1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Seks seniorów

Seks seniorów

123rf.com
123rf.com
Seks po 65 roku życia daje mnóstwo korzyści dla samopoczucia, związku i zdrowia. Seniorzy mogą być najlepszymi kochankami. Z badań wynika, że kobiety po 70-tce czerpią z seksu więcej satysfakcji niż w wieku 40 lat. Co radzą specjaliści?

Eksperci polecają jeden orgazm w tygodniu dla zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego – zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet. Taka częstotliwość wystarcza do tego, by wzmocnić układ krążenia, przeponę miednicy, a także systemy nerwowy i odpornościowy. Ważna jest oczywiście nie tylko częstotliwość i regularność (przerwy nie sprzyjają kontaktom seksualnym), lecz także jakość seksu – poczucie intymnej bliskości, czułość i wzajemne zrozumienie. Wtedy seks daje też solidny zastrzyk endorfin, przekładając się na natychmiastowe odczucie entuzjazmu i szczęścia. Endorfiny działają również jak naturalny środek przeciwbólowy.

Seniorzy mogą być najlepszymi kochankami. To dlatego, że seks w starszym wieku trwa nieco dłużej (mężczyzna potrzebuje więcej czasu, by osiągnąć spełnienie), dzięki czemu kobiety mogą czerpać z niego większą satysfakcję. Z badań przeprowadzonych przez amerykańską organizację National Council on Aging (NCOA) wynika, że kobiety po 70-tce czerpią z seksu więcej satysfakcji niż po 40-tce.

Istotny jest też fakt, że już po 60. roku życia kobiety i mężczyźni zaczynają się do siebie coraz bardziej upodabniać pod względem hormonalnym. To powoduje, że podobnie kształtują się również ich potrzeby seksualne. To bardzo komfortowa sytuacja dla obojga partnerów – podkreśla prof. Shlomo Noy, wybitny specjalista w zakresie geriatrii oraz autor prac i książek na ten temat, a także współzałożyciel Angel Care, centrum dla seniorów we Wrocławiu.

Dodatkowo, osoby starsze zdecydowanie lepiej znają i rozumieją swoje oczekiwania, mają wreszcie więcej czasu tylko dla siebie, a także mniej stresu.

Z przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii badań Longitudinal Study of Ageing (2015) wynika, że wśród  70 i 80-latków nawet 54% mężczyzn i 31% kobiet uprawia seks przynajmniej dwa razy w miesiącu. Z drugiej strony, w grupie osób w wieku powyżej 50 lat, 39% mężczyzn ma kłopoty z erekcją, a 27% kobiet zgłasza niezdolność do uzyskania orgazmu. Seniorzy doświadczają nieraz również innych problemów zakłócających radość z seksu, ale niestety rzadko odwiedzają lekarza w celu poprawienia jakości swojego życia seksualnego. Najczęściej wstydzą się lub uważają, że ograniczenia w tym obszarze są w starszym wieku czymś zwyczajnym. Tymczasem takie problemy powinny być skonsultowane z lekarzem, ponieważ mogą być objawem innych poważnych chorób.  Pamiętajmy, że pod względem czysto fizjologicznym nie istnieje żadna granica wieku, poza którą seks jest już niemożliwy – tłumaczy ekspert.

Jak utrzymać lub zwiększyć apetyt na seks?

Codziennie się ruszaj – spacer, jazda na rowerze, taniec, joga, pilates, gimnastyka mają zbawienny wpływ na układ krążenia, ogólną kondycję. Dbaj też o zbilansowaną dietę – nabiał, drób i owoce morza są szczególnie wskazane. Unikać trzeba cholesterolu, alkoholu, kawy i papierosów.

Życiu seksualnemu sprzyja zasadniczo wszystko to, co składa się na zdrowy tryb życia, i to niezależnie do wieku. Jeśli organizm jest w dobrej formie, odpowiednio odżywiony i nawodniony, to w naturalny sposób przenosi się to również na seksualną aktywność. Poza tym człowiek dobrze czuje się wtedy mentalnie  i akceptuje się takim, jakim jest, a to fundament udanego życia seksualnego – podsumowuje prof. Shlomo Noy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Męski kryzys seksualny - jak odbija się na związku?

Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Gdy seks w miłosnej relacji staje się obszarem władzy, dominacji czy karania, związek przeżywa ciężką próbę – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

On nie ma ochoty na seks – donoszą już nie tylko 40-latki zaniepokojone jego kryzysem połowy życia, ale także 30-latki. Seks przestał był atrakcyjny dla młodych mężczyzn? Kobietom z pewnością chodzi o seks partnerski, intymny, związany z czułością, otwartością…

Właśnie o taki.
Coraz częściej nawet młodzi, dwudziestokilkuletni, zdrowi, przepełnieni hormonami mężczyźni czują niepokój na myśl o doświadczeniu seksualnej otwartości. Co innego seks sportowy, fizjologiczny, szybki numerek – każdy mężczyzna to potrafi. Wbrew pozorom ekstaza miłosna dla wielu mężczyzn może być – i jest – źródłem niepokoju, a czasami wręcz przerażenia.

Przerażenia?
Czasy, w których żyjemy, nie sprzyjają kontaktowaniu się ze swoją wrażliwością. Intymny związek, intymny seks wiążą się z głębokim kontaktem ze sobą, z odsłanianiem się, z czułością, i to nie przez chwilę, ale na stałe. To wciąż dla wielu mężczyzn nieznany ląd.

Stąd lęk?
Związany także z utratą kontroli. Rozmawiam z młodym mężczyzną, który skarży się, że nie może spać. Pytam, co złego by się stało, gdyby jednak zasnął. Jest zdenerwowany na samą myśl o tym, ponieważ wtedy nie wiedziałby, co się dookoła dzieje. Dlatego najchętniej w ogóle by nie spał. Wyobraźmy sobie takiego mężczyznę w objęciach z ukochaną, oddającego się ekstazie miłosnej… Nie do wyobrażenia, prawda? To, oczywiście, skrajny przypadek, jednak wielu mężczyzn w jakimś stopniu odnajdzie w nim siebie. Boimy się utraty kontroli, ponieważ nie wiemy, co się wydarzy, jakiego siebie wówczas spotkamy. Co innego płatny seks. Tu wszystko jest proste. Nie trzeba czułości, otwartości, jest transakcja – to do mężczyzn przemawia. Znają świat transakcji. Zwierzają się: „Jaka ulga! Wiem, na co się decyduję, usługa wykonana, kładę pieniądze na stół, wychodzę”. Pełna kontrola.

To dopiero skrajny przypadek.
Nierzadki. Zwracam uwagę na to, jak trudno współczesnym mężczyznom otworzyć się na miłość, na seks, który nie jest usługowy, produktywny. Ostatnio jeden z mężczyzn podzielił się ze mną niezwykłym dla siebie odkryciem: „Nie ma lepszego lekarstwa na stres niż seks! Są na to badania!”. Znalazł racjonalny powód, zredukował napięcie. Jednak w głębokim miłosnym związku seks nie służy żadnym pobocznym celom, choć, oczywiście, efekty poboczne mogą być. Służy jedynie doświadczeniu jedności, całości, wspólnej ekstazy. To właśnie tego wymiaru siebie mężczyźni tak bardzo się boją. Nie wiedzą, w jaki sposób to nieprzewidywalne, nieracjonalne, trudne do zdefiniowania przeżycie moglibyśmy dopasować do swojej tożsamości. Paradoksalnie boją się tego, za czym najbardziej tęsknią. I przed czym uciekają. Czasem przez całe życie.

A my, kobiety, staramy się, najczęściej neurotycznie, nadmiarowo. Czegóż nie próbujemy! Nie ma ochoty na seks? Schudnę, zrobię wystrzałowy makijaż, spódniczka mini, seksowna bielizna, kolacja przy świecach…
Tak, to są częste skargi kobiet: „O co chodzi? Co się stało? To ja mam teraz o niego zabiegać? Prosić o seks?”. Dobre, przyjacielskie związki przeżywają kryzys, ponieważ kobieta nie czuje zaangażowania, namiętności. Im bardziej ona wymaga, tym bardziej on się wycofuje. Ona goni, on ucieka. W końcu idzie jak na ścięcie. To mogłoby być zabawne, gdyby nie rodziło tak wiele cierpienia. Mężczyzna zaczyna więc traktować intymny kontakt jako zadanie do wykonania, obowiązek. Boi się, że nie sprosta; boi się impotencji, wczesnego wytrysku. Nie chce zawieść, rozczarować, popsuć tego, co jest, więc woli unikać, nie narażać się.

To rozwściecza kobietę.
Tak, zaczynają się napięcia, spory nie wiadomo o co. Jeśli sytuacja się przeciąga, kobieta zaczyna się interesować innymi mężczyznami i mówi o tym. To z kolei budzi furię zazdrości w nim. Kłopot w tym, że lęki, które mężczyźni odczuwają, nie są przez nich uświadomione. Kobieta wysłuchuje coraz to nowych racjonalizacji. On nie może, bo bierze leki i właśnie doczytał, że takie mogą być skutki uboczne. A poza tym przeciągająca się choroba osłabiła organizm energetycznie. Jest przemęczony. Przeżywa trudny okres w pracy. Kończy duży projekt. Ale gdy już go skończy… Na początku te racjonalizacje brzmią logicznie i rokują na przyszłość – no, bo w końcu kiedyś przestanie brać te leki i skończy projekt. Niestety, najczęściej jest tak, że choroba ustępuje, projekt się kończy, ale problem pozostaje. Jednak mężczyzna się nie poddaje, ma w zanadrzu kolejne racjonalizacje i uniki: teraz po tej wyczerpującej chorobie, po ciężkim okresie w pracy musi doładować akumulatory, wzmocnić się. To kobietę przygnębia, bo ileż można słuchać tego samego. Związek coraz bardziej słabnie. Rozstanie wydaje się nieuniknione.

Wiele kobiet mówiło mi, że mąż, partner „odciął” je od seksu, gdy zaczęły robić karierę, zarabiać więcej od niego…
To jest rodzaj biernej agresji, która – niestety, także nieuświadomiona – rządzi psychiką wielu mężczyzn. Taka jesteś we wszystkim świetna, takie masz sukcesy, ale TEGO ode mnie nie dostaniesz. Wielu partnerów znanych artystek, wziętych biznesmenek mówiło mi, jak fatalnie czują się, gdy w towarzystwie, na spotkaniu rodzinnym to one są na piedestale, je się docenia, chwali, podziwia.

A ona potrzebuje jego zachwytu i adoracji.
Nie dostaje tego, ponieważ mężczyzna nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Nie zna siebie. Nie rozumie swoich wewnętrznych napięć i konfliktów. Nie wie, co go blokuje, czego się obawia. Nie wie, co czuje i czego potrzebuje. Jest rozdrażniony, zirytowany, obrażony. Zaczyna więc karać i manipulować seksem. Tu ma władzę. Fatalne. Dla związku równia pochyła. Seks to sfera miłosnego spełnienia; spełniony seks jest przejawem spełniającej się relacji. W żadnym razie intymność nie może być obszarem władzy, dominacji, karania czy szantażu. Oczywiście, w świecie to się zdarza. W związkach miłosnych też. Jednak nie o to chodzi. Niczego w ten sposób nie wygrywamy. Osłabiamy siebie i więź z najbliższą osobą.

Na zewnątrz to wygląda jak niechęć do seksu. Co jest pod spodem, w psychice?
Niewyrażone frustracje. Żal do losu, do świata, do siebie, przekierowany na partnerkę. Niskie poczucie własnej wartości. Bardzo często niewyrażony ból i smutek wewnętrznego chłopca. Nie sposób namiętnie się kochać, kiedy odczuwa się smutek. Warto poświęcić trochę czasu, aby zająć się wewnętrznym chłopcem, który potrzebuje zaopiekowania, wsparcia. Chłopcy w dzisiejszym świecie nie przechodzą męskiej inicjacji w dorosłość. Mężczyźni nadrabiają edukacją, jednak rzadko zajmują się nierozbrojonymi lękami, obawami, poczuciem winy, wstydu, bezradności. Nie mają okazji zintegrować – jak to się fachowo mówi – serca z miednicą. Oddzielają seks od miłości romantycznej. Bardzo często seks skojarzony jest z poczuciem winy.

Od czego zacząć?
Najważniejsza jest świadomość. Jakie cele sobie stawiam? Czego chcę? Na czym naprawdę mi zależy? Bardzo często wygląda to tak, że mężczyzna niby godzi się z tym, że partnerka zarabia dwa, trzy razy więcej od niego. Że odnosi sukcesy. Że nie ma jej w domu, bo wyjeżdża na tournée czy w delegację. Że to on zajmuje się sprawami rodziny, robi zakupy, dba o dzieci. No więc niby się godzi, a jednak ze smutkiem, żalem i wstydem mówi: „Wiesz, jestem taką kurą domową”. A przecież mógłby powiedzieć: „Jestem dobrze zorganizowanym, koordynującym wszystko gospodarzem, troskliwym ojcem”. Gdy nazywa siebie kurą domową, to jaki obraz wyłania się z nieświadomości? Kogoś zaniedbanego, kto prowadzi życie o małej wartości. Czy doceniam siebie? Czy wybieram to, czym się teraz zajmuję? To są ważne pytania.

Czasem odpowiedź brzmi: „I tak, i nie”.
Te wewnętrzne konflikty także trzeba dogłębnie zbadać. Pamiętam mężczyzn, którzy na terapii małżeńskiej mówili, że źle się czują w domu. Kobiety deklarowały wówczas, że w takim razie nie przyjmą kolejnego awansu, żeby być więcej z rodziną, zatrudnią pomoc do dzieci, a mężczyzna znajdzie lepiej płatną pracę. Na to mężczyźni: „No nie, przecież dzieci potrzebują ojca, a nie opiekunki!”. Kobiety nie dawały za wygraną: „Zrezygnujmy więc z dużego domu, z drogiego samochodu, żyjmy skromniej, oboje będziemy mieli więcej czasu dla siebie i dla dzieci”. Za każdym razem, gdy ona coś proponowała, on się krzywił, wymyślał kontrargumenty; tak źle i tak niedobrze.

W jakimś sensie mężczyznom jest więc wygodnie tak, jak jest.
Nie przyznają się do tego; narzekają, ale nie chcą niczego zmieniać. To najlepszy przykład niepanowania nad sobą, nieświadomości, w jakiej żyjemy; tracę ochotę na seks, ponieważ widzę kobietę jako źródło własnego niespełnienia, frustracji i żalu. Ale to nie kobieta jest tym źródłem. Ja nim jestem. Warto pamiętać, że kryzysy otwierają przestrzeń do rozwijania samoświadomości, uczciwego badania siebie. Przydałoby się lustro, żeby spojrzeć sobie w oczy i szczerze odpowiedzieć na kilka pytań. Czy sposób, w jaki żyję, mnie satysfakcjonuje? Czego w sobie nie akceptuję? Co mogę zmienić? Co chcę zmienić? W jaki sposób zmiana, której dokonam, wpłynie na mnie i na najbliższe mi osoby?

Zaczęliśmy tę rozmowę od frustracji kobiet…
Tu nie chodzi tylko o zaspokojenie kobiety. Nam, mężczyznom, przydałaby się świadomość, że satysfakcja seksualna pozwala przekroczyć problemy rodzinne i zawodowe. Można być ze sobą blisko w różnych obszarach życia, jednak gdy brakuje tej szczególnej bliskości, brakuje doznań szczytowych, mistycznego domknięcia, dopełnienia. Brakuje czegoś, co wykracza poza dobrą organizację, prosperity; poza wszystko, co da się uporządkować, zaplanować, skalkulować i skontrolować. Poza wszystko, co znane. Po co nam mistyka w świecie, który wymaga przede wszystkim operatywności i sprawności?! Okazuje się jednak, że ten brak sprawia, iż to, co tak świetnie zorganizowane i uporządkowane, zaczyna się rozsypywać albo wygasa, wyczerpuje się. Kobiety to intuicyjnie czują. I podnoszą alarm. To dla nas wyzwanie i szansa.

  1. Zdrowie

Wizyta u seksuologa - kiedy zwrócić się po pomoc?

Do seksuologa warto zapisać się wtedy, kiedy mamy poczucie, że we własnym zakresie zrobiliśmy już wszystko, aby rozwikłać dręczący nas problem. (Fot. iStock)
Do seksuologa warto zapisać się wtedy, kiedy mamy poczucie, że we własnym zakresie zrobiliśmy już wszystko, aby rozwikłać dręczący nas problem. (Fot. iStock)
Na początku możesz czuć się niezręcznie. Wprawdzie przedmiot rozmów bywa wstydliwy, ale ich efekt może odmienić twoje życie. Nie tylko seksualne. O tym, że nie warto bać się „lekarza od seksu”, mówi psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro.

Kiedy warto zwrócić się o pomoc do seksuologa?
Daleka jestem od tego, by radzić komukolwiek, by szedł do specjalisty natychmiast, kiedy stwierdzi, że dzieje się coś niepokojącego w obrębie jego seksualności. Ale kiedy mamy poczucie, że we własnym zakresie zrobiłyśmy już wszystko, aby rozwikłać dręczący nas problem: porozmawiałyśmy z partnerem, skorzystałyśmy z fachowej literatury, a jednak nie pomogło, to zamiast odcinać się od problemu czy przenosić frustrację na inne obszary życia – warto skorzystać z pomocy fachowca.

Do jakiego specjalisty najlepiej się wybrać?
Jeśli mamy problem związany z fizjologicznym wymiarem seksu, najlepiej udać się do lekarza seksuologa. Zbada nas i ewentualnie przepisze leki. Jeżeli natomiast potrzebujemy pomocy terapeutycznej, możemy wybrać się do seksuologa klinicznego, psychoseksuologa, terapeuty lub coacha seksuologicznego oraz edukatora seksualnego. Wszyscy oni są przygotowani do edukacji seksualnej, ale do prowadzenia terapii potrzebują dodatkowej specjalizacji. Nie stosują leczenia farmakologicznego, ale muszą być też uwrażliwieni na kwestie fizjologiczne.

Przeciętna osoba nie rozróżnia tych wszystkich niuansów…
Tak, to prawda. Pacjenci są bardzo zdziwieni, kiedy dzwonią z prośbą o umówienie wizyty i słyszą pytanie: „Czy potrzebuje pan/pani konsultacji lekarza, czy chce się zapisać do terapeuty?”. Często pacjent sam tego nie wie, więc umawiamy go wtedy na konsultację-wywiad.

Czego możemy się spodziewać u seksuologa?
Na początku pacjent zostanie zapytany, z jakim problemem przyszedł, jak długo dany problem trwa i jak sobie z nim radził do tej pory. Pojawi się też pytanie o podejście do spraw intymnych oraz o to, jakie wyobrażenie na ich temat wyniosła z domu rodzinnego. Czy miała w nim miejsce szeroko pojęta edukacja seksualna? A jeśli tak, to jaka? Czy adekwatna do wieku? Czy oparta o aktualną wiedzę medyczną, czy ideologię? Dzięki temu terapeuta może ocenić, czy problem nie zaczął się już dawno temu. Padną też pytania o kwestie medyczne, a także o to, co się dzieje w obecnym życiu pacjenta pod kątem stresu, satysfakcji z pracy, relacji z otoczeniem… Informacje te pokazują, jaką ktoś ma aktywność psychiczną i fizyczną. Pozwalają poznać pacjenta, jego nastawienie do innych ludzi, do problemów, do siebie, jego sposoby radzenia sobie i reagowania. Dzięki temu można podjąć decyzję dotyczącą konieczności i rodzaju terapii.

Czy jeśli partner ma jakiś problem seksuologiczny, ale kategorycznie odmawia pójścia do specjalisty, jest sens wybierać się bez niego?
Oczywiście, warto wtedy przyjść na konsultację. Często osoba mająca problem słyszy od partnera nieprzyjemny i oceniający komunikat: „Coś jest z tobą nie w porządku! Musisz się leczyć! To, że nam się nie układa, to twoja wina!”. Nic dziwnego, że stawia wtedy opór. Zdarza się, że kobiety przychodzą do seksuologa i mówią: „Przyszłam sama, bo on nie chce”. Można poradzić im wtedy, żeby powiedziały partnerowi: „Proszę, chodź ze mną, żeby mi było łatwiej uporać się z tym, co dla mnie jest problemem”. Takie postawienie sprawy na ogół pomaga i partner godzi się na wizytę. Jedna z naczelnych zasad terapii dotyczy tego, że musi ona być podjęta dobrowolnie, inaczej nie zadziała. Mówimy tu o partnerach, ale trzeba dodać, że kobiety też odczuwają opór przed wizytą.

Chyba nawet przed sobą ciężko się przyznać do problemów w obrębie tej sfery?
Może zabrzmi to jak paradoks, ale łatwiej nam przyznać się do problemów w zakresie seksualności niż w innych obszarach życia. Jako psychoseksuolog obserwuję, że pacjenci, a w szczególności mężczyźni, nie mają problemów, żeby powiedzieć, co sprawia im techniczne kłopoty – ale oczekują skutecznej, szybkiej pomocy, po prostu recepty, do zastosowania od zaraz. Trudniej przychodzi im analizowanie swoich stanów emocjonalnych, zwłaszcza związanych z przygnębieniem, frustracją czy stresem.

Wizyta u seksuologa wiąże się z pokonaniem bariery wstydu. Czy płeć ma znaczenie przy wyborze specjalisty? Może lepiej, żeby kobieta wybrała się do kobiety, a mężczyzna do mężczyzny?
Każdy z nas ma inne bariery związane ze skrępowaniem czy wstydem. Z założenia płeć ginekologa czy seksuologa powinna być obojętna. Nie idziemy do kobiety czy mężczyzny, ale do osoby kompetentnej w danej dziedzinie. Jeśli jednak mamy silne uprzedzenia w tym względzie, nie ma co ich zwalczać. Trzeba iść tam, gdzie najmniej czujemy się spięci. Im bardziej będziemy w zgodzie ze sobą, tym większe szanse na powodzenie terapii.

Jak długo trwa zazwyczaj taka terapia?
Czasami to jedno czy dwa spotkania, bo okazuje się, że wystarczyło się „odczarować” z jakichś przekonań, dalekich od realnego życia. Przykładem może być wyobrażenie wielu kobiet dotyczące tego, że mężczyzna codziennie potrzebuje seksu, inaczej zdradza. Nie jest to prawda, a na dodatek wielu mężczyzn cierpi, bo przypisuje im się takie wymagania, którym bezskutecznie próbują sprostać. Długość terapii zależy też od tego, w jakim nurcie i jakimi sposobami pracuje dany terapeuta. Przy głębszych problemach związanych z intymnością, fizyczną bliskością na tle nadużyć seksualnych trzeba się liczyć z tym, że może potrwać dłużej. Znaczącą rolę odgrywają tu też możliwości finansowe pacjenta, wizyty kosztują przeciętnie od 130 do 250 zł.

Jak przebiega badanie seksuologiczne?
Zacznę od seksuologów zajmujących się terapią – absolutnie nie mają prawa dotykać pacjenta! Ani prosić go o rozebranie się czy pokazanie ciała, narządów. Nawet jeśli ma miejsce instrukcja czy szkolenie pod kątem technik seksualnych, zawsze odbywa się ono na fantomach, modelach, ilustracjach. W przypadku lekarzy seksuologów sprawa wygląda inaczej, ponieważ są oni uprawnieni do badania ciała, dotykania go i oglądania. Ale zawsze powinni poinformować, co zamierzają zrobić i jak przebiega badanie. I pamiętajmy, wybierając seksuologa – dobrze jest skorzystać z porad takiego, który poddaje się ciągłej superwizji. Co oznacza, że spotyka się z certyfikowanym superwizorem, aby omówić swoją pracę z pacjentami. To da nam gwarancję, że dany specjalista dba o jak najwyższy standard pracy, a jego umiejętności oprócz szkoleń, sympozjów, konferencji są pod nadzorem.

Bianca-Beata Kotoro psycholog, psychoseksuolog, terapeuta, psychoonkolog.

  1. Seks

Seks osób dojrzałych

Granica miedzy „nadal młodzi” a „seniorzy” jest płynna, a obszar, który wyznacza, z czasem staje się coraz większy. (Fot. iStock)
Granica miedzy „nadal młodzi” a „seniorzy” jest płynna, a obszar, który wyznacza, z czasem staje się coraz większy. (Fot. iStock)
Seniorów nie ma na zdjęciach przy seksualnych tematach. Niewiele jest porad, inspiracji, jeszcze mniej przestrzeni dla wyrażania seksualności osób dojrzałych

Kiedy się zaczyna seks seniorów? Gdy osiwiejemy? Może po menopauzie, gdy mówimy o kobietach? A jak to jest z mężczyznami? Może ten moment nadchodzi, gdy dorosłe już dzieci wyprowadzą się od nas z domu. Tylko że wtedy mamy jeszcze przed sobą mnóstwo czasu. Granica miedzy „nadal młodzi” a „seniorzy” jest płynna, a obszar, który wyznacza, z czasem staje się coraz większy. Żyjemy dłużej, w lepszej kondycji, chcemy od życia więcej niż dostawali nasi dziadkowie. Jak przy tej okazji wyjść poza przekonania, że w „pewnym wieku seks już nie uchodzi”.

Dojrzała seksualność

Na jednym z moich warsztatów spotkałam autorkę ciekawej książki „Teraz mogę wszystko". To zbiór narracji o doświadczeniach dojrzałych kobiet odkrywających na nowo swoją seksualność. Wychodząc od rozmowy o tytule, w naturalny sposób nawiązałyśmy dialog o seksie i seksualności dojrzałego wieku. Młode uczestniczki były ciekawe relacji starszych od siebie kobiet, te z kolei chętnie dzieliły się swoimi doświadczeniami. Słuchałam jak urzeczona, bo po pierwsze już za chwilę będzie to także mój temat, po drugie ciągle czuję, że za mało się o tym mówi. A to, co się mówi, rzadko wychodzi poza truizmy.

Jednym z takich truizmów jest stwierdzenie, że ludzie potrzebują seksu i intymności niezależnie od wieku. Naturalnie jest prawdziwe, ale co z tego? Jeżeli brak jest punktów odniesienia, pomysłów, odwagi, by, wchodząc w lata, nie zapomnieć o tym, że warto i należy się kochać. Jak poradzić sobie z nieuniknionym dyskomfortem zdrowotnym, spadkiem potencji, obniżeniem poziomu hormonów, pogarszającym się obrazem ciała, wreszcie: jak decydować się na seks, gdy jest się seniorką albo seniorem, jeżeli wcześniej człowiek ledwo się tym tematem zajmował. Jedna z uczestniczek powiedziała szczerze, że gdy była młodą kobietą, nie miała tej odwagi w wyrażaniu swoich potrzeb – większe znaczenie miało dla niej to, że zostanie źle oceniona przez partnera, niż że coś zostanie niezaspokojone. Z czasem doszła do wniosku, że jeżeli po pięćdziesiątce nie spróbuje rzeczy, na które wcześniej nie miała odwagi, już nie będzie miała więcej szans. Animuszu dodało jej poczucie upływającego czasu.

Młodość versus dojrzałość

Zaobserwowałam, że dla 20-, 30-letnich uczestniczek warsztatu najwięcej wniosły dwa wątki, które także na mnie zrobiły wrażenie. Seks w dojrzałym wieku (może nawet na starość) jest pozbawiony lęków, które towarzyszyły nam wcześniej. Rozumiejąc to, możemy wiele nauczyć się od dojrzałych kobiet, przejrzeć się w nich jak w lustrze i dostrzec, jak wiele w naszej seksualności jest teraz cenzurowane. Bo boimy się zajść w ciążę. Boimy się oceny. Przejmujemy się naszą wagą, rozstępami, niewłaściwym kształtem biustu zamiast zadecydować, że to nie one będą rządzić naszą przyjemnością. Z wiekiem nasze doświadczenie seksualności może się zmienić i oczyścić. Zostajemy z prawdami o sobie, bez przymusu udawania np. bardziej atrakcyjnej, niż naprawdę się czujemy. Może się tak zdarzyć, jeśli zauważymy, że warto się zająć procesem destylacji.

Niezwykle ciekawa była także perspektywa czasu. Dostrzeżenie, że to w czym teraz mocno siedzimy – rodziny, dzieci, obowiązki – skończą się bardzo niedługo. I gdy nasze gniazdo będzie puste, możemy z dużą brutalnością uświadomić sobie, że poświęcałyśmy się dla „dzieci i rodziny”, a nie dbałyśmy o związek z mężczyzną, z którym tę rodzinę założyłyśmy. I teraz, gdy nie mamy na czym skupić uwagi, bo nikt już nie potrzebuje drugiego śniadania do szkoły, siedzimy obok człowieka z którym niewiele nas łączy. To oczywiście dotyczy także mężczyzn, którzy co prawda łatwiej i dłużej mogą udawać, że problem wieku ich nie dotyczy, jednak prędzej czy później zostaną z nim skonfrontowani.

Dylematy zdrowotne: bolący kręgosłup, zawały, przewlekłe choroby; dylematy fizjologiczne: brak nawilżenia, słabnąca erekcja; menopauza i andropauza ze swoimi konsekwencjami. To tylko zewnętrzne przejawy zmian naszej seksualności. Wchodzenia w kolejny etap. Jeżeli chcemy bliskości, intymności, chcemy się na to odważyć, lepiej nie marnować czasu na myślenie, jak mogłoby być, a zacząć szukać swojej drogi do udanego życia seksualnego w punkcie, o którym mogliśmy dotąd myśleć jako o schyłku namiętności, pragnień i seksu.

  1. Seks

Przebudzenie księżniczki... kobieta do seksu musi dojrzeć

Księżniczką można nazwać kobietę świadomą swojej wartości. Dla niej seksualność to dar, z którego umie korzystać. (fot. iStock)
Księżniczką można nazwać kobietę świadomą swojej wartości. Dla niej seksualność to dar, z którego umie korzystać. (fot. iStock)
Kobieta do seksu musi się obudzić. Jak księżniczka w bajce: długo śpi, by kiedyś otworzyć oczy i sięgnąć po ten wspaniały owoc. Ale przebudzenie księżniczki w „ziemskiej” kobiecie wygląda trochę inaczej: tu nie wystarczy jeden pocałunek księcia. Przebudzenie to proces, który zaczyna się w chwili narodzin i trwa przez wiele lat.

Księżniczką jest właściwie każda kobieta, która księżniczką się czuje. Rozpoznać ją można na pierwszy rzut oka – po tym, jak jest ubrana, jak chodzi, mówi, skąd płynie jej głos. Czy powstaje w zaciśniętym gardle, czy płynie z uwolnionej przepony. Poznać ją można też po tym, jak wchodzi w kontakty z mężczyznami i jak na nich reaguje.

– Prawdziwa księżniczka nie stara się robić na mężczyźnie wrażenia, nie szuka w jego wzroku akceptacji, aprobaty, pożądania – mówi Katarzyna Gładkowska, psycholożka, trenerka i terapeutka. – Nie próbuje się prezentować, afiszować ze swą atrakcyjnością. Idzie przez życie pewnym krokiem, Nie musi się w niewolniczy sposób podobać innym, zwłaszcza mężczyznom. To nie jest najważniejszy aspekt jej istnienia. Seksualność jest tylko jej częścią, ale częścią oswojoną. Przebudzona księżniczka zintegrowała seksualność ze swoją osobowością, tożsamością.

I tylko taka kobieta potrafi naprawdę czerpać z seksu to, co w nim cenne: przyjemność, satysfakcję i prawdziwą bliskość z drugim człowiekiem.

Gdy rodzi się córka…

...przed rodzicami stoi trudne zadanie wychowania jej "na księżniczkę". Zwłaszcza przed ojcem: musi jej pokazać, że akceptuje jej płeć i nie jest rozczarowany brakiem syna, bo to ojciec właśnie buduje podstawy seksualnej tożsamości córki. Ważne, by szukał równowagi. Powinien np. raz iść z nią na zakupy i pozwolić jej wybrać sukienkę (także różową, jeśli chce), a innym razem zabrać małą na mecz (jeśli oboje mają ochotę). Chodzi o to, by dziewczynka czuła się akceptowana taka, jaka jest.

Dla matki trudny i wymagający wielkiej dojrzałości jest czas, kiedy jej kilkulatka wchodzi w okres tzw. kompleksu Elektry (to żeński odpowiednik kompleksu Edypa). Córka zakochuje się wtedy w tatusiu i marzy, że zostanie jego żoną. Czasem w myślach wręcz uśmierca mamę. Ważne, by matka w tym czasie nie odrzucała jej w żaden sposób. By tłumaczyła, na czym w rodzinie polega rola każdej z osób. Mówiła, że tata jest mężem mamy, ale kiedy mała dorośnie, spotka takiego mężczyznę jak tata i on będzie jej partnerem. Warto też, by tata to wzmacniał, mówiąc córce, że jest jego ukochaną księżniczką, w pełni akceptowaną, ale on wybrał na żonę jej mamę. Powinien też wyjaśnić jej, że przyszły mąż nie musi być taki sam jak tata, żeby córka nie utrwaliła sobie wizji „mam szukać tylko według wzoru ojca”.

Dziewczynka staje się kobietą

Księżniczka "otwiera oczy": to czas pierwszej miesiączki. Rodzice powinni świętować to, że dziewczynka staje się kobietą.

– To ważna chwila, może nawet najważniejsza – uważa Gładkowska. – Ojciec, przygotowany przez żonę, powinien pokazać córce, że ten moment niesie ze sobą coś pięknego. Powinien z córką rozmawiać, okazywać jej akceptację. Dzięki temu dziewczyna otworzy się na własną seksualność. Zacznie oswajać to, że jest kobietą, wspaniałą istotą, a nie tylko kimś różnym od mężczyzny. Będzie się uczyć, że płci nie trzeba akcentować. Dzięki temu nie będzie odbierać menstruacji jako czegoś wstydliwego, co trzeba wypierać, ukrywać. Zintegruje płeć i duszę.

Kolejny etap, okres dojrzewania, jest wielkim wyzwaniem dla ojca. Córkę zaczynają interesować chłopcy. Zmienia się jej ciało, rosną piersi, okrągleją biodra. Zaczyna podkreślać swą kobiecość. Burza hormonalna powoduje napięcie, wewnętrzny zamęt.

– Dojrzały ojciec wie, co z tym zrobić: akceptować i kochać dalej – mówi psycholog. – Rozmawia z nią. Daje jej poczucie bezpieczeństwa. Kiedy widzi, że dorastająca dziewczyna za bardzo się negliżuje, delikatnie zwraca jej na to uwagę. Tłumaczy, dlaczego nie powinna odkrywać wszystkiego ze swej rodzącej się kobiecości: by nie była narażona na to, że zostanie przez kogoś użyta. Jego córka wkroczy we wczesną dorosłość bez zrodzonego na tle seksualności poczucia winy.

Niedojrzały ojciec natomiast zaczyna się bać. Jego wyobrażenia, co zrobiłby z tą dziewczyną, gdyby mógł, przekładają się na podejrzenia, co robią z nią inni chłopcy. Czasem staje się wulgarny i opryskliwy.

Matka stara się oddalić moment, kiedy jej nastoletnia córka poczuje się atrakcyjna, pożądana. Robi to z troski, by ją uchronić przed złem tego świata: nadużyciami ze strony chłopców, niechcianą ciążą itp., ale także z lęku przed własną starością i przemijaniem. Dlatego gdy córka osiąga 16–17 lat, powinien nastąpić etap emocjonalnego oddzielania się od matki – inaczej podszyta rywalizacyjnym lękiem postawa może nadszarpnąć samopoczucie i wizerunek dziewczyny.

 

W ramionach księcia

Wzrastająca w pełnym miłości i akceptacji środowisku dziewczyna nie boi się odrzucenia, wchodzi więc w dobre związki z chłopcami. Dobre, czyli spokojne, przyjacielskie relacje oparte na uczuciach. Nie zostanie wykorzystana, bo nie myli pożądania młodego chłopaka ze swoją potrzebą miłości. I decyduje się na utratę dziewictwa mądrze. Inicjacja seksualna to moment, kiedy księżniczka czyni kolejny krok ku przebudzeniu.
– Wiele kobiet traci dziewictwo w nieodpowiednim momencie i z nieodpowiednich pobudek. Silna potrzeba bycia kochaną, moda lub chęć przynależności do pewnych środowisk sprawiają, że dziewictwo tracą dziewczyny, które nie są na to gotowe.
Są jeszcze inne kobiety, które czekają na noc poślubną. I oba przypadki nie są najszczęśliwsze pod względem przeżywania seksualności. Nie chodzi o to, by czekać w nieskończoność, traktując dziewictwo jak jedyną wartość. Kobieta jest nastawiona na to, by być kochaną, akceptowaną, żeby mężczyzna z nią rozmawiał, rozumiał, słuchał. Tracąc dziewictwo z partnerem, który jest czuły, emocjonalnie dojrzewa razem z nią i darzy ją uczuciem, czyni kolejny krok ku integracji swojej seksualności i osobowości, ku pełni. Nieważne, czy później będą razem. Nawet jeśli nie – wszystko zależy od tego, czemu ma służyć inicjacja, czy są między nimi uczucia, czy tylko chęć wykorzystania drugiej osoby.

– "Księżniczkę" ostatecznie budzi partner, z którym się zwiąże – mówi psycholog. – Kiedy ma 20 kilka lat, wchodzi w poważny związek i jeśli ma dużo szczęścia, będzie szczęśliwą kobietą do końca życia. Ale nie będzie to łatwe, bo na temat seksu młode kobiety i ich mężowie mają różne wyobrażenia. Gdy mężczyzna może mieć żonę przez 24 godziny na dobę i czuje się wolny od zakazów, zaczyna eksperymentować. Jest jurny, niecierpliwy i szybko biegnie do celu. A kobieta jest na to zupełnie niegotowa. Potrzebuje, by ją budzić powoli, krok po kroku.

Dochodzi do jednego z poważniejszych życiowych konfliktów między światem kobiet i mężczyzn. Ale "prawdziwa księżniczka" próbuje się dogadać z partnerem. Jeśli on zrozumie, że ona chce być kochana, przytulana, pragnie tego, by ktoś się o nią troszczył, i zadba o te jej potrzeby, kobieta da mu upragniony seks. Emocjonalnie spełniona kobieta uczyni to z radością, ponieważ dla kobiety seks i emocje łączą się ze sobą i nie może ich oddzielić. Jednak większość kobiet w związek czy małżeństwo wnosi zahamowania seksualne, wstyd, poczucie winy i potrzebuje wielkiej delikatności, czułości, cierpliwości i mądrości ze strony partnera, by móc zakończyć proces dojrzewania do seksu.

Już wiem, co TO jest

W wieku lat 35–45 "księżniczka" wreszcie w pełni się budzi: kobieta w tyk okresie na nowo odkrywa seks. Odkrywa, że jest wspaniały. Wreszcie uświadamia sobie, że można to robić nie dlatego, że mąż chce, ale ponieważ sama ma ochotę. Otwiera się na seks i zaczyna go smakować. Ta zmiana to efekt wieloletnich „ćwiczeń” w poznawaniu własnego ciała i sposobach osiągania przyjemności. Ale nie tylko.

– Kluczem do tej zmiany jest nasza dojrzałość – uważa psycholog. – Czujemy się bardziej osadzone w życiu zawodowym, mamy świadomość własnych kompetencji, także poza małżeństwem i seksem. Może już wychowałyśmy dzieci i całkiem nieźle nam to wyszło, więc czujemy się wartościowe, skuteczne i spełnione. Zdajemy sobie sprawę z tego, że ważny jest nie tylko nasz wygląd, ale także nasza osobowość. Widzimy, że mamy wpływ na własne życie. Rodzą się w nas nowe pasje, na które w końcu mamy czas. Zaczynamy szczerze rozmawiać, bo przestajemy się bać. Otwieramy się na przyjaźnie z innymi kobietami, bo już nie traktujemy siebie jak konkurencji, zaczynamy z nimi rozmawiać, przez co tworzymy swoiste grupy wsparcia, dzięki którym wciąż dojrzewamy. Zaczynamy nazywać to, co się z nami dzieje. To wszystko ma wielkie znaczenie, bo na seksualność kobiety wpływa dosłownie każda dziedzina życia.

Kobieta zaczyna też badać swoje ciało. Zdejmuje poczucie winy, w którym dorastała do tej pory, i zaczyna spontanicznie kontaktować się z fizycznością. Ciało w tym wieku się zmienia i odkrywa, że dotyk jest przyjemny. Wiele kobiet wraca wtedy do porzuconej masturbacji lub robi to po raz pierwszy. A mężczyźni są zachwyceni, gdy żona na ich oczach doprowadza się do orgazmu. Życie seksualne osiąga taki poziom, jakiego nie miało nigdy przedtem.

– "Księżniczka" przeszła bardzo długą drogę, by dotrzeć do punktu, w którym może partnerowi powiedzieć „czuję się w pełni dojrzała, mam świadomość własnych możliwości, ale jeszcze potrzebuję dostać coś od ciebie, by być dopełniona. Dzisiaj już wiem, co to jest” – tłumaczy psycholog.

– Naprawdę przebudzona kobieta rozumie, że jeśli czuje się żabą i myśli o sobie jako o żabie, żaden mężczyzna nie przemieni jej w księżniczkę za pomocą pocałunku, nie przemieni jej serca.
Na poziomie ciała doświadcza czegoś zupełnie nowego, ponieważ jej dusza wkroczyła na inny poziom rozwoju.

Może być tak, że kobieta obudzi się w pełni do seksu dopiero po czterdziestce. I, prawdę mówiąc, często tak właśnie jest. Bo prawdziwie przebudzona księżniczka mająca udane życie seksualne to kobieta, która naprawdę zintegrowała trzy najważniejsze płaszczyzny: seksualność, emocje i duchowość.

  1. Seks

Gdy mężczyzna nie ma ochoty na seks... Czy nudzi go stały związek?

Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Mężczyźni myślą tylko o seksie? Może i myślą. Ale kobiety seksu chcą… No właśnie, jak powiedzieć mężczyźnie: „Chcę cię teraz”? Co robić, kiedy widzimy, że on nie chce seksu? Czy przekonanie, że oni nudzą się w monogamii, a one rozkwitają, wszystko wyjaśnia – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Coraz częściej mężczyzna ziewa w łóżku, pokazując, jaki jest zmęczony, a kobieta kusi go w koszulce do pępka…
Mam poczucie, że kobiety jeszcze się nie przyznają, nawet same przed sobą, do tego, że chcą się kochać. Oczywiście, oficjalnie jesteśmy wyzwolone i chętnie o tym mówimy, ale już nie mogę słuchać, jak to na siłę kobieta wchodzi w związek, by mieć do seksu prawo. A ja powiem tak: Jeśli chcesz mieć dużo seksu, to go miej. Jeśli ci wstyd albo nie umiesz się oddawać mężczyźnie tylko dlatego, że on ci się podoba, tylko zaraz musisz „kochać”, to sobie zawiąż wstążeczkę na majtkach. I nic w tym złego, jeśli to twój wybór. Mocno w głowach siedzi nam nakaz bycia „porządną”, oparty na braku wiary w siebie. I właśnie z braku tej wiary kobiety obawiają się przyznać, że mają ochotę. No, bo co będzie, jak usłyszą: „nie”? Oj, zaboli...

On nie wie, że ona chce się kochać, i dlatego zasypia, choć ona gnie się w tych koronkach. Są razem pół roku, więc to chyba jeszcze nie nuda?
Po pierwszej fazie fascynacji, kiedy ludzie drżą na samą myśl o dotyku partnera, przychodzi czas swoistej gry. Seks jest wtedy języczkiem u wagi: kto kim rządzi, kto jest ważniejszy, kto od kogo bardziej chce, kto udziela łask. Sporo kobiet, które nie dotarły jeszcze do swojej seksualności (bo kobiety odkrywają ją i rozwijają całe życie), opanowało pewien rodzaj zewnętrznej, wabiącej kobiecości. Uwodzący koci ruch, intrygujące głębią dekolty, rzęs trzepoty, muśnięcia palcami mówiące: „Och! Jak ja cię będę pieścić”. A figa z makiem! To nie wyraz apetytu na seks, tylko sposób na kontrolowanie seksualności mężczyzny. Jak się facet na taką grę napali, to wtedy ona trzyma wszystkie karty i udziela lub nie udziela łask. Ale! Mężczyźni już wiedzą, że te dekolty i wydęte usta to narzędzia manipulowania nimi za pomocą seksu. A jak już to wiedzą, to się nie dają i patrzą podejrzliwie na panie, które swoje atuty mają na stole.

Czyli trzepoty rzęs już nie wystarczą?
Na niektórych to nie działa, innych rozpala. Dla kobiety to ciągle niebezpieczna sytuacja, gdy ona chce, a on odmawia. Mężczyzna jest myśliwym i nie chce kobiety, która sama się wiesza nad kominkiem obok jego innych zdobyczy. Ale myślę, że choć powoli i z trudem, to jednak świat się zmienia. Powoli, bo to mężczyzna jest seksualny, bo to on jest w seksie aktywny – wchodzi i wychodzi. A kobieta zostaje. I zobacz! Na tym schemacie zbudowane było całe życie społeczne: mężczyźni szli do pracy, na wojnę, na polowanie, a kobiety zostawały w siedlisku. Jaki to silny schemat. Ale dziś kobiety też już wychodzą. Mężczyźni dopuszczają aktywność zawodową, polityczna, ekonomiczną kobiet. A więc także aktywność seksualną zaczynają akceptować. Mało! Wiedzą już, że kobiety mają potrzeby seksualne, a więc myślą: „Aha! To niech one też zdobywają!”. Zdobywanie jest trudne. Naraża na odmowę. Ci wrażliwi i niepewni siebie cierpią z tego powodu katusze, że muszą polować, być zdobywcami.

No tak, nawet hasłem reklamowym pewnego kosmetyku dla mężczyzn jest obietnica: jak go użyjesz, kobieta zrobi pierwszy krok
. No właśnie. A dzięki temu jeden z drugim mogą uniknąć tego, że jak zrobią go nie w tę stronę i kobieta odmówi, to wyjdą na pajaców. Znam kilku mężczyzn, którzy mówią otwarcie: „Ja siedzę i czekam, jak ona mnie weźmie, to się dam wziąć. Ale nie będę się narażał”. I to nie są faceci, którzy źle wyglądają czy są nieciekawi. Tylko nie chcą się strasznie napracować! Bo po co? A więc i wygodni, i troszkę przestraszeni, co się nawzajem uzupełnia. Aktywność kobiet staje się więc czymś nawet oczekiwanym. Wracając do związków, seks fizjologicznie jest potrzebny dość rzadko. Choć bywa, że ktoś miewa większe libido, i bywa, że jest to kobieta. Ale też wtedy ma wybór: sublimacja albo masturbacja. Sublimacja to przekierowanie energii seksualnej na inną. Idziesz i pierzesz sześć angorowych sweterków. Ręcznie. Po „nie dziś, kochanie” wyciskasz tę wełenkę w płatkach mydlanych i myślisz: „O! Będę miała sześć ślicznych sweterków i będę je sobie nosić”. Dobrze wtedy zrobić coś fizycznego: zmysły działają – dotyk, zapach – ciało jest aktywne. Możesz też sięgnąć po masturbację, która jest seksem, a w dodatku z najukochańszą osobą na świecie, czyli z samą sobą. Jeśli ktoś tego nie czuje i nie lubi, to jest biedny.

Dlaczego?
Bo jeśli nie lubisz masturbacji, to znaczy, że siebie samej nie lubisz.

A jest jakieś trzecie wyjście? Co zrobić, żeby on zapolował na nią?
Jest. Robić to samo co mężczyźni: jeśli wiesz, co go podnieca fizycznie, choć niekoniecznie psychicznie, to mu to zrób. Pogilgaj go w odpowiednie miejsca, dotknij tak, jak lubi, poprzewracaj, pomiętoś. Ale penisa nie tykaj! To granica dla inicjowania seksu przez kobietę. Mężczyźnie może się włączyć lęk kastracyjny. Pieść go wokół, ale nie po męskości – aż sam będzie tego chciał. Wtedy jak mu się już zachce, to wejdzie w ciebie. Albo ty możesz wejść na niego i się nim wykochać.

Zdecydowanie lepsze to niż wibrator.
Chłopakom, którzy mnie pytają, co robić, jak ona nie chce się kochać, mówię: „Zaproponuj jej zabawę. Niech ona sobie śpi, skoro taka zmęczona. Ty nie musisz, ty ją pieść, ty ją sobie kochaj. Niech ona zagra bezwolną brankę. Wyobraź sobie, żeś ją zdobył na wrogu”...  No to teraz powiem kobietom, których mężczyźni nie mają ochoty na seks, bo są tacy zmęczeni: „Wyobraź sobie, że jesteś Amazonką, która ukradła małemu państewku króla. Zatargała go do własnego namiotu, rozebrała z tej jego zbroi, wymyła całego. Oczywiście, nie jak dziecko. Inaczej się mężczyznę dotyka. Myjesz więc go i myjesz, a ekstaza narasta, aż on sam dopomni się dopełnienia. Poczekaj, aż zacznie się trząść z niecierpliwości, i wtedy dopiero możesz się do niego zabrać. Wtedy masz swojego króla. Ale ty jesteś królową. Ty go oswajasz i przekonujesz, że warto ci się poddać”.

Kobiety czasem zwierzają się, że mimo podniecenia mężczyźni seksu nie chcą.
Może tak być, penis staje, ale nie ma ochoty. On mówi: „Zostaw, nie podoba mi się to, co robisz”, jest zły. Wtedy odpuść. Dysonans między tym, co ciało czuje, a tym, czego głowa chce, trzeba uszanować. Inaczej to gwałt. Przyczyny „nie” mogą być rozmaite. On może nie chcieć się kobiecie poddać. Nie chce, żeby ona dyktowała, kiedy będzie seks. Woli, żeby seks był wtedy, kiedy on chce.

Chce mieć kontrolę nad jej seksualnością?
Też, bo to sfera tajemna dla mężczyzn. Kiedy się kochamy, lęk przed kobietą, która może wchłonąć, wessać, znika, bo jest ekstaza. Rano ten strach wraca. A więc atak frontalny na mężczyznę, nim on sobie tego zażyczy, to raczej klęska. Ale! Też nie może być tak, że on o wszystkim decyduje. Ma brać pod uwagę i ciebie. To jest sprawa do omówienia, choć ja bym nie przesadzała z tym gadaniem o seksie.

No, to co zrobić, żeby myśliwy nie czuł, że stracił kontrolę?
Trzeba się seksem bawić. Raz go proś, raz mu rozkazuj. Powiedz mu kiedyś: „Ty jesteś panem jasnym, a ja chłopką ciemną. Pan taki piękny, taki możny, śnił mi się pan, ale gdzie ja bym śmiała, prosta dziewczyna…” itd.

Jeśli nie chce się bawić?
Zawsze może nie chcieć. U Jandy grają „Seks dla opornych” z Dorotą Kolak i Mirosławem Baką. Ona jest taka słodka, taka pokuśna, a on nic. Ona cały czas: „Gdybyś mnie tak uwiódł, gdybyś mi dał róże, a gdybyś mnie tak zgwałcił…”. A on: „Kobieto! Spać! Do roboty rano wstaję”. No, ale zmusiła go, pojechali do hotelu. Ona ma słodkie ciałko i go tym ciałkiem owija… A on: „Nie, nie!”. Ja po 15 minutach mam już jej dość i myślę: „Kobieto, czy ty nie widzisz, że on nie może!? Nie ma z czego wykrzesać seksu, bo jest śmiertelnie zmęczony i czymś przerażony, i ty mu jesteś potrzebna, żeby go ukoić, a nie szturchać. Stań na wysokości zadania. Potraktuj go jak zmęczonego wojownika”. Ale ona nic nie widzi, tylko to, że jej się chce. Można powiedzieć: on nic nie widzi poza tym, że mu się nie chce. Ale też powinno się równać do słabszego. Jak w górach. Tam nie jest ważny ten, kto pierwszy, ale kto na końcu się wlecze. Więc gdy on przywlecze się taki zmęczony po pracy, a jeszcze go tam w środku coś męczy, bo jutro trzeba zanieść do szefa dokumenty, przeczytać te papiery na biurku… To można go pomasować i nic więcej. Rano mu stanie i może zrobi to z przyjemnością. W sztuce w teatrze on jej w końcu mówi, co się stało, a ona go przytula. I dopiero wtedy może do czegoś dojść, bo on przestał ukrywać, co się stało, i świat się nie zawalił. Ona nadal go kocha i szanuje, choć mu się nie udało, a to dla faceta bardzo ważne.

Jak poznać, czy on nie chce, bo na przykład ma kochankę, czy nie może, bo się czymś zamartwia?
Nie wypytywać. Stwierdzić: „Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć, co się dzieje”. Jeżeli grożą mu straty finansowe, odpowiedzialność karna, to trudno, żeby mu się chciało. Są co prawda tacy, którzy się relaksują poprzez seks. Ale kochanie się z nimi to nieprawdziwe kochanie. A wracając do związków, wiadomo, że w nich seks nie jest gejzerem. Ale cały czas się tli. Oni się sobie podobają, lubią na siebie popatrzeć i się dotknąć. To jest coś, co jest ważne. A że są razem, to też mają dużo czułości. Wiadomo z badań, że gdy jest dużo czułości, to seksu jest mniej. Nawet w komunach ludzie nie bzykali się jak króliki, bo było im tak dobrze i blisko, że nie musieli.

Może więc być i odwrotnie, że kobiety chcą czułości, a nie seksu, ale mówią o seksie, bo mężczyźni tylko w łóżku stają się czuli i można z nimi porozmawiać o emocjach?
Właśnie wielu panów uważa, że tylko seks daje im prawo, żeby być blisko z kobietą. Odczuwać i to okazywać. A więc, kochana, pomyśl, czego chcesz. Na co masz apetyt? Bo może na czułość i nadajesz sygnały, które on odbiera prawidłowo. A może… Sama dopowiedz. Kobiety zawsze chcą, by mężczyzna się nimi zajmował. Jest niewiele kobiet, które lubią zajmować się facetem, lubią szybkie numerki. Ale, niestety, mało jest też mężczyzn, którzy cenią grę wstępną. I może tu jest kotek ukryty? Może ten seks wymaga oddania do poprawki?

Bywa więc, że facet nie ma ochoty na seks z naprawdę prozaicznych powodów – bo jest zmęczony, bo dzisiaj zwyczajnie wolałby spokojnie poleżeć z partnerką i obejrzeć film, bo się czymś zamartwia. „On nie chce seksu” – zazwyczaj brzmi jak wyrok, ale wcale tak nie jest. Porozmawiaj ze swoim mężczyzną. Spróbuj na spokojnie, delikatnie dopytać, o co chodzi. Może odpowiedź na pytanie, dlaczego facet nie chce się kochać, jest dużo prostsza, niż początkowo sądziłaś – i wcale nie tak straszna, jak zakładałaś.