1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Doświadczenia w drodze do monogamicznego związku

Doświadczenia w drodze do monogamicznego związku

123rf.com
123rf.com
W ciągu ostatnich 20 lat relacje wykraczające poza model monogamii stały się powszechne – wynika z badań Jean Williams i Jasny Jovanovica opublikowanych w „Sexuality and Culture” w 2015 roku. Czy relacje określane mianem „to skomplikowane” zastąpią związki monogamiczne? To, jak zmienia się nasze podejście do związków wyjaśnia Michał Pozdał, psychoterapeuta z Uniwersytetu SWPS.

Louis Allen, w artykule opublikowanym w „Culture, Health & Sexuality - An International Journal for Research, Intervention and Care” stwierdza, że młodzi mają problem z samą definicją związku, co w pewien sposób wyjaśnia przyczynę popularności statusu „to skomplikowane”. Naukowcy odkryli, że pojęcie to dla nastolatków i młodych dorosłych (18-35 lat) jest niejednoznaczne. Jego rozumienie jest uzależnione od różnych czynników, takich jak ilość spędzanego razem czasu, emocjonalna inwestycja w więź, decyzja o przyzwoleniu na kontakt intymny z osobami spoza związku. Te różne podejścia sprawiają, że zawierane relacje są różnie definiowane, a granice między poszczególnymi modelami są dość rozmyte. W rezultacie zarówno samym parom, jak i społeczeństwu trudno jednoznacznie sklasyfikować, jaką relację tworzą.

Badania dotyczące seksualności nastolatków i młodych dorosłych do trzydziestego roku życia , wskazują, że tego rodzaju związki są także w coraz większym stopniu akceptowane przez te grupy wiekowe. To cecha charakterystyczna młodszego pokolenia żyjącego równolegle w świecie analogowym i wirtualnym. Młodzi eksperymentują i angażują się w relacje poliamoryczne, wolne związki, które często określają mianem przyjaciół (friends with benefits) - nie zaś pary.

Mogłoby się wydawać, że liberalizm krajów Zachodniej Europy i przyzwolenie społeczne na eksperymentowanie w relacjach partnerskich przyczyni się do tego, że ludzie będą znacznie częściej wiązać się z nowymi partnerami. Zdaniem naukowców tak nie jest: liczba partnerów w przypadku współczesnej młodzieży jest zbliżona do tej z poprzednich pokoleń. Młodych naszych czasów odróżnia od starszych generacji jedynie mniej formalne podejście do samych relacji.

Ann Meier i Gina Allen z University of Minnesota, dowiodły, że niezobowiązujące relacje w życiu młodych wchodzących w dorosłość i młodych dorosłych, pełnią funkcję kamieni milowych. Dzięki nim nastolatki i młodzi do około 30 roku życia uczą się i sprawdzają, co oznacza bycie w związku. Zdaniem badaczek młodzież zaczyna od krótkich i niezobowiązujących relacji, następnie przechodzi etap coraz dłuższych związków i ostatecznie w okresie wczesnej dorosłości decyduje się na relację z jednym partnerem. Oznacza to, że chociaż młodzi na początku nie wybierają tradycyjnej drogi budowania relacji, ostatecznie decydują się na model monogamiczny wzorem starszych pokoleń.

Czy możemy więc spodziewać się znaczącego upowszechnienia związków należących do kategorii „to skomplikowane”? Tak, jeśli mówimy o młodych wchodzących w dorosłość i młodych dorosłych, którzy dopiero poszukują swojej drogi. Nie, jeśli odnosimy tę kategorię do osób dorosłych, które mają ten okres za sobą. Dokonanie innego wyboru życiowego przez osoby dojrzałe wbrew pozorom nie jest łatwe, ponieważ jak twierdzą autorzy badania „Attached to monogramy?” opublikowanego w Journal of Social and Personal Relationship, społeczeństwa zachodnie mimo otwartości i liberalizmu, uważają, że monogamia jest najbardziej pożądanym modelem związku.

Michał Pozdał zajmuje się pracą z osobami oraz parami doświadczającymi trudności w swoim życiu seksualnym. Od kilku lat prowadzi spotkania psychologiczne w ramach projektu Strefa Młodzieży Uniwersytetu SWPS. Miesięcznie spotyka się z około tysiącem licealistów z całej Polski, ich nauczycielami i rodzicami. źródło: 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Ochota na seks - co wpływa na nasze libido?

Sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. (fot. iStock)
Sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. (fot. iStock)
Apetyt na seks – choć ze wszech miar wskazany – nie jest wartością stałą. Ma na niego wpływ wiele czynników, jak zdrowie, odpowiednia ilość snu czy poczucie atrakcyjności. Ale gdy słabnie z miesiąca na miesiąc – trzeba podjąć szybką akcję reanimacyjną.

Marzenie wielu par: zachować temperaturę w sypialni równą tej z pierwszych miesięcy po poznaniu. Czy jest do spełnienia? W pewnym sensie tak. – Nie jesteśmy wprawdzie w stanie utrzymać niezmiennego poziomu pożądania, zresztą, gdyby to się udało, przebywanie na niekończącym się erotycznym haju byłoby nie do wytrzymania, ale jest możliwe i wskazane, by dbać o związek pod kątem podtrzymywania namiętności – mówi seksuolog prof. Zbigniew Izdebski, autor badań „Seksualność Polaków 2011”. – Trzeba troszczyć się, by poziom pożądania nie spadał za nisko.

Seks służy nie tylko miłosnej relacji, ale też zdrowiu. Zdaniem prof. Izdebskiego sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. I są sposoby na to, by utrzymać jego poziom w normie.

Kwestia atrakcyjności i… snu

– Libido to biologiczna siła, która pcha ludzi do szukania dróg zaspokajania napięcia seksualnego, osiągnięcia satysfakcji seksualnej, doznania przyjemności i bliskości z drugą osobą – mówi Małgorzata Zaryczna, psycholog, seksuolog i terapeutka. – Popęd seksualny jest jednym z motorów ludzkiej aktywności i życiowej energii.

Jest to bardzo pierwotna i jednocześnie jedna z bardziej skomplikowanych funkcji życiowych, bo składają się na nią dwa komponenty: czysto biologiczny, pozostający poza naszą kontrolą, i psychiczny, zależny od stanu uczuć. Kobiece libido ma tendencję do falowania w rytm cyklu miesięcznego, męskie – jest często wyższe i ma związek z męskim hormonem płciowym, testosteronem, który jest jednym ze „sterowników” libido.

Jak twierdzi ginekolog, prof. Krzysztof Tomasz Niemiec, popęd płciowy jest też efektem uwarunkowań społecznych oraz stylu życia. – Zadbać o niego to zadbać o zdrowie, ale też o swoją seksualność i jakość życia w związku i na co dzień – mówi.

Ciekawe, że biologiczna energia, jaką jest libido, zależy m.in. od tak społecznej funkcji, jaką jest wykształcenie! Badania prof. Izdebskiego potwierdzają ten fenomen: problem niskiego libido częściej dotyczy kobiet z wykształceniem podstawowym i zawodowym niż tych z wyższym. Dlaczego? Bo kobiety bardziej świadome są zazwyczaj także bardziej otwarte na siebie i swoją seksualność. Libido jest zresztą wypadkową wielu zjawisk: dotychczasowych doświadczeń seksualnych, poczucia kompetencji w sferze seksu (i nie tylko), klimatu wokół seksu w domu rodzinnym, a także sposobu myślenia o erotyce. W przypadku kobiet libido w ogromnym stopniu zależy od tego, jak w ogóle postrzegają same siebie.

Cindy Meston, seksuolożka z bostońskiego uniwersytetu, przepytała kilkaset kobiet i stwierdziła, że te, które były mniej zadowolone ze swego wyglądu, gorzej oceniały swoje życie seksualne. I to niezależnie od spraw uważanych za kluczowe: atrakcyjności czy umiejętności kochanka oraz długości gry wstępnej!

Prof. Niemiec dodaje, że libido jest fizjologicznie mniejsze podczas ciąży, po porodzie oraz po menopauzie. Spada także, kiedy kobieta jest zwyczajnie zmęczona. Zgadza się z tym Małgorzata Zaryczna: – To zwykła biologia – kiedy lecimy z nóg, jedynym naszym pragnieniem jest sen, a nie seks, choćby nie wiadomo jak wspaniały. I radzi: – Wiele chronicznie przemęczonych osób może odkryć, że osiem godzin snu kilka nocy z rzędu zdziała cuda w kwestii pożądania.

Sposoby na spadek zainteresowania seksem

Co zrobić, gdy nagle bardziej atrakcyjny niż tête à tête w sypialni wydaje się wypoczynek na kanapie przed TV czy sycący posiłek w kuchni?

– Ponieważ zaburzenia libido są z reguły uwarunkowane wieloczynnikowo, niemożliwe jest wynalezienie jednego preparatu, który rozprawi się z problemem – uważa prof. Niemiec. – Najlepsze efekty przynosi stosowanie terapii interdyscyplinarnych, łączących farmakologię z medycyną naturalną, zażywaniem suplementów diety, terapią par czy terapią zaburzeń emocjonalnych. Zapytany o afrodyzjaki, odpowiada: – Wiele z tych środków ma za zadanie nie tyle wywrzeć określony efekt chemiczny, co skupić uwagę ludzi na sferze seksualnej, skierować na nią wiązkę świadomości. Często ich działanie polega na efekcie placebo: niby nic się nie dzieje, ale nasze myśli jednak krążą wokół seksu.

I dodaje: – Farmakologia lepiej sobie radzi z mężczyznami. Nie ma niestety odpowiednika viagry dla kobiet. Są jednak substancje, które – przyjmowane regularnie przez dłuższy czas – mogą wspomóc libido. Jedną z nich jest wyciąg z buzdyganka ziemnego. Ta znana już w medycynie ludowej roślina, zażywana regularnie, ma zdolność łagodnego podnoszenia poziomu testosteronu we krwi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet. A testosteron pobudza pożądanie seksualne.

– Nasze libido ma sprawnie funkcjonować? Musimy być przede wszystkim zdrowi – podkreśla Małgorzata Zaryczna. – Jeśli cokolwiek szwankuje w organizmie, to libido ucierpi. Jego spadek towarzyszy wielu chorobom: zaburzeniom hormonalnym, nadciśnieniu, cukrzycy, miażdżycy. Zabójczy wpływ na libido mają wszelkie problemy z tarczycą, zwłaszcza niedoczynność. Dlatego, jeśli obserwujemy spadek zainteresowania seksem, powinniśmy odwiedzić lekarza (ginekologa, endokrynologa itp.), bo może zamiast szukać problemów w relacji i obwiniać się – trzeba po prostu zadbać o nadwątlone zdrowie.

Są jeszcze bodźce wewnętrzne. Te, które możemy sami wyprodukować. A dokładnie chodzi tu o fantazje erotyczne. Kobieca wyobraźnia jest pod tym względem niesłychanie bogata i produktywna, najczęściej o wiele bardziej rozbudowana od męskiej. I dobrze, bo nasze libido karmi się tymi wewnętrznymi obrazami, marzeniami i pragnieniami. Nimi oraz ich realizacją.

– Wyobrażamy sobie wiele rzeczy, ale jest ogromna rozbieżność pomiędzy myśleniem o jakiejś formie seksu, a jej wypróbowaniem – mówi Małgorzata Zaryczna. – Boimy się porozmawiać z partnerem, zasugerować, co sprawiłoby nam największą przyjemność, odkrywać siebie nawzajem. A przecież, jeśli nie będziemy robić w łóżku tego, co nas kręci, samo libido nie wystarczy...

Popęd seksualny według Polaków

Choć to brzmi jak doniesienia z czasów feudalnych, według badań prof. Izdebskiego, zamieszczonych w raporcie „Seksualność Polaków 2011”, aż 30 proc. Polek wciąż uważa, że zaspokojenie partnera to obowiązek kobiety – bez względu na to, czy same mają apetyt na seks, czy nie. Kolejne 34 proc. nie wie, czy nazwać seks obowiązkiem, czy nie.

6 proc. kobiet uważa, że ich libido jest za niskie, a 7 proc. – że jest za niskie w porównaniu z potrzebami partnera. Skargi słychać w każdej grupie wiekowej: małe, bardzo małe lub praktycznie nieistniejące potrzeby seksualne zgłasza 43 proc. kobiet po pięćdziesiątce, 18 proc. respondentek między 40. a 49. rokiem życia i aż 13 proc. tych, które nie dobiły jeszcze trzydziestki.

Z czasem, niestety, jest jeszcze gorzej: po pięćdziesiątce aż 43 proc. badanych uważa, że seks jest kompletnie nieistotną częścią ich życia, a 46 proc. kobiet po 41. roku życia stwierdza, że znacznie zmalało ich zainteresowanie erotyką.

Aż 87 proc. kobiet dotkniętych problemem obniżonego libido nie szuka i nie szukało nigdy pomocy. – Spory odsetek Polaków obu płci deklaruje, że są ze swojego życia seksualnego zadowoleni – mówi prof. Zbigniew Izdebski. – Jednak wypływa to z faktu, że nie mają względem niego żadnych oczekiwań. Podchodzą do niskiego libido z rezygnacją: „OK, jest to dolegliwość, ale skoro nie da się jej zniwelować, trzeba z nią żyć”. Pytani o zadowolenie, wypierają problem, odpowiadają: „tak, tak, jesteśmy zadowoleni”, żeby nie musieć się temu przyglądać.

Kobiety o małych lub bardzo małych potrzebach seksualnych czerpią mniejsze zadowolenie z życia seksualnego (deklaruje je tylko 32 proc., podczas gdy dla reszty odsetek ten wynosi 64 proc.). I nie tylko dlatego, że rzadziej mają orgazmy. Częściej wskazują na poczucie osamotnienia w związku (24 proc.) czy brak potwierdzenia swojej atrakcyjności w oczach partnera i własnych.

Kobiety o niskim libido rzadziej się przytulają i są przytulane, zaznają w związkach mniej czułości. Kiedy partner próbuje je objąć czy pocałować, one odtrącają go w obawie, że przyzwalając na czułość, zachęcają jednocześnie do gry wstępnej, która prowadzi do zbliżenia. W ten sposób bliskość fizyczna zanika także poza sypialnią, a kontakt staje się mniej ciepły i serdeczny. I choć związek nie musi się rozpaść, to daje mniej szczęścia.

Artykuł archiwalny. Prof. Krzysztof Tomasz Niemiec zmarł pod koniec 2012 r. (przyp. red.)

  1. Seks

Obalamy najczęstsze mity na temat seksu

Istnieje wiele mitów dotyczących seksu - obalamy te najczęstsze. (Fot. iStock)
Istnieje wiele mitów dotyczących seksu - obalamy te najczęstsze. (Fot. iStock)
Jak się kochać wzorowo, zgodnie z zaleceniami poradników? Nie słuchając zbytnio ich nakazów!

Jesteś w udanym, stałym związku, ale… Wyedukowana na medialnych wzorcach, karmiona opowieściami koleżanek, nie wiesz sama, czy brak orgazmu lub ochoty na seks mieści się w normie, czy jest już może symptomem jakiegoś zaburzenia. W prezencie dla ciebie proponujemy nasz sensowny seks-poradnik.

Czy to źle, że kochamy się krótko?

Według ostatnich badań prof. Zbigniewa Izdebskiego, statystyczny Polak kocha się około 15 minut. To krócej niż kiedyś, ale czy rzeczywiście krótko? I czy to, że kiedyś spędzaliście godziny w sypialni, a teraz wasz seks jest raczej ekspresowy, jest zmianą na gorsze?

– Nie ma długiego i krótkiego seksu, jest tylko seks satysfakcjonujący lub nie – uważa Katarzyna Platowska, psycholożka i terapeutka. – Jeśli partnerzy są zadowoleni, kochając się kilka minut, to wszystko w porządku. Najważniejsze, żeby żadne z nich nie czuło się do niczego przymuszane lub czegoś pozbawiane.

Jest wiele kobiet, które czerpią z seksu niewiele satysfakcji – problemy z libido ma ponad 40 proc. pań. Można śmiało przypuszczać, że te kobiety będą zadowolone, gdy stosunek będzie trwał jak najkrócej. Ale i wówczas, gdy kobieta lubi seks i chętnie go uprawia, nie musi przeznaczyć na to całej nocy, po godzinie może być już całkowicie usatysfakcjonowana.

– W tym, że kochamy się krótko nie ma nic złego – uważa Platowska. – Wieczorem wiele osób jest tak zmęczonych, że sama myśl o długiej celebracji prowadzi do rezygnacji ze zbliżenia. A jakoś niezręcznie zaproponować partnerowi szybki numerek… Tymczasem nie ma sensu trzymać się jakichkolwiek zewnętrznych norm. Możemy celebrować długie stosunki w weekendy, w tygodniu nieco szybszy seks jest jak najbardziej na miejscu.

Czy to źle, że nie zawsze mam orgazm?

Mężczyzna orgazm ma zawsze – tak stworzyła go natura. Z kobietami bywa różnie – raz dochodzą na szczyt, innym razem nie. To zupełnie normalne.

– Orgazm kobiety jest funkcją nie tylko fizyczną, ale przede wszystkim psychiczną – tłumaczy psycholożka. – Jeśli kobieta nie jest całkowicie odprężona i obecna tu i teraz, może mieć problemy ze szczytowaniem. Ale to nie znaczy, że seks nie dał jej satysfakcji. Samo zbliżenie może być dla niej na tyle ważne, ze względu na odczuwaną bliskość, intymność i całkowitą uwagę partnera, że uzna stosunek za bardzo udany niezależnie od braku orgazmu. Dobrze traktować szczytowanie jako miły, ale niekonieczny dodatek do emocjonalnej satysfakcji.

Jednak wielu mężczyzn wartościuje swoją seksualną wydajność tym, czy kobieta osiąga przyjemność. Gdy ich partnerki nie mają orgazmu, czują się jak łóżkowi nieudacznicy. I dochodzi do paradoksu: kiedy mężczyźnie tak bardzo zależy na rozkoszy kochanki, ona zaczyna orgazm... udawać – żeby nie robić mu przykrości, by miał poczucie, że jest najlepszym kochankiem na świecie. Albo… dla świętego spokoju.

– Nie bądźmy fanatykami: nawet jeśli kobiety są zdolne do wielokrotnych orgazmów, bywa, że nie mają żadnego. Jeśli to się czasem zdarza – w porządku. Okresowe trudności z dojściem do orgazmu nie oznaczają, że kobieta jest oziębła, a partner nieudolny. Problem jest wtedy, gdy kobieta nigdy go nie osiąga albo bardzo rzadko – konkluduje psycholożka. – Wtedy radzę udać się do seksuologa.

Czy to źle, że nie szczytujemy razem?

To dość powszechny mit na temat seksu: jednoczesny orgazm świadczy o wielkiej miłości i idealnym dopasowaniu. Owszem, dowodzi sporego porozumienia, znajomości ciała partnera i własnego oraz wiedzy, jak się posługiwać tym aparatem. Ale tak naprawdę jest… trikiem natury, ułatwiającym zapłodnienie.

– To jego podstawowa funkcja – mówi Platowska. – Podczas kobiecego orgazmu dochodzi do skurczu macicy, co wzmaga skuteczność wędrówki nasienia do jajeczka. Pod względem seksualnej satysfakcji orgazm przeżywany osobno wcale nie jest gorszy, podobnie jak łechtaczkowy nie jest gorszy od pochwowego. Kochankowie, szczytując każde w swoim czasie, mogą w pełni cieszyć się i napawać przyjemnością drugiego. Bo choć jednoczesny orgazm może być wręcz duchowym przeżyciem, to jest tak intensywnym stanem, że człowiek, chcąc nie chcąc, skupia się jedynie na swojej przyjemności.

Jeśli bardzo ci zależy na wspólnych orgazmach, głowa do góry – to się da wyćwiczyć. Jeśli nie masz nic przeciwko orgazmom jeden po drugim, twój partner powinien pamiętać o zasadzie „ladies first”. Nie ma jednak problemu, gdy zdarzy się, że to on będzie pierwszy – o ile potem zadba o ciebie.

Czy to źle, że w łóżku myślę o kimś innym?

Zdaniem większości seksuologów, odrobina fantazji, zwłaszcza u kobiety, jest jak najbardziej wskazana, bo pomaga wprowadzić się w odpowiedni nastrój. Pod warunkiem oczywiście, że jeśli fantazjuje o koledze z pracy, mężowi tego nie powie. Katarzyna Platowska uważa jednak, że gdy naprawdę zależy ci na dobrych relacjach w związku, erotyczne marzenia powinny dotyczyć… twojego partnera.

– Gdy zaczynasz się bawić w wyobrażanie sobie innego mężczyzny, pojawia się kłamstwo – wyjaśnia. – To znaczy, że własny partner cię nie podnieca. Wtedy lepiej spróbować innych sposobów, np. dołączyć jakieś gadżety czy gry, które urozmaicą seks, niż wyświetlać w głowie film porno z kimś innym w roli kochanka.

Co innego fantazje seksualne, nawet najdziksze, podczas masturbacji – tu można swobodniej i z czystym sumieniem puścić wodze fantazji.

Czy to źle, że się masturbuję?

Mały erotyczny seans sam na sam ze sobą może się zdarzyć także w stałym związku, ale czy to świadczy o braku satysfakcji w relacji? Przecież skoro kochasz partnera i możesz uprawiać z nim seks, kiedy tylko macie na to chęć – chyba nie powinnaś mieć ochoty na „dodatkowe” atrakcje? Otóż, niekoniecznie.

– Zdarzają się kobiety, w których życiu erotycznym masturbacja nie odgrywa żadnej roli – uważa Platowska. – Jeśli od wieku 17 czy 18 lat cały czas są w jakiejś mniej lub bardziej stałej relacji, nie odczuwają takiej potrzeby. I odwrotnie: kobiety, które w różnych okresach bywały same, bardzo cenią sobie taki sposób zaspokojenia seksualnego. A nawet gdy wejdą w nowy, udany związek, mogą przez jakiś czas nie chcieć porzucać „starych praktyk”.

Wszystko jest tak naprawdę kwestią proporcji. Jeśli twoje życie seksualne jest satysfakcjonujące, ale od czasu do czasu zdarza ci się seans autoerotyczny, to wszystko w porządku. Gorzej, jeśli jesteś bardziej zainteresowana własnymi pieszczotami niż seksem z partnerem. Tak może się stać, gdy on nie potrafi doprowadzić cię do orgazmu – a ty zamiast go tego nauczyć, udajesz przyjemność, a potem dogadzasz sobie sama. To ślepa uliczka. W konsekwencji będziecie się tylko od siebie oddalać, aż w końcu w ogóle zaczniecie unikać współżycia.

Czy to źle, że on korzysta z pornografii?

Przyłapałaś kiedyś chłopaka lub męża, jak z wypiekami na twarzy ogląda w internecie pieprzne filmiki?

Bez paniki! Pornografia jest szkodliwa w przypadku osób poniżej 18. roku życia i takich, które jeszcze nie rozpoczęły życia seksualnego. W innych przypadkach… – …oglądanie filmów porno może być taką samą rozrywką jak napicie się piwa: wprawdzie nie z tych najbardziej intelektualnych i z górnej półki, ale służy odreagowaniu – twierdzi Platowska.

Zdarza się jednak, że mężczyźni poświęcają pornografii więcej czasu niż nakazuje zdrowy rozsądek. Jeśli zaniedbują partnerki, bo są bardziej zainteresowani onanizowaniem się przed ekranem niż seksem z kobietą, z którą kochają się od miesięcy czy lat, to pojawia się poważny problem.

– Gdy mężczyzna nabiera ochoty na zbliżenie z żoną tylko po erotycznym seansie, to sygnał, że w jego małżeństwie nie dzieje się dobrze – mówi Platowska. – No, chyba, że ma problemy z libido.

Nagłe zainteresowanie partnera filmami porno może być też sygnałem, że potrzebuje dodatkowych bodźców. Dobrze potraktować ten fakt nie jako nieszczęście, ale wskazówkę – jak wzbogacić, a kto wie – może nawet uratować związek.

Czy to źle, że nie mam ochoty na seks?

Zmęczenie, stres, stan zdrowia, w tym hormonalnego i intymnego, ogólna sytuacja życiowa – to wszystko może powodować, że apetyt na seks będzie rósł lub malał. To oczywiste, że kobieta mająca płaczące po nocach dziecko, będąca w połogu lub krążąca myślami wokół nękających ją nierozwiązanych problemów, raczej nie będzie miała ochoty na miłosne igraszki. Libido spada też u kobiet w drugiej fazie cyklu, gdy rządzi nimi progesteron, gdy przyjmują tabletki antykoncepcyjne czy w okresie menopauzy.

Ale jeśli nie ma obiektywnego powodu, dla którego nie masz ochoty na seks, warto się nad tym zastanowić. – W kobiecej psychice potrzeba seksualna leży bardzo blisko potrzeby bezpieczeństwa, więc jeśli między partnerami nie ma zgody, ona nie będzie miała ochoty na miłosne igraszki – dodaje Platowska.

Łóżko jest czułym miernikiem temperatury uczuć między partnerami. Jeśli do niedawna w sypialni było fajnie, a od jakiegoś czasu zaczynacie unikać zbliżeń, może przyczyny trzeba poszukać w emocjach. Bo nawet jeśli nie ma między wami awantur i kłótni, to nie znaczy, że wszystko jest w porządku. A nieuzewnętrznione i nieponazywane problemy skutecznie dzielą partnerów. Potrafią nawet zniszczyć wieloletnią i udaną relację.

Są pary, które godzą się w sypialni. – To nie jest dobry pomysł – mówi psycholożka. Zaproszenie do seksu staje się utrwaloną metodą redukcji napięcia, zamiast wypływać z potrzeby bycia razem.

Chociaż jest ziarno prawdy w stwierdzeniu, że pary, które się często kłócą, miewają z seksu większą satysfakcję… – Takie pary mają „dobrze przewietrzony” związek, brak między nimi emocjonalnych zaszłości – tłumaczy Platowska. – Cała sztuka polega na tym, by umieć się kłócić dobrze i na temat, a potem godzić.

  1. Seks

Inteligencja seksualna – na ile jesteśmy świadomi swoich potrzeb?

Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Wbrew pozorom nie po to, by bez zająknięcia wymienić nazwy stu łóżkowych pozycji czy świetnie się orientować w ofercie sex shopów. Raczej po to, by nasze życie erotyczne było udane i naprawdę zgodne z tym, co nam w duszy – a także w zmysłach – gra. 

Znajomość siebie, swoich potrzeb i zahamowań oraz warunków, w których możemy je przekraczać. Odwaga, żeby prosić o to, co nam naprawdę sprawia przyjemność, i gotowość, żeby dawać partnerowi to, czego potrzebuje. Wiedza o tym, co różni mężczyznę i kobietę. Umiejętność odmawiania i otwartej komunikacji w sprawach seksu, także rozumienia drugiej osoby, ale i własnych reakcji. Wszystko to właśnie zawiera w sobie inteligencja seksualna – termin, który robi ostatnio furorę.

– Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. To niezwykle ważne, bo poziom inteligencji seksualnej decyduje o tym, czy jesteśmy zadowoleni z życia erotycznego – uważa Małgorzata Zaryczna, seksuolożka i psycholożka z Centrum Psychoterapii MAGO w Warszawie. – Im więcej wiemy o seksualności, relacji, bliskości i człowieku, z którym tworzymy parę, tym więcej mamy frajdy w sypialni.

Dobra wiadomość: z inteligencją seksualną jest nieco inaczej niż z poziomem IQ. Ten ostatni jest wrodzony, pierwszy – można skutecznie podnosić. I co ważniejsze – da się go w prosty sposób określić. Poprzez stopień zadowolenia z tego, co robimy w łóżku.

Tylko ty!

Zwolennicy i zwolenniczki wielu przygód i podbojów nie ucieszą się zapewne, ale według fachowców osoby naprawdę inteligentne seksualnie stawiają na jednego partnera. Wierność jest afrodyzjakiem!

– Dla satysfakcji w łóżku ważniejsza od ilości jest jakość – podkreśla Zaryczna. – Chcemy, żeby nasze życie seksualne naprawdę było na wysokim poziomie? Inwestujmy w budowanie dialogu z jedną osobą.

Jednak pogłębianie więzi, dbałość o potrzeby drugiej strony i komunikowanie swoich odczuć, zbyt często przerastają zdolność, motywację i chęć przeciętnych polskich kochanków. Oto typowy obraz współczesnego życia seksualnego: kilka minut stosunku, w tej samej co zwykle pozycji, rozładowanie i… koniec. Nie celebrujemy bliskości.

– Mądrze jest traktować seks nie tylko jako akt fizyczny służący rozładowaniu napięcia czy podreperowaniu poczucia własnej wartości, lecz jako zbliżenie, najgłębszy rodzaj kontaktu pomiędzy dwojgiem ludzi – uważa Zaryczna. – Inteligencja seksualna pomaga nam zrozumieć, że nie możemy stworzyć dającej prawdziwe zadowolenie więzi erotycznej bez emocjonalnej. Potrzeba seksualna leży bowiem blisko potrzeby bezpieczeństwa. A tego nie da nam kontakt z przypadkową osobą.

Potwierdzają to dobitnie badania dr Sharon Hinchcliffe z University of Sheffield, która przeprowadziła 46 wywiadów z kobietami w wieku od 23 do 83 lat. Okazało się, że tylko 10 proc. z nich odczuwało satysfakcję z przygodnego seksu.

Z kolei z badań dr. Michaela Milburna z University of Massachusetts w Bostonie, autora książki „Sexual Intelligence”, wynika, że najniższy poziom inteligencji seksualnej wykazują osoby często zmieniające partnerów. Mimo przemian obyczajowych dla większości ludzi wciąż najważniejsza jest stabilność i przywiązanie.

Jeśli wizja uprawiania seksu z jednym partnerem do końca życia przeraża nas, to dla sypialnianego dobra powinniśmy przynajmniej w kontaktach miłosnych stawiać na coś więcej niż wakacyjne, krótkotrwałe romanse.

Nie za daleko i nie za blisko

Kolejnym bardzo ważnym składnikiem erotycznej inteligencji jest umiejętne zarządzanie dystansem w związku, a właściwie wypośrodkowanie między wolnością a zażyłością. Powinniśmy się nauczyć dawać sobie przestrzeń bez oddalania się od siebie. Jeśli kontakt będzie zbyt intensywny, nasza erotyka tego nie zniesie: stłamsimy ją.

– Wiele osób chce być z partnerem tak blisko, by stanowić niemal jedno ciało – mówi Zaryczna. – To kiepski pomysł, bo przecież własne ciało raczej nas nie podnieca… Erotyka to obok bliskości także zaskakiwanie siebie nawzajem, nuta niedopowiedzenia, trochę odświeżającego dystansu.

Żeby między nami iskrzyło, nie możemy być ze sobą non stop. Kiedy kobieta idzie z mężczyzną na imprezę i obserwuje, jak on tańczy z innymi kobietami, i wie w dodatku, że one uważają go za atrakcyjnego – sama zaczyna go bardziej pragnąć. Podobnie mężczyzna, który zauważa, że jego partnerka się czymś żywo interesuje, że potrafi zatracić się w swojej pasji tak, że nawet o nim zapomina i trzeba ją „gonić” – widzi ją jako wartą starań, bardziej pociągającą.

Bądźmy inteligentni – nie traktujmy każdej niezależnej inicjatywy ukochanej osoby jako ataku na więź i bliskość. Pozwólmy jej zdobywać doświadczenia poza związkiem – żeby mogła je potem „przynieść” i w ten sposób wzbogacić to, co już mamy.

– Cała sztuka polega na tym, żeby być na tyle blisko, by tworzyć związek, lecz na tyle daleko, by nie wygasło napięcie seksualne – uważa seksuolożka. – Zmęczeni pracą, obowiązkami domowymi i dyskusjami o rachunkach, zapominamy, jak to było nosić podniecającą bieliznę i zawsze mieć ochotę na gorący seks. Warto kilka razy w tygodniu starać się odnaleźć w sobie echo tej kochanki czy kochanka, jakimi kiedyś byliśmy i nadal chcielibyśmy być.

Erotyczna mądrość to także rozmawianie o seksie, umiejętność komunikowania się, zadawania pytań, wsłuchania się w potrzeby partnera. My jednak mamy raczej tendencję do zabawy w jasnowidzenie: jeśli znamy partnera od lat, to uważamy, że nie musimy go o nic pytać, bo doskonale wiemy, co czuje i czego chce, a co mu się nie spodoba. W ten sposób zamykamy się w kręgu własnych wyobrażeń i okradamy z wymiany i możliwości wspólnego odkrywania nowych obszarów.

– Trudno się rozmawia o seksie, a chyba najtrudniej powiedzieć drugiej osobie, czego się chce – mówi Zaryczna. – Nie umiemy prosić o to, czego pragniemy, bo boimy się urazić partnera lub przed nim odsłonić. Poza tym wydaje nam się, że dobra komunikacja polega na tym, by skutecznie przekonać drugą stronę do tego, czego my chcemy. Nic z tych rzeczy! Chodzi raczej o przekazanie w nieofensywny sposób swoich pragnień – z gotowością i otwartością na czyjąś reakcję, nawet jeśli nie będzie po naszej myśli. Gdy ukochana osoba będzie robić dokładnie to, czego chcemy – szybko się tym znudzimy.

Tyle, ile trzeba

Mamy tendencję do myślenia, że udane życie erotyczne można zmierzyć częstotliwością uprawianego seksu. Im więcej, tym lepiej. Ale jeśli sprowadza się ono do kilku minut stosunku – to czy naprawdę warto przyznawać za to laury? Prędzej czy później odczujemy, że kochamy się wprawdzie często, ale dość mechanicznie…

– W wielu związkach przyjmuje to postać pościgu – uważa seksuolożka. – Jeśli nie mamy ochoty na seks, trudno odmówić partnerowi. Boimy się, że to postawi naszą relację nad przepaścią. Wysilamy się, by życie erotyczne nie zamarło, próbujemy nowych pozycji, eksperymentujemy. Tak jakby nasze życie miało stać się jakąś pustynią po tygodniu czy dwóch bez seksu!

A przecież „źródło” seksualności istnieje tak długo, jak długo tworzymy parę i chcemy ze sobą być. Nie staniemy się osobami aseksualnymi – no, chyba, że się znienawidzimy i nie będziemy chcieli mieć ze sobą kontaktu albo gdy tak się zbliżymy, że staniemy niemalże jednym ciałem i zdusimy erotykę. Jeśli nie wpadniemy w żadną z tych skrajności, seksualna pustynia nam nie grozi.

– Zmysłowe IQ to między innymi świadomość, że seksualność podlega naturalnym rytmom i wahaniom – podkreśla dr Zaryczna. – I na szczęście jest tak, że kochankowie, którzy są wrażliwi na potrzeby partnera, także te dotyczące częstotliwości uprawianego seksu, po jakimś czasie potrafią dopasować je do siebie nawzajem.

To, że jedna ze stron ma ochotę na zbliżenie, nie jest ani lepsze, ani gorsze od tego, że druga jej akurat nie ma. Tym bardziej, że brak chęci na seks nie jest jednoznaczny z brakiem miłości. Ważne, żeby szanować odmienne potrzeby seksualne. Interpretowanie ich braku jako ataku lub wycofania jest mało rozsądne. Równie dobrze moglibyśmy mieć do partnera pretensję, że jest głodny albo że nie chce mu się jeść. Niezrozumienie i zarzuty w tej kwestii budują czasem między ludźmi bardzo wysoki mur, bo to bardzo delikatna materia. Dlatego tak ważne jest, żeby je dobrze rozumieć. Odmawiając partnerowi, nie mówmy: „to źle, że mnie pragniesz, bo ja ciebie nie”. Powiedzmy raczej: „ja ciebie kocham, lecz w tej chwili naprawdę nie mam ochoty na seks”.

Inteligencja seksualna zawsze bowiem przyjmuje założenie dobrych intencji z drugiej strony.

  1. Styl Życia

Monogamia, zdrady, zazdrość… Jak wygląda ptasia „miłość”?

Żurawie, podobnie jak łabędzie, są symbolem milości i wierności. Na zdjęciu żurawie indyjskie (fot. iStock)
Żurawie, podobnie jak łabędzie, są symbolem milości i wierności. Na zdjęciu żurawie indyjskie (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Uosabiają nasze marzenia o lataniu, a czasem też o dozgonnej miłości. Chociaż zwykle mało uważnie się im przyglądamy, ptaki pod wieloma względami przypominają ludzi. Wiele gatunków, dobierając się w pary i wychowując potomstwo, nawiązuje do ludzkich zachowań dużo bardziej niż ssaki, które ewolucyjnie są nam bliższe.

„Papużki nierozłączki”, „dwa gołąbki”, „kochają się jak turkaweczki” – te powiedzenia nie wzięły się znikąd. Myślimy czasem, że wszystkie ptaki są podobne… tymczasem jest to niezwykle zróżnicowany świat, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę jak ptaki układają swoje życie intymne, jak tworzą „związki”, czy relacje. Co tak naprawdę wiemy o miłosnych zwyczajach ptaków?

Kto jest monogamistą?

Czy ptaki często dobierają się w pary na całe życie?

– Niektóre ptaki rzeczywiście kochają aż po grób, do tego stopnia, że kiedy umiera partner lub partnerka to one bardzo to przeżywają. Gęsi znane są z tego, że reagują na takie wydarzenia żałobą. Niektóre potem znajdują sobie kogoś nowego, a część z nich zostaje wdowcami do końca życia. – wyjaśnia Jacek Karczewski, obserwator ptaków, autor książek („Jej wysokość gęś”), autor audycji radiowych poświęconych ptakom. – Ptaki jednak bardzo różnią się w tych kwestiach, w zależności od gatunku. Tych sposobów na życie mają naprawdę dużo.

Istotne jest to, że aż 90% wszystkich ptaków łączy się w pary – mogą łączyć się na jeden sezon, mogą na kilka sezonów, albo na całe życie. W każdym razie tworzą „związek”. Tylko pozostałe 10% ptaków nie tworzy par – tutaj cała relacja samca i samiczki sprowadza się do bardzo krótkiego momentu zapłodnienia.

Turkawki, kawki, kruki, gołębie, gęsi, albatrosy, bieliki, łabędzie, żurawie, pingwiny – to przykłady ptaków, które zwykle łączą się w pary na całe życie. Niektóre z nich, jak np. łabędzie czy żurawie, stały się legendarne ze względu na „stałość uczuć”.

– Łabędzie stały się symbolem wierności małżeńskiej. Tymczasem nasze łabędzie nieme, najbardziej znane w Polsce, widywane w parkach, wcale aż takie wierne nie są. Okazuje się, że aż 40% par, prędzej czy później się „rozwodzi”. Natomiast łabędzie Bewicka (Cygnus columbianus bewickii), należące do gatunku łabędzi czarnodziobych (bardziej dzikie, u nas tylko przelotem) – mogą być faktycznie symbolem wierności – zaznacza Jacek Karczewski – Są to jedne z najlepiej przebadanych dzikich ptaków, szczególnie jeśli chodzi o ich obyczaje (około 60 lat intensywnych, szczegółowych badań). Na dziesiątki par łabędzi Bewicka zarejestrowano tylko 3 rozstania!

Łabędzie Bewicka (fot. iStock) Łabędzie Bewicka (fot. iStock)

Co ciekawe, wierzono niegdyś, że łabędzie pierze chronią przed zdradą. Dlatego, w dawnych czasach, kobiety wkładały w poduszki swoich mężów i kochanków łabędzi puch, wierząc, że pomoże on zatrzymać ukochanych mężczyzn w ich łóżkach.

Ptasie zdrady

Jacek Karczewski podkreśla, że w przypadku wielu ptasich par zdrada zwyczajnie się opłaca. Zdradzając można zapewnić sobie, w łatwy sposób, przekazanie swoich genów i mieć pisklęta „na boku” bez większego wysiłku.

Wychowanie piskląt to jest ciężka praca. Wyobraźmy sobie kilka takich gęsi, które ciężko pracują, żeby doczekać się dorosłych dzieci. – Zdradzając zapewniam sobie, że ktoś inny wychowa moje dzieci… A ja mam gwarancję tego, że moje geny poszły w świat. Natomiast jestem zwolniony z tych trudnych, wymagających i kosztownych obowiązków rodzicielskich. - Z tego punktu widzenia dla ptasiego samca jest to bardzo wygodne rozwiązanie – tłumaczy Jacek Karczewski.

Zdradzają też samice. Dla nich zysk będzie jednak inny. Partner może mieć np. ukryte wady genetyczne. Na tyle dobrze radził sobie przykładowo w okresie toków (godów), że partnerka nie zauważyła jego niedoskonałości. Dzieci jednak mogą te drobne wady odziedziczyć. – Dlatego być może warto, aby w tej mojej piątce dzieci, jedno było od innego taty. To pisklę ma oczywiście moją część genów, ale druga część należy do innego ojca, co może okazać się dobrym rozwiązaniem – wyjaśnia znawca ptaków. Zdrady opłacają się więc z genetycznego i ewolucyjnego punktu widzenia. Jakby nie było, „zdradzony” partner i tak pomoże samicy w wysiadywaniu jaj i w wychowaniu piskląt.

Gęsi kanadyjskie na spacerze. Wychowanie dzieci jest na tyle dużym wysiłkiem, że być może właśnie dlatego większość ptaków decyduje się na życie parach. (fot. iStock) Gęsi kanadyjskie na spacerze. Wychowanie dzieci jest na tyle dużym wysiłkiem, że być może właśnie dlatego większość ptaków decyduje się na życie parach. (fot. iStock)

 

– Do niedawna uważaliśmy, że ptaki, które łączą się w pary, i są w tych parach, są sobie wierne. Ten obraz wierności ptaków kompletnie zburzyły badania genetyczne, kiedy okazało się, że rodzeństwo, które wychowywane jest w jednym gnieździe, przez jedną mamę i jednego tatę, od strony genetycznej jest dość zróżnicowane – mówi Jacek Karczewski – Samice robią jeszcze jedną rzecz, z której do niedawna nie zdawaliśmy sobie sprawy: podrzucają one jajka do gniazd swoich sąsiadek. I nie mówimy tu o kukułce. Szpaki, jaskółki, dzikie kaczki, gęsi – to też są ptaki, u których często dochodzi do podrzucania jaj do gniazd sąsiadek. Oczywiście dzieje się to wtedy, gdy sąsiadki nie ma w pobliżu…

Badając to, na ile ptaki są rzeczywiście sobie wierne, Jacek Karczewski przytacza pewien (dwuznaczny moralnie) eksperyment, który obala wiele mitów z tym związanych:

Bohaterami tego eksperymentu (zaznaczam, że nie do końca można go uznać za etyczny) były kosy, jedne z moich ulubionych ptaków, wspaniali śpiewacy. Kosy uważane były za monogamistów. Łączą się one w pary, często na wiele sezonów, wspólnie budują gniazdo. Samica składa jaja, które później wspólnie wysiadują. Potem razem opiekują się dziećmi, które z tych jaj się wylęgają. Otóż, w tym eksperymencie wyłapano samczyki, zanim jeszcze partnerki zostały zapłodnione i zaczęły składać jajka do gniazd. Wyłapano kilkanaście samczyków w danej populacji i każdego wysterylizowano… Wydarzyła się jednak rzecz niezwykła. Nie doszło do żadnego rozwodu. Natomiast wszystkie złożone jaja były pełnowartościowe (z embrionami w środku) i ze wszystkich jaj wylęgły się pisklęta. Czyli te wszystkie samiczki jakby wyczuły, że doszło do nieszczęścia i z własnym partnerem nie będą mogły mieć dzieci (jak to odkryły - pewnie się nie dowiemy), albo one i tak by tych samców zdradzały, niezależnie od tego eksperymentu.. Partnerów przecież już miały, a ci partnerzy pomogli im wychować pisklęta.

On jest tylko mój!

Wróble też są monogamistami. Te sprytne, małe ptaszki, których mamy „pod dostatkiem”, rzadko wzbudzają nasze zainteresowanie. A tymczasem zazdrość, jaką można u tych ptaków zaobserwować, robi niemałe wrażenie.

– Wróblice bardzo nie lubią, kiedy partnerzy je zdradzają. Zdarzają się czasami, wśród wróbli, takie bardzo ambitne samczyki, że gdzieś tam „przyćwierkają” sobie jakąś samiczkę na boku i zakładają drugą rodzinę. Pierwsza partnerka nie wie oczywiście o tej drugiej. I lepiej, żeby nie wiedziała. Bo kiedy się dowiaduje to leci tam z potworną awanturą. Czasami bardzo dramatycznie się to kończy. Wróblica rozwala gniazdo, a jeżeli w tym gnieździe są już jajka to je niszczy. Jeśli są już pisklęta to wyrzuca je z gniazda, czasami zabija. Kończy się to zawsze tym, że partner wraca z podkulonym ogonem do swojej pierwszej „żony” – opowiada Jacek Karczewski o tragicznych skutkach „skoków w bok”.

Okazuje się, że nasze ludzkie statystki, dotyczące wierności i wychowywania przez ojców nie swoich dzieci, bardzo zbliżone są do statystyk jakie notuje się u wróbli. (fot. iStock) Okazuje się, że nasze ludzkie statystki, dotyczące wierności i wychowywania przez ojców nie swoich dzieci, bardzo zbliżone są do statystyk jakie notuje się u wróbli. (fot. iStock)

Zbiorowe gwałty

Do gwałtów najczęściej dochodzi w populacji kaczek, gdzie kaczory słyną ze swojej brutalności. Wystarczy wspomnieć, że wzburzony kaczor w czasie kopulacji potrafi utopić swoją partnerkę...

– Kaczory to są prawdziwe demony seksu – podkreśla Jacek Karczewski. – Kaczki łączą się w pary wczesną jesienią lub późną wiosną. Tutaj też nierzadko dochodzi do zdrad. Wiosną kaczka zakłada gniazdo, składa jaja, zaczyna te jaj wysiadywać i jakby znika z życia kaczora. U niektórych gatunków tropikalnych kaczor opiekuje się również swoim potomstwem. Natomiast w przypadku „naszych” kaczek taka pomoc samca nie występuje (wyjątkiem mogą być miejskie kaczory, które rzeczywiście pomagają partnerkom). Zwykle kiedy zaczyna się czas inkubacji kacze pary się rozpadają. Większość kaczek znika więc z rozlewiska, po którym wciąż pływają pięknie ubarwione kaczory. Jednak te godowe ubarwienia oznaczają, że męskie hormony buzują jeszcze w najlepsze, a kaczory nie bardzo znajdują dla nich ujście. Zdarza się więc, że kiedy na takim jeziorze pływa kilkanaście kaczorów i gdzieś schodzi z gniazda jedna kaczka – może się to dla niej bardzo źle skończyć. Dochodzi w takich sytuacjach do zbiorowych gwałtów, których kaczki czasem nie przeżywają…

Dla kaczki najkorzystniej jest znaleźć sobie szybko partnera, który zapewni jej ochronę. (fot. iStock) Dla kaczki najkorzystniej jest znaleźć sobie szybko partnera, który zapewni jej ochronę. (fot. iStock)

Źródło: WWF Polska, na podstawie podcastu Naturalnie z WWF „Tajemnice ptasiego seksu”.

  1. Seks

Seks rodzi się w głowie

Seks zaczyna się i kończy w mózgu. (Fot. iStock)
Seks zaczyna się i kończy w mózgu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W najbardziej intymnych sytuacjach w organizmie wydzielają się różnorodne substancje. Jak mózg wpływa na odczuwanie satysfakcji z seksu i gdzie rodzi się orgazm? Pytamy neurolog Ałbenę Grabowską.

Jak wygląda seks oczami neurologa?
Przede wszystkim seks zaczyna się i kończy właśnie w mózgu. Nie w penisie czy łechtaczce. Tam zachodzi jedynie stymulacja, zresztą sprzężona z wrażeniami wzrokowymi, słuchowymi, smakowymi, potem sygnał dochodzi do mózgu, rozprzestrzenia się i wraca jako przyjemność i rozkosz. Najprościej mówiąc, tak to wygląda.

Gdybyśmy chcieli rozłożyć seks na czynniki pierwsze – jakie substancje odpowiadają za to, co odczuwamy w jego trakcie?
Głównie wydziela się dopamina: hormon przyjemności i nagrody, czyli doznań bardzo subiektywnych. Ale nie tylko, bo i obiektywnych, na przykład wzrostu ciśnienia. Dzięki temu mózg otrzymuje więcej tlenu i glukozy. Drugim hormonem jest oksytocyna, hormon przywiązania, ale inaczej działa ona u mężczyzn, inaczej u kobiet. Stąd absolutnie fizjologiczna reakcja, że po wszystkim „on” odwraca się i zasypia, a „ona” chciałaby porozmawiać czy poprzytulać się. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że u „niego” oksytocyna jest natychmiast eliminowana przez testosteron. Mężczyzna „otrzymuje” informację bardzo pierwotną, że zrobił, co do niego należy, prawdopodobnie przedłużył gatunek, umęczył się, więc teraz musi odpocząć, zregenerować się i szukać innej samicy czy zbierać siły, żeby polować na mamuty. „Ona” zaczyna działanie dopiero po seksie, jej struktury w mózgu się konsolidują, pojawia się lęk, że on odejdzie, że pójdzie do innej, że z tego stosunku nic nie wyniknie, że ona zostanie sama… więc jest nastawiona na budowanie więzi, chce wić gniazdo, opiekować się tym mężczyzną, przedłużać moment seksu – stąd mamy tak różne zachowania „po”.

Poza tym są jeszcze endorfiny, które służą do czystej przyjemności – to rodzaj bonusu, bo orgazm przyjemnościowy jest charakterystyczny tylko dla gatunku ludzkiego. Służą one też przyjemności, która nadaje motywację, ma zadziałać społecznie – po seksie jesteśmy pełni energii, z większą radością podchodzimy do życia. Wydziela się również cały szereg „mniejszych” hormonów, neuroprzekaźników, substancji pomocniczych i tak dalej. Wszystko to wzmacnia poczucie, że w naszym organizmie zachodzi coś ważnego.

Który rejon mózgu uruchamia się podczas seksu?
Aktywuje się wtedy cała masa obszarów. W ogóle mózg jest tak skonstruowany, że działa nie na zasadzie aktywowania jakiegoś jednego małego ośrodka, tylko wielu ośrodków i wzajemnych połączeń. Bo przy każdej naszej działalności, czy to jest patrzenie, słuchanie, ruszanie się, czy planowanie, uruchamiają się też inne, niebezpośrednio z nią związane struktury. W seksie początkowo też tak jest, to znaczy w fazie wstępnej, kiedy wybieramy partnera bądź partnerkę, czyli na poziomie wizualnym, że sprawdzamy, czy dana osoba jest dla nas atrakcyjna, czy chcemy się z nią poddać tak intymnej czynności, jaką jest seks, zachodzą różne elementy, typu wstępne zaufanie albo wstępny ogląd, że dana osoba jest dla nas bezpieczna. Kiedy już dochodzi do seksu, aktywują się ośrodki praktyczne, czyli: znaleźć miejsce, żeby było bezpiecznie, żeby było wygodnie. Potem dopiero pojawiają się reakcje na poziomie wyższym, korowym, oddajemy się bardziej postrzeganiu i analizowaniu, a nie działaniu: włączają się sfery przyjemnościowe związane z emocjami. Za tym idzie wzrost ciśnienia tętniczego, szybsze krążenie krwi, większe ukrwienie mózgu, przyspieszone bicie serca, aktywacja mięśni. I o ile w początkowej fazie seksu dochodzi w mózgu do mnóstwa połączeń, żeby się wydzieliła odpowiednia ilość hormonów, neuroprzekaźników, o tyle w trakcie samego orgazmu mózg się jakby defragmentuje.

Czyli podczas orgazmu niektóre połączenia w mózgu nagle „siadają”?
Tak, wyłączają się struktury związane z lękiem. U kobiet dzieje się to podczas orgazmu, u mężczyzn już na etapie wstępnym. To pozostałość po naszych przodkach: kobieta ma się tak przygotować i nastawić na seks, na prokreację, żeby wyłączyć wszystkie hamulce. One pojawiają się na etapie wstępnej percepcji, czyli doboru partnera, a jeśli już idziemy do łóżka, to ma być tylko przyjemnie, mamy być nastawieni na przedłużanie gatunku. Z kolei u mężczyzn lęk wyłącza się już wcześniej, bo oni nie mogą się bać, podchodząc do kobiety. Muszą być pewni i wysyłać komunikat: „Tak, to mnie szukasz!”. Pamiętajmy, że kiedyś seks służył do prokreacji, do przedłużania gatunku, ludzie często nie dożywali 40. roku życia, więc kobiety rodziły, gdy tylko wchodziły w wiek rozrodczy. To są atawizmy pozostawione przez naturę.

A w którym miejscu w mózgu rodzi się orgazm?
Głównie w płatach czołowych i skroniowych. Uruchamia się najstarszy filogenetycznie układ, tak zwany układ limbiczny, w skład którego wchodzą hipokamp i ciało migdałowate, czyli struktury odpowiedzialne za emocje. Bo emocji w seksie jest najwięcej. Mówi się, że miłość jest w prążkowiu, natomiast pożądanie w układzie limbicznym. Uruchamia się też układ współczulny, czyli nieuświadomiony kawałek układu nerwowego, który między innymi wysyła gwałtowny impuls do najmniejszych nerwów, stąd mocniejsze odczucia w skórze, specyficzna potliwość, która spowodowana jest nie tylko zmęczeniem, takim jak podczas biegania czy ćwiczeń, lecz wiąże się z wydzielaniem gruczołów potowych. U niektórych pojawia się również wrażenie parcia na mocz. Ale z badań naukowych wynika, że najprzyjemniejszym doznaniem jest moment wyłączenia kontroli, całkowitego oddania się, czyli „mała śmierć”. To chwila ekstremalnego ryzyka – wydziela się adrenalina i wszystkie hormony walki, a walki nie ma, więc pojawia się bardzo silnie odczuwana przyjemność. „Możesz mnie zamordować, możesz zrobić mi wszystko, a mnie się to spodoba”.

Czy za to, że łatwo lub nie wejść w stan podniecenia, również odpowiadają jakieś substancje w naszym organizmie?
W całym świecie zwierzęcym jest tak, że to samiec się stroi, ma być atrakcyjny i ma przywabić samicę. U ludzi jest odwrotnie – to samica jest atrakcyjna i ma na siebie zwrócić uwagę samca. To się dzieje na poziomie świadomości i na poziomie podświadomości. Już w czasie gry wstępnej wydziela się oksytocyna i kobieta planuje, co będzie dalej. Z kolei u mężczyzny oksytocyna powoduje natychmiastowe wydzielanie się testosteronu, więc on zaczyna działać. Dlatego tak łatwo jest podniecić mężczyznę, a tak trudno kobietę.

U kobiety podobno grą wstępną jest wszystko to, co się dzieje w ciągu 24 godzin przed penetracją, a dla mężczyzny to 3 minuty.
Bo mężczyźnie nie potrzeba więcej. Nie jest w stanie udawać orgazmu czy podniecenia – albo jest podniecony, i my to widzimy, albo nie. Kobieta może wydłużać ten stan w nieskończoność, do prokreacji nie potrzebuje przyjemności i żeby zajść w ciążę, nie musi mieć orgazmu. Natomiast mężczyzna, żeby zapłodnić kobietę, musi mieć orgazm i dlatego potrzebuje większej dawki w krótkim czasie. Wszystko musi szybko zadziałać: oksytocyna, testosteron, wzwód. U kobiet wszystko rozłożone jest w czasie, całym aktem przygotowują się do tego, co będzie w przyszłości, czy to będzie macierzyństwo, czy relacja. Są w gotowości i mózgowej, i hormonalnej.

Podobno kobiecy mózg odróżnia rodzaje dotyku. W zależności od tego, czy jest stymulowana łechtaczka, pochwa czy sutki, aktywują się różne partie mózgu.
To jest uwarunkowane indywidualnie, niektóre kobiety w ogóle nie reagują na stymulację sutków, a inne mają wrażliwą tylko łechtaczkę. Kobietę trzeba poznać, zorientować się, co jej sprawia przyjemność. Mężczyźni są bardziej jednorodni pod tym względem – prawie w 100 procentach przypadków najbardziej wrażliwy jest penis.

Czyli w naszych głowach dzieje się dużo więcej, niż nam się wydaje. Mózg ma wpływ na wszystko, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Ale to dobrze, że pewne rzeczy są nieuświadomione, bo tak jak trudno wyobrazić sobie sytuację, że musielibyśmy świadomie kierować takimi procesami, jak oddychanie czy chodzenie i nakazywać naszemu sercu, żeby biło, tak samo w seksie dobrze jest pewne sprawy pozostawić uczuciom, a nie wszystko kontrolować i analizować.