1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Zdrada w związku: Polacy coraz częściej zdradzają w pracy

Zdrada w związku: Polacy coraz częściej zdradzają w pracy

Fot. iStock
Fot. iStock
To, że praca w naszym życiu odgrywa coraz większą rolę, wiadomo już od dawna. Jednak wyraźnie wkracza ona w inne obszary naszego życia, przede wszystkim w te, które związane są z relacjami i seksem. Widać jak czas spędzany w pracy przekłada się na nasze życie intymne.

Okazuje się, że praca jest obecnie dominującym czynnikiem, który sprzyja zdradzie – tak wynika z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego i Polpharmy „Seksualność Polaków 2017”.

17% „skoków w bok” odbywa się podczas służbowych delegacji, 15% w miejscu pracy, 11% podczas wyjazdów integracyjnych i 19% podczas wyjazdów związanych z pracą zarobkową – łącznie 57% zdrad wiąże się z tematem pracy, która w ostatnich kilkunastu latach zdominowała nasze życie i jak widać coraz większe znaczenie ma ona w naszym życiu seksualnym.

Dopiero na dalszym miejscu pojawiają się inne okoliczności, w których dochodzi do seksu poza stałym związkiem:

  • po spożyciu dużej dawki alkoholu – 26%
  • w czasie urlopu bez partnera/ partnerki – 24%
  • w klubie, czy na dyskotece – 13%

Co ciekawe, 17% spośród ankietowanych zgadza się ze stwierdzeniem, że będąc w stałym związku można być jednocześnie w innym długotrwałym związku, mieć romans.

71% zdradzonych nigdy się nie dowiedziało o braku wierności ze strony partnera. Gdy jednak okazywało się, że partnerzy muszą zmierzyć się z tym problemem, związek często rozpadał się (35%) lub relacje w związku ulegały pogorszeniu. Optymistyczne jest to, że 20% badanych potrafiło wykorzystać epizod zdrady do pracy nad związkiem, i tym samym do jego wzmocnienia.

Pytanie, na ile zmieniłyby się wyniki badania, gdyby do definicji seksu poza stałym związkiem dołączyć jeszcze seks wirtualny. Same rozmowy o seksie przez Internet prowadzi 37% ankietowanych.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Kobiety, które zdradzają - czego szukają w nowych relacjach?

Co kryje się za kobiecą zdradą? Co kieruje kobietą, która decyduje się na taki krok? (fot. iStock)
Co kryje się za kobiecą zdradą? Co kieruje kobietą, która decyduje się na taki krok? (fot. iStock)
Niewierność to rzecz męska? Stary mit. Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że do zdrad małżeńskich przyznaje się bardzo zbliżony odsetek kobiet i mężczyzn. A kiedyś… Kiedyś po prostu się nie przyznawały.

Nasze babki też zdradzały mężów, lecz jako materialnie od nich zależne wolały nie narażać swoich związków na skutki szczerości. Temat jest więc stary, nowa za to teza, wyjaśniająca biologiczne podstawy zdrad małżeńskich. Okazuje się, że korzystnie ewolucyjnie jest spłodzić dziecko z ognistym kochankiem, ale bezpieczniej wychować je z pomocą łagodnego partnera. Zresztą korzystny jest także romans z przystojniakiem, i nie chodzi wcale o samą przyjemność.

– Helen Fisher, amerykańska psycholog, ukuła hipotezę seksownego syna: jeśli spłodzi się potomka płci męskiej z atrakcyjnym dla innych kobiet samcem (z reguły cudzym mężem), syn będzie „po tatusiu” miał powodzenie u kobiet – wyjaśnia seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. I tak podobno co najmniej 10 proc. wychowujących dzieci mężczyzn nie jest ich biologicznymi ojcami!

Biologia biologią, ale kobiety mają własne powody do zdrady. Jakie?

Ciekawość?

Bożena całe życie sypiała tylko z Adamem. Poznali się w ogólniaku i od tamtej pory byli parą. Na studiach wzięli ślub. – Nigdy nie byłam z innym – przyznaje. – Wszystko grało, dopóki nie zaczęłam się zastanawiać, jak by to było…

Z czasem myśli stawały się coraz bardziej natarczywe i dręczące. W końcu Bożena uległa pokusie: zdradziła Adama. Sprawdziła, jak jest czuć pod palcami skórę innego faceta, jak smakuje, jak się porusza, gdzie chce dotykać kobietę...

Zdaniem Twardo-Kamińskiej taka ciekawość jest naturalna: – Kobieta, która wcześnie związała się z partnerem i nie wie, jak to jest kochać się z innymi, może mieć poczucie straty. Ciekawość będzie głębsza i silniejsza, jeśli koleżanki opowiadają o swoich doświadczeniach, a ona jest jedyną w paczce, która nie miała wielu partnerów... lub jeśli nie była „tą pierwszą”. To może budzić chęć „wyrównania rachunku”.

Ciekawość mami, ale co dalej? Bożena spróbowała i… wróciła skruszona w mężowskie ramiona. Z innym wcale nie było lepiej. Prawdę mówiąc, było fatalnie. Bożenie brakowało intymności, bliskości i czułości. Nowe, zamiast ją podniecać, raczej onieśmielało. A kochanek, nie znając jej ciała, nie potrafił dać jej orgazmu.

Ale nie zawsze tak to się kończy. Magda, która była w takiej samej sytuacji jak Bożena, spróbowała rozkoszy z innym kochankiem i… spodobało jej się!

