1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Jak wzmacniać odporność na stres i trudności?

Jak nauczyć się żyć ze stresem? Nie jest to łatwe, ale możliwe, a jedną ze strategii jest zmiana mentalnych nawyków, które powodują, że koncentrujemy się na tym, co negatywne, i przestajemy dostrzegać to, co w życiu jest fajne, co nam wychodzi. (Fot. iStock)
Trudno dziś wyobrazić sobie życie bez stresu. Mamy go w pracy, dzieci w szkole, doświadczamy go w korkach, spiesząc się na spotkanie albo gdy na chwilę włączymy Facebooka, żeby zobaczyć, co słychać u znajomych, a zamiast tego wpadamy w sam środek jakiejś kłótni, zwanej popularnie g*wnoburzą. Skoro więc nie da się żyć bez stresu, trzeba nauczyć się żyć ze stresem.

Fragment pochodzi z książki „Uważna, czuła i odważna” Dagny Kurdwanowskiej, wyd. Rebis.

Nie jest to łatwe, ale możliwe, a jedną ze strategii jest zmiana mentalnych nawyków, które powodują, że koncentrujemy się na tym, co negatywne, i przestajemy dostrzegać to, co w życiu jest fajne, co nam wychodzi. Pielęgnowanie w sobie dobra to moja własna strategia, którą stworzyłam dla siebie w trudnym momencie, żeby nie zwariować. Kiedy stan mamy i babci już tylko się pogarszał, zaciskałam zęby i szukałam choćby najmniejszych przejawów tego, co pozytywne, przyjemne i radosne. To była moja odskocznia (nie ucieczka!), ale i sposób na to, żeby świat wokół nie stał się tylko czarny, smutny i przygnębiający. Tymi dobrymi myślami przytulałam się w środku i choć na chwilę było mi lepiej, a świat przestawał być przerażającym i niesprawiedliwym miejscem.

Kiedy skończyła się opieka nad moimi bliskimi, nawyk „robienia sobie dobrze” i dobrego działania ze mną pozostał.

Podczas terapii u dr Anny Kieszkowskiej-Grudny, twórczyni Instytutu BezStresu, w 2019 roku poznałam metodę redukcji stresu, która bardzo mi w tamtym trudnym czasie pomogła i która pomaga zwrócić uwagę na pozytywy każdej, nawet bardzo trudnej sytuacji. Narzędzie to nazywa się Okularami SHARP, bo wyostrza nasze widzenie zamglonej stresem rzeczywistości. Polega na kilku krokach, które należy wykonywać każdego dnia:

  • wyznacz czas (set time): pomaga znaleźć czas w ciągu dnia na wystawienie wewnętrznego radaru na pozytywy
  • poluj (hunt): wyszukuj i doceniaj nawet najmniejsze przejawy pozytywnych zdarzeń
  • uznaj (acknowledge): nie wszystko musi iść dobrze, ale zamiast koncentrować się na tym, co poszło nie tak, zastanów się na przykład nad tym, czego się dzięki temu nauczyłaś i co możesz zrobić lepiej następnym razem
  • rejestruj (record): zapisuj pozytywy, które cię spotkały, twórz dzienniki i albumy dobrych myśli
  • planuj (plan): planuj dla siebie miłe rzeczy.

Kiedy chodziłam na sesje do dr Kieszkowskiej-Grudny, nie wierzyłam, że moje czarne okulary i ponury obraz świata kiedyś się rozjaśnią. I proszę, w niespełna trzy lata z Ponurego Dagora zmieniłam się w influencerkę dobrego życia. Wszystko da się zrobić, jeśli odpowiednio długo się potrenuje.

Nikt nie narzekał

W Polsce nie jest łatwo być dobrej myśli. Nawyk marudzenia i narzekania jest w naszym narodzie silny. Powód do znalezienia dziury w całym może być dowolny: pogoda (zawsze jest za zimno lub za ciepło), finanse (zwykle jest z nimi źle, z cenami to już powariowali, a w ogóle kto to widział, żeby chleb tyle kosztował), styl jazdy samochodem (jak jedziesz, idioto!), balkon sąsiadów (co oni na nim poustawiali?!), nierówne chodniki, spóźniające się autobusy i tak dalej. Nie twierdzę, że wszystko jest wyłącznie w porządku, ceny są niskie, a autobusy się nie spóźniają. Po prostu naszą pierwszą, najbardziej naturalną reakcją na wszelkie przeciwności losu jest to, że sobie na ten temat trochę ponarzekamy.

Narzekanie nie jest takie zupełnie bez sensu, jak się pozornie wydaje. Według psychologów pełni kilka ważnych funkcji. Jako że wiąże się zwykle z próbą wyrażenia trudnych dla nas emocji – poczucia krzywdy, złości, rozczarowania, irytacji – pomaga się trochę z nimi oswoić i poukładać je sobie w głowie. Wspiera także nawiązywanie relacji. Nic tak dobrze nie buduje porozumienia w grupie nieznajomych jak wspólne narzekanie. Poobserwujcie to, co się czasem dzieje w sklepie lub w komunikacji miejskiej. Gdy dochodzi do trudnej sytuacji, np. gdy do tramwaju wsiądzie podpity mężczyzna, pierwsza osoba, która sobie na głos ponarzeka, rozpoczyna łańcuszek marudzenia, do którego dołączają bardzo szybko inni współpasażerowie. Tramwaj wypełnia się poczuciem sprawiedliwości społecznej, zgody narodowej i porozumienia. Napięcie i stres zostały zmniejszone.

Taka oto magia działa w naszym wiecznie skłóconym i podzielonym kraju.

Niestety jak wszystko, co przynosi chwilową ulgę, także narzekanie w większych dawkach staje się niezdrowe. Jeśli w każdej niesprzyjającej sytuacji jedynie narzekasz i narzekasz, infekujesz swój mózg nie tylko mnóstwem negatywnych przekazów, ale także oduczasz go rozwiązywania problemów, poszukiwania takich rozwiązań, a siebie poczucia sprawczości. Bo skoro można jedynie narzekać, to znaczy, że nic nie da się zrobić. A kiedy nie da się nic zrobić, pozostaje wyłącznie pogłębiające się poczucie frustracji, niezadowolenia, wyrażane w użalaniu się nad sobą i wyrzekaniu na niesprawiedliwy los.

Znacie osoby, które namiętnie uprawiają gorzkie żale? Celowo piszę „namiętnie”, bo jest w tym jakaś perwersyjna przyjemność. W swoje utyskiwania bardzo szybko i łatwo włączają innych. Gorzej, gdy okazuje się, że nie da się już porozmawiać inaczej. Jedną z takich osób w moim życiu była babcia, osoba, o jakich mówi się „wiecznie niezadowolona”. Wiem, dlaczego taka była. Życie naprawdę jej nie rozpieszczało. Ale od kiedy sama odkryłam, że można spojrzeć na to, co trudne, inaczej, żałowałam, że babci taka perspektywa nie była dana. Jej codzienność spowijał trudny do uchwycenia cień, który powodował, że nawet najpiękniejszy dzień nie był dość piękny, największy sukces dość wielki, a radość dość znacząca, by ją w ogóle okazywać. Myślę o tym ze smutkiem i współczuciem, podobnie jak o każdej osobie, która ucieka przed życiem w narzekanie.

Narzekanie, wzmacniające poczucie krzywdy i niespełnienia powoduje, że nigdy nic nie jest wystarczające dobre. I tak trwamy w ciągłym niespełnieniu i w oczekiwaniu na to, że coś się odmieni, że będzie lepiej. Kolejny dzień zamiast spełnienia oczekiwań przynosi jednak następne rozczarowania. Dzień po dniu życie ucieka między palcami. To dobre, na co czekamy, leży właściwie przed nami, ale nie mamy szansy tego dostrzec. Pamiętacie przykład z kciukiem? Krzywda to kciuk, a to dobre to ta zamazana plama dookoła.

Czy zatem przeniesienie ostrości widzenia na to zamazane wystarczy? Pewnie pomoże, ale wiecie co? Mam inny pomysł.

To nie pierwszy i nie ostatni raz w tej książce, kiedy chcę was przekonać, żeby nie odrzucać, nie kasować, nie unikać tego, co niewygodne. Nawiązanie bliskiej relacji ze sobą nie polega na tym, że udamy, że coś, co jest nieprzyjemne, przestaje istnieć. „Od dziś nie narzekam” to dobre postanowienie, ale żeby miało szansę powodzenia, potrzebne jest coś jeszcze – wsłuchanie się w siebie. Proponuję więc, żebyście spróbowały odrzucić poczucie winy czy wstyd z powodu narzekania, przysiadły się do niego i wsłuchały w to, co do was mówi. Skoro narzekanie jest oznaką silnych i trudnych emocji, co tak naprawdę chce nam powiedzieć, a czego my nie chcemy usłyszeć? Pomoże wam w tym małe ćwiczenie. Trochę się w nim pobawimy i puścimy wodze fantazji.

Ćwiczenie

Wyobraź sobie, że jesteś dziennikarką. To może być dziennikarka popularnej śniadaniowej telewizji, dziennikarka radiowa albo z twojego ulubionego czasopisma. Właśnie dotarłaś na miejsce, gdzie przeprowadzisz wywiad ze swoją gościnią. Spróbuj wyobrazić sobie to miejsce – czy to popularna kawiarnia, zaciszna ławka w parku, a może zaprosiłaś ją do siebie do domu? Co pijesz podczas spotkania – kawę, herbatę, a może tylko wodę? Zamówiłaś, a może przygotowałaś samodzielnie ciasto? Twoja gościni to Pani Maruda i za chwilę się pojawi. Czujesz tremę przed tą rozmową? A może ciekawość?

Pani Maruda ma bardzo dużo do powiedzenia. Na początku nie musisz nawet zadawać jej pytań. Mówi i mówi. Słuchasz jej uważnie, robisz trochę notatek. Kiedy kończy, ty chcesz dowiedzieć się więcej – zaczynasz więc zadawać pytania. Oto kilka przykładowych:

  • Dlaczego to właściwie cię złości?
  • Czy można jakoś inaczej zinterpretować tę sytuację, która tak cię sfrustrowała?
  • Co by się zmieniło, gdybyś spróbowała porozmawiać z osobą, która tak cię wkurza?
  • Czy możesz w tej trudnej sytuacji poprosić kogoś o radę lub o pomoc?

Pytanie za pytaniem, postaraj się docierać coraz głębiej, sprawdzając, co kryje się pod narzekaniem Pani Marudy. Kiedy zadasz już wszystkie pytania Pani Marudzie, zamień się z nią rolami. Jak odpowiesz na pytania dziennikarki?

Zapisz wszystko, co wydarzy się podczas tej rozmowy.

Czy dzięki tej zabawie dotarłaś do czegoś ciekawego?

Mam nadzieję, że udało ci się zidentyfikować problem, z którym się borykasz i na który do tej pory narzekałaś. To byłaby dobra wiadomość. Jeśli wiesz, co jest prawdziwym kłopotem i przyczyną złości, frustracji czy poczucia krzywdy, dzięki temu ćwiczeniu możesz znaleźć rozwiązanie i znów poczuć, że masz wpływ na swoje życie i decyzje.

Zakolegowanie się ze swoim narzekaniem to jedyny znany mi sposób na poradzenie sobie z nawykiem marudzenia. Pani Maruda jest moim tajnym informatorem. Spotykam się z nią w ustronnych miejscach, a ona przekazuje mi zdobyte informacje. Nie zaprzyjaźniłyśmy się, ale potrafimy ze sobą nieźle współpracować.

Więcej w książce: „Uważna, czuła i odważna” Dagny Kurdwanowskiej, wyd. Rebis (Fot. materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze