1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak osiągać własne cele

Jak osiągać własne cele

123rf.com
123rf.com
Do czego dążą kobiety? Co wyznacza kierunek ich drogi? Chętnie powiedziałabym, że decydują o tym ich pragnienia, ambicje, talenty. Ale nie! Choć kobiety często wiedzą, czego chcą, o ich wyborach decydują inni.

W Akademii Zwierciadła już pięć razy odbyły się warsztaty pod tytułem „Dojdę tam, dokąd chcę”.  Przyjeżdżają wspaniałe kobiety. Nie tylko ja to widzę. One też. Pod koniec niemal każdej grupy któraś z nich stwierdza, że to niesamowite, że tak się dobrały, że są takie fajne, pełne energii i pomysłów, i tak im wspaniale ze sobą.

– Czy to nie cud? – zapytała mnie ostatnio któraś z uczestniczek.

– Jasne, że cud – odpowiedziałam z przekonaniem. – I w dodatku często się powtarza.

Bo naprawdę jest coś cudownego w tym, jak szybko z kobiet w różnym wieku i w różnej sytuacji życiowej powstaje grupa, której uczestniczki potrafią obdarzać się nawzajem uwagą i zrozumieniem, dzielić się mądrością i bólem, słabościami i siłą.

Na początku każda z kobiet wydaje się inna i tak naprawdę inne są do końca. Ale po kilku godzinach pracy odkrywają wspólne wątki, to, co je łączy i co je tutaj sprowadza. Wszystkie chcą czegoś więcej od swojego życia. Mają pragnienia, zasoby, talenty. I na ich drodze do celu stoją podobne przeszkody.

Agnieszka, lat 52, mówi o tym, dokąd dojść powinna. Jej mąż znów pracuje za granicą. Kolejny kilkuletni kontrakt, choć umawiali się, że więcej nie będą wyjeżdżać. Ona ma do niego przyjechać, gdy skończy się rok szkolny, żeby córka nie zmieniała szkoły w ciągu roku. Ale Agnieszka nie chce wyjeżdżać. Ma tu swój dom, przyjaciół i swoją firmę, którą ledwie zdążyła założyć i w końcu robi to, co zawsze chciała. Ma dość życia w wynajętych mieszkaniach w charakterze żony przy mężu. Agnieszka dobrze wie, czego chce. I co z tego?

– On oczekuje, że przyjadę, nie chce słuchać moich argumentów. Jest moim mężem, nie mogę go zawieść. Nie mam wyjścia – stwierdza z rozpaczą.

Na warsztacie Agnieszka znajduje rozwiązanie i jest szczęśliwa. Czy wprowadzi je w życie? Nie wiem. Ale ona już wie, że jej życie zależy także od niej.

Monika, lat 31, ma świetną pracę w korporacji, bliską perspektywę awansu i świadomość, że czym innym chce zajmować się w życiu. Aby móc realizować swoje pasje artystyczne, musiałaby rzucić pracę i znów iść do szkoły, o czym jej najbliżsi nie chcą słyszeć.

– Przecież masz pracę, możesz awansować, a tobie jakieś mrzonki w głowie. Zniszczysz sobie karierę! – przestrzegają, więc Monika boi się pójść za własnym głosem, bo co będzie, jak jej się nie uda?

– A co będzie, jeśli nawet nie spróbujesz? – to niewinne pytanie uświadamia Monice, że naprawdę chce zmienić swoje życie, a nie ulegać przestrogom.

Zosia, lat 35, też chciałaby podjąć ryzyko i iść własną drogą, ale głos jej męża trzyma ją wciąż na rozstajach.

– Nie uda ci się – mówi mąż z głębi swoich przekonań. On wie, jaki jest świat i co mogą osiągnąć tacy jak oni. – Nam nigdy się nie udaje. Nie prowokuj losu. Mamy na chleb i to nam musi wystarczyć.

Pewnie kilka pokoleń pracowało na to przekonanie, więc nie jest w mocy Zosi, aby je zmienić. Ale czy jego przeświadczenia mają determinować jej życie? Na warsztacie Zosia robi pierwszy krok dzięki energii grupy. Drugi stawia już sama i idzie coraz pewniej, jakby głos męża stracił swoją siłę.

– Takim jak ja też może się udać! – stwierdza na koniec Zosia ze śmiechem.

Piękną drogę przeszła Joanna, lat 48, która wyobraziła sobie, że jest królową i w końcu ona rządzi swoim życiem, a nie jej mąż i matka. Szła prosto, jakby miała koronę na głowie, a w ręku berło.

– Teraz ja tu rządzę! – powiedziała, ale zaraz w jej głowie odezwały się głosy, którymi jej rodzina już nieraz przyszpilała ją do ziemi.

– Czego ci się zachciewa? W twoim wieku? W głowie ci się poprzewracało? A niby kim ty jesteś, żebyś miała robić to, na co masz ochotę? – Stanęłyśmy po obu stronach jej drogi do celu, mówiąc te wszystkie teksty, które ją miały zatrzymać. Ale Joanna nie skuliła się jak zwykle, lecz szła dalej z wysoko podniesioną głową, aż doszła do celu. Królowa Joanna zaczęła w końcu rządzić własnym życiem.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Jak się zmotywować? Stwórz swój kod motywacyjny!

Spróbujmy zmienić podejście do zadań, jakie mamy wykonać – z „muszę” na „chcę i mogę”. Bo czyż nie na tym w gruncie rzeczy polega automotywacja? (Fot. iStock)
Spróbujmy zmienić podejście do zadań, jakie mamy wykonać – z „muszę” na „chcę i mogę”. Bo czyż nie na tym w gruncie rzeczy polega automotywacja? (Fot. iStock)
Kluczem do zmotywowania się do działania jest traktowanie przeszkód jak mądrych doradców. To nie jest łatwe, ale możliwe. A skutecznie pomoże w tym stworzenie kodu motywacyjnego, za pomocą którego skłonimy samych siebie do osiągnięcia celu.

Według Tamary Lowe, współczesnej amerykańskiej ekspertki od motywacji, ustalenie swojego kodu motywacyjnego nie jest trudne. Wystarczy odpowiedzieć na trzy pytania:

1. Lubisz rywalizację czy raczej wolisz współpracę? Jeżeli lubisz rywalizację, zapewne bardziej koncentrujesz się na powierzonych zadaniach (Lowe nazywa takich ludzi „Wydajnymi”). Natomiast jeżeli wybierasz współpracę, to tak naprawdę znaczy, że dążysz do kontaktów z innymi (jesteś „Kontaktowy”). 2. Wolisz stabilizację czy zmiany? W pierwszym przypadku stymuluje cię ustalony porządek (Lowe nazywa takich ludzi „Stabilnymi”). W drugim – nowe doświadczenia (jesteś „Zmienny”). 3. Co daje ci większe poczucie wartości w pracy – uznanie czy pieniądze? Jeżeli wybierasz uznanie, to znaczy, że masz potrzebę akceptacji, czyli jesteś motywowany systemem nagród wewnętrznych („Wewnętrzny”). Jeśli natomiast optujesz za wynagrodzeniem pieniężnym, stymulują cię nagrody zewnętrzne (jesteś „Zewnętrzny”).

Ale to nie znaczy, że zawsze i wszędzie motywuje nas to samo. Typy motywacyjne mogą się różnić w zależności od miejsca i okoliczności naszego działania. Na przykład w pracy możemy być „Wydajnymi”, a w domu „Kontaktowymi”. Preferencje motywacyjne mogą zmienić się też wraz z wiekiem.

Dlaczego odkrycie kodu motywacyjnego jest tak ważne? Bo od tego zależy jakość naszego życia, tu tkwi tajemnica sukcesów zawodowych i tych w relacjach z innymi. Lowe twierdzi wręcz, że to klucz do samorealizacji. Zatem według badaczki nieodkrycie tego klucza utrudnia nasz rozwój. Załóżmy, że nie znasz swojego kodu motywacyjnego. A motywują cię: potrzeba kontaktu z innymi, dążenie do stabilizacji, uznanie. Masz stabilną posadę, która daje ci możliwość pracy z przyjaznym zespołem ludzi o podobnych poglądach. Innymi słowy – praca gwarantuje dwa z trzech charakterystycznych dla ciebie czynników motywacyjnych (potrzeba kontaktu i dążenie do stabilizacji). Natomiast trzeci (uznanie) w ogóle się w niej nie liczy. Nikt z przełożonych nie daje ci odczuć, że dobre wykonywanie obowiązków ma jakieś znaczenie. Co wtedy? Możesz oczywiście nadal z powodzeniem robić to, co robisz, lubić swoją pracę, ale twoja motywacja będzie powoli słabła, aż w końcu całkowicie wygaśnie. I nie będziesz wiedzieć, dlaczego tak się stało.

Mało bowiem ludzi intuicyjnie wyczuwa, co ich motywuje. Dlatego, zdaniem Tamary Lowe, tak ważne jest poznanie swojego kodu motywacyjnego, czyli swoich potrzeb, dążeń i preferowanych nagród. Jak zapewnia badaczka, wtedy łatwiej nam będzie osiągnąć prawdziwe spełnienie zawodowe i osobiste. Wiadomo, że każdy z nas woli wypoczywać, niż pracować. Robić to, co lubi, niż to, co powinien. Ale nie zawsze jest to możliwe. Może więc spróbujmy zmienić podejście do zadań, jakie mamy wykonać – z „muszę” na „chcę i mogę”. Bo czyż nie na tym w gruncie rzeczy polega automotywacja?

Plan mobilizacyjny - jak skłonić siebie do osiągnięcia celu (na przykładzie rzucania palenia):

1. Zacznij od końca. Stwórz jasny obraz tego, czego pragniesz. Ten obraz ma być tak żywy, że patrzenie na niego oczyma wyobraźni powinno dodawać energii. (Nie wydaję pieniędzy na papierosy, mam czysty oddech, nie kaszlę). 2. Wypisz swoje atuty pomocne w realizacji celu. Umieść na tej liście talenty, zdobyte umiejętności, zasoby finansowe, które wykorzystasz do osiągnięcia tego, co sobie założyłaś. (Jestem wytrwała, konsekwentna, potrafię dotrzymywać słowa, wiem, jakie są skutki palenia). 3. Odwołuj się do pozytywnych przykładów. Nie wyważaj otwartych drzwi. Jeżeli ktoś przed tobą osiągnął ten sam cel, możesz wykorzystać jego doświadczenie. Znajdź więc taką osobę i wzoruj się na niej. (Moja przyjaciółka rzuciła palenie z dnia na dzień. Zacznę więc nie od ograniczania liczby wypalanych papierosów, ale tak jak ona rzucę palenie definitywnie i od zaraz). 4. Określ swoje ograniczenia. Wypisz potencjalne przeszkody i wyzwania, jakie możesz napotkać na drodze do celu. I znajdź sposób na ich pokonanie. (Jestem impulsywna. W trudnej sytuacji czy w stresie zawsze sięgam po papierosa. Zanim jednak to zrobię, wezmę kilka głębszych oddechów, sięgnę po gumę do żucia lub coś małego do przegryzienia). 5. Nawiąż współpracę. Nie chodzi o samą znajomość, ale o realne wsparcie. Nie broń się przed przyjęciem go. (Skorzystam z pomocy psychoterapeuty). 6. Przygotuj się na małe sukcesy, zanim osiągniesz ten oczekiwany. Nawet jeśli od razu masz sukces, pamiętaj, że trzeba go utrwalić. Powtarzaj więc wielokrotnie swoje dokonania. (Nie palę już drugi miesiąc! Ale nadal unikam sytuacji kojarzących się z paleniem). 7. Bądź gotowa na wszystko. Przygotuj się na nieoczekiwane przeciwności losu. Już na początku zaplanuj, co zrobisz, żeby wytrwać mimo wszystko. (Na imprezie po dwóch lampkach wina kolega częstuje mnie papierosem. „Tylko jednego” – kusi. Muszę być asertywna, bo zniweczę wszystko, co mi się udało! „Już nie palę, zapamiętaj to” – odpowiadam).

  1. Psychologia

Czy osoby transpłciowe mają prawo być sobą? Rozmowa z psycholożką Hanną Samson

Victor Polster w roli transpłciowej Lary w filmie
Victor Polster w roli transpłciowej Lary w filmie "Girl" Lukasa Dhonta. (Fot. materiały prasowe Gutek Film)
Dziewczynka czy chłopiec? Proste pytanie, ale już odpowiedź niekoniecznie, bo wątpliwości co do płci przypisanej przy narodzinach mają tysiące osób. I nawet jeśli to tylko ułamek procenta populacji, to jak wszyscy inni te osoby mają prawo być sobą – przypomina psycholożka Hanna Samson.

 

Nie wiem, dlaczego jesteśmy tacy sztywni w swoich poglądach i postawach. No dobrze, może nie wszyscy, ale większość. Strzeżemy kulturowo tworzonej normy, a wszelkie odchylenia od niej traktujemy z niechęcią, agresją, drwiną. Nasza empatia kończy się tam, gdzie pojawia się Inny, choćby w niczym nam nie przeszkadzał. Za to my potrafimy zrobić wiele, żeby jemu utrudnić bycie sobą.

Właśnie skończyłam czytać książkę Laurie Frankel „Tak to już jest”. Ta opowieść o transpłciowej dziewczynce i jej rodzinie jest fikcją literacką, inspirowaną jednak doświadczeniem autorki, której córka była wcześniej synem. Jak to jest być matką dziecka, które nie utożsamia się z płcią przypisaną mu przy narodzinach? Jak to jest być tym dzieckiem? Czy wszyscy mamy prawo do własnej tożsamości, czy tylko ci, którzy mieszczą się w kulturowo przyjętej normie? I komu wolno o tym decydować?

„Wiecie, kiedyś nie było transgenderowych dzieci. Chłopak przyszedłby do was w sukience, a wy byście powiedzieli: <To nie mój syn! >. Albo: <Chłopcy nie noszą sukienek!> , i koniec tematu. Taki dzieciak dorastałby sobie, a gdyby przetrwał dzieciństwo, gdyby przeżył okres dojrzewania, gdyby dał sobie radę jako młody dorosły, to może – o ile dopisałoby mu szczęście – w końcu odnalazłby grono ludzi, którzy rozumieją to, czego nikt inny nigdy nie rozumiał, i wtedy powoli zacząłby zmieniać ubrania i fryzurę, imię i zaimki, stopniowo sprawdzałby, jak to jest być kobietą, w końcu po latach albo dziesięcioleciach, <on> zmieniłby się może w <nią>. Albo zabiłby się na długo przedtem. Odsetek samobójstw u takich dzieciaków wynosi czterdzieści procent, wiecie?” . To słowa terapeuty, który w powieści „Tak to już jest” pomaga Rosie i Pennowi, rodzicom Claude’a, który zmienia się w Poppy, wspierać ich dziecko. Tak, kiedyś nie było transgenderowych dzieci, ponieważ nie pozwalano im się ujawniać. Jeśli robiły coś niezgodnego z przypisaną im płcią, były natychmiast przywoływane do porządku. Nie wolno im było być sobą.

Bądź sobą!

To chyba jedna z najważniejszych wskazówek, jakie dostajemy od świata na drodze do szczęścia. Nie dotyczy to jednak dzieci transgenderowych. One wiedzą, że nie wolno im być sobą, bo wywołuje to popłoch lub agresję dorosłych i bezlitosne drwiny rówieśników. Niemożność bycia sobą rodzi cierpienie, jego dramatycznym wyrazem jest przytoczona przez terapeutę liczba. Czterdzieści procent! Czterdzieści procent tych dzieci popełnia samobójstwo, na które w gruncie rzeczy skazują je nasze postawy.

Wyobraźcie sobie, że z jakichś powodów musicie udawać osobę innej płci. Przez miesiąc, dwa to może być niezła zabawa, ale przez całe życie? Przez całe życie nie móc ujawnić, kim się jest? Pilnować się na każdym kroku, żeby się nie zdradzić? Żeby się nie zachować niezgodnie z wzorcem płci obowiązującym w danym społeczeństwie? Te wzorce na szczęście się rozluźniają, ale i tak dla wielu z nas udawanie osoby innej płci byłoby trudne do wykonania, a już na pewno trudne do zniesienia. I czy takie życie miałoby sens? Czterdzieści procent świadczy o tym, że trudno go znaleźć.

Claude ma wyjątkowe szczęście. Jego rodzice kochają go bezwarunkowo, akceptują takim, jaki jest. Pozwalają mu nosić sukienki i spinki we włosach, a nawet bikini, które wywołuje poruszenie na basenie, chłopiec w bikini to sensacja i każdy musi skomentować. W końcu pozwalają mu stać się Poppy, choć oczywiście nie jest to łatwe, muszą się przeprowadzić do innego stanu, gdzie nikt nie znał Claude’a, ale przed ludźmi nic się nie ukryje i radosna Poppy zmieni się znów w nieszczęsnego Claude’a, który wolałby zniknąć niż żyć.

Trudna droga

Rodzice Claude’a, jeszcze nim stał się Poppy, byli świadomi swoich i jego praw. Szkoła też znała przepisy prawa amerykańskiego, które wychodzą naprzeciw takim dzieciom. Jeśli dziecko czuje się dziewczynką, nauczyciele powinni je tak traktować. Ale to jeszcze nie oznacza, że współpraca między rodzicami a szkołą jest prosta. Szkoła domaga się jednoznaczności, chce włożyć Claude’a w sztywne ramy, choć pięcioletnie dziecko nie wie jeszcze, kim jest i kim będzie. Pozornie sprzyjający system okazuje się opresyjny.

„Jeśli on uważa się za dziewczynkę, to ma dysforię płciową, a wtedy się do tego odpowiednio dostosujemy” – stwierdza przedstawicielka władz szkolnych. – „Jeśli jednak po prostu chce przychodzić w sukience, to wtedy zakłóca porządek i musi zacząć ubierać się normalnie. (…) Dzieci dzielą się na chłopców i dziewczynki. Szkoły nie są gotowe na takie niejasności. – Więc może powinny się przygotować – powiedział Penn. – Świat nie jest jednoznaczny”. I może warto to uznać. Może warto wyjść poza sztywne wzorce płci i zobaczyć, że kobiecość i męskość może się różnie przejawiać, że to wcale nie jest albo-albo, że ludzie mogą znajdować się też gdzieś pomiędzy i mają prawo być sobą.

Historia Claude’a/Poppy pokazuje, jak trudno być rodzicem takiego dziecka. Trzeba podejmować wiele ważnych decyzji, które nie wiadomo, co przyniosą, i przede wszystkim chronić to dziecko przed światem, dla którego jest ono sensacją. Ale pokazuje też, że transpłciowość dziecka nie musi być postrzegana jako tragedia ani jako coś wstydliwego, lecz jako indywidualny sposób istnienia w świecie, który warto wspierać i obdarzać szacunkiem.

Widzieliście film „Girl” Lukasa Dhonta? To opowieść o Larze, kilkunastoletniej uczennicy szkoły baletowej, uwięzionej w ciele chłopaka. Rzecz dzieje się w Belgii, środowisko jest sprzyjające, Lara, przechodzi kolejne procedury prowadzące do korekty płci, ma wspierającego ją ojca i mimo to jej życie jest strasznie trudne. Dzięki Larze i jej walce o siebie możemy zobaczyć, jak ważne jest poczucie własnej tożsamości i jego zgodność z naszym ciałem. Możemy zrozumieć determinację ludzi, którzy dążą do bycia sobą, choć ich droga jest bardzo trudna nawet w krajach, które uznały ich istnienie i prawa.

https://www.youtube.com/watch?v=fHe3FHneuN4

Niszowy temat?

Kilka miesięcy temu w Gazecie Wyborczej ukazał się wywiad z matką Emilii, która stała się Marcinem p.t. „Straciłam córkę, odzyskałam syna. Gdy dziecko zmienia płeć”. Lepiej mówić o korekcie płci niż zmianie, ale najważniejsze, że matka ją zaakceptowała. Jest szczęśliwa, że Marcin już nie cierpi, w końcu zaczął cieszyć się życiem. Ale między słowami wywiadu możemy wyczytać, jak długo chłopak był sam ze swoim problemem, nikt z nim nie rozmawiał, o tym, co się z nim dzieje, bo w polskich domach chyba nie rozmawia się o „takich” sprawach. Dopóki rzecz jest nienazwana, to jej nie ma. Zastępca dyrektora szkoły śmiał się z Marcina i przy uczniach nazywał go „transem”. Co taki człowiek myśli? Nie mam pojęcia. W sprawie Marcina szkoła nie zrobiła nic. W końcu chłopak sam otworzył temat.

„Kiedyś wchodzę do niego do pokoju, Marcin leży na łóżku. Pytam, co się dzieje, a on mówi: <Mamo, nie wiem, kim jestem>. Tego nie zapomnę. Do dziś słyszę to w głowie. Marcin był wtedy w drugiej klasie liceum, miał 18 lat” – wspomina matka, która wtedy zaczęła szukać psychologa i namówiła Marcina, żeby do niego poszedł. Dopiero w wieku 18 lat Marcin miał szansę, żeby porozmawiać z kimś dorosłym o sobie.

Kiedy w sądzie podczas rozprawy dotyczącej korekty płci przychodzi pora na zeznanie ojca, ten na pytanie sędzi, czy zauważył, że coś się dzieje z dzieckiem, odpowiedział, że nie, bo był w pracy. „Nie chciał się przyznać” – wyjaśnia matka. – „Pewne rzeczy obchodzi dookoła. Taki już jest”. Czy w wielu domach też nie tak obchodzi się ze „wstydliwymi” problemami? Dalej czytamy: „Teraz jak Marcin przyjeżdża do domu, jest normalnie, ale był czas, że nie przebywali z mężem w jednym pomieszczeniu. Nie rozmawiali ze sobą, a teraz robią sobie nawet wspólnie kawę”.  Uff. Transseksualizm Marcina traktowany początkowo jako rodzinna tragedia w końcu udaje się wszystkim zaakceptować. Przed Marcinem jeszcze długa i trudna droga, ale nie jest na niej już sam.

Pod wywiadem z matką Marcina pojawiły się komentarze, z których kilka ma wspólny mianownik: czytelnicy zarzucają Gazecie Wyborczej, że zajmuje się niszowymi, zamiast ważnymi problemami, które dotyczą nas wszystkich. Jeden głos stanowi piękną przeciwwagę: „Tak, o tych sprawach trzeba pisać i mówić. Trzeba krok po kroku robić wyłom w sztywnych poglądach na istotę męskości i kobiecości. Ludzie nie są albo kobietami, albo mężczyznami. Ludzie mają w sobie cechy i kobiece, i męskie. Ludzie, którzy nie znajdują się na jednym z dwóch biegunów, którzy są gdzieś pośrodku, mają pełne prawo do własnej tożsamości - nawet jeśli stanowią tylko niewielki ułamek procenta". Ten ułamek procenta to przecież tysiące ludzi, którzy mają takie samo prawo do bycia sobą jak my, ale ich droga jest znacznie trudniejsza. To chyba oczywiste, że warto i należy ich wspierać.

 

  1. Psychologia

Co w życiu jest dla ciebie najważniejsze? - 10 inspiracji Bartona Goldsmith'a

W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się czasem, co w życiu jest naprawdę istotne? Co ma dla ciebie największą wartość? Dr Barton Goldsmith napisał listę 10 najważniejszych spraw, które zawsze warto mieć na uwadze. Czy zgadzasz się z nim?

Dr Barton Goldsmith jest znanym, wielokrotnie nagradzanym amerykańskim psychoterapeutą, pisarzem i publicystą. Regularne pojawia się w: CNN, Good Morning America, CBS News, NBC News, The Greg Behrendt Show. Od ponad 30 lat pracuje jako psychoterapeuta specjalizujący się w psychologii życia, miłości i dążeniu do szczęścia. Na podstawie swojego zawodowego i życiowego doświadczenia napisał listę 10 najważniejszych spraw, o których warto w życiu pamiętać i realizować je. Oto one:

1. Najważniejsze, co rodzice mogą zrobić dla swoich dzieci, to mieć dobre relacje z innymi. W ten sposób dzieci otrzymują lekcję, jak z kimś być.

2. Najważniejszą rzeczą, jaką człowiek może zrobić dla drugiego człowieka, to kochać. Jeśli twój partner czuje się kochany, powstaje silny fundament związku.

3. Najważniejsze, co kobieta może zrobić dla swojego partnera, to być jego cheerleaderką. Bądźcie gwiazdami w swoich oczach.

4. Najważniejsze, co możesz zrobić dla siebie, to czuć, że jesteś wystarczająco dobra. Nie musisz być najlepsza we wszystkim, aby mieć wspaniałe życie. Nie pozwól nikomu krytykować czegoś, co zrobiłaś, by czuć się dobrze.

5. Najważniejsze w życiu jest to, żeby czuć się kochanym. Naprawdę uważam, że bycie w związku to jedyny sposób, żeby naprawdę poczuć życie w pełni.

6. Najważniejszą rzeczą do zrobienia w życiu jest przyczynienie się do dobrobytu ludzkości. Wiedza o tym, iż będąc tu, sprawiłeś, że świat stał się choć trochę lepszy, powoduje, że życie ma głębszy sens.

7. Najważniejszą rzeczą do zapamiętania jest to, że jakaś szczególna osoba była dla ciebie dobra. Na przykład nauczyciel w szkole średniej pomógł odkryć ci talent pisarski albo babcia obdarzyła cię bezwarunkową miłością.

8. Najważniejsze jest, aby nie marnować czasu na ranienie siebie takimi emocjami jak: złość, gniew, żal, poczucie krzywdy, chęć odwetu. Praca wewnętrzna nad negatywnymi emocjami pozwoli ci nie tracić cennych minut życia.

9. Najważniejszą rzeczą na świecie są ludzie. Jeśli byłabyś tu sama, jak wyglądałaby ta planeta? Ceń swoje życie i dziel się nim z innymi.

10. Najważniejszą rzeczą w życiu jest poczucie, że żyje się najlepiej, jak się potrafi.

  1. Psychologia

Praktyka uważności w drodze do pracy

Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością. (Fot. iStock)
Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością. (Fot. iStock)
Być może ranna podróż do pracy pociągiem, tramwajem, autobusem czy metrem nie jest twoją ulubioną częścią dnia. Być może daje znać o sobie senność, może jest tłoczno lub duszno. Czasami drażnią cię zapachy, hałas, cudze rozmowy przez telefon i sygnały wiadomości, korki i dłużący się czas. Postaw na praktykę uważności.

(Z drobną modyfikacją poniższą praktykę możesz także zastosować, stojąc w kolejkach.)

Nie odcinaj się, nie dystansuj od tych przeżyć. Schowaj komórkę, zamknij książkę czy gazetę, wyłącz muzykę i ściągnij słuchawki. Chwilę zanurz się w aktualną sytuację, pozwól sobie doświadczyć wszystkiego, co aktualnie czujesz: komfortu i dyskomfortu w różnych postaciach. Nie oceniaj ani nie nazywaj pojawiających się doświadczeń. Nie zwracaj uwagi na jeden bodziec, daj sobie doświadczyć całości.

Zamknij oczy. Zwróć uwagę na swój oddech, obudź jego świadomość na poziomie ciała i psychiki. Poczuj, co przynoszą wdechy i co zabierają wydechy. Skup się na swoich odczuciach aktualnej sytuacji na poziomie ciała, emocji, zmysłów… Daj sobie doświadczyć dźwięków, które słyszysz (nie etykietując ich), miarowego stukotu tramwaju czy pociągu lub dźwięków jazdy autobusu, tego jak twój środek lokomocji się zatrzymuje, wysiadają i wsiadają pasażerowie itd. Nie nazywaj tego, co czujesz czy słyszysz, nie oceniaj, po prostu daj sobie to przeżyć bezpośrednio.

Jak masz trochę więcej czasu możesz przez kilka do kilkunastu minut kultywować w sobie przyjazne nastawienie, pełne akceptacji, życzliwości, a może nawet miłości. Wobec siebie i wobec innych. Posłuchaj, jakie życzenie do siebie samego wypływają twojego serca i wypowiedz je w myślach, np. Obym miał się dobrze… Obym był bezpieczny… Obym był spokojny… etc. Po każdym życzeniu, które się pojawi pozostań chwilę w uważnej ciszy, pozwalając, by przez 1-2 minuty wybrzmiewało w tobie… Następnie z życzliwością skieruj uwagę na osoby wokół ciebie i skup się na życzeniach do nich, które wypływają z twojego serca. Niech te życzenia staną się pewnego rodzaju nośnikiem życzliwości, przyjaznego nastawienia, dobrej woli dla innych pasażerów, np. Oby moi współpasażerowie mieli się dobrze… Oby czuli się bezpieczni i pewni siebie… etc. Po każdym życzeniu, które się pojawi pozostań chwilę w uważnej ciszy.

Następnie wróć jeszcze do świadomości oddechu i uważności siebie w tym miejscu i czasie. Powoli pozwól, by uwaga wracała do świata zewnętrznego, otwórz oczy, ale pozostań nadal uważny. Nie aktywizuj zmysłów, pozwól, by wzrok i inne zmysły powoli dostosowały się do świata zewnętrznego. Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością, jak również gotowość do nieoceniającego przyjmowania pojawiających się przeżyć.

  1. Psychologia

Jakie cechy mężczyźni lubią u kobiet? Bo chciałabym być perfekcyjna...

Nie ma takich cech, których chcą mężczyźni, bo każda kobieta ma w sobie coś specjalnego i ludzie się dobierają wedle wzoru, który jest nie do przewidzenia. (Fot. iStock)
Nie ma takich cech, których chcą mężczyźni, bo każda kobieta ma w sobie coś specjalnego i ludzie się dobierają wedle wzoru, który jest nie do przewidzenia. (Fot. iStock)
Ryzykując pokazanie się facetowi taką, jaka jesteś możesz zyskać go naprawdę, na długo. Udając kogoś innego, kogoś łatwego w życiu i przyjemnego do patrzenia skazujesz siebie na to, że cały czas trzeba będzie ten wizerunek pielęgnować i poświęcać mu dużo czasu i wysiłku.

Na pewno faceci mają kilka ulubionych cech u kobiet, ale chyba po prostu są to cechy, które są doceniane zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn. Do nich można zaliczyć: poczucie humoru, optymizm, ciekawą osobowość, dojrzałość emocjonalną, poczucie własnej wartości.

Najważniejsze, żeby najpierw polubić siebie i swoje wady, a nie tylko zalety! Żeby potem móc polubić kogoś innego, również z jego zaletami i wadami.
Jeżeli masz takie wysokie oczekiwania w stosunku do siebie – to nie będziesz też akceptować normalności i wad u mężczyzny – to obusieczna broń.

To, ile jesteśmy w stanie dać swobody innym – tyle możemy dać akceptacji sobie. I odwrotnie!
Nie pytaj więc, jak możesz być atrakcyjniejsza dla facetów, tylko jak być sobą w relacji z facetami..,

  • Mężczyzna może się w tobie zakochać, jeśli pokażesz mu siebie. Jeżeli będziesz się starała byś perfekcyjna, to zakocha się w idei, o ile w ogóle się zakocha, a nie w tobie.
  • Jeżeli pozwolisz mu na to, żeby mężczyzna się zakochał w koncepcie ciebie idealnej, to jesteś zamknięta w celu, w jaskimi, w klatce własnego wizerunku.
  • Bycie w tej celi oznacza, że musisz umniejszać swoje prawdziwe "ja" cały czas. Oznacza, że będziesz coraz bardziej rozgoryczona i ściśnięta.
  • Dlaczego tak się dzieje? I co powoduje, że kobiety same zamykają się w więzieniu, nie mówią i nie pokazują siebie, a co gorsze - boją się siebie?
  • Bierze się to z tego, że przez dłuższy czas lub całe życie twoje pragnienia nie były ważne i nikt nie zachęcał cię żebyś je okazywała, a wręcz przeciwnie: Twoje pragnienia były nieważne, a ty żeby przeżyć, musiałaś być nieobecna.
  • Kobiety z takim syndromem są często bardzo pomocne, chętne do dawania, bardzo miłe, chętnie do uśmiechu, wyglądają bosko, tak też się prezentują, a w środku jest lęk, że ktoś odkryje, że nie są takie świetne, że mają fałdkę na brzuchu.
  • Uwierz, że mężczyźni chcą poznać ciebie, a nie twój obraz ciebie. Bo przy kobiecie, która akceptuje się ze wszystkim i potrafi być wyluzowana i normalna - oni także mogą poczuć się swobodnie.
  • Musisz budować granice, a nie mieć ich coraz mniej, a twoje pytanie brzmi, jakbyś jeszcze i tę resztkę chciała usunąć.
  • Budowanie granic to uczenie się tego, co lubisz lub nie lubisz, chcesz lub nie chcesz, godzisz się lub nie godzisz, a potem okazywanie tego. Dla przykładu takie stwierdzenie "Nie lubię, jak mężczyzna moich marzeń mnie ignoruje. Nie chce być ignorowana". To jest hasło do ciebie, o tobie, to nie jest hasło, które ma zmienić jego. Jest związane z tobą. Ty musisz najpierw wiedzieć, czego nie chcesz i nie zgadzać się na to.
  • Masz się uczyć poznawać swoje potrzeby i wyrażać je. Wprost.
  • Z czasem będzie cię coraz bardziej drażnić, że nie masz czegoś, co chcesz lub masz coś, co cię nie spełnia. Coraz lepiej będziesz wiedziała, co robić. Ale na to potrzeba czasu, bo też przez długi czas zagłuszałaś swoje pragnienia.
  • Wracając do twojego pytania. Nie ma takich cech, których chcą mężczyźni, bo każda kobieta ma w sobie coś specjalnego i ludzie się dobierają wedle wzoru, który jest nie do przewidzenia. Ta sama wada u jednej kobiety jest zaletą według innego faceta. Trzeba trafić na swojego, na tego, który będzie lubił twoje duże biodra, to że śpisz do południa i to że lubisz się kochać po kilka razy dziennie lub odwrotnie.
  • To co jest ważne, to bycie sobą i stanie za sobą. Taka kobieta jest bardzo atrakcyjna, gdyż związek z nią ma duże szanse być długi i spełniający. Kobieta, która umie powiedzieć: "Nie, dziękuję" jest dla mężczyzny atrakcyjna. Oznacza, że jest silna i dba o swoje potrzeby przez co on nie musi się bać, że ją skrzywdzi.

Więcej w książce "Instrukcja obsługi faceta" Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, wyd. Zwierciadło.