1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak poradzić sobie z narcyzem? O narcystycznych osobowościach mówi Katarzyna Miller

Jak poradzić sobie z narcyzem? O narcystycznych osobowościach mówi Katarzyna Miller

Czy można wychować do narcyzmu? Tak, jeśli się nie wymaga, nie stawia granic, nie uczy odpowiedzialności, zachwyca dzieckiem bez powodu. (Fot. iStock)
Czy można wychować do narcyzmu? Tak, jeśli się nie wymaga, nie stawia granic, nie uczy odpowiedzialności, zachwyca dzieckiem bez powodu. (Fot. iStock)
Jest taki dowcip. Na randce dziewczyna mówi do faceta: "Wiesz co, od dwóch godzin rozmawiamy i ty wciąż mówisz o sobie. Może dla odmiany pomówimy o mnie". Na co on: "Oczywiście. Powiedz mi, czy ci się podobam". On oddaje specyfikę związku z narcyzem.

A jednak kobiety, które nie są przyzwyczajone do tego, że mogą być ważne, często są narcyzem zachwycone. Taki mężczyzna ma prezencję, kasę, pozycję i najczęściej pracuje w show-biznesie, jest więc uwielbiany. Wiele obiecuje, ale nic nie daje. Przed narcyzem należy uciekać. Jednak dużo młodych dziewczyn, które nudzą się tym, że ktoś jest dla nich dobry, pociąga to, że nigdy nie można narcyza zdobyć.

Narcyzm to zaburzenie osobowości, a współczesna kultura, niestety, w dużym stopniu tworzy je i lansuje. Dzięki postępowi psychoterapii i psychologii doceniliśmy indywidualizm. Nawołujemy do rozwoju, asertywności, skupienia na sobie, mamy wręcz obowiązek zająć się sobą. Niestety, część ludzi sprowadza to do jednego nakazu - myśl tylko o sobie. To strywializowanie, wręcz wypaczenie tego przekazu. Nie uświadczysz już pracy nad sobą, bo ma być fajnie. Narcyzm potęguje również powszechny kult urody. Kiedyś wiadomo było, że ona przeminie, a zastąpi ją dojrzałość, doświadczenie. Dziś robimy wszystko, żeby uroda trwała, mało tego, staramy się, by ci, którym jej brakuje, stali się urodziwi. Masz być nie coraz mądrzejsza, tylko coraz młodsza i ładniejsza. To, że ktoś jest udany fizycznie, często zwalnia z wielu obowiązków, a swój udział mają w tym media. Uważa się, że każda piękna osoba powinna być pokazywana tak, jakby uroda sprawiała, że jest kimś szczególnym. Pozór staje się najważniejszy.

W latach 90. furorę zrobiła genialna książka Karen Horney "Neurotyczna osobowość naszych czasów", niemal wszystkich podejrzewano o neurotyzm. Dziś panuje narcystyczna osobowość naszych czasów. A przy narcyzie neurotyk to jest prawie całkiem zdrowa i społeczna jednostka. Neurotyk się strasznie przejmuje. Zastanawia się czy spełnia oczekiwania innych, ale przede wszystkim, czy jest wystarczająco kochany. Ważni są dla niego ludzie i relacje, np. czy jest dla kogoś wystarczająco ważny. Charakteryzuje go rodzaj nadwrażliwości i przynależność do społeczności. To podstawowa różnica między nim a narcyzem, bo ten ostatni społeczności nie widzi, nie czuje, ludzie są dla niego nieważni, a ich oceny istotne o tyle, o ile jest z nimi związany jakiś zysk. Inni mają narcyzowi służyć lub się do niego dostosować. Osoba narcystyczna chce być najważniejsza, podziwiana, wręcz ma poczucie, że taka jest, a jednocześnie brakuje jej empatii. Dla narcyza inni to są cienie, nie potrafi przyjąć ich perspektywy. Wymaga specjalnych praw: "Ja mogę, ale inni nie". Często krytykuje zachowania, które sam przejawia. Można by pomyśleć, że to nieszczęśliwa, samotna osoba, podczas gdy on czasem zakłada rodzinę. Piękny dom z piękną żoną lub mężem może być częścią wizji, która potwierdza jego wartość. Choć w tym związku nie będzie więzi i bliskości.

Czy można wychować do narcyzmu? Tak, jeśli się nie wymaga, nie stawia granic, nie uczy odpowiedzialności, zachwyca dzieckiem bez powodu. Gdy mamusia uwielbiała, a jednocześnie najchętniej by zżarła, dziecko musi się przed nią bronić. Na ogół ucieka, czyli w konsekwencji w dorosłym życiu ucieka przed związkiem, przed ludźmi, bliskością, wymaganiami. Można tu mówić o "kulcie dziecka". Niebezpieczne jest zresztą zarówno nadmierne chwalenie, jak i poniżanie, podkreślanie niedostatków lub wymaganie doskonałości. Właściwie wychowane dziecko potrafi przekroczyć fazę zainteresowania sobą samym, zauważyć swą odrębność i obecność innych. Dziecko nadmiernie zadufane w sobie lub nadmiernie poniżane, cierpiące nie widzi innych, zostaje tylko przy sobie.

Wielka sława i wielkie pieniądze, które przychodzą na osobę nieukształtowaną, muszą ją zniszczyć i pchnąć w stronę narcyzmu, ponieważ zaczyna wierzyć, że jest wyjątkowa, że jej się z tego tytułu wszystko należy, jak ktoś nie daje, to won. Taka osoba ma dwór, a więc nie ma bliskich, tworzą go ludzie, którzy chcą coś zyskać. Bez wstydu powiedzą każde pochlebstwo, a narcyz właśnie się tym karmi.

Jeżeli ktoś jest przeżarty narcyzmem, trudno go zmienić, bo dla takiej osoby nie ma sankcji. Dla neurotyka tą sankcją jest odrzucenie, ponieważ on się boi, że ktoś go nie zechce, że się wyda, jaki on jest niefajny, że ludzie się odwrócą. Narcyz się tym nie przejmie, powie: "To ty jesteś do dupy", choć to wcale nie znaczy że on się szczególnie ceni. Bo narcyz nie tylko nie szanuje innych, ale także siebie. Charakteryzuje go rozmazane poczucie tożsamości. Żyje fantazjami na swój temat, tworzy mity w rodzaju "my przeciwko światu" albo "tylko my jesteśmy wyjątkowi". Jeśli ktoś nie podziela tego przekonania, to znaczy, ze nie jest wyjątkowy, bo przecież narcyza mogą zrozumieć tylko wyjątkowe osoby.

Więcej na temat dojrzałości, samotności, wolności i tego, jak poradzić sobie ze zdradą znajdziecie w książce "Życie od A do Z" Katarzyny Miller i Dariusza Janiszewskiego, Wydawnictwo Zwierciadło.

Życie od A do Z Katarzyna Miller; Dariusz Janiszewski Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Fascynujący, ale toksyczni. Jak rozpoznać toksyczne osobowości?

Jak przeciwstawić się toksycznym ludziom? Przede wszystkim naucz się ich rozpoznawać. (Fot. iStock)
Jak przeciwstawić się toksycznym ludziom? Przede wszystkim naucz się ich rozpoznawać. (Fot. iStock)
Narcyz, psychopata i makiawelista. Wydaje się, że ich miejsce to thrillery, a jednak można ich spotkać wszędzie. Fascynujący, ale toksyczni. Tworzą team bezwzględnych graczy, zwany przez psychologów mroczną triadą. Jak ich rozpoznać? Jak się przed nimi bronić?

Wszyscy trzej wiedzą, czego chcą. Emanują siłą, odwagą i pewnością siebie. Otwierają drzwi „z buta”, ale jak potrafią ten but nosić! Ani się obejrzysz, a już jesteś złapana w ich sidła. Może nawet sądzisz, że – wsparta na ramieniu któregoś z nich – zawojujesz świat. Z nim przecież wszystko jest takie proste. Trudno tylko dostrzec, że bierzesz udział w perfidnej grze. O co im chodzi? O siebie. Chcą osiągnąć jak najwięcej, nie licząc się z kosztami. Zwłaszcza jeśli te koszty miałby ponieść kto inny. Kręcą, mącą, wykorzystują. Z niekłamanym wdziękiem. Jak się im przeciwstawić? Przede wszystkim naucz się ich rozpoznawać.

Uwaga, pięknoduch!

Najpierw Pan Narcyz. W mitologii greckiej imię to nosił piękny młodzieniec, który, przeglądając się w strumieniu, zakochał się we własnym odbiciu. Narcyz to zachwycony sobą arogant. Próżny, przekonany o swojej wyjątkowości, wciąż szukający podziwu i zachwytu. Lubi dominować – często umniejsza wartość innych, żeby na ich tle błyszczeć. Terapeutka Darlene Lancer wyróżnia dziewięć cech narcystycznych, które bierze się pod uwagę podczas wstępnej diagnozy. Oto one:
  1. Przecenianie własnej ważności, osiągnięć i talentów.
  2. Fantazje na temat własnego piękna, marzenia o władzy, sukcesie czy idealnej miłości.
  3. Brak empatii wobec uczuć i potrzeb innych.
  4. Wymaganie pochlebstw, skłonność do przechwałek.
  5. Uznanie dla prestiżu, interesowność w doborze znajomych.
  6. Roszczeniowe podejście do życia, przekonanie o swoich wyjątkowych prawach (czyli też łamanie zasad).
  7. Wykorzystywanie innych, przedmiotowe traktowanie ludzi.
  8. Zazdrość wobec innych ludzi (lub przekonanie, że samemu się ją wzbudza).
  9. Arogancja.
Wendy T. Behary, autorka książki „Rozbroić narcyza”, dodaje do tej listy poniżanie i tyranizowanie, dystans emocjonalny, snobizm, perfekcjonizm, wreszcie podatność na uzależnienia.

Co jeszcze powinno zwrócić twoją uwagę? Narcyz wciąż porównuje się z innymi, źle znosi krytykę i przesadnie reaguje na niepowodzenia. Chce zdobywać, przewodzić, mieć rację, nie przyzna się do błędu. Bardzo dba o wygląd i wizerunek. Wciąż mówi o sobie, koloryzując (albo po prostu kłamiąc). Chętnie przypisuje sobie cudze zasługi, nie odwzajemnia uprzejmości. Potrafi traktować ludzi jak powietrze. Albo oczarowywać. Uff – chyba wystarczy. Nie tylko, żeby go rozpoznać, ale też, żeby zrozumieć, co kryje się pod powierzchnią.

Osobowość narcystyczną niekoniecznie wyróżnia wysoka samoocena. To, co widzisz, może być maską skrywającą niepewność, wewnętrzną presję, by być idealnym. Rozpaczliwe poszukiwanie akceptacji. Jeśli wejdziesz z takim człowiekiem w bliższą relację, będzie cię traktował jak przedłużenie własnej osoby, będziesz służyć zaspokajaniu jego potrzeb, potwierdzaniu wartości. Nic dziwnego, że w jego obecności możesz się czuć spięta, słaba, niepewna, gorsza.

Co robić? Unikać – mówi prof. W. Keith Campbell z Uniwersytetu Georgii. Nie dać się złapać na wdzięk i słodkie słówka Pana Narcyza. Oczywiście, jeśli jest ci bliski, możesz próbować go zrozumieć. Rozmawiać, tłumaczyć, namawiać na terapię. Ważne, żebyś zachowała uważność, była świadoma własnych potrzeb i uczuć oraz nie uzależniała swojego poczucia wartości od tego, co mówi i robi Wielki On (lub Ona). Behary radzi, żeby w trudnych chwilach nakładać w wyobraźni na twarz narcystycznej osoby maskę niekochanego, samotnego dziecka.

Narcyz nie jest dobrym kolegą, ale jako pracownik bywa bardzo przydatny – twierdzi amerykański psycholog, Roy F. Baumeister. Podejmie się trudnych wyzwań, byle tylko móc się wykazać, pokazać. Może masz pomysł, jak to wykorzystać? Znając mechanizmy, jakie aktywuje, zdołasz go bowiem pokonać jego własną bronią. Nie oznacza to, że namawiamy cię do gry z cyklu „moja racja jest mojsza”. Lepiej nie wchodzić w inicjowane przez niego dyskusje, nie reagować na zaczepki. Jeśli nie uda ci się w porę wycofać, po prostu pozwól mu na monolog na jego ulubiony (własny) temat. Nie musisz się angażować w wymianę, a już na pewno nie bierz sobie do serca ewentualnej krytyki.

Wściekły robot

O ile – znając zasady – Pana Narcyza można zaangażować do różnych zajęć, w wypadku psychopaty sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. On jest naprawdę niebezpieczny. Oprócz cech narcystycznych (choćby egocentryzm, skłonność do kłamstwa, charyzmatyczny wręcz urok), psychopata wyróżnia się specyficznym sposobem myślenia i odczuwania, znacznie wykraczającym poza społecznie przyjęte normy. Jest okrutny, bezwzględny, nie uznaje żadnych świętości.

Według prof. Michaela Koenigsa z Uniwersytetu Wisconsin-Madison, psychopata charakteryzuje się odmienną budową mózgu: ma mniejszą powierzchnię kory przedczołowej i zdeformowane ciało migdałowate. Jego zdolność do empatii jest bliska zeru, to samo dotyczy poczucia winy i odczuwania wstydu. Do tego niemal nie zna uczucia lęku – czuje się nietykalny, nawet nieśmiertelny! Nietrudno zrozumieć, że taka osoba nie ma żadnych oporów: bez mrugnięcia okiem będzie sięgać po to, co – jak sądzi – jej się należy. Właśnie: eksperci twierdzą, że psychopaci mają zwykle szeroko otwarte oczy – zimne i pozbawione emocji. Nawet kiedy świat się wali. Nawet kiedy ich właściciel się uśmiecha.

Psychopatów nazywa się daltonistami uczuć i rzeczywiście przypominają oni roboty (chyba że wpadną w szał). Powierzchowne związki, przedmiotowy seks... Jednocześnie mają dużą umiejętność naśladowania emocji innych. Dlatego tak trudno ich zdemaskować, a badacze dwoją się i troją, by podrzucić kolejne tropy. Na przykład usztywnienie postawy – podczas chodzenia ręce psychopaty przylegają ponoć nieruchomo do tułowia. Albo język, którym się posługują. Zwraca uwagę wyjątkowo częste użycie spójników „bo”, „dlatego że”, „ponieważ”, „więc”. Wygląda na to, że psychopaci – by uzasadnić swoje postępowanie – szukają pewnych ciągów przyczynowo-skutkowych, próbują stworzyć własne standardy logiczne. W ogóle dużo mówią (głównie o swoich potrzebach, bo na nich są skupieni). Mają dar oratorski, wypowiadają się w sposób sprawny i opanowany. Nierzadko stosują przemoc – fizyczną, psychiczną, szukają silnych wrażeń, żyją na krawędzi, ryzykują, prowokują. I knują.

Z badań nad psychopatią wynika, że zaburzenie to występuje znacznie częściej u mężczyzn niż u kobiet. Ale – uwaga! – podobno kobiety są wyjątkowo skuteczne w ukrywaniu swoich skłonności. Psychopatów znajdziemy wśród biznesmenów, menedżerów wysokiego szczebla, różnej maści liderów. Przyjmuje się, że stanowią ok. 1 proc. populacji, że są poczytalni, ale niereformowalni. Nie nadają się na partnera, ani w domu, ani w pracy. To, co możesz zrobić w relacji z nimi, to zadbać o siebie. Zachować czujność, nie dać się zwieść pozorom, starać się poznać własne słabe punkty, bo to w nie będzie uderzał psychopata. I nie daj się nabrać na sztuczkę polegającą na wzbudzaniu litości – to jedna z najpotężniejszych broni psychopatów. Czasem najlepsza strategia to ucieczka!

Po trupach

Makiawelista to mistrz manipulacji. Jest spragniony władzy, gotów zrobić wszystko, by po nią sięgnąć. Zimny, cyniczny, wyzyskujący. Często po prostu oszust. Podobnie jak psychopata przekracza granice moralne, ale działa w sposób  bardziej przemyślany, wymagający konsekwencji i cierpliwości. Jest też bardziej skupiony na własnym wizerunku. Pociągając za sznurki, znakomicie kontroluje siebie i otoczenie. Chytry, fałszywy, przebiegły, zapobiegliwy. Będzie długo czekać na okazję, by zadać cios w plecy. Sama nazwa zaburzenia wywodzi się od nazwiska Niccola Machiavellego, autora „Księcia”, XVI-wiecznego traktatu o władzy. To jemu zawdzięczamy jedno z najbardziej popularnych haseł wszech czasów: „cel uświęca środki”.

Właśnie z „Księcia” i innych pism Machiavellego pochodzą stwierdzenia, na bazie których stworzono skalę makiawelizmu (Mach). W latach 60. Richard Christie i Florence L. Geis opracowali test „Mach-IV”, pozwalający zbadać intensywność tego zaburzenia. Znajdziesz go pod tym adresem (po angielsku). Pytań jest 20, choć może ci być trudno namówić prawdziwego makiawelistę do odpowiedzenia na nie.

Makiawelista to najczęściej przywódca-dyktator, możesz więc liczyć na to, że nie spotkasz go w swoim otoczeniu. Ale zwykłych manipulatorów nie brakuje. Zatem jeśli podejrzewasz kogoś w zespole o takie skłonności, podziel się wątpliwościami z innymi członkami grupy. Skonfrontujcie swoje wersje zdarzeń. Nie pozwólcie na tworzenie spiskowych teorii.

Warto mieć się na baczności, ale też wiedzieć, że cechy mrocznej triady występują (w mniejszym czy większym stopniu) u każdego z nas. Jeśli więc zauważysz niepokojące objawy u kolegi, trzy razy się zastanów, zanim przykleisz mu mroczną etykietkę.

Trzy to za mało

Niektórzy dodają do opisanej triady jeszcze jedną mroczną osobowość. To sadysta. Co robi – wiadomo. Znęca się, zadaje ból. Może tu chodzić o ból fizyczny, przemoc, ale też inne formy agresji i okrucieństwa. Sadysta karmi się uległością innych (również w seksie). Kontroluje, poniża, upokarza, zastrasza. Czerpie przyjemność z cierpienia innych (ludzi i zwierząt). Często próbuje uzależnić od siebie drugą osobę (poprzez swoisty terror), ponieważ odczuwa lęk przed opuszczeniem. To z pewnością odróżnia go od „towarzyszy”. Oczywiście, sadyzm może też przyjmować nieco subtelniejsze formy: ktoś cieszy się, że udało mu się dopiec sąsiadce, wyprowadzić z równowagi kolegę, czerpie satysfakcję z czyjegoś niepowodzenia...

Dobrze też nauczyć się rozpoznawać socjopatę. Przede wszystkim warto dowiedzieć się, jak go odróżniać od psychopaty. Nie jest to trudne: psychopata lubi się wyróżniać, brylować, socjopata trzyma się z boku, unika innych. Ma dostęp do emocji i do sumienia, ale nie potrafi przystosować się do życia w społeczeństwie. Tak zwane normy? To nie dla niego. Przyjmuje się, że jego antyspołeczne zachowania są wynikiem niewłaściwej socjalizacji – że osobowość tę kształtuje środowisko. W praktyce oznacza to, że psychopatą jest się od urodzenia, socjopatą można zostać pod wpływem trudnych doświadczeń.

Na pewno słyszałaś też o wampirach energetycznych. Tutaj definicje nie są zbyt ostre – rzecz jest znacznie bardziej subiektywna. Za wampira można uznać każdą osobę, z którą kontakt sprawia, że czujesz się wyczerpana, pozbawiona życia, „przeciągnięta przez wyżymaczkę”. Możesz reagować przygnębieniem, zniechęceniem, frustracją, spadkiem poczucia wartości, zamknięciem. Albo potrzebą bronienia się, składania wyjaśnień. W efekcie tracisz czas i energię. Może to być typ narzekająco-depresyjny, ofiara, intrygant, malkontent, sabotażysta, paranoik. Ale też ktoś, kto na wszystko reaguje entuzjazmem graniczącym z ekstazą – czy to na dłuższą metę nie jest przytłaczające?

Każdy ma swojego „ulubionego” prześladowcę i na pewno dobrze jest poznać jego strategie, żeby opracować własne. Ale tak naprawdę najlepszy sposób – to odmówić gry. Przekierować uwagę na siebie. Pracować nad obecnością, uważnością, asertywnością, ugruntowaniem, umiejętnością relaksowania się, wreszcie – nad poczuciem wartości. Zamiast starać się „rozpracować” czy osłabić innych – wzmacniać siebie.

  1. Psychologia

W związku z narcyzem

On nieustająco domaga się dowodów miłości, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym - tak wygląda związek z narcyzem. (Fot. iStock)
On nieustająco domaga się dowodów miłości, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym - tak wygląda związek z narcyzem. (Fot. iStock)
W skrócie: kochasz go, a on… też kocha. Swoje odbicie w twoich oczach. Czy to w ogóle ma sens? On pozostanie taki, jaki jest, ale ty możesz się zmienić. I chyba powinnaś.

Owszem, narcyz początkowo wydaje się bardzo pociągający: zawsze w centrum uwagi, pewny siebie, dominujący, emanujący siłą, otoczony wianuszkiem kobiet, a na dodatek w oczach ma głód miłości. Ten głód budzi w niektórych kobietach pierwotny skrypt: ratowniczki, wybawicielki, opiekunki, dawczyni miłości. Obiecują sobie, że kiedy je wybierze, dadzą mu wszystko, czego pragnie. Będą dla niego matką, kochanką, boginią seksu, przyjaciółką. A on właściwie odczytuje ich intencję. To woda na młyn jego pragnień: bycia kochanym, podziwianym, docenianym, wychwalanym, rozpieszczanym, stawianym na piedestale. I tak uruchamia się prastary mit o Narcyzie, pięknym młodzieńcu, w którym kochały się wszystkie nimfy. Narcyz boleśnie zranił uczucia jednej z nich, za co bogowie surowo go ukarali. Sprawili, że zakochał się we własnym odbiciu w wodzie. Jednak za każdym razem, gdy wyciągał rękę, by go dotknąć, ono znikało i rozpływało się. Narcyz był zrozpaczony. Nie mógł oderwać wzroku od własnego odbicia i nie mógł przestać go kochać.

Jeśli więc odkryłaś, że jesteś w związku z narcyzem, to pewnie zdałaś też sobie sprawę z tego, że on nie kocha ciebie, a jedynie swoje odbicie w tobie. Tak naprawdę obydwoje tęsknicie za miłością, ale nie wierzycie, że na nią zasługujecie. On nieustająco domaga się jej dowodów, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym… i tak bez końca. W tej grze nie ma zwycięzcy i pokonanego. Możecie wygrać obydwoje albo żyć dalej w poczuciu niezrozumienia, samotności i tęsknoty za wielkim uczuciem. Od czego zacząć? Oto kilka rzeczy, na których powinnaś się skupić.

Po pierwsze: on się nie zmieni

Każda pacjentka, która trafia do mnie z powodu problemów w związku, głęboko wierzy, że mam moc, która odmieni jej partnera. Z ogromnym smutkiem wysłuchuję opowieści o mężczyznach, którzy nieustannie domagają się zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb, oczekują, że partnerka odgadnie ich oczekiwania, pragnienia i tęsknoty, będzie utrzymywać, wspierać, doradzać, rzucać świat do stóp. Kiedy pytam: „A co z tobą? Co ty dostajesz w waszym związku?”, słyszę opowieść o tym, jaki to on biedny, bo ma nadopiekuńczą matkę, albo że jest taki zdolny i wrażliwy, tylko świat ciągle go nie docenia, na dodatek ma nielojalnych przyjaciół i szefa tyrana. Potem dowiaduję się, że kolejny raz zapomniał o jej urodzinach, ale to przez to, że odnowiły się jego wrzody żołądka, a w ogóle to pewnie jej wina, bo pozwoliła mu objadać się fast foodami, a przy jego wrażliwym żołądku to przecież zabójstwo. Obiecał, że wyjadą na romantyczny weekend we dwoje, ale nie udało się, bo znowu źle zainwestował pieniądze i aktualnie jest bez grosza. Nie dotarł na jej firmowy bankiet, bo jego siostra miała stłuczkę i wezwała go, kiedy właśnie wychodził z domu. Drążę temat dalej: „Kiedy ostatnio on zainteresował się twoimi sprawami?” i słyszę: „Gdy kolejny raz zostałam w pracy po godzinach, zdenerwował się i powiedział, że jestem ciężką idiotką, bo pozwalam się tak wykorzystywać”, „Zawiózł mnie do lekarza, kiedy miałam kolkę nerkową, zostawił pod gabinetem i powiedział, żebym dała mu znać, jak wyjdę”, „Zadzwonił do mojej matki i wykrzyczał jej, żeby przestała się wtrącać do naszego życia”.

– A nie myślisz, że on to robi bardziej dla siebie niż dla ciebie? – dopytuję. Reakcja pacjentki na to pytanie jest ważną prognozą dla terapii.

Bo kobieta, która wiąże się z partnerem Narcyzem, robi to nie bez powodu. Choć z lubością opowiada całemu światu, jak on ją źle traktuje oraz ile energii, czasu, uwagi, pieniędzy i poświęcenia sama wkłada w to, by utrzymać ich związek, czerpie z tej relacji również zyski, bo gdyby tak nie było, dawno by się rozstali. Ona wprawdzie się stara, zabiega, ułatwia, podziwia, docenia, rozpieszcza, łata dziury w domowym budżecie, ale też karmi się cudzym współczuciem i podziwem, że daje radę.

Jedna z pacjentek z uśmiechem na ustach powiedziała, że w związku zajmuje miejsce… ostatnie po lodówce. Najpierw jest partner, jego syn z poprzedniego związku, jego matka, matka syna, praca, przyjaciele, pies, lodówka, potem długo, długo nic i dopiero ona. Opowiadając mi o tym, z uwagą patrzyła na moją reakcję. Kiedy powiedziałam: „To straszne, że pozwalasz się tak traktować, ale to twój wybór i tylko ty możesz to zmienić”, więcej się nie pojawiła. To może zabrzmieć okrutnie, ale jeśli związałaś się z Narcyzem i ciągle wierzysz, że ty albo ktoś może go zmienić, to znak, że macie przed sobą jeszcze parę lat życia w cierpieniu i poczuciu niezrozumienia. Jedyne bowiem, co możesz zmienić, to swoje podejście.

Po drugie: nie jesteś w stanie go nakarmić

Jeśli czytasz ten tekst, prawdopodobnie chcesz poznać przyczyny narcyzmu, oczekujesz opowieści o traumatycznym dzieciństwie, bolesnych doświadczeniach z byłymi partnerkami, a przede wszystkim – cennych rad, jak go zmienić. Wyobraź sobie, że mam czarodziejską różdżkę, za sprawą której przemieniam twojego Narcyza w mężczyznę troskliwego, opiekuńczego, empatycznego, kochającego. Co ty na to? Jak wyglądałby twój świat u boku takiego faceta?

Jedna z moich pacjentek, zapytana o poprzednie związki, powiedziała, że mężczyzna, z którym była w relacji przez cztery lata, gdy w restauracji kelner kładł na stole menu, pytał ją: „Kochanie, na co miałbym dziś ochotę?”. Odeszła od niego i związała się z człowiekiem silnym, decyzyjnym, pewnym siebie, brylującym w towarzystwie. Nowy partner w restauracji zamawia za nich obydwoje, nie pytając jej o zdanie, za to rachunek do zapłacenia podsuwa jej, bo u niego z pieniędzmi krucho, wiadomo – tak twórczych ludzi jak on w tym kraju się nie docenia.

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie związek na zasadach partnerskich? Związek, w którym coś dajesz i coś dostajesz w zamian. Wspierasz, ale potrafisz także przyjąć wsparcie, więc je dostajesz. Kochasz, szanujesz i akceptujesz, ale takie samo prawo do miłości, szacunku i akceptacji przyznajesz samej sobie.

Nina W. Brown, autorka książki: „Kocham Narcyza. Jak żyć z zakochanym w sobie partnerem”, pisze, że doświadczeni terapeuci podczas spotkań z narcystycznymi pacjentami przeżywają podobne uczucia jak ich partnerzy. Na początku terapii pacjent (Narcyz) zwykle idealizuje terapeutę, następnie dostrzega jego niedoskonałości, a potem stopniowo dochodzi do wniosku, że zyski, jakie czerpie z terapii, są nikłe lub żadne. Sama nieraz, pracując z narcystycznym pacjentem, czułam bezsilność, poczucie odrzucenia, niemoc, gniew, dewaluację, znudzenie, zobojętnienie, czyli to wszystko, z czym partnerzy Narcyzów żyją na co dzień. Dlatego najważniejsze, co musisz zrozumieć, to że – choćbyś nie wiem jak bardzo się starała – nie jesteś w stanie nakarmić głodnego miłości Narcyza. Jego głód jest nie do zaspokojenia, a twoje zasoby miłości, niezasilane z zewnątrz, powoli się wyczerpują.

Po trzecie: sprawdź, w którym jesteś miejscu

Kiedy, zamiast zastanawiać się: „Dlaczego on mi to robi?”, „Jak go zmienić?”, zapytasz: „Dlaczego z nim jestem?”, to znak, że jesteś na dobrej drodze. Pod warunkiem że nie wpadniesz w kolejną pułapkę – obwiniania za niepowodzenia swojej przeszłości: toksycznych rodziców, despotycznych partnerów, szefów manipulantów itp. Jeśli masz odwagę skonfrontować się z faktem, że za wszystko, co ci się w życiu przydarza, jesteś odpowiedzialna ty sama, że nie są winni „oni”, że w ogóle nie ma sensu mówić o niczyjej winie – masz szansę wygrać tę grę o miłość.

Partnerka Narcyza jest jego odwrotnością: on chce dostać miłość, żeby pokochać samego siebie, ona – daje miłość, by on udowodnił jej, że ona również na nią zasługuje. Ale nie możecie dać sobie czegoś, czego sami nie macie. Wasza relacja to karmienie się deficytami, wzajemne rozdrapywanie bolesnych urazów z przeszłości, szukanie pomocy na zewnątrz, ale takiej, która wskaże winnego i ukarze go. Narcyz żąda: „Powiedz jej, że kocha mnie niewystarczająco”, ty błagasz: „Powiedz mu, żeby oddał mi choć mały ułamek miłości, którą mu oferuję”.

Spróbuj skoncentrować się na swoich obecnych relacjach. Pomyśl: czy inni ludzie są dla ciebie ważniejsi niż ty sama? Często czujesz się odpowiedzialna za emocje bliskich, cieszysz się ich sukcesami i przeżywasz ich porażki bardziej niż swoje? Każdą krytykę odbierasz osobiście, stawiasz zbyt wysoko poprzeczkę sobie i innym? Masz za sobą kilka nieudanych związków, z których wyszłaś z poczuciem winy i do dziś nie rozumiesz, dlaczego wam się nie udało? Boisz się odrzucenia i straty kolejnego związku, dlatego jesteś w stanie walczyć o niego, nawet kosztem siebie? Jeśli czujesz, że ten opis dotyczy ciebie, prawdopodobnie w życiu grasz rolę szarej myszki, a wokół ciebie jest mnóstwo ludzi, którzy wołają: „Ja! O mnie! Dla mnie! Dzięki mnie!”. Mam rację? Pewnie jesteś przekonana, że to wszystko przez twoje niskie poczucie własnej wartości. Załóżmy, że to prawda – i co teraz? Kto jest winny twojego niedoceniania siebie? Ktoś ci tego zabronił, nie nauczył?

Masz dwa wyjścia: możesz chodzić po świecie z tabliczką na piersi: „Mam niskie poczucie wartości” albo obudzić swoją moc. Właśnie moc, a nie siłę. Wybór należy do ciebie.

  1. Psychologia

Osobowość narcystyczna – 9 cech, po których rozpoznasz narcyza

Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W nim łatwo można się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Jak rozpoznać narcyza?

Narcyz to mężczyzna, w którym łatwo się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Facet narcyz zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Co to jest narcyzm oraz jak rozpoznać osobowość narcystyczną?

Narcyza cechuje krytycyzm i egoizm. Oraz brak szacunku do uczuć drugiego człowieka. Przy narcystycznym mężczyźnie źle się czujesz - spięta, zablokowana uczuciowo, zlekceważona, niepewna siebie. Jesteś atakowana nieprzewidywalnymi atakami złości, oburzenia i obojętności. Większość osób narcystycznych to zimni perfekcjoniści, odwołujący się do faktów, nie uczuć. Trudno do nich dotrzeć z tym, co się czuje. Potrafią obwiniać i wpędzać w poczucie niższości. Narcyz nie ma granic - ciebie traktuje jako przedłużenie siebie, służysz mu do tego, by zaspokajał swoje potrzeby. Ale nigdy go nie zadowolisz, jest bowiem jak czarna, zasysająca dziura. Osobowość narcystyczna potrzebuje podziwu, poklasku, dowodów oddania, a nawet poniżenia. Mężczyzna narcystyczny nie lubi słyszeć „nie”, lubi bezwzględnie dominować. Gdy czuje, że traci władzę znowu jest uroczy, obdarowujący miłymi gestami.

Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock) Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock)

Narcyz – cechy osobowości

Darlene Lancer, terapeutka małżeńska i rodzinna, wymienia za Amerykańskim Towarzystwem Psychiatrycznym 9 cech narcystycznych, które określają czym jest narcyzm.

1. Pretensjonalne poczucie własnej ważności, wyolbrzymianie osiągnięć i talentów. 2. Marzenia o: nieograniczonej władzy, sukcesie lub idealnej miłości. 3. Brak empatii dla uczuć i potrzeb innych osób. 4. Wymagania nadmiernego podziwu. 5. Uznanie dla prestiżu. 6. Roszczeniowość wobec swoich życzeń. 7. Wykorzystywanie innych dla osiągnięcia swoich celów. 8. Zazdrości innym lub uważa, że oni są o niego zazdrośni. 9. Arogancja. I choć wydaje się, że narcyz kocha tylko siebie, to nie jest prawda. Za perfekcjonizmem i arogancją osoby z osobowością narcystyczną kryje się wstręt do siebie.

  1. Psychologia

Toksyczny facet. Dlaczego łapiemy się na jego sztuczki?

Toksyczni kochankowie dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. (Fot. iStock)
Toksyczni kochankowie dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Czarujący, przystojni, pociągający. Dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. Dlaczego więc łapiemy się na ich lep? Psychoterapeutka Katarzyna Miller przedstawia typologię najbardziej toksycznych partnerów i wyjaśnia, czym różnią się od tych dobrych, normalnych, ale niecieszących się takim powodzeniem.

Niejedna z nas zna ten scenariusz: toksyczny facet, który zmienia relację w toksyczny związek. Jak go rozpoznać? Jest czarujący, przystojny, pociągający. Dużo obiecuje, niewiele daje, często świadomie krzywdzi. Dlaczego więc łapiemy się na jego lep? Psychoterapeutka Katarzyna Miller przedstawia typologię najbardziej toksycznych partnerów i wyjaśnia, czym różnią się od tych dobrych, normalnych, ale niecieszących się takim powodzeniem. Pomaga zrozumieć, kiedy i dlaczego facet jest toksyczny oraz jakie są jego cechy.

W swojej książce „Instrukcja obsługi faceta” razem z Suzan Giżyńską odpowiadacie na wiele pytań kobiet. Mnie najbardziej zaintrygowało jedno: „Jak się czuje kobieta w związku z dobrym facetem?”. No i zobacz, jakie to wzruszające i smutne pytanie. Dziewczyna, która je zadaje, myśli, że może jest jakiś przepis, którego ona nie zna. A dlaczego tak myśli? Bo nie miała szansy ani popróbować, ani porozmawiać o tym z kimkolwiek. Oczywiście koleżanki w szkole gadają o facetach, ale ponieważ przeważnie mają ten sam poziom doświadczeń, więc to gadanie niewiele wnosi, nie mają się od kogo dowiedzieć, co powinno się robić, jak powinno się czuć. No, chyba że któraś wcześniej się całowała albo poszła z facetem do łóżka. To teraz ona strasznie dużo wie. Ale co ona tak naprawdę wie? Najwyżej może powiedzieć, jak jej było, jeśli w ogóle umie to nazwać. I nie przyzna się pewnie, że była rozczarowana, bo inne nie będą jej już tak zazdrościć. A nawet jeśli powie, że to nie jest taka bajka, jak innym się wydaje, to usłyszy: „No coś ty?! Czyli nie warto?”. I może nawet sama takie wnioski wyciągnie.

Dziś już na szczęście jest większe przyzwolenie na to, by mówić, że bywa też niedobrze. Że są mężczyźni, którzy krzywdzą. Psychopaci, socjopaci, sadyści, narcyzy, maminsynki - po prostu toksyczny mężczyzna. Jakiegoś pominęłam? Nie, nie, bardzo dobrze wymieniasz…

Co ich odróżnia od tzw. normalnych partnerów? W sumie te wszystkie typy są w jakimś sensie normalne. I występują w przyrodzie dość często. Czyli normalne w znaczeniu: powszechne.

A jak odróżnić normalnego od powszechnego, ale jednak toksycznego? W książce piszesz, że przeważnie najpierw trzeba się na takim przejechać, żeby nauczyć się go na przyszłość rozpoznawać. Ale też trzeba chcieć się tego nauczyć, umieć korzystać z życiowego doświadczenia. Może się zdarzyć, że dziewczyna jest tak uszkodzona, że za każdym razem daje się złapać na tych kilka dobrych słów. A potem, gdy facet zacznie ją maltretować psychicznie i, nie daj Boże, fizycznie, to jest za późno, bo już się dała wciągnąć. Oczywiście nigdy nie powinno być za późno, żeby się uratować, ale bywa różnie. Kiedy mówię o nabraniu doświadczenia, mam na myśli taką refleksję, że jeśli ten chłopak zachowuje się podobnie do poprzedniego, to wysnuwasz wniosek, że coś ich łączy. Zwykle chodzi o to, jak oni zachowują się potem. Bo na początku każdy ci powie „ach, och” i obieca, czego to ci nie zrobi dobrego. I czekasz, i czekasz na to, co obiecał.

Te wszystkie „typy“ albo „typki“ podświadomie wyczuwają, na jakie słowa jesteśmy najbardziej łase? Oczywiście, bo oni wszyscy, a zwłaszcza narcyzy i maminsynki, są zepsuci przez matki. Świetnie się orientują, na co mamusia najbardziej się nabierze, i ćwiczą to już od małego. Jak taki synek wraca późno do domu, a mamusia jest zła, to robi piękne oczy i mówi: „Ale ja nie mogę patrzeć, kiedy tobie jest przykro“. I ona od razu topnieje niczym masło: „Ale ten mój synek mnie kocha“. Oni wiedzą, jak babkę zbajerować.

A my, z naszymi dziurami emocjonalnymi, niezapełnionymi w dzieciństwie, jesteśmy dla nich łatwą zdobyczą. Mało tego, silnie reagujemy na takie właśnie typy, bo są podobne do naszych wczesnych oprawców, że użyję tak mocnego słowa, czyli rodziców. Przy nich czujemy się jak w domu, jak u siebie. Rozumiesz? Dziewczyna, która nie była szczęśliwa, czuje się normalnie, kiedy jest nieszczęśliwa. Ona nie wie, co to znaczy być szczęśliwą. Ona wie, co znaczy pragnąć, wyobrażać sobie. Ale to, co ona sobie wyobraża, zwykle jest nierealne. Trzeba by jej na przykład wytłumaczyć, że chłopak, który z nią idzie na spacer i który czasem coś mówi, a czasem milczy, czasem jest wesoły, a czasem niepewny – jest właśnie fajny i normalny. Bo nikogo nie udaje. No a jakie ona ma wrażenie? Że dziwny, bo jej ciągle nie zabawia. Za to taki, który umie się wokół niej zakręcić, zabawia świetnie, tyle tylko że kilka panienek naraz, a potem znika. Bo jego kręci zabawianie kolejnych, a ona jest już ugotowana. Klasyczny lowelas, taki fircyk w zalotach – działa głównie na uszy. Powie dokładnie to, co chcemy usłyszeć, obieca wszystko. Ma to oczywiście swój urok, bo przyjemnie jest słyszeć miłe rzeczy o sobie. A jeszcze jak facet umie cię rozśmieszyć... Najlepiej mieć takiego, co to potrafi cię rozśmieszyć, ale też jak obiecuje, że przyjdzie, to przychodzi. A nie najpierw pozabawia, a potem znika jak kamfora. I kiedy ona pyta, co się stało, on odpowiada, że był strasznie zajęty. „No tak, był zajęty” – myśli ona, zamiast uświadomić sobie, że tak naprawdę on ma ją w dupie. I może nawet za miesiąc umówi się z nią i przyjdzie, ale pewnie dlatego, że żadna inna panienka z tych, które teraz bajeruje, nie będzie miała dla niego czasu. Mówię teraz dość okrutne rzeczy, ale może warto ich posłuchać, by nie cierpieć bardziej. Jest taka świetna książka „Nie zależy mu na tobie” Grega Behrendta i Liz Tuccillo, która pozwala uświadomić wszystkim babkom, że nie spotyka ich nic innego jak to, co spotyka też inne kobiety.

Spróbujmy w kilku słowach określić symptomy, na które warto zwrócić uwagę, żeby zdefiniować swój związek jako toksyczny? Toksyczny facet - zacznijmy od maminsynka. Czym się różni od mężczyzny, który ma dobre relacje ze swoją matką? Na przykład tym, że fajny facet, jeśli zobaczy, że matka jest niezbyt sympatyczna wobec jego dziewczyny czy, nie daj Boże, stałej partnerki, to zawsze weźmie stronę partnerki. Powie: „Przepraszam cię, mamo, ale to jest moja kobieta. Nie musisz jej kochać jak córki, ale powinnaś chociaż szanować“. Najgorzej jeśli facet nie tylko nie staje w twojej obronie, ale się wycofuje, mówiąc: „To wy sobie to między sobą załatwcie” albo wręcz: „Przeproś mamę, wiesz, jaka ona jest wrażliwa”. Maminsynek nie naraża się mamusi i nigdy się jej nie stawia. Przykre to bardzo, ale mamusie nie wychowują odważnych mężczyzn. To znaczy te, które wychowują maminsynków. One nie mogą uczyć ich odwagi, bo wtedy oni będą się im stawiać. Taki maminsynek dla świętego spokoju będzie też ulegał żonie. Ale po cichu zrobi swoje. Będzie zwodził, obiecywał…

A po wszystkim ładnie przeprosi i zamruga oczkami. Ależ jak on zamruga! Tak zamruga, jak rzadko kto. I ona przez lata będzie się nabierała na te jego oczka, aż dotrze do niej, że tylko oczka tak naprawdę od niego dostaje.

Bywają teściowe, które ciągle czegoś chcą: a to trzeba im coś naprawić, a to są chore. Gdzie leży ta granica, kiedy jest to za częste? Trzeba powiedzieć, że wiele dziewczyn kompletnie nie wie, gdzie leży ta granica. Gdzie jest współczucie, bliskość, serdeczność. Bo same tego nie zaznały. Ale jeśli jego matka jest serdeczna wobec ciebie, zwykle to czujesz i mówisz wtedy: „Jedź do mamy” albo „Chodź, razem pojedziemy”.

Jak się czuje partnerka maminsynka? A do dupy (śmiech). Czuje się, jakby miała w domu dziecko. Do tego kompletnie bezradne. Bo on zwykle nie wie, co w takiej sytuacji zrobić, chce z nią być, ale jakże ma ugryźć dłoń, która przez lata go karmiła?

I wszystko jest na jej głowie? Oczywiście. No, chyba że tego wszystkiego nie weźmie. No ale jak chce się popisać przed teściową, że jest świetną żoną, to weźmie. Tylko że jeśli naprawdę ma do czynienia z matką maminsynka, to ona i tak nie da się przekonać, bo swoje wie. Baba zabrała jej dziecko i koniec.

Czy opór wobec matki i więzi, która łączy ją z synem, może zmienić maminsynka? Moja pierwsza teściowa potrafiła zadzwonić do mnie rano z pytaniem, czy Pawełek zjadł śniadanie. Z tym że ona była dla mnie bardzo miła i ją lubiłam, ale te telefony i matkowanie dorosłemu facetowi było dla mnie bardzo przesadzone i śmieszne. Kiedy przynosiła mu kanapki, to pytałam, czemu mu nie pogryzła, bo miałby jeszcze łatwiej. Polecam książkę „Mężczyzna pozwala kochać. Głód kobiety” Wilfrieda Wiecka. Napisana przez maminsynka, który przeszedł metamorfozę. Dzięki drugiej żonie, która była mądrą kobietą, bardzo wyraźnie stawiającą granice i jak sam pisze – bezwzględną. Dokładnie wiedział, czego ona chce, co jej się podoba, a co nie. I to go uratowało, ona go uratowała. Niektóre feministki powiedzą teraz: „Czyli znów cała robota spada na nas”. No a kto jak nie my ma to zrobić? Ja tam się bardzo dobrze czuję z tym, że jestem mądrą kobietą, oczywiście wolałabym, żeby mój facet też był mądrym facetem, ale skoro tak nie jest, to co mam zrobić?

Ale umówmy się: rzadko się zdarza, żeby spotkało się dwoje zdrowych, dorosłych i mądrych ludzi. Choć się zdarza. Tacy ludzie pochodzą ze zdrowych, ciepłych domów, w których drugiego się szanuje i kocha. Nie ma zbyt wielu takich domów. Czasem trafi się, że jedna osoba jest mądrzejsza i może podciągnąć drugą do swojego poziomu, jeśli ta ma wystarczająco dużo zasobów i motywacji. Ale większość to pogubieni w lesie Jaś i Małgosia.

Czyli toksyczny facet - maminsynek może się zmienić? Może, czasem sam bywa zmęczony dotychczasowym układem sił i pragnie tej zmiany. Mój mąż na przykład podziękował mi, że go uwolniłam od matki. Choć jakoś specjalnie na tym się nie skupiałam, po prostu jasno wyznaczałam granice jemu i jego mamie. Grałam z nią w antygrę. Polega to na tym, że idziesz za tym, co ona pozornie pokazuje. Na przykład teściowa szykowała dla nas stół tylko z dwoma nakryciami, a na pytanie: „No a ty z nami nie zjesz?“, odpowiadała, że nie, skąd, już się najadła, nie chce przeszkadzać. Wiele razy próbowałam ją nakłaniać do zmiany zdania, zapraszać, ale kiedy zobaczyłam, że to nie działa, powiedziałam: „Jeżeli nie chcesz przeszkadzać, to może idź do kuchni…”, i natychmiast usiadła z nami do stołu. Ludzie zwykle mówią: „O, ty to ostra jesteś”. Nie, ja po prostu wyciągam wnioski. Od dziecka czułam, że jeśli się o coś sama nie postaram, to prawdopodobnie nie będę tego miała. Bo dorosłych nie interesuje, czego chcą dzieci. Ich interesuje to, czego oni chcą od dzieci. Tylko przy niani mogłam być w pełni sobą.

Każdy chyba marzy o kimś, przy kim może być sobą. I nie musieć się starać. To pieprzone wieczne staranie się!

A ile się trzeba nastarać, by być z narcyzem... Narcyz to też toksyczny mężczyzna. Jest tak zajęty sobą, że nawet nie zwróci uwagi na to twoje staranie się. Jeśli go podziwiasz, to jeszcze jesteś potrzebna. A kiedy zaczynasz się zajmować sobą, następuje śmiertelna obraza i dostajesz po łapkach.

Ale na początku potrafi być uroczy i uwodzący? On nie uwodzi, a jedynie pokazuje: „Zobacz, kogo możesz mieć, jakiej dostąpić wspaniałości“. Jak w tym żarcie. Dziewczyna jest z chłopakiem na pierwszej randce i w pewnym momencie mówi: „Słuchaj, mam wrażenie, że ciągle mówisz o sobie“. On na to: „Przepraszam, zmieńmy temat i porozmawiajmy o tobie. Co o mnie myślisz?“.

No ale dlaczego dziewczyny i kobiety na to idą? Misiu, one się zwyczajnie łapią na wszystko. WSZYSTKO. Byle je ktoś chciał. Byle im się wydawało, że je chce. I zrobią dużo, żeby nie zobaczyć, jak on je chce, za jaką cenę je chce – cenę, którą one zapłacą. Co nie znaczy, że mężczyźni nie płacą ceny. Są przecież babki, które świetnie wiedzą, na co faceta rwać i czego od niego chcieć. Jeśli były od dziecka śliczne, wdzięczne i słodkie, to są wyedukowane w kwestii tego, co mogą w ten sposób zdziałać. Część traktuje więc seks bardzo instrumentalnie, a część bardzo go unika. Co może, ale nie musi znaczyć, że były też molestowane. A to są za trudne tematy, by je teraz w kilku zdaniach streścić. Dla osób, które tego nie doświadczyły, mogą być w ogóle niezrozumiałe. Ale ludzie wielu rzeczy nie rozumieją. Na przykład tego, jak można tkwić latami w toksycznym związku, gdzie jest facet, który obraża kobietę

W książce podajesz przykład dwóch myszek wrzuconych do beczki z wodą. Pierwsza męczy się, męczy, aż się utopi. Druga też się męczy, ale co jakiś czas dostaje patyczek, którego może się na chwilę uchwycić... ...i dostaje go bardzo nieregularnie. Raz po pięciu minutach, a raz po miesiącu. I ona ten miesiąc wytrzyma. Będzie się męczyć, ale wytrzyma. Przekładając to na związek: jeden facet zawodzi stale, umawia się i nie przychodzi. Ona się z nim pomęczy chwilę, ale ostatecznie odejdzie. Drugi facet najpierw umówi się z nią kilka razy i będzie przeuroczy, będzie ją bawił, komplementował i na koniec rzuci, że w sobotę zadzwoni. Ona czeka na darmo, wreszcie daje sobie z nim spokój. Aż tu nagle on znów dzwoni i obsypuje komplementami, kwiatami. I ona się cieszy: „Ach, jak cudownie, że się w końcu odezwał“. Nie dotrze do niej, że ją zawiódł i jeszcze nieraz zawiedzie. Nie mówię, że ona musi od razu go skreślać, może z nim co jakiś czas wyjść, nawet iść do łóżka, pod warunkiem że wie, że do poważnego związku on się nie nadaje, bo to toksyczny facet. Ja w ogóle zachęcam dziewczyny, żeby spotykały się z wieloma facetami, niekoniecznie z nimi jednocześnie sypiały, ale chodziły na randki, do kina, do knajpy. Żeby tak się strasznie nie nastawiały na tego jedynego, co ma im do końca życia wystarczyć i poza którym świata mają nie widzieć. I jeszcze się starać, żeby się nimi nie znudził.

Wracając do naszych typów, z tego, co mówisz, narcyz niewiele różni się od maminsynka. Bo znów wszystko jest na twojej głowie. I nie jesteś ważna. Choć dla maminsynka możesz być ważna, zwłaszcza gdy mamusi zabraknie, dla narcyza – nigdy. Dla niego ludzie nie są ludźmi, tylko cieniami. Jesteś najwyżej jego poduszeczką, wózeczkiem, na którym on jeździ.

Strasznie smutne musi być życie takiego narcyza. Owszem, ale ponieważ on jest bardzo zajęty sobą, a jeszcze może być do tego inteligentny, ładny i odnosić sukcesy, to w taki sposób tego nie odczuwa. Choć może być bardzo nieszczęśliwy, jeśli się nim nie będą zachwycać. Może wręcz znienawidzić ludzi.

Czyli jest jednak zależny od tych cieni. Ależ oczywiście, i to bardzo. Jeśli sama jesteś narcyzką i wspólnie dbacie o swój wizerunek, może wam być razem bardzo dobrze… Co się dziwisz? Nie widziałaś takich par, dwojga zapatrzonych w siebie narcyzów? A bo to wszystkie dziewczyny są normalne? One są tak samo pokrzywione jak faceci. Też bywają córeczkami tatusia lub mamusi, narcyzkami, egocentryczkami, psychopatkami... Jest oczywiście jakaś pula względnie normalnych i względnie zdrowych dziewczyn, tak jak i mężczyzn.

Przyznam, jest w tym jakaś sprawiedliwość, jak narcyz trafia na narcyzkę, a psychopata na psychopatkę. Tylko wtedy oboje muszą się ustawić w tym samym kierunku. On będzie prezydentem, a ona panią prezydentową, jak w „House of Cards“. I tak dochodzimy do kolejnego typu: toksyczny mężczyzna - psychopata i bardzo podobny do niego charakterologicznie socjopata. Na tle innych wyróżnia ich to, że nie znają uczuć wyższych. Z tym, że socjopatia to coś, co zostało wykształcone w trakcie wychowania lub raczej jego braku, a psychopatia to, jak wskazują badania, cecha, którą się ma już od urodzenia.

Czym pociąga toksyczny mężczyzna - psychopata? On wie, czego chce i jak ma to dostać. Postrzega innych ludzi, inaczej niż narcyz, jako tych, od których można dostać wszystko, co tylko się chce. Pod warunkiem, że się ich dobrze zażyje. A on świetnie wie, jak ich zażyć, bo psychopaci to często bardzo inteligentne osoby. Psychopaty nic nie boli, więc nie bardzo przejmuje się bólem innych. Dlatego może cię zwyczajnie wykorzystać. Ma władzę nad tobą i się nią upaja.

Umie być uroczy? Kupić kwiaty, recytować wiersze? Na początku tak. Potem odbierze sobie to, co zainwestował, i to w trójnasób. Jego nie da się zreformować, narcyza zresztą też. Przy narcyzie możesz tkwić, pod warunkiem że za bardzo cię nie niszczy i masz z nim jakieś wspólne cele, a razem łatwiej będzie wam je zrealizować. Natomiast psychopata cię zeżre. I powie jeszcze, że mało albo że byłaś żylasta.

Przy psychopacie czujesz się... ...jak ścierka. On jest właśnie tym, co daje te patyczki.

W książce piszesz: „w związku z psychopatą kobieta próbuje być idealna, cały czas pokazać się z dobrej strony, nie mówi, że czegoś nie zrobi czy nie ma na to ochoty, bo boi się jego reakcji“. Bo wtedy on huknie albo fuknie, albo złośliwie powie: „Nie no, ja myślałem, że ty jesteś wrażliwsza”. I jeśli ona nie jest pewna siebie, to strasznie się tym przejmie. Na dodatek często odcina ją od znajomych i przyjaciół, bo mu się nie podobają lub nie lubi, jak ona spędza bez niego zbyt dużo czasu, a tak naprawdę chce mieć nad nią kontrolę. Już on zadba o to, żeby być całym jej światem, a potem nie będzie miała komu się pożalić. W związku z psychopatą charakterystyczne jest też wieczne poczucie winy i przekonanie, że to z tobą jest coś nie w porządku. W takiej relacji kobieta traci swój blask, więdnie. Ile znasz pięknych kobiet, które przy mężusiu ledwo nogami powłóczą? On rośnie w siłę i muskulaturę, a one marnieją, tak jakby wysysał z nich życiową energię. I zostają tylko odruchy: wstać, uprać, kupić, ugotować, odwieźć dzieci, wyprasować mu koszulę.

Może zatem jeśli ktoś mówi ci, że więdniesz w tym związku – posłuchaj go i zastanów się, czy nie jesteś z kimś, kto cię niszczy. Oczywiście taka kobieta, żeby uratować iluzję, w której żyje, może sobie powiedzieć: „Mówi tak, bo mi zazdrości“, może też tak powiedzieć jej partner: „Nie słuchaj koleżanek, popatrz, jak na mnie lecą, przecież ja w każdej chwili mógłbym zamienić cię na każdą z nich” i ona czuje, że to prawda. Bo ani w szkole, ani w domu nikt nie zaszczepił jej nawyku myślenia o sobie ani dbania o siebie. Ma być zwierzątkiem, które jest na usługi.

A jaki jest ten normalny, nietoksyczny partner? Przede wszystkim jest wystarczająco miły, spokojny, zapobiegliwy, inteligentny i pracowity. Żaden heros czy George Clooney. Po prostu zwykły Grzesiek albo pan Czesiek.

A ty przy nim czujesz się jaka? W porządku, zwyczajna. Dobry związek to taki, w którym czujesz się normalnie, przeciętnie. Nie jesteś księżną Monako. I z tym najtrudniej się pogodzić. Że nie zabrał cię do Paryża i nie obsypał różami z helikoptera. Dlaczego babom tak się Grey podobał? Bo był przystojny i nieziemsko bogaty. A ona czuła się przy nim zawsze wyjątkowo.

To pragnienie wyjątkowości pcha nas tak w ramiona toksycznych kochanków? Samo pragnienie nie jest takie szkodliwe, tyle tylko że nie można czuć się wyjątkowo cały czas. Fajnie, jak mamy to od święta i umiemy się wtedy tym nakarmić, by starczyło też na ten czas, kiedy czujemy się zwyczajnie. A zwyczajnie znaczy bezpiecznie, normalnie, spokojnie, średnio, po prostu dobrze. Dużo ludzi nie zna tego stanu w ogóle, a te kobiety, które znają chaos uczuciowy lub lęk, nawet nie wiedzą, jak w nim można chcieć być, bo to dla nich nudne. Na szczęście można się tego nauczyć.

Jak rozpoznać, czy jesteś w dobrym, a nie toksycznym związku?

  • czujesz się psychicznie bezpieczna, co nie oznacza, że jesteś szczęśliwa 24 godziny na dobę, że nie ma kłótni i momentów samotności, tylko że ogólnie odczuwasz przy partnerze bezpieczeństwo emocjonalne;
  • możesz pokazywać swoje emocje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, możesz mówić prawdę, nawet jeśli jest ona dla partnera niemiła, nie boisz się, że go stracisz, umiesz się przed nim pokazać taka, jaka jesteś;
  •  czujesz się wartościowa, oczywiście czasami popełniasz błędy i nie jesteś idealna, ale twój rdzeń – poczucie bycia ważną – się nie zmienia;
  •  wasza relacja jest stabilna, nie chodzi o to, że zawsze odczuwacie fascynację, zazwyczaj jest „średnio“ z ewentualnymi romantycznymi momentami, ale na pewno nie ma w waszym związku skrajności;
  •  umiecie rozmawiać o kryzysach i przyznać się, jeśli coś się wypaliło, nie lubicie zadawać sobie bólu i się niszczyć, a kiedy uznacie, że związek nie czyni was szczęśliwymi, umiecie rozstać się po koleżeńsku;
  •  masz swoją wolność: możesz wychodzić z koleżankami, możesz zostawić z nim dzieci i spędzić czas tylko we własnym towarzystwie, pozwalasz też partnerowi na kontakty z innymi ludźmi i rozumiesz, że on także musi czasem samotnie spędzić czas, ludzie często i chętnie do was przychodzą, bo dobrze się czują w waszym towarzystwie;
  •  w waszym domu jest dobrze z finansami, nie chodzi o luksus, ale o to, że nikt nikogo nie utrzymuje, każdy ma własne pieniądze, lub macie je wspólne i od czasu do czasu robicie sobie jakieś miłe prezenty;
  •  masz ochotę dbać o siebie, czasem założyć szpilki, pomalować na czerwono usta, czujesz się lekko i dobrze także fizycznie;
  •   związek jest tylko częścią twojego życia, nawet jeśli najważniejszą.
Toksyczny mężczyzna to niestety pułapka, z której trudno się uwolnić. Tacy partnerzy tylko z pozoru wydają się idealni, w rzeczywistości jednak niszczą psychicznie i emocjonalnie, wypalają od środka. Powyżej Katarzyna Miller pomogła znaleźć odpowiedź na to, kiedy i dlaczego facet jest toksyczny oraz jak go rozpoznać, ale żeby zerwać taką relację, kobieta musi znaleźć na to siłę – choćby i z pomocą psychoterapeuty, przyjaciół czy rodziny.

Źródło: Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska, „Instrukcja obsługi faceta”, Wydawnictwo Zwierciadło 2017

 

  1. Psychologia

Porozmawiajmy o pogardzie – karty emocji Katarzyny Miller

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Nic nas tak nie poniża jak nieliczenie się z naszym zdaniem. Nic tak nie podnosi (we własnych oczach) jak traktowanie innych z góry. Nad tym, skąd bierze się w ludziach pogarda i jak jej przeciwdziałać – zastanawiają się Katarzyna Miller i Joanna Olekszyk, odkrywając kolejną kartę emocji.

Pogarda to…

…patrzenie na innych z wyższością, nieliczenie się z ich zdaniem i jawne okazywanie braku szacunku. To także silna niechęć wobec kogoś lub czegoś, wynikająca z przekonania o jego bezwartościowości. Gardzić oznacza pomiatać kimś, lekceważyć, poniżać go i odtrącać. Ale też odwracać się od potrzeb innych, nie starać się ich zrozumieć. To uczucie podszyte jest obojętnością, brakiem empatii i wiary w to, że ktoś inny jest wartościowy i zasługuje na cokolwiek.

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. To traktowanie ludzi jak powietrze. Pozwala to podnieść iluzoryczne poczucie własnej wartości przez to, że innych traktuje się jak gorszych od siebie. Pogarda prowadzi zazwyczaj do nienawiści, dyskryminacji i wykluczenia osób czy grup społecznych. Ale zdarza się, że wobec cudzej nikczemności nie można już czuć nic oprócz pogardy. Jeśli jednak człowiek odczuwa pogardę wobec siebie samego, to powinien się za to bardzo przeprosić.

Po co nam to uczucie?

Pozwala zwiększyć poczucie własnej wartości – wtedy, gdy mamy je bardzo niskie – podnieść prestiż, dodać sobie znaczenia. Oddziela od prawdziwych emocji, przez co ułatwia manipulowanie innymi i używanie ich do swoich celów, a także manipulowanie sobą. Często zakrywa zaniżone poczucie własnej wartości, ale pozwala też czasem wiedzieć, kogo należy omijać szerokim łukiem.

Zadania:

  • Zastanów się, jak mocne jest twoje poczucie własnej wartości i czy potrzebujesz poniżać innych, aby je podnieść?
  • Jeśli w głębi czujesz się gorszy od innych, pomyśl, skąd to przekonanie. Zastanów się, co pozwoli ci je zmienić?
  • Jak to jest, kiedy empatycznie, całym sobą jesteś w relacji (słuchasz, widzisz, czujesz)? Spróbuj znaleźć się na chwilę w skórze drugiego człowieka i przekonaj się, jak po tym eksperymencie zmieni się wasza relacja.

Więcej w zestawie z książeczką „Poznaj siebie. Karty emocji”, Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk, wyd. Zwierciadło.