fbpx

Ciało jako piękna witryna

Ciało jako piękna witryna
Michael Morgenstern

Już niedługo będziemy wiecznie młodzi, piękni i szczupli. Dzięki tabletkom
nie osiwiejemy. Manipulacja genami zlikwiduje nam zmarszczki. A żywność nowej generacji sama nas odchudzi. Raj. Czy jest więc powód,
by stawać w obronie starości? – zastanawia się Wojciech Eichelberger,
psychoterapeuta, twórca programu rozwoju wewnętrznego.

– Wyobraźmy sobie lustro. A w nim przeglądają się razem wnuczka i babcia. Obie wyglądają tak samo dzięki manipulacji genami odpowiedzialnymi za starzenie się, chirurgii plastycznej i neofarmakologii. Ciekawe, jak to wpływa na ich relacje?

– Wiecznie młoda babcia i jej naturalnie młoda wnuczka

– obie na tym tracą. Babcia traci możliwość bycia starą, mądrą, bogatą w życiowe doświadczenie kobietą. Doświadczającą przemijającego życia jako źródła miłości, radości i zachwytu. Wnuczka traci szansę na relację ze świadomą popełnionych przez siebie błędów i tego, co jest w życiu najważniejsze, matką swojej matki. Rzecz nie w powierzchowności, lecz w tym, że „wyliftowana” babcia poświęca większość czasu zabieganiu o wygląd i atrakcyjność, zamiast odkrywać swoją przyrodzoną mądrość.

– A więc babcia na tym traci?

– Paradoksalnie, walcząc o wieczną młodość, tracimy życie. Umysł zajęty obsesyjną, beznadziejną walką z przemijaniem nie zazna ani zachwytu, ani radości, ani miłości, a tym bardziej spokoju. W dodatku rozdygotana, rozkapryszona i rozgoryczona nieuchronną porażką w walce z siłami natury babcia dzidzia jest często ciężarem dla otoczenia.

– Wnuczka może być dla niej rywalką?

– Oczywiście. Tak jak w bajce o złej macosze, dla której odpowiedź lusterka na pytanie, kto jest najpiękniejszy na świecie, była najważniejszą sprawą w jej życiu. Więc gdy w końcu dowiaduje się, że najpiękniejsza na świecie jest jednak jej dorastająca pasierbica, postanawia ją zabić. Baśnie i mity wskazują na to, że wojna starości z młodością ma długą historię. Ostatnio się nasiliła na skutek agresywnego marketingu usług upiększająco- odmładzających. I tylko babcia prawdziwie pogodzona z życiem może swoim przykładem pokazać wnuczce, o co w tym wszystkim chodzi. Nie może tego zrobić babcia, która wygląda oraz myśli jak wnuczka. Taka budzi w dziewczynie politowanie.

– Starość ma być wartością? Dziś widzi się w niej tylko obciążenie, np. młodzi muszą pracować na emerytury starych. Może dlatego chcemy za wszelką cenę ukryć upływ czasu, by nie poczuć się tym ciężarem?

– Starość ma głęboki sens i bardzo ważną rolę do odegrania. Wytyka wcześniej popełnione błędy, każe płacić niezapłacone rachunki, uczy pokory wobec życia, porządkuje system wartości, skłania do głębszej refleksji i poszukiwania prawdziwej tożsamości. Dlatego to tak ważne, by starzy przekazywali młodym swoją życiową mądrość. Pytanie tylko: skąd ją mają brać, skoro chcą żyć jak młodzi, myśleć jak młodzi, kupować to samo i tak wiele jak młodzi? Nie ma nic złego w uczeniu się od młodych tego, co przydatne. Ale nie należy dewaluować życiowej wiedzy i doświadczenia. Jeśli starzy nie zaczną cenić lekcji przemijania, to zagrozi nam wszystkim pandemia niedojrzałości, nieodpowiedzialności i niepohamowanej chciwości. Trzeba jednak przyznać, że docenienie własnej starości to dziś zadanie trudne. Starość jest bowiem kontrkulturowa i dlatego dewaluowana, spychana na społeczny i ekonomiczny margines. W państwowych rachubach znajduje się w rubryce czynników spowalniających rozwój gospodarczy. Starzy są bowiem marnymi konsumentami. Przy obecnych emeryturach nie da się na nich zarobić. W dodatku potrzebują mniej, a nie więcej, podążają raczej w stronę świątyni niż hipermarketu, wolą się wyzbywać, niż nabywać, nie dążą do odległych ambitnych celów – raczej zwalniają, odkrywając na nowo wartość tego, co bliskie, małe, znane i zwyczajne.

– Może jednak podążanie ku świątyni da się pogodzić z korzystaniem z tego, co oferuje najnowsza antystarzeniowa technologia? Na przykład dzięki kosmetykom trójwymiarowym będzie można zmieniać kształt nosa czy ust… Może wracamy do raju?

– A co tam – idźmy na całość! Po co w ogóle żyć w tym kruchym, zużywającym się ciele? Film science fiction „Surogaci” przedstawia wizję rozwiązania naszych cielesnych problemów. Każdy może kupić sobie zdalnie sterowanego mózgiem, idealnie prezentującego się i supersprawnego surogata. Wyobraźmy sobie – sami leżymy wygodnie na skomputeryzowanym fotelu, który przekazuje surogatowi nasze mózgowe impulsy i zwrotnie transmituje nam do mózgu to, co odbierają jego elektroniczne zmysły. A surogat żyje za nas: pracuje, uczy się, gotuje, wychowuje dzieci, flirtuje i kocha się z innymi surogatami. Kiedy dzieje się coś, co użytkownikowi nie odpowiada, to w każdej chwili można go wyłączyć. Nie choruje. Nie starzeje się. Jest niezniszczalny i nieśmiertelny.

– W przeciwieństwie do nas. Nam za drzwiami domu zagrażają choroby, terroryści, pijani kierowcy, trąby powietrzne, a nawet kiełki z bakteriami zabójcami… Może więc dobrze mieć surogata?

– Propaganda zagrożenia jest tak silna, że znaczna część z nas już dziś z ulgą zdecydowałaby się na zakup surogata, a jeszcze chętniej zainwestowała w surogaty dla dzieci. Ale film ma morał, który mówi, że lekarstwo bywa gorsze od choroby. Użytkownik surogata, chcąc chronić i przedłużyć swoje życie, w rezultacie je marnuje. Leżąc całymi dniami na fotelu sterowniczym, śni swoje życie, zamiast je autentycznie przeżywać. A czyż nie po to się rodzimy, aby doświadczać? By – czerpiąc lekcje z naszych radości i cierpień, wzlotów i upadków – szukać szczęścia i satysfakcji, a nade wszystko uwolnić się od lęku przed stratą, rozstaniem, przemijaniem i śmiercią? Jeśli tak, to unikajmy pokusy posiadania surogata. Bo gdy on będzie żyć za nas, gdy zaczniemy unikać ryzyka, bólu, przemijania, uczynimy nasze życie podróbką. „Lekarstwo” nieuchronnie przyniesie więcej cierpienia niż życie, od którego za jego pomocą próbujemy uciec.

– Czyli zamiast na lifting lepiej postawić na duchowość?

– Dojrzewanie i prawdziwy wewnętrzny rozwój sprowadzają się do tego, abyśmy urealniali nasze istnienie, doświadczali go takim, jakie jest. Kluczowe jest tu zrozumienie i zaakceptowanie tego, że wszystkie istnienia, w tym także nasze ciało, są nietrwałe i przemijają. Dopiero przyjęcie do serca tej trudnej prawdy skłoni nas do zadawania sobie pytań o naszą prawdziwą tożsamość. Jeśli będziemy szukać odpowiedzi, to prędzej czy później zrozumiemy, że nasze ciało było i jest tylko doskonałym surogatem/awatarem. Nie ma więc sensu obsesyjnie chronić go przed życiem i zużyciem za pomocą elektronicznych wynalazków i przedłużek. 

– Tym bardziej że zatrzymanie urody i młodości wymaga pieniędzy, czasu, starań. Ale też napędza gospodarkę.

– Duchowość jest kontrkulturowa i dlatego, podobnie jak starość, się ją dewaluuje. Odkrywanie duchowej tożsamości uwalnia ludzi od lęku, a więc od potrzeby nabywania produktów mających zapewnić bezpieczeństwo, wieczne zdrowie i młodość. Duchowość nie służy konsumpcji. Powszechny wgląd w to, co naprawdę ważne, spowodowałby więc niewyobrażalny kryzys ekonomiczny. Ale przecież nie bez powodu prorocy, święci i oświeceni wszystkich wyznań i tradycji ostrzegają, że życia, które ma sens, nie da się kupić.

– Ale wiele kobiet, ja chyba trochę też, wierzy w to, że będą szczęśliwe, jeśli pozbędą się zmarszczek i cellulitu.

(…)

Wiecej w Zwierciadle 08/2011