1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Twoje wewnętrzne dziecko zawsze dąży do prawdy

Jesteśmy głodni prawdy jak dzieci. Dziecko ze wszystkich sił dąży do prawdy, a jeszcze bardziej – do autentyczności w relacjach. (Fot. iStock)
Wasze wewnętrzne dziecko jest wspaniałym zasobem, radarem autentyczności i szczerości serca – pisze Ariane Calvo, psycholożka i psychoterapeutka specjalizująca się w regulacji emocji, autorka książki „Jak ukoić swoje wewnętrzne dziecko”. „Dziecko wie i widzi rzeczy takimi, jakie są, nawet jeśli nie potrafi tego wyartykułować z braku odpowiedniego słownictwa, dojrzałości emocjonalnej albo dlatego, że dorośli nie byliby w stanie wysłuchać prawdy”.

„Głęboko ukryta część nas samych domaga się swojej prawdy” – twierdzi psycholog dziecięcy Sevim Riedinger. I rzeczywiście, jak dziecko, które pragnie pokazywać się bez maski i przebrania, nasze wewnętrzne dziecko nieustannie, przez całe życie dąży do tego, by móc się realizować naprawdę, w swojej istocie.

W ten sposób subtelność naszego wewnętrznego dziecka odnajdujemy też w charakterystycznym rysie, polegającym na głodzie prawdy i autentyczności, uznawaniu kłamstwa i nielogiczności za szczególnie nieakceptowalne (do tego stopnia, że reagujemy na nie czasem wybuchami gniewu). Ważne jest, by podkreślić, że w większości przypadków nie chodzi tu o osąd moralny kłamstwa, ale o uczucie, którego doznajecie, kiedy to, co niewerbalne jest niespójne z werbalnym. Na przykład kiedy długo okłamywano was na temat okoliczności waszych narodzin i przyjęcia do rodziny, co pociągnęło za sobą problemy natury egzystencjalnej, kłamstwo jest nie do zniesienia – a jeśli rozmówca upiera się przy tym, co odbieracie jako niespójne, poczucie niemożności dotarcia do przeczuwanej prawdy może wywołać głęboki smutek albo gwałtowną złość, kompletnie nieraz zaskakujące dla osoby przy tym obecnej. Sophie powiedziała o tym tak: „Bardzo pragnęłam prawdy. Nie znoszę, kiedy ktoś zmyśla, kiedy mnie okłamuje. Taką mam zasadę. Wyczuwam to, nigdy się nie mylę. Nie znoszę, kiedy się przede mną coś ukrywa”.

Jak dusza dziecka niszczeje pod wpływem zbyt wielu kłamstw i manipulacji, tak samo ubożeją emocje dorosłego wystawionego na podobne psychologiczne znęcanie się (bo tak należy to nazwać), co na dłuższą metę może go unieszczęśliwić. Dziecko ze wszystkich sił dąży do prawdy, a bardziej jeszcze – do autentyczności w relacjach. Zauważyliście na pewno, że dziecko nie daje się nabrać, kiedy dorosły tylko udaje, że je lubi, że lubi z nim przebywać albo popisuje się serdecznością przed drugim dorosłym, a dziecko w gruncie rzeczy mało go obchodzi. Mały człowiek wtedy albo się buntuje i ukazuje swoją prawdziwą naturę, albo wycofuje, zależnie od usposobienia swojego i tej drugiej osoby. Tak samo wasze wewnętrzne dziecko jest wspaniałym zasobem, radarem autentyczności i szczerości serca – waszego w danej chwili i osoby, z którą przebywacie. Dziecko wie i widzi rzeczy takimi, jakie są, nawet jeśli nie potrafi tego wyartykułować z braku odpowiedniego słownictwa, dojrzałości emocjonalnej albo dlatego, że dorośli nie byliby w stanie wysłuchać prawdy.

Lisa, moja wspaniała młoda pacjentka, regularnie spotyka się z odrzuceniem, gdyż kompletnie nie potrafi się powstrzymać przed mówieniem prawdy prosto w oczy. Aby zmilczeć, musi się mocno kontrolować, co kosztuje ją wiele wysiłku, a w końcu i tak wybucha w chwili słabości czy zmęczenia i w rezultacie kogoś niechcący rani, wprawia w osłupienie lub, w najlepszym przypadku, w niedowierzanie. Płacze, kiedy mi mówi, że chciałaby być „normalna”, nie drażnić wszystkich wokoło, nadeptując ludziom na odciski i wyciągając trupy z szaf. Chciałaby, jak większość dorosłych, umieć skryć się za maską konwenansów: to można powiedzieć, a tego już nie. Stopniowo, na kolejnych spotkaniach Lisa uczy się rozpoznawać komunikaty swojego wewnętrznego dziecka, otaczać się ludźmi, którzy lubią jej spontaniczność, prawdomówność i wszystkie wspaniałe cechy z palety jej subtelności. Przypomina mi moją młodszą siostrę, bo ona także ma ten dar, nieraz się nacierpiała z tego powodu! Niektóre dzieci mają niesłychany talent do mówienia głośno prawd, o których dorośli nie śmią nawet pomyśleć z obawy przed koniecznością dokonania wielu zmian, które wymusiłoby nazwanie rzeczy po imieniu. A przecież żadnej prawdy nie da się upchnąć pod dywan na zawsze. Ileż to rodzinnych sekretów wywołało w końcu objawy, psychiczne czy fizyczne, od trudno wytłumaczalnych do najbardziej oczywistych? A wszystko to, ponieważ dzieci, tak jak dorośli i ich wewnętrzne dzieci, nade wszystko dążą do prawdy. Bolesna rzeczywistość jest lepsza od kuszącego wyparcia. Dusza czuje, że to jest słuszne, a słuszność uspokaja wewnętrzne dziecko, choćby informacja czasem przynosiła ból. Nie potrzeba już nadmiernej samokontroli, zapędzania wilka do (zbyt pięknego) lasu.

W tym właśnie, w naszej subtelności, po której przewodnikiem jest wewnętrzne dziecko, tkwi zarazem moc i trudność. To ona pozwala nam zauważyć, że sytuacja nie zawsze jest taka, jak się ją nam przedstawia, że pewne elementy wypowiedzi naszego rozmówcy pozostają ukryte, co powinno nas skłonić do ostrożności, rezerwy, powstrzymać bezgraniczne zaufanie, dawanie carte blanche. Skłania nas także do dystansowania się od osób, które nie są gotowe do wysłuchania czy zobaczenia prawdy, gdyż to skutkowałoby koniecznością dokonania zmiany, skonfrontowania się ze swoją wrażliwością lub wstydem z powodu nadmiernego odsłonięcia ciemnych stron, czego nikt nie lubi. Ale da się to znieść, kiedy się je zna, kiedy zna się siebie i nad tym popracuje.

Trudność pojawia się, gdy uważamy, że potrzebujemy prawdy za wszelką cenę i wymagamy jej od każdego. Nie mogę zaprzeczyć, że czasem trudno jest żyć z cudzymi kłamstwami, gdy nie mamy wyboru. Ale jednak możemy, zachowując spokój, zrobić sporo konstruktywnych rzeczy: zachować ostrożność, ocenić słuszność tego, co druga osoba proponuje, opierać się na własnej ocenie, pogratulować sobie, że odróżniliśmy prawdę od kłamstwa. W tym przypadku nie byłoby właściwe – bo takie konfrontacje rzadko są przydatne w związku – błagać drugą osobę albo zmuszać ją, by powiedziała prawdę. Da się żyć bez cudzej prawdy. Liczy się tylko nasza. Nic też nie zobowiązuje nas, by żyć z kimś, kto zaprzecza prawdzie i zakłamuje rzeczywistość. Czasem to bolesne, ale zbawienne, oddalić się od osób żyjących w ten sposób, czy to będzie wypieranie się, manipulacja, krętactwo czy oszukiwanie.

W istocie nie jest możliwa żadna relacja z osobą tak funkcjonującą, gdyż nawiązanie bliskiej, prawdziwej relacji zakłada dwie rzeczy: że możemy polegać na drugiej osobie i jesteśmy gotowi na wiele zmian i adaptacji – dotyczy to obu stron. Jeśli coś jest w psychologii pewnikiem, to następująca reguła: aby zmienić jakąś sytuację albo naszą cechę, trzeba ją najpierw zaakceptować. To odnosi się tak samo do nas, jak i do innych ludzi. Jeśli nie jesteśmy w stanie czegoś stwierdzić i zaakceptować jego istnienia, nigdy nie będziemy mogli się do tego przystosować. Tak samo, jeśli druga osoba nie może zaakceptować swojej ciemnej strony, nigdy nie będzie potrafiła wyciągnąć jej na światło i tam dokonać zmiany.

Fragment książki „Jak ukoić swoje wewnętrzne dziecko” Ariane Calvo, wydawnictwo Muza

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze