1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Klucz do sukcesu? - Znajdź wzorzec postępowania zgodny z twoimi wartościami

Klucz do sukcesu? - Znajdź wzorzec postępowania zgodny z twoimi wartościami

Mamy zwykle swój własny sposób widzenia rzeczywistości - własny paradygmat. Dlatego sposobem na zmianę może być ustalenie takiego paradygmatu, za którym będziemy chętnie podążać. (fot. iStock)
Mamy zwykle swój własny sposób widzenia rzeczywistości - własny paradygmat. Dlatego sposobem na zmianę może być ustalenie takiego paradygmatu, za którym będziemy chętnie podążać. (fot. iStock)
Jeśli zdarza ci się nie realizować celów, które sobie wyznaczyłaś i powracać do złych nawyków – zapraszamy do treningu. Chcesz zostać panią swojego życia? Krok pierwszy: zmień paradygmat.

Gdy Joanna spotkała dawno niewidzianą koleżankę, która w szkole nie znosiła sportu i ciągle walczyła z nadwagą, przeżyła prawdziwy szok. Okazało się, że Kaśka została instruktorką fitness i wcieliła w życie zasady zdrowego żywienia, dzięki czemu schudła 15 kilogramów i zaczęła wprost emanować pozytywną energią! W dodatku jest niezależną finansowo kobietą, chociaż zawsze tonęła w długach. „Jak tego dokonałaś?” – spytała Joanna, od razu zakładając, że taka zmiana musiała wymagać sporego wysiłku.

Fundamentalne życiowe zmiany oczywiście mogą być wynikiem wielu działań: rzetelnej, ciężkiej pracy nad sobą, powolnej zmiany nawyków, setek godzin spędzonych w siłowni, drogiej psychoterapii, ukończenia wielu kursów lub… wyciągnięcia wniosków z dotychczas powtarzanych błędów. Jak ciężko jest wcielać w życie nowe postanowienia, wiedzą szczególnie dobrze osoby, które przeszły wiele nieskutecznych prób zmiany. Wyznaczanie celów, robienie szczegółowych planów, szukanie kolejnych metod i skrupulatne ocenianie postępów jest bardzo wyczerpujące. Zazwyczaj, jeśli nie przynosi to spodziewanych efektów, przychodzi moment rezygnacji, kiedy brakuje już sił na podjęcie decyzji o kolejnej próbie rozpoczęcia pracy nad sobą. Niewątpliwie niepowodzenia podkopują wiarę we własne możliwości. Kończą się wtedy rezerwy psychiczne i zapał, by po raz kolejny mierzyć się z tym samym wrogiem. Potrzeba wtedy nie dobrego planu czy systemu wysokiej motywacji, ale czegoś, co zadziała natychmiast. Czy jest to możliwe? Owszem – pora po prostu zmienić dotychczasowy paradygmat.

Paradygmat to soczewka, styl widzenia. Patrzenie nie „tu i teraz”, doraźne, ale odwoływanie się do wyższej zasady, zgodnej z szerszym widzeniem świata. To podejmowanie decyzji w zgodzie z twoimi głównymi postanowieniami. Głęboko indywidualnie i prawdziwie wybrany paradygmat jest najlepszą, skuteczną i trwałą motywacją. Co może być takim paradygmatem? Na przykład postanowienie: „Jeśli coś szkodzi mnie i moim bliskim, to tego nie robię” albo: „Zawsze daję z siebie wszystko, więc nie godzę się na powierzchowność i prowizorkę”. Oczywiście ty sama musisz ustalić, co jest twoim własnym paradygmatem. Paradygmaty innych, nawet jeśli ci się podobają, nie zadziałają, bo po prostu nie będą zgodne z tobą.

Jak to działa?

Magda zawsze miała problemy z nadwagą. Lubiła jeść, wieczorami zwykle zajadała problemy minionego dnia. Często powtarzała: „Nie umiem żyć bez słodyczy”. W drugim miesiącu ciąży okazało się, że ma cukrzycę ciążową. Aby urodzić zdrowe dziecko, musiała wyeliminować ze swojej diety wszelkie cukry proste. Czyli zrobić coś, co do tej pory wydawało jej się nieosiągalne. Ku zaskoczeniu wszystkich, okazało się, że była w stanie wykonać to praktycznie z dnia na dzień, i to bez większego problemu. Dobro córeczki stało się celem nadrzędnym.

Beata nigdy nie przepadała za domowymi porządkami. Nudziły ją i wydawały się bezcelowe – przecież i tak za parę dni bałagan zrobi się na nowo. Pewnego razu wpadła jej w ręce książka na temat życia według zasad feng shui i sprawiła, że kobieta zaczęła sprzątać z inną myślą. Nie, jak dotychczas – że mieszkanie świadczy o gospodyni, ale że porządkując przestrzeń, odgania problemy.

Masz w pracy koleżankę, która zawsze, niezależnie od aury, samopoczucia czy ilości spraw do załatwienia wygląda nienagannie? Jej paradygmatem najwidoczniej jest estetyka wyglądu. Myślisz w duchu: „Jak ona to robi? Ja bym tak nie potrafiła”. No cóż, wszystko zależy od tego, co przyjmiesz za swoją zasadę nadrzędną. Może dla niej perfekcyjny wygląd to wyraz szacunku do siebie i innych? Rozmaite paradygmaty determinują codzienne zachowania ludzi i sprawiają, że nawet wymagające wysiłku czynności wykonują z łatwością, bezproblemowo, w oczywisty sposób stawiając je w roli swoich najważniejszych priorytetów.

Wprowadź zmianę

Jeśli do tej pory nie udało ci się zrealizować celu, który od lat wypisujesz jako postanowienie noworoczne, to znaczy, że paradygmat, według którego działasz, zdezaktualizował się albo nigdy nie był prawdziwie twój. Być może przejęłaś go w procesie socjalizacji albo po prostu spodobał ci się jako ciekawa idea. Jeżeli naprawdę chcesz coś zmienić w swoim życiu, zacznij nie od strategii, czyli pomysłu, jak to zrobić, jakimi metodami, według jakiego planu, tylko od wzięcia pod lupę dotychczasowego paradygmatu, bo najwyraźniej się wyczerpał.

Przytoczone przykłady pokazują jasno: to nieprawda, że trudno się zmienić. Odchudzanie się, nauka, zmiana pracy, lepsze gospodarowanie pieniędzmi… – przedmiot zmian nie ma znaczenia. Gdy zmienia się paradygmat, w jednej chwili wszystko się zmienia – bez wysiłku, bez żadnych wyrzeczeń. Mając inne dane, inną wiedzę i hołdując innym zasadom, zaczynasz inaczej żyć. Jeśli wiesz, że jedzenie czegoś zrobi krzywdę twojemu dziecku lub tobie – nie jesz tego. Jeśli coś cię brzydzi, mierzi, narusza twoje życiowe zasady – nie godzisz się na to i nie jest to związane z żadnym wysiłkiem emocjonalnym. Paradygmat to potęga zmian. Choroba, dramat, tragedia, a także nowa miłość czy zauroczenie wcale nie są jedynymi skutecznymi okolicznościami przekształcenia dotychczasowego paradygmatu. Nowy możesz zwyczajnie wypracować. Na przykład wybierz dwa spośród noworocznych postanowień (wszystko jedno, czy ich realizację już zarzuciłaś, czy jeszcze resztkami sił walczysz). Pomyśl, jak do tej pory patrzyłaś na te zadania. Jaki był dotychczasowy mianownik twoich działań? Co tobą kierowało? Zmień te dane, bo jak widać, są zupełnie nieskuteczne.Weźmy takie postanowienie: „Będę czytać więcej książek”. Dotychczasowy argument: „bo inteligentni ludzie tak robią” zamień na świadomość, że każda przeczytana powieść przedłuży sprawność twojego mózgu i ochroni cię przed demencją starczą. Czytanie rozwinie także twoje tzw. miękkie umiejętności (soft skills), ponieważ sprawi, że np. łatwiej znajdziesz temat do rozmowy z koleżanką z pracy, z którą nie masz dobrego kontaktu.

Napisz teraz dwa wciąż niezrealizowane postanowienia i popracuj nad nowym osobistym i skutecznym paradygmatem.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Co zrobić, żeby polityka i religia nie zniszczyły naszego związku?

Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Socjologowie alarmują, że społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. Zdaniem dr Bartosza Zalewskiego z Uniwersytetu SWPS nie chodzi jednak o różnice poglądów, a wartości. Na czym powinniśmy się więc skupiać, poza ogólnie rozumianą miłością, by związek przetrwał?

Zapytam wprost: co trzyma ludzi przy sobie, gdy nagle okazuje się, że partnerzy zaczynają się bardzo różnić poglądami?
Pyta pani o poglądy, a tak naprawdę pyta pani, co spaja związek, gdy partnerzy mają odrębne wartości.

Zgadza się.
Mówiąc bardzo wprost, ludzi łączy chemia seksualna i wartości. Nie podobny temperament, nie cechy charakteru, hobby albo ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, ale wartości wyrażane na przykład tym, jak wychowują dzieci. Gdy na randce okazuje się, że dwie strony mają zupełnie inne wartości, to zwykle nie stworzą razem związku. Zwykle, bo są osoby, dla których polityka i religia bywają mało istotne, które twierdzą, że owszem, ludzie się kłócą o politykę, ale nie o to chodzi w życiu. Dlatego nie wykluczam, że możliwy jest związek pary, dla której wspólne wartości nie wyrażają się przez politykę czy religię, ale przez coś innego. Oni mówią, że polityka jest dla nich nieważna. Pewnie gdyby weszła im do domu, to zmieniliby zdanie, ale niektórym nigdy nie wchodzi. Choć dziś na terapiach rzeczywiście jest więcej tzw. małżeństw politycznych, czyli ludzi, którzy się intensywnie kłócą o sprawy polityczne czy religijne. Ale z punktu widzenia terapeuty to jest temat, a nie powód; wcześniej tematem, poprzez który wyrażały się ich trudności, byli na przykład rodzice jednej czy drugiej strony, a teraz jest to polityka albo religia.

A co, gdy nagle okazuje się, że u naszego partnera czy partnerki te wartości ewoluowały i teraz mamy inne zdanie w sprawie aborcji albo nauczania religii w szkołach?
Nic nie można z tym zrobić. Bo to nie są poglądy wynikające z racjonalnej dedukcji, tylko z emocji. Jeśli komuś zmieniają się poglądy, to zastanawiałbym się, dlaczego do tego doszło, bo po prostu ludziom wartości nagle się nie zmieniają. Zakładałbym, że coś musiało się wydarzyć albo coś przelało czarę. Myślę, że byłby to raczej efekt nasilenia czegoś... Może lęku albo gniewu?

Poproszę o przykład.
Przysłowiowy pan Kowalski najpierw nie miał wyraźnego stosunku do aborcji, ale nie był jej jakoś przychylny. I teraz deklaruje, że jest zdecydowanie przeciwko aborcji. Być może niewyostrzona część jego światopoglądu zaczęła się właśnie wyostrzać albo poczuł, że już nie musi się bać mówić o swoim stanowisku otwarcie. Może się zdarzyć, że ktoś nagle z popierającego równość płci zmienił się w dyskryminującego szowinistę. To rzadka sytuacja, dlatego najpierw musi dojść do jakiejś zmiany na poziomie emocjonalnym, a potem dopiero na poziomie wartości.

I co wówczas spaja takie pary? Partnerka musi być w szoku, gdy nagle widzi, że mieszka w domu z szowinistą.
Po pierwsze, mogą zauważać proces wyostrzania się poglądów i o tym dyskutować, ale nie sądzę, żeby taka racjonalna dyskusja mogła coś zmienić w jednej albo drugiej osobie. Za to pary mogą dojść do wniosku, że choć ich poglądy wyostrzają się w stronę przeciwnych biegunów, to inne wartości pozostają wspólne. Jeśli zmieniły się wszystkie wartości, to taki związek nie ma szans, ale zwykle obserwujemy zmianę jednej grupy wartości. I wtedy pary mogą podejść do tego tak: „Jestem bardziej konserwatywny, ale wiem, że żona by mnie z domu wyrzuciła, więc jej tych poglądów nie prezentuję”. Natomiast sytuacja polityczna może zachęcać do mówienia otwarcie i wtedy dochodzi do awantur, po których jedna strona się wycofuje. Wreszcie zastanawiają się, czy ich zmiana wartości to powód do rozwodu. Zapewniam panią, że jest nim dla niewielu par. I jeszcze jedna kwestia.

Jaka?
Jeśli ludzie mają bogate życie emocjonalne i seksualne, lubią wspólne przyjemności, jak seks, dobre jedzenie, spędzanie ze sobą czasu, swoje poczucie humoru i łączy ich wiele sensualnych doświadczeń – to wtedy mogą kłócić się o politykę, ale nie zagraża to ich związkowi, choć poziom satysfakcji z bycia razem może spaść. Jeśli ich poglądy są wyostrzone, bo sprowokowane aktualną sytuacją społeczną i polityczną, to mogą się kłócić, ale wiedzą, że mają inne swoje światy i tak naprawdę marzą, żeby to się uspokoiło. Bo trzeba pamiętać, że choć osoby o bardzo zdecydowanych poglądach tworzą związek z osobami o bardzo zdecydowanych poglądach, to nie znaczy, że ktoś z prawicy stworzy związek z osobą z lewicy. Raczej mówimy o związkach osób o poglądach umiarkowanych, ale wyostrzonych sytuacją polityczną, która prowokuje spór.

Znam pary o skrajnie różnych poglądach, które po prostu o tym nie rozmawiają.
Nierozmawianie o poglądach to kwestia techniki i decyzji. Tu warto zapytać, czy te różnice dotyczą tylko poglądów politycznych bądź religijnych, czy też spraw, które są centrum życia, na przykład wychowania dzieci. Bo jeśli w tych tematach są zgodni, to znaczy, że mają spójne wartości. A to kluczowe.

Jakie to mogą być kwestie oprócz wychowania dzieci?
Na przykład czy lubimy oszczędzać pieniądze na wspólne cele, czy wydawać je na „niszczący nasze życie” konsumpcjonizm? Czy wolimy siedzieć przed telewizorem i jeść czipsy, czy aktywnie spędzać czas i uprawiać sport, bo zdrowie jest dla nas ważne? Czy kobieta ma prawo poświęcić się karierze zawodowej? Podejrzewam, że te pary w tych sprawach są zgodne. A jeśli chodzi o poglądy niedotykające bezpośrednio ich życia, to klasyczna para się w nich różni. Pary, które mają odmienny światopogląd, często mówią, że są takie cechy charakteru żony czy męża, które lubią – że mąż czy żona w domu są fajni, zabawni, czuli. Natomiast w pracy zamieniają się w wojującą feministkę albo zarozumiałego konserwatystę, tyle że na szczęście obie strony tego nie widzą.

Ale to jest do pogodzenia? Czasy sprzyjają wyostrzaniu różnic i często przesłaniają te pozytywne cechy.
Pewnie są pary, którym te różnice coraz bardziej utrudniają funkcjonowanie. Ale jeśli na przykład mają trzynastolatka, który siedzi w domu i cierpi z powodu braku kontaktu z rówieśnikami, to oczywiście mogą się kłócić, czy to efekt polityki rządu, ale tym, na czym się skupią, będzie ratowanie tego dzieciaka.

A co z wartościami, jeśli mąż chce, żeby cała rodzina wzięła szczepionkę przeciw COVID-19, a żona jest przeciwna? To istotny konflikt wartości, dotyczy kwestii życia i śmierci.
Taki związek rzeczywiście nie tyle ma małe szanse przetrwania, co duży potencjał ranienia się. Bo to przecież nie jest kwestia: szczepić się czy nie? Raczej moment, kiedy z parą zaczynamy pracować na sesjach, jeśliby to była para, która chodzi na terapię. Bo gdy podczas takiej rozmowy słyszę, które z małżonków bardziej chce „zabić dzieci”, to przecież na kilometr widać, że to w ogóle nie chodzi o szczepionki.

Jak to?
Kwestia polityczna jest tu podbudowana trudami związanymi z tym, jak bardzo każda z tych osób jest obciążona. I wtedy bym się zastanawiał nad tym, jak te osoby umieją radzić sobie ze stresem, jak regulują emocje, czy cierpią na np. zaburzenia emocji lub osobowości. Do tego dochodzi aktualna sytuacja w rodzinie: ktoś stracił pracę, ktoś jest chory, a rzeczywistość pandemiczna przecież wyzwala także różne fobie. W związku z tym ludzie muszą znosić dużo więcej stresu i mają różne trudności w radzeniu sobie z obciążeniami emocjonalnymi. W rzeczywistości problem nie sprowadza się do szczepionek, ale do tego, jak bardzo ktoś jest przerażony światem, bo nasza reakcja wiąże się z ogólnym myśleniem o świecie, czyli czy to jest miejsce bezpieczne, czy przerażające.

Znajoma seksuolożka powiedziała mi ostatnio, że COVID-19 obnażył związki. Odsłonił pustkę niektórych, a te, które miały się dobrze przed pandemią i potrafiły sobie radzić, nadal sobie radzą.
Zgadzam się, że zamknięci w domach i pozbawieni możliwości choćby chwilowej ucieczki dużo więcej zobaczyliśmy w partnerach i partnerkach. Istnieje zjawisko tzw. współobecności bliskich przy obecności wirtualnej innych osób, takich jak współpracownicy, szefowie i podwładni czy klienci w pracy.  Dowiadujemy się o sobie więcej, na przykład jak druga osoba pracuje, czy markuje różne rzeczy. Nie ma od tego ucieczki. Poza tym partnerzy w związku mogą mieć różną regulację emocji: jedna osoba w stresie przywiera do drugiej, a ta druga właśnie potrzebuje osobności. Kiedyś się uzupełniali, a teraz te sprzeczne potrzeby się nasilają.

Ale czy to nie wpływa na tę sferę seksualną, która była czymś ważnym, stabilnym?
Badania prof. Zbigniewa Izdebskiego pt. „Seksualność w XXI wieku” pokazują wyraźnie, że większość par jest zadowolona zarówno ze swojego związku, jak i z seksu. Z kolei inne badania pokazały, że z napięciem radzi sobie źle około 30 proc. osób w społeczeństwie, a bardzo źle około 10 proc. U tych, co sobie dobrze radzą, napięcie nie wpływa na związek, bo mają wspólne wartości, czyli znowu bardzo wprost: on będzie z nią chodził na marsze kobiet i jednocześnie w domu będą mieli dobry seks. Z kolei w sytuacjach, gdy partnerka jest poruszona tymi marszami, a partner mówi, że nie wie, o co jej chodzi, to mnie jako psychologa interesuje dynamika związku. Ciekawi mnie, co się stało. Czy mężczyzna obawia się, że jego partnerka zwariowała i się zradykalizowała, i dlatego on też się radykalizuje, tylko w drugą stronę; czy o to, że ona jest wściekła z powodu sytuacji politycznej i przesuwa wściekłość na wszystkich mężczyzn, w tym też na partnera? Szukałbym czynników pośrednich. Para, która miała bogate życie seksualne, musi się mocno postarać, żeby to życie zanikło.

Dlaczego?
Bo będzie im tego brakowało. To był sposób na wzajemne uspokajanie się i na bliskość, więc, widząc, że ich zachowanie i kłótnie wpływają na seks, taka para  szybko by się znowu tą sferą zajęła. Jasne, gdy rośnie napięcie i wokół pełno niepokoju, bo jedno straciło pracę, nie wiadomo, co dalej z pandemią, rodzice w szpitalu i trzeba zająć się dziećmi – to intensywność życia seksualnego spada. Poza tym lęki wyłączają pragnienia seksualne. Często też czynią z dorosłych ludzi tak jakby dzieci i pojawiają się roszczenia wobec partnera. Wtedy poglądy się radykalizują, ale to powodowane jest rozpaczliwą próbą odzyskania kontroli w sytuacji niepewności, co przyniesie kolejny dzień.

Wydaje się, że najlepiej byłoby to wyjaśnić podczas rozmowy. Ale niełatwo nam komunikować swoje lęki i potrzeby.
My jako psycholodzy chcielibyśmy oczywiście, żeby ludzie częściej ze sobą rozmawiali, choć ważna jest nie tylko rozmowa, ale też wyobrażenie sobie, co czuje, co myśli inna osoba. Od 15 lat w terapii duży sukces święci mentalizacja. To taki konstrukt, który oznacza umiejętność rozumienia siebie i innych, dokładnie jak empatia, ale dochodzi do tego element myślowy. Czyli zastanawiam się, co się dzieje w drugiej osobie, jaka jest jej motywacja do działania. Ludziom jest  trudno, gdy nie wiedzą, co się dzieje. Kolejna rzecz to podejmowanie czynności naprawczych. Przecież na co dzień uszkadzamy swoje związki na różne sposoby, robimy krzywdę swoim bliskim, czasem nieświadomie, a czasem – jak mówi znajoma psychoterapeutka – wiemy, gdzie nacisnąć, żeby kogoś szlag trafił. Natomiast ważne jest, żebyśmy potrafili te szkody naprawić, bo mamy całe systemy  i sposoby naprawiania. Poza rozmową gesty niewerbalne, jak kwiaty, kolacja przy świecach, prezent. To wszystko nie zadziała jednak w przypadku par, które psychologia opisuje jako koluzyjne. Dotyczy to tylko jednego procenta, ale występuje. Koluzja polega na tym, że każdy z partnerów umieszcza w drugiej osobie tę część siebie, o której nie wie, że ją ma, a której bardzo nie lubi. Na przykład ktoś uważa siebie za chodzące dobro, nie ma w sobie za grosz złości, ale kiedy patrzy na partnerkę, to widzi sadyzm i agresję w jej oczach. Oczywiście swoim zachowaniem sam te reakcje wywołuje. To są pary o sprzecznych poglądach i wartościach, które nieustannie się kłócą i zwalczają, a jednocześnie nie potrafią się rozstać.

Dr Bartosz Zalewski, psycholog, psychoterapeuta. Adiunkt w Katedrze Psychologii Różnic Indywidualnych, Diagnozy i Psychometrii USWPS. Pracuje w Ośrodku Terapeutyczno-Szkoleniowym Kontrakt w Warszawie.

  1. Psychologia

Zjadaj słonia po kawałku - jak metodą małych kroków zmienić życie?

Słoń symbolizuje ogrom pracy, jakiej wymaga zmiana. (Fot. iStock)
Słoń symbolizuje ogrom pracy, jakiej wymaga zmiana. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się nad życiową zmianą? Od razu w ciągu jednego dnia? Przecież nie da się zjeść słonia w całości. Samo myślenie o zmianie stresuje. Dlatego proponuję ci łagodniejsze rozwiązanie, czyli zjadanie słonia po kawałku. To, od której części rozpoczniesz, zależy od ciebie. Pamiętaj tylko, aby nie była zbyt duża i do zjedzenia - radzi life-coach Sylwia Kalinowska.

Nawet jeśli jesteś nieszczęśliwa i zestresowana biegiem swojego życia, to i tak ciągle zmierzasz w tym samym kierunku. Dlaczego więc nie zmieniasz kursu?

Po pierwsze dlatego, że się boisz...
Lęk przed nieznanym jest dla ciebie gorszy, niż obecna nieznośna sytuacja. Po drugie masz przed oczami SŁONIA, czyli ogrom pracy, jakiej ta zmiana wymaga. A to błąd. Czasami wystarczy jeden mały krok, by zmiana się dokonała. W końcu nie musisz zjadać całego słonia, żeby nasycić głód. A badania dowodzą, że ludzie którzy próbują nowych rzeczy, są zdrowsi i szczęśliwsi oraz bardziej angażują się w życie od tych, którzy trzymają się raz obranego w życiu kursu. Na początek możesz wybrać inną drogę do pracy czy szkoły.

Dlaczego zmiana jest tak ważna?
A dlatego, że kiedy wykonujesz coś wielokrotnie i ciągle tak samo z czasem nabierasz rutyny, a twoja uważność się obniża lub spada do zera. Jeśli wkraczasz na nieznany grunt, wszystkie twoje zmysły się wyostrzają, aby zebrać jak najwięcej pomocnych w orientacji informacji. Zmiany, wbrew pozorom, nie utrudniają, a ułatwiają życie. Powodują wzrost twojej ciekawości i znacznie urozmaicają życie.

A teraz weź kartkę A4, długopis i lewą ręką narysuj słonia
(prawą jeśli jesteś leworęczna). Wystarczą tylko kontury: trąba, uszy, głowa, 4 nogi, tułów (podzielony na kilka części), ogonek i kły, które symbolizują coś, czego może nie warto zmieniać. W każdą z tych części wpisz określenie jakiejś części swojego życia, w której chciałabyś dokonać zmiany. Kiedy już to zrobisz, zastanów się od której części chcesz zacząć zjadać słonia. Może to będzie trąba, która symbolizuje na przykład pracę. A następnie w najbliższym tygodniu codziennie dokonaj dwóch małych zmian. Może uśmiechniesz się do szefowej, która cię wczoraj nie doceniła, a może napiszesz CV lub je przeredagujesz. A może sprawdzisz ofertę szkoleń lub zmienisz trasę do pracy.

A pod koniec tygodnia spróbuj podsumować swoje refleksje.
Co przyniosły ci te drobne zmiany? Słonia, jak każde zwierzę, można oswoić i uczynić naszym przyjacielem. Warto odnaleźć w sobie odwagę i zrobić z niej wreszcie użytek. Nie ma odwagi bez lęku. Jeśli odczuwasz lęk przed zmianami, to znaczy że masz w sobie pewną wrażliwość i pokorę. Każda zmian wymaga odwagi, bo idziesz w nieznane. Ale chyba największej odwagi wymaga przyznanie się, że bardzo potrzebujesz wyrwać się wreszcie ze swojej strefy komfortu, by zaznać trochę spokoju i radości życia, by wreszcie żyć w zgodzie ze sobą.

Kiedy ostatnio zastanawiałaś się co jest dla ciebie naprawdę ważne w życiu?
Zrób to teraz. Poświęć na to chwilę. Wypisz 5 wartości, bez których twoje życie nie ma sensu. Jak dawno temu weryfikowałaś swoje poglądy i przekonania? Jak wiele z nich nie ma już żadnego odbicia w rzeczywistości, która cię otacza. Wypisz 5 przekonań na temat życia, którymi się kierujesz? Czy to rzeczywiście prawda?

Oczywiście nie musisz rezygnować z całej swojej strefy komfortu.
Potrzebujesz takiej przestrzeni, w której możesz odpoczywać. Odważne „zjadanie słonia” powinno przejawiać się w poczuciu, że to, co robisz, jest zarazem słuszne i piękne, bo znajdujesz równowagę w życiu, czyli harmonię pomiędzy byciem a działaniem.

  1. Zdrowie

Zrezygnuj z diet - słuchaj siebie i chudnij

Kluczem do pozbycia się problemów z wagą jest odkrycie wewnętrznych mechanizmów, ponieważ to one stanowią klucz do samozaparcia i  samokontroli. (Fot. iStock)
Kluczem do pozbycia się problemów z wagą jest odkrycie wewnętrznych mechanizmów, ponieważ to one stanowią klucz do samozaparcia i  samokontroli. (Fot. iStock)
Kluczem do pozbycia się problemów z  wagą jest odkrycie wewnętrznych mechanizmów, ponieważ to one stanowią klucz do samozaparcia i  samokontroli – twierdzi Leanne Cooper w swojej książce „Jedz inaczej. Dlaczego jemy to, co jemy”. Namawia nas, abyśmy zrezygnowali z diet i słuchali samych siebie.

Nawyki z  dzieciństwa, geny warunkujące nasze preferencje smakowe, ludzie, z  którymi dzielimy stół, reklama, która „wmusza” w  nas jedzenie. Wszystko to po trochu decyduje o  tym, że stajemy się coraz bardziej otyli i  schorowani. Leanne Cooper przekonuje, że próbując z  tym walczyć, za bardzo skupiamy się na liczbach – liczymy kalorie, ważymy jedzenie, sprawdzamy ilość tłuszczu czy węglowodanów.  Odwracamy w  ten sposób uwagę od prawdziwego problemu, zmniejszamy naszą odpowiedzialność i  rolę, jaką odgrywamy w  kształtowaniu nawyków żywieniowych.

Jeśli zrezygnujemy z diet, mamy szansę na prawdziwy kontakt ze swoim ciałem, możemy wsłuchać się w  potrzeby organizmu. Leanne Cooper przypomina też nam, że powinniśmy być dla siebie dobrzy, bo tylko wtedy możemy się zmienić.  Pokarmy i  jedzenie wiążą się ze zdrowiem i  szczęściem, a  zatem nasze samopoczucie zależy od naszych wyborów i  nawyków żywieniowych.

„Nie ma gorszego dnia niż poniedziałek, ale poniedziałek, w  który zaczynamy dietę, jest najgorszym koszmarem, jaki możemy sobie wyobrazić” – takie deklaracje to prawdziwy początek końca. Myśląc i  postępując w  ten sposób, fundujemy sobie gorsze życie. Cooper uważa, że wsłuchanie się na nowo w  wewnętrzne oznaki głodu i  sytości może nam przynieść największe korzyści. Nikt lepiej od nas nie oceni, co z nami i  z  naszym stosunkiem do jedzenia nie tak. Wystarczy zacząć od pochylenia się nad talerzem i  zastanowienia: czy naprawdę muszę to wszystko zjeść?

Właściwa dieta - czyli jaka?

Zróżnicowana – pełna składników odżywczych i  nieprzetworzonych produktów. Badania jasno dowodzą, że zbalansowana dieta daje dużo lepsze rezultaty niż stosowanie suplementów, a diety, które wykluczają różne typy pożywienia, prowadzą do chorób. Oto kilka zasad, dzięki którym łatwiej zrozumiemy sens różnorodności.

• Każdego dnia spożywajmy pokarmy należące do różnych grup. Tylko to zagwarantuje dostarczenie nam odpowiednich ilości wszystkich składników odżywczych, zapewniających zdrowie.

• Powinniśmy włączać różne produkty w  obrębie jednej grupy, ponieważ zawierają one inne składniki odżywcze, np. truskawki mają dużo witaminy C, banany – dużo witamin z grupy B, czerwone mięso – więcej żelaza niż inne rodzaje mięsa etc.

• Produkty o dużym zróżnicowaniu biologicznym mogą mieć zbawienny wpływ na nasze zdrowie.

• Nasycone kwasy tłuszczowe zwiększają stężenie cholesterolu we krwi, co przekłada się na wzrost choroby wieńcowej, podczas gdy nienasycone kwasy tłuszczowe redukują stężenie cholesterolu. Jeśli nasza dieta składa się z  pokarmów pochodzenia roślinnego i  zwierzęcego, zapewniamy równowagę między nimi.

• Błonnik pokarmowy z owsa redukuje stężenie cholesterolu we krwi, a błonnik z pszenicy zapobiega zaparciom.

• Warzywa kapustne (brokuły, kapusta, kalafior, brukselka) zapobiegają występowaniu niektórych nowotworów.

• Nie ma na świecie pokarmu całkowicie wolnego od trujących substancji, które w  dużych ilościach mogą być dla nas szkodliwe. Dlatego jedzenie różnych produktów zabezpiecza nas przed ryzykiem spożycia zbyt dużej ilości jednej szkodliwej substancji.

Oparta na naturalnych produktach – czyli takich, które jak najmniej odbiegają od stanu, w  jakim występują w  naturze, dzięki czemu nasz jadłospis będzie wzbogacony o ważne składniki odżywcze.

Pozbawiona przetworzonej żywności – nie tykajmy konserw, fast foodu czy gotowych posiłków do odgrzania. Im mniej przetworzony produkt, tym mniej w nim konserwantów, barwników, aromatów i  sztucznych dodatków.

Uwzględniająca nasze indywidualne zapotrzebowanie pokarmowe, które zależy od genów, czynników środowiskowych, społecznych, psychologicznych, naszego stylu życia i  związaną z  tym aktywnością fizyczną. Na nasze potrzeby żywieniowe mogą mieć wpływ:

• trawienie i  przyswajanie składników pokarmowych, • alergie i  nietolerancje różnych pokarmów, • przyjmowane leki, • jakość, cena i  dostępność pokarmów, • wiek, stan zdrowia i  tryb życia.

Dostosowana do zmian w naszym życiu – wiele diet sprawdza się u większości osób przez jakiś czas, ale często jedynym ich plusem jest to, że poznajemy nowe pokarmy i  sposoby jedzenia. Co wybrać? Badania nad długowiecznością przeprowadzone wśród społeczeństw w  Japonii, na Sardynii czy Krecie dowodzą, że wspólnym mianownikiem wszystkich diet są pokarmy roślinne.

Świadoma nasze wybory żywieniowe są w centrum zainteresowania ogromnego przemysłu związanego z jedzeniem – dietetyków, pracowników marketingu i  agencji reklamowych, firm spożywczych i sklepów. Dlaczego wybieramy właśnie ten, a nie inny produkt? Bo widzieliśmy go w reklamie, czytaliśmy o  nim w  ulotce czy spróbowaliśmy od kolegi w  pracy? Świadome odżywianie to jeden z ważnych elementów przeciwdziałających niezdrowym nawykom żywieniowym i  nadwadze.

Strategia zmniejszania porcji

• Używamy mniejszych talerzy. • Nakładamy sobie jedzenie mniejszymi łyżkami, a  nie chochlą! • Robimy zakupy z listą lub zamawiamy przez Internet. • Trzymamy smakołyki z  tyłu, na półkach w lodówce lub w  głębi szafek. • Zdrowe przekąski mamy pod ręką, z  przodu na półkach w  lodówce lub szafkach. • Unikamy restauracji, w  których posiłki podawane są w  formie szwedzkiego stołu, czy według zasady: „jesz, ile chcesz”. Jeśli jednak przytrafi się wizyta w takim lokalu, sięgamy po dwa dania i  absolutnie nie robimy piramidy jedzenia. Wybieramy stolik daleko od bufetu, żeby nie kusiło.

W pozostałych restauracjach nie pozwalamy kelnerom zabierać talerzy ze stołu, żebyśmy mieli pełen obraz.

• Na początku posiłku zastanówmy się, ile zamierzamy zjeść, zamiast myśleć o  tym podczas jedzenia. Dzięki temu uświadomimy sobie, na ile jesteśmy głodni na samym początku. • Posiłek jako ostatnia czynność – najpierw rozmowa, a  dopiero później delektowanie się jedzeniem. • Zostawiamy resztki potraw, żeby przypominały, ile dotąd zjedliśmy. • Zostawiamy też na talerzu odrobinę jedzenia, żeby powstrzymać gospodarzy przed proponowaniem dokładki. • Zanim sięgniemy po niezdrową przekąskę, zjedzmy owoc. • Wszystkie posiłki przygotowujemy z  zieleniną i  od niej zaczynamy jedzenie. • Podczas przygotowania posiłku chrupmy orzechy lub marchew albo inne zdrowe przekąski.

Według teorii Rottera to przekonanie człowieka o tym, czy jego los spoczywa w jego własnych rękach, czy wydaje się mu zależny od czynników zewnętrznych. W badaniach przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii (powtórzonych po 20 latach) wykazano, że dorośli, którzy jako dzieci mieli silną wiarę w siebie (wysoki poziom umiejscowienia wewnętrznego kontroli) byli mniej narażeni na nadwagę i stres, lepiej oceniali stan swojego zdrowia i  częściej  zajmowali się sportem. Silne poczucie kontroli pomagało im zachowywać zdrowe nawyki żywieniowe. Jak odróżnić tę silną wewnętrzną motywację od słabej, nastawionej na czynniki zewnętrzne? Można porównać własne stwierdzenia na temat utraty wagi i nawyków żywieniowych.

Osoby z silną wiarą w siebie, czyli z poczuciem wewnętrznego umiejscowienia kontroli, myślą:

„Ciężko się napracowałam, żeby osiągnąć cel” „Ustaliłam sobie plan działania i trzymałam się go każdego dnia” „Zaczęłam od małych rzeczy i starałam się patrzeć realistycznie” „Jestem dumna z siebie i z tego, co udało mi się osiągnąć” „Jeśli czegoś nie zrozumiałam, pytałam” „Zachęcałam moją rodzinę, aby mi pomogła” „Zmieniłam proporcje między pracą a życiem prywatnym, by ograniczyć stres”

Jak widać te osoby biorą odpowiedzialność na siebie. Z kolei przedstawiciele drugiej grupy – z poczuciem zewnętrznego umiejscowienia kontroli – mówią: 

„W moim przypadku diety się nie sprawdzają” „Żadna dieta jeszcze mi nie pomogła” „Próbowałam już wszystkiego” „Nie za wiele mi pomogłeś (-aś)” „W mojej rodzinie tak się nie jada” „Obawiam się, że będę głodna” „Boję się, że jeśli spróbuję, to mi się nie uda” „Nie mogę ćwiczyć, bo jestem za gruba, nie nadaję się, jestem obolała” „Moja matka była tęga, cała moja rodzina ma tuszę w genach, więc ja też taka będę” „Jestem za stara na zmiany” „Nie umiem gotować” „Nie wiem, co mam kupić” „Nie mam czasu ćwiczyć, mam za dużo pracy” „Wstydzę się ćwiczyć”

Jak zmienić tę drugą postawę? Trzeba skupić się na zauważaniu własnych zasług i zwiększać pewność siebie. Jeśli poczujecie, że ponieśliście porażkę, to wytłumaczcie ją sobie zmienną przyczyną, np. mniejszym wkładem pracy, ale nie brakiem zdolności. A kiedy odniesiecie sukces, poszukajcie przyczyny we włożonych staraniach, nabytych umiejętnościach itp.

Wpływy społeczne

Na to, co jemy i  ile jemy, mają wpływ oświetlenie, ogrzewanie, muzyka, a  także to, z  kim jemy i  ile osób siedzi przy stole. 

• Gdy jemy sami, zazwyczaj zjadamy mniej posiłków i  są one mniej kaloryczne. • Zjemy więcej, jeśli wypijemy do posiłku trochę alkoholu. • Im więcej osób przy stole, tym dłużej przy nim siedzimy i  więcej jemy i pijemy. • Spokojna muzyka służy dłuższemu przebywaniu w  restauracji, a co za tym idzie – piciu i  jedzeniu większych ilości. • Więcej jemy w  miejscu bardziej docenianym, np. w  czterogwiazdkowej restauracji, niż w przydrożnym barze. • Wiele zależy od rekomendacji kelnera, tego, jak odpowie na nasze pytania, np. co jest warte polecenia?

Współpraca: Katarzyna Montgomery

  1. Psychologia

Życiowe trudności - jak sobie z nimi radzić?

Ufność w zdolność pokonywania przeciwności to podstawa życiowego sukcesu. (Fot. iStock)
Ufność w zdolność pokonywania przeciwności to podstawa życiowego sukcesu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Życiowe trudności - wszyscy je przeżywamy. Ale w różny sposób. Każdy z nas chce z nich wyjść, ale radzimy sobie z nimi również różnie. Jednych poważne problemy wpędzają we frustrację, depresyjne nastroje, rezygnację. Inni, napotkawszy przeszkodę, przegrupowują siły i ruszają naprzód. Na czym polega różnica?

Wszyscy przeżywamy trudności. Ale w różny sposób. Każdy z nas chce z nich wyjść, ale radzimy sobie z nimi również różnie. Jednych poważne problemy wpędzają we frustrację, depresyjne nastroje, rezygnację. Inni, napotkawszy przeszkodę, przegrupowują siły i ruszają naprzód. Na czym polega różnica?

Podstawowa różnica między tymi dwiema grupami polega na niezłomnej ufności w zdolność pokonywania przeciwności. Zawiera się w tym: zaradność, kreatywność, wytrwałość, aktywność oraz umiejętność proszenia o pomoc i współdziałania z innymi. Oto czym różnią się ludzie, którzy pozostają w strumieniu życia, od tych, których problemy paraliżują. Większość z nas ma cechy zarówno jednych, jak i drugich.

Martwy punkt - ludzie tkwią w nim, kiedy:

1. Czują się bezradni i pozbawieni praw. Nie potrafią zmobilizować się do działania, coś ich blokuje. Okazje pojawiają się i znikają, a oni biernie się im przyglądają, niezdolni do wykonania pierwszego kroku. Są przekonani, że lepsze posady lub szczęśliwe związki są zarezerwowane dla innych. Nie oznacza to wcale, że oni nie pracują, czy że są samotni. Nie. Oni zwykle latami wykonują niewdzięczną pracę i często tkwią w toksycznych relacjach. A gdy mogą uczynić życie lepszym, decydując się na wyzwanie i nową jakość, paraliżuje ich strach. 2. Myślą negatywnie. Nadchodzi okazja do zmiany, a oni od razu wynajdują powody, dla których jakieś rozwiązanie nie zadziała, nie uda się. W ich umyśle pojawiają się wątpliwości, że to za trudne, że nie o tej porze roku, nie tym razem i na pewno nie w tych okolicznościach. Bo to będzie niewygodne, nie przyniesie ani grosza tylko rozczarowanie. Robią uniki, zamiast zacząć działać we własnym interesie.

3. Poddają się chaosowi życia.
Nie potrafią planować i organizować działań. Górę biorą emocje i impulsywność, rozum schodzi na dalszy plan. Łatwo się dekoncentrują i tracą zapał, nie doprowadzając spraw do końca, nie trzymając się planu ani budżetu. Kiedy pogrążają się w chaosie, tracą koncentrację. Idą od jednej katastrofy do drugiej.

4. Nie potrafią się uspokoić, nie robiąc sobie krzywdy.
Funkcjonują w stanie pobudzenia, nie wiedząc, jak sobie pomóc. Nie potrafią zwrócić się do kogoś po wsparcie lub zrobić sobie przerwę. Kompulsywnie się objadają, wpadają w uzależnienia, bez końca rozpamiętują problem. Nie są w stanie się rozluźnić i uspokoić skołatanych nerwów. Wówczas trudno o kreatywność, przemyślane decyzje i odczuwanie radości.

5. Mają trudności z nawiązaniem więzi z innymi.
Izolują się od otoczenia, a w towarzystwie innych czują się niespokojni. Obawiają się, że ktoś ich zawstydzi, poniży, odrzuci, skrytykuje. Pozbawieni czułych i serdecznych relacji nie zapewniają sobie wsparcia, źródła nowych pomysłów, inspiracji. Czy przyjaźni, która mogłaby ich skłonić do podjęcia ryzyka lub spojrzenia w głąb siebie.

6. Szukają zewnętrznych źródeł szczęścia lub własnej wartości.
Są fałszywie przekonani, że pozycja, majątek, wygląd zewnętrzny i sukces dowiodą ich wartości lub tego, że zasługują na miłość. Pragną się wesprzeć pieniędzmi, seksem, teoriami. Warto czytać i radzić się innych ludzi, ale to, czego potrzebujemy najbardziej, to spokój umysłu i pogodzenie z tym, co się dzieje w naszym wnętrzu.

7. Nie wiedzą jak zadbać o siebie i wyznaczyć granice.
Dbanie o siebie to mówienie tak, nie i może bez poczucia winy. Przypomina to głębokie oddychanie, dostrojenie do wewnętrznej rzeczywistości i poszanowania życia, które zostało nam dane. Oznacza równowagę, harmonię i robienie tego, co trzeba.

8. Utożsamiają własne ja z wyobrażeniami, przekonaniami i wierzeniami.
Wiedzą, jakimi chcą się wydawać, i nie próbują odkryć, kim naprawdę są. Wierzą w absolutne dobro i zło, nie potrafią dostrzec, że koncepcje można interpretować na wiele sposobów.

9. Robią wciąż to samo z nadzieją, że uzyskają odmienny wynik.
Na przykład narzekają, prawią ludziom kazania, prowadzą firmę w określony sposób, przejadają się, unikają problemów, przepracowują się. Powtarzają wciąż to samo, licząc że wydarzy się cud. A to zdarza się rzadko.

10. Skupiają się na tym, co ich przytłacza, na tym że życie jest złe, a sytuacja tragiczna. Niepokoją się, nieustannie cierpią, zwierzają się ze swojej niedoli lub ukrywają swoje uczucia, upatrując winy za swoją sytuację w zewnętrznym świecie. Podążają po niszczącej spirali, zamiast zadać sobie pytanie: „Co mogę zrobić, żeby poczuć się lepiej?”.

Wyjście z impasu - udaje się to, kiedy:

1. Wiedzą, że potrafią rozwiązywać problemy i podejmują konkretne działania.
Koncentrują się na możliwościach, sprawdzają różne źródła, są gotowi spróbować wielu rozwiązań, są otwarci i aktywni w obliczu życiowych trudności. Jeśli jakieś rozwiązanie nie działa, próbują innego.

2. Nie zgadzają się na tkwienie w skrajnie nieprzyjemnej lub stresującej sytuacji.
Chcą od życia więcej. Nie wyrażają zgody na wieczne chorowanie, tkwienie w depresji, uniki. Uważają, że życie jest na to zbyt cenne. Umocnieni wewnętrzną pewnością siebie, decydują się na zmianę. Wiedzą, że mogą być szczęśliwi i pragną tego. Kiedy jakaś sytuacja wywołuje stres, wzburzenie lub ból, wychodzą z niej.

3. Potrafią przyjmować wsparcie i udzielać go przyjaciołom oraz członkom rodziny.
Są otoczeni przez ludzi. Związki z nimi dostarczają im ogromnego pocieszenia, łagodzą niepokój i uczucie osamotnienia. Sami potrafią pocieszać innych, przeżywać ich radości oraz ufać, że zostaną przez nich zrozumiani.

4. Nie utożsamiają własnego ja z sukcesami i porażkami.
Życie postrzegają jako przygodę, na którą składa się wiele elementów: przyjaciele, relacje międzyludzkie, praca, rodzina, rozwijanie talentów. Cieszą się życiem i nie uzależniają poczucia własnej wartości od osiągnięć ani pochwał. Umieją świętować sukcesy, lecz prawdziwej radości dostarcza im uczenie się, tworzenie, poznawanie, rozwój, nowe doświadczenia. Godzą się z tym, że jedne bitwy wygrywają, a inne przegrywają. Bywają smutni i przygnębieni, ale nie mają do siebie żalu, gdy coś idzie nie tak. Wsłuchują się we własne uczucia, pytają czego to, co przeżywają, może ich nauczyć - i idą dalej.

5. Są gotowi eksperymentować, próbować nowych rozwiązań, popełniać błędy, a potem podejmować kolejne próby i snuć plany.
Dążą do celu, nie obawiając się popełnić błędów. Nie blokuje ich wieczne pytanie, czy dobrze robią i czy im się powiedzie. Snują wizje, plany, sprawdzają koncepcje i wcielają je w życie. Mogą się złościć, lecz potrafią ochłonąć i spróbować jeszcze raz.

6. Kiedy do czegoś dążą, umieją znosić frustrację i niezadowolenie. Są gotowi przystać na niewygody i trudności oraz wytężyć siły, gdy wymaga tego nowe wyzwanie. Skupiają się na szerszym obrazie. Gdy na przykład chcą zabezpieczyć się finansowo, podejmują dodatkową prace, naukę, bardziej rygorystycznie kontrolują wydatki. Są w stanie zaryzykować. 7. Mają poczucie humoru i pogodne usposobienie.
Postrzegają siebie jako część strumienia życia. Dzięki temu łatwiej się im zrelaksować, śmiać z siebie, okazywać wyrozumiałość sobie i innym. Z humorem spoglądają na błędy, które wszyscy popełniamy. W swoich wadach nie widzą nic wstydliwego.

8. Głęboko się troszczą i dbają o dobro wszelkiego życia.
Postrzegają siebie jako członków większej wspólnoty. Nie odradzają się murem od cierpienia innych, lecz starają się im pomóc, okazując życzliwość. Wynika to z umiejętności myślenia nie tylko o sobie.

 

Jak się czułaś, fizycznie i psychicznie, czytając te dwie listy? Przy której czułaś się spokojniejsza? Niezależnie od odpowiedzi, zaakceptuj siebie taką, jaką jesteś. Potem zastanów się, jak i dlaczego ulegałaś problemom. To pierwszy krok do przezwyciężenia złego wzorca. Nie koncentruj się na tym, co ci sprawia kłopoty. Zwróć uwagę na to, co na drugiej liście jest w zasięgu twoich możliwości. Odważ się na nowe. To ważne. Zwłaszcza na początku lepszego roku.

więcej przeczytasz w „Gdyby Budda utknął w martwym punkcie. Buddyjska księga duchowej przemiany”, Charlotte Kasl, wydawnictwo Czarna Owca

  1. Zdrowie

Czy wiesz, co jesz? Poznaj podstawowe zasady zdrowego odżywiania

Jeśli chcesz zadbać o zdrowie swoje i swoich bliskich, zacznij od świadomego kupowania produktów spożywczych. (fot. iStock)
Jeśli chcesz zadbać o zdrowie swoje i swoich bliskich, zacznij od świadomego kupowania produktów spożywczych. (fot. iStock)
Wielu ludzi uważa, że wiedzą, jak się zdrowo odżywiać, znają się na dietach i dietetyce, pomimo że zasady żywienia poznają głównie za pośrednictwem mediów.

Zdrowe odżywianie stało się modne, więc na każdym kroku spotykamy się z  reklamami, w których znane osoby wychwalają niesamowite właściwości odżywcze różnych produkowanych masowo artykułów. Ponieważ media wciąż cieszą się dużym zaufaniem, często wpadamy w  pułapkę reklam, wierząc, że przemysłowo wytwarzane soki, jogurty, margaryny, zupy instant, oleje, wędliny, majonezy, batoniki to najlepsze rzeczy, jakie możemy sobie wyobrazić. Do tego dochodzą reklamy leków i  suplementów diety, które zgodnie z  oświadczeniami producentów zapewniają nam zupełną bezkarność – możemy jeść właściwie wszystko, pod warunkiem że będziemy zażywać odpowiedni suplement wspomagający np. pracę wątroby. Niestety, w  realnym życiu tak nie jest. Gdyby te reklamy były prawdziwe, nie istniałyby choroby ani problemy z nadwagą i otyłością. Prawda jest jednak taka, że dając się skusić obietnicom łatwego życia, szybkiego spadku masy ciała, zachowania zdrowia albo poprawy samopoczucia, dajemy się zwieść. W  dużych ilościach te produkty mogą okazać się szkodliwe dla zdrowia.

Zrób to sam

Najlepsze jedzenie to takie, które przyrządzimy samodzielnie ze świeżych, dobrej jakości półproduktów, których droga od producenta do naszej kuchni jest najkrótsza. Jeśli chcemy być zdrowi, na co dzień powinniśmy omijać półki sklepowe z  produktami przetworzonymi i  unikać jedzenia fast foodów. Wiele moich pacjentek jest przerażonych, kiedy podczas pierwszych konsultacji dochodzą do wniosku, że właściwie nie wiadomo, co jeść, bo wszystko, co do tej pory jadły i czym karmiły swoją rodzinę, jest niezdrowe. Ale aż tak źle na szczęście nie jest. Wystarczy poznać parę zasad robienia zakupów – jedna z takich podstawowych umiejętności to czytanie etykiet, aby uniknąć popełniania najpoważniejszych błędów.

Szczególną czujność zalecam, kiedy mamy do czynienia z  pięknie opakowanym produktem. Bardzo często atrakcyjne opakowanie idzie w parze ze skomplikowaną technologią produkcji, która znajduje odzwierciedlenie w liście trudnych do wymówienia nazw chemicznych, wypisanych na etykiecie. I  to powinna być już pierwsza wskazówka – jeżeli nie potrafisz rozszyfrować nazw składników produktu, po prostu pozostaw go w sklepie! Producenci zapewniają nas, że te składniki znajdują się na liście dozwolonych dodatków do żywności, ale nie wiemy, jakie ilości tych substancji przyswajamy i w jakim stopniu właśnie nam mogą zaszkodzić.

Co jest w środku?

Bardzo uczulam na pięknie wybarwione sztucznymi barwnikami produkty, które cieszą oczy i  przyciągają wzrok – jest to oczywista manipulacja. Jej ofiarami mają paść przede wszystkim dzieci. Niestety, te piękne kolory to syntetyczne dodatki, które wzmagają zachowania nadaktywne, wywołują alergie, stwarzają ryzyko zachorowania na raka. I tak barwnik E129, czyli czerwień allura – zakazana w  niektórych krajach, takich jak Belgia, Szwajcaria, Australia czy Norwegia – może nasilać objawy astmy i wywoływać nadpobudliwość psychoruchową u dzieci. Niestety, sklepy spożywcze często nie ułatwiają rodzicom życia i  umieszczają te łakocie w  najbardziej widocznym miejscu, czyli na poziomie wzroku dziecka. Dlatego radzę, żeby na zakupy wybierać się bez dzieci. I  pamiętajcie, by NIGDY nie nagradzać dziecka słodyczami! Otrzymując je jako nagrodę, np. za dobre zachowanie, dziecko zaczyna myśleć, że cukierki są bardziej wartościowe niż inne posiłki.

Słodycze to poza barwnikami głównie cukier. Wszyscy już wiedzą, że cukier szkodzi i  wiedzą o  tym także producenci, którzy wykorzystują naszą niepełną wiedzę o  składnikach przetworzonej żywności. Na etykietach widzimy napis: „zero cukru”, myślimy „OK”. Ale zamiast niego używane są sztuczne substancje słodzące, takie jak na przykład aspartam. Dodaje się go do ponad 6 tys. produktów spożywczych i  środków farmakologicznych. Znajdziemy go w  słodkich napojach typu light, ale także w zwykłych napojach, sokach oraz w jogurtach, płatkach śniadaniowych czy gumach do żucia. Jest też składnikiem leków, a  swoją popularność zawdzięcza naturalnej słodyczy. Według badań jest aż 200 razy słodszy od cukru, a  przy tym nie dostarcza kalorii. Na tym jednak jego zalety się kończą. Aspartam (E951) stanowi przyczynę 75 proc. niepożądanych reakcji na dodatki do żywności, zgłaszanych do amerykańskiego Urzędu ds. Leków i  Żywności, takich jak bóle głowy, pogorszenie samopoczucia, skurcze mięśni, przybieranie na wadze, depresje, bezsenność, zaburzenia wzroku, wysypki, utrata słuchu, trudności w oddychaniu, napady apopleksji, nowotwory. Ale jak tu żyć bez słodyczy?

Zamiast kolorowych napojów przyzwyczajajmy dzieci do picia wody z dodatkiem cytryny i  miodu. Dużo zdrowszym rozwiązaniem będzie również sporządzenie soku samodzielnie w domu ze świeżych owoców. Odrobina miodu powinna sprawić, że dziecko będzie przepadało za takim koktajlem. Polecam pieczone jabłka, gruszki lub owocowe sałatki. Propozycją zdrowszą niż wysokokaloryczne desery będzie także sok owocowy 100-proc., zamrożony i  podany w  formie lizaka. Zamiast kupować lody, zróbmy sorbety.

Tak jak łatwo zastąpić cukier i  słodziki, tak też łatwo możemy zastąpić substancje wzmacniające smak, czyli na przykład kolejnego przestępcę chemicznego: glutaminian sodu. Znajdziemy go w kostkach rosołowych, zupkach i  potrawach instant, mieszankach przypraw, sosach i słoikach z  gotowymi daniami. Według badań długofalowe skutki częstego używania glutaminianu sodu to między innymi: nadpobudliwość, zaburzenia hormonalne, uszkodzenie siatkówki oka, zaburzenia przewodnictwa nerwowego i  wzrost ryzyka otyłości. Szczególnie niebezpieczny może okazać się dla osób na niego nadwrażliwych oraz dla astmatyków i dzieci. Glutaminian sodu występuje w produktach jako E621 – wzmacniacz smaku i  zapachu o aromacie grzybo- i  mięsopodobnym. Jak możemy go zastąpić? Zioła, zioła i  jeszcze raz zioła. Świeże mają niesamowity aromat, wzbogacają potrawy i wydobywają z  nich to, co najlepsze. Niech w  twoim domu nie zabraknie szałwii, która dzięki zawartości licznych związków aktywnych działa antydepresyjnie, antybakteryjnie, przeciwzapalnie i  antyseptycznie. Zawiera witaminy A, C, witaminy z grupy B, minerały, takie jak wapń, magnez, potas, sód, cynk i żelazo. Szałwia obfituje także w lotne olejki i  fitozwiązki, m.in. kwas rozmarynowy, kamforę, taniny i  flawonoidy. Miej też zawsze świeżą bazylię zawierającą antybakteryjny eugenol, który przeciwdziała skurczom brzucha, nudnościom i  biegunkom. Bazylia wspomaga pracę układu pokarmowego, działa przeciwpasożytniczo i  zapobiega wzdęciom.

Unikaj też produktów z długim terminem przydatności do spożycia, bo to oznacza, że użyto tam konserwantu, takiego jak np. benzoesan sodu (E211). Jest on stosowany między innymi w: napojach, sokach, przetworach, konserwach, deserach, przyprawach czy sosach. Przy większym stężeniu może powodować uwalnianie histaminy, a  co za tym idzie – objawy alergiczne. Związek ten w połączeniu z powszechnie występującym kwasem askorbinowym (witaminą C) tworzy benzen – substancję rakotwórczą. Ponadto badania wykazują związek spożycia benzoesanu ze wzrostem agresji i  nadpobudliwości u dzieci. Nie ma co ukrywać: robienie zakupów w dzisiejszych czasach to dosłownie rosyjska ruletka. Pamiętaj, że produkt spożywczy, który prawie nigdy się nie psuje i  zbyt pięknie wygląda, powinien być podejrzany – nie wystarczy czytanie etykiet, trzeba mieć po prostu wiedzę o tym, co nas odżywia, a  co truje. Co prawda trochę więcej czasu poświęcisz na robienie zakupów i  przygotowywanie posiłków, ale za to nie będziesz truć siebie i  swoich bliskich – to się naprawdę opłaca.