1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jak przeżyć rozstanie

Jak przeżyć rozstanie

123rf.com
123rf.com
Rozstanie to zawsze ciężkie przeżycie, zwłaszcza gdy jest się osobą porzuconą. W takiej sytuacji nie można znaleźć sobie miejsca, a wspomnienia wyjątkowo męczą. W naszym artykule znajdziesz porady, czego nie należy robić tuż po rozstaniu. Mamy nadzieję, że pozwolą ci one w miarę bezboleśnie przejść przez ten trudny moment.

1. Nie słuchaj swoich najlepszych przyjaciółek

Ta porada może brzmieć dziwnie, ale jest prawdziwa. Twoja przyjaciółka jest po to, aby sprawić, że będziesz czuła się lepiej. To jest jej zadanie, a jeśli jest w tym dobra – to znaczy, że prawdopodobnie nie jest najlepsza w dawaniu ci rad, kiedy twoje serce jest złamane. Jeśli mówi: „Zadzwoń do niego, jeśli to sprawi, że będziesz czuła się szczęśliwa” albo „Jestem pewna, że on wróci do ciebie”, to tak naprawdę myśli: „Kocham cię i jestem tu dla ciebie”. Dlatego lepiej będzie, jeśli w przypadku rozstania skorzystasz z porady przyjaciela – mężczyzny. On ci powie, jak to naprawdę wygląda z męskiej strony.

 2. Nie kontaktuj się ze swoim byłym pod żadnym pretekstem

Oczywiście, natychmiast po rozstaniu chcesz odebrać swój sweter, który zostawiłaś w jego mieszkaniu, i wykrzyczeć coś, czego nie zdążyłaś jeszcze zrobić do tej pory. My jednak radzimy, abyś zachowała w tym okresie względny spokój. Dlatego najlepiej po rozstaniu usuń numer swojego ex z telefonu i z wszelkich komunikatorów. Gdy rany w miarę się zagoją, nawet nie będzie ci się chciało myśleć o swetrze ani wyjaśnianiu mu tego, czego jeszcze nie zrozumiał.

 3. Nie kontaktuj się z pozostałymi swoimi byłymi partnerami

Kiedy czujesz się fatalnie, szukasz pocieszenia u kogoś, kto zna cię bardzo dobrze, dzwonisz więc do Piotrka, który też kiedyś bardzo cię zranił, ale to było dawno temu. Zrób to tylko wtedy, gdy po rozstaniu udało wam się zaprzyjaźnić. Jeśli nie - odradzamy. Co dobrego może powiedzieć ci mężczyzna, który też się z tobą rozstał a na dodatek dawno nie mieliście kontaktu?

4. Nie pij wina z telefonem w ręku

Niestety po rozstaniu część osób topi smutki w winie. Po jakimś czasie, kiedy poziom procentów wrasta mamy tendencję do „przypadkowego” wybierania numeru swojego byłego lub wysyłania mu smętnych sms-ów. Zabraniamy! To jest żałosne. Jeśli więc zdecydowałaś się wypić kilka kieliszków wina, trzymaj się z daleka od telefonu.

5. Nie objadaj się

Nie myśl, że po rozstaniu znajdziesz pocieszenie na dnie słoika z kremem nugatowym lub pudełka z lodami waniliowymi. Ok, od czasu do czasu możesz do nich sięgnąć, ale nie non stop. Nie dość, że jest ci przykro z powodu rozstania, to zaraz wpadniesz w zły nastrój z powodu dodatkowych kilogramów. Po co dodawać sobie zmartwień?

 6. Nie myśl, że na jego profilu na Facebooku znajdziesz jakieś dobre wiadomości dla siebie

Nie dość, że rozstanie jest bolesne, to teraz musimy sobie z nim radzić w dobie Facebooka. Po zerwaniu wiele z nas zagląda na profile naszych byłych partnerów, aby sprawdzić czy coś zmieniło się w ich życiu, czy zrobili wpisy świadczące o tym, że oni też cierpią. Takie zachowanie nie jest wskazane po rozstaniu z partnerem. Czy zdjęcie, na którym widać jak on przytula nieznajomą roześmianą dziewczynę, pomoże ci przetrwać też trudny moment? Zastanów się nad tym.

7. Nie myśl, że twoje wpisy na Facebooku przekonają go do powrotu

Wiele kobiet, chcąc wywołać zazdrość w swoim byłym partnerze, zamieszcza na Facebooku swoje zdjęcia z nowo poznanymi mężczyznami, zmienia swoje statusy, zamieszcza posty świadczące o tym, że są znowu zakochane. Niestety nie zawsze to działa, ponieważ wielu mężczyzn stosuje to co opisujemy w punkcie 6.

 8. Nie myśl, że zawsze będziesz czuła się źle

Ból związany z rozstaniem trwa przez jakąś chwilę, ale po jakimś czasie mija. Zaufaj nam – czas jest twoim sprzymierzeńcem i wyleczy twoje rany. Musisz o tym pamiętać.

9.Nie idź do baru i nie wychodź za mąż za pierwszego napotkanego tam mężczyznę

Pod żadnym pozorem!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Rozstanie, czyli osobisty koniec świata - po co był mi ten związek?

Jak przeżyć rozstanie i zbudować swoje życie na nowo? - Przede wszystkim odpowiadając na pytania: kim jestem bez tej drugiej osoby i co chcę uzyskać w związku? (fot. iStock)
Jak przeżyć rozstanie i zbudować swoje życie na nowo? - Przede wszystkim odpowiadając na pytania: kim jestem bez tej drugiej osoby i co chcę uzyskać w związku? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Skończyła się miłość? A może cierpliwość? Nieważne, kto odchodzi, a kto będzie porzucony, rozstanie trzeba przeżyć. Jak? Czytaj dalej.

Rozwodów na świecie, także i w Polsce, jest coraz więcej. Rozpadają się również związki nieformalne, ale ważne, w które zainwestowaliśmy emocje, czas, marzenia, także finanse… Co chwilę gdzieś tuż obok nas albo na innym kontynencie rozgrywa się czyjś „koniec świata”. Bo koniec związku to koniec pewnej rzeczywistości, na którą składają się przyzwyczajenia, wartości, poglądy, rytuały, krąg rodziny i znajomych. Ta strata boli… Jak twierdzą psychologowie, boli tym bardziej, że wchodzimy w związki z pewną iluzją na ich temat – piszemy scenariusze zgodnie z wyobrażeniem, jak taki związek powinien wyglądać.

Iluzjoniści

Każda nasza relacja w dorosłym życiu odnosi się w jakiś sposób do relacji z rodzicami – próbujemy wspólnie uzupełnić deficyty i zrealizować potrzeby, którym nie podołali rodzice, albo oczekujemy, że partner zaopiekuje się nami tak samo jak dawniej robili to rodzice, a gdy nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań – czujemy rozczarowanie, a nawet złość i gniew. Zresztą nie tylko partner ma być idealny – związek z nim też. – To taki związek, w którym wszystkie potrzeby łączą się w jedno – mówi psycholog i psychoterapeuta Paweł Droździak. – I wszystkie spełniają w równym, czyli doskonałym stopniu. Przekonanie, że związki są wieczne, stanowi przykład młodzieńczego rozumowania w kategoriach „wszystko albo nic”. Albo chcę z kimś być i wtedy jest on jedyną, najważniejszą osobą na świecie, stanowimy jedność i wiecznie będziemy razem. Albo nie chcę z kimś być i wtedy ten ktoś jest beznadziejny i nie chcę go znać. Nie ma niczego pomiędzy.

Iluzja prędzej czy później się rozmywa, a my zostajemy porzuceni lub sami porzucamy. Jeśli o rozpadzie związku decyduje partner, gdy kryje się za tym zdrada, odrzucenie, gdy oprócz straty partnera i związku czeka nas utrata lub konieczność zmiany domu, a co za tym idzie: podstaw poczucia bezpieczeństwa – stajemy w obliczu prawdziwego przełomu w naszym życiu.

Z kolei ten, kto zostawia, musi często uporać się z rozpadem iluzji na temat partnera oraz odium bycia „tym złym, który zostawia”, wyrzutami sumienia, że zawiódł. Decyzja o rozstaniu rzadko jest prosta, poprzedzają ją zwykle próby ratowania związku i relacji z partnerem.

