1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Bohater czy maskotka – jakie role z dzieciństwa nieświadomie odgrywamy?

Bohater czy maskotka – jakie role z dzieciństwa nieświadomie odgrywamy?

Role, w których tkwimy od dziecka, przenoszą się później na wiele naszych zachowań (fot. iStock)
Role, w których tkwimy od dziecka, przenoszą się później na wiele naszych zachowań (fot. iStock)
Jeśli czujesz, że zawsze musisz być silna i nie umiesz prosić o pomoc, albo uważasz się za życiową niedorajdę, której nigdy nic się nie udaje, być może pora porzucić starą rolę. Tę, którą w dzieciństwie przydzielili ci rodzice.

Nie przypuszczałaś, że grasz jakąś rolę? Większość z nas gra. Obsadzili nas w nich rodzice. Zupełnie nieświadomie, z własnej bezradności, lokując w nas swoje niezrealizowane marzenia, lęki i frustracje. I choć jesteśmy już dorośli, być może jedno z rodziców albo obydwoje już nie żyją – tkwimy w swoich rolach, jak strażnik na warcie, bo, choć bywa trudno, ten scenariusz jest nam najlepiej znany, a przez to bezpieczny. Samo uświadomienie sobie, jaką rolę zwykle grasz w życiu – sprawi, że łatwiej zrozumiesz, dlaczego masz taką pracę, jaką masz, dlaczego wybrałaś na partnera akurat tego mężczyznę i co stoi na drodze do twojego szczęścia. Według Ewy Czarneckiej, terapeutki z Ośrodka Psychoterapii „Na Zawiszy”, najpopularniejsze role, w jakich obsadzają nas rodzice, to: Rodzinny Bohater, Kozioł Ofiarny, Rodzinna Maskotka i Niewidzialne Dziecko. Oto ich krótka charakterystyka:

Rodzinny Bohater

Magda trafiła do mnie miesiąc po śmierci ojca. Przyszła skierowana przez lekarza pierwszego kontaktu, który nie miał pomysłu, jak poradzić sobie z jej chronicznym przeziębieniem.

– Nie rozumiem, co wspólnego ma psycholog z katarem, ale może pani mi powie, co robię nie tak, że nie mogę wyjść z tej paskudnej infekcji – mówi Magda. – Nie mogę teraz chorować. Muszę zająć się mamą, bratem i bratową. Dla nich śmierć taty to prawdziwa tragedia.

– A dla pani? – pytam.

– Dla mnie też – patrzy na mnie zdziwiona. – Ale przecież ktoś musi to wszystko ogarnąć.

– Pani Magdo, pani choroba to wyraźny komunikat ciała, że musi pani odpocząć, zadbać o siebie, pozwolić, by teraz panią ktoś się zaopiekował – tłumaczę.

– Ale przeziębienie to przecież nie choroba – oburza się.

Magda jest klasycznym przykładem Rodzinnego Bohatera. To zwykle najstarsze dziecko albo jedynak. Odpowiedzialny, wzorowy uczeń. Nad wiek dorosły, nadmiernie przykładny, dziedzic rodu. Pomocnik w domowych sprawach i obowiązkach. Rodzic swoich rodziców. Chce być kimś i jest nieszczęśliwy, gdy tak się nie dzieje. Bardzo się stara, aby zasłużyć na uznanie, podziw, a tym samym – na miłość. Doskonale wyczuwa potrzeby innych, ale nie zna własnych lub je lekceważy. Bywa, że nie zakłada własnej rodziny, by nadal móc opiekować się rodzicami, rodzeństwem, ich dziećmi. Pozwala na obciążanie siebie po to, by innym było lżej. W ogóle nie zajmuje się sobą. Nie potrafi się bawić, odpocząć, zwolnić. Nie czuje zmęczenia, nie zauważa symptomów ciała, które alarmuje: „Zajmij się sobą”. Hamuje wyrażanie złości, sprzeciwu i niezgody na bycie źle traktowanym. Odpoczywa dopiero… w szpitalnym łóżku, chory na wrzody żołądka albo na serce. Nawet wtedy martwi się bardziej o innych niż o siebie. W końcu od dzieciństwa jest podporą dla bliskich, powodem do dumy.

Terapia Magdy nie będzie łatwa. Rezygnacja z roli Bohatera to dla niej rezygnacja z poczucia własnej wartości, przyznania sobie prawa do akceptacji, miłości, utrata dotychczasowego sensu życia. Czeka nas wiele miesięcy ciężkiej pracy, a przełomem będzie dzień, w którym Magda zaakceptuje swoją słabość, fakt, że ona czasami również potrzebuje opieki, pomocy. Zrozumie, że nie jest już dzieckiem, które musi spełniać oczekiwania rodziny, że ma prawo do swojego szczęścia, dbania o własne potrzeby, przyznania, że czegoś nie chce, nie może, nie potrafi.

