Przełamując falę

Corbis

Porządkujące, oczyszczające rozmowy o przeszłości z ojcem to najlepsze, co syn może zrobić dla siebie. To także szansa dla ojca. I dla całego systemu rodzinnego. W ten sposób mężczyźni przełamują pokoleniową falę niezrozumienia, chłodu i obcości między ojcami i synami – mówi Benedykt Peczko w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.

– Przyjaciel opowiadał mi o przełomowym momencie w jego dorosłej relacji z ojcem. Otóż oglądał z synkiem „Czterech pancernych i psa”, ten odcinek, gdy Janek odnajduje ojca i idą tak do siebie wzdłuż brzegu morza. I wtedy właśnie mój przyjaciel wybuchnął płaczem, zaczął szlochać, co nie zdarzyło się nigdy w trakcie jego dorosłego życia. Gdy ochłonął, uświadomił sobie, jak bardzo tęskni za ojcem. Pamiętał dwie sceny z tatą z dzieciństwa, a potem już go nie było, mama niechętnie go wspominała. Niedawno odnalazł ojca.

– Pogratulować. Ten mężczyzna zrobił coś bardzo ważnego dla siebie, swojego syna i przyszłych pokoleń mężczyzn. Zwracając się do ojca, zaakceptował przeszłość. Zaakceptował niedoskonałość ojca, a poprzez to także własną niedoskonałość. Nie wstydził się emocji. Nazwał je i pozwolił, aby nim pokierowały.

– Czasem ojciec czeka na rozmowę z synem całe życie. Czeka, aż syn powie: „Tato, może nie wszystko było super, ale starałeś się, byłeś dobrym ojcem, dziękuję ci”. Robert Bly, autor „Żelaznego Jana”, twierdzi, że większość mężczyzn umiera w poczuciu, że nie sprawdzili się jako ludzie i jako ojcowie. Dorosły syn ma moc, by uspokoić sumienie ojca.

– Ojcowie czekają na to, ale raczej nieświadomie. Szukają sposobności, aby odbudować kontakt z dorosłym synem. Robią to niezgrabnie, na przykład prosząc, aby syn załatwił im coś w urzędzie. Ojciec nie mówi otwarcie o pragnieniu miłości i akceptacji. Szuka kontaktu, odwołując się do synowskiego obowiązku troszczenia się o starego ojca, do poczucia winy: „Nie przyjeżdżasz, nie dzwonisz…”. Synowi trudno rozpoznać te sygnały jako wyraz chęci zbliżenia się. Dlatego zbywa ojca: „Wiesz, jaki jestem zajęty”. A gdyby tak spytał: „Stęskniłeś się za mną, tato? Chciałbyś się spotkać, porozmawiać? Spotkajmy się”. To mógłby być dobry początek rozmowy.

– Z kolei gdy synowie chcą się zbliżyć – bo np. obejrzeli poruszający film – ojciec jest przerażony! To jest autentyczna historia: Syn dzwoni do ojca i mówi: „Tato, ostatnio myślałem, co dla mnie zrobiłeś, i chcę ci podziękować. Kocham cię…”. A ojciec na to: „Dobrze się czujesz?”.

– Albo: „Mów od razu, czego potrzebujesz!”, albo: „Bądź mężczyzną! Widzę, że się rozklejasz”. Ojcowie, którzy przez całe życie odcinali się od swoich uczuć, nie są w stanie przyjąć uczuć syna.

– Jak miałaby wyglądać rozmowa między ojcem a synem po latach milczenia, zdawkowych powitań i pożegnań, chłodu i obojętności?

– Trzeba uporządkować i oczyścić przeszłość. Syn nazywa i wyraża uczucia, jakie żywi do ojca. Mówi, jak zapamiętał dzieciństwo, jak się czuł jako dziecko, co przeżywał i czego doświadczał, i jak to wpłynęło na jego dorosłe decyzje i wybory.

– Wielu ojców stosowało i stosuje wobec synów przemoc psychiczną, emocjonalną, a nierzadko fizyczną. Jak o tym mówić bez gniewu, wściekłości czy lęku?

– Mówić o tym, jak trudno mówić: „Jeszcze dziś czuję paraliżujący lęk, gdy przypominam sobie, jak musiałem przed tobą uciekać, drżałem już w momencie, gdy słyszałem twój pijany bełkot za drzwiami po nocy. Bardzo cierpiałem i chcę, żebyś o tym wiedział. Ciągle jestem wściekły, gdy pomyślę, co działo się w domu. Potrzebuję ci o tym powiedzieć i jestem pewny, że ty potrzebujesz usłyszeć. Nie oskarżam cię, nie oczekuję, żebyś mnie przepraszał, tylko żebyś wysłuchał”.

 

– Ojcowie w takich sytuacjach zaprzeczają, bronią się, atakują, oskarżają syna o niewdzięczność.

– Jednak stało się – syn powiedział, a ojciec usłyszał. Ten przekaz nie ginie. Ojciec nie jest na tyle silny i dojrzały, żeby spokojnie przyjąć słowa syna, ale na głębszym poziomie czuje ulgę, gdy to, co ukryte, zostaje nazwane. Synowi łatwiej wtedy zaakceptować ojca takim, jaki był i jaki jest. I relacja między nimi pomału się zmienia – jest prawdziwsza, bardziej bezpośrednia.

Raczej nie ma co liczyć na to, że ojciec się otworzy, przyzna do błędów, powie: „Tak mi przykro, synu, że cię opuściłem, że byłem przyczyną twojego cierpienia”. Taka reakcja wymagałaby sporej samoświadomości, a przede wszystkim akceptacji swojej niedoskonałości. Ojcowie często wpadają w pułapkę doskonałości. Nie wiedzą, że przyznanie się do błędu wobec syna i najbliższych jest wyrazem siły. To jest cecha wojownika.

– Ojcowie nie mogą się pogodzić z tak jawną niesprawiedliwością, przecież się starali, żeby syn miał wszystko, wyszedł na ludzi.

– Syn może wtedy powiedzieć: Doceniam to, jestem wdzięczny, ale zabrakło mi tego i tego. Dobrze, żeby przed rozmową z ojcem poznał jego historię, dzieciństwo, młodość; dowiedział się, jakim presjom i ograniczeniom podlegał. Gdy syn poznaje szerszy – rodzinny, społeczny, polityczny – kontekst życia ojca, zaczyna postrzegać go nie tylko jako sprawcę cierpienia, ale także jako ofiarę, a to wiele zmienia.

Gdy zagłębiamy się w historię życia naszych ojców, uświadamiamy sobie, że oni także – jak każdy – na swój sposób dążyli do szczęścia. Mogli robić to w opaczny sposób, który niósł cierpienie, ale my także fundujemy sobie i innym rozmaite odmiany cierpienia. W czym jesteśmy lepsi?

– Gdzie miałaby się odbyć rozmowa z ojcem?

– Rozmów może być kilka. Można wracać do różnych wątków z przeszłości. Gdzie? Na pewno w cichym, spokojnym miejscu. Można zaprosić ojca do siebie, na długi spacer, na ryby. To może być też rozmowa przy okazji wspólnego malowania mieszkania, prac w ogrodzie. Gdy jest więcej czasu, można zabrać ojca na kilka dni do miejsc jego dzieciństwa. Już samo bycie razem jest budujące i integrujące.

Gdy zagłębiamy się w historię życia naszych ojców, uświadamiamy sobie, że oni także – jak każdy – na swój sposób dążyli do szczęścia. Mogli robić to w opaczny sposób, który niósł cierpienie, ale my także fundujemy sobie i innym rozmaite odmiany cierpienia. W czym jesteśmy lepsi?

Benedykt Peczko

– Czytałam o mężczyźnie, który zabrał ojca do lasu i powiedział: „Nie wrócimy, dopóki się nie rozmówimy!”. Inny zamknął na klucz drzwi szpitalnego pokoju, w którym ojciec leżał, i oznajmił: „Teraz cię mam!”.

– Mężczyźni bywają zdumieni tym, że gdy odważą się wyrazić gniew i wściekłość wobec ojca, to pod tymi uczuciami odnajdują smutek i żal; a gdy wypłynie smutek, zostaje już tylko miłość. Spontanicznie zaczyna napływać mnóstwo ciepłych uczuć, wspomnienia dobrych chwil z ojcem: gdy uczył jeździć na rowerze, otulał kurtką, czytał do snu.

– Jeden z mężczyzn, wiedząc, że będziemy rozmawiać na ten temat, zapytał, co zrobić, gdy ojca nie ma i nigdy nie było w życiu syna.

– Napisać list. Jeśli zasiadamy do pisania z pustką w głowie, to właśnie tak zacząć: „Czuję pustkę. Nie wiem, o czym pisać…”. Potem podążać za tym, co się pojawia, co odczuwamy. Pozwolić popłynąć opowieści. Gdy list jest gotowy, odczytać go na głos, wyobrażając sobie ojca, który to słyszy. Takich listów można napisać na przestrzeni miesięcy czy lat kilka. Można je spalić, zakopać, wrzucić do rzeki. Podobnie postępujemy w przypadku, gdy ojciec nie żyje. Wyobrażamy sobie, że siedzi naprzeciwko i słucha. Możemy mówić też do zdjęcia.

– To wydaje się proste. Jednak bezpośrednia rozmowa z zamkniętym emocjonalnie ojcem, gniewnym i nieszczęśliwym, to jak zderzenie z lodową ścianą. Dlaczego mężczyzna miałby podjąć to wyzwanie?

– Ponieważ to najlepsze, co może dla siebie zrobić. Jeśli za tym nie pójdzie, będzie nosić w sobie ciężar, a to pochłania mnóstwo energii i komplikuje życie. Szczera rozmowa z ojcem to także szansa dla ojca na przyjęcie odciętych części siebie; niewykluczone, że z niej skorzysta.

– Co dzieje się w życiu mężczyzny, który nie skonfrontował się z ojcem?

– Przenosi relację z ojcem na relacje z innymi mężczyznami. W kontakcie z mężczyznami starszymi czuje lęk i napięcie. Widać to na przykład w pracy. Bardzo często młodzi menedżerowie zachowują się bezwzględnie wobec starszych mężczyzn, dokonują cięć kadrowych. Mówi się wtedy, że starsi mają nawyki, których nie sposób wykorzenić, że korporacji potrzebna jest świeża krew. Miałem takiego klienta: na szczęście zanim zwolnił dobrego fachowca, zorientował się, że widzi w nim ojca, wobec którego nie wyraził lęku, złości i rozpaczy, i że chęć zwolnienia go jest podświadomą zemstą na ojcu.

Czy mężczyzna może być dobrym liderem, szefem czy przywódcą, gdy w środku jest zrozpaczonym, smutnym chłopcem? Gdy nie podjęliśmy próby konfrontacji z autorytetem ojca, to tak, jakby chłopiec w nas ciągle nie mógł dorosnąć. Czy może być szefem ktoś, kto nie dorósł? Mężczyzna ma poczucie, że jest słaby, nie poradził sobie, nie wyraził swoich uczuć i potrzeb, uległ. Ale nie pokazuje tego, stara się być silny, chodzi na siłownię, żegluje, jeździ na nartach, gra w tenisa. Zachowanie tych pozorów wymaga potwornego wysiłku. Niemożliwe, aby taki mężczyzna mógł czerpać z pracy radość i satysfakcję. Z pewnością czerpie różne gratyfikacje, finansowe, prestiżowe, towarzyskie. Może dążyć do kariery – menedżerskiej, naukowej czy artystycznej – jednak trudno mu poczuć się spełnionym człowiekiem. Rola lidera wymaga umiejętności emocjonalnych. Cele, strategie, techniki kreatywności są ważne, jednak najważniejsze jest to, co dzieje się między ludźmi. Lider, który nie radzi sobie z emocjami, pogarsza sytuację w firmie.

Mężczyzna, który nie skonfrontował się z własnym ojcem, boi się być ojcem. Niejednokrotnie spotykałem młodych mężczyzn, którzy nie mogli się zdeklarować w tym względzie, co w końcu doprowadzało do rozpadu ich związków z kobietami. To były dramatyczne sytuacje, ponieważ kochali te kobiety. Jednak tak sabotowali temat małżeństwa i rodzicielstwa, że kobiety w końcu były zmuszone podjąć decyzję o rozstaniu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »