Ewa Klepacka-Gryz - To jest „przyjaźń”, a (niestety) nie kochanie. Historie 3 kobiet które uwierzyły, że będzie z tego miłość
00:00
„Nikt inny nie rozumie mnie tak jak ty, jesteś cudowna, na ciebie zawsze mogę liczyć” – być może ty również słyszałaś podobne zdanie z ust mężczyzny, którego widziałaś przy sobie w innej niż przyjaciel roli. O przyjaźni oferowanej zamiast miłości, która może nawet nieść intymność, ale nie oznacza związku z przyszłością – pisze psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 07/2025.
Zdaniem Esther Perel, autorki książki „Kocha, lubi, zdradza”, współczesny mężczyzna, będący w stałym związku, chce być wierny ciałem, ale bywa niewierny sercem. Nie chce niszczyć swojej rodziny, ale nie rezygnuje z bliskości z innymi kobietami. Nie potrzebuje już dowodu swojej męskości w postaci skonsumowanego romansu, szuka podziwu, uznania, czułości i oddechu od nudnej rutyny codziennego życia (także małżeńskiego).
Współczesny mężczyzna wie, że seks jest zbyt ryzykowny; jest oczywistym dowodem zdrady, prędzej czy później wychodzi na jaw, no i przede wszystkim wymaga trudnych decyzji, za które trzeba ponieść odpowiedzialność. Dlatego zadowala się bliskością emocjonalną, która jest bezpieczniejsza.
Współczesna kobieta od lat pragnie tego samego: atencji, czułości, troski, zaangażowania. Dla niej przyjaźń z mężczyzną często przeradza się w zakochanie. Wtedy cierpi, karmiąc relację, która nigdy się nie dopełni. Bliskość bez fizyczności rani ją nie dlatego, że nie ma seksu albo dla przyjaciela nie ma on znaczenia, ale dlatego, że nie zostaje wybrana przez tego kogoś, przed kim otworzyła serce.
Anka jako jedyna w zespole entuzjastycznie przyjęła Roberta – nowego szefa, który pojawił się w firmie. Od początku ujął ją swoją spontanicznością, zaimponował wiedzą. Polubiła go jako człowieka. Sama zaproponowała, że wprowadzi go w projekty. Nieraz przesiadywali w biurze do późnych godzin wieczornych.
Robert był jej wdzięczny za pomoc, otwarcie o tym mówił, wieczorami zamawiał jedzenie do biura, żeby „nie zemdlała mu z głodu”, a pewnego dnia, w podziękowaniu za wszystko, zaproponował kolację na mieście.
Siedzieli w małej przytulnej restauracji, śmiali się, szczerze rozmawiali o swoich marzeniach, pasjach, o życiu. Potem Robert wziął ją za rękę, popatrzył w oczy i szepnął: „Dlaczego dotąd nie zauważyłem, jaka jesteś piękna?”. Tani komplement, ale Ance mocniej zabiło serce. Pół roku wcześniej rozstała się z chłopakiem, obiecała sobie, że szybko się nie zakocha, ale Robert był wyjątkowy. Widać było, że mężczyzna jest nią zainteresowany. Od tej romantycznej kolacji na powitanie i pożegnanie całował ją w usta. I wcale nie przeszkadzało mu, że inni pracownicy to widzieli. Na Dzień Kobiet podarował jej eleganckie perfumy. Ich przyjaźń powoli przeradzała się w „coś więcej”, a przynajmniej tak czuła Anka.
Pewnego dnia źle się poczuła w pracy, Robert zaproponował, że odwiezie ją do domu. Wszedł na górę: „Osobiście zapakuję cię do łóżka, żebyś mi szybko wyzdrowiała”. Kiedy wzięła go za rękę i wyszeptała: „Zostań”, odsunął się zdecydowanym ruchem i powiedział: „Nasza przyjaźń to najcenniejsza relacja, jaka przydarzyła mi się do tej pory, nie psujmy tego”.
– Kiedy to się wydarzyło, nie wiedziałam, czy Robert miał kogoś, a może był gejem, jak zasugerowała moja przyjaciółka – opowiadała Anka. – To nieważne. Czułam się oszukana. Żaden przyjaciel mężczyzna nigdy nie całował mnie w usta, nie wysyłał czułych emotikonów na dobranoc, nie zachwycał się moją urodą. Pomyślałam, że może on potrzebuje czasu albo nie lubi, kiedy kobieta przejmuje inicjatywę. Czekałam, że się ośmieli albo wyjaśni, o co tak naprawdę chodzi. Ale on zachowywał się tak, jakby nic się nie stało.
Nadal był uroczy i uwodzący, nadal przytulał mnie na powitanie, a kiedy nadstawiałam policzek, bo nie chciałam, żeby całował mnie w usta, czochrał mnie po włosach. „Przecież wiesz, że cię kocham, głuptasku. Oczywiście jak przyjaciółkę” – dodawał.
Nie wiem, jak długo łudziłabym się, że kiedyś nasza relacja przerodzi się w coś więcej, gdyby nie firmowa impreza, na której pojawił się z… narzeczoną.
Poznali się na zajęciach z jogi. Od razu przypadli sobie do gustu; okazało się, że obydwoje pracują w reklamie, mieli też wspólnych znajomych. Kiedyś po zajęciach Bartek zaprosił ją na matchę (obydwoje ją uwielbiali). Od tego dnia wspólne wypady do kawiarni obok studia jogi stały się ich przyjemną rutyną.
Bartek dużo opowiadał o Indze, swojej żonie; poznali się, kiedy on miał 17 lat, a ona kończyła studia. Długo ją zdobywał, Inga bała się, że są z innych światów, że prędzej czy później ją zostawi. Pobrali się, kiedy zaszła w ciążę. Rok po pierwszym dziecku urodziło się kolejne: „Seks zawsze był super”. Ostatnio w ich małżeństwie pojawił się kryzys; żona miała problemy w pracy, zdaniem Bartka za bardzo przejmowała się dziećmi, które były już nastolatkami.
„Czuję się przy tobie tak, jak kiedyś przy Indze. Jesteś cudowna. Tylko ty mnie rozumiesz. Kiedy zasypiam, myślę o tobie, przypominam sobie każde zdanie z naszej rozmowy”.
Kiedyś przyjechał do niej późno w nocy, po jakiejś kolejnej awanturze z żoną. Kasia leżała już w łóżku, położył się obok, poprosił, żeby go przytuliła. Potem zasnął i posapywał jak mały chłopiec. Kasia do świtu nie zmrużyła oka. Kiedy jednocześnie korzystali z łazienki, po raz pierwszy poczuła, że pragnie z nim fizycznej bliskości.
Poszli do łóżka tylko raz, po kolacji, na której wypili dużo wina. Rano Bartek zachowywał się tak, jakby się nic nie stało. Kasia czuła się kompletnie zdezorientowana. Liczyła, że porozmawiają, ale nie miała odwagi zacząć. Nadal spotykali się na jodze, pili razem herbatę po zajęciach, dużo rozmawiali, Bartek narzekał, że żona go nie rozumie.
Pewnego dnia znowu pojawił się u niej późno w nocy i położył się obok. Poprosił, żeby pogłaskała go po plecach. Kasia się rozpłakała. „O rany, co ja takiego zrobiłem? Inga też często przy mnie ryczy”. Wtedy zapytała: „Kim dla ciebie jestem?”. Bartek nie krył zdziwienia: „Przecież się przyjaźnimy. A tak w ogóle to jesteś superlaska”.
– Nie miałam siły powiedzieć mu, że inaczej rozumiemy przyjaźń – opowiada Kasia. – Poczułam się tak, jakby on mnie okradł: zabrał moje emocje, sięgnął po moje ciało, zniszczył zaufanie. Czułam, że moje serce rozpadło się na kawałki. Najgorsze było to, że on chyba naprawdę świadomie nie chciał mnie skrzywdzić. Po prostu wziął sobie to, czego nie miał w relacji z żoną. Seks mieli bardzo udany, więc tego ode mnie nie potrzebował. Przecież on mi o tym wszystkim mówił, nigdy nie dawał mi żadnej nadziei. Po awanturze z żoną przybiegał pocieszyć się w moich ramionach, a nad ranem potulnie wracał do domu. Często po kłótni godzili się z żoną w sypialni. Przecież mówił mi o tym. Boże, czy ja byłam ślepa i głucha? Na co ja liczyłam?
Przyjaciółka, której wypłakiwałam się w mankiet, spytała: „Dlaczego nie kazałaś mu odejść od żony?”. Nie chciałam naciskać. Myślałam, że on naprawdę mnie kocha, a kiedy ludzie się kochają, to chcą być razem. On chciał być z żoną i ze mną. Czy jest ze mną tak źle, że muszę dzielić faceta z inną kobietą?
Ola jest 36-letnią singielką. Piotr był jej miłością z czasów liceum. Po latach odezwał się do niej na Facebooku. Pisali do siebie codziennie, dzielili się wspomnieniami, emocjami z tamtych wspólnych czasów i bieżącym życiem. Ola wysyłała mu zdjęcia z wyjazdów, on jej fotografie dzieci. Od wspólnych znajomych wiedziała, że Piotr ożenił się zaraz po studiach i wyjechał do rodzinnego miasta żony. Po maturze widziała go tylko raz, na zjeździe absolwentów. Była wtedy szaleńczo zakochana w koledze z pracy. Na spotkaniu zamienili tylko kilka zdań. Zresztą mężczyzna wyszedł wcześniej, bo jego żona była w zaawansowanej ciąży.
W wiadomościach nie wspominał o żonie, nigdy nie zapytał, czy ona ma partnera. Ich wirtualna znajomość właściwie była powrotem do przeszłości. Często zastanawiali się, dlaczego nie są razem. „To ty mnie nie chciałaś”; „To ty nie poprosiłeś mnie o rękę” – przekomarzali się jak dzieci.
Wirtualne rozmowy stawały się coraz bardziej intymne. Ola tuż po przebudzeniu sprawdzała, czy jest wiadomość z czułym „dzień dobry”, nie zasnęła, dopóki na telefonie nie wyświetliły się emotka z serduszkiem i kilka słów na dobranoc.
Czekała, kiedy Piotr zaproponuje spotkanie. W końcu te 200 kilometrów, które ich dzieliło, nie było odległością nie do pokonania. Ostatnio w wirtualnych rozmowach coraz częściej zastanawiali się, dlaczego wtedy nie poszli ze sobą do łóżka. „Bałem się, że nie będziesz chciała”; „Chciałam, ale bałam się ciąży i tego, że mnie zostawisz”; „No coś ty?! Nigdy bym tego nie zrobił”. Temat niedoszłego seksu sprzed laty był jak suche drewno dorzucane do ogniska. Ich rozmowy zamieniły się w erotyczny dialog.
Ola coraz częściej tęskniła za spełnieniem w ramionach wirtualnego kochanka, a Piotr kilka razy przełożył swój przyjazd do miasteczka, w którym mieszkała. Olę bardzo to dotknęło, przez kilka dni nie odpisywała na wiadomości. Piotr pisał, dzwonił, błagał, żeby się odezwała. W końcu przysłał wiadomość, że za dwa dni będzie.
Spotkali się w hotelowej restauracji. Po kolacji Piotr bez słowa zaprosił ją do pokoju. W jego ramionach czuła się jak tamta zakochana przed laty nastolatka. Kiedy rano się obudziła, mężczyzny już nie było, wieczorem przyszedł SMS: „To było piękne. Wiedziałem, że to się musi stać, by dopełnić naszą miłosną historię. Nie możemy tego kontynuować. Mam rodzinę: żonę i dzieci. Jesteś dla mnie bardzo ważna, ale zostańmy przyjaciółmi. Proszę”.
– Przez wiele miesięcy nie mogłam się pozbierać – opowiada Ola. – Do dziś nie potrafię nazwać tego, co czułam. Chyba byłam zamrożona. Na pewno czułam się nieważna. Przyjaciółka powiedziała, że to tak, jakbym źle ulokowała swoje ciężko zarobione pieniądze. Otworzyłam przed nim swoje serce: dzieliłam się sobą, dawałam wsparcie, cierpliwie słuchałam, byłam na sto procent obecna w jego życiu. Robiłam to wszystko, co robi się dla miłości. Dostawałam wzajemność, codzienny kontakt, emocjonalność, zaufanie, intymny, pełen namiętności flirt. Długo udawałam, nawet przed samą sobą, że to mi wystarcza.
Tłumaczyłam sobie, że on ma rodzinę, że taki wirtualny romans powinien mi wystarczyć, bo tak jest bezpieczniej, że nikogo nie krzywdzimy. Kiedy przez kilka godzin się nie odzywał, szalałam z rozpaczy.
Bałam się, że już nigdy się nie odezwie, a przecież nawet nie znałam jego adresu. Chyba gdyby wtedy, zanim się spotkaliśmy w tym hotelu, powiedział, że to wszystko, na co mogę liczyć, bym się zgodziła. Pewnie z czasem to by się wypaliło, umarło śmiercią naturalną i nikt by nie cierpiał. Może niepotrzebnie przestałam się wtedy do niego odzywać? Może gdyby nie przyjechał przestraszony, że zerwałam kontakt, może gdybyśmy nie poszli do łożka… Nie wiem, co najbardziej mnie zraniło. Chyba nawet nie odrzucenie, tylko fakt, że to on zdecydował za nas dwoje.
Może dlatego, że to nie jest przyjaźń. To niesymetryczna, nierówna relacja, w której jedna ze stron oddaje się cała, a druga wyznacza granice (bez poinformowania tej pierwszej). To związek bez tytułu, miłość bez przyjęcia, bliskość na jednostronnie ustalonych zasadach.
Kobiety, które doświadczyły takiej relacji, zgodnie twierdzą, że to nie brak seksu czy brak jego kontynuacji boli najbardziej, tylko fakt, że ogromna bliskość (emocjonalna, duchowa, fizyczna) nie przeradza się w związek, że druga strona stawia warunek: albo przyjaźń, albo nic. Że nie ma tu miejsca na negocjacje, kompromis czy nawet zwykłą szczerą rozmowę.
W takich relacjach kobieta przywiązuje się coraz bardziej i wierzy, że seks będzie początkiem „my”. Mężczyzna tego nie planuje, nie chce odpowiedzialności. Jeśli idą do łóżka, to raczej spontanicznie – w napięciu, bliskości, emocjonalnym uniesieniu. Dla kobiety ten akt jest potwierdzeniem: „On naprawdę mnie kocha, teraz będziemy już razem”. Dla mężczyzny to tylko: „No cóż, przyjaciele czasami ze sobą sypiają, nic się nie stało, to tylko seks”; albo: „Za daleko to zaszło”.
Dla kobiety seks jest więziotwórczy: budzi zaufanie, otwartość, pragnienie pogłębienia relacji i dalszego ciągu. W mózgu mężczyzny seks i więź mieszkają w dwóch odrębnych miejscach: „Nie psujmy tego, co jest między nami. Przecież było dobrze, po co komplikować?”. I zostawia kobietę z czymś, czego nie można ani zatrzymać, ani rozwinąć. Można to jedynie przeżyć i żyć dalej.
Uwierz, że nie zrobiłaś niczego złego – twoja potrzeba bliskości była autentyczna, pojawiła się w odpowiedzi na sygnały wysyłane przez mężczyznę. Nic ci się nie wydawało, to wydarzyło się naprawdę.
Nie zgadzaj się na przyjaźń – to nie będzie czysta relacja. Przyjaźń za miłość nie jest sprawiedliwa, zaburza wymianę (dajesz więcej, niż dostajesz).
Zadbaj o siebie jak o osobę, która jest w żałobie po porzuceniu. Zaopiekuj się swoim ciałem. To ono najbardziej czuje się porzucone.
Nie zmuszaj się, by natychmiast przestać go kochać, skoncentruj się na tym, by jeszcze mocniej kochać siebie.
Nie musisz mu niczego tłumaczyć, jeśli nie chcesz. Jeśli czujesz, że potrzebujesz domknąć tę relację, możesz do niego napisać, na przykład: „Dziękuję, że przypomniałeś mi, jak bardzo mogę czuć. Ale nie chcę dawać serca komuś, kto w zamian nie proponuje mi swojego serca”.
Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych