Akceptacja siebie – walka z kompleksami

AKceptacja siebie
123rf.com

Taka, jaka się urodziłaś, jaka jesteś, byłaś i będziesz. Po prostu „idealnie nieidealna”. Pora na akceptację siebie!
Diana Vreeland według słów jej własnej matki „na urodę nie miała co liczyć”. Dlatego też liczyła na siebie. Po latach, kiedy była już legendarną redaktor naczelną amerykańskiego „Vogue’a”, w jednym z wywiadów powiedziała, że zawsze uważała za najpiękniejsze to, co nas wyróżnia. Masz 180 centymetrów wzrostu? Podkreśl to 10-centymetrowymi szpilkami! Twoja szyja jest ponadprzeciętnie długa? Upinaj wysoko włosy i noś głębokie dekolty! Sama miała dość nieregularne rysy, ale nigdy ich nie tuszowała, a włosy zaczesywała do tyłu. Smukłe, długie dłonie podkreślała doskonałym manicurem i liczną biżuterią, szczupłą jak na owe czasy sylwetkę ubierała w dopasowane, obcisłe stroje. Nawet ze swoich niedoskonałości uczyniła atuty.

Ból na własne życzenie

Każdy z nas miewa takie dni, gdy nie ceni siebie zbyt wysoko. Raz lubimy siebie, raz nie. I tak ma być – gdybyśmy odczuwali nieustający zachwyt sobą, podobnie jak ciągłą pogardę, świadczyłoby to o poważnym psychicznym schorzeniu. Ale co innego chwilowy spadek samopoczucia, a co innego stałe krytykowanie siebie, umniejszanie swojej wartości i zatruwanie prostych życiowych przyjemności. Czyli: kompleksy. – Kompleks to wątpliwość, która przeobraża się w ból – twierdzi Christophe André, francuski psychiatra, autor książki „Niedoskonali, wolni, szczęśliwi. O sztuce dobrego życia”.

„Jestem za gruba, mało spostrzegawcza, zbyt powolna, zapominalska…”. To, że mamy wątpliwości na swój temat, że nie wszystkie cechy naszego charakteru czy wyglądu nam się podobają – to zupełnie normalne. Kompleks przekracza jednak takie okazjonalne niezadowolenie z siebie. „Jestem gruba jak świnia, brzydzę się sobą. Jestem bezdennie głupia, w ogóle nie powinnam się odzywać…”. André określa go jako bolesne, obsesyjne skupianie wszystkich myśli na jakiejś części ciała, którą uważamy za niezgrabną, czy wymiarze osobowości ocenianym jako nieodpowiedni. Kompleksów można nabawić się praktycznie na każdy temat, choć według badań (przeprowadzonych przez „Psychologies Magazine”) największe wątpliwości budzą w nas zwykle: własna kultura, umiejętność poprawnego wysławiania się, zdolności intelektualne i wygląd. Nie tyle sam obiekt jest tu istotny, ile znaczenie, jakie mu przypisujemy – jesteśmy przekonani, że wszyscy dostrzegają i krytykują naszą domniemaną czy rzeczywistą ułomność. To powoduje, że np. wstydząc się swojego ciała, nie zakładamy kostiumu kąpielowego na plaży czy nie zabieramy głosu podczas spotkania z kolegami z pracy, bo jesteśmy przekonani o tym, że nie mamy nic ciekawego do powiedzenia. Rezultat: zarówno pobyt na plaży, jak i spotkanie zamiast przyjemnością stają się udręką. Warto podkreślić, że całe to cierpienie ściągamy na siebie sami.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »