1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Świat jest odbiciem naszych wyobrażeń

Świat jest odbiciem naszych wyobrażeń

Zmiana myślenia jest skuteczna tylko wtedy, gdy rzeczywiście wierzymy w to, co za nią stoi: że nic nie jest jednoznaczne i oczywiste oraz że nie ma rzeczy niemożliwych – co wielokrotnie potwierdzała zarówno nauka, jak i historia ludzkości. (Fot. iStock)
Ludowa wiara, ale i współczesna nauka potwierdzają, że świat jest odbiciem naszych wyobrażeń. Zadbaj zatem o swoje myśli. Od nich zależy, czy będzie ci w życiu łatwiej.

Oczekiwania w stosunku do ludzi kształtują ich zachowanie – dowiódł tego w latach 60. XX wieku psycholog Robert Rosenthal w swoich licznych doświadczeniach. Najpierw przeprowadził eksperyment wśród studentów, dając im do pracy badawczej dwie grupy szczurów. Zwierzęta z pierwszej grupy określono jako wyselekcjonowane i bardzo bystre, z drugiej – przeciwnie, jako mało zdolne. W rzeczywistości nie było żadnego badania inteligencji szczurów, a do grup przydzielano je losowo. Ważne było to, że studenci uwierzyli w istotne różnice między gryzoniami. Zamierzali bowiem nauczyć zwierzęta poruszania się po labiryncie. Te szczury, które studenci uznali za inteligentne, rzeczywiście szybciej opanowały nową umiejętność. Te rzekomo mniej zdolne osiągnęły gorsze wyniki, niektóre nawet nie wyszły poza linię startu. Szczury zrobiły dokładnie to, czego się po nich spodziewano, chociaż teoretycznie miały takie same szanse zarówno na sukces, jak i porażkę. Kluczowe okazało się nastawienie studentów wobec „podopiecznych”. Studenci dostali to, czego oczekiwali, bo nieświadomie dostosowali swoje zachowanie do własnych oczekiwań. „Mądrymi” szczurami się opiekowali, okazywali im więcej cierpliwości, uwagi i aprobaty, szczury „niezdolne” traktując po macoszemu.

Wszyscy jesteśmy Pigmalionami?

Podobny eksperyment Rosenthal przeprowadził – wraz z badaczką Lenore F. Jacobson – wśród amerykańskich nauczycieli, wykazując, że ich oczekiwania mają wpływ na wyniki osiągane przez uczniów, niezależnie od wcześniejszych umiejętności dzieci. Nauczyciele dostali na początku roku szkolnego listę uczniów z „dużym potencjałem”, czyli bardzo dobrymi wynikami osiągniętymi w testach na inteligencję. Po zakończeniu dwóch semestrów ponownie zmierzono dzieciom poziom IQ i wykazano, że większy wzrost (średnio o cztery punkty) osiągnęły te, w których nauczyciele pokładali – zgodnie z sugestią – nadzieje na lepsze szkolne rezultaty. W rzeczywistości badacze wprowadzili nauczycieli celowo w błąd: dzieci ze wspomnianej listy nie wykazywały wcześniej większych zdolności niż pozostałe. To nie ich pierwotne umiejętności przyczyniły się do osiągnięć, ale wysokie oczekiwania dorosłych.

– Uczniowi zdolnemu lub takiemu, którego się za zdolnego uważa, nauczyciel w naturalny sposób stawia zwykle wyższe wymagania, zadaje trudniejsze ćwiczenia, daje więcej materiału do opanowania, udziela liczniejszych informacji zwrotnych i stwarza cieplejszy emocjonalny klimat, ofiarowując więcej wsparcia niż innym uczniom – tłumaczy to zjawisko psycholog Maks Machalica. – Tak traktowani uczniowie bardziej się starają, mają większą motywację, wyższą samoocenę i pewność siebie, co z kolei przekłada się na ich wyniki w nauce.

Podobny mechanizm działa, niestety, także w drugą stronę. Im mniej się po kimś spodziewasz, tym bardziej prawdopodobne, że twoje niskie oczekiwania potwierdzi swoim zachowaniem. Sytuacja robi się jeszcze bardziej skomplikowana i krzywdząca, gdy w grę wchodzi wychowanie dzieci. – Rodzice „umieszczają” w dziecku swoje świadome, ale głównie nieświadome oczekiwania i lęki – tłumaczy Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta. – Jeśli na przykład sami są niepewni co do własnej wartości, będą wysyłać dziecku taki nieświadomy komunikat, przez co syn czy córka może mieć problem z samooceną i w efekcie zachowywać się jak życiowy nieudacznik. A rodzice wrócą do punktu wyjścia, będą bowiem myśleć: „wychowałem nieudacznika, sam więc taki jestem, tak jak zresztą przypuszczałem”.

Cudze oczekiwania wpływają bowiem na efekty działań, w określonych sytuacjach zwykliśmy robić to, czego inni się po nas spodziewają. To swoistego rodzaju samosprawdzające się proroctwo. Naukowcy znaleźli nawet dla niego nazwę: efekt Pigmaliona (od imienia mitycznego króla Cypru, na którego prośbę Afrodyta ożywiła posąg kobiety z kości słoniowej – Galateę), nazywa się go także efektem Rosenthala.

Ktoś pociąga za te sznurki

To nie są żadne czary-mary, tak działamy: możemy myślą i postawą wpływać na zachowania nie tylko swoje, ale i innych ludzi, a świat jest odbiciem naszych o nim wyobrażeń.

– Jesteśmy tym, w co wierzymy, w jaki sposób o sobie myślimy na podstawie introspekcji, doświadczeń z wczesnego dzieciństwa i w oparciu o nasze zachowanie i przypisywane mu przez nas przyczyny – potwierdza Maks Machalica, który samospełniającemu się proroctwu poświęcił pracę dyplomową. – Z drugiej strony jesteśmy także tacy, jak postrzegają nas inni, jak nas oceniają, co o nas sądzą. Samospełniające się proroctwo jest jednym z następstw tworzenia przez ludzi schematów poznawczych, czyli układania wiedzy o świecie według pewnych kategorii, tworzenia szufladek. Z mnóstwa informacji, które do nas docierają, wybieramy tylko te niezbędne do podjęcia decyzji. I te schematy wpływają na to, co zauważamy, co myślimy i o czym później pamiętamy. To działa jak filtr.

Do czego służy nam ten mechanizm? – Chcemy wiedzieć, co będzie dalej, mieć na to jakiś wpływ – twierdzi psycholog i psychoterapeuta Paweł Droździak. – Na takim najbardziej podstawowym poziomie proroctwo jest po to, żeby wiedzieć, co nastąpi. Oznacza, że nasze losy są wpisane w jakiś plan, że istnieje system zależności jednych spraw od innych, którego nie widzimy gołym okiem, i że nasze życie ma sens, do czegoś zmierza, że ktoś pociąga za te sznurki. Mamy interes w tym, by proroctwo się spełniło, bo inaczej istnienie tych wyższych sił stałoby się problematyczne.

W zdrowiu i w chorobie

Mądrzy lekarze i psychologowie powtarzają często chorym osobom, że równie ważnym elementem leczenia jak przepisane medykamenty jest wiara chorego w to, że wyzdrowieje. Pozytywne nastawienie mobilizuje organizm do walki. Jeśli naprawdę wierzymy, że coś nam pomoże – nawet lek obojętny przynosi oczekiwane rezultaty (tzw. efekt placebo).

– Wiele procesów zachodzących w ciele jest stymulowanych przez neuroprzekaźniki – tłumaczy Paweł Droździak. – Tyle że nie umiemy tego kontrolować do końca świadomie, ale jeśli wprowadzimy dodatkowy element: na przykład lekarstwo albo jakąś postać ducha, bóstwa itp., wtedy to działa na naszą wyobraźnię i może wspomóc efekty. Wśród sportowców była niegdyś modna opaska „dająca siłę” (Power Balance), rzekomo odpowiednio napromieniowana, wyjątkowa, kosmiczna itd. Słyszałem też kiedyś historię o kobiecie cierpiącej na potężne napadowe bóle głowy. Przyszedł do niej radiesteta i oświadczył, że bóle spowodowane są spaniem na żyle wodnej. Kazał przestawić łóżko w inne miejsce, wziął mnóstwo pieniędzy, więc mu uwierzyła, a głowa przestała ją boleć. Potem poprzestawiała inne meble, bo okazało się, że żył wodnych pod jej mieszkaniem jest bez liku, więc trzeba przemeblować całe mieszkanie. Robiła to zgodnie ze wskazówkami, a ból nie powracał. Wszystko było dobrze do momentu, kiedy pod jej blokiem zaczęto budować garaż. Wymagało to stworzenia gigantycznego wykopu. Codziennie mogła patrzeć na coraz bardziej pogłębiającą się dziurę w ziemi. W końcu ktoś bliski zadał jej pytanie: „Skoro wszędzie w mieszkaniu masz żyły wodne, to jak to się dzieje, że w tym wykopie nie ma żadnej wody?”. No i nie upłynęły trzy dni, jak efekt placebo minął i bóle wróciły.

Niektórzy neurobiolodzy twierdzą, że pod wpływem nadziei mózg produkuje naturalne substancje przeciwbólowe i pobudza mechanizmy zwalczające chorobę. Ale wierzymy nie tylko w to, że coś zadziała, również w to, że może nam zaszkodzić. Pacjenci, którzy nie ufają diagnozie albo przepisanym im lekom, częściej odczuwają wymieniane w ulotkach tzw. działania niepożądane. Potwierdziły to badania niemieckich naukowców z Uniwersytetu w Marburgu.

Sto osób cierpiących na reumatoidalne zapalenie stawów wypełniło kwestionariusze, w których wymieniło obawy związane ze stosowaniem przez nie leków. Po sześciu miesiącach eksperymentu okazało się, że efektów ubocznych częściej doznawały te osoby, które były nimi zaniepokojone jeszcze przed przystąpieniem do leczenia. Niemieccy naukowcy uważają, że gdyby lekarze porozmawiali z pacjentami przed leczeniem i rozwiali ich wątpliwości, odczuwaniu tych efektów ubocznych można by było zapobiec.

Wiara w to, czy nam coś pomoże, czy zaszkodzi, wpływa na nasz stan zdrowia, a nauka ma na to coraz więcej dowodów. Dlatego też coraz częściej i głośniej mówi się o tym, jak bardzo ważna jest dobra komunikacja i relacje między lekarzem i pacjentem. Zwłaszcza że łatwiej wierzymy autorytetom niż sąsiadce z bloku.

Z korzyścią dla siebie

Holenderscy naukowcy przekonują, że optymiści są o połowę mniej narażeni na choroby serca, stwierdzono też, że wysoki poziom negatywnych uczuć ma zły wpływ na stan naszego zdrowia. I choć to, czy jesteśmy optymistami czy pesymistami, w dużej mierze zależy od genów, dobra wiadomość jest taka, że pozytywnego myślenia – będącego kwintesencją bycia optymistą – można się nauczyć i wypracować je w sobie jako nawyk. Jak? Na przykład wykorzystując za bazę właśnie mechanizm samospełniającej się przepowiedni.

– Znajomość tego schematu umożliwia testowanie i łamanie utartych przekonań – mówi Maks Machalica. – Możemy świadomie tworzyć swój wizerunek, aby trafić do tej szufladki, do której chcemy (skoro i tak do jakiejś trafimy). Możemy łamać kalki myślowe dotyczące innych, np. podejść z życzliwością do nieuprzejmej sprzedawczyni. W życiu osobistym zidentyfikować własne przekonania dotyczące członków rodziny, partnerów, tych obecnych albo przyszłych, i zastanowić się, czy nasze myśli i działania nie powodują, że zachowują się oni w określony sposób. Najważniejsza jest samoświadomość i tworzenie korzystnych wzorców.

– Warto jednak pamiętać, że człowiek nie jest spójną całością – ostrzega Paweł Droździak. – U niektórych osób pod manifestowanym na zewnątrz przekonaniem, że sukces jest pewny, może się kryć potężna niepewność. Na tyle wielka, że oddalają od siebie wszelkie wątpliwości, w obawie, by ich poczucie własnej wartości nie runęło jak domek z kart. I słusznie, bo w zetknięciu z realnością zadziałają raczej te podskórne obawy, a nie fasada. Dlatego lepiej pozostać przy tym, co się naprawdę czuje, i nie wymyślać sobie, że się czuje coś innego, bardziej konstruktywnego. Prawda o sobie jest najbardziej niezawodnym źródłem siły.

Zmiana myślenia jest skuteczna tylko wtedy, gdy rzeczywiście wierzymy w to, co za nią stoi: że nic nie jest jednoznaczne i oczywiste oraz że nie ma rzeczy niemożliwych – co wielokrotnie potwierdzała zarówno nauka, jak i historia ludzkości.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze