fbpx

Czy relacja, która stoi nad przepaścią jest jeszcze do uratowania?

Czy relacja, która stoi nad przepaścią jest jeszcze do uratowania?
Jeśli relacja, w której się znajdujemy boli nas, uwiera lub męczy, warto podjąć ostateczną decyzję o jej przyszłości. (Fot. iStock)

W Chinach po kwarantannie rośnie liczba rozwodów. Jak to będzie w Polsce – zobaczymy. Z pewnością warto ten czas wykorzystać na refleksję nad ważnymi dla nas relacjami. I jeśli nas bolą, uwierają lub męczą – podjąć ostateczną decyzję. Pogodzić się czy pożegnać? Wskazówek udziela psychoterapeutka Ilse Sand.

Kiedy dochodzimy w relacjach – partnerskich, rodzinnych czy zawodowych – do takiego momentu, że coraz częściej zadajemy sobie pytanie „zostać czy wyjść?” – zwykle długo stoimy w miejscu. Bo skąd mamy wiedzieć, jaki scenariusz będzie dobry? Reanimacja czy podziękowanie sobie za to, co było najlepsze? Inspiracją mogą być podpowiedzi duńskiej psychoterapeutki Ilse Sand, autorki książki „Relacje nad przepaścią. Jak je naprawić lub kiedy warto z nich zrezygnować”.

Napisz list

Ilse Sand krok po kroku prowadzi nas do konfrontacji – z naszymi uczuciami wobec drugiego człowieka i z nim samym. Do komunikacji, wyjaśnienia sporu, a może do rozstania. Czujesz opór, niewygodę? To oczywiste! Niewykluczone, że jakaś sytuacja od dłuższego czasu ci ciąży, że jakaś energia napiera. Że czujesz lęk przed wykonaniem jakiegokolwiek kroku, przed zmianą. Ale wiesz też, że dłużej już tak się nie da… Jak uzasadniasz swoją bierność, zwłokę? Może mówisz sobie, że ruch nie należy do ciebie („tak będzie sprawiedliwiej”, „przecież powiedziała, że nie chce mnie znać”, „nie będę się płaszczyć”). Albo boisz się czyjejś złości, odrzucenia. A może umniejszasz osobę będącą obiektem twoich rozterek, mówisz sobie: „wcale nie jest dla mnie taka ważna”, podczas gdy myśli żeglują uparcie w jej kierunku? A gdyby prawdą było coś przeciwnego? Możesz się otworzyć na taką opcję?

Rozwiązanie, jakie proponuje Ilse Sand, jest dość radykalne: napisz list pożegnalny. Wyobraź sobie, że już nigdy nie zobaczysz drugiej osoby, że komunikujesz się z nią ostatni raz. Jakie odczucia pojawiają się w tobie? Niewykluczone, że uznasz ten pomysł za dziwny. Dlaczego masz żegnać się z kimś, do kogo być może chciałbyś się zbliżyć? „Pożegnanie pociąga za sobą o wiele silniejsze emocje, a ponadto znaczenie drugiej osoby staje się dla nas bardziej namacalne” – tłumaczy psychoterapeutka. „Czasami, gdy całkowicie pozwoli- my bliskiej osobie odejść, pojawia się nowa perspektywa i jesteśmy w stanie spojrzeć na relację z nią świeżym okiem”. Potraktuj to jako wewnętrzne badanie, weryfikację tego, co naprawdę czujesz, czego pragniesz. Chodzi o to, by skupić się na swoim wewnętrznym „ja” i odpowiedzieć sobie na pytanie, jak bardzo dany człowiek jest dla ciebie ważny.

Pewnie już się domyśliłeś, że tak naprawdę masz napisać ten list tylko dla siebie… Mimo to wejdź mocno w tę przestrzeń, wczuj się, zrób miejsce na żal. Jak twierdzi Sand, prawdopodobnie będzie mu towarzyszyć ulga. „Mam nadzieję, że stwierdzisz, iż życie toczy się dalej, a ty przeżyjesz – również bez więzi z tym człowiekiem”. Bądź jednak bardzo uważny na siebie: jeśli twoje emocje są silne, a osoba, której chcesz je zakomunikować, bardzo ci bliska, być może dobrze, by towarzyszył ci w tym procesie terapeuta.

Czuj i mów

Każda sytuacja związana ze zmaganiami w relacji jest inna, ale zwykle dwa elementy pozostają wspólne: emocje i potrzeba komunikacji czy inaczej – konfrontacji. Co do emocji: nie da się ukryć, że najczęściej jest to gniew (nierzadko po obu stronach). Może były jakieś oczekiwania, plany, może nawet obietnice, a potem okazało się, że ich urzeczywistnienie nie wchodzi w grę. Ktoś nas rozczarował, nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Więc złościmy się, obrażamy, obwiniamy. To pozwala nam zachować dystans wobec drugiej osoby. Uchronić się przed bólem. Jesteśmy twardzi, używamy gniewu jako tarczy ochronnej, a pod spodem prawdopodobnie czekają stłumione: żal, poczucie bezradności, pragnienie miłości, tęsknota… Wcześniej czy później warto się na nie otworzyć. Sprawdź, co stanie się wtedy ze złością.

Zdaniem Sand okazanie żalu i bezradności wobec drugiej osoby sprawia często, że pojawia się nowa przestrzeń, by otworzyć się wzajemnie na siebie i porównać odmienne wersje zdarzeń. Nie ma się co łudzić: każdy z nas patrzy na świat przez własne filtry, zapamiętuje inne szczegóły, na co innego kładzie nacisk. Pytanie, czy jesteś gotów uznać, że opowieść drugiego człowieka, dotycząca wspólnych doświadczeń, może być równie prawdziwa co twoja. Tak naprawdę chodzi nie tylko o wersję zdarzeń. Kluczowe pytanie brzmi: na ile po- zwalamy ważnej dla nas osobie, by czuła, myślała, postrzegała inaczej niż my? By po prostu była inna?

Pewnie znasz relacje, w których ludzie niemal stapiają się ze sobą – jakby mówili jednym głosem, mieli te same upodobania, poglądy, potrzeby. Ilse Sand nazywa takie związki symbiotycznymi albo konfluentnymi. Przyznaje, że na początku odkrywanie podobieństw i przeglądanie się w innej osobie może być źródłem bardzo przyjemnych odczuć. Taka relacja daje poczucie bezpieczeństwa i jest łatwa. Tylko czy prawdziwa? Czy nie wymaga czasem zbyt daleko idących kompromisów, ukrywania pewnych cech osobowości? „Relacje konfluentne bywają niejednokrotnie beznamiętne i nudne” – pisze psychoterapeutka. Brakuje w nich kontrastów, odrębnych przestrzeni do zagospodarowania. Oczywiście, może się też zdarzyć, że różnice między ludźmi zaangażowanymi w relację robią się zbyt duże, że łączy was coraz mniej. Wtedy lepiej się wycofać.

Spokój i otwartość

„Po tym, jak John przez pół roku nie rozmawiał ze swoim sąsiadem z powodu różnicy zdań w sprawie przebudowy, w końcu pewnego dnia zebrał się na odwagę” – opowiada Ilse Sand. „Zobaczył światło w oknie sąsiedniego domu i coś nagle pchnęło go do działania. Ruszył w kierunku posesji Larsa, zapukał do drzwi i wszedł do środka. Lars siedział przy kuchennym stole ze wzrokiem wbitym w obrus. Nie padły żadne słowa i nie przypominało to bynajmniej serdecznego powitania. John po prostu nawiązał kontakt wzrokowy z sąsiadem, po czym spontanicznie rzucił: »Do cholery, Lars!«. Larsowi zaszkliły się oczy, wstał, położył dłoń na ramieniu Johna i powiedział: »Ech…«. I już po chwili na stole pojawiło się zimne piwo”. Czasem – jeśli uda nam się wypracować otwarte podejście do drugiej osoby – konfrontacja wcale nie musi być wielkim wyzwaniem. Nie musimy przygotowywać przemowy, listy argumentów, rozpisywać scenariuszy. Robisz ten pierwszy krok i wszystko dzieje się samo. Niekiedy jednak – sugeruje psychoterapeutka – lepiej trochę się przygotować (zwłaszcza jeśli wcześniej podejmowałeś bezskuteczne próby pojednania). Już sam wybór formy komunikacji ma spore znacznie. Mail? Telefon? Rozmowa wideo? A może jednak spotkanie na żywo? Jakie są twoje preferencje, jak to widzisz? A druga strona? Która z form da wam większą szansę porozumienia się, a która może się okazać zbyt ograniczająca czy stresująca?

Idąc dalej: czy bardziej zależy ci, żebyście wyjaśnili sobie pewne sprawy, wyrzucili nagromadzone emocje, czy może wolisz odstąpić od mówienia i zachęcić drugą osobę, żeby opowiedziała o tym, co ją boli? W pierwszym wypadku dobrze pomyśleć o tym, co chcesz wyrazić (i jak to zrobić bez oskarżania drugiej strony), w drugim – nastawić się na słuchanie, obecność, na to, co zwykło się nazywać „trzymaniem przestrzeni”. Nie da się ukryć: większości z nas łatwiej wyrażać pozytywne uczucia. To, co ukrywamy wewnątrz, raczej nie jest miłe… A jednak ważne, by zostało zwerbalizowane. „Gdy ktoś da ujście swoim złym emocjom, ujawniając je bezpośrednio przed tobą, nie będzie musiał już dłużej wyrażać ich biernie” – tłumaczy Sand. „Jednocześnie osoba ta przestanie traktować cię z taką rezerwą. A może dystans między wami zniknie zupełnie?”. Oczywiście, sugestia ta nie dotyczy osób, które nadmiernie uzewnętrzniają swoją dezaprobatę (czyli: wściekają się z byle powodu). Przed zaproponowaniem swojemu rozmówcy, by dał ci ewentualny negatywny feedback, sprawdź, czy na pewno zdołasz to udźwignąć. Czy potrafisz zachować w takiej sytuacji spokój i otwartość.

Dziękuję!

Jeśli dotrzesz do miejsca, w którym masz już jasność, że wszystko zmierza do rozstania, skup się na tym, co zostaje. Co cennego możesz wziąć od drugiej osoby? Może są jakieś słowa, które chciałbyś od niej usłyszeć na pożegnanie? Może nawet mógłbyś poprosić o ich wypowiedzenie? Najważniejsze słowo w tych okolicznościach to niewątpliwie „dziękuję”. Nawet, kiedy jest ciężko, zawsze jest za co okazać wdzięczność. Jeśli nie za miłe chwile, to chociażby za cenną lekcję. Wyraź tę wdzięczność podczas spotkania, przez telefon, na piśmie. A – jeśli nie da się inaczej – do zdjęcia danej osoby, jej wy- obrażenia. Tak naprawdę słowa pożegnania możesz wypowiadać przez wiele dni. Aż poczujesz, że wystarczy. Aż smutek zacznie ustępować miejsca spokojowi, akceptacji, a może nawet radości?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze