fbpx

Terapeutyczna moc fotografii

Fototerapia - poznaj samego siebie
Terapia z użyciem fotografii pozwala na scalenie różnorodnych przeżyć i przekształcenie ich w doświadczanie siebie. Gdy czujesz, że przychodzi pora zmian i musisz przepracować pewne zagadnienia w swoim życiu – warto sięgnąć po fototerapię. (Fot. Getty Images)

Robienie zdjęć podczas sesji fotograficznej to dopiero początek. Kolejny krok to poszukiwanie wizualnych znaczeń, przyglądanie się samemu sobie. Doświadczeniami z udziału w fototerapii dzieli się z nami Grzegorz Mieczkowski, projektant, wydawca i pasjonat muzyki.

Czasem, kiedy czujesz, że przychodzi pora zmian, potrzeba przepracowania pewnych zagadnień w swoim życiu – możesz sięgnąć po proste narzędzia, by odkryć siebie. Ja wraz z bliskimi sięgnąłem po siłę fototerapii. Jej namacalnym efektem są zdjęcia, ale jeszcze ważniejszym – przemyślenia.

Dzisiaj już wiem, że zmieniając siebie, wpływam na jakość życia oraz relacje z innymi ludźmi. Uważam, że można to zrobić w każdym momencie, bez względu na wiek czy przekonania. A narzędzi do naprawy samego siebie należy szukać w skrzynce zwanej umysłem. Oczywiście, różne sytuacje motywują potrzeby takich zmian. Ja znalazłem swój „klucz” po rozpadzie kilkuletniego patchworkowego związku, o którym myślałem wyłącznie pozytywnie, a który był kolejnym etapem w moim życiu po rozwodzie oraz po śmierci mamy. Swoje życie porównałbym do magicznej, niewidocznej trampoliny, po której skaczę, a chwile zawieszenia to kolejne etapy, w których dokonuję zmian. Tak właśnie za pomocą sesji fotograficznej zilustrowaliśmy moje najważniejsze cele. Dzięki fototerapii doświadczyłem cudownych emocji – wyzwolenia się z tego, co „siedzi” we mnie. Poprawiłem tym samym jakość życia. Trzy fotografie ilustrują moje priorytety: dzieci, szczęście, duchowość.

Dzieci

Podobno prawdziwy mężczyzna powinien: spłodzić syna, wybudować dom i posadzić drzewo. Mam 44 lata i, jeśli chodzi o dom i drzewo, nie spełniłem oczekiwań stawianych mężczyznom, ale nie jest to raczej moim celem. To stereotyp – „przestrzenny wzorzec” działania, któremu my, mężczyźni, próbujemy sprostać. Skutkiem tego są kompleksy, spadek poczucia wartości własnego życia i różnego rodzaju dolegliwości. A może wybudować drewniany domek na drzewie i tam spłodzić syna? A czy pojawienie się córki przekreśla wszystko? Marzymy o tym, aby nasze dzieci były wyjątkowe, mądre, wybitnie uzdolnione, a w przyszłości miały dobrą pracę. Ja zawsze chciałem, aby były szczęśliwe, uśmiechnięte, radosne, pełne swoich pasji. Mam dwóch cudownie zakręconych synów – Maks (lat 17) i Maciej (lat 11). Oprócz zewnętrznego podobieństwa łączy nas miesiąc urodzin – wszyscy jesteśmy z marca – oraz pasja słuchania muzyki. Daliśmy temu wyraz w pełnej ekspresji i luzu, punkowo-rock’n’rollowej wizji muzycznego tria. Pomysłów mieliśmy kilka, ale podzielenie się garderobą z mojej szafy uznaliśmy wspólnie za najlepszy, co dostarczyło nam nieprawdopodobnych emocji – ta interakcja połączyła nas w szale podskoków i dziwacznych póz. Doświadczenie to utwierdziło mnie w przekonaniu, że moja maszyna zwana „ojcostwem” jest sprawna i dobrze naoliwiona.

Szczęście

To stan radości i zadowolenia, do którego dążymy przez całe życie. Od narodzin po czas starości. Co może potęgować, utrzymywać taki nastrój? Istnieje opinia, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Moja bezgraniczna radość z posiadania psa pojawiła się dopiero po jakimś czasie, kiedy byliśmy zdani na siebie. Pewnej nocy przyśnił mi się Winyl (takie imię nosi mój pies) i podał mi swój psi numer telefonu, z prośbą, żebym do niego dzwonił o każdej porze dnia i nocy, gdybym cokolwiek chciał mu powiedzieć. Czyż nie taki właśnie powinien być przyjaciel? Dostępny w każdej chwili, bezinteresowny, któremu można zaufać i powierzyć sekrety. Taki jest dla mnie mój pies. Stał się częścią mnie. Obecnie większą część dnia – ze względu na swoją pracę zawodową – spędzam w domu, w związku z czym wiele rzeczy robimy razem: od porannej kawy, poprzez przygotowywanie posiłków, po wspólne oglądanie filmów. Jakiś czas temu złożyliśmy sobie życzenia – które właśnie się realizują – że każdy z nas spotka dla siebie wymarzoną partnerkę. A pomysł na nasze wspólne zdjęcie był początkowo zupełnie inny, ale jak to w życiu – okazało się, że to nie skacząco-tańczący na co dzień Winyl ma w sobie Michaiła Barysznikowa – tylko ja.

Duchowość

Kilkanaście lat temu moje zainteresowania skupiły się wokół postrzegania pozazmysłowego. Pojawiła się świadomość, że jest we mnie cząstka transcendentalnego istnienia. Pragnienie dotarcia do źródła. Przeczytałem wiele książek, uczestniczyłem w kursach rozwoju duchowego, praktykowałem głodówki, doświadczyłem inicjacji drugiego stopnia reiki, ćwiczę jogę i jestem ewangelikiem. Nie wyobrażam sobie rozpoczęcia dnia bez porannej modlitwy. Ostatnio zadałem sobie pytanie: Jak mógłbym doświadczyć bycia Jezusem? Niestety, pytanie pozostało bez odpowiedzi, ale postać Jezusa i jego życie są mi bliskie, szczególnie doświadczenie ubiczowania i ukrzyżowania. Tkwiły one we mnie od zawsze. Dlatego uznałem, że jedynie poprzez pewną artystyczną formułę swojego ukrzyżowania doświadczę tego metafizycznego stanu. Tak też się stało. Uwolniłem się z wielu blokad tkwiących we mnie, a najważniejszą było, że świętości nie wolno tykać. Szczerze polecam taką formę „uwolnienia” drzemiących w nas nieprzepracowanych spraw. A jeśli dodatkowo mogą w tym wziąć udział bliskie nam osoby, będzie to stanowiło ogromną wartość.

Dziś mój bilans doświadczeń życiowych uznaję za korzystny. Tryskam optymizmem i zadowoleniem z życia. Poznaję ciekawych, różnorodnych ludzi, pełnych pasji, których łączy najbardziej wartościowa dla mnie cecha charakteru: szczerość.

Co daje fototerapia?

Przeglądając swoje zdjęcia, czujemy, że niektóre lubimy, inne zaś uznajemy za nieudane. I tak jest też na co dzień – czasem akceptujemy się bardziej, a czasem mniej. Czasem mamy więcej kontroli nad sobą, a czasem mniej. Czasem czujemy się lepiej, a czasem gorzej. Fototerapia, czyli terapia z użyciem fotografii, pozwala na scalenie tego rodzaju różnorodnych przeżyć i przekształcenie ich w doświadczanie siebie. W tym procesie odkrywania własnych emocji i przeżyć nie ma znaczenia to, czy „dobrze wyjdziemy” na zdjęciu, ponieważ centralnym elementem jest bycie ze sobą tu i teraz, zaakceptowanie swoich emocji i otwarcie się na ich swobodną ekspresję.

Prawdopodobnie właśnie dzięki zrzuceniu z siebie konwenansów, zapomnieniu o zewnętrznych oczekiwaniach czy zawieszeniu potrzeby kontroli nad tym, co dzieje się wewnątrz oraz wokół nas, Grzegorz zyskał możliwość zobaczenia siebie, autentycznego spotkania swoich synów czy pogłębienia duchowości. To, co wydarza się w procesie fototerapii, można by przyrównać do gąsienicy przekształcającej się w motyla. Do fotografa „przypełza” człowiek obciążony poczuciem niespełnienia, i początkowo próbuje „jakoś wyjść” na zdjęciach. Jednak powoli, wraz z kolejnymi fotografiami, pojawia się gotowość do odkrycia czegoś więcej. Uczestnik zawija się teraz w swój kokon i doświadcza trudnych, niewygodnych emocji i ograniczeń. Nie przejmuje się już tym, „jak wyjdzie”, gdyż spogląda na siebie, a nie na aparat. Wreszcie kokon pęka, a człowiek nabiera ochoty, by poczuć wolność, szczęście i pozytywne emocje, które były dotąd skrywane czy blokowane, otwiera więc skrzydła niczym motyl, by doświadczać wolności, piękna i dobra – dostrzeganych w sobie i innych.

Zewnętrznym efektem fotometamorfozy Grzegorza jest wdzięczność, że podzielił się cząstką siebie poprzez zdjęcia, które już na zawsze będą przywoływać emocje i zachęcać do spotykania siebie tu i teraz.

Artykuł pochodzi z archiwum miesięcznika „Sens”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze