fbpx

Siła przodków

Flash Press Media

Za twoimi plecami stoją pokolenia: pradziadkowie, ciotki, rodzice. Miłość, zdrada, skandale… Czy te dawne dzieje mogą wpłynąć na twój los? Okazuje się, że tak
Dlaczego moja rodzina rozproszyła się po całym świecie? Dlaczego jestem taka, nie inna? Skąd właściwie jestem? Z takimi pytaniami boryka się wielu ludzi. Niektórzy, szukając odpowiedzi, odnajdują cmentarz z rodzinnym grobowcem, polanę w lesie, na której zginął stryj, zaginionych krewnych. Potrzeba korzeni jest silniejsza niż lęk przed prawdą.

W poszukiwaniu przyczyn

– Kiedy byłam w szkole, wszyscy jeździli na groby, ja nie – Agnieszka właśnie wróciła z podróży. Wybrała się na poszukiwania swoich korzeni na wschód Polski i na Ukrainę. Po co?

– Żeby wyjaśnić, czemu tak się to wszystko poukładało, czemu moje życie wygląda właśnie tak, dlaczego jestem kim jestem – mówi. Pracuje jako nauczycielka angielskiego, ma bardzo dobry kontakt z młodzieżą, jest energiczna – nikt nie podejrzewałby jej o wewnętrzne piekło. A ono trwa od dzieciństwa.

Agnieszka wspomina zdarzenia ze swojego życia: krótkie, nieudane małżeństwo, poronienie, chorobę matki, która zmarła na raka ledwie po pięćdziesiątce. Po jej śmierci dwudziestokilkuletnia Agnieszka została zupełnie sama – ojciec zmarł jeszcze wcześniej, o żadnych kuzynach nic nie było słychać.

Zaczęła leczyć depresję. Terapeuta zapytał o dzieje rodziny.

– Wtedy zorientowałam się, że ja nie mam przeszłości – wspomina. – Moja matka, zwykle pijana, opowiadała z sentymentem, jak uciekła z ojcem i wzięli ślub bez zgody rodziny, jak wielokrotnie zachodziła w ciążę i nie mogła mieć dzieci, jak wreszcie w latach sześćdziesiątych pojawiłam się ja…

I tu powinien nastąpić happy end romantycznej historii. – Ale nie nastąpił – mówi Agnieszka. Siedzimy w knajpce, nagrywam dzieje jej podróży w rodzinne strony i staję się świadkiem nagłego żalu. Agnieszka płacze.

– Moje dzieciństwo było koszmarem. Zostałyśmy we dwie. Mama pracowała w szpitalu, była cenionym lekarzem. Ale mnie krzywdziła. Odtrącała, wyszydzała, później popadała w euforię. Niby kiedyś mnie pragnęła, a potem ciągle jej przeszkadzałam. Uśpiła mojego ukochanego psa, gdy pojechałam na obóz. Dużo piła. Kiedy jej wyznałam, że jestem w ciąży, też była podpita. Powiedziała: „Ok, zajmę się dzieckiem, bo ty przecież do niczego się nie nadajesz”. Zareagowałam ciałem – poroniłam. Dostałam krwotoku na myśl, że ona dotknie mojego dziecka.

Nazwę miasteczka zapamiętała z jakiejś kłótni rodziców czy dawnej opowieści o partyzantce. Pojechała, trafiła.

– Miasteczko wielkości chustki do nosa – opowiada. – Cmentarz. Aleja AK – tu leżą zabici przez Niemców, tu przez NKWD. Wśród ofiar nazwisko panieńskie matki. Trafiłam do starego grabarza, ten skierował mnie do pewnej pani o tym samym nazwisku…

Objawienie

Pokazała jej zdjęcie mamy, a ona od razu powiedziała: „No to Jaśka przecież! Oczywiście, że pamiętam. Uciekła z doktorem po wojnie, porzucił dla niej żonę… Pani jest córką? No, no…”.

– Dowiedziałam się tam strasznych rzeczy: czym tak naprawdę jest wojna, że moja matka jako dziecko była świadkiem zbrodni na Zamojszczyźnie, widziała, jak Niemcy wyłapywali i wywozili dzieci, jej matka uciekała z nią do lasu, ukrywały się w ziemiance. Na jej oczach babcia poroniła dziecko. Na jej oczach zabito braci babci. Dla mnie było to objawieniem. Zrozumiałam matkę, czemu taka była. I dlaczego w naszej rodzinie kobiety miały kłopot z rodzeniem dzieci. Blokował je lęk przed powoływaniem je na taki straszny świat – mówi Agnieszka.

Nie jestem sama

– Kiedy poznałam historię, nie z kart podręcznika, lecz z ludzkich opowieści, poczułam się lepiej, mimo że były straszne – kontynuuje. – Nie, nie wybaczyłam matce, to nie takie łatwe, ale przeszła mi złość i poczucie krzywdy. Zrozumiałam, że przeżyła koszmar i dała mi potem co mogła. Doszłam do wniosku, że to cud, że mnie jakoś w ogóle wychowała, że była w stanie dać komuś życie. Ja nie potrafię – kończy.

Pytam, co jej dała ta podróż. – Zyskałam świadomość, że nie jestem sama, poczucie, że jeśli mimo wszystkich okropieństw moja rodzina przetrwała, to jest w niej, a więc i we mnie, jakaś siła – odpowiada. – Piękne i straszne miesza się dziwnie w tej przeszłości: skandale, bohaterstwo, śmierć dzieci, ale też mnóstwo miłości.To mnie ukorzeniło, znalazłam rodzinę. Brakuje jednego: nie umiem wydać na świat swojego dziecka.

Z poczucia osamotnienia

– W mojej rodzinie jest coś, co ją rozpieprza. Rozprasza po całym świecie. Nie pozwala na stabilność, rwie więzy. Mój młodszy brat nie utrzymał rodziny – rozwiódł się, wyjechał do Kanady. Podróżuje, zmienia pracę, nigdzie nie może zagrzać miejsca – tak o swojej rodzinie opowiada Anna, graficzka z warszawskiej agencji reklamowej. – Ojciec nas zostawił, rozwiódł się z matką. Mój narzeczony wyjechał do pracy za granicę, nie wrócił. Odkąd pamiętam, ciągle jakieś migracje. Ja urodziłam się we Wrocławiu, bo dziadkowie po wojnie przejechali na ziemie odzyskane. Dopiero po latach moi rodzice osiedlili się pod Warszawą, ale to nadal ludzie z Wrocławia
– przesiedleńcy, czyli nie wiadomo skąd. Nie mówili o przeszłości.

– Brakowało mi korzeni – kontynuuje. – Zaczęłam szukać historii rodzinnych z poczucia osamotnienia. Zawsze miałam podejrzenie, że w rodzinie jest pomijany jakiś temat – dziecko to wyczuwa, nawet jeśli trzyma się przed nim w największej tajemnicy. Ja też. Zaczęłam szperać, dopytywać o postacie na starych zdjęciach. Na przykład o nieznajomego z wąsikiem, w sepii…

Nikt nie chciał odpowiadać na jej pytania. Pojechała więc na drugi koniec Polski, do starej ciotki, właściwie siostry babci.

„To ty nie wiesz?” – zdziwiła się ciotka. „Twoja matka była nieślubnym dzieckiem. Babcia Ewa była już w ciąży, kiedy Artek się z nią żenił. On nie był twoim prawdziwym dziadkiem. Jeden Bóg wie czemu najbardziej z dzieci kochał właśnie twoją matkę. A ten tu na zdjęciu to pewnie on, prawdziwy ojciec Hanki”.

Gdzieś pewnie mam rodzinę

– Tak dowiedziałam się, że moja mama nie była prawdziwym dzieckiem dziadka. Byłam wściekła – całe życie coś traciłam, ojca, faceta, a teraz los zabiera mi dziadka – jedyną osobę, co do której miałam pewność, że mnie kocha, i że ja go kochałam – mówi Anna.

– Najpierw mnie zabolało, ale potem uznałam, że to nie ma żadnego znaczenia. Poczułam nagle niespodziewaną łączność z matką i niechęć do ciotki i wujka, ciotecznej babki. Stało się jasne, dlaczego mama nie chce kontaktów z dwojgiem dzieci swoich rodziców, dlaczego nigdy do nas nie przyjeżdżają.

– Dziadek Artek zostawił mi dom – dodaje Anna – ale rodzina go odebrała. Jestem bardzo samotna, często patrzę na zdjęcie i myślę o prawdziwym dziadku, kim był, czy później miał dzieci. Mam gdzieś pewnie rodzinę, ale… chyba nie będę jej szukać.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze