Są pierwsi do wypominania innym najdrobniejszych mankamentów, a samych siebie postrzegają jako wzór cnót wszelakich. Tymczasem ty czujesz, że starczyłoby ci materiału na długaśny akt oskarżenia. Jak nie oszaleć, próbując porozumieć się z kimś, kto – całkiem niesłusznie – ma się za człowieka bez skazy? Najpierw trzeba uświadomić sobie, co stoi za taką postawą. Niekoniecznie są to bowiem nieugięta pewność siebie i siła charakteru.
Choćby przebieg waszej sprzeczki nadzorował sędzia wymachujący czerwonymi kartkami. Choćby komentator na żywo punktował każde nieczyste zagranie, a eksperci po wszystkim rozrysowali na tablicy wszystkie popełnione błędy. To wciąż mogłoby nie wystarczyć. Niektórzy już tak mają, że pozostają zupełnie ślepi na własne przywary i przewinienia. Nie dostrzegają swojego udziału w konfliktach, winą zawsze obarczają innych, a nawet najbardziej konstruktywną i wyważoną krytykę traktują jak nieuzasadniony i bezczelny atak. Gdy szczere rozmowy i rzeczowe argumenty odbijają się od nich jak od ściany, pojawia się pytanie: czy istnieje jakikolwiek sposób, by dotrzeć do kogoś, komu zupełnie brakuje autorefleksji?
W pierwszej kolejności warto upewnić się, czy to przypadkiem nie my mamy zaburzony osąd. Prawda jest taka, że nikt z nas specjalnie nie przepada za zadawaniem sobie samemu pytania: „Czy to we mnie tkwi problem?”. Opory mogą mieć zwłaszcza ci, u których byłoby to więcej niż wskazane.
Czytaj także: Czy jestem toksyczna? Odpowiedz na 10 pytań i sprawdź, po której stronie granicy stoisz
Załóżmy jednak, że racja jest po twojej stronie. Kolejny raz marnujesz czas, czekając na niepunktualną koleżankę, a ona zbywa całą sytuację wzruszeniem ramion. Zbierasz bęcki za słabe wyniki w pracy, bo współpracownik wypiera się swoich wynikających z niestaranności błędów. Prosisz domownika, by sprzątał po sobie kuchnię i słyszysz w odpowiedzi, że „bałaganiarz to ostatnie, co można o nim powiedzieć”. Zwracasz partnerowi uwagę, że znów odreagowuje zawodowy stres na bliskich, a on oburzony wykrzykuje, że to ty zawsze pierwsza podnosisz głos.
Sprawa może dotyczyć zarówno niegroźnych „defektów”, które po prostu lekko działają ci na nerwy, jak i tych bardziej znaczących. Kluczowe jest to, że delikwent zdaje się ani trochę nie zauważać źródła problemu i nigdy przez gardło nie przejdzie mu, że mógł się pomylić lub źle zachować.
W drugim kroku warto więc zastanowić się, co kryje się za taką postawą. Nikt z nas nie składa się z samych zalet, za które cały świat nieustannie klepie nas z uznaniem po plecach. Nikt też nie lubi się mylić – to nieprzyjemne doświadczenie emocjonalne. A przyjmowanie krytyki, która z tej omylności wynika – nawet jak najbardziej zasadnej – również nie jest proste. Nie wszyscy są w stanie powiedzieć: „Masz rację, mogłam wyjść z domu wcześniej i byłabym na czas” albo „Faktycznie nie dopilnowałem kilku rzeczy i stąd te niezadowalające wyniki”. Jeśli ktoś uderzy w nasz czuły punkt, często odpowiadamy spontanicznie obroną czy wręcz atakiem.
Jedni pokrętnie się tłumaczą i zaprzeczają, a inni dają nam do zrozumienia, że w ogóle nie wiedzą, o co nam chodzi. Przecież wszystko zrobili, jak należy.
Czytaj także: Trudno reagować na krytykę ‒ nawet tę konstruktywną. Ale opłaca się tego nauczyć!
„Przyznanie się do błędu jest jak przyznanie się do porażki. Dla wielu osób pomyłki nie są odosobnionym zdarzeniem, a ich całą tożsamością. W głębi duszy mogą więc powtarzać sobie nie »popełniłem błąd«, ale »jestem błędem«, a to poważnie zagraża poczuciu wartości i bezpieczeństwa” – pisze psychoterapeutka Niro Feliciano na portalu „Today”.
Zgadza się z tym także psycholog Guy Winch. „Zaprzeczanie faktom służy ochronie samych siebie” – pisze na portalu „Psychology Today”. Takie osoby nie potrafią znieść świadomości własnych wad i błędów. Nieważne, że dowody są jednoznaczne. Nieistotne, że dla otoczenia ich porywczość, egocentryzm czy lekkomyślność są aż nadto widoczne. Delikatne ego i niska odporność psychiczna sprawiają, że zwyczajnie nie umieją stanąć z tym wszystkim twarzą w twarz. W efekcie ich umysł zaczyna zniekształcać rzeczywistość, tak aby chronić ich kulejące poczucie własnej wartości.
Choć z zewnątrz może to wyglądać jak przejaw ogromnej pewności siebie, uporu czy siły charakteru, w rzeczywistości bywa dokładnie odwrotnie. Taka nieustępliwość często nie świadczy o wewnętrznej mocy, ale o psychicznej kruchości i lęku.
Co więc z tym fantem zrobić? Jak rozmawiać z osobą, która nie widzi swoich wad? Jak pisze na portalu „Psychology Today” psycholog Leon F. Seltzer, bezpośrednia krytyka rzadko przynosi oczekiwane rezultaty. Jeśli podejrzewasz, że masz do czynienia z kimś o niskim poczuciu własnej wartości, warto zgłębić działanie jego mechanizmów obronnych i spróbować zastosować podejście oparte na tzw. odwróconej psychologii.
„Jedynym sposobem dotarcia do nich jest uznanie ich perspektywy za zrozumiałą – nawet jeśli wydaje ci ona się błędna. Jednocześnie musisz jasno zakomunikować, że nie zgadzasz się z tym, co zrobili, i nie możesz tego aprobować” – pisze psycholog.
Jeśli właściwie to rozegrasz, nie przyznasz rozmówcy racji. Po prostu uznasz, że jego sposób postrzegania sytuacji jest dla niego autentyczny. Innymi słowy – założysz, że nie kierowały nim wrogie czy złośliwe intencje. Być może działał w dobrej wierze, ze szczerym przekonaniem, że postępuje właściwie. A może zrobił to nieświadomie, ulegając emocjom, okolicznościom lub wyuczonym schematom. Rozumiesz więc, że z jego perspektywy może nie mieć sobie nic do zarzucenia. Nie oznacza to jednak zamiatania pod dywan negatywnych konsekwencji jego zachowania ani rezygnacji z wyznaczania granic.
Czytaj także: Jak rozmawiać z kimś, kto wciąż ci przerywa? 5 inteligentnych sposobów, by dojść do głosu
Dzięki temu rozmówca nie będzie czuł się całkowicie przyparty do muru. Zamiast zażarcie bronić się rękami i nogami, zyska przestrzeń, by podejść do sprawy spokojniej i – być może – przyznać, że mógł postąpić inaczej, że pewne jego zachowania wymagają refleksji albo że popełnił błąd. Jak podkreśla Seltzer, nie jest to łatwa strategia. Wymaga dużej dozy empatii i umiejętności oceny sytuacji oczami drugiej osoby. Warto jednak dać jej szansę.
„Jeśli potrafisz – bez oceniania i protekcjonalnego tonu – spojrzeć na sytuację z perspektywy tej osoby, rozumiejąc, że jej reakcje służą ochronie przed zranieniem, istnieje duża szansa, że doceni ona twoją próbę nawiązania empatycznego kontaktu” – tłumaczy.
Kiedy więc czyjeś zachowanie wyprowadzi cię z równowagi, weź głęboki oddech i nie zaczynaj rozmowy od wyrzucania wszystkich pretensji „z grubej rury”. Lepiej rozpocznij od możliwie najbardziej życzliwego komunikatu, pokazując, że nie jesteś zagrożeniem, które trzeba za wszelką cenę odeprzeć. Nie ma oczywiście gwarancji, że takie podejście przyniesie oczekiwany efekt. Nie sposób wykluczyć, że trafiłaś na osobę prawdziwie pyszałkowatą, która naprawdę ma się za alfę i omegę. Albo przeciwnie – twoje starania pójdą na marne, bo kompleksy i skrępowanie po drugiej stronie będą zbyt duże.
Jednak posługując się słowami: „Domyślam się, co mogło tobą kierować”, „Widzę, że z twojej perspektywy miało to sens” albo „Ostatnio masz na głowie dużo zmartwień. To stąd to wzburzenie, prawda?”, zamiast „Jak mogłeś tak zrobić?”, „To wyłącznie twoja wina” czy „Dlaczego jesteś taka nieznośna?”, tworzysz znacznie lepsze warunki do otwartej rozmowy. A to z kolei zwiększa szansę, że druga osoba nareszcie weźmie odpowiedzialność za swoje zachowanie i będzie gotowa je skorygować.
Artykuł opracowany na podstawie: Leon F. Seltzer, „When Someone Won’t Own Up to Their Bad Behavior”, psychologytoday.com; Niro Feliciano, „My friend never admits when they're wrong. Do I confront them or drop it?”, today.com; Guy Winch, „Why Some People Will Never Admit That They're Wrong”, psychologytoday.com [dostęp: 03.07.2026]