Kozioł Ofiarny

To negatyw Rodzinnego Bohatera. Rolę tę obejmuje zwykle drugie lub środkowe dziecko w rodzinie. Kozioł Ofiarny – inaczej Buntownik, Outsider, Wyrzutek – nie jest w stanie konkurować ze starszym bratem lub siostrą, dorównać im doskonałością, siłą, odpowiedzialnością. Z tego powodu czuje się odsunięty i szuka wsparcia poza domem, często wśród rówieśników z tzw. marginesu społecznego. Buntowniczy, skłonny do zachowań destrukcyjnych, bezustannie czuje się winny. Wierzy, że to przez niego rodzina jest nieszczęśliwa; ojciec pije, a matka choruje. Bywa, że dla potwierdzenia owego przekonania sprawia poważne kłopoty wychowawcze: wagaruje, kradnie, zażywa narkotyki, pije, popada w konflikty z prawem. Pełni rolę rodzinnego odgromnika: wyraża gniew, agresję, wściekłość za innych członków rodziny. Bierze na siebie wszystkie ich grzechy i niepowodzenia. Wszyscy winią jego: „To przez ciebie ojciec jest taki nerwowy”. Największą karą, jaką wymierza rodzicom za brak miłości, jest „zepsucie” samego siebie.

Iza zgłosiła się na terapię z powodu depresji, na którą zachorowała po rozwodzie z mężem. Dzieci zostały z ojcem. Nastawiane przez niego przeciwko matce. Mąż walczył o podwyższenie alimentów. Kiedy zapytałam, czy próbowała dochodzić swoich praw, odpowiedziała: „Mąż ma rację, ja nie nadaję się na matkę”. Wiele sesji zajęło mi, by pokazać Izie, że w dorosłym życiu powiela rolę Kozła Ofiarnego, że w przypadku rozwodu rzadko wina leży po jednej stronie, że nie jest wcale złą matką. To nie sąd odebrał jej dzieci, ale mąż, który, tak jak kiedyś rodzice, wbijał jej do głowy: „To przez ciebie nam się nie udało”.

Rodzinna Maskotka

To zwykle najmłodsze dziecko w rodzinie, biegłe w skupianiu uwagi wszystkich na własnej osobie. Przymilne, urocze, błyskawicznie rozładowuje napięcia poprzez żart czy inny sposób „rozbrojenia” mamy i taty. Gra swoją rolę, nawet kiedy mu smutno albo się boi. Ma poczucie, że kiedy nie może komuś poprawić humoru, staje się niepotrzebna, jak porzucona przytulanka. Uśmiecha się, nawet gdy opowiada o czymś przykrym. Czuje się kimś tylko wtedy, gdy znajduje się w centrum uwagi. Maskotka pozornie beztroska, radosna i szczęśliwa, w głębi serca czuje się smutna i opuszczona. Choć pozornie uwielbiana przez rodzinę, rzadko traktowana jest poważnie. Kiedy dorasta, rodzina ma pretensje, że jest taka niedojrzała.

Kasia zgłosiła się do mnie po pomoc, gdy od ponad roku nie była w stanie zakończyć pisania pracy magisterskiej. Choć od dawna miała swoje mieszkanie, codziennie jeździła do domu rodziców, by tam, w swoim pokoju, przy szeroko otwartych drzwiach ślęczeć nad laptopem. Kiedy zapytałam ją, dlaczego jeździ pisać pracę do rodziców, odpowiedziała, że oni motywują ją do pracy. Kiedy spytałam, jak to robią, odpowiedziała: – Mama chodzi na palcach i ucisza tatę, a on mruczy pod nosem: „Przecież ona i tak tego nie skończy. Będzie wieczną studentką”. Najtrudniejszym etapem terapii było ustalenie, czy Kasia rzeczywiście chce dorosnąć. Profity z bycia Maskotką są całkiem spore, a dorosłe życie wymaga odpowiedzialności, zadbania o siebie, konieczności podjęcia pracy.

Niewidzialne Dziecko

Monika od lat boryka się z nadwagą. Na pierwszej sesji sprawiała wrażenie nieobecnej, duchem i ciałem. Siadła na brzegu krzesła i pozostała w tej pozycji do końca spotkania, choć widziałam, że jest jej niewygodnie. Mówiła cicho, czerwieniąc się co chwila na twarzy. Szybko okazało się, że Monika przyszła do mnie niechętnie, za namową męża. Sama nie czuła, by jej nadwaga stanowiła jakikolwiek problem. Dla niej jest jak tarcza ochronna, za którą może zniknąć. Tak jak w dzieciństwie.

Monika gra rolę Niewidzialnego Dziecka. To często najmłodsze dziecko w rodzinie. Aniołek, niesprawiający kłopotów. Nigdy niczego nie chce, o nic nie prosi. Izoluje się, przed awanturami ucieka w swój wymyślony świat (fantazje, książki, muzykę). W kontaktach z ludźmi Dziecko jest wycofane, nieśmiałe, źle radzi sobie w grupie. Zwykle ucieka od trudnych sytuacji, zamyka oczy i udaje, że nie ma problemu, że nic się nie stało. Czuje się bezwartościowe, niegodne uwagi, samotne. Nieprzystosowane do realnego życia, zagubione i zdezorientowane. Czasami wolałoby, żeby naprawdę go nie było, bo czuje, że wtedy jego rodzina byłaby bardziej szczęśliwa.

Jak pracować z rolami?

1. Przypomnij sobie rodzinne opowieści, popytaj krewnych, jakim byłaś dzieckiem. Pooglądaj zdjęcia z dzieciństwa. Podpytaj bliskich o różne sytuacje, które szczególnie zapamiętali. Dowiedz się, jak reagowałaś w trudnych momentach, jak okazywałaś radość, złość itp.

2. Na podstawie zebranych informacji stwórz portret psychologiczny siebie jako małej dziewczynki.

3. Przeanalizuj swoje zachowania w dorosłym życiu. Które z nich pasują idealnie do twojego portretu z dzieciństwa? Może nadal jesteś nieśmiała albo uległa? Może przez całe życie tkwisz w roli silnej kobiety i boisz się okazać słabość?

4. Zachowania, które przeszkadzają ci w codziennym życiu, a wynikają z roli przydzielonej ci przez rodziców, możesz zmienić. Jednym ze sposobów jest wypróbowywanie, na początku trochę na siłę, zachowań z przeciwległego bieguna tych typowych dla twojej roli, np. w miejsce siły – okazywanie słabości, proszenie o pomoc.

5. Na początku swoje nowe zachowania wprowadzaj w obecności ludzi, którzy nie znają cię dobrze albo nie są dla ciebie tak bardzo ważni jak rodzina czy przyjaciele.

6. W rodzinie, zwłaszcza pochodzenia, prezentuj siebie w nowym wydaniu powoli i licz się z tym, że to nie będzie wcale łatwe. Być może dla mamy czy taty na zawsze pozostaniesz Maskotką czy Rodzinnym Bohaterem. Ważne, że ty sama już nie chcesz nimi być.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Pieczone placuszki owsiane w wersji dla najmłodszych – wypróbuj smakowity przepis z wykorzystaniem kaszki!

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Okres urozmaicania diety jest wyjątkowy pod wieloma względami. Poznawanie nieznanych dotąd smaków, zapachów i rozwijanie zmysłu dotyku z miesiąca na miesiąc otwiera malucha na kolejne doświadczenia związane z jedzeniem. Podawanie kaszek zbożowych to świetna okazja do próbowania przez dziecko posiłków w różnorodnych odsłonach. Odkryj smakowity przepis na placuszki owsiane, które z pewnością zainteresują niejednego małego smakosza!

Urozmaicone i wartościowe posiłki to bardzo ważny element prawidłowo zbilansowanego jadłospisu już w okresie niemowlęcym. Różnorodność w miseczce czy na talerzyku zachęca malucha do próbowania nowych smaków, a co za tym idzie – buduje fundament prawidłowych nawyków żywieniowych w przyszłości.

Kaszki to delikatne zbożowe posiłki, które wspierają rodziców podczas wprowadzania nowości do diety dziecka.

Kaszki przeznaczone dla najmłodszych – czyli te ze wskazaniem wieku na opakowaniu – zawierają różnorodne zboża, których każda ich partia przechodzi nawet kilkaset testów jakości i bezpieczeństwa. Ich wartość odżywcza jest zgodna z wymaganiami prawa, dzięki czemu niemowlęta i małe dzieci otrzymują posiłek dostosowany do ich potrzeb na różnych etapach rozwoju.

Przykładem produktów zbożowych odpowiednich dla najmłodszych są kaszki BoboVita Porcja Zbóż. Poza tym, że stanowią dobry wybór, zawierają nawet 7 rodzajów starannie wyselekcjonowanych różnorodnych zbóż. Charakteryzuje je 0 % dodatku cukru*, a także zgodnie z przepisami prawa dla tej kategorii produktów 0 % konserwantów**, 0 % barwników** i 0 % wzmacniaczy smaku**. To wartościowe propozycje, które świetnie urozmaicą jadłospis niemowlęcia – czy wiesz, że sprawdzą się także w nietypowym wydaniu?

Pieczone placuszki owsiane z twarożkiem i bananem dla niemowląt po 8. miesiącu życia

Do przygotowania ok. 10 sztuk placuszków potrzebne będą:

Piekarnik nagrzej do ok. 180 stopni Celsjusza. W misce wymieszaj kaszkę z sodą. W oddzielnym naczyniu połącz za pomocą miksera lub blendera masło, przecier owocowy, jajo oraz twarożek. Masę przełóż do miski z suchymi składnikami i wymieszaj do uzyskania zwartej i jednolitej konsystencji. Z całości uformuj ok. 10 kulek i umieść je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Każdą kulkę delikatnie spłaszcz. Przygotowane placuszki piecz ok. 20 minut, aż do momentu delikatnego zrumienienia. Gotowe!

*Zawierają naturalnie występujące cukry, pochodzące ze zbóż, owoców i mleka.

**Zgodnie z przepisami prawa kaszki dla niemowląt i małych dzieci nie mogą zawierać konserwantów, barwników i wzmacniaczy smaku.

Ważne informacje: Zaleca się kontynuację karmienia piersią podczas wprowadzania pokarmów uzupełniających. Karmienie piersią powinno trwać tak długo, jak jest to pożądane przez matkę i dziecko. Karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka.

  1. Psychologia

Jak wychować jedynaka?

To, jaki jedynak będzie jako dorosły, zależy od jego indywidualnych cech, a przede wszystkim od tego, czy rodzice mądrze i rozważnie pokierują jego rozwojem. (Fot. iStock)
To, jaki jedynak będzie jako dorosły, zależy od jego indywidualnych cech, a przede wszystkim od tego, czy rodzice mądrze i rozważnie pokierują jego rozwojem. (Fot. iStock)
Nie trzymaj go pod kloszem, zadbaj o kontakt z rówieśnikami i daj prawo do popełniania błędów.

Tata trzyletniego Karola: – Długo czekaliśmy na synka. Od kiedy się urodził, jesteśmy przeszczęśliwi. Jedno tylko nam tę wielką radość mąci – że nie będzie miał rodzeństwa. Chuchamy na niego i dmuchamy, ale staramy się też uczyć współpracy z innymi dziećmi, dzielenia się zabawkami, co – przyznam – jest bardzo trudne, bo w domu ma przecież wszystko dla siebie. Choć wcześniej nie planowaliśmy posyłać synka do przedszkola, bo jest chorowity, teraz poważnie się nad tym zastanawiam. Uważam, że w przedszkolu mógłby się uspołecznić, nauczyć współpracy z dziećmi. Moim zdaniem, dom mu tego nie zapewni. Żona uważa jednak, że tego wszystkiego możemy go sami nauczyć.

Mama i tata na wyłączność

Coraz więcej rodzin w Polsce ma – z różnych powodów – tylko jedno dziecko. Możemy wręcz mówić o pokoleniu jedynaków. I choć wydawałoby się, że wychować jedno dziecko jest łatwiej niż dwoje czy troje, to rzeczywistość pokazuje, że sprawa jest bardziej skomplikowana, a problem – jak zwykle – tkwi w rodzicach, a konkretnie w ich dobrych chęciach.

Być jedynakiem to znaczy dostawać w rodzinie wszystko, co najlepsze. Także większą niż dzieci z rodzin wielodzietnych możliwość rozwijania swoich pasji i talentów. Rodzice mogą zapewnić jedynakowi to, czego potrzebuje. Dzięki temu ma lepszy start w dorosłe życie. Posiada też na wyłączność ich miłość, uwagę i czas. Ponieważ częściej przebywa z rodzicami, szybciej zdobywa wiedzę o świecie, ma lepszy kontakt z dorosłymi i jest odważniejszy. A to z kolei wpływa na szybsze dojrzewanie intelektualne, co wprawdzie nie zawsze znaczy także społeczne i uczuciowe. Niby wszystko pięknie, ale sytuacja bycia jedynakiem ma również pewne wady.

Zagrożenia

Rodzice mają wobec jedynaka wielkie oczekiwania. Dają mu bardzo wiele, ale także dużo od niego wymagają, co sprawia, że dziecko żyje w ciągłym stresie i ogromnej odpowiedzialności – nie tylko za siebie, ale też za rodziców, za ich samopoczucie, a na starość – za opiekę nad nimi, której nie ma z kim dzielić. Bez rodzeństwa trudniej także poznać samego siebie. Jedynak skupia się na sobie, a to często prowadzi do egocentryzmu. Dziecko, które nie musi z nikim dzielić się tym, co ma, wokół którego wszystko się kręci, może mieć w przyszłości  problem z poświęcaniem uwagi innym, a nawet wyrosnąć na narcyza lub przejawiać skłonność do zachowań aspołecznych.

Jedynacy mają też z reguły większe, niż dzieci wychowujące się z rodzeństwem, problemy z rywalizacją i rozwiązywaniem konfliktów. Gorzej dostosowują się do reguł zarówno w zabawach, jak i pracy. Chcą grać pierwsze skrzypce w grupie, dlatego bywają odrzucani przez rówieśników. Zdarza się, że przyzwyczajeni do uprzywilejowanej pozycji w rodzinie, potrafiący wymóc na rodzicach respektowanie swojej woli, narzucają ją później rówieśnikom.

I jeszcze coś: o wiele trudniej przychodzi im oddzielenie emocjonalne od mamy i taty. Z jednej strony mają więc łatwiej niż dzieci z rodzin wielodzietnych, z drugiej – trudniej, zwłaszcza w sferze emocji: wiele z nich tłumią, ponieważ żyją w przekonaniu, że nie mogą wypaść z roli, jaką wyznaczyli im rodzice, oraz częściej doświadczają samotności.

Bez zbytniego lęku i nadziei

– Rodzice jedynaka są w sposób szczególny zainteresowani jego wychowaniem – mówi psycholog Aleksandra Godlewska. – Mają tylko jedno dziecko i pokładają w nim wszystkie swoje nadzieje. Jeśli rodzice kilkorga dzieci przeżywają jakiś kłopot, niepowodzenie czy zawód związany z jednym, mogą to sobie rekompensować satysfakcją i radością z zachowania pozostałych. Dla mamy i taty jedynaka każdy sukces jest stuprocentowy, a każde niepowodzenie – całkowite.

Chcąc dla dziecka jak najlepiej, nieświadomie popełniają wiele błędów, takich na przykład, jak:

  • „Chcesz – masz”. Skoro ukochane dziecko domaga się natychmiastowego spełnienia życzenia, dla świętego spokoju mu ulegają. 
  • „Daj, pomogę ci”. Roztaczają nad nim opiekuńczy parasol nawet wtedy, gdy samo mogłoby sobie poradzić.
  • „To mi się podoba, to nie”. Nieustannie je oceniają: krytykują albo chwalą, zachwycają się nim albo pouczają.
  • „Co zamierzasz zrobić z…?”. Ingerują w każdą sferę jego młodzieńczego życia.
  •  „Chcesz jedno – dostaniesz dwa”. Aby mu wynagrodzić to, że nie ma rodzeństwa, starają się dać mu w zamian jak najwięcej – bywa więc, że dziecko skrzętnie to wykorzystuje i manipuluje nimi.
  •  „Tylko nas troje”. Trzymają je pod kloszem, izolują od świata, a to powoduje, że ma mniejsze szanse na zetknięcie się z innymi wartościami i postawami niż te, które zna z domu.
  •  „Tak się o ciebie martwię”. Towarzyszy im permanentny lęk o dziecka: bezpieczeństwo, zdrowie, naukę, przyszłość… Mają ogromne trudności z emocjonalnym oddzieleniem się od niego. Rozstanie z synem czy córką, np. z powodu wyjazdu na wakacje, studia czy stworzenia z kimś związku – bywa, zwłaszcza dla matki, bardzo bolesne. Jak sobie i dziecku tego wszystkiego oszczędzić?

Więcej swobody

Jedynactwo nie musi bynajmniej stanowić przeszkody w relacjach dziecka z otoczeniem ani negatywnie wpływać na jego umiejętności społeczne. Pod warunkiem, że jego rodzice pogodzą się z myślą, że mają... więcej (!) obowiązków niż sąsiedzi z czwórką hałaśliwych latorośli.

Wychowanie jedynaka wymaga – wbrew pozorom – większych starań i zabiegów. Rodzeństwo zwykle samo, w sposób naturalny, często poza kontrolą dorosłych, uczy się współpracy i rozwiązywania konfliktów, czyli zdobywa bardzo ważną umiejętność życia w grupie. Jedynakowi także można stworzyć do tego warunki.

Na pewno jedno trzeba sobie powiedzieć: jedynak nie musi być skoncentrowany na sobie, nie ma prawa więcej oczekiwać niż dawać, nie musi wyrosnąć na człowieka zależnego. To, jaki będzie jako dorosły, zależy od jego indywidualnych cech, a przede wszystkim od tego, czy rodzice mądrze i rozważnie pokierują jego rozwojem. O co więc powinni zadbać?

Stopniowe oddalanie

Psycholog Marta Maruszczak uważa, że najważniejsze jest to, żeby rodzice zapewnili dziecku liczne i częste kontakty z rówieśnikami. I to już od najmłodszych lat – bez względu na częstotliwość kontaktów z dorosłymi. Relacje z rodzicami, ciociami, wujkami nie mogą wypełniać jedynakowi całego życia. To robienie na siłę z dziecka dorosłego. Ono ma prawo do dziecięcych zajęć, zabaw i zachowań.

Nie można też wyręczać go we wszystkich obowiązkach. Dziecko powinno mieć zadania do wypełnienia, ale nie musi ich wykonywać perfekcyjnie. Dobrze jest pozostawić mu trochę swobody i nie oczekiwać, że będzie nam ciągle we wszystkim towarzyszyć. Trzeba też przyznać mu prawo do popełniania błędów, do wyboru kolegów, zainteresowań oraz sposobu spędzania wolnego czasu.

Marta Maruszczak apeluje do rodziców jedynaków: – Nie dopuście, żeby dziecko było dla was całym światem. Dbajcie o inne sfery swojego życia, rozwijajcie własne pasje, tak by wypełnić czas, gdy maluch się usamodzielni. Nie należy podtrzymywać relacji zależności za wszelką cenę. Dla dobra i emocjonalnego zdrowia dziecka, pozwólcie mu się stopniowo od siebie oddalać.

Warto przeczytać:

Kümpel, „Jedynak”, Wydawnictwo Lekarskie PZWL 2004, Pitkeathley, D. Emerson, „Jedynacy”, Czarna Owca 2007, Encyklopedia „Rodzice i dzieci”, Wydawnictwo Park 2002, Kasten, „Rodzeństwo. Ideały, rywale, powiernicy, Springer PWN 1997. 

  1. Psychologia

Zabawy z dziećmi angażujące zmysły

Świetną zabawą rozwijającą zmysły malców będzie malowanie rączkami. Konsystencja farby i nanoszenie jej na kartkę czy płótno to cała gama doznań. (Fot. iStock)
Świetną zabawą rozwijającą zmysły malców będzie malowanie rączkami. Konsystencja farby i nanoszenie jej na kartkę czy płótno to cała gama doznań. (Fot. iStock)
Dzieci uwielbiają być dotykane, głaskane, tulone. Ba! Nie tylko one! Wszyscy jesteśmy istotami zmysłowymi i poznajemy świat poprzez smak, dotyk, słuch i węch. Zmysły informują, pobudzają, ostrzegają. Jak je rozwijać od najmłodszych lat? Oto kilka propozycji zabaw.

Zabawy, które angażują zmysły malucha, pozwalają mu na rozwijanie wyobraźni. Sprzyjają też rozwojowi mowy, logicznego myślenia i sprawności ruchowej. W ekstremalnych przypadkach mogą być nawet formą terapii. Gdy dotykamy, smakujemy czy słuchamy, dokonujemy pewnej selekcji wrażeń, zbieramy informacje o danym przedmiocie lub zjawisku, interpretujemy je i na tej podstawie budujemy sobie ich obraz. Dla dziecka, w jego procesie poznawczym, to niezwykle ważny etap rozwoju.

Weźmy na początek zabawy, które nie wymagają dużych nakładów finansowych i szukania w sklepach specjalnych zestawów edukacyjnych. Możecie na plecach lub nóżkach malucha rysować palcem rozmaite kształty i bawić się w ich odgadywanie. Innym razem rozłóżcie na podłodze przedmioty, które macie pod ręką: może to być gazeta, kawałek tkaniny, gąbka, folia, dywanik i mata łazienkowa z wypustkami. Poproście malca, żeby przeszedł się tą nietypową ścieżką i spróbował opisać, po czym właśnie wędruje. Jeśli Wasze dzieci nie mówią jeszcze zbyt dobrze, nic nie szkodzi. W tej zabawie chodzi przede wszystkim o doznania. Jeśli macie duży pojemnik, powrzucajcie do niego przedmioty o różnym kształcie, innej fakturze, twardości i temperaturze. Zachęćcie dziecko, żeby wyciągało je po kolei i opisywało. Uważnie obserwujcie młodsze maluchy − ich mina zdradzi Wam, czy zainteresowały się przedmiotem, czy wyczuwają różnice lub czy jakiś przedmiot zaskoczył ich swoimi właściwościami. Takie ćwiczenia rozwijają sprawność manualną.

Na pewno świetną zabawą będzie też dla malców malowanie rączkami. Konsystencja farby i nanoszenie jej na kartkę czy płótno to cała gama doznań. Jeżeli jesteście fanami muzyki, a Wasze dziecko wyraźnie pobudza się, gdy usłyszy jakieś dźwięki, włączcie mu fragmenty utworów o różnym tempie i dajcie do ręki kredki lub pędzel z farbami. Poproście, by spróbowało namalować to, co słyszy. Poćwiczycie z nim wtedy percepcję wzrokowo-słuchowo-ruchową.

Robi się już coraz cieplej, więc niedługo będziecie mogli wzbogacać te wrażenia sensoryczne podczas zabaw w piasku, wodzie i na trawie. Jeżeli jesteście zbyt zmęczeni, żeby pójść na spacer, ale lubicie gotować, zaproście malca do swojego królestwa i pobawicie się w poznawanie różnych smaków. Taka dawka doznań smakowo-zapachowych dostarczy malcowi wiele cennych informacji i wzbogaci jego doświadczenie.

W niektórych sklepach traficie również na gry nawiązujące do zmysłów, np. węchu lub słuchu. Chociażby w grze edukacyjnej o powonieniu znajdziemy pojemniczki z zapachami, a do tego żetony z obrazkami, które trzeba przyporządkować konkretnemu zapachowi. Z kolei w skład gry z dźwiękami w roli głównej wchodzą muzyczne plansze, obrazki i płyta z różnymi dźwiękami, a maluchy muszą odgadnąć ich źródło i wskazać je na właściwym obrazku. Możliwości jest wiele. Najważniejsze to pokazać dzieciom różnorodność zmysłowego świata, by chciały czerpać z jego bogactwa w dorosłym życiu.

  1. Psychologia

Ratujmy dzieci w pandemii – 10 propozycji do wprowadzenia od zaraz

Ograniczenia związane z pandemią nasilają ryzyko depresji u najmłodszych. Warto więc pomóc zachować dzieciom radość dzieciństwa. (Fot. iStock)
Ograniczenia związane z pandemią nasilają ryzyko depresji u najmłodszych. Warto więc pomóc zachować dzieciom radość dzieciństwa. (Fot. iStock)
Co dzieci zapamiętają z minionego roku? Gry na komputerze, lekcje online, rozdrażnionych dorosłych... Dziś już wiemy, że pandemia nie skończy się z nadejściem wiosny, a związane z nią ograniczenia nasilają ryzyko depresji u najmłodszych. Pedagożka Ewa Nowak proponuje – by zamiast liczyć, że to tylko tymczasowe – wprowadzać zmiany, które pomogą zachować radość dzieciństwa.

Usłyszałam od sąsiadki, że co drugie dziecko cierpi teraz na obniżenie nastroju, więc to jest już norma. Protestuję i nie przyjmuję tego do wiadomości, bo to, że z powodu covidowych restrykcji nasi najmłodsi mają obniżony nastrój, nie znaczy, że wszystko jest w porządku albo że „po pandemii jakoś się ułoży”. Czyli kiedy? Tego nie wie nikt... Zatem może lepiej przyjąć postawę „pandemia będzie już zawsze”, bo dopóki rodzice będą traktować dzisiejszą sytuację jak stan przejściowy, dopóty nie zatroszczą się o swoje dziecko jak trzeba. Wbrew pozorom taka zmiana może zmotywować i wyzwolić kreatywność. Od czego zacząć? Oto 10 propozycji do wprowadzenia od zaraz:

1. W zdrowym ciele zdrowy duch

Ponieważ ciało zawsze reaguje na nasz stan psychiczny, użyjmy tej korelacji w odwrotną stronę: wybiegane, zmęczone, wykrzyczane i dotlenione dziecko to element prewencji dziecięcej depresji. Także otyłości, zwłaszcza że słychać w mediach, że zaczęła się plaga i że jest to związane z obniżeniem nastroju. Nie pokuszę się tu o wyliczanie zasad zdrowego żywienia, ale pamiętajmy, że otyłość zaczyna się w sklepie. Zatem embargo na niezdrowe, wysokokaloryczne zakupy – to najważniejszy postulat w temacie zdrowia psychicznego uwięzionych w domach malców. Drugi to ruch, ale nie pozorowany, tylko prawdziwy, żeby dziecko każdego dnia się spociło.

Kolejne zdrowotne zalecenie to troska o wzrok, bo dzieci spędzają dziś większość dnia przed komputerem, laptopem, smartfonem... W jednej pozycji, z oczami pozbawionymi naturalnej ruchliwości źrenic. A wśród pięciu zmysłów kluczową rolę odgrywa wzrok, dosłownie wchłaniamy świat oczami, bo bodźce wizualne trafiają bardzo szybko do mózgu. Zatem pamiętajmy, żeby zabawa i przerwa od nauki wiązała się także z wytchnieniem dla oczu.

2. Dobra atmosfera

Wygłupy, łaskotki, udawanie potwora, naśladowanie głosów, dziwaczne zachowania, przekręcanie słów – to wszystko wprowadza w domu luz. Wygłupiajcie się. Chichoczcie, śmiejcie się wymuszonym opętańczym śmiechem, naśladujcie głosy zwierząt w nieoczekiwanych momentach. Jeszcze na studiach uczono mnie, że poza zaspokojonym głodem i poczuciem bezpieczeństwa do udanego dzieciństwa potrzeba wesołych i uśmiechniętych rodziców. A uśmiechać możemy się przecież bez ograniczeń.

3. Poczucie bliskości fizycznej

Atmosfera psychozy związanej z pedofilią odbija się na dzieciach. Boimy się je dotykać, tymczasem kontakt fizyczny – gilgotki, mocowanie się na ręce, tarzanie, nauka chodzenia na rękach, leżenie przed telewizorem i dotykanie się stopami – jest jak witamina. Także dla udającego, że tego nie potrzebuje dziesięciolatka. Małe dziecko możesz poprosić, żeby zrobiło ci masaż deptany – niech połazi po twoich plecach. To bezpieczna, dająca ogromną frajdę zabawa (tylko musisz leżeć na twardym podłożu, czyli łóżko ani kanapa nie wchodzą w grę).

4. Nowe doświadczenia

Magia czynności, którą wykonujesz po raz pierwszy, jest wielka! Jak ugotować jajko na miękko? Jak obrać ziemniaki? Jak nawodnić storczyki? Jak przetkać zlew? Jak wymienić baterie w pilocie? Na każdym kroku pozwalaj, żeby dziecko zrobiło coś pierwszy raz i to całkiem samodzielnie. Przypomnij sobie, w jakiej euforii jest człowiek, który minutę temu czegoś nie umiał.

5. Czytanie

Statystyki wskazują, że w Polsce dzieci czytają do 10. roku życia, czyli do czasu, gdy czytają im na głos rodzice. Nie dziwię się, gdyż wielu rodziców każe czytać samodzielnie dzieciom w wieku wczesnoszkolnym, kiedy one chcą już zanurzyć się w skomplikowane historie, a same nie są jeszcze w stanie ich czytać. Dlatego czytaj na głos, nawet jeśli słucha cię nastolatek! I nie proponuj, że zrobicie to na zmianę, bo wtedy dziecko będzie tylko w stresie czekać na swoją kolej. I nici z relaksu!

6. Wszyscy razem

Wiele metod wychowawczych podkreśla znaczenie angażowania całej rodziny w obowiązki domowe. Jednak nie chodzi tu o to, by wdrożyć córkę czy syna do sprzątania domu po remoncie ani sprawdzać testem białej rękawiczki, czy na pewno dobrze wytarli góry szafek kuchennych. Zamiast nakazywać, poproś o pomoc – dzieci cierpią psychicznie z powodu nudy, niedostatków różnorodnych bodźców, braku kontaktu z rówieśnikami i tego, że czują się bezużyteczne. Zatem wyznacz coś stosownego do wieku i środowiska waszej rodziny, np. „masz jakiś pomysł, jak zmieścić wszystkie zakupy w lodówce?”. I powstrzymaj się wtedy od komenderowania, poganiania czy wyrażania niezadowolenia.

Nie samymi obowiązkami człowiek żyje, więc warto dzielić i przyjemności. Czy gracie w planszówki? A może śpiewacie razem? Śpiew usprawnia przeponę, reguluje ciśnienie krwi, rozładowuje napięcie, poprawia pracę mózgu i sprawia frajdę. Można się bezkarnie wykrzyczeć, zmęczyć, odreagować. A śpiewy na całe gardło dzieci będą pamiętać zawsze.

7. Zapiski z czasów pandemii

Izolacja, dni spędzane w domu, kino i kościół online sprawiają, że tygodnie zlewają się, a to nie wpływa dobrze na nikogo. Pokaż dziecku, jak je odróżnić. Na przykład prowadźcie kalendarz, w którym każdy będzie codziennie wpisywać lub rysować jedną rzecz wyróżniającą ten dzień.

8. Spotkania w realu

Jeśli jedziesz do dziadków z zakupami, do biblioteki, żeby wymienić książki czy nawet po odbiór przesyłki do paczkomatu – weź dzieci ze sobą. Niech zobaczą dziadków, nawet tylko z daleka, niech porozmawiają z innymi ludźmi nawet na odległość. Nie wtrącaj się do tej rozmowy, niech dziecko wie, że poza rodzicami są na świecie inni dorośli. Tobie może się to wydawać nieprawdopodobne, ale dziś sporo dzieci martwi się przyszłością i tym, że nie będą miały na kogo liczyć.

9. Pochwały

To uniwersalna witamina wzrostowa, skądinąd równie skuteczna w przypadku dorosłych. Każde zachowanie da się pochwalić, nie bój się rozpieszczać dzieci. Nie wiem, czy to powiedział Janusz Korczak, czy profesor Ewa Tomasik, moja wykładowczyni na studiach, ale pamiętam do dziś: „Dzieci, które najbardziej potrzebują pochwał, to te, które najmniej na nie zasługują”. Zwłaszcza że ich niegrzeczne zachowanie może być reakcją na problemy z rówieśnikami, bo to, że dzieci mało widują się w realu, nie znaczy, że konflikty koleżeńskie przestają istnieć. Powodów może być wiele: źle działający Internet, brak słuchawek. Do tego dochodzi wyśmiewanie w mediach społecznościowych, nagrywanie. Rozmawiaj o tym, gdy tylko dziecko poruszy ten temat.

10. Zwierzak w domu

Kontakt z innym gatunkiem rozwija u dzieci empatię, daje poczucie sensu, bycie potrzebnym, zapobiega nudzie. A jeśli będzie to pies, to będą i kontakty społeczne, bo trzeba z nim wychodzić.

Ewa Nowak, pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży; najnowsza nosi tytuł „Orkan. Depresja”.

  1. Psychologia

Jak pomóc dzieciom uczyć się w czasie pandemii?

Doświadczenie rodziców w pracy online może się teraz przydać dzieciom. (Fot. iStock)
Doświadczenie rodziców w pracy online może się teraz przydać dzieciom. (Fot. iStock)
Szkoła on-line oznacza nie tylko problemy z realizacją programu, ale i zakłócenie rozwoju społecznego oraz nauki samodzielności dzieci. Jak można im pomóc? Na pytania Ewy Nowak odpowiada psycholożka Ewa Narkiewicz-Nejno.

Dzieci nie tracą lekcji, ale przecież szkoła to nie tylko nauka. Co tracą uczniowie, zwłaszcza najmłodsi, na tym, że edukacja przenosi się do Internetu?
W szkole dzieci uczą się życia. Przede wszystkim się bawią, zdobywają wiedzę społeczną i rozwijają umiejętności niezbędne w dorosłym życiu. Człowiek to istota stadna – musi się nauczyć funkcjonowania w społeczeństwie, czyli wśród koleżanek i kolegów.

Czy rodzice mogą w jakiś sposób ukształtować ten obraz, na przykład opowiadając o swoich doświadczeniach szkolnych czy nawet bawiąc się z małymi dziećmi w szkołę?
Opowiadanie o szkolnych czasach rodziców przede wszystkim na pewno buduje więź, więc rodzic będzie w przyszłości wyczulony na kłopoty, a to już dużo.

Co możemy zrobić, żeby dzieci podczas zdalnych lekcji nie oglądały filmików i nie grały z kolegami w gry na telefonie?
Dzieci będą to robić, bo kto z nas na dwudniowej konferencji nie odpisywał rodzinie na wiadomości lub nie szukał butów w sieci? Ale zwracajmy uwagę, że takie zachowanie jest niegrzeczne wobec nauczyciela i że traci się w ten sposób czas, bo nie skorzysta się z lekcji.

Do jakiego stopnia rodzice powinni pomagać dzieciom w nauce? Niektórzy wręcz odrabiają za nie lekcje...
Dziecko samo powinno być odpowiedzialne za swoje sprawy, w tym za odrabianie lekcji. Praca domowa ma służyć rozwijaniu jego samodzielności i poczucia odpowiedzialności. Jednak gdy dziecko ma wyraźny zespół wypalenia: jest zmęczone, znudzone, zblazowane – pomóżmy mu, np. uatrakcyjniając polecenia. Zamieńmy typowe zadanie z treścią z matematyki na historię Supermana, a czytanie podręcznika do historii na wspólne obejrzenie filmu dokumentalnego.

Czy są inne zagrożenia wynikające z pandemii, o których rodzice powinni pamięta?
Oczywiście. W Polsce dzieci z uboższych rodzin miały zapewniony w szkole co najmniej jeden ciepły posiłek, który teraz straciły. Zaczniemy mieć problem z realnym niedożywieniem dzieci, co wpłynie na ich rozwój fizyczny. Inny problem to taki, że wiele dzieci już zostało wykluczonych z powodu braku wystarczającej liczby komputerów w domu albo wręcz Internetu. Rozejrzyjmy się, czy kolega córki lub syna, który wcześniej często u nas przesiadywał, ma się dobrze, czy nie jest uwięziony z uzależnionym tatą w mieszkaniu. W czasie pandemii tym bardziej pamiętajmy nie tylko o swoich dzieciach.

Ewa Narkiewicz-Nejno, psycholog kliniczny, jej program „Zrób coś z tym dzieckiem” od kwietnia na antenie TVN Style.