fbpx

Dlaczego kariera nie jest pasmem samych sukcesów?

Dlaczego kariera nie jest pasmem samych sukcesów?
fot. iStock

Tradycyjne wyobrażenie kariery jest takie: szczebel po szczeblu pniesz się w górę, aż osiągasz wyżyny w swoim zawodzie. Tymczasem prawdziwa droga życiowa rzadko przebiega w ten sposób. Częściej pojawia się na niej i skok w bok, i czasowa równina, a nawet zejście w dół. Bo to nie droga na szczyt. To raczej wędrówka po górach.

Świadectwo pracy przyszło pocztą: jedna stroniczka A4. Dekadę życia Katarzyny (w dalszej części tekstu zdradzimy, dlaczego nie możemy ujawnić jej nazwiska) streszcza punkt numer dwa. Czytamy w nim: „Analityk biznesowy, konsultant 1, konsultant 2, konsultant 3, starszy konsultant 1, starszy konsultant 2, starszy konsultant 3, menedżer 1, menedżer 2, menedżer 3”. – Jak litania – mówi Katarzyna. W każdym słowie tej wyliczanki kryje się rok jej życia, starań, frustracji i sukcesów. Wspomina kolejne stopnie: coraz większa odpowiedzialność, lepsza pensja i nawet wygodniejszy fotel biurowy. – Dalej w tej litanii powinny być trzy stopnie starszego menedżera i wreszcie stanowisko dyrektorskie. A po kilku latach może nawet weszłabym do zarządu? Ukoronowaniem byłaby posada prezesa, ale prezes jest tylko jeden, a takich jak ja są szeregi – dodaje Katarzyna.

W górę pięła się także prawniczka Barbara Garlacz (w dalszej części tekstu zdradzimy, dlaczego jej nazwisko możemy podać bez problemu). Studiowała w Krakowie, ale jak mówi, po studiach zrobiło się tam dla niej ciasno. – Warszawa była dla mnie miejscem trochę jak Nowy Jork. Miasto otwarte, jeśli chcesz gdzieś dojść, pracujesz nad tym ciężko i umiesz dobrze rozegrać karty – możesz to zrobić. Aplikowałam z ulicy do korporacji, o której marzyłam jeszcze na studiach. We wtorek miałam rozmowę kwalifikacyjną, w piątek dostałam telefon, że mnie przyjmują. To był dobry moment na rynku, 2006 rok: kancelarie biły się o prawników, dawały dobre stawki. Pomyślałam: „To jest to!”. Pamiętam, jak szłam Marszałkowską dumna, wydawało mi się, że świat stoi otworem.

Wkrótce jednak okazało się, że Barbara nie może zajmować się tym, co ją interesuje. Przeszła do innej korporacji, potem do jeszcze następnej. Pracowała ciężko, awansowała, ale czuła, że to nie jej ścieżka. – Szłam jak burza, do pewnego stopnia było pole do rozwoju. Ale uświadomiłam sobie, że w kancelariach pewne stanowiska są już obsadzone. Dojście do pozycji partnera wiąże się między innymi z bardzo długim czasem oczekiwania. Nie mówię, że to niemożliwe, ale trzeba pracować wiele lat. A cierpliwość nie jest moją cnotą.

Gdyby Barbara i Katarzyna traktowały swoje drogi zawodowe jako drabinę, pięłyby się dalej. One jednak zrobiły coś, co zaskoczyło wszystkich.

Skok w bok

Krzywa Gaussa – używa się jej często, aby zobrazować schemat kariery. Pniesz się w górę, potem w pewnym momencie osiągasz swój pik i dalej czeka cię już tylko schyłek.

Taki schemat sprawdzał się w czasach, gdy pracę zaczynało się i kończyło w jednej firmie. Czas rozkwitu przeżywało się między czterdziestką a pięćdziesiątką, a koło sześćdziesiątki wegetowało się już przed emeryturą. Jednak dziś w wielu przypadkach, gdyby narysować wykres obrazujący prawdziwą drogę zawodową, jej krzywa kluczyłaby w sposób kompletnie nieregularny. To wznosiłaby się, to opadała, na długie okresy pozostawałaby płaska, z sinusoidalnymi wychyleniami. Czasem skokowo unosiłaby się w górę (awans, nagroda) lub zjeżdżała pionowo w dół (zwolnienie lub rezygnacja z pracy). Czasem wręcz urywałaby się, by podjąć bieg w innym miejscu. Roczny wyjazd dookoła świata, urodzenie dziecka, przerwa w pracy na podjęcie nowych studiów, przeprowadzka na wieś, zamiana posady nauczycielki na prowadzenie sklepu ze zdrową żywnością – to akcje, które przestawiają drogę zawodową na inny tor.

Dlatego lepiej niż dzwon Gaussa karierę opisuje metafora wędrówki po górach. Owszem, pniemy się wzwyż, ale potem maszerujemy dłuższy czas przełęczą. Nieuniknione są też zejścia – i czasem wręcz zbiegamy, toczymy się w dół. Ale może to daje nam rozbieg do podejścia pod kolejne wzniesienie? Czasem wreszcie trafiamy na równinę, która wydaje się ciągnąć latami – aż pojawi się na niej zakręt i widok na zupełnie inne pasmo górskie. I – tak, tak – zdarza się, że budujemy dom na tym zakręcie. Katarzyna trzymała w ręku świadectwo pracy, bo złożyła wypowiedzenie i zdecydowała się zejść ze szlaku. Jej skokiem w bok okazała się wymarzona od lat podróż do Ameryki Łacińskiej. Pojechała na dziewięć miesięcy.

Beata Rycembel, coach z dziewięcioletnim doświadczeniem (wcześniej 12 lat pracy w działach HR dużych korporacji), komentuje: – Przed podjęciem takiej decyzji ważne jest uświadomienie sobie, czy to coś, co chcę naprawdę robić, czy może ucieczka przed czymś, co mi doskwiera. Bo jeśli ucieczka, jest duże ryzyko, że ciągniemy problem za sobą.

Jak to zdiagnozować?

– Podstawą jest to, aby człowiek zmierzył się z własnymi wartościami – mówi Rycembel. – Trzeba dotknąć siebie w środku. Dowiedzieć się, kim jestem naprawdę. Nie kim powinnam być, kim moi rodzice, mąż czy dziecko chcieliby, żebym była. Czasami ludzie dopiero po 30, 40 latach życia zawodowego odkrywają, że realizują cudzy scenariusz. Można to odkrycie potraktować jako szansę na zmianę.

Beata Rycembel pracuje głównie w środowisku korporacyjnym. – Czasem ludzie pierwszy raz w życiu stykają się z pytaniem: Co jest dla mnie tak naprawdę ważne? Odpowiedzią jest uświadomienie sobie i nazwanie wartości. Jeżeli dokonuję życiowych wyborów lub zmian w zgodzie z wartościami, szanse na powodzenie są dużo większe. Istnieje kilka metod, które pozwalają się przyjrzeć marzeniom o sobie samym. Dla osób, którym to odpowiada, może to być na przykład wizualizacja. Najprostsza to pytanie: Gdybyś od dziś nie musiała pracować, miała taką szansę, aby nie martwić się o pieniądze, gdybyś mogła realizować siebie, cokolwiek to znaczy, jak by wyglądało twoje życie?

Pierwsza rzecz, o której człowiek mówi, to marzenia. Te najbardziej pierwotne, które domagają się: „Zauważ mnie!”. A za marzeniami stoją niezaspokojone potrzeby.

Cofnąć się, żeby wziąć rozbieg do skoku

Barbara zagrała va banque: w wieku 29 lat zdecydowała, że zakłada własną kancelarię. Zrezygnowała z ciepłej, dobrze płatnej posady i prestiżu, jaki daje praca w jednej z najlepszych korporacji prawniczych. – Rzucałam coś, co było bardzo wygodne. Przychodzić do pracy, wykonać swoje zadanie, nie zastanawiać się, czy są klienci, czy ich nie ma, czekać na pensję. Pewnie, że na początku bałam się niestabilności. Teraz jest ona absolutnie naturalnym elementem. Na pewno miałam za mało pokory, za szybko chciałam wszystko osiągnąć. Widzę to dopiero z perspektywy czasu.

Beata Rycembel podkreśla, że zmiana jest najczęstszym owocem pracy z coachem. Tylko jak ocenić, czy zmiana, która z pozoru jest degradacją, w długim okresie okaże się dobra?

– W momencie podejmowania decyzji trudno o pewność. Każda zmiana to wyjście ze strefy komfortu. Im więcej można sprawdzić wcześniej, tym lepiej. I jeśli przechodzimy do mniej prestiżowej firmy, na mniej płatne stanowisko – ważne, aby nie stawiać siebie w pozycji ofiary. Kogoś, kto teraz będzie cierpiał. Warto popatrzeć na tę zmianę z perspektywy tego, co mogę zyskać. Trzeba zdawać sobie sprawę, jakie wartości za tym stoją. Na przykład: będę mieć więcej czasu dla rodziny. To często są kompromisy.

– Wolę słowo „konsensus”. Jeśli mówimy „kompromis”, koncentrujemy się na tym, z czego rezygnujemy, co poświęcamy. A lepiej skupić się na tym, co jest ważne, na wybranej wartości. Może to brzmi banalnie, ale wiem, że działa – śmieje się Beata.

Czy trzeba wybierać? „Kobiety nie mogą mieć wszystkiego” – to teza słynnego już artykułu Anne Marie-Slaughter. Autorka opowiada w nim, dlaczego zrezygnowała z posady, która była ukoronowaniem jej marzeń: była dyrektor do spraw planowania polityki w departamencie stanu Białego Domu. Decyzję o odejściu podjęła, gdy bawiła na przyjęciu u Obamy – i zamiast upajać się własnym sukcesem, szampanem i pogawędkami z dygnitarzami, myślała tylko o tym, co robi jej 14-letni syn. Bo od kilku tygodni był w trudnym okresie. A ona widywała jego i jego 12-letniego brata tylko w weekendy – i trudno jej było znaleźć z chłopcem wspólny język. Na co dzień zajmował się dziećmi ojciec, profesor na spokojnej posadzie nauczyciela akademickiego w Princeton. Slaughter po tamtym przyjęciu rzuciła pracę. Rozpoznała własne wartości i rodzina stała w nich wyżej niż Biały Dom. Zostawiła sobie wiele zajęć zawodowych, ale wyjechała z Waszyngtonu. Ze szczytu zbiegła na równinę. I pisze: „Myślę o tych równinach jako o przerwach na inwestycję”. Wspomina też, jak z mężem i synami wyjechali na dziesięć miesięcy do Chin w roku wyborów prezydenckich, gdy wielu jej kolegów doradzało kandydatom w sprawach polityki zagranicznej. Ona jednak wolała zainwestować w czas rodzinny, poznać Azję i nauczyć synów mandaryńskiego.

Czasem motorem zmian jest decyzja, która przyszła z zewnątrz. Nawet takie chwilowe trzęsienie ziemi jak zwolnienie z pracy to okazja do nazwania swoich wartości i budowania na nich nowej drogi zawodowej. Zapytania samej siebie o marzenie i danie sobie szansy na jego realizację. Warto mieć też zaufanie do czasu. To z jego perspektywy możemy ocenić, który krok w trakcie górskiej wędrówki prowadził nas ku najpiękniejszym widokom. Przekonała się o tym Katarzyna. W swojej podróży zrozumiała, że praca w korporacji dawała jej jednak satysfakcję. Było tylko kilka spraw, które nieznośnie ciążyły. Po powrocie Katarzyna zaczęła więc szukać nowej posady w swojej branży, ale już na własnych warunkach. Znalazła etat – w konkurencyjnej korporacji. Po bardzo długiej przerwie kontynuuje wędrówkę. Dlatego woli jednak nie ujawnić nazwiska.

Barbara Garlacz w ramach kancelarii ze wspólnikami sama organizuje sobie pracę. – Te cztery lata działania na swoim dały mi szansę na zrealizowanie pragnień, na które nie miałam wcześniej czasu. Regularnie jeżdżę konno, dużo wyjeżdżam. Nauczyłam się windsurfingu. Zrobiłam kurs żeglarski. Nigdy wcześniej nie marzyłam o własnej firmie, ale czasami wydaje mi się, że odejście z korporacji było mistrzowskim posunięciem. Nie pojawiam się przed 11.00 w kancelarii – co nie znaczy, że rano nie pracuję, bo czasem wstaję o czwartej. Mam wolność. I mam już pomysł na kolejny biznes. Tym razem niezwiązany z prawem.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>