1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Osobowość narcystyczna – 9 cech, po których rozpoznasz narcyza

Osobowość narcystyczna – 9 cech, po których rozpoznasz narcyza

Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W nim łatwo można się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Jak rozpoznać narcyza?

Narcyz to mężczyzna, w którym łatwo się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Facet narcyz zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Co to jest narcyzm oraz jak rozpoznać osobowość narcystyczną?

Narcyza cechuje krytycyzm i egoizm. Oraz brak szacunku do uczuć drugiego człowieka. Przy narcystycznym mężczyźnie źle się czujesz - spięta, zablokowana uczuciowo, zlekceważona, niepewna siebie. Jesteś atakowana nieprzewidywalnymi atakami złości, oburzenia i obojętności. Większość osób narcystycznych to zimni perfekcjoniści, odwołujący się do faktów, nie uczuć. Trudno do nich dotrzeć z tym, co się czuje. Potrafią obwiniać i wpędzać w poczucie niższości. Narcyz nie ma granic - ciebie traktuje jako przedłużenie siebie, służysz mu do tego, by zaspokajał swoje potrzeby. Ale nigdy go nie zadowolisz, jest bowiem jak czarna, zasysająca dziura. Osobowość narcystyczna potrzebuje podziwu, poklasku, dowodów oddania, a nawet poniżenia. Mężczyzna narcystyczny nie lubi słyszeć „nie”, lubi bezwzględnie dominować. Gdy czuje, że traci władzę znowu jest uroczy, obdarowujący miłymi gestami.

Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock) Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock)

Narcyz – cechy osobowości

Darlene Lancer, terapeutka małżeńska i rodzinna, wymienia za Amerykańskim Towarzystwem Psychiatrycznym 9 cech narcystycznych, które określają czym jest narcyzm.

1. Pretensjonalne poczucie własnej ważności, wyolbrzymianie osiągnięć i talentów. 2. Marzenia o: nieograniczonej władzy, sukcesie lub idealnej miłości. 3. Brak empatii dla uczuć i potrzeb innych osób. 4. Wymagania nadmiernego podziwu. 5. Uznanie dla prestiżu. 6. Roszczeniowość wobec swoich życzeń. 7. Wykorzystywanie innych dla osiągnięcia swoich celów. 8. Zazdrości innym lub uważa, że oni są o niego zazdrośni. 9. Arogancja. I choć wydaje się, że narcyz kocha tylko siebie, to nie jest prawda. Za perfekcjonizmem i arogancją osoby z osobowością narcystyczną kryje się wstręt do siebie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

W związku z narcyzem

On nieustająco domaga się dowodów miłości, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym - tak wygląda związek z narcyzem. (Fot. iStock)
On nieustająco domaga się dowodów miłości, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym - tak wygląda związek z narcyzem. (Fot. iStock)
W skrócie: kochasz go, a on… też kocha. Swoje odbicie w twoich oczach. Czy to w ogóle ma sens? On pozostanie taki, jaki jest, ale ty możesz się zmienić. I chyba powinnaś.

Owszem, narcyz początkowo wydaje się bardzo pociągający: zawsze w centrum uwagi, pewny siebie, dominujący, emanujący siłą, otoczony wianuszkiem kobiet, a na dodatek w oczach ma głód miłości. Ten głód budzi w niektórych kobietach pierwotny skrypt: ratowniczki, wybawicielki, opiekunki, dawczyni miłości. Obiecują sobie, że kiedy je wybierze, dadzą mu wszystko, czego pragnie. Będą dla niego matką, kochanką, boginią seksu, przyjaciółką. A on właściwie odczytuje ich intencję. To woda na młyn jego pragnień: bycia kochanym, podziwianym, docenianym, wychwalanym, rozpieszczanym, stawianym na piedestale. I tak uruchamia się prastary mit o Narcyzie, pięknym młodzieńcu, w którym kochały się wszystkie nimfy. Narcyz boleśnie zranił uczucia jednej z nich, za co bogowie surowo go ukarali. Sprawili, że zakochał się we własnym odbiciu w wodzie. Jednak za każdym razem, gdy wyciągał rękę, by go dotknąć, ono znikało i rozpływało się. Narcyz był zrozpaczony. Nie mógł oderwać wzroku od własnego odbicia i nie mógł przestać go kochać.

Jeśli więc odkryłaś, że jesteś w związku z narcyzem, to pewnie zdałaś też sobie sprawę z tego, że on nie kocha ciebie, a jedynie swoje odbicie w tobie. Tak naprawdę obydwoje tęsknicie za miłością, ale nie wierzycie, że na nią zasługujecie. On nieustająco domaga się jej dowodów, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym… i tak bez końca. W tej grze nie ma zwycięzcy i pokonanego. Możecie wygrać obydwoje albo żyć dalej w poczuciu niezrozumienia, samotności i tęsknoty za wielkim uczuciem. Od czego zacząć? Oto kilka rzeczy, na których powinnaś się skupić.

Po pierwsze: on się nie zmieni

Każda pacjentka, która trafia do mnie z powodu problemów w związku, głęboko wierzy, że mam moc, która odmieni jej partnera. Z ogromnym smutkiem wysłuchuję opowieści o mężczyznach, którzy nieustannie domagają się zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb, oczekują, że partnerka odgadnie ich oczekiwania, pragnienia i tęsknoty, będzie utrzymywać, wspierać, doradzać, rzucać świat do stóp. Kiedy pytam: „A co z tobą? Co ty dostajesz w waszym związku?”, słyszę opowieść o tym, jaki to on biedny, bo ma nadopiekuńczą matkę, albo że jest taki zdolny i wrażliwy, tylko świat ciągle go nie docenia, na dodatek ma nielojalnych przyjaciół i szefa tyrana. Potem dowiaduję się, że kolejny raz zapomniał o jej urodzinach, ale to przez to, że odnowiły się jego wrzody żołądka, a w ogóle to pewnie jej wina, bo pozwoliła mu objadać się fast foodami, a przy jego wrażliwym żołądku to przecież zabójstwo. Obiecał, że wyjadą na romantyczny weekend we dwoje, ale nie udało się, bo znowu źle zainwestował pieniądze i aktualnie jest bez grosza. Nie dotarł na jej firmowy bankiet, bo jego siostra miała stłuczkę i wezwała go, kiedy właśnie wychodził z domu. Drążę temat dalej: „Kiedy ostatnio on zainteresował się twoimi sprawami?” i słyszę: „Gdy kolejny raz zostałam w pracy po godzinach, zdenerwował się i powiedział, że jestem ciężką idiotką, bo pozwalam się tak wykorzystywać”, „Zawiózł mnie do lekarza, kiedy miałam kolkę nerkową, zostawił pod gabinetem i powiedział, żebym dała mu znać, jak wyjdę”, „Zadzwonił do mojej matki i wykrzyczał jej, żeby przestała się wtrącać do naszego życia”.

– A nie myślisz, że on to robi bardziej dla siebie niż dla ciebie? – dopytuję. Reakcja pacjentki na to pytanie jest ważną prognozą dla terapii.

Bo kobieta, która wiąże się z partnerem Narcyzem, robi to nie bez powodu. Choć z lubością opowiada całemu światu, jak on ją źle traktuje oraz ile energii, czasu, uwagi, pieniędzy i poświęcenia sama wkłada w to, by utrzymać ich związek, czerpie z tej relacji również zyski, bo gdyby tak nie było, dawno by się rozstali. Ona wprawdzie się stara, zabiega, ułatwia, podziwia, docenia, rozpieszcza, łata dziury w domowym budżecie, ale też karmi się cudzym współczuciem i podziwem, że daje radę.

Jedna z pacjentek z uśmiechem na ustach powiedziała, że w związku zajmuje miejsce… ostatnie po lodówce. Najpierw jest partner, jego syn z poprzedniego związku, jego matka, matka syna, praca, przyjaciele, pies, lodówka, potem długo, długo nic i dopiero ona. Opowiadając mi o tym, z uwagą patrzyła na moją reakcję. Kiedy powiedziałam: „To straszne, że pozwalasz się tak traktować, ale to twój wybór i tylko ty możesz to zmienić”, więcej się nie pojawiła. To może zabrzmieć okrutnie, ale jeśli związałaś się z Narcyzem i ciągle wierzysz, że ty albo ktoś może go zmienić, to znak, że macie przed sobą jeszcze parę lat życia w cierpieniu i poczuciu niezrozumienia. Jedyne bowiem, co możesz zmienić, to swoje podejście.

Po drugie: nie jesteś w stanie go nakarmić

Jeśli czytasz ten tekst, prawdopodobnie chcesz poznać przyczyny narcyzmu, oczekujesz opowieści o traumatycznym dzieciństwie, bolesnych doświadczeniach z byłymi partnerkami, a przede wszystkim – cennych rad, jak go zmienić. Wyobraź sobie, że mam czarodziejską różdżkę, za sprawą której przemieniam twojego Narcyza w mężczyznę troskliwego, opiekuńczego, empatycznego, kochającego. Co ty na to? Jak wyglądałby twój świat u boku takiego faceta?

Jedna z moich pacjentek, zapytana o poprzednie związki, powiedziała, że mężczyzna, z którym była w relacji przez cztery lata, gdy w restauracji kelner kładł na stole menu, pytał ją: „Kochanie, na co miałbym dziś ochotę?”. Odeszła od niego i związała się z człowiekiem silnym, decyzyjnym, pewnym siebie, brylującym w towarzystwie. Nowy partner w restauracji zamawia za nich obydwoje, nie pytając jej o zdanie, za to rachunek do zapłacenia podsuwa jej, bo u niego z pieniędzmi krucho, wiadomo – tak twórczych ludzi jak on w tym kraju się nie docenia.

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie związek na zasadach partnerskich? Związek, w którym coś dajesz i coś dostajesz w zamian. Wspierasz, ale potrafisz także przyjąć wsparcie, więc je dostajesz. Kochasz, szanujesz i akceptujesz, ale takie samo prawo do miłości, szacunku i akceptacji przyznajesz samej sobie.

Nina W. Brown, autorka książki: „Kocham Narcyza. Jak żyć z zakochanym w sobie partnerem”, pisze, że doświadczeni terapeuci podczas spotkań z narcystycznymi pacjentami przeżywają podobne uczucia jak ich partnerzy. Na początku terapii pacjent (Narcyz) zwykle idealizuje terapeutę, następnie dostrzega jego niedoskonałości, a potem stopniowo dochodzi do wniosku, że zyski, jakie czerpie z terapii, są nikłe lub żadne. Sama nieraz, pracując z narcystycznym pacjentem, czułam bezsilność, poczucie odrzucenia, niemoc, gniew, dewaluację, znudzenie, zobojętnienie, czyli to wszystko, z czym partnerzy Narcyzów żyją na co dzień. Dlatego najważniejsze, co musisz zrozumieć, to że – choćbyś nie wiem jak bardzo się starała – nie jesteś w stanie nakarmić głodnego miłości Narcyza. Jego głód jest nie do zaspokojenia, a twoje zasoby miłości, niezasilane z zewnątrz, powoli się wyczerpują.

Po trzecie: sprawdź, w którym jesteś miejscu

Kiedy, zamiast zastanawiać się: „Dlaczego on mi to robi?”, „Jak go zmienić?”, zapytasz: „Dlaczego z nim jestem?”, to znak, że jesteś na dobrej drodze. Pod warunkiem że nie wpadniesz w kolejną pułapkę – obwiniania za niepowodzenia swojej przeszłości: toksycznych rodziców, despotycznych partnerów, szefów manipulantów itp. Jeśli masz odwagę skonfrontować się z faktem, że za wszystko, co ci się w życiu przydarza, jesteś odpowiedzialna ty sama, że nie są winni „oni”, że w ogóle nie ma sensu mówić o niczyjej winie – masz szansę wygrać tę grę o miłość.

Partnerka Narcyza jest jego odwrotnością: on chce dostać miłość, żeby pokochać samego siebie, ona – daje miłość, by on udowodnił jej, że ona również na nią zasługuje. Ale nie możecie dać sobie czegoś, czego sami nie macie. Wasza relacja to karmienie się deficytami, wzajemne rozdrapywanie bolesnych urazów z przeszłości, szukanie pomocy na zewnątrz, ale takiej, która wskaże winnego i ukarze go. Narcyz żąda: „Powiedz jej, że kocha mnie niewystarczająco”, ty błagasz: „Powiedz mu, żeby oddał mi choć mały ułamek miłości, którą mu oferuję”.

Spróbuj skoncentrować się na swoich obecnych relacjach. Pomyśl: czy inni ludzie są dla ciebie ważniejsi niż ty sama? Często czujesz się odpowiedzialna za emocje bliskich, cieszysz się ich sukcesami i przeżywasz ich porażki bardziej niż swoje? Każdą krytykę odbierasz osobiście, stawiasz zbyt wysoko poprzeczkę sobie i innym? Masz za sobą kilka nieudanych związków, z których wyszłaś z poczuciem winy i do dziś nie rozumiesz, dlaczego wam się nie udało? Boisz się odrzucenia i straty kolejnego związku, dlatego jesteś w stanie walczyć o niego, nawet kosztem siebie? Jeśli czujesz, że ten opis dotyczy ciebie, prawdopodobnie w życiu grasz rolę szarej myszki, a wokół ciebie jest mnóstwo ludzi, którzy wołają: „Ja! O mnie! Dla mnie! Dzięki mnie!”. Mam rację? Pewnie jesteś przekonana, że to wszystko przez twoje niskie poczucie własnej wartości. Załóżmy, że to prawda – i co teraz? Kto jest winny twojego niedoceniania siebie? Ktoś ci tego zabronił, nie nauczył?

Masz dwa wyjścia: możesz chodzić po świecie z tabliczką na piersi: „Mam niskie poczucie wartości” albo obudzić swoją moc. Właśnie moc, a nie siłę. Wybór należy do ciebie.

  1. Psychologia

Toksyczny facet. Dlaczego łapiemy się na jego sztuczki?

Toksyczni kochankowie dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. (Fot. iStock)
Toksyczni kochankowie dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Czarujący, przystojni, pociągający. Dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. Dlaczego więc łapiemy się na ich lep? Psychoterapeutka Katarzyna Miller przedstawia typologię najbardziej toksycznych partnerów i wyjaśnia, czym różnią się od tych dobrych, normalnych, ale niecieszących się takim powodzeniem.

Niejedna z nas zna ten scenariusz: toksyczny facet, który zmienia relację w toksyczny związek. Jak go rozpoznać? Jest czarujący, przystojny, pociągający. Dużo obiecuje, niewiele daje, często świadomie krzywdzi. Dlaczego więc łapiemy się na jego lep? Psychoterapeutka Katarzyna Miller przedstawia typologię najbardziej toksycznych partnerów i wyjaśnia, czym różnią się od tych dobrych, normalnych, ale niecieszących się takim powodzeniem. Pomaga zrozumieć, kiedy i dlaczego facet jest toksyczny oraz jakie są jego cechy.

W swojej książce „Instrukcja obsługi faceta” razem z Suzan Giżyńską odpowiadacie na wiele pytań kobiet. Mnie najbardziej zaintrygowało jedno: „Jak się czuje kobieta w związku z dobrym facetem?”. No i zobacz, jakie to wzruszające i smutne pytanie. Dziewczyna, która je zadaje, myśli, że może jest jakiś przepis, którego ona nie zna. A dlaczego tak myśli? Bo nie miała szansy ani popróbować, ani porozmawiać o tym z kimkolwiek. Oczywiście koleżanki w szkole gadają o facetach, ale ponieważ przeważnie mają ten sam poziom doświadczeń, więc to gadanie niewiele wnosi, nie mają się od kogo dowiedzieć, co powinno się robić, jak powinno się czuć. No, chyba że któraś wcześniej się całowała albo poszła z facetem do łóżka. To teraz ona strasznie dużo wie. Ale co ona tak naprawdę wie? Najwyżej może powiedzieć, jak jej było, jeśli w ogóle umie to nazwać. I nie przyzna się pewnie, że była rozczarowana, bo inne nie będą jej już tak zazdrościć. A nawet jeśli powie, że to nie jest taka bajka, jak innym się wydaje, to usłyszy: „No coś ty?! Czyli nie warto?”. I może nawet sama takie wnioski wyciągnie.

Dziś już na szczęście jest większe przyzwolenie na to, by mówić, że bywa też niedobrze. Że są mężczyźni, którzy krzywdzą. Psychopaci, socjopaci, sadyści, narcyzy, maminsynki - po prostu toksyczny mężczyzna. Jakiegoś pominęłam? Nie, nie, bardzo dobrze wymieniasz…

Co ich odróżnia od tzw. normalnych partnerów? W sumie te wszystkie typy są w jakimś sensie normalne. I występują w przyrodzie dość często. Czyli normalne w znaczeniu: powszechne.

A jak odróżnić normalnego od powszechnego, ale jednak toksycznego? W książce piszesz, że przeważnie najpierw trzeba się na takim przejechać, żeby nauczyć się go na przyszłość rozpoznawać. Ale też trzeba chcieć się tego nauczyć, umieć korzystać z życiowego doświadczenia. Może się zdarzyć, że dziewczyna jest tak uszkodzona, że za każdym razem daje się złapać na tych kilka dobrych słów. A potem, gdy facet zacznie ją maltretować psychicznie i, nie daj Boże, fizycznie, to jest za późno, bo już się dała wciągnąć. Oczywiście nigdy nie powinno być za późno, żeby się uratować, ale bywa różnie. Kiedy mówię o nabraniu doświadczenia, mam na myśli taką refleksję, że jeśli ten chłopak zachowuje się podobnie do poprzedniego, to wysnuwasz wniosek, że coś ich łączy. Zwykle chodzi o to, jak oni zachowują się potem. Bo na początku każdy ci powie „ach, och” i obieca, czego to ci nie zrobi dobrego. I czekasz, i czekasz na to, co obiecał.

Te wszystkie „typy“ albo „typki“ podświadomie wyczuwają, na jakie słowa jesteśmy najbardziej łase? Oczywiście, bo oni wszyscy, a zwłaszcza narcyzy i maminsynki, są zepsuci przez matki. Świetnie się orientują, na co mamusia najbardziej się nabierze, i ćwiczą to już od małego. Jak taki synek wraca późno do domu, a mamusia jest zła, to robi piękne oczy i mówi: „Ale ja nie mogę patrzeć, kiedy tobie jest przykro“. I ona od razu topnieje niczym masło: „Ale ten mój synek mnie kocha“. Oni wiedzą, jak babkę zbajerować.

A my, z naszymi dziurami emocjonalnymi, niezapełnionymi w dzieciństwie, jesteśmy dla nich łatwą zdobyczą. Mało tego, silnie reagujemy na takie właśnie typy, bo są podobne do naszych wczesnych oprawców, że użyję tak mocnego słowa, czyli rodziców. Przy nich czujemy się jak w domu, jak u siebie. Rozumiesz? Dziewczyna, która nie była szczęśliwa, czuje się normalnie, kiedy jest nieszczęśliwa. Ona nie wie, co to znaczy być szczęśliwą. Ona wie, co znaczy pragnąć, wyobrażać sobie. Ale to, co ona sobie wyobraża, zwykle jest nierealne. Trzeba by jej na przykład wytłumaczyć, że chłopak, który z nią idzie na spacer i który czasem coś mówi, a czasem milczy, czasem jest wesoły, a czasem niepewny – jest właśnie fajny i normalny. Bo nikogo nie udaje. No a jakie ona ma wrażenie? Że dziwny, bo jej ciągle nie zabawia. Za to taki, który umie się wokół niej zakręcić, zabawia świetnie, tyle tylko że kilka panienek naraz, a potem znika. Bo jego kręci zabawianie kolejnych, a ona jest już ugotowana. Klasyczny lowelas, taki fircyk w zalotach – działa głównie na uszy. Powie dokładnie to, co chcemy usłyszeć, obieca wszystko. Ma to oczywiście swój urok, bo przyjemnie jest słyszeć miłe rzeczy o sobie. A jeszcze jak facet umie cię rozśmieszyć... Najlepiej mieć takiego, co to potrafi cię rozśmieszyć, ale też jak obiecuje, że przyjdzie, to przychodzi. A nie najpierw pozabawia, a potem znika jak kamfora. I kiedy ona pyta, co się stało, on odpowiada, że był strasznie zajęty. „No tak, był zajęty” – myśli ona, zamiast uświadomić sobie, że tak naprawdę on ma ją w dupie. I może nawet za miesiąc umówi się z nią i przyjdzie, ale pewnie dlatego, że żadna inna panienka z tych, które teraz bajeruje, nie będzie miała dla niego czasu. Mówię teraz dość okrutne rzeczy, ale może warto ich posłuchać, by nie cierpieć bardziej. Jest taka świetna książka „Nie zależy mu na tobie” Grega Behrendta i Liz Tuccillo, która pozwala uświadomić wszystkim babkom, że nie spotyka ich nic innego jak to, co spotyka też inne kobiety.

Spróbujmy w kilku słowach określić symptomy, na które warto zwrócić uwagę, żeby zdefiniować swój związek jako toksyczny? Toksyczny facet - zacznijmy od maminsynka. Czym się różni od mężczyzny, który ma dobre relacje ze swoją matką? Na przykład tym, że fajny facet, jeśli zobaczy, że matka jest niezbyt sympatyczna wobec jego dziewczyny czy, nie daj Boże, stałej partnerki, to zawsze weźmie stronę partnerki. Powie: „Przepraszam cię, mamo, ale to jest moja kobieta. Nie musisz jej kochać jak córki, ale powinnaś chociaż szanować“. Najgorzej jeśli facet nie tylko nie staje w twojej obronie, ale się wycofuje, mówiąc: „To wy sobie to między sobą załatwcie” albo wręcz: „Przeproś mamę, wiesz, jaka ona jest wrażliwa”. Maminsynek nie naraża się mamusi i nigdy się jej nie stawia. Przykre to bardzo, ale mamusie nie wychowują odważnych mężczyzn. To znaczy te, które wychowują maminsynków. One nie mogą uczyć ich odwagi, bo wtedy oni będą się im stawiać. Taki maminsynek dla świętego spokoju będzie też ulegał żonie. Ale po cichu zrobi swoje. Będzie zwodził, obiecywał…

A po wszystkim ładnie przeprosi i zamruga oczkami. Ależ jak on zamruga! Tak zamruga, jak rzadko kto. I ona przez lata będzie się nabierała na te jego oczka, aż dotrze do niej, że tylko oczka tak naprawdę od niego dostaje.

Bywają teściowe, które ciągle czegoś chcą: a to trzeba im coś naprawić, a to są chore. Gdzie leży ta granica, kiedy jest to za częste? Trzeba powiedzieć, że wiele dziewczyn kompletnie nie wie, gdzie leży ta granica. Gdzie jest współczucie, bliskość, serdeczność. Bo same tego nie zaznały. Ale jeśli jego matka jest serdeczna wobec ciebie, zwykle to czujesz i mówisz wtedy: „Jedź do mamy” albo „Chodź, razem pojedziemy”.

Jak się czuje partnerka maminsynka? A do dupy (śmiech). Czuje się, jakby miała w domu dziecko. Do tego kompletnie bezradne. Bo on zwykle nie wie, co w takiej sytuacji zrobić, chce z nią być, ale jakże ma ugryźć dłoń, która przez lata go karmiła?

I wszystko jest na jej głowie? Oczywiście. No, chyba że tego wszystkiego nie weźmie. No ale jak chce się popisać przed teściową, że jest świetną żoną, to weźmie. Tylko że jeśli naprawdę ma do czynienia z matką maminsynka, to ona i tak nie da się przekonać, bo swoje wie. Baba zabrała jej dziecko i koniec.

Czy opór wobec matki i więzi, która łączy ją z synem, może zmienić maminsynka? Moja pierwsza teściowa potrafiła zadzwonić do mnie rano z pytaniem, czy Pawełek zjadł śniadanie. Z tym że ona była dla mnie bardzo miła i ją lubiłam, ale te telefony i matkowanie dorosłemu facetowi było dla mnie bardzo przesadzone i śmieszne. Kiedy przynosiła mu kanapki, to pytałam, czemu mu nie pogryzła, bo miałby jeszcze łatwiej. Polecam książkę „Mężczyzna pozwala kochać. Głód kobiety” Wilfrieda Wiecka. Napisana przez maminsynka, który przeszedł metamorfozę. Dzięki drugiej żonie, która była mądrą kobietą, bardzo wyraźnie stawiającą granice i jak sam pisze – bezwzględną. Dokładnie wiedział, czego ona chce, co jej się podoba, a co nie. I to go uratowało, ona go uratowała. Niektóre feministki powiedzą teraz: „Czyli znów cała robota spada na nas”. No a kto jak nie my ma to zrobić? Ja tam się bardzo dobrze czuję z tym, że jestem mądrą kobietą, oczywiście wolałabym, żeby mój facet też był mądrym facetem, ale skoro tak nie jest, to co mam zrobić?

Ale umówmy się: rzadko się zdarza, żeby spotkało się dwoje zdrowych, dorosłych i mądrych ludzi. Choć się zdarza. Tacy ludzie pochodzą ze zdrowych, ciepłych domów, w których drugiego się szanuje i kocha. Nie ma zbyt wielu takich domów. Czasem trafi się, że jedna osoba jest mądrzejsza i może podciągnąć drugą do swojego poziomu, jeśli ta ma wystarczająco dużo zasobów i motywacji. Ale większość to pogubieni w lesie Jaś i Małgosia.

Czyli toksyczny facet - maminsynek może się zmienić? Może, czasem sam bywa zmęczony dotychczasowym układem sił i pragnie tej zmiany. Mój mąż na przykład podziękował mi, że go uwolniłam od matki. Choć jakoś specjalnie na tym się nie skupiałam, po prostu jasno wyznaczałam granice jemu i jego mamie. Grałam z nią w antygrę. Polega to na tym, że idziesz za tym, co ona pozornie pokazuje. Na przykład teściowa szykowała dla nas stół tylko z dwoma nakryciami, a na pytanie: „No a ty z nami nie zjesz?“, odpowiadała, że nie, skąd, już się najadła, nie chce przeszkadzać. Wiele razy próbowałam ją nakłaniać do zmiany zdania, zapraszać, ale kiedy zobaczyłam, że to nie działa, powiedziałam: „Jeżeli nie chcesz przeszkadzać, to może idź do kuchni…”, i natychmiast usiadła z nami do stołu. Ludzie zwykle mówią: „O, ty to ostra jesteś”. Nie, ja po prostu wyciągam wnioski. Od dziecka czułam, że jeśli się o coś sama nie postaram, to prawdopodobnie nie będę tego miała. Bo dorosłych nie interesuje, czego chcą dzieci. Ich interesuje to, czego oni chcą od dzieci. Tylko przy niani mogłam być w pełni sobą.

Każdy chyba marzy o kimś, przy kim może być sobą. I nie musieć się starać. To pieprzone wieczne staranie się!

A ile się trzeba nastarać, by być z narcyzem... Narcyz to też toksyczny mężczyzna. Jest tak zajęty sobą, że nawet nie zwróci uwagi na to twoje staranie się. Jeśli go podziwiasz, to jeszcze jesteś potrzebna. A kiedy zaczynasz się zajmować sobą, następuje śmiertelna obraza i dostajesz po łapkach.

Ale na początku potrafi być uroczy i uwodzący? On nie uwodzi, a jedynie pokazuje: „Zobacz, kogo możesz mieć, jakiej dostąpić wspaniałości“. Jak w tym żarcie. Dziewczyna jest z chłopakiem na pierwszej randce i w pewnym momencie mówi: „Słuchaj, mam wrażenie, że ciągle mówisz o sobie“. On na to: „Przepraszam, zmieńmy temat i porozmawiajmy o tobie. Co o mnie myślisz?“.

No ale dlaczego dziewczyny i kobiety na to idą? Misiu, one się zwyczajnie łapią na wszystko. WSZYSTKO. Byle je ktoś chciał. Byle im się wydawało, że je chce. I zrobią dużo, żeby nie zobaczyć, jak on je chce, za jaką cenę je chce – cenę, którą one zapłacą. Co nie znaczy, że mężczyźni nie płacą ceny. Są przecież babki, które świetnie wiedzą, na co faceta rwać i czego od niego chcieć. Jeśli były od dziecka śliczne, wdzięczne i słodkie, to są wyedukowane w kwestii tego, co mogą w ten sposób zdziałać. Część traktuje więc seks bardzo instrumentalnie, a część bardzo go unika. Co może, ale nie musi znaczyć, że były też molestowane. A to są za trudne tematy, by je teraz w kilku zdaniach streścić. Dla osób, które tego nie doświadczyły, mogą być w ogóle niezrozumiałe. Ale ludzie wielu rzeczy nie rozumieją. Na przykład tego, jak można tkwić latami w toksycznym związku, gdzie jest facet, który obraża kobietę

W książce podajesz przykład dwóch myszek wrzuconych do beczki z wodą. Pierwsza męczy się, męczy, aż się utopi. Druga też się męczy, ale co jakiś czas dostaje patyczek, którego może się na chwilę uchwycić... ...i dostaje go bardzo nieregularnie. Raz po pięciu minutach, a raz po miesiącu. I ona ten miesiąc wytrzyma. Będzie się męczyć, ale wytrzyma. Przekładając to na związek: jeden facet zawodzi stale, umawia się i nie przychodzi. Ona się z nim pomęczy chwilę, ale ostatecznie odejdzie. Drugi facet najpierw umówi się z nią kilka razy i będzie przeuroczy, będzie ją bawił, komplementował i na koniec rzuci, że w sobotę zadzwoni. Ona czeka na darmo, wreszcie daje sobie z nim spokój. Aż tu nagle on znów dzwoni i obsypuje komplementami, kwiatami. I ona się cieszy: „Ach, jak cudownie, że się w końcu odezwał“. Nie dotrze do niej, że ją zawiódł i jeszcze nieraz zawiedzie. Nie mówię, że ona musi od razu go skreślać, może z nim co jakiś czas wyjść, nawet iść do łóżka, pod warunkiem że wie, że do poważnego związku on się nie nadaje, bo to toksyczny facet. Ja w ogóle zachęcam dziewczyny, żeby spotykały się z wieloma facetami, niekoniecznie z nimi jednocześnie sypiały, ale chodziły na randki, do kina, do knajpy. Żeby tak się strasznie nie nastawiały na tego jedynego, co ma im do końca życia wystarczyć i poza którym świata mają nie widzieć. I jeszcze się starać, żeby się nimi nie znudził.

Wracając do naszych typów, z tego, co mówisz, narcyz niewiele różni się od maminsynka. Bo znów wszystko jest na twojej głowie. I nie jesteś ważna. Choć dla maminsynka możesz być ważna, zwłaszcza gdy mamusi zabraknie, dla narcyza – nigdy. Dla niego ludzie nie są ludźmi, tylko cieniami. Jesteś najwyżej jego poduszeczką, wózeczkiem, na którym on jeździ.

Strasznie smutne musi być życie takiego narcyza. Owszem, ale ponieważ on jest bardzo zajęty sobą, a jeszcze może być do tego inteligentny, ładny i odnosić sukcesy, to w taki sposób tego nie odczuwa. Choć może być bardzo nieszczęśliwy, jeśli się nim nie będą zachwycać. Może wręcz znienawidzić ludzi.

Czyli jest jednak zależny od tych cieni. Ależ oczywiście, i to bardzo. Jeśli sama jesteś narcyzką i wspólnie dbacie o swój wizerunek, może wam być razem bardzo dobrze… Co się dziwisz? Nie widziałaś takich par, dwojga zapatrzonych w siebie narcyzów? A bo to wszystkie dziewczyny są normalne? One są tak samo pokrzywione jak faceci. Też bywają córeczkami tatusia lub mamusi, narcyzkami, egocentryczkami, psychopatkami... Jest oczywiście jakaś pula względnie normalnych i względnie zdrowych dziewczyn, tak jak i mężczyzn.

Przyznam, jest w tym jakaś sprawiedliwość, jak narcyz trafia na narcyzkę, a psychopata na psychopatkę. Tylko wtedy oboje muszą się ustawić w tym samym kierunku. On będzie prezydentem, a ona panią prezydentową, jak w „House of Cards“. I tak dochodzimy do kolejnego typu: toksyczny mężczyzna - psychopata i bardzo podobny do niego charakterologicznie socjopata. Na tle innych wyróżnia ich to, że nie znają uczuć wyższych. Z tym, że socjopatia to coś, co zostało wykształcone w trakcie wychowania lub raczej jego braku, a psychopatia to, jak wskazują badania, cecha, którą się ma już od urodzenia.

Czym pociąga toksyczny mężczyzna - psychopata? On wie, czego chce i jak ma to dostać. Postrzega innych ludzi, inaczej niż narcyz, jako tych, od których można dostać wszystko, co tylko się chce. Pod warunkiem, że się ich dobrze zażyje. A on świetnie wie, jak ich zażyć, bo psychopaci to często bardzo inteligentne osoby. Psychopaty nic nie boli, więc nie bardzo przejmuje się bólem innych. Dlatego może cię zwyczajnie wykorzystać. Ma władzę nad tobą i się nią upaja.

Umie być uroczy? Kupić kwiaty, recytować wiersze? Na początku tak. Potem odbierze sobie to, co zainwestował, i to w trójnasób. Jego nie da się zreformować, narcyza zresztą też. Przy narcyzie możesz tkwić, pod warunkiem że za bardzo cię nie niszczy i masz z nim jakieś wspólne cele, a razem łatwiej będzie wam je zrealizować. Natomiast psychopata cię zeżre. I powie jeszcze, że mało albo że byłaś żylasta.

Przy psychopacie czujesz się... ...jak ścierka. On jest właśnie tym, co daje te patyczki.

W książce piszesz: „w związku z psychopatą kobieta próbuje być idealna, cały czas pokazać się z dobrej strony, nie mówi, że czegoś nie zrobi czy nie ma na to ochoty, bo boi się jego reakcji“. Bo wtedy on huknie albo fuknie, albo złośliwie powie: „Nie no, ja myślałem, że ty jesteś wrażliwsza”. I jeśli ona nie jest pewna siebie, to strasznie się tym przejmie. Na dodatek często odcina ją od znajomych i przyjaciół, bo mu się nie podobają lub nie lubi, jak ona spędza bez niego zbyt dużo czasu, a tak naprawdę chce mieć nad nią kontrolę. Już on zadba o to, żeby być całym jej światem, a potem nie będzie miała komu się pożalić. W związku z psychopatą charakterystyczne jest też wieczne poczucie winy i przekonanie, że to z tobą jest coś nie w porządku. W takiej relacji kobieta traci swój blask, więdnie. Ile znasz pięknych kobiet, które przy mężusiu ledwo nogami powłóczą? On rośnie w siłę i muskulaturę, a one marnieją, tak jakby wysysał z nich życiową energię. I zostają tylko odruchy: wstać, uprać, kupić, ugotować, odwieźć dzieci, wyprasować mu koszulę.

Może zatem jeśli ktoś mówi ci, że więdniesz w tym związku – posłuchaj go i zastanów się, czy nie jesteś z kimś, kto cię niszczy. Oczywiście taka kobieta, żeby uratować iluzję, w której żyje, może sobie powiedzieć: „Mówi tak, bo mi zazdrości“, może też tak powiedzieć jej partner: „Nie słuchaj koleżanek, popatrz, jak na mnie lecą, przecież ja w każdej chwili mógłbym zamienić cię na każdą z nich” i ona czuje, że to prawda. Bo ani w szkole, ani w domu nikt nie zaszczepił jej nawyku myślenia o sobie ani dbania o siebie. Ma być zwierzątkiem, które jest na usługi.

A jaki jest ten normalny, nietoksyczny partner? Przede wszystkim jest wystarczająco miły, spokojny, zapobiegliwy, inteligentny i pracowity. Żaden heros czy George Clooney. Po prostu zwykły Grzesiek albo pan Czesiek.

A ty przy nim czujesz się jaka? W porządku, zwyczajna. Dobry związek to taki, w którym czujesz się normalnie, przeciętnie. Nie jesteś księżną Monako. I z tym najtrudniej się pogodzić. Że nie zabrał cię do Paryża i nie obsypał różami z helikoptera. Dlaczego babom tak się Grey podobał? Bo był przystojny i nieziemsko bogaty. A ona czuła się przy nim zawsze wyjątkowo.

To pragnienie wyjątkowości pcha nas tak w ramiona toksycznych kochanków? Samo pragnienie nie jest takie szkodliwe, tyle tylko że nie można czuć się wyjątkowo cały czas. Fajnie, jak mamy to od święta i umiemy się wtedy tym nakarmić, by starczyło też na ten czas, kiedy czujemy się zwyczajnie. A zwyczajnie znaczy bezpiecznie, normalnie, spokojnie, średnio, po prostu dobrze. Dużo ludzi nie zna tego stanu w ogóle, a te kobiety, które znają chaos uczuciowy lub lęk, nawet nie wiedzą, jak w nim można chcieć być, bo to dla nich nudne. Na szczęście można się tego nauczyć.

Jak rozpoznać, czy jesteś w dobrym, a nie toksycznym związku?

  • czujesz się psychicznie bezpieczna, co nie oznacza, że jesteś szczęśliwa 24 godziny na dobę, że nie ma kłótni i momentów samotności, tylko że ogólnie odczuwasz przy partnerze bezpieczeństwo emocjonalne;
  • możesz pokazywać swoje emocje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, możesz mówić prawdę, nawet jeśli jest ona dla partnera niemiła, nie boisz się, że go stracisz, umiesz się przed nim pokazać taka, jaka jesteś;
  •  czujesz się wartościowa, oczywiście czasami popełniasz błędy i nie jesteś idealna, ale twój rdzeń – poczucie bycia ważną – się nie zmienia;
  •  wasza relacja jest stabilna, nie chodzi o to, że zawsze odczuwacie fascynację, zazwyczaj jest „średnio“ z ewentualnymi romantycznymi momentami, ale na pewno nie ma w waszym związku skrajności;
  •  umiecie rozmawiać o kryzysach i przyznać się, jeśli coś się wypaliło, nie lubicie zadawać sobie bólu i się niszczyć, a kiedy uznacie, że związek nie czyni was szczęśliwymi, umiecie rozstać się po koleżeńsku;
  •  masz swoją wolność: możesz wychodzić z koleżankami, możesz zostawić z nim dzieci i spędzić czas tylko we własnym towarzystwie, pozwalasz też partnerowi na kontakty z innymi ludźmi i rozumiesz, że on także musi czasem samotnie spędzić czas, ludzie często i chętnie do was przychodzą, bo dobrze się czują w waszym towarzystwie;
  •  w waszym domu jest dobrze z finansami, nie chodzi o luksus, ale o to, że nikt nikogo nie utrzymuje, każdy ma własne pieniądze, lub macie je wspólne i od czasu do czasu robicie sobie jakieś miłe prezenty;
  •  masz ochotę dbać o siebie, czasem założyć szpilki, pomalować na czerwono usta, czujesz się lekko i dobrze także fizycznie;
  •   związek jest tylko częścią twojego życia, nawet jeśli najważniejszą.
Toksyczny mężczyzna to niestety pułapka, z której trudno się uwolnić. Tacy partnerzy tylko z pozoru wydają się idealni, w rzeczywistości jednak niszczą psychicznie i emocjonalnie, wypalają od środka. Powyżej Katarzyna Miller pomogła znaleźć odpowiedź na to, kiedy i dlaczego facet jest toksyczny oraz jak go rozpoznać, ale żeby zerwać taką relację, kobieta musi znaleźć na to siłę – choćby i z pomocą psychoterapeuty, przyjaciół czy rodziny.

Źródło: Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska, „Instrukcja obsługi faceta”, Wydawnictwo Zwierciadło 2017

 

  1. Psychologia

Jak poradzić sobie z narcyzem? O narcystycznych osobowościach mówi Katarzyna Miller

Czy można wychować do narcyzmu? Tak, jeśli się nie wymaga, nie stawia granic, nie uczy odpowiedzialności, zachwyca dzieckiem bez powodu. (Fot. iStock)
Czy można wychować do narcyzmu? Tak, jeśli się nie wymaga, nie stawia granic, nie uczy odpowiedzialności, zachwyca dzieckiem bez powodu. (Fot. iStock)
Jest taki dowcip. Na randce dziewczyna mówi do faceta: "Wiesz co, od dwóch godzin rozmawiamy i ty wciąż mówisz o sobie. Może dla odmiany pomówimy o mnie". Na co on: "Oczywiście. Powiedz mi, czy ci się podobam". On oddaje specyfikę związku z narcyzem.

A jednak kobiety, które nie są przyzwyczajone do tego, że mogą być ważne, często są narcyzem zachwycone. Taki mężczyzna ma prezencję, kasę, pozycję i najczęściej pracuje w show-biznesie, jest więc uwielbiany. Wiele obiecuje, ale nic nie daje. Przed narcyzem należy uciekać. Jednak dużo młodych dziewczyn, które nudzą się tym, że ktoś jest dla nich dobry, pociąga to, że nigdy nie można narcyza zdobyć.

Narcyzm to zaburzenie osobowości, a współczesna kultura, niestety, w dużym stopniu tworzy je i lansuje. Dzięki postępowi psychoterapii i psychologii doceniliśmy indywidualizm. Nawołujemy do rozwoju, asertywności, skupienia na sobie, mamy wręcz obowiązek zająć się sobą. Niestety, część ludzi sprowadza to do jednego nakazu - myśl tylko o sobie. To strywializowanie, wręcz wypaczenie tego przekazu. Nie uświadczysz już pracy nad sobą, bo ma być fajnie. Narcyzm potęguje również powszechny kult urody. Kiedyś wiadomo było, że ona przeminie, a zastąpi ją dojrzałość, doświadczenie. Dziś robimy wszystko, żeby uroda trwała, mało tego, staramy się, by ci, którym jej brakuje, stali się urodziwi. Masz być nie coraz mądrzejsza, tylko coraz młodsza i ładniejsza. To, że ktoś jest udany fizycznie, często zwalnia z wielu obowiązków, a swój udział mają w tym media. Uważa się, że każda piękna osoba powinna być pokazywana tak, jakby uroda sprawiała, że jest kimś szczególnym. Pozór staje się najważniejszy.

W latach 90. furorę zrobiła genialna książka Karen Horney "Neurotyczna osobowość naszych czasów", niemal wszystkich podejrzewano o neurotyzm. Dziś panuje narcystyczna osobowość naszych czasów. A przy narcyzie neurotyk to jest prawie całkiem zdrowa i społeczna jednostka. Neurotyk się strasznie przejmuje. Zastanawia się czy spełnia oczekiwania innych, ale przede wszystkim, czy jest wystarczająco kochany. Ważni są dla niego ludzie i relacje, np. czy jest dla kogoś wystarczająco ważny. Charakteryzuje go rodzaj nadwrażliwości i przynależność do społeczności. To podstawowa różnica między nim a narcyzem, bo ten ostatni społeczności nie widzi, nie czuje, ludzie są dla niego nieważni, a ich oceny istotne o tyle, o ile jest z nimi związany jakiś zysk. Inni mają narcyzowi służyć lub się do niego dostosować. Osoba narcystyczna chce być najważniejsza, podziwiana, wręcz ma poczucie, że taka jest, a jednocześnie brakuje jej empatii. Dla narcyza inni to są cienie, nie potrafi przyjąć ich perspektywy. Wymaga specjalnych praw: "Ja mogę, ale inni nie". Często krytykuje zachowania, które sam przejawia. Można by pomyśleć, że to nieszczęśliwa, samotna osoba, podczas gdy on czasem zakłada rodzinę. Piękny dom z piękną żoną lub mężem może być częścią wizji, która potwierdza jego wartość. Choć w tym związku nie będzie więzi i bliskości.

Czy można wychować do narcyzmu? Tak, jeśli się nie wymaga, nie stawia granic, nie uczy odpowiedzialności, zachwyca dzieckiem bez powodu. Gdy mamusia uwielbiała, a jednocześnie najchętniej by zżarła, dziecko musi się przed nią bronić. Na ogół ucieka, czyli w konsekwencji w dorosłym życiu ucieka przed związkiem, przed ludźmi, bliskością, wymaganiami. Można tu mówić o "kulcie dziecka". Niebezpieczne jest zresztą zarówno nadmierne chwalenie, jak i poniżanie, podkreślanie niedostatków lub wymaganie doskonałości. Właściwie wychowane dziecko potrafi przekroczyć fazę zainteresowania sobą samym, zauważyć swą odrębność i obecność innych. Dziecko nadmiernie zadufane w sobie lub nadmiernie poniżane, cierpiące nie widzi innych, zostaje tylko przy sobie.

Wielka sława i wielkie pieniądze, które przychodzą na osobę nieukształtowaną, muszą ją zniszczyć i pchnąć w stronę narcyzmu, ponieważ zaczyna wierzyć, że jest wyjątkowa, że jej się z tego tytułu wszystko należy, jak ktoś nie daje, to won. Taka osoba ma dwór, a więc nie ma bliskich, tworzą go ludzie, którzy chcą coś zyskać. Bez wstydu powiedzą każde pochlebstwo, a narcyz właśnie się tym karmi.

Jeżeli ktoś jest przeżarty narcyzmem, trudno go zmienić, bo dla takiej osoby nie ma sankcji. Dla neurotyka tą sankcją jest odrzucenie, ponieważ on się boi, że ktoś go nie zechce, że się wyda, jaki on jest niefajny, że ludzie się odwrócą. Narcyz się tym nie przejmie, powie: "To ty jesteś do dupy", choć to wcale nie znaczy że on się szczególnie ceni. Bo narcyz nie tylko nie szanuje innych, ale także siebie. Charakteryzuje go rozmazane poczucie tożsamości. Żyje fantazjami na swój temat, tworzy mity w rodzaju "my przeciwko światu" albo "tylko my jesteśmy wyjątkowi". Jeśli ktoś nie podziela tego przekonania, to znaczy, ze nie jest wyjątkowy, bo przecież narcyza mogą zrozumieć tylko wyjątkowe osoby.

Więcej na temat dojrzałości, samotności, wolności i tego, jak poradzić sobie ze zdradą znajdziecie w książce "Życie od A do Z" Katarzyny Miller i Dariusza Janiszewskiego, Wydawnictwo Zwierciadło.

  1. Psychologia

Oznaki, że czas się rozstać. Kiedy związek nie ma sensu? – rozmowa z psychoterapeutką Katarzyną Miller

Kłótnie, oziębłość, brak empatii... Kiedy związek nie ma sensu? Jak odejśc od męża bez poczucia winy? (fot. iStock)
Kłótnie, oziębłość, brak empatii... Kiedy związek nie ma sensu? Jak odejśc od męża bez poczucia winy? (fot. iStock)
Zdrada? Nuda? Wieczne kłótnie? - Czy to oznaki, że czas się rozstać? Może masz dosyć tej emocjonalnej huśtawki. Albo – wprost przeciwnie – tej ciszy i chłodu. Tylko skąd wiedzieć, czy decyzja o rozstaniu nie będzie przedwczesna? Czy nie okaże się tylko próbą ukarania drugiej osoby? Wyjaśnia psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Dlaczego ludzie się rozstają? Kiedy związek nie ma sensu?
Pamiętam, dlaczego rozstałam się z moim pierwszym i jedynym mężem, bo potem już nie chciałam wychodzić za mąż. Był taki czas, po kilkunastu latach związku, kiedy wracałam do domu, stawałam na dole pod wysokim blokiem i patrzyłam w górę, na światło, które się paliło w pokoju mojego męża, i czułam, że nie chcę tam wejść. Nie chcę wejść do klatki, a potem do windy, by wjechać nią na nasze piętro i wejść do mieszkania, bo on w nim był. Nie chodziło o to, że go nie znoszę czy że on mi coś zrobił ani o to, że będziemy się kłócić, tylko że ja nie mam po co tam wchodzić, bo będzie jak zawsze. Ogarniała mnie niemoc wręcz fizyczna. Czułam, że tego się nie da już dłużej ciągnąć. To oczywiście jeśli chodzi o mnie. Ludzie rozstają się z wielu różnych powodów. Na przykład jedno drugie oszukiwało lub zdradziło – dla niektórych to rzecz nie do przejścia. Albo już się tak nawzajem naobrażali, że nie mają do siebie szacunku…

Często w gniewie mówimy sobie słowa, których nie można już cofnąć.
Tu nawet nie chodzi o ostre, krzywdzące słowa, tylko o przewagę komunikatów odrzucających, typu „Już nie mogę na ciebie patrzeć”, „Kiedy się wreszcie ode mnie odczepisz?”, „Jesteś moją największą pomyłką”. O taką ilość niedobrych słów, które pokazują, że w sercu lub w duszy zachodzi bardzo destrukcyjny proces wobec uczucia, które nas kiedyś łączyło. Weźmy też poprawkę na to, że dość często ludzie wiążą się ze sobą z przymusu, np. z powodu zbyt szybkiej i nieplanowanej ciąży albo dlatego, że ktoś długo był sam i wreszcie trafił się ktoś nim zainteresowany – i mówię tu zarówno o mężczyznach, jak i kobietach. Wtedy ten związek nie jest serdeczny już od początku. Poza tym jest duża różnica pomiędzy odrzucaniem drugiej osoby a kłóceniem się, i to nawet z użyciem ostrych słów. Kłótnie świadczą o tym, że ciągle mi zależy. Chcę drugą osobę zranić lub jej oddać, bo mnie boli. Jest przecież mnóstwo małżeństw, które kłócą się bez przerwy, w myśl zasady „nie mogę żyć z tobą, nie mogę żyć bez ciebie”. Ludzi może łączyć ze sobą także bardzo silna negatywna więź. Natomiast żeby się rozstali, uczucia, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, muszą wygasnąć – przynajmniej u jednego z partnerów.

Mówisz o procesie, który może trwać parę miesięcy lub lat, ale ludzie rozstają się też pod wpływem czegoś, co wydarzyło się dzień przed.
Bardzo dużo ludzi działa reaktywnie. Po jakimś dotkliwym zranieniu przez partnera lub partnerkę muszą się zemścić. I tą zemstą jest rozstanie. Czyli chcę, by cię jak najbardziej zabolało, ale to wcale nie oznacza, że później nie będę tęsknić, żałować czy że przestanę o tobie myśleć.

Rozstają się w afekcie.
Dokładnie tak. Nie zabiłam cię w afekcie, ale się z tobą rozstałam, bo wiedziałam, że bardziej zaboli. Ale wtedy to nie jest tak naprawdę rozstanie. Tylko kara, demonstracja tego, że tym razem partner przegiął. Dla kontrastu istnieje też mnóstwo związków na zasadzie „moje 375. ostrzeżenie, że się z tobą rozstanę”. Myślę, że ludzie bardzo często i z dużą wprawą grają groźbą rozstania. Zarówno przed partnerem, jak i przed sobą. Mówią na przykład: „Nie podoba ci się, to idź sobie do innej”.

Ja znam przykład, kiedy ona ciągle mówi: „Ja już tego dłużej nie zniosę i wyprowadzę się”. Ale się nie wyprowadza…
To jest spust, który można nacisnąć, ale ponieważ można, to lepiej tego nie robić, bo będzie po ptokach. Jednak sam fakt, że mogę, sprawia, że czuję się bardziej niezależna i wolna lub czuję, że mogę cię czymś przestraszyć, ukarać. Nawet jeśli ona mówi to po raz 55., to on za każdym razem czuje takie małe kujnięcie.

Czy dla par, które trzymają ze sobą tylko negatywne więzi, nie lepiej by było, by się jednak rozstały? Kiedy związek nie ma sensu?
Nikt nie może powiedzieć, co by było dla nich lepsze. Skąd ja mam to wiedzieć? Nie ma jednego dobrego przepisu na związek. Mam kolejną pacjentkę, która jest uzależniona od męża. On ma pewne zalety, inaczej by się prawdopodobnie z nim nie związała, ale dużo pije i bardzo jej dokucza. Ona zresztą jemu także. Moim zdaniem to jest takie właśnie małżeństwo, które jeszcze długo będzie naparzać się ze sobą – słownie i mentalnie. Ona bardzo dobrze wie, że nie może się z nim rozstać, bo kiedy zostaje sama, to wtedy szaleje. Jak odejść od takiego męża? Mówię jej więc: „Masz wygodę w tym sensie, że kiedy z nim jesteś, to jesteś wściekła na niego. Jeśli się z nim rozstaniesz, będziesz wściekła na siebie”. Ta kobieta, która grozi, ale jednak się nie wyprowadza, też boi się zostać sama i na ten moment wybiera to, co jest dla niej nie tyle nawet lepsze, co łatwiejsze – bo to zna. Gdyby ludzie się nie bali nowego, sądzę, że rozstawaliby się znacznie szybciej i znacznie częściej. Od wielu lat prowadzę swoiste badania terenowe podczas spotkań w grupach kobiet. Wszędzie się pytam, ile z uczestniczek ma szczęśliwą matkę, i wszędzie jest tak samo – podnosi się pięć, sześć rąk. Nawet jak jest 500 osób na sali.

O czym to świadczy?
Że bardzo dużo, jeśli nie większość, małżeństw tkwi w związkach, w których obie strony są niezadowolone. Pytam o matki, bo pracuję z kobietami, ważne jest więc dla mnie, czy mają od kogo czerpać wzór szczęśliwego związku. Niektóre z dziewczyn mówią: „Moja mama uczy się być szczęśliwa, bo ja weszłam na drogę rozwoju i pokazałam jej, że pewne rzeczy można zmienić, i teraz mamy o wiele lepszy kontakt”. To jest bardzo piękne, ale też rzadkie – mówią tak 3 osoby na 300. Smutne jest to, że wzorce związków dwóch praktycznie obcych sobie osób, ale mieszkających razem, przekazują dzieciom nie najlepszy obraz świata. Uczą je żyć z kimś bez satysfakcji i przyjemności, ale w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, że robią to, co trzeba robić: mają dom, samochód, wakacje, kupują sobie co chwila jakieś rzeczy. Wtedy dość dużo potrzeba, by się rozstać, prawda? A jednocześnie dziś jest to o wiele prostsze. Obecnie obserwujemy dużą falę rozwodów. Robią to głównie młodzi ludzie, którzy, mając wzór rodziców tkwiących w nieudanym związku, mówią: „My tacy nie będziemy, my będziemy żyli inaczej”. Tylko nie wiedzą, jak to „inaczej” ma wyglądać. Na pewno chcą się wiązać ze sobą z powodu miłości, którą bardzo często mylą z pożądaniem. Mają wizję miłości romantycznej, czyli takiej z fajerwerkami, kolacjami i różami, a nie prawdziwej, polegającej na akceptacji – siebie i drugiej osoby – bez odświętnego opakowania. Dlatego gdy kończy się romantyczny okres wzajemnego zachwytu – doznają poczucia porażki.

To dla nich oznaki, że czas się rozstać.

Najczęściej o rozwód występują kobiety. Dlaczego?
Bo na przykład dociera do nich, że trzeba chronić nie tylko siebie, ale i dzieci. Mam na myśli takie sytuacje, w których orientują się, że nie mogą w ogóle liczyć na faceta, nie mówiąc już o typach przemocowych. Co prawda dziewczyny, które wiążą się z takimi mężczyznami, są typem ofiary i bardzo długo w takim związku wytrzymują, ale w zależności od głębokości „uszkodzenia” dziewczyny jest w niektórych z nich granica „tego już nie zniosę”. I bardzo często tym czymś jest zdrada. Co mnie akurat zawsze najbardziej zastanawia: czemu godzą się na bicie, poniżanie, oszukiwanie, a nie mogą znieść rywalki? Jakby dostawały największego kopa w podbrzusze właśnie, jakby tym obraził ich najbardziej jak mógł. Czują się tak dlatego, że nie doznały kobiecej solidarności w relacjach z matką. Gdyby więzi między rodzicami i dziećmi były bardziej kultywowane i budowane, mielibyśmy nie tylko mniej rozwodów, ale też inną atmosferę. Wystarczy spojrzeć na polskie filmy. Mój Edek ostatnio przechodził koło telewizora i rzucił: „O, kłócą się. Polski film”. Oczywiście miał rację. Niestety, ogromną rolę w małżeństwie gra to, że druga osoba nam jest potrzebna do tego, by ktoś był winien, że nam jest źle w życiu. I dopóki jest potrzebna, dopóty można to znieść. Ale wierzę, że tak jak ja w opisanej przeze mnie na początku scenie, każdy wewnątrz siebie wie, kiedy wyładował mu się już akumulator.

Niedawno rozmawiałam z koleżanką, która właśnie takie coś poczuła. Mąż powiedział jej, że nie wie, czy ich małżeństwo ma sens, że musi to przemyśleć. Spytała, kiedy będzie wiedział, czy chce z nią być. Powiedział, że da jej znać za tydzień. Następnego dnia obudziła się i spytała samą siebie: „A właściwie, czemu to on ma decydować?”. Zdała sobie sprawę, że od dłuższego czasu nie może na niego liczyć, że to ona wszystko daje w tym związku. Przez cały dzień ciało jej wypacało coś jakby toksynę, ale wieczorem już wiedziała: to ona nie chce z nim być. I wtedy poczuła ulgę, jakby ktoś jej zdjął wielki wór z ramion.
Brawo dla tej pani! Odnalazła siebie. Zrozumiała, że swoją przyszłość uzależniała od męża, a to przecież tylko ona decyduje o swoim życiu. Ruszyła jej energia, siła. Zyskała świadomość, wgląd i poczucie, że ona istnieje nie tylko poprzez niego. Bo trzeba wam wiedzieć, że jest pewien szczególny typ rozstań – z wiecznymi chłopcami. Dopóki jest miło i fajnie, to im się chce. A jak robi się za dużo obowiązków, trzeba za coś odpowiadać – to oni wtedy się duszą. Muszą odpocząć, zastanowić się – tak mówią. A tak naprawdę zostawiają kobietę samą, z domem czy nawet długami na głowie. A ich po prostu małżeństwo przestało bawić. Dorosłym ludziom odpowiedzialność sprawia satysfakcję, daje poczucie sprawczości, bezpieczeństwa. Niedojrzali unikają odpowiedzialności.

Jak odejść od męża? Czy fakt, że on się zmienił, że nie jest taki jak kiedyś, może być dobrym argumentem do rozstania?
Ja się właśnie z tego powodu rozstałam. Bo on stał się zupełnie inny niż był na początku. Nic mu się nie chciało, ani wychodzić, ani zapraszać ludzi do nas. Do tego miał przy mnie wygodnie jak w domu u mamusi. Tylko ja nie chciałam w wieku 40 lat kłaść się do grobu. Bez złości, ze smutkiem i poczuciem winy, że jednak go krzywdzę, bo porzucam, uznałam, że tak dłużej już nie mogę. Oczywiście bywa i tak, że kobiety wiążą się z kimś, chcąc go zmienić, a po kilku latach okazuje się, że to im się nie uda. Dlatego fakt, że on się nie zmienił, też może być argumentem do rozstania. Damom z tendencją do przerabiania panów przypominam, że oni już są wychowani. Tak jak są.

Czyli nie zawsze powód musi być tak jaskrawo oczywisty, że on ciebie krzywdzi, umniejsza, molestuje?
Albo ty go krzywdzisz czy molestujesz… Myślę, że bardzo częstym powodem rozstań jest niedobranie, zwłaszcza jeśli produkuje taki rodzaj chłodu i obojętności, które są zabójcze. Ludzie zaczynają się omijać z niechęcią, pogardą i jednostronną krytyką. I w gruncie rzeczy plują sobie wtedy w lustro, no bo ciągle tu jestem, prawda? Po co? Po to, by ktoś był winien?

Po czym poznać, że to już koniec? Kiedy związek nie ma sensu? Jakie uczucie o tym świadczy?
Na pewno pogarda. Lekceważenie, politowanie, oceny – bardzo negatywne i bardzo z góry – kiedy przestajesz już w ogóle dostrzegać zalety tej drugiej strony. Kiedy już nie rozmawiacie ze sobą jak partnerzy, tylko plujecie na siebie, albo w ogóle nie rozmawiacie, bo po co, skoro wiecie już dobrze, co drugie powie. No i kiedy wyrządzacie sobie różne przykrości. Na przykład jedna pani non stop cięła panu koszule. Poza tym ważną oznaką jest brak nadziei i brak złudzeń. Bo widzisz, nasze związki bardzo często karmią się iluzją. Ona jest największa w chwili, gdy się poznajemy. W wielu przypadkach jeszcze długo trwa, a potem znika i okazuje się, że nie jest nam już po drodze ze sobą. Często przypomina mi się rozmowa z Adamem Hanuszkiewiczem. Powiedział mi: „Miałem 20 lat, gdy się zakochałem w mojej pierwszej żonie. I każdą następną kochałem miłością wielką i prawdziwą, z każdą z nich chciałem być do końca życia. Tylko że każdą z nich kochałem na innym etapie tego życia. I potem przychodził nowy etap i coś się nam rozłaziło. Nie rzucałem ich dla innej kobiety, tylko coś się między nami kończyło. Ktoś inny był na tym nowym etapie potrzebny”.

A co może tylko pozornie wskazywać, że to już koniec związku, a tak naprawdę jest jeszcze do uratowania?
Zdrada. Wbrew pozorom może być bardzo ożywcza dla związku. Kłótnie też mogą być mylnym znakiem. Gadanie po ludziach dookoła może być mylne – narzekasz bez przerwy koleżance na męża, ona nie wytrzymuje: „To się z nim rozstań”, „Ale przecież ja go kocham” – mówisz oburzona, bo chciałaś się tylko wygadać. Kryzys jest też mylnym znakiem – choroba, utrata pracy czy kogoś bliskiego potrafi zupełnie odmienić naszego partnera, ale zamiast się z nim rozstawać, lepiej go wtedy wesprzeć, być też „na złe”. Jeśli są silne emocje, to zwykle znaczy, że coś nas jeszcze łączy. Najgorsza jest pustynia emocjonalna. Z drugiej strony zbyt mocne emocje mogą doprowadzić do zawału. Ale jeśli ciało ci mówi, że już dłużej nie wytrzyma, to go słuchaj. Ciała zawsze trzeba słuchać. Jeśli jesteście w kuchni i każde sobie coś robi, ale przechodząc obok siebie, nawet się nie dotykacie, jeśli nie bierzesz od niego noża, tylko czekasz, aż on go odłoży, jeśli oba ciała się unikają i obchodzą się szerokim łukiem – to jest bardzo ważny komunikat.

Czterej Jeźdźcy Apokalipsy - oznaki, że czas się rozstać

John M. Gottman, badacz psychologii par, ustalił, że są cztery zachowania, które niczym Czterej Jeźdźcy Apokalipsy – tworzą silną prognozę dla rozpadu związku:

  • krytykowanie, które zawiera uogólnione negatywne opinie;
  • unikanie otwartej komunikacji;
  • defensywność, zamykanie się w sobie;
  • pogarda wobec drugiego.

Kiedy i jak odejść od męża, jeśli związek nie ma sensu? Jak się rozstać, aby obie strony czuły się usatysfakcjonowane i wiedziały, że była to dobra decyzja? Czy kiedy zdecydujemy, że związek nie ma przyszłości, oznacza to definitywny koniec relacji? Na te problemy nie ma niestety jednego, uniwersalnego rozwiązania – wszystko zależy od sytuacji w danym związku, od rozmowy pomiędzy połówkami i od ich nastawienia wobec całej relacji. Tylko dogłębna i spokojna analiza twojej sytuacji pomoże ci znaleźć odpowiedzi na pytania, jak odejść od męża, kiedy się rozstać, kiedy związek nie ma sensu. Bez względu na to, czy wybierzesz koniec, czy nie, najważniejsze jest, abyś czuła, że jesteś w stanie pokierować swoim życiem i że jesteś w stanie odnaleźć szczęście.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Psychologia

Samorealizacja versus związek – czy to musi oznaczać wybór?

Rozwiązaniem wielu konfliktów okazuje się kompromis, który często nie wydaje się idealny dla żadnej ze stron. Jednak należy pamiętać, gdy oboje partnerzy coś dają z siebie, automatycznie otrzymują. (Fot. iStock)
Rozwiązaniem wielu konfliktów okazuje się kompromis, który często nie wydaje się idealny dla żadnej ze stron. Jednak należy pamiętać, gdy oboje partnerzy coś dają z siebie, automatycznie otrzymują. (Fot. iStock)
Co robić, gdy dochodzi do kolizji tych dwóch fundamentalnych wartości? Takie pytania zadają sobie Hubert i Hanna. Ich sytuację komentuje psychoterapeuta.

Na komodzie w sypialni Huberta i Hanny stoi fotografia. Obydwoje są na niej uśmiechnięci, objęci, w tle góry. – To wejście na Orlą Perć – mówi Hania. – Dawne czasy, jeszcze studenckie. Nieważne, czy to były polskie Tatry czy włoskie Dolomity – było nam dobrze, byliśmy razem. Łączyły nas przeżycia, przygoda...

Wspólna pasja sprawiła, że już na samym początku znajomości pojawiła się cudowna nić porozumienia. Zaiskrzyło między nimi właśnie na szlaku.

– Góry obnażają człowieka, bezlitośnie odsłaniają słabości. A, w moich oczach, Hubert ich nie miał. Odważny, silny, pomysłowy, z poczuciem humoru i do tego opiekuńczy. Po prostu nie sposób było się w nim nie zakochać – wspomina Hania. – Imponowało mu, że ja, taka drobna kobieta, wspinam się bez użalania i strachu.

Jej miłość do gór wygasła z końcem studiów. Zdecydowała się zostać na uczelni. Doktorat, dziecko, życiowy zwrot, nie dało się tego pogodzić ze wspinaczką. Po urodzeniu Michała życie stało się bardziej cenne. Mówi, że nie żałuje i nie tęskni. Za górami. Bo za tamtym Hubertem ze szlaku – tak. On nadal się wspina i to coraz wyżej, coraz częściej. Wyjeżdża na coraz dłużej i coraz dalej.

– Góry są dla mnie przeciwwagą tego, co robię na co dzień. W agencji reklamowej pracuję głową, siedzę za biurkiem – mówi Hubert. – Wspinaczka to dla mnie wyzwanie. Kiedy trzeba zmagać się z wysokością, zmęczeniem, kiedy wydaje ci się, że nie postawisz kolejnego kroku… Uzależniłem się od tego pokonywania słabości. Dzięki temu czuję, że żyję. Nie umiem tego przełożyć na żadne inne doświadczenie. Gdy widzę wysoką górę, wiem, że muszę na nią wejść. A Hania jest o to zła.

„Dla ciebie pasja jest ważniejsza”

Kiedyś łączyły ich góry, teraz kłótnie o nie. Ona ma do niego dużo żalu. Może długo wymieniać sytuacje, kiedy choroba dziecka, problemy na uczelni czy po prostu święta pokazały, że rodzina przegrywa z pasją męża. Czuje, że w udziale przypadł jej kierat codziennego życia. Narzeka, że Hubert nie daje jej poczucia bezpieczeństwa. Jego wyprawy postrzega jako zabawę, nieodpowiedzialność. Im bardziej nakłania go, by zrezygnował z wyjazdu, tym on więcej uwagi i czasu poświęca górskim wspinaczkom. Na zarzuty Hanki Hubert odpowiada, że przecież rodzina jest dla niego bardzo ważna. Według niej to puste słowa.

Dlaczego Hanka jest rozgoryczona?

Jarosław Józefowicz: Zrozumiała jest złość Hanki. Wartość rodzicielska leży u sedna człowieczeństwa. Wydaje się naturalne, że kobieta oczekuje, żeby jej partner podzielał taki sposób patrzenia na życie. Aby w momencie, gdy pojawia się dziecko, inne sprawy, na przykład samorealizację, postawił na drugim miejscu. Góry, jej zdaniem, są dla Huberta dziecięcą zabawką. Tymczasem to nie same zabawki są tu istotne, ale stan ducha kogoś, kto umie się nimi bawić.

Tak naprawdę jest dwóch Hubertów. Jeden, który pragnie żyć na łonie rodziny, i drugi, który pozwala sobie nie patrzeć na zobowiązania, tylko iść w góry. Hanka jest jedna i to właśnie ta jednostronność jest dla niej tak trudna. Relacja z Hubertem dostarcza jej cennej informacji: jak chce poszerzyć swój sposób funkcjonowania. Nasze marzenia, ale i frustracje, kryją w sobie głębokie tęsknoty. Za ich pośrednictwem coś w nas woła o zaistnienie. Pytanie, czy potrafimy usłyszeć ten głos?

Hanka boi się, bo nie wie, jak się rozwinąć, i swoje obawy przenosi na męża, próbując ściągnąć go do poziomu swoich ograniczeń. To zawsze łatwiejsza droga – ja czegoś nie mam, to ty też nie będziesz mieć. O wiele trudniejsze jest przedzieranie się przez własne blokady i lęki oraz sięganie po coś, czego potrzebuję, by spotkać się w punkcie: ty coś masz i ja też mam, cieszmy się tym. Chodzi oczywiście o wymiar psychiczny, a nie o to, że ona ma wrócić do wspinania się po górach. Dla Hanki mogłoby to oznaczać na przykład wprowadzenie do życia nuty szaleństwa albo wyjście poza zwykłe poczucie kontroli lub nieprzywiązywanie się w tak dużym stopniu do codzienności.

„Nie żyjesz naszym życiem”

Gdy Hubert wraca z wyprawy, przez jakiś czas w domu jest wesoło. Hanka lubi słuchać śmiechu synka, kiedy bawi się razem z tatą. Hubert ma niesamowite pomysły na zabawy z Michałem. Nagle dom zapełnia się ludźmi, którzy oglądają slajdy i zdjęcia z gór. Małżonkowie wychodzą na kolacje, stęsknieni cieszą się seksem… Ale nagle czar pryska, na scenę życia wkracza codzienność. Psuje się pralka, dziecko zapada na kolejną tej jesieni anginę. I Hubert traci swoją kreatywność, luz i dobry humor, staje się złośliwy, rozdrażniony, smętny. Słyszy od żony: „Tak, zbudować z synkiem wieżę z klocków do samego sufitu to potrafisz, ale nie wiesz, na co ostatnio chorował. Nawet nie pamiętasz, że ma alergię na laktozę. Nie masz pojęcia, gdzie w domu jest mąka ani ile płacimy za czynsz. Orientujesz się tylko, gdzie są twoje zabawki”.

Skąd się bierze pasja Huberta?

J.J.: Poprzez fascynację górami Hubert może konsekwentnie bronić tego, co dla niego ważne, świadomie nie dawać się ograniczać. A może cały czas pozostaje dużym chłopcem, który umie podążać jedynie za swoimi marzeniami i ma trudność z byciem dorosłym? W takim wypadku wyjaśnieniem będzie jakiś defekt wyniesiony z domu rodzinnego. Przykładowo dla mężczyzny wychowanego przez nadopiekuńczych rodziców, który nie miał nigdy okazji zmierzyć się z życiem, wszystko, co wykracza poza postawę chłopca, jest przerażające. Mógł też w dzieciństwie być zmuszany do odpowiedzialności, np. jako starszy brat opiekujący się rodzeństwem. Dlatego w dorosłym życiu codzienne trudności straszą go przymusem, pojawia się reakcja zastałego buntu.

Aby odnaleźć się w tym konflikcie, trzeba pamiętać o zasadzie równowagi. Wartości, które rozdzielają Hankę i Huberta – codzienna odpowiedzialność i uskrzydlająca samorealizacja powinny w zharmonizowany sposób istnieć w życiu każdego z nich, nie zaś rozdzielać się na dwa przeciwstawne obozy. Konflikt między nimi może prowadzić do oddalenia. Mogą pojawić się takie uczucia jak zazdrość o zainteresowania, niezrozumienie, złość – szczególnie wtedy, gdy stoi za nimi poczucie odrzucenia. A także lęk przed rozstaniem.

Hanka musi poczuć się ważna

J.J.: Mówiąc: „nie jedź”, Hanka wysyłała Hubertowi komunikat: „pokaż mi, że jestem ważniejsza niż te góry”. Nie pomoże sama rezygnacja z wyjazdu, bo Hanka żyje z deficytem poczucia bycia ważną. Tak się dzieje, kiedy w odpowiednim czasie nie zostaliśmy w wystarczającym stopniu obdarzeni miłością, akceptacją. W tym przypadku oznacza to, że Hania musi wykonać porządną pracę nad sobą. Postawa Huberta może złagodzić trudne uczucia i jedynie pomóc rozwiązać sytuację.

Frustracja Hanki nie musi być wynikiem jej trudnej przeszłości, lecz teraźniejszych problemów, usprawiedliwionego poczucia zagrożenia. Hubert wysyła jej sprzeczne sygnały. Mówi, że jest ważna, natomiast zachowuje się w sposób, który wcale tego nie potwierdza. Dobrze by było, żeby Hubert zastanowił się, skąd wzięła się ta niespójność. Może mu coś w ich relacji przestało pasować? A może boryka się z problemem, który go przerasta i nie potrafiąc sobie z nim poradzić, ucieka w Himalaje?

Nasuwa się proste rozwiązanie: wspólna pasja. Ale to niekoniecznie musi zadziałać. Tu bardziej chodzi o rodzaj bycia. O to, czy kiedy przebywamy razem, to jesteśmy dla siebie ważni. I nie ma znaczenia, czy osiągamy ten stan jeżdżąc na nartach czy przygotowując wspólnie posiłek, siedząc razem na kanapie i rozmawiając czy nie mówiąc nic. Nieważne gdzie, ważne jak. A do tego nie potrzebujemy gór, tylko siebie.

Jak rozmawiać z partnerem o swoich pasjach?

To ćwiczenie pozwoli ci reagować na marzenia partnera, ale też wyrażać własne. Słuchając, nie omawiaj poszczególnych spraw z partnerem, ani ich nie komentuj. Ćwiczenie nie ma służyć udowadnianiu racji. Kiedy jedna strona skończy, zamieńcie się rolami.

Zapytaj partnera:

  • Dlaczego to marzenie jest dla ciebie ważne?
  • Jaki jego aspekt jest dla ciebie najważniejszy?
  • Dlaczego jest on tak ważny?
  • Czy wiąże się z tym jakaś historia? Jeśli tak, to jaka?
  • Czy coś w twoim życiu ma z nim związek?
  • Powiedz mi, co czujesz w związku z tym marzeniem.
  • Czy nie powiedziałeś mi jeszcze o jakichś uczuciach związanych z tym marzeniem?
  • Czego teraz pragniesz?
  • Jakie jest w tej chwili twoje największe marzenie?
  • Jakbyś się czuł, gdyby udało się je zrealizować?
  • Czy jest w nim jakiś głębszy zamysł lub cel?
  • Czy wiąże się ono z twoimi wierzeniami lub systemem wartości?
  • Czy obawiasz się tego, że ktoś odrzuci twoje marzenia? A może boisz się czegoś innego?

Gdy opowiecie sobie już o swoich marzeniach, sprawdźcie, do jakiego stopnia jesteście elastyczni, by wspomóc partnera w jego dążeniach.

Jaki poziom jesteś w stanie osiągnąć?

Poziom pierwszy: Szanuję twoje marzenia.
Poziom drugi: Szanuję twoje marzenia i chcę się więcej o nich dowiedzieć.
Poziom trzeci: Mogę do pewnego stopnia wspomagać cię w twoich dążeniach finansowo lub w inny sposób.
Poziom czwarty: Możemy do pewnego stopnia wspólnie realizować twoje marzenia.
Poziom piąty: Jestem gotowy. Zróbmy to razem.

Pamiętaj, że chodzi tu o kompromis, który często nie wydaje się idealny dla żadnej ze stron. Jednak, gdy oboje partnerzy coś dają z siebie, automatycznie otrzymują. W ćwiczeniu chodzi przede wszystkim o to, by mieć poczucie, że partner rozumie, szanuje i popiera nasze marzenia. To może uzdrowić konflikt o pasję.

Źródło: John M. Gottman, Julie Schwartz Gottman, Joan DeClaire, „10 sposobów, które pomogą naprawić nasze małżeństwo”, wyd. Media Rodzina.