fbpx

Czy chłopcy są trudniejsi w wychowaniu od dziewczynek?

Czy chłopcy są trudniejsi w wychowaniu od dziewczynek?
fot.123rf

Pogodzenie spokojnej, wycofanej mamy i dynamicznego, potrzebującego silnych bodźców malucha może prowadzić do frustracji obu stron. Problem czytelniczki komentuje ekspertka SENSu Ewa Nowak.
Jestem mamą dwójki dzieci: pięcioletniej córki i niespełna dwuletniego syna. Mój problem dotyczy właśnie płci, a konkretnie: Czy to w ogóle możliwe, że chłopcy są bardziej niegrzeczni od dziewczynek? Syn, że opiszę w skrócie jego działalność: poobrywał rogi od paneli podłogowych, wlewa wszystko, co płynne, do akwarium, połamał wieszaki na ręczniki i włącza ciągle piekarnik. Mogłabym wymieniać jeszcze długo. Córka w jego wieku też była ciekawa świata, ale nie do tego stopnia. Nie miałam z nią takich problemów. Wiem, że w tym wieku to normalne, ale on się nie słucha, w ogóle nic sobie nie robi ze słów „nie wolno”.

Chłopcy w żadnym razie nie są bardziej niegrzeczni od dziewczynek. Słowo „niegrzeczny” w ogóle nie może odnosić się do dwulatka. Dziecko w tym wieku co najwyżej nie spełnia wyobrażeń dorosłych. Dlatego zachęcam Panią do odpowiedzenia sobie na pytanie: A jak by to wyglądało, gdyby synek był Pani pierwszym dzieckiem? Prawdopodobnie gdyby dzieci urodziły się w innej kolejności, nie byłoby problemu. Bylibyście Państwo – zarówno mentalnie, jak organizacyjnie – przygotowani na dziecko ekstremalnie ruchliwe. Nastawienie to ogromna siła psychiczna. Jako mama jednego dziecka miała Pani sprecyzowane wyobrażenie, czego się spodziewać, a tymczasem drugie dziecko, tak jak w przypadku Państwa rodziny, może nie prezentować zachowań typowych dla starszego rodzeństwa. Jest to powszechnie znane. Dzieci potrafią różnić się pod każdym względem, i to już od pierwszych dni życia.

Bagaż doświadczeń związanych z wychowaniem pierwszego dziecka pomaga przejść przez wszystkie lęki związane z chorobami, kolkami, humorami, napadami złości, okresami odrzucania jedzenia i dziecięcej walki o samodzielność. Warto jednak pamiętać, że każde doświadczenie nie tylko wzmacnia, ale też obciąża – właśnie oczekiwaniami. Zakładamy, że historia się powtórzy. Tymczasem nie powtarza się nigdy. Trzeba to zaakceptować.

Nie tylko dzieci są inne. My również jesteśmy innymi rodzicami, niż byliśmy dla pierwszego dziecka. Nie warto porównywać dzieci, bo one nie wybierają sobie temperamentu i kondycji fizycznej. Poza przemocą w rodzinie, to, że było się porównywanym do rodzeństwa, otwiera listę złych wspomnień z dzieciństwa. Dlatego ważnym aspektem problemu jest konsekwentne powstrzymywanie się od stawiania synkowi siostry za wzór. To prosta droga do wzbudzenia w nim silnej niechęci w stosunku do niej.

Nieprawda, że każda mama jest dobra dla każdego dziecka. Czasem występuje jaskrawe niedopasowanie temperamentów. Być może jest Pani dobrą mamą dla spokojnej, chętnie współpracującej z dorosłymi dziewczynki, zaś nie bardzo umie się odnaleźć w roli matki dynamicznego syna. Nie twierdzę, że tak jest, ale nawet gdyby, to nie ma w tym nic złego. Rodzic uniwersalny to bowiem mit. Każdy jest lepszy dla jakiegoś konkretnego typu dziecka. Trzeba tylko mieć tego świadomość. Jeśli wychowanie zbyt często ogranicza się do strofowania, w długoterminowej perspektywie będzie to niekorzystne dla synka. Warto więc zadbać o dodatkowe ręce do opieki. Nigdzie nie jest powiedziane, że matka musi wyłącznie na własnych barkach dźwigać ciężar wychowania dziecka o żywym usposobieniu.

Ważnym zadaniem jest więc znalezienie dla synka opiekuna ze zbieżnym do niego temperamentem. Potrzebny jest ktoś mający dużo energii i rozumiejący potrzebę łamania, rzucania, zaglądania, przelewania i robienia innych doświadczeń. Bo Pani synek nie jest niegrzeczny, on tylko chce się doświadczalnie przekonać, jak działa świat. Potrzebny jest więc ktoś, kto zwyczajnie dotrzyma mu kroku, i to wcale nie musi być Pani. Należy zatrudnić taką osobę lub poszukać chętnych w rodzinie, żeby zajęli się synkiem, a Pani dali odetchnąć.

Ewa Nowak pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży