśli chcesz zapobiec powiedzeniu o jedno zdanie za dużo w relacji partnerskiej lub w pracy, ćwicz swoją refleksyjność. Nie chodzi o tłumienie uczuć czy słów, lecz o uświadomienie sobie momentu, w którym poziom twoich emocji znacząco wzrasta. Wraz z nim wzrasta bowiem ryzyko tego, że możesz powiedzieć coś, czego będziesz później żałować.

Kiedy podczas rozmowy z kimś czujesz, że nadchodzi właśnie taki moment, oddal się na chwilę i powiedz sobie w myślach: „OK, lepiej będzie teraz zastopować”. Zaproponuj zakończenie rozmowy lub przełożenie jej na później. Jeśli to twój rozmówca jest pobudzony emocjonalnie i zaczyna cię obrażać, zamiast rewanżować się tym samym, weź głęboki oddech i powiedz do siebie: „Nie muszę tego wysłuchiwać, ta osoba jest pod wpływem silnych emocji”.

Pamiętaj, słowa powiedziane w tzw. amoku emocjonalnym zwykle są bardzo przejaskrawione i nie warto traktować ich poważnie. A jeszcze lepiej nie wypowiadać ich wcale.

Ćwiczenie 5. Daj się ponieść pasji

Amerykański psycholog węgierskiego pochodzenia – Mihaly Csikszentmihalyi, specjalizujący się w zagadnieniach związanych z kreatywnością, odkrył, że kiedy robimy coś, co nas pasjonuje i jest to jednocześnie dla nas wyzwaniem (ale nie przerasta naszych możliwości), wchodzimy w stan, który nazwał przepływem (flow). Charakteryzuje go pełna koncentracja, radość i całkowite pochłonięcie wykonywaniem jednej czynności. Kiedy jesteśmy w stanie flow, czas dla nas nie istnienie, doświadczamy zwiększenia sił witalnych i swoistej euforii, ponieważ mózg wytwarza więcej endorfin. To dlatego robienie tego, co kochamy, może działać antydepresyjnie. Kiedy poświęcasz się pasji, przestajesz myśleć o problemach, analizować je i zamartwiać się. I wcale nie musisz przeznaczać na to mnóstwa czasu czy pieniędzy. Stan przepływu mogą wywołać tak proste czynności, jak pisanie, śpiewanie, uprawianie jogi, nauka tańca czy gry na jakimś instrumencie oraz... praca. A zatem daj się ponieść!

Ćwiczenie 6. Kreatywne inspiracje

Umysł lubi być aktywny, więc daj mu trochę rozrywki. To inspirujące ćwiczenie możesz wykonać w każdym miejscu, w którym się znajdujesz.
  1. Wymień pięć ulubionych filmów, które teraz ci przychodzą do głowy.
Kto jest głównym bohaterem każdego z nich? Jaką transformację przechodzi ów bohater? Jakie jest zakończenie filmu? W czym jesteś podobny, a w czym inny od bohatera filmu? Która historia filmowa może cię w tej chwili zainspirować?
  1. Wymień pięć miejsc na świecie, do których chciałbyś pojechać.
Co ci się kojarzy z tymi miejscami i co cię do nich przyciąga? Jak myślisz, jak byś się czuł, będąc w tych miejscach? Co cię powstrzymuje przed tym, abyś czuł się tak już teraz? Czy pojechanie do jednego z tych miejsc jest realne dla ciebie? Czy przeczuwasz, że mogłoby cię do czegoś zainspirować?
  1. A teraz pomyśl o pięciu ukochanych książkach.
Kto jest bohaterem każdej z nich? Co cię łączy z tymi bohaterami, a co cię od nich różni? Która z opisanych historii jest teraz dla ciebie najciekawsza? W czym może cię zainspirować?

Ćwiczenie 7. Kolorowe jedzenie

By mieć siły i energię do wprowadzenia zmian, codziennie dostarczaj organizmowi świeżych owoców i warzyw. Pamiętaj, aby tych pierwszych nie spożywać po posiłku, lecz najlepiej na 15 min przed. Organizm trawi owoce najszybciej, a jeśli spożywasz je na końcu posiłku, będą czekać w przewodzie pokarmowym i kwaśnieć.

Sięgaj po owoce pełne flawonoidów, czyli organicznych, wysoko odżywczych związków występujących w roślinach, które wspierają układ odpornościowy, np. borówka amerykańska, maliny, czarna porzeczka, jabłka, wiśnie, jagody. Warzywa zawierające dużo flawonoidów to m.in. brokuły, rośliny strączkowe, korzeń pietruszki.

Do sałatek dodawaj świeżych ziół, takich jak: bazylia, kolendra, oregano, pietruszka. I najważniejsze: jedz powoli, smakując każdy kęs.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zadbaj o swoje życie wewnętrzne - inspiracje na listopad

Listopadowe wieczory warto przeznaczyć na praktykowanie duńskiej filozofii hygge, która oznacza przytulność, uczucie ciepła, harmonii, a także cieszenia się drobnymi przyjemnościami. (Fot. iStock)
Listopadowe wieczory warto przeznaczyć na praktykowanie duńskiej filozofii hygge, która oznacza przytulność, uczucie ciepła, harmonii, a także cieszenia się drobnymi przyjemnościami. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Listopadowe dni spędzamy raczej stacjonarnie (i w pobliżu źródła ciepła). Warto wykorzystać ten czas na zrobienie porządków oraz gruntownych remontów we wnętrzu dosłownym i metaforycznym.

Ćwiczenie 1. Rozmyślania w fotelu

Jesienna aura może wprawiać nas czasami w melancholijny, a nawet depresyjny nastrój. Szarość na zewnątrz konfrontuje z niewyrażonymi emocjami i „uwierającymi” stanami: smutkiem, żalem, rozczarowaniem i poczuciem, że utraciliśmy coś bezpowrotnie. Może również aktywować w nas lęk przez zmianami i starzeniem się. To, co możesz zrobić, kiedy dopadnie cię jesienna melancholia, to uświadomić sobie i nazwać to, co dokładnie teraz czujesz. Następnie zadaj sobie kolejno pytania: Co jest prawdziwą przyczyną mojego smutku (żalu, rozczarowania, lęku etc.)? Czego obecnie potrzebuję? Jak mogę o siebie teraz zadbać? Jeśli w tej chwili w życiu doświadczasz niespodziewanej zmiany, spróbuj spojrzeć na tę sytuację z szerszej perspektywy. Jak powiedział Dalajlama: „Kiedy coś tracisz, pamiętaj, aby nie stracić tej lekcji”. Zadaj sobie pytanie: Jaka ważna lekcja pojawiła się dzięki tej zmianie? Jak mogę to wykorzystać pozytywnie? A teraz pomyśl o tym, że kiedy tracisz jedno, robi się przestrzeń na coś nowego. Weź kilka głębokich oddechów i spróbuj poczuć ciekawość związaną z tym, co nowego może się teraz wydarzyć w twoim życiu.

Ćwiczenie 2. Uwolnij się od nadmiaru

Rozejrzyj się dookoła. Czy naprawdę potrzebujesz wszystkiego, co cię otacza? Takie pytanie proponuje zadać sobie propagatorka minimalizmu, japońska pisarka Hideko Yamashita. Jej autorska metoda Dan-Sha-Ri (opisana w ksiażce pod takim tytułem) to sztuka ustanawiania porządku w otoczeniu poprzez eliminację wszystkiego, co nie jest niezbędne. Może być szczególnie inspirująca, jeśli należysz do plemienia zbieraczy, którzy latami chomikują przedmioty i mają problem z rozstaniem się z nimi. Trzy filary Dan-Sha-Ri oznaczają kolejno: odmowę (mówienie „nie” kolejnym nowym, a bezużytecznym rzeczom, które chcą stać się częścią naszego życia); wyrzucanie (pozbywanie się przedmiotów, które przepełniają naszą przestrzeń) i odcięcie się (rezygnację z przywiązania do rzeczy).

Aby zrobić przestrzeń na coś nowego w życiu, niezbędna jest umiejętność pożegnania się z tym, co nie jest użyteczne. Robiąc gruntowne porządki w domu, wykreujesz stan wewnętrznej równowagi w sercu i umyśle. Warto spróbować i podelektować się stanem określanym jako Ri – uczuciem wolności i lekkości, poczuciem wewnętrznej harmonii. Uzyskasz go tylko dzięki regularnemu powtarzaniu Dan i Sha.

Ćwiczenie 3. Sięgnij po marzenia!

Mary Reynolds, projektantka ogrodów, bohaterka filmu „Dzika jak natura”, marzy o udziale w prestiżowym konkursie. Zapisuje na kartce: „Dziękuję za przyznanie mi głównej nagrody w konkursie”, a potem wykonuje pierwsze kroki na drodze do realizacji tego marzenia. Nie załamuje się, kiedy pojawiają się niespodziewane komplikacje. Jest zmotywowana, ponieważ realizuje swoje pragnienie z dzieciństwa. Zainspiruj się jej historią. Pomyśl, o czym marzyłeś w dzieciństwie? Jakie pomysły odłożyłeś „na później”? Wybierz jedno marzenie i zastosuj metodę małych kroków. Codziennie pielęgnuj w sobie to marzenie, myśl o nim pozytywnie rano i tuż przed zaśnięciem. Wejdź w uczucia i emocje, jakie się wtedy w tobie budzą. Trwaj w tym procesie „karmienia” marzenia, aż poczujesz gotowość do kolejnego kroku – działania. Jesień i zima to znakomity czas na sadzenie ziarenek marzeń, pielęgnowanie ich i troszczenie się o nie.

Ćwiczenie 4. Zadbaj o swój hygge time

Listopadowe wieczory są też idealne na praktykowanie bardzo modnej duńskiej filozofii hygge. Hygge oznacza przytulność, uczucie ciepła, harmonii, a także bezpieczeństwa i cieszenia się drobnymi przyjemnościami. To wszystko, co wprawia nas w dobry nastrój i stan relaksu. Istotą hygge jest uczucie więzi, jaką odczuwasz, przebywając z bliskimi, z naturą, ale również sam ze sobą. Oto przykłady sytuacji, które pomogą ci wejść w stan wewnętrznego ukojenia: Owinięty kocem siedzisz na fotelu z pyszną herbatą w ulubionym kubku lub filiżance. Słuchasz muzyki, czytasz ciekawą książkę, kontemplujesz chwilę obecną, jest ci ciepło, błogo, po prostu dobrze.
  • Spotykasz się w przytulnym miejscu z grupą przyjaciół. Panuje atmosfera luzu, radości, wzajemnego szacunku i troski.
  • Jesz kolację z ukochaną osobą. Za oknem szaro, a ty delektujesz się uczuciem więzi z kimś bliskim oraz pysznym jedzeniem.
  • Spacerujesz po lesie, jesteś w kontakcie z przyrodą, cieszysz się ciszą i tym, że możesz oddychać świeżym powietrzem i naładować wewnętrzne baterie.

Ćwiczenie 5. Moc muzyki

Jesienią zwykle mamy obniżony nastrój związany z niedoborem słońca. Jednym ze sposobów na poprawę samopoczucia jest terapeutyczna moc muzyki. Ścieżka dźwiękowa powinna być radosna i słoneczna. Zaprzyjaźnij się z flamenco, brazylijską sambą, muzyką z Afryki czy Karaibów. Jeśli rano brakuje ci energii, nagraj kilka ulubionych utworów na telefon i słuchaj ich po przebudzeniu oraz w trakcie drogi do pracy. A wieczorem, aby nastroić się do snu, nastaw spokojną bossa novę, muzykę instrumentalną albo relaksacyjną, która wywołuje w mózgu fale alfa, związane z odprężeniem i kreatywnością.

Ćwiczenie 6. Kreatywny zeszyt

Jak jeszcze bardziej uruchomić kreatywność? Na przykład prowadząc twórcze notatki. Wybierz zeszyt z okładką, która najbardziej ci się spodoba. Umów się ze sobą, że codziennie napiszesz cokolwiek, choćby jedno zdanie, które odzwierciedla to, jak się czujesz, czego potrzebujesz, co masz w planach czy co właśnie przyszło ci do głowy. Możesz również malować lub rysować, a nawet wklejać obrazki wycięte z pism. Zapisuj wszystkie, nawet z pozoru bezsensowne myśli i pomysły. Kreatywny zeszyt zachęca do ekspresji, wyrażania tego, co w danej chwili krąży w twoim umyśle i sercu. Już samo przeglądanie takich zapisków bywa inspirujące.

Ćwieczenie 7. Rozgrzewający napój

Deszcz i zimno to nie najlepsza aura dla układu immunologicznego. Aby wzmocnić odporność, polecam oczyszczający i rozgrzewający napój na bazie naturalnych składników. Weź 1/2 łyżeczki kurkumy, 1/2 łyżeczki imbiru, szczyptę czarnego pieprzu lub pieprzu cayenne oraz 1/2 łyżeczki cynamonu. Wsyp wszystkie składniki do kubka i zalej je wrzątkiem. Po minucie dodaj sok z 1/2 cytryny. Wymieszaj wszystko. Możesz dodać odrobinę ksylitolu, syropu z agawy lub miodu. Pij taki napój co rano na czczo oraz między posiłkami. Dobry humor i zdrowie gwarantowane!

  1. Moda i uroda

Jacquemus - opowieść bardzo francuska

Pokaz kolekcji Jacquemus wiosna-lato 2021 (Fot. Getty Images)
Pokaz kolekcji Jacquemus wiosna-lato 2021 (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Zawsze interesowało mnie opowiadanie historii. wiedziałem, że każda kolekcja będzie nosiła tytuł francuskiego filmu – mówi Simon Porte Jacquemus. Jego inspiracją są kobiety. To właśnie dla nich, z każdą kolekcją, tworzy nowy świat.

Zawsze interesowało mnie opowiadanie historii. wiedziałem, że każda kolekcja będzie nosiła tytuł francuskiego filmu – mówi Simon Porte Jacquemus. Jego inspiracją są kobiety. To właśnie dla nich, z każdą kolekcją, tworzy nowy świat.

Szereg jasnych drewnianych desek wije się wśród pola złocistej pszenicy. Po tej serpentynie maszerują modelki i modele w kreacjach będących symbolem nowoczes­nego francuskiego stylu. To nie jest zwykły pokaz mody. Biją z niego spokój, poezja, czyste piękno. Bo Simon Porte Jacquemus to też o wiele więcej niż kreator mody; to twórca, który z każdą kolekcją pisze nową opowieść.

Dwie godziny czterdzieści

Dokładnie tyle zajmuje przejazd z rodzinnego Mallemort w Prowansji do Paryża. Paryża, który dla małego Simona był centrum wszechświata. – Myślałem, że jeśli będę znany w Paryżu, będę znany na całym świecie – mówił w jednym z wywiadów. Wychował się jednak w zupełnie innym otoczeniu, dalekim od kamienic przy bulwarze Haussmanna. Dorastał w rodzinie rolników, w uroczym, spokojnym miasteczku. W weekendy pomagał dziadkom sprzedawać warzywa na targu. Lubił to. Podobnie jak zajęcia twórcze. – Kiedy miałem siedem lat, wyciągnąłem z szafy lnianą firankę, w której nożem kuchennym zrobiłem osiem dziur z każdej strony. Związałem je sznurówką od converse’ów i tak stworzyłem spódnicę. Bardzo brzydką spódnicę. Ale moja mama ją nosiła i przyszła w niej odebrać mnie ze szkoły. Była ze mnie dumna – wspominał. Uwielbiał kino, fascynował się kostiumami i uniformami. Zastanawiał się, czy nie zostać księdzem. Nie z potrzeby serca, ale dlatego że podobały mu się proste czarne sutanny. Zdecydował jednak, że bliżej jest mu do tworzenia mody i w wieku ośmiu lat napisał list do Jeana-Paula Gaultiera, by ten przyjął go jako stylistę. – Jaki był mój argument? Będę najmłodszym stylistą – przekonywałem – więc może będzie wokół tego dużo rozgłosu – wspomina rozbawiony.

Simon Porte Jacquemus (źródło: Instagram) Simon Porte Jacquemus (źródło: Instagram)

Centrum wszechświata

Kiedy tylko skończył 18 lat, wsiadł do pociągu prosto do miasta marzeń, swego centrum wszechświata, by studiować projektowanie w paryskiej szkole mody ESMOD. Po kilku miesiącach zginęła w wypadku samochodowym jego matka. Muza, inspiracja. W rezultacie Simon rzucił studia i bez przygotowania, bez staży w domach mody i formalnego wykształcenia, w wieku zaledwie 19 lat, założył własną markę. Na cześć zmarłej Valérie nazwał ją jej nazwiskiem panieńskim – Jacquemus. By otworzyć firmę i zarobić na tkaniny, zatrudnił się jako sprzedawca w butiku Comme des Garçons Rei Kawakubo, projektantki, którą niezwykle cenił i która później razem z mężem, Adrianem Joffe’em (założycielem Dover Street Market), będzie go wspierać. Kolekcje tworzył po godzinach pracy. Niski budżet i ograniczenia w zakupach materiałów wymusiły zachowanie prostej formy. W efekcie stworzył zupełnie nowy minimalizm.

Zdjęcie z pokazu wiosna–lato 2020. (Fot. Getty Images) Zdjęcie z pokazu wiosna–lato 2020. (Fot. Getty Images)

Jak Serge Gainsbourg w świecie hip-hopu

Jacquemus wyróżniał się od początku – nie tylko ze względu na oryginalne projekty, które łączą minimalizm z seksapilem, a awangardę z komercją. Od początku był szczery, pokorny, ciepły. I choć od dziecka marzył, by być paryżaninem, teraz chce być nazywany projektantem francuskim. Bo to kobiety Francji, nie Paryża, tak bardzo go inspirują. Jest dumny ze swojego pochodzenia, którego elementy zgrabnie wplata w kolejne kolekcje. Chętnie opowiada o pracy na roli i spokoju, który temu towarzyszy. Zakochany w kinie, tworzy wokół każdej kolekcji nowy świat. Prawdziwie francuski. – Kiedy dorastałem, wszyscy wokół mnie starali się być bardzo amerykańscy, nosili czapki z daszkiem i słuchali hip-hopu. Ja chciałem być jak Serge Gains­bourg – wspomina. Jacquemus bawi się więc francuskimi filmami, muzyką i wszystkim, co z Francją się kojarzy. Z każdą kolekcją młody projektant stawał się pewniejszy siebie, coraz silniej zaznaczając swoją pozycję w branży, by w końcu zostać nazwanym nowym Lagerfeldem.

Kampania reklamowa kolekcji wiosna-lato 2020 z Liline, babcią Jacquemusa (Fot. Getty Images) Kampania reklamowa kolekcji wiosna-lato 2020 z Liline, babcią Jacquemusa (Fot. Getty Images)

Projektant na białym koniu

Obecnie na Instagramie śledzi go 2,6 miliona ludzi głodnych wysmakowanych fotografii i inspirujących filmów. W sieci poznał większość najbliższych przyjaciół, w tym modelkę i influencerkę Jeanne Damas. Początkowo swoją wizję prezentował głównie w Internecie. Dopiero gdy po jego projekty zaczęły ustawiać się kolejki, mógł sobie pozwolić, by gości pokazów przenieść do świata magii, w którym idzie po wybiegu boso, prowadząc białego konia, a jego modelki kroczą przez pole lawendy na południu Francji czy – jak ostatnio podczas prezentacji nowej kolekcji – wśród zbóż. Jacquemus potrafi dokonać niemożliwego i zachwycić klientki torebkami tak małymi, że pomieszczą jedynie bezprzewodowe słuchawki, albo kapeluszami z tak gigantycznym rondem, że mogłyby służyć za parasol. – Wyprzedały się cztery razy! Fabryka nie była w stanie zrobić więcej, ponieważ skończyła się słoma – mówił rozpromieniony. Twarzą ostatniej kampanii została jedna z jego muz – babcia Liline, która udowodniła, że każda kobieta wygląda obłędnie w lnianych sukniach i garniturach w kolorze ostrego różu Jacquemusa. I każda chce być częścią jego świata. Pięknego, poetyckiego i na wskroś francuskiego.

Kampania reklamowa kolekcji wiosna-lato 2020 z Liline, babcią Jacquemusa (Fot. Getty Images) Kampania reklamowa kolekcji wiosna-lato 2020 z Liline, babcią Jacquemusa (Fot. Getty Images)

 

  1. Styl Życia

Im mniej, tym więcej. Oczyść swoją przestrzeń z rozpraszaczy

Mniej rzeczy i spraw na głowie to więcej czasu dla siebie i innych, więcej przestrzeni i życiowej energii. (Fot. Getty Images)
Mniej rzeczy i spraw na głowie to więcej czasu dla siebie i innych, więcej przestrzeni i życiowej energii. (Fot. Getty Images)
– Mniej rzeczy i spraw na głowie to więcej czasu dla siebie i innych, więcej przestrzeni i życiowej energii – przekonuje blogerka i minimalistka Katarzyna Kędzierska. Radzi też, by minimalizmu nie traktować jako życiowej filozofii, a jedynie jako źródło inspiracji.

W książce „Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce” zadajesz czytelnikom pytania, które wydały mi się bardzo trudne. „Jaki jest Twój plan na życie? Zastanawiałaś się kiedykolwiek, kim jesteś, jakim człowiekiem chcesz być i co jest dla Ciebie najważniejsze?”. To o wiele więcej niż tylko pozbywanie się obtłuczonych kubków z kuchennej szafki, a przecież powtarzasz, że minimalizmu nie traktujesz jak filozofii. Rzeczywiście wychodzę z założenia, że jeśli potraktowałabym minimalizm jako filozofię, to oczekiwałabym, że to on dostarczy mi odpowiedzi na wiele pytań: jak żyć? gdzie szukać sensu? i tak dalej. Wydaje mi się jednak, że traktowanie go w ten sposób jest błędem. Każdy z nas ma przecież inny system wartości. Bez względu na niego możemy jednak skorzystać z minimalizmu jako narzędzia, chociażby po to, aby ten system wartości na nowo odkryć. Minimalizm pozwala zrozumieć, gdzie jest nasze „mniej”, a tym samym gdzie jest „więcej”, i tam przekierować zasoby i życiową energię. Mówiąc krótko, postawiłabym minimalizm o szczebelek niżej. Obawiam się, że jeśli zaczniemy mówić o minimalizmie jako o filozofii, to część osób będzie go utożsamiać z jakimś zbiorem zasad, którymi należy się w życiu kierować. A to byłaby pułapka.

Dlaczego? Większość treści związanych z minimalizmem, które pojawiają się ostatnio w mediach i sieci, ma charakter mocno spłycony, uproszczony. Furorę robią artykuły typu „Mam 100 rzeczy. Jestem minimalistą”. Ludzie to czytają i tak jak wcześniej kompulsywnie gromadzili przedmioty, tak teraz zaczynają fiksować się na ich pozbywaniu; uzależniają się od wyrzucania. Wbrew pozorom nie jest to problem wydumany – pisze o tym do mnie w komentarzach i wiadomościach prywatnych wielu czytelników. Wstają rano i zamiast skoncentrować się na tym, co daje im radość, co jest dla nich wartością, za co są wdzięczni – zastanawiają się, co by wyeliminować ze swojego otoczenia. W takim układzie pozbywanie się staje się wartością samą w sobie, a to właśnie pułapka, o której wspomniałam.

Wprowadzenie minimalizmu do swojego życia dla wielu z nas jest pewną rewolucją, a neofici często mają skłonność do przesady. Oczywiście; co więcej, tytuły takie jak wspomniałam, są bardzo nośne – ja nie chciałabym kierować moich czytelników w tę stronę. Uśmiecham się więc, gdy ludzie pytają, czy mając 101 przedmiotów, mogą być minimalistami, czy też jest to wykluczone... Jakiś czas temu zażartowałam nawet, że zacznę wystawiać certyfikaty dla minimalistów – to byłaby dopiero żyła złota! Masz 100 rzeczy, możesz dostać papier; masz 101 – już nie. Mówiąc zaś zupełnie poważnie – staram się zachęcać do świadomego pozbywania się lub kupowania rzeczy oraz do badania granic własnego dyskomfortu, co pomaga odpowiedzieć na pytanie, czy coś naprawdę jest mi potrzebne.

Przyznam ci się więc, że kilka miesięcy temu dałam się wciągnąć w zabawę polegającą na codziennym pozbywaniu się zbędnych przedmiotów. Pierwszego dnia miesiąca wyrzucało się jeden, piątego – pięć, a trzydziestego – trzydzieści. Było ciężko, ale miałam też poczucie, że działam w pewnych granicach, ramach, ułatwiających mi te pierwsze wielkie porządki. To, o czym mówisz, przypomina mi grywalizację – działanie mające na celu wpłynięcie na ludzkie zachowania przy użyciu mechanizmów zaczerpniętych z gier. Mówiąc wprost: obudowanie pewnej koncepcji w grę. Wcale się od tego nie odżegnuję – na swoim blogu proponowałam kiedyś czytelnikom akcję „Wyzwanie minimalistki”. W pierwszej edycji wypisałam dokładnie miejsca, w których należy szukać zbędnych rzeczy – na liście znalazła się chociażby obecna w każdym domu szuflada „na wszystko” czy pełna zbędnych okryć szafa w przedpokoju. Z każdą kolejną edycją zadania stawały się inne i coraz bardziej skomplikowane. Rok czy dwa lata temu zapragnęłam wskoczyć na poziom wyżej i zaproponować porządki... w głowie. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że wiele osób bardzo czegoś takiego potrzebowało: nie tylko posprzątać piwnicę i domowe zakamarki, ale też sięgnąć głębiej.

Co masz na myśli, mówiąc „sięgnąć głębiej”? Wiele zaproponowanych przeze mnie zadań bazowało na uważności, nawiązywało do praktyk mindfulness. Zachęcałam do krótkiej, dwuminutowej medytacji, skanowania ciała, zapisywania pewnych myśli i odpowiedzi na pytania. Przyznam, że kiedy zaczęłam interesować się praktyką mindfulness, poczułam, że jest to ważne uzupełnienie, które bardzo pięknie się z minimalizmem łączy. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że uważność to minimalizm w głowie.

Przyznam, że ten minimalizm w głowie pociąga mnie najbardziej. Dbam o niezagracanie sobie życia, ale myślę, że gdybyś weszła do mnie do domu, to nie powiedziałabyś, że to mieszkanie minimalistki. Mnóstwo u mnie pamiątek z podróży, książek, kolorów i wzorów... Zastanawiam się więc, czy minimalistą można być wybiórczo? Akceptować posiadanie gigantycznej biblioteki, ale nie dołączać do pędu bycia ciągle lepszym, mądrzejszym, docenianym? Do zabiegania, robienia dziesięciu rzeczy jednocześnie, posiadania setek znajomych? Gdybym nie zaczęła prowadzić bloga i pisać o minimalizmie, pewnie nigdy nie określiłabym się mianem minimalistki – choćby dlatego, że w ogóle nie byłoby mi to do niczego potrzebne. To tylko kolejna etykietka, która bywa pomocna, ale nie określa naszego jestestwa. Dziś mówię tobie i moim czytelnikom: „Bierz z minimalizmu to, co jest dla ciebie dobre. To nie ty jesteś dla minimalizmu, tylko on dla ciebie!”. Odpowiadając zaś na twoje pytanie o kolorowe i pełne przedmiotów wnętrze – warto pamiętać, że to, co wspaniale wygląda na zdjęciach na Instagramie, niekoniecznie sprawdza się w życiu. Z kolei wiele osób lubiących wnętrza surowe, nie ma nic wspólnego z minimalizmem – po prostu wybiera taką, a nie inną estetykę. Jeśli kochasz swoje książki i bibeloty i cieszy cię ich obecność, to wspaniale!

Tym, co do mnie przemawia, jest minimalistyczna prawda, że wszystkie przedmioty wymagają uwagi, a więc i czasu. Dziś każdy gdzieś pędzi, nikt nie ma czasu. Ja mam. (śmiech) I czuję się uprzywilejowana w wielu kwestiach: jestem wykształcona, niezależna, prowadzę własną firmę i mam sporą dowolność w zarządzaniu swoim czasem. Wiem, że nie każdy ma takie warunki. Jedną rzecz, jedno zadanie, chciałabym jednak polecić wszystkim; mnie zaproponowała je kiedyś czytelniczka prowadząca badania do doktoratu, w których brałam udział. Zostałam przez nią poproszona o skrupulatne prowadzenie dzienniczka. Przez kilka tygodni rzetelnie zapisuje się w nim wszystko, co robimy, z dokładnością co do 5 minut. Ileż dzięki temu można odkryć! Nagle widzimy czarno na białym, co dzieje się z brakującymi godzinami... Zarówno przeprowadzenie ćwiczenia, jak i uważna analiza zapisków zajmuje czas, ale później naprawdę pomaga go odzyskać.

Ja też jestem przedsiębiorcą i choć nie mogę narzekać – to, porównując się ze znajomymi, myślę, że mam ciężej. Zawsze jest coś do zrobienia, projekt do poprawienia, telefon do wykonania... Trudno się też odmawia – a nuż klient więcej do nas nie wróci... Wielu z nas zostało nauczonych, że zawsze możemy być lepsi. Dlaczego zadowolić się czwórką plus, skoro można dostać pięć? Myślę, że paradoksalnie wiele złego uczyniło nam popularne powiedzenie „bądź najlepszą wersją siebie”, wypaczone przez to, co nazywam instagramowym coachingiem. Od dążenia do osiągnięcia tej najlepszej wersji nigdy nie ma odpoczynku. Dawno temu uświadomiłam sobie, że nie ma we mnie na to zgody – i, mając problem podobny do twojego, zdecydowałam się wykonać żmudną pracę na swoich przekonaniach. Zaakceptowałam, że nie muszę być zawsze w szczytowej formie. Mogę czasem zrobić coś nie na 120%, ale na 80 – i też jest OK. Co więcej, nikt poza mną tego nie zauważy... Truizm i banał, ale praca niełatwa.

Znajomy, widząc, że czytam napisaną przez ciebie książkę, rzucił z przekąsem: „o, kolejna, która chce ci wmówić, że masz pozbyć się ambicji i zrywać dmuchawce na łące”. Pokazałam mu twój biogram – jesteś prawniczką, przedsiębiorcą, blogerką. Nie spędzasz raczej dnia na wąchaniu polnych kwiatków. „Mniej” przede wszystkim nie znaczy „wcale” i nie znaczy „za mało”. Podobnie jak „więcej” znaczy dla każdego co innego. Z całą pewnością nie oznacza wyzbycia się dobytku, ambicji, planów, pragnień i aspiracji. Oznacza wybranie tych, które rzeczywiście są dla nas istotne. Znowu wracam do tego, co powiedziałyśmy na początku – jeśli potraktujemy minimalizm jako narzędzie, to naszą uwagę, czas i pieniądze będziemy mogły skierować na to, co jest dla nas ważne. A ważnym rzeczom i sprawom warto poświęcać czas i energię, warto je świętować na co dzień i być za nie wdzięcznym...

Rozmawiałyśmy o minimalizmie w organizacji czasu; kolejna ważna kwestia to minimalizm w relacjach z ludźmi. Co w ogóle oznacza dla ciebie ten termin? Przyznam, że jestem raczej społeczniczką, a w swoich artykułach zawsze powtarzam, że za bardzo skupiamy się na sobie, a za mało na innych... Dla mnie minimalizm w relacjach to po prostu zdrowe stawianie granic. Znowu – to, gdzie te granice stawiamy, jest właściwe każdemu z osobna. Przez długie lata miałam z tym trudność. Dziś wychodzę z założenia, że nie wszyscy muszą mnie lubić, nie z każdym muszę się przyjaźnić. Mogę wybrać, z kim chcę utrzymywać kontakty, podobny wybór mają osoby pozostające w relacji ze mną. Jeśli ktoś notorycznie narusza moje granice, to nie ma nic złego w tym, że wprowadzę w tej relacji swoisty minimalizm. Nie musi to zresztą oznaczać zerwania znajomości – może wystarczy sprowadzenie jej na inny poziom? Dzięki takim wyborom mogę odzyskać czas i poświęcić go osobom naprawdę dla mnie ważnym. Także w wypadku relacji może sprawdzić się prowadzenie zapisków. Może inwestujemy w relacje toksyczne? Może występuje w nich kolizja?

Zamknięci w domach na skutek pandemii, mieliśmy i pewnie nadal będziemy mieli sporo czasu na myślenie o tym wszystkim. Przy okazji oczyszczamy też przestrzeń – wielu z nas wyrzuciło ostatnio sporo zbędnych przedmiotów. Jednocześnie bardzo wzrosła sprzedaż internetowa. Uwięzieni w domach rzeczywiście zaczęliśmy je sprzątać, bo pewne rzeczy zaczęły nam po prostu zawadzać, mocno skonfrontowaliśmy się z przestrzenią, w której żyjemy. Natomiast nie do końca zgadzam się, że tak wiele kupujemy. Na początku pandemii owszem – ludzie rzucili się na zakupy online. Jednak ostatnio trafiłam na raport, który pokazuje, że poza zakupami spożywczymi kupujemy w tej chwili dużo mniej. Dla mnie, propagatorki minimalizmu, niezwykła była odpowiedź 30% respondentów, którzy oświadczyli, że ograniczyli zakupy, bo mają zbyt dużo rzeczy. 72% powiedziało, że rzadziej kupuje rzeczy przypadkowe. Krzykliwe nagłówki w prasie są więc nie do końca prawdziwe. Myślę, że ograniczyliśmy kupowanie kompulsywne, a zakupy w sieci cieszą się wielką popularnością, bo wybieramy tam teraz niezbędne produkty dotąd znajdowane w sklepach stacjonarnych. Oczywiście istnieją i trendy przeciwne – akcją napędzającą konsumpcję stało się popularne hasło „wspieraj lokalne biznesy”. Z jednej strony chwalebne, bo zachęcające do pomagania ludziom prowadzącym małe firmy; z drugiej – trochę wypaczone, bo prowadzące do kupowania tego, co wcale nie było potrzebne.

Popularność twojego bloga i książki świadczy o tym, że za minimalizmem wielu z nas tęskni; z drugiej strony bycie ubranym codziennie w inne ciuchy, otaczanie się masą gadżetów, bycie wiecznie zajętym ciągle jeszcze świadczy o wysokim statusie społecznym. Sześć czy siedem lat temu, gdy zaczynałam pisać o minimalizmie, było to zagadnienie zupełnie nowe, a na mnie patrzono jak na internetowego dziwaka. Dziś nadal daleko mi do mainstreamu, jednak większość z nas słyszała już co nieco o minimalizmie. Możemy więc mówić o pewnym, nawet znaczącym, postępie. Ci, którzy prognozowaniem trendów zajmują się zawodowo, wspominają o czekającej nas „kwarantannie konsumpcji”, o powrocie do lokalnego rzemiosła, o tym, że produkty staną się tak drogie, że siłą rzeczy będziemy kupować mniej. Inni mówią nawet, że wrócimy do kultury niedostatku. Czy tak będzie? Nie wiem. Tylko czas zna odpowiedź. Mam jednak poczucie, że „mniej” to nie tylko nowy luksus; w obecnych czasach „mniej” to konieczność. „Chcieć mniej” to nasza nowa rzeczywistość.

Jak zaciskanie pasa w czasie pandemii zmienić w fajną filozofię, która da nam zadowolenie, ulgę i radość? To, że dużo wydajesz, nie sprawia, że żyjesz bardziej i mocniej. Oznacza tylko, że dużo wydajesz. A rzeczy... rzeczy mogą być piękne, użyteczne, mogą przywoływać wspomnienia, ale to nadal tylko rzeczy. Nie będą się z nami przyjaźnić, nie będą nas kochać. Może wystarczy zwykłe przesunięcie akcentu? Zamiast skupiać się na tym, czego mieć nie chcemy czy nie możemy, świętujmy radośnie to, co mamy i za co jesteśmy w życiu wdzięczni. Minimalizm to pozbycie się ze swojej przestrzeni rozpraszaczy, zagłuszaczy i odwracaczy uwagi. To szansa na odnalezienie i zrozumienie siebie, poznanie swoich prawdziwych potrzeb i wartości. To wyzwolenie wewnętrznej siły i energii, które sprawią, że doba będzie miała aż 24 godziny, a zwykłe codzienne czynności staną się magiczne. Życzę tego każdemu z nas.

Katarzyna Kędzierska, blogerka, prawniczka, minimalistka, autorka bloga Simplicite.pl oraz podcastu „Sztuka prostego życia”. W maju ukazało się nowe, poszerzone wydanie jej bestsellerowej książki „Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce”, wyd. Znak.

  1. Moda i uroda

Modne kolory na jesień - inspiracje z pokazów

Pokaz Fendi, kolekcja jesień-zima 2020/2021. (Fot. Imaxtree)
Pokaz Fendi, kolekcja jesień-zima 2020/2021. (Fot. Imaxtree)
Zobacz galerię 95 Zdjęć
Stonowane barwy ziemi, tajemnicze szarości i nieśmiertelna czerń to barwy, które królowały na jesienno-zimowych wybiegach najważniejszych domów mody. Paleta kolorów wybrana przez projektantów i dyrektorów kreatywnych świetnie sprawdzi się podczas chłodnych dni. 

Hermes i Stella McCartney postawili w tym roku na słony karmel. Wszystkie odcienie czerwonego wina pojawiły się na wybiegach Prabal Gurung i Lanvin, a zieleń, zarówno w soczystej, jak i stonowanej wersji, zaprezentowali Brandon Maxwell, Bottega Veneta i Rejina Pyo. Przepięknymi odcieniami niebieskiego zachwycił Loewe, który postawił na przepiękny paryski błękit, oraz Shrimps, u którego królowała energetyczna ultramaryna. Nie zabrakło też klasycznych barw: Isabel Marant, Dior i Jacquemus wybrali w tym sezonie odcień śmietankowy, Max Mara, Dolce & Gabbana, Prada i Alberta Ferretti szarości, natomiast J.W. Anderson, Bottega Venetta i Fendi zdecydowali się na czerń. Po więcej inspiracji zapraszamy do naszej galerii zdjęć.

  1. Psychologia

Nowy miesiąc - nowy start. Ćwiczenia, pomysły i inspiracje na wrzesień

Wrzesień nie musi być jedynie odpryskiem po lecie. Może być nowym startem. (Fot. Getty Images)
Wrzesień nie musi być jedynie odpryskiem po lecie. Może być nowym startem. (Fot. Getty Images)
Wrzesień nie musi być jedynie odpryskiem po lecie. Może być nowym startem. Trenerka Dagmara Gmitrzak podsuwa pomysły, ćwiczenia i wizualizacje. 

Ćwiczenie 1. Z perspektywy orła

Zabawne, jak wiele rzeczy, które przed urlopem wydawały się niezwykle istotne, po powrocie traci na znaczeniu. Jeśli potrzebujesz znaleźć konstruktywne rozwiązanie jakiejś sytuacji, to ćwiczenie dodatkowo pomoże spojrzeć ci na nią z dystansu i bez emocjonalnego zaangażowania. Zacznij od wybrania przedmiotu, który może reprezentować daną sprawę. Ustaw naprzeciwko niego krzesło, w dowolnej odległości. Teraz wejdź na krzesło i poczuj się przez chwilę jak orzeł, który obserwuje ziemię, lecąc nad szczytami gór. Zauważ, jakie myśli pojawiają się w Twojej głowie. Co widzisz teraz, a czego nie mogłeś zobaczyć wcześniej?

Ćwiczenie 2. Dobry nastrój jesienią

Wakacyjny luz nie musi się kończyć wraz z rozpakowaniem walizek. Jak sprawić, by dobry humor nie opuszczał Cię jeszcze długo po powrocie? Wywołaj najlepsze i najbardziej pozytywne zdjęcia z wakacji i postaw je w widocznym miejscu, tak aby codziennie przypominały ci przyjemne miejsca i dobrze spędzony czas. Noś kolorowe ubrania, w których przeważają roślinne, kwiatowe motywy. Jeśli zaś czujesz spadek nastroju, skorzystaj z balijskiego sposobu na poprawę samopoczucia. Zmieszaj trzy łyżki nierafinowanego oleju kokosowego w płynnej postaci z sześcioma kroplami olejku różanego. Rozsmaruj je na wewnętrznej części dłoni. Chwilę podelektuj się zapachem i zacznij wmasowywać olejek pośrodku klatki piersiowej. Według ajurwedy to miejsce jest związane z czakrą serca, która symbolizuje miłość do siebie i innych. Wykonując ten delikatny masaż, spróbuj wzbudzić czułość dla siebie. Następnie nałóż olejek na podbrzusze – to siedziba czakry krzyżowej, związanej z ekspresją uczuć i emocji, kreatywnością, zmysłowością i seksualnością. Podczas masowania pomyśl z miłością o swoim ciele. Na zakończenie połóż jedną dłoń na klatce piersiowej, a drugą na podbrzuszu. Oddychaj świadomie przez dwie minuty.

Ćwiczenie 3. Zatrzymać lato w sobie

Badania wykazały, że mózg nie odróżnia tego, co widzimy, od tego, co sobie wyobrażamy. Oznacza to, że reagujemy emocjonalnie zarówno na obrazy prawdziwe, jak i fikcyjne. Korzystając z tej wiedzy, możesz praktykować kreatywną wizualizację i odczuwać jej dobroczynne efekty. To ćwiczenie pomoże ci aktywować pozytywne emocje związane z latem. Usiądź wygodnie, z prostym kręgosłupem. Zrób dwa głębokie wdechy i długie wydechy. Przywołaj w myśli jakieś dobre wspomnienie związane z latem. Moment, kiedy czułeś radość, połączenie ze sobą, z przyrodą. Uaktywnij wszystkie zmysły. Poczuj w ciele te pozytywne emocje. Po dwóch–trzech minutach powróć do tu i teraz.

Ćwiczenie 4. Porządki w relacjach

Letni wypoczynek pomaga złapać dystans do codzienności, w tym do osób. Zanim spotkasz się z dawno niewidzianymi znajomymi, przemyśl, które znajomości służą twojej ścieżce rozwoju, które warto ulepszyć, a które już się wypaliły. Zacznij od zrobienia listy najbliższych przyjaciół oraz bliskich znajomych. Zadawaj pytania w odniesieniu do każdego z nich. Jak się czujesz podczas spotkania z tą osobą? Czy w dzieleniu się swoimi sprawami panuje równowaga? A może to zwykle Ty wysłuchujesz drugiej osoby lub przeciwnie – przejmujesz pałeczkę i zapominasz zapytać o jej życie? Czy czujesz się sobą przy tej osobie? Czy są tematy, których nie wyobrażasz sobie z nią poruszyć? Czy czujesz, że życzy ci wszystkiego najlepszego i jest z Tobą szczera? Czy często krytykuje Twoje zachowanie, sposób ekspresji albo Twój wygląd? Jak odnosi się do twoich sukcesów? Jak reaguje, kiedy jest Ci trudno, masz złe samopoczucie fizyczne lub psychiczne? Czy potrafi Cię wysłuchać i okazać troskę? Czy pokazujesz jej również swój cień – mniej miłą i sympatyczną część siebie?

Ćwiczenie 5. Porządki w domu

Indianie wierzą, że każda pora roku uczy nas, jak żyć. Jesień to nauczycielka cykliczności. Przekazuje wiedzę o tym, że nic w życiu nie jest nam dane na stałe. Jest okres letniej pełni i obfitości, ale po nim następuje czas transformacji. Ten proces symbolizują spadające z drzew liście. Aby połączyć się z energią jesieni i lepiej ją zrozumieć, po porządkach w relacjach skup uwagę na porządkowaniu swojego mieszkania i oddawaniu tego, z czego już nie korzystasz. Nienoszone przez dłuższy czas ubrania upierz i przekaż do pomocy społecznej. Przeczytane książki i magazyny możesz sprezentować znajomym, być może zawarte w nich informacje okażą się dla nich pomocne. Pamiętaj, że jeśli dzielisz się tym, czego masz w nadmiarze, robisz miejsce na pojawianie się czegoś nowego i inspirującego.

Ćwiczenie 6. Nowe umiejętności

Stary nawyk ze szkoły sprawia, że wrzesień to dobry czas na naukę. Zapisz się na weekendowe warsztaty, cykliczne zajęcia albo kurs językowy. Po wakacyjnym wypoczynku mózg garnie się do wiedzy, trenuj go zatem i ucz się nowych rzeczy. To poprawi nie tylko Twoją pamięć i koncentrację, ale też samopoczucie. Jeśli nie masz pomysłu na to, jaką nową umiejętność wprowadzić do swojego życia, postaw na prostą praktykę medytacji. Umów się ze sobą, że codziennie o tej samej porze usiądziesz prosto i przez dwie minuty skupisz się na procesie oddychania. Możesz skierować uwagę do nozdrzy i doświadczać, jak powietrze do nich wpływa, a po chwili wypływa. Ta praktyka pozwoli ci nauczyć się, jak być w pełni w chwili obecnej.