– Zwlekałam z decyzją o rozstaniu z Pawłem – opowiada Agata. – Bo był taki wrażliwy, nieporadny. Mówił mi zawsze, że związek ze mną dodaje mu sił, ale ja już miałam dość noszenia jego ciężaru na swoich barkach. Chciałam poczuć, że jest przy mnie facet, a nie ktoś, wobec kogo zachowuję się jak pełna troski mama. Myślałam, że Paweł sobie beze mnie nie poradzi, ale on w tydzień po rozstaniu był już w kolejnej relacji. I z tego, co wiem, bez trudu znalazł kolejną, pełną współczucia i chęci pomocy dziewczynę.

40-letnia Wanda zmagała się z kolei z dylematem – czy pogodzić się z tym, że nie dostanie od męża tego, czego chce, i walczyć o utrzymanie rodziny (mają trójkę dzieci), czy odejść i już nie musieć się starać „za dwoje”. Obie podjęły decyzje…

Kryzys relacji?

Wielu z nas przechodzi z relacji z rodzicami prosto do relacji partnerskich. W zasadzie mało kto zdąży nauczyć się żyć w pojedynkę, samodzielnie. Dowiedzieć się, o co tak naprawdę mu chodzi, kim jest. Niekiedy wchodzimy w relacje z potrzeby bycia ważnym dla kogoś, z potrzeby bycia w ogóle w jakimś związku. Te psychologiczne potrzeby zaspokajał kiedyś rodzic, teraz chcemy, by robił to partner. W konsekwencji relacja z partnerem jest dla nas ważniejsza niż relacja z samym sobą.

Małżeństwa z miłości to całkiem nowy „pomysł” – dawniej decydowały głównie ekonomiczne względy. I te były trwalsze niż emocje, które z natury są zmienne. Zatem i związki były trwalsze. Obecnie dewaluuje się wartość relacji jako takiej. Łatwo i szybko zmieniamy miejsca zamieszkania, prace, znajomych, także partnerów. – W wielkich miastach XX i XXI wieku możemy poczuć, że jesteśmy odrębnymi osobami i odpowiadamy tylko sami za siebie. Mieszkamy oddzielnie w małych pudełkach i możemy zmienić miejsce zamieszkania nawet i kilkaset razy w ciągu życia. Możemy zmienić też cały krąg znajomych. Stać się kimś innym dosłownie co rok. Zmienić pracę, zawód – zauważa Paweł Droździak. – Ale wystarczy odjechać od takiego miasta na parę kilometrów, by zauważyć, że nikt nie istnieje odrębnie. Ludzie mieszkają w tych samych domach, co ich rodzice i dziadkowie. Albo budują się na działce oddzielonej tylko płotem od tej, na której się wychowali. Tego się nie da wziąć ze sobą jak domku ślimaka. To się buduje raz na życie.

Kultura dzisiejszych czasów uczy jednak, że trawa za naszą miedzą może być bardziej zielona… że gdzieś na świecie istnieje ktoś idealnie do nas dopasowany, nasza „druga połówka”, jakbyśmy sami nie byli wystarczająco pełni. Szkopuł w tym, że potencjalnie takich „drugich połówek” może być kilka milionów… Ale co, jeśli będąc z kimś, tracimy szansę na bycie z kimś innym? Chętnie tkwimy w takich iluzjach, a nawet w wyobrażonych związkach, tylko we własnych, tych realnych jakoś nam trudno. A jak jest trudno, to lepiej się rozstać… Jest na to ekonomiczne, społeczne i psychologiczne przyzwolenie. – W efekcie ideologia jednego związku przez całe życie straciła swoje społeczne uzasadnienie – twierdzi Paweł Droździak.

Więcej nie znaczy łatwiej

Fakt, że rozstań i rozwodów jest coraz więcej, nie oznacza jednak, że cierpimy mniej. Albo że coraz lepiej radzimy sobie z rozpadem więzi. Nie, nie radzimy sobie.

Z rozstaniem wiąże się wiele zmian, nie zawsze na lepsze. Towarzyszy mu rozczarowanie, rozgoryczenie, żal. Poczucie klęski i straty. Tęsknota za tym, co już nie wróci. Niepewność, nieprzewidywalność jutra. Brak finansowego wsparcia. Odrzucenie… Długo by wyliczać. A można by tego uniknąć, gdyby dla większości ludzi szczęśliwy związek polegał na wspólnym spędzeniu satysfakcjonującego życia, w którym mogą na siebie nawzajem liczyć, wspierać się, za które nie muszą nikogo obwiniać i przepraszać. Gdzie owszem, jest miłość, bliskość, ale i odrębność, zgoda na czasową niewygodę. Odpowiedzialność i lojalność. Bez wypatrywania fajerwerków, choć miło, gdy się czasem pojawią.

Z drugiej strony – nie czujmy się zobowiązani do trwania w związku, który nas rani, w którym jesteśmy krzywdzeni. Nie decydujmy się na bycie z kimś, byle nie być samemu. W obu sytuacjach – i gdy my odchodzimy, i gdy ktoś odchodzi – warto sprawdzić, kim jestem bez tej drugiej osoby.

Relacja ze sobą - twój najważniejszy związek

Jeśli właśnie zakończył się twój związek, czeka cię wiele zmian i nowych zadań, jak np. wyprowadzka, radzenie sobie ze stratą, uszczuplenie zasobów finansowych, poczucie przegranej – i niewiele sił, by temu podołać. Dlatego musisz otoczyć się szczególną troską, miłością i życzliwością. Powrót do równowagi psychofizycznej to proces. Potrwa jakiś czas, o ile zechcesz świadomie tę drogę przejść. Przeżyć żałobę. Zbudować siebie na nowo.

Zanim wejdziesz w kolejną relację, najpierw powinnaś stworzyć ją sama ze sobą. To twój najważniejszy życiowy związek. Jesteś jedyną osobą, która będzie z tobą od początku do końca twojego życia, od pierwszego do ostatniego oddechu… Powinnaś być dla siebie najlepszym przyjacielem, osobą, na której możesz polegać, która cię nie skrzywdzi, ale wesprze.

Dopiero gdy dowiesz się, kim sama jesteś, jakie są twoje potrzeby, gdy sprawdzisz, z czym sobie radzisz, a gdzie potrzebna jest ci pomoc, gdy obdarzysz siebie szczerą współczującą miłością, akceptując swoje wady i zalety – przestaniesz oczekiwać od innych, by stali się twoim idealnym dopełnieniem. Zgodzisz się na ich niedoskonałość (podobnie jak na swoją), uszanujesz ich odrębność (jak i swoją), doceniając jednocześnie tę część, którą uznacie za wspólną. To się nie stanie od razu, ale jest możliwe. I nawet jeśli jeszcze nie raz kogoś stracisz, to nie stracisz już siebie.

Doświadczenie końca związku jest powszechne, dobrze jest zatem – oprócz straty – dostrzec w nim także jakąś wartość. Na przykład to, że dzięki rozstaniu zyskujemy wiedzę o tym, czy umiemy tworzyć trwałe związki, czy potrafimy przeżywać rozstanie. Jak mówi psychoterapeuta Paweł Droździak, jeśli ktoś wchodzi w różne związki, przeżywa je, kończy, ale świadomie przechodzi przez rozstanie – to owszem, wychodzi z pewnym zranieniem, ale też z doświadczeniem, że jest odrębną osobą i że koniec relacji nie oznacza końca własnego „ja”.

Coraz częściej rozwód

Według statystyk GUS (2013 r.) już co trzecie małżeństwo w Polsce kończy się rozwodem. Najwięcej rozwodzi się 30-latków, staż związku wynosi najczęściej 5–9 lat (19,6 proc.) i 2–4 lata (17,3 proc.). Co ciekawe, 2/3 pozwów rozwodowych wnoszą kobiety. Badania CBOS wskazują, że zdecydowanych przeciwników rozwodów jest jedynie 13 proc. badanych, 26 proc. wspierałoby małżonków decydujących się na rozwód, jeśli mieliby ku temu ważne powody.

  1. Psychologia

Jaka jest przyczyna nietrwałości współczesnych związków? Pytamy psychoterapeutów

Psychologowie podkreślają dramatyczny spadek naszej dojrzałości: nie chcemy brać odpowiedzialności za drugą osobę, ponosić konsekwencji swoich działań, dbać o innych. (Fot. iStock)
Psychologowie podkreślają dramatyczny spadek naszej dojrzałości: nie chcemy brać odpowiedzialności za drugą osobę, ponosić konsekwencji swoich działań, dbać o innych. (Fot. iStock)
Łatwo dziś ludziom przychodzi robić w tył zwrot, nawet w dobrych związkach. Powód nie musi być dużego kalibru. Właściwie każdy powód jest dziś dobry. Ale pod tymi błahymi pretekstami często kryją się bardzo głębokie przyczyny.

Rozstania to nowa specjalność współczesnego człowieka. Z roku na rok bijemy w tej dziedzinie rekordy. I co ciekawe – najczęściej mówią sobie „żegnaj” ludzie młodzi.

Pieniądze, seks i dzieci

Magda (28 lat, kieruje działem sprzedaży w firmie kosmetycznej) i Maciej (30 lat, informatyk w prężnym wydawnictwie) planowali ślub. Obydwoje pochodzą z małego miasteczka z robotniczych rodzin. Wszystkiego sami się dorabiają, z tym że ona oszczędza, a on wydaje na lewo i prawo. Ona ogląda każdą złotówkę, on kupuje drogie sprzęty, markowe ubrania, zmienia samochody. I z tego powodu ciągle się kłócili. Już nie mają okazji. Kiedy Maciej wyjechał w delegację, Magda zmieniła zamki.

Iwona i Andrzej (32 lata, lekarze) byli parą od podstawówki. Rozstali się po dwóch miesiącach wspólnego mieszkania.

Iwona: – Wydawało mi się, że znam Andrzeja, że mamy takie same potrzeby, że seks jest dla nas bardzo ważny. Na bycie ze sobą kradliśmy każdą wolną chwilę. Myślałam: „to facet mojego życia”. A wystarczyło, że zamieszkaliśmy razem, i zbliżenia przestały go już ekscytować. Odkryłam, że ma romans. Potem dowiedziałam się, że gdy byliśmy razem, też mnie zdradzał. Wniosłam pozew o rozwód.

Bożena (45 lat, nauczycielka) i Jarek (47 lat, strażak) w przyszłym roku obchodziliby 25-lecie małżeństwa. Dopóki nie mieli dziecka, ich związek kwitł, choć już wtedy kłócili się o ciążę – on naciskał, ona zwlekała. Po urodzeniu córki problemy narastały. On nie widział poza dziewczynką świata, żona od początku podchodziła do dziecka z rezerwą (przeszła depresję poporodową). Jarek każdą wolną chwilę poświęcał małej, rozpieszczał, pozwalał na wszystko, Bożena trzymała ją krótko. Apogeum konfliktu przypadło na wiek dorastania. Wtedy on jawnie stanął po stronie córki. Bożena uznała to za zdradę. Sprawa o rozwód jest w toku.

Tina B. Tessina w książce „Pieniądze, seks i dzieci” właśnie te trzy czynniki – pieniądze, seks i dzieci – uważa za najbardziej zapalne w związkach. Pieniądze – bo stają się substytutem miłości, władzy, poczucia własnej wartości, pozycji społecznej, bezpieczeństwa. Bywają też źródłem konfliktów: Jaka część zarobków jest wspólna, a jaka każdego z partnerów? A co wtedy, gdy jedno nie pracuje? Na co wydawać? Gdzie inwestować? Seks – bo bywa wykorzystywany do kontrolowania partnera i manipulowania nim. A z badań naukowych niezbicie wynika, że trwałość małżeństwa zależy nie tylko od tego, jak partnerzy radzą sobie z nieuniknionymi konfliktami, ale także od jakości zbliżeń. Dzieci – bo zmieniają w życiu małżonków wszystko: priorytety, życie towarzyskie, sytuację finansową i wzajemne relacje. Potem dochodzą konflikty na temat podziału obowiązków i wychowania.

Już nie mamy ochoty grać

Oficjalnie ludzie zeznają, że przyczyną rozstania jest niezgodność charakterów, zdrada i nadużywanie alkoholu. Mniej oficjalnie – na przykład w ogólnoświatowej ankiecie dla miesięcznika „Reader’s Digest” – mówią o przemocy (tak odpowiada 67 proc. ankietowanych we Francji, 50 proc. w Polsce; w Wielkiej Brytanii, Rumunii i Rosji – 49 proc.), ale również o niewierności (w Meksyku 64 proc., Chinach 57 proc., Rumunii 50 proc., RPA 49 proc. i Indiach 39 proc.).

Statystyki dowodzą, że przyczyny rozwodów są stare jak świat. Ale z drugiej strony obserwujemy nowe zjawisko rozstań z byle powodu i pod byle pretekstem. Psycholog Jarosław Przybylski:

– Ludzie trafiający do mnie po kolejnym zerwaniu związku są sfrustrowani i rozczarowani życiem we dwoje. Mówią, że odchodzili, bo się odkochali, bo on coraz bardziej ich denerwował albo że ona za dużo mówi. Powody rozstania czasem są wręcz groteskowe. Jeden z mężczyzn z rozbrajającą szczerością oznajmił: „po prostu któregoś dnia się obudziłem i już mi się nie podobała”.

Internautka na forum dla singli: „Jak dla mnie sprawa jest prosta. Rozstajemy się, bo nagle się okazuje, że już nie mamy ochoty grać. Już nie chcemy być tacy, jakim chce nas widzieć partner. Chcemy być sobą, a okazuje się, że nasze prawdziwe JA już takie interesujące nie jest. Bo taka jest prawda – po zakochaniu stajemy się ikoną, bliżej nam samym nieznaną. Stajemy się »lepsi«, bo staramy się być takimi, jakimi chce nas widzieć partner. Ale ile tak można? Potem wychodzimy z założenia, że tak dłużej się nie da i game over. W drugą stronę też to działa – lata mijają i okazuje się, że ukochany nie jest tą samą osobą co kiedyś. Jeśli zostanie przyjaźń, związek jest do uratowania, bo przecież chemia to nie wszystko. Prawda jest jednak taka, że większość z nas w związkach nawet się nie lubi. Gdy mija namiętność, zaczyna nas drażnić wszystko. I kobiety poświęcają się dzieciom, a faceci szukają kochanek”.

Jesteśmy samowystarczalni

Psycholog profesor Katarzyna Popiołek uważa, że przyczyny rozstań podawane przez partnerów, na przykład w sądzie, mają się nijak do rzeczywistych: – Ludzie mówią o niezgodności charakterów, a tak naprawdę przyczyną jest podobieństwo. To, że zderzają się tymi samymi kolcami: agresja spotyka się z agresją, nietolerancja z nietolerancją, niepohamowanie z niepohamowaniem. Rzeczywiste powody, takie jak przemoc, alkoholizm, też mają inne głębsze przyczyny.

Według Katarzyny Popiołek stabilność związku zależy od czterech czynników. Pierwszy to troszczenie się o kogoś, pragnienie niesienia pomocy. Drugi to współzależność. Czyli wzajemne poleganie na sobie, które przejawia się tym, że obchodzi nas to, co dzieje się z partnerem, że jego działanie ma wpływ na nasze, że wzajemnie na siebie oddziałujemy. Trzeci to zaufanie – czyli rodzaj pewności, że partner będzie wrażliwy na nasze potrzeby. Im dłuższy związek, tym większe zaufanie. A im większe zaufanie, tym mniejsza niepewność. I czwarty czynnik – zaangażowanie, czyli gotowość pozostania w relacji bez względu na okoliczności. Gotowość ta wywodzi się z traktowania związku jako wartości.

 
– Myślę, że przyczyną epidemii rozstań jest to, że te wszystkie cztery czynniki obecnie bardzo słabną – mówi prof. Popiołek. – A słabną dlatego, że świat się zmienił i to, co obowiązywało kiedyś, dziś wydaje się ludziom anachroniczne. Dziś dominującą postawą jest indywidualizm wypływający z filozofii, która mówi, że człowiek powinien dbać przede wszystkim o swoje potrzeby, czerpać z siebie, bo jest samowystarczalny. Jak tu więc przejmować się drugą osobą, gdy mam dbać o własne interesy, rozwijać się? Partner z problemem jest kulą u nogi, przeszkadza, więc lepiej wymienić go na nowy model.

Dzisiaj nie mamy przekonania, że będziemy razem w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji życiowej. Stanowimy parę indywidualności, a każda myśli o własnej karierze. Rywalizujemy ze sobą, kto atrakcyjniejszy. Im większa atrakcyjność jednego z partnerów, tym większe prawdopodobieństwo, że porzuci on tego, który nie nadąża. Z kolei młodzi ludzie stoją przed pułapką zastawioną na nich przez biologię. Otóż natura tak sprytnie to zaprogramowała, że przyciągają się osobnicy dający szansę na najlepsze potomstwo. Ale czasem, gdy przyciąganie słabnie, okazuje się, że ludzie są tak różni, że nic ich ze sobą poza tym nie łączy.

Zabawiamy się na śmierć

Zdaniem psychologów przyczyną nietrwałości współczesnych związków jest też istny wysyp narcystycznych osobowości. Skąd się biorą? Z braku bliskich kontaktów z ważnymi dla nich osobami na wczesnym etapie rozwoju albo ich utratą. Wiele badań pokazuje, że w rodzinach słabną więzi, że rodzice zajęci są karierą, że brakuje wielopokoleniowych domów, czasu na rozmowę, którą zastępuje Internet. Na tej glebie wyrasta narcyz próbujący wypełnić poczucie bezsensowności i pustki bajkami o swojej wspaniałości. Ktoś taki nie jest zdolny do miłości innej niż własna.

Kolejnym gwoździem do trumny związków jest konsumpcjonizm. Zapełniamy swoje życie przedmiotami. Im są one wartościowsze, tym sami czujemy się wartościowsi. W końcu zaczynamy postrzegać siebie jak towar. Chcemy dobrze się sprzedać, być popularni, a to wymaga ciągłego pilnowania, co teraz jest na topie, zmusza do nieustannego udawania. Łatwiej udawać, że się jest kimś, niż być kimś, bo jak się chce być kimś, to trzeba wiedzieć, starać się, pracować. I tak spotyka się towar z towarem, a nie człowiek z człowiekiem. A towar, jak wiadomo, można szybko wymienić.

Winna też jest płynna nowoczesność (termin ukuty przez światowej sławy socjologa i filozofa Zygmunta Baumana). Czyli błyskawiczna zmienność wszystkiego, co nas otacza.

Prof. Katarzyna Popiołek: – To, co wczoraj było pożądane, dzisiaj jest śmieszne. Zasady wczoraj cenione dzisiaj są do niczego. Wszystko musi być tymczasowe, chwilowe. Następuje przedłużona bezdecyzyjność. Ludzie nie chcą się wiązać na dłużej, bo nie wiedzą, czy związek będzie do czegoś przydatny. A jak okazuje się nieprzydatny, to do widzenia. Ale to nie znaczy, że ludzie są dzisiaj źli. Oni po prostu poddawani są piekielnej presji mediów, popkultury, kusi ich bogactwo wyborów i wymóg życia chwilą, która powinna być łatwa, lekka i przyjemna. Amerykański filozof Neil Postman mówi, że świat się teraz zabawia na śmierć. Związek też musi być zabawny i przyjemny. Nie umiemy radzić sobie ze złym nastrojem, który nazywamy często na wyrost depresją. Każdy chce być u szczytu szczęścia, wrażeń, przeżyć. Odrzucamy naturalny rytm emocji, które raz są lepsze, raz gorsze. Panuje wielki lęk przed lękiem czy bólem. Źródłem takich postaw jest m.in. wychowanie. Współcześni rodzice chcą dzieciom dać wszystko, nie pozwalają się im ponudzić, posmucić. A w dodatku dzieci mają być nieustającym powodem do dumy i radości.

Chcemy odmiany

Kasia Żelaska, malarka mieszkająca we Francji, od 32 lat żona Gerome’a: – Prawie wszyscy nasi znajomi są po rozwodzie. Większość z nich to dobre, sprawdzone związki. Rozstali się bez jakichś większych przyczyn, po prostu chcieli odmiany.

Podobną tendencję zauważa Katarzyna Popiołek – rozpadają się całkiem dobre związki. Powód? Nudno. A nowy obiekt zawsze jest bardziej podniecający od starego. Zwłaszcza w seksie, który współczesna kultura przewartościowała do maksimum. Juwenalizacja społeczeństwa, czyli kult młodości, powoduje, że trwa totalna wymiana partnerów na młodszych. Ci wymieniający mają poczucie, że przez to sami stają się młodsi, że oddalają od siebie starość i śmierć.

Psychologowie podkreślają dramatyczny spadek naszej dojrzałości: nie chcemy brać odpowiedzialności za drugą osobę, ponosić konsekwencji swoich działań, dbać o innych. Zupełnie zmieniła się definicja związku – nie pragniemy dobra partnera, lecz chcemy poprzez niego być szczęśliwi. Partner jest tylko środkiem do samorealizacji, sukcesu, szczęścia, ewentualnie do podwyższenia naszej pozycji. Nie uczymy się trudu głębokiego bycia z nim. Nad trwały związek przedkładamy relacje powierzchowne, które szczęścia nie przynoszą, a męczą, więc je kończymy.

– Dzisiaj mentalność długiego trwania jest zastępowana mentalnością trwania krótkiego, zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej – mówi prof. Popiołek. – Teraźniejszość jest oceniana przez pryzmat tego, co nadejdzie. A ponieważ przyszłość jest niewiadoma, więc wolimy nie mieć niczego na stałe.

Kasia Żelaska: – Jednemu z moich znajomych wydawało się, że jak rzuci partnerkę, będzie miał więcej energii do życia, innemu – że napisze wreszcie książkę, pewnej koleżance – że zajmie się sobą. Wszyscy po jakimś czasie stwierdzili, że nic takiego nie osiągnęli. Zupełnie tak jak w filmie Woody’ego Allena „You Will Meet a Tall Dark Stranger” ("Spotkasz wysokiego nieznajomego bruneta"). Starzejący się pisarz znudzony związkiem goni za kobietami, w tym za sąsiadką, którą podgląda przez okno. W końcu nawiązują romans. Pisarz przeprowadza się do kochanki i z jej mieszkania podgląda byłą żonę. Z nowej perspektywy żona wydaje mu się niezwykle atrakcyjna. Wszyscy bohaterowie żyją iluzjami, wpadają w pułapki własnych pragnień i w pogoni za idealnym związkiem rzucają partnerów. I co? Przekonują się, że jest tak samo albo gorzej.

  1. Psychologia

Kiedy boimy się bliskości i zaangażowania?

Konflikt psychiczny, związany z bliskością, często uaktywnia się przy osobach, które są dla nas interesujące (fot. iStock)
Konflikt psychiczny, związany z bliskością, często uaktywnia się przy osobach, które są dla nas interesujące (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Czy wspólna codzienność może przerażać? Czy życie dzień po dniu z drugą osobą może być czymś tak trudnym, że aż niewykonalnym? Czy zaangażowania można się bać i przed nim uciekać? Na ile zjawisko singli jest wynikiem przemian społecznych i świadomych wyborów, a na ile to oznaka wzrastającej niezdolności ludzi do bycia ze sobą?

Decydująca jest tak naprawdę motywacja, dla której wybieramy życie w pojedynkę. Można żyć samemu z miejsca wyboru, ale można również dlatego, że nie potrafi się inaczej.

Co dzieje się w przypadku, kiedy mamy do czynienia z dysfunkcją emocjonalną? Osoby, które wpisują się w taką charakterystykę, doświadczają wewnętrznego zapętlenia, konfliktu sprzecznych uczuć – chcą być z kimś blisko i jednocześnie obawiają się tego. Sytuacja wejścia w pełnowymiarową relację kojarzy im się z czymś niezwykle groźnym: z utratą tożsamości, mentalnym zniknięciem, zatraceniem siebie. Związek oznacza dla nich pozbawienie kontroli, sprawczości, integralności wewnętrznej. I nie jest to jedyne zagrożenie. Lękiem napawa również możliwość odtrącenia, odrzucenia. To, że osoba, którą obdarzę uczuciem, której zaufam i którą zaproszę do swojego świata powie – nie chcę cię, nie chcę cię takiego, jakim jesteś. - Tego typu konflikt psychiczny dosyć często uaktywnia się wobec osób w jakiś sposób dla nas interesujących. Właśnie ich atrakcyjność jest czynnikiem wyzwalającym lęk. A pochodzi on z przeszłości.

Gdy zabrakło akceptacji

Ci, którzy lękiem reagują na potencjalną bliskość, prawdopodobnie doświadczyli zranienia w ważnej relacji. Zwykle dotyczy to wczesnego okresu życia, kiedy kształtuje się psychika. Najczęściej chodzi o relację z rodzicem, opartą przykładowo na dominacji i nadmiernej symbiozie. W takim układzie autonomia dziecka nie jest szanowana, natomiast funkcjonuje wzorzec niezdrowej zależności, kiedy rodzic jest przekonany, że potrzeby dziecka i jego są tożsame. Wówczas niezbędny etap oddzielania się córki czy syna traktuje jako zagrożenie względem siebie, nie zauważa odrębności małego człowieka. Czym to skutkuje dla dziecka? - Ktoś taki, jako dorosły, może bać się tego, żeby zbliżyć do partnera. Będzie rządził nim lęk, że nie zdoła się obronić, tak jak kiedyś przed rodzicem.

Równie trudne są konsekwencje wybiórczej akceptacji, doświadczonej w dzieciństwie. To tak naprawdę manipulacja emocjonalna, kiedy rodzic daje siebie w ramach nagrody za spełnienie czegoś, co uważa za słuszne. Jeśli dziecko nie spełnia jego oczekiwań, wycofuje się – emocjonalnie, mentalnie czy fizycznie – w ramach kary. Nie ma tu miejsca na akceptację dziecka takiego, jakie ono jest. Później skutkuje to lękiem przed odrzuceniem, który na nowo przeżywamy w relacjach, gdzie dwie strony co jakiś czas się wycofują.

Działania „zamiast”

Jak wyglądają relacje osób, które boją się bliskości? To spotkania przelotne, okazyjne, dotyczące tylko życia zawodowego czy hobby. Zwykle oparte są na jakiejś zależności, na przykład tylko na seksie, przynależności do grupy, wspólnym biznesie. Właśnie takie pozwalają utrzymywać relację na pewnym poziomie powierzchowności, na zaangażowaniu ograniczonym jedynie do wybranej sfery, wycinka życia. Ktoś, kto funkcjonuje w taki sposób, porusza się w obrębie konwecji, dającej bezpieczne ramy. Są to zabiegi „zamiast”, pozwalające nie schodzić na taki poziom relacji, który jest zagrażający, a jednocześnie pozwalają ukryć trudność, usprawiedliwić przed samym sobą wycofanie.

Ten sposób radzenia sobie, kompensowania rzeczywistości ma bardzo wiele twarzy. Wspinamy się na skałki, podróżujemy, działamy w fundacjach, pracujemy zbyt ciężko, wchodzimy w wiele relacji i znikamy z nich. Jesteśmy osobami niosącymi pomoc, realizującymi wspólne pasje, buntującymi się, odgrywamy role, wypełniamy czas. Po co to wszystko? Po to, aby ochronić się przed pełnym napięcia stanem emocjonalnym, kiedy obawa przed zatraceniem tożsamości miesza się lękiem przed brakiem akceptacji, byciem odrzuconym.

Znikający punkt

Czy wycofywanie się z relacji jest złe? Na pewno jest to mocno rozbudowany mechanizm obronny i zastępczy, czasami jednak nie należy go zwalczać czy omijać. Człowiek może mieć potrzebę doświadczania go i stosowania, po to, aby zbudować w sobie podwaliny poczucia bycia niezależną, integralną jednostką. Zasadnicza jest tutaj świadomość własnych motywacji, samowiedza na temat: co mną kieruje.

Można nie wchodzić w relację z powodu strachu. Można również dlatego, że wszystkie znane sposoby radzenia sobie z problemami, które w nich zwykle występują, zawodzą i potrzeba tak radykalnego rozwiązania jak odejście, aby się obronić. Ten drugi przypadek to rozwój, budowanie siebie. Tego typu niedostępność, bycie świadomym „znikającym punktem” prowadzi do klarowania się wewnętrznego przekonania, że w pokonywaniu problemów nie jest się kimś bezsilnym, bezwolnym, zdanym jedynie na zewnętrzny wpływ. To wzrastające przekonanie pozwoli w przyszłości nie sięgać do ostatecznych rozwiązań polegających na unikaniu.

Paradoksalnie, zrozumienie i świadoma zgoda na to, co jest (czyli w tym momencie zgoda na dysfunkcję) pozwala na pójście dalej, transformuje, umożliwia funkcjonowanie w bardziej zaawansowanych formach współzależności. Podążanie w takim kierunku stopniowo przewartościowuje stan bliskości z zagrożenia w doświadczenie wzbogacające. Relacja coraz bardziej staje się okazją do zaspokojenia ciekawości drugim człowiekiem, odbierania go w rzeczywistym wymiarze, czucia się z kimś dobrze, dzielenia chwilą, codziennym życiem, byciem obok, wzajemnej wymiany. Kolejne dni kojarzą się z więzią, a nie z uwięzieniem.

Jarosław Józefowicz, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog. Prowadzi terapie indywidualne, par i małżeństw, pracuje z dziećmi, rodzinami, grupami, organizacjami. Prowadzi treningi psychologiczne, grupy i warsztaty, zajęcia rozwojowe. 

  1. Psychologia

Mężczyzna niedostępny emocjonalnie - dlaczego wchodzimy w toksyczne relacje?

Szukając odpowiedniego partnera nie zawsze kierujemy się miłością. Często towarzyszą nam nieuświadomione pragnienia i tęsknoty, które mogą być dla nas toksyczne (fot. iStock)
Szukając odpowiedniego partnera nie zawsze kierujemy się miłością. Często towarzyszą nam nieuświadomione pragnienia i tęsknoty, które mogą być dla nas toksyczne (fot. iStock)
Jest, ale jakby go nie było. Odległy, szorstki, a nawet trochę groźny. Niczego nie obiecuje i nie bierze odpowiedzialności za twoje uczucia. Ma zamknięte serce i ramiona. Jeśli zakochałaś się w niedostępnym mężczyźnie, mylisz tęsknotę z miłością.

Może wydawać się taki męski, w jego obecności czujesz swoją kobiecość. Drżysz z emocji, płaczesz, złościsz się, a on taki twardy i konkretny. Jego ulubione słowa to niezależność i wolność. Niewiele o nim wiesz, bo niewiele o sobie mówi. Miał zimny dom i zimne kobiety mu się trafiały. Jest nieco ekscentryczny, jakby trochę dziki. Masz fantazje, że jest namiętny. Tak, bywa agresywny, ale tobie to się nawet podoba. Jego wyrachowanie też ci nie przeszkadza, bo mylisz je z autentyczną siłą. Prawdziwi mężczyźni przecież tacy są, tłumaczysz sobie.

Twój ukochany jest mistrzem ogólników i teoretyzowania. Niezastąpiony w niedopowiedzeniach. Asekurant po to, by w dowolnym momencie wycofać się, powiedzieć: „Ale to nie o to chodzi. Wydawało ci się”. Gdy zbliżasz się, spotyka cię przykrość („Jesteś tylko fajną osobą, z którą się fajnie gada”), gdy oddalasz się, słyszysz coś na kształt komplementu („Miałaś dzisiaj ładny sweter”). Ten mężczyzna trzyma cię na dystans. A ty marzysz i czekasz, dajesz, czekasz, łudzisz się, czekasz. A on to czekanie podsyca mglistą obietnicą, że już za chwilę...

Z niedostępnym mężczyzną możesz nawet stanąć przed ołtarzem i zbudować dom, ale żyjąc z nim, będziesz miała wrażenie, że zawsze jest go za mało. Nigdy go nie poznasz. I tak tkwić będziecie między ustami a brzegiem pucharu w bolesnym niespełnieniu.

Miłość, której nie ma...

Jeśli w dzieciństwie nie zostałaś obdarzona dostateczną dawką akceptacji, ciepła, opieki, jako dorosła kobieta będziesz odczuwać miłość nie wtedy, kiedy ona jest, tylko wtedy kiedy jej nie ma. Szukasz tęsknoty, bo wydaje ci się boleśnie znajoma. Po uświadomieniu sobie tego destruktywnego schematu, warto przestać go powtarzać. Zasługujesz bowiem na coś lepszego. Twoim minimum powinna być czuła i wzajemna troska - i to realna, a nie wyobrażona. Zejdź z obłoków na ziemię i znajdź miłość, a nie niekończące się fantazje i pragnienia.

Dlaczego pociąga się ktoś, kto zachowuje się bezczelnie, jest nieczuły i myśli głównie o sobie? Ponieważ kontakt z nim zapowiada ekscytację i wyzwanie. Tymczasem prawdziwa miłość nie sprowadza się do tanich dreszczy, opiera na się na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. Zastanów się, jakie emocje przeżywasz w obecności tego mężczyzny. Jeśli czujesz się nerwowo, niespokojnie, niepewnie, przemyśl sobie, czy ta relacja da ci szczęście i spełnienie. Erupcję tego rodzaju emocji raczej nie zapewni ci partner, który będzie cię dobrze traktował. Pełne napięcia sceny, wzloty i upadki, prawdziwe chwile grozy i cierpienia nie wydarzą się. Nie martw się jednak, że dobry związek musi być nudny. Nie. Jest w nim miejsce na gorącą namiętność, kłótnie, poczucie humoru, pewną dozę życiowej nieprzewidywalności. Ale w dobrym związku nie będziesz czuła się raniona, ani samotna.

"Miłość" bywa niebezpieczna - może złamać ci serce i zmarnować wiele lat. Dlatego ważne jest w jakim mężczyźnie się zakochujesz. Przekonaj się czy ma otwarte serce, umysł oraz ramiona. Słuchaj tego, co komunikuje, obserwuj jego zachowanie. Starannie wybierz swojego partnera. Nie wybierzesz dobrze, jeśli rozkoszować się będziesz nieuchwytnością mężczyzny, towarzyszącą mu aurą tajemniczości albo mamiącym przyciąganiem i odpychaniem, związanym z jego strachem przed zadeklarowaniem miłości. Dobry wybór nigdy nie oznacza agresywnego zachowaniem, niezależnie od jego błahości. Ani też niczego, co obarczone jest balastem potężnych, nierozwikłanych problemów z przeszłości. Nie łączy się też z niebezpieczeństwem. Poczucie zagrożenia, które w początkowej fazie trzyma cię w niepewności, na późniejszym etapie doprowadzi cię do bólu emocjonalnego.

Nie wiąż się uczuciowo z mężczyzną, który:

  • w jakikolwiek sposób cię oszukuje,
  • potrzebuje cię mniej niż ty jego,
  • sprawia, że w jego obecności odczuwasz zaniepokojenie,
  • czuje się dobrze, gdy ty czujesz się źle,
  • jest bardziej hojny w słowach niż czynach,
  • ma nadmierną potrzebę sprawowania kontroli nad tobą,
  • wstydzi się okazywać czułość, życzliwość, wrażliwość.
Poświęcanie uwagi któremuś z tych typów mężczyzn jest stratą czasu. Lepiej obejrzyj film lub przeczytaj książkę o kobiecie, która zakochuje się w szefie mafii lub w facecie, który zapomniał jej powiedzieć, że ma żonę. W ten sposób zaspokoisz potrzebę ekscytacji, nie poświęcając jej swojego życia. Twoja miłość to najcenniejszy dar, jaki możesz ofiarować. Nie roztrwoń go. Odwołaj się do rozsądku, kiedy twoje serce będzie wyło z rozpaczy, by zostać z mężczyzną, przy którym nie czujesz się zadbana i bezpieczna.

Niedostępni mężczyźni - dlaczego ich wybierasz?

To prawda, że istnieją mężczyźni niezdolni, by obdarzyć kobietę miłością, troską, szacunkiem. Ale nie na tym polega problem. Rzecz w tym, że to ty ich wybierasz. Dlaczego kobiety składają serce w ewidentnie niewarte tego dłonie? Czyżby nie dostrzegały niebezpieczeństwa takiej sytuacji? Nie wiedziały kim jest ten mężczyzna, aż do momentu zranienia, aż poczują nieopisany ból? Zostaną zdradzone, zostawione bez wsparcia? Dlaczego są z mężczyzną, który oszukuje, obiecuje jedno, a robi coś zupełnie innego? Bo mylą dramatyczność tej podróbki z prawdziwym uczuciem. Kochanie niedostępnego mężczyzny to sprzeczność. Miłość wiąże się z obcowaniem, a nie marzeniem o czymś, co chciałabyś przeżyć. Miłość to wzajemność, a niedostępność nigdy tego nie oferuje. Dlaczego tkwimy w relacjach, które są pozbawione bliskości? Marzymy o niemożliwym, usprawiedliwiając się: „Gdybym tylko była mądrzejsza, ładniejsza, bardziej cierpliwa, umiała z nim postępować...”. I tak nam bez miłości mija czas.

Mężczyzna niedostępny boi się zbliżyć do kobiety. W dzieciństwie odmówiono mu miłości, dlatego bliskość stanowi dla niego zagrożenie. Żyje w ochronnym pancerzu, który chroni go przed bólem. On jest przekonany, że miłość boli. Dlatego jego system obronny każe mu atakować lub wycofywać się, kiedy ktoś okazuje mu ciepłe uczucia. Stąd wasz taniec zbliżeń i oddaleń. W momencie kiedy wyrazisz, co do niego czujesz, poprosisz o wsparcie lub gest przynależności, możesz zostać odrzucona. On nie wierzy, że jest godny miłości, zaufania, akceptacji. Dlatego zrobi coś, by zostać pozbawionym twojego uczucia. Zniknie albo zrani cię. Ale z jakiegoś powodu taki mężczyzna cię pociąga. W relacjach często mamy do czynienia z własnym lustrem. Ty też lękasz się bliskości. On może bardziej, dlatego twój problem jest przy nim mniej widoczny. Kochając tego mężczyznę, pozostając przy nim, masz wymierną korzyść - nadal nie jesteś z nikim blisko, nie jesteś kochana. A tego się boisz. Strach przed bliskością prowadzi do więzienia samotności. Można go łatwo ukryć, co stanowi dodatkową trudność, ponieważ aby rozwiązać jakiś problem, trzeba wiedzieć o jego istnieniu. Oto kilka sygnałów, alarmujących że lękasz się pokochać prawdziwie:

  • Masz trudności z obdarzaniem mężczyzn zaufaniem.
  • Czujesz się bezbronna w ich towarzystwie.
  • Boisz się ujawniać swoje myśli i uczucia, wyrażać je wprost.
  • Masz problem z utrzymaniem przyjacielskiej relacji z partnerem.
  • Nie czujesz się swobodnie, pozwalając mężczyźnie na pewną zależność od ciebie.
  • Gdy zwierza się ze swoich problemów, postrzegasz go jako słabego lub niemęskiego.
  • Mężczyzna nie jest przy tobie w pełni otwarty.
Jeśli masz tego typu ograniczenia, pozbawiasz się szansy doświadczania miłości. Dlatego relacja z niedostępnym mężczyzną tak cię fascynuje. Dlaczego tak trudno ci odejść od niego, mimo że czujesz się niekochana i niespełniona? Bo za byciem z nieobecnym uczuciowo mężczyzną kryje się niezwykle silna potrzeba dopełnienia i poczucie niepewności siebie. W uwodzicielu szukamy czegoś, czego nam brakuje. Siły, która w nas tkwi, ale trudno nam ją uruchomić. To ta część psychiki, która domaga się zaistnienia w życiu.

Oszalałaś na punkcie brutala? - Może potrzebujesz być bardziej przebojowa, powalczyć o swoje. Przestań być Piękną, stań się Bestią. Jest duże prawdopodobieństwo, że twój wewnętrzny pierwiastek męski czeka, by wkroczyć na scenę życia.

Straciłaś rozum dla wyrachowanego drania? - Zadbaj wreszcie o swoje interesy.

Pociąga cię jego samotnictwo? - Może brakuje ci własnej przestrzeni, egoistycznych chwil tylko dla siebie.

Oddałaś serce nieodpowiedzialnemu artyście? - Wróć do rysowania, które rzuciłaś po studiach, albo zrób coś naprawdę szalonego.

Elektryzuje cię jego ciało? - Twoja seksualność woła o uwagę.

Ważne też jest jak się czujesz przy niedostępnym amancie.

Uległa i słaba? - Zastanów się, czy nie nadszedł czas, byś przestała być kobietą, która zawsze ze wszystkim sobie radzi i sprawuje kontrolę.

Zabawna i swobodna? - Użyj poczucia humoru w relacjach, które dają ci więcej spełnienia niż ta z niedostępnym mężczyzną.

Tylko z nim możesz się tak fantastycznie awanturować i wtedy czujesz swoją dzikość? - Pomyśl jak możesz poczuć swoją moc w mniej raniących sytuacjach. Gdy nauczysz się taką być, mężczyzna, który przynosi ci ból, będzie mógł zniknąć z twojego życia. A ty odważysz się na prawdziwą miłość. Pełną ciepła i zaufania.

Szczypta afirmacji

Powiedz sobie - "mam prawo do":
  • opieki (elementarnej troski i wsparcia),
  • poświęcania mi uwagi (bycia słuchaną i wysłuchaną),
  • godności,
  • szacunku,
  • akceptacji (nie muszę być idealna),
  • sympatii,
  • prywatności,
  • niezależności,
  • posiadania przyjaciół,
  • wyrażania i zgłębiania własnych zainteresowań, opinii, poglądów i wartości,
  • swobodnego i odpowiedzialnego wyrażania uczuć,
  • samodzielnego podejmowania decyzji.

  1. Psychologia

Zdrada w związku - jak zachować się wobec dzieci?

Kłótnia albo rozstanie rodziców jest jak trzęsienie ziemi i co za tym idzie – stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa emocjonalnego dziecka. (fot. iStock)
Kłótnia albo rozstanie rodziców jest jak trzęsienie ziemi i co za tym idzie – stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa emocjonalnego dziecka. (fot. iStock)
Właśnie uświadomiłaś sobie, że partner cię okłamuje, że ma kochankę, prowadzi podwójne życie. Serce ci się kraje i masz ochotę tylko na jedno: krzyczeć, utonąć we łzach albo urwać mu głowę. Ale dwójka waszych maluchów akurat spokojnie się bawi albo je kolację. Czy lepiej zacisnąć zęby, żeby nie wybuchnąć w obecności dzieci? Tak, oczywiście! Czy dzieci wyczują napięcie? Tak, oczywiście (chyba że jesteś Buddą!) – pisze w swojej książce „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?” Lisa Letessier, psycholożka i terapeutka.

Jak już wiemy, odkrycie, że partner kłamie, wywołuje olbrzymie poruszenie emocjonalne; w takich warunkach zarządzanie własnymi uczuciami przy jednoczesnym zachowaniu równowagi w rodzinie jest prawdziwą próbą siły! Jednak postaraj się nie kłócić w obecności dzieci, bo bardzo się przestraszą. Niezależnie od wieku, nie są bezmyślne i dobrze widzą, kiedy mama i tata są wściekli, zestresowani czy smutni…

Dziecko jest z natury bardzo egocentryczne (i nie ma w tym nic nagannego). Im młodsze, tym bardziej skoncentrowane na sobie: wraz z wiekiem obszar jego zainteresowania się rozszerza i zaczyna rozumieć, że nie wszystko jest z nim związane. Jeśli twoje dziecko jest małe, pomyśli, że skoro coś się stało, to przez nie. Mama jest smutna? To znaczy, że zrobiłem coś złego. Tata się gniewa na mamę? Kłócą się z mojego powodu.

W okresie adolescencji problemy są trochę inne, ale nie mniej skomplikowane! Budzenie się seksualności, budowanie tożsamości i wszystkie elementy związane z tym okresem życia wywołują u nastolatków niezwykłą wrażliwość i podatności na napięcia. Młodzi ludzie są wtedy bardzo emocjonalni i bronią się przed tym jak mogą. Zatem nie wierz we: „W porządku, mam to w nosie, to wasze życie”.

Bardzo ważne jest znalezienie równowagi między zachowywaniem się, jakby do niczego nie doszło (choć dziecko widzi, że jest inaczej), i „myleniem dziecka z pamiętnikiem”. Nie, dziecku nie można mówić wszystkiego; ale tak, można mu powiedzieć prawdę: nie powiedzieć wszystkiego to nie znaczy nie powiedzieć nic. Sytuację trzeba opowiedzieć w sposób odpowiedni do jego wieku, szanując jego rytm, bez przekraczania granic tego, co może i musi usłyszeć.

Oczywiście najgorsza sytuacja to taka, gdy dziecko staje się wspólnikiem kłamcy. Na przykład tata zabiera ośmioletniego synka Théo do kochanki i każe mu się bawić, podczas gdy dorośli zajmują się swoimi sprawami.

Gdy wracają, ojciec mówi chłopcu: „Pamiętaj, nie mów o niczym mamie, to nasz sekret”. Takie zachowanie jest niszczące dla dzieci. Czują one złość i poczucie winy: złość na rodzica, który zdradza, i poczucie winy, że wbrew swojej woli uczestniczą w tym oszustwie.

Wszystkie dzieci czują, że rodzic, który kłamie, jest mniej zaangażowany w życie rodzinne. Nawet jeżeli tego nie wiedzą, wyczuwają, że coś jest nie tak. Jeśli wiedzą i widzą, że ten, kto jest dla nich wzorem, ich autorytetem kłamie lub, co gorsza, wciąga je w swoje krętactwa, podczas gdy są uczone, żeby nie oszukiwać – czują się totalnie zdezorientowane. Tracą zaufanie do rodzica i do siebie samych. W efekcie mogą zbudować sobie mylne wyobrażenia na temat seksu, zdrady i zakazanych zachowań. Albo w końcu odkrywają kłamstwo, albo noszą ciężar sekretu rodzinnego czy przemilczeń. Taki rodzaj traumy może sprawić, że w dalszym życiu rozwinie się w nich nieufność. Jeśli od dzieciństwa uczymy się, że osoba, której najbardziej ufamy, pozwala sobie na kłamstwo lub oszukiwanie nas, można wyprzedzająco trzymać się założenia, że nikt nie jest godny zaufania i każdy potrafi nas wykorzystać.

Twoje dziecko nie ponosi odpowiedzialności: powiedz mu to!

Jeśli twój partner czy partnerka wciągnęli dziecko w swoje „sprawy dorosłych”, porusz ten temat z dzieckiem.

Możesz na przykład powiedzieć: „Wiesz, on nie powinien/ ona nie powinna brać cię ze sobą. Ale to tata zrobił/ mama zrobiła głupio, nie ty. Nikt nie jest na ciebie zły. Mama i tata postarają się sami załatwiać swoje problemy, ale nie masz się czego bać, bo oboje bardzo cię kochamy i nikt nie ma do ciebie pretensji”.

Jeśli córka czy syn ma pytania, odpowiadaj mu prostymi słowami, ale mów prawdę. Jeśli zapyta na przykład, czy jesteś zła na partnera, możesz powiedzieć: „Tak, jestem zła, bo nie powiedział mi prawdy, ale nie martw się tym, bo na ciebie nikt nie jest zły. Tata i mama porozmawiają i zobaczą, czy mogą się pogodzić”. Albo: „Jestem teraz zbyt zły, żeby z nią rozmawiać, ale kiedy mi trochę przejdzie, tata i mama będą mogli porozmawiać”.

Jeśli twoje dziecko było świadkiem skomplikowanych scen i nie jest w stanie opowiedzieć o nich (albo ty nie masz siły tego słuchać), nie wahaj się iść z nim do psychologa dziecięcego, który pomoże mu to nazwać i zrozumieć, czego doświadczyło. Często powtarzaj dziecku, że nie ponosi odpowiedzialności za to, co się dzieje. Że to nie jego wina. Uspokajaj je, mówiąc, że niezależnie od tego, jak sprawa się zakończy, rodzice go nie zostawią.

Dziecko nie jest ani twoim psychoterapeutą, ani powiernikiem!

Jak już rozumiesz, etap numer 1 polega na tym, żeby pocieszyć dziecko, zwłaszcza jeśli jest małe, że nie ponosi odpowiedzialności za problemy mamy i taty i że mimo tego, co dzieje się w domu, rodzice go nie porzucą. Nie można również stawiać córki czy syna w nieodpowiedniej roli. Bardzo kuszące jest szukanie potwierdzenia na to, jaki koszmar zgotował nam partner, i wywnętrzanie się pierwszej osobie, która znajdzie się w pobliżu, albo plucie wściekłością do wyczulonego, niewinnego ucha.

Jednak twoje dziecko nie jest twoim powiernikiem! To nie ono ma osłaniać cię, bronić, a tym bardziej brać na swoje barki twój smutek. To twoja rola! Uważaj zatem, żeby nie stawiać go w pozycji dorosłego. Niech dziecko zostanie na swoim miejscu, w żaden sposób nie wciągaj go w problemy, które masz z partnerem, nie rób z niego szpiega ani posłańca. Za wszelką cenę staraj się, żeby na tych małych delikatnych ramionach nie spoczął żaden ciężar.

Nie krytykuj drugiego rodzica

Inny ważny punkt to powstrzymanie się od mówienia źle o partnerze. Nawet jeśli to bardzo trudne, nie każ dziecku znosić nienawiści, jaką odczuwasz. Ono nie ma na to żadnego wpływu. Będzie to tylko ze szkodą dla niego, ponieważ postawisz je w pozycji bezużytecznego buforu lub zniszczysz obraz drugiego rodzica, jaki w sobie nosi, a to prawdopodobnie niekorzystnie odbije się na jego rozwoju. Nie skarż się w obecności swojej pociechy, bo znajdzie się ona w bardzo poważnym konflikcie lojalności. Twoje dziecko ma prawo nie musieć wybierać miedzy tatą a mamą, niezależnie od krzywdy, jaką jedno zrobiło drugiemu. Jeśli, niestety, ojciec czy matka jest złym człowiekiem, z wiekiem samo to sobie uświadomi.

Twoje dziecko jest dzieckiem!

Może się jednak zdarzyć, że mimo że się starasz, dziecko i tak będzie musiało unieść twój smutek czy gniew. Nie ma sensu krążyć przez pół godziny wokół domu, żeby się uspokoić i osuszyć łzy, zanim wejdziesz do środka. Dziecko jest superczułym odbiornikiem i poczuje twój ból lub złe samopoczucie, gdy tylko przekroczysz próg. To okropne, ale tak jest! Dziecko jest jak małe zwierzątko z mocno rozwiniętym systemem alarmowym, który zabezpiecza jego podstawowe potrzeby: spokoju, stabilności, bezpieczeństwa emocjonalnego, zaufania, autonomii, wyrażania potrzeb i emocji, spontaniczności i zabawy, granic i samokontroli…

Jesteś jednym z filarów, na których spoczywa jego egzystencja, zatem dziecko rozwija wysoką wrażliwość, żeby ten filar się nie rozpadł. Będzie się starało wiedzieć, będzie ci się przyglądało, żeby „sprawdzić”, czy się trzymasz. Czasem zapyta o coś, czego tak naprawdę nie chce wiedzieć, gdyż da mu to poczucie, że kontroluje wydarzenia, na które w rzeczywistości nie ma żadnego wpływu.

Kłótnia albo rozstanie rodziców jest jak trzęsienie ziemi i co za tym idzie – stanowi zagrożenie dla jego bezpieczeństwa emocjonalnego. Jedna z podpór się chwieje, bo popełniła błąd, który podważa to, kim jest. Druga cierpi, więc wydaje się słaba. Dziecko odczuwa silną niepewność, której nie może wyrazić słowami. To w takiej sytuacji często dochodzi do parentyfikacji. Dzieci przejmują rolę rodzica tak naprawdę po to, żeby ochronić siebie: „Muszę się zająć mamą i czuwać nad jej dobrą formą, żeby mogła zajmować się mną”.

Postaraj się, aby twoja pociecha zachowała niefrasobliwość. Jeśli ci się to nie udaje, niech na trochę zajmie się nią ktoś inny. Nie zapominaj nigdy, że może poczuć konieczność wspierania cię, a to dla niej za ciężkie i nie jest to jej rola. Poproś o pomoc przyjaciół, rodzinę albo psychologa – na tym polega jego praca.

Być prawdziwym

Stale pocieszaj swoje dziecko, ale nie kłam. Nie mów mu, że wszystko jest w porządku, jeśli wyraźnie tak nie jest. Poczuje, że mówisz nieprawdę, że to, co słyszy, nie zgadza się z tym, co wyrażasz niewerbalnie: tonem głosu, gestami, spojrzeniem, wyrazem twarzy – czyli całym sposobem komunikacji poza słowami.

Wielu rodziców uważa, że lepiej chronić swoje dziecko, nic mu nie mówiąc. W rzeczywistości taka postawa może być równie szkodliwa, jak zwierzanie się mu. Julien patrzy ci w oczy i pyta, czy wszystko w porządku. Odpowiadasz mu: „Tak, oczywiście”. On nalega, a ty nadal twierdzisz, że wszystko w porządku (być może nawet nieco się denerwując). Uważasz, że synek jest za mały, żeby zrozumieć, na czym polegają problemy dorosłych, i nie musi wiedzieć, co się dzieje. Masz rację. Jednak Julien widzi, że nie wszystko z tobą porządku. I kiedy mówisz mu, że nie ma problemu, podczas gdy on wyraźnie widzi coś innego, czuje silny lęk; jego intuicja popada w konflikt z twoimi słowami, które bierze za wyznacznik prawdy. W końcu uświadamia sobie, że kłamiesz. Ale nie rozumie dlaczego.

Być spójnym

Jeśli nie zdołasz ukryć swojego smutku lub gniewu, co doskonale mogę zrozumieć, pamiętając o bałaganie emocjonalnym w mózgu, lepiej wyrazić problem słowami. Pod pretekstem, że je chronisz, nie okłamuj dziecka które cię doskonale prześwietliło – ponieważ narobisz jeszcze więcej szkód. Powiedz mu wprost: „Tak, mama jest teraz smutna, ale nie martw się, to przejdzie i jestem z tobą. Nie jestem smutna przez ciebie”. Jeśli zapyta, skąd ten smutek, możesz wyjaśnić mu to w prostych słowach: „Mama posprzeczała się trochę z tatą. Wiesz, to tak samo jak ty czasami kłócisz się z kolegami w szkole. Ale nie martw się, mama i tata są z tobą”.

Jeśli dziecko zobaczy, że płaczesz, nie mów mu, że to ze zmęczenia i że minie. Powiedz prawdę, że jest ci smutno. Jeśli skłamiesz, w jego małej główce powstanie jeszcze większe zamieszanie. Jeśli spyta, dlaczego się pokłóciliście, możesz mu odpowiedzieć w następujący sposób: „Twój tata i ja trochę się ostatnio gniewamy na siebie. Tak jak przyjaciele mogą się czasami gniewać. Mamy inne zdanie na temat przyjaźni taty z pewną panią, ale próbujemy rozwiązać ten problem. Nie masz co się niepokoić, to nie ma nic wspólnego z tobą. To nie z twojego powodu i oboje bardzo cię kochamy. Zawsze będziemy się tobą opiekować”.

To tylko przykłady. Możesz oczywiście wyrazić to własnymi słowami w zależności od istoty problemu, ale bądź prawdziwa.

Szanuj je i zadawaj mu pytania

Pisałam wcześniej, żeby szanować rytm dziecka. Jeśli zostało obsadzone w roli wspólnika lub było świadkiem waszej kłótni, warto wrócić do tego, co się wydarzyło lub jeżeli nie czujesz się na siłach, żeby to zrobić – zwrócić się po pomoc do psychologa. Jeśli jednak udało ci się uchronić dziecko i atmosfera w domu jest dość stabilna, nie ma potrzeby brać go na rozmowę w cztery oczy i wyjaśniać, że tata zdradził mamę i mamie jest bardzo smutno! Szanowanie jego rytmu oznacza bycie świadomym, że ono jest na innym etapie percepcji niż ty. Zbyt szczegółowe lub przedwczesne wyjaśnienia mogą być dla niego szokujące, bo nie jest na nie gotowe ani nie ma ochoty ich słuchać. Przykład? „Zauważyłeś/ zauważyłaś, że tata i mama się gniewają teraz (do tej pory OK, zauważył/ zauważyła). To dlatego, że mama zakochała się w innym panu i tata jeszcze nie wie, czy wybaczy mamie i czy będziemy dalej razem mieszkać (tego natomiast nie musi na razie wiedzieć)”.

Najpierw ureguluj sprawy z partnerem. Jeśli zdecydujecie się rozstać, to dopiero wtedy powiedzcie o tym dzieciom. Warto natomiast porozmawiać z córką czy synem, gdy tylko zauważysz, że orientują się oni w czymś, lub stwierdzisz, że wykazują objawy lęku (zaburzenia snu, kłopoty w szkole, niewyjaśnione problemy somatyczne, dziwne albo nieadekwatne zachowanie).

Niemniej jednak nie podawaj im niepotrzebnych szczegółów i upewnij się, że rozumieją, co mówisz. Postaraj się, aby twoje słowa były maksymalnie zgodne z przekazem niewerbalnym, gdyż dzieci są szczególnie wrażliwe na ten ostatni. Na przykład nie mów, że wszystko w porządku, jeśli dąsasz się i od długiego płaczu aż spuchły ci powieki.

Spytaj dziecko, co je dręczy. Czasami samo tego nie wie, albo będzie się bało cię zranić. Daj mu czas, niekiedy warto nawet zaryzykować i powiedzieć, że być może czuje ciężką atmosferę w domu itd. Zapewnij je, że może ci o wszystkim opowiedzieć, że nie będziesz na nie zła. Czasem również się zdarza, że dziecko ma pretensje do porzuconego rodzica, że nie umiał ochronić rodziny. Nie zapominaj, że chłonie wszystko jak gąbka, mimo wszystkich wysiłków, jakie podejmujesz, żeby je ochronić.