– Odkryłam smutną prawdę o moim mężu: jest słabym kochankiem. Wreszcie mogłam to porównać. Odkryłam też, jaką frajdę daje prawdziwy, wyuzdany, gorący seks – wyznaje. Teraz zdradza męża regularnie. Czy ma wyrzuty sumienia? Trochę.

– Rozwód? W życiu! Kocham męża. Z innymi to tylko seks – mówi Magda.

Joanna Twardo-Kamińska: – Dla Bożeny ważniejszy w seksie był komponent bliskości emocjonalnej, to dlatego nie dała się uwieść nowości. Dla Magdy istotniejsza jest przyjemność i ekscytacja. Umie oddzielić seks od emocji. Większość kobiet tego nie potrafi.

Czy związki obu kobiet straciły na zdradzie? Bożeny zyskał, bo już wie: to mąż jest tym, z którym jest jej najlepiej. A Magdy?

– Kontynuując zdrady, Magda naraża się na najwyższe ryzyko: rozpadu związku, jeśli zostanie przyłapana. Pomijając aspekt etyczny, paradoksalnie jej relacja może na tym zyskać: jeśli Magda przeniesie do własnej sypialni to, czego się nauczyła w innych. Gdy zacznie czerpać satysfakcję z seksu z mężem, nie będzie szukać jej gdzie indziej – uważa seksuolog.

Syndrom zamykających się drzwi

Ula pierwszy raz zdradziła męża po czterdziestce. Wdała się w romans z o połowę młodszym chłopakiem.

– Miałam wrażenie, że czas ucieka, moja młodość i uroda się kończą i że to ostatnia okazja, żeby coś przeżyć – przyznaje.

Niestety, mąż dowiedział się o romansie i zażądał: zerwij z kochankiem. Ula nie potrafiła, nie mogła sobie tego odmówić. Efekt: mąż odszedł. Joanna Twardo-Kamińska uważa, że Ula padła ofiarą syndromu zamykających się drzwi. Czujesz wtedy, że nie masz już takich możliwości jak kiedyś. Wydaje ci się, że nic cię w życiu nie czeka, że to ostatni dzwonek, by czegoś jeszcze doświadczyć. Efekt?

– Singielki zaczynają zmieniać partnerów, a mężatki decydują się na zdradę z młodszym – wyjaśnia seksuolog. – Ale nie każda 40-latka zdradza. Jeśli kobieta ma dobrą relację z partnerem, który potrafi okazać, że jest dla niego atrakcyjna i ważna, to oprze się pokusie.

Nadmiar szacunku

Seksuologowie Samuel i Cynthia Janus odkryli, że niedopasowanie seksualne jest przyczyną jednej czwartej rozwodów. I nie zawsze to kobietę „boli głowa”.

Lilki głowa nigdy nie bolała. Przed ślubem miała bogate życie erotyczne, także z mężem. – Po ślubie się zmienił – opowiada. – Stał się powściągliwy. A kiedy urodziła się córka, zaczął sypiać ze mną raz w miesiącu i wyłącznie w pozycji misjonarskiej. Dyskusje ucinał, mówiąc: „z kochanką robi się inne rzeczy, a z żoną i matką swego dziecka inne”.

Lilka wytrzymała trzy lata seksualnej posuchy. W końcu zaczęła Jaśka zdradzać. Odejść jednak nie zamierza. Jasiek o nią dba, kocha i zabiega o jej względy. Tylko w łóżku coś szwankuje.

Zdaniem Joanny Twardo-Kamińskiej Jasiek cierpi na syndrom madonny i ladacznicy: kocha i szanuje żonę, ale „brudnym” seksem jej nie zbezcześci. Gdyby trafił na partnerkę o mniejszym temperamencie, związek byłby harmonijny. Ale z Lilką to się nie uda.

– Aby pożycie było udane, wszystkie komponenty muszą być w równowadze. Partnerzy powinni dbać o zaspokojenie potrzeb drugiej strony. Lilka nie jest zainteresowana rozwodem, ale jeśli spotka mężczyznę, który da jej miłość, bezpieczeństwo i dobry seks, to nawet bliskość, którą dostaje od Jaśka, może okazać się niewystarczająca – mówi seksuolog.

Dzień za dniem

Trójczynnikowa koncepcja miłości psychologa Roberta Sternberga zakłada, że na udaną relację składają się namiętność, intymność i zaangażowanie. Namiętność szybko wygasa, intymność natomiast z biegiem lat ulega powolnemu rozpadowi, jeśli o nią nie zadbamy. Z zaniku intymności rodzi się rutyna, a z rutyny – nuda.

Tak było w małżeństwie Izy. Nie planowała romansu, ale… – Nie ekscytowaliśmy się już niczym, co miało związek z relacją. Każdy dzień był taki sam. Gdy do firmy przyszedł nowy kolega, poczułam, że krew znowu krąży mi w żyłach. Miałam ochotę czarować, uwodzić! – opowiada. Uwodziła skutecznie. Zdrada dodała jej skrzydeł.

– Romans to spora dawka dopaminy i oksytocyny – dodają życiu smaku, a w zaniedbanym, rutynowym związku już się nie wydzielają – opiniuje Twardo-Kamińska. – Zwłaszcza jeśli partnerzy zatracili się w swoich rolach rodziców, pracowników… Pojawia się silna potrzeba szukania ożywienia poza małżeństwem.

Seksuolog uważa, że Iza nie trafiłaby w ramiona innego, gdyby razem z mężem starali się urozmaicać wspólne życie. – Róbmy ekscytujące rzeczy. Chodźmy raz w tygodniu do fajnej knajpki, zapiszmy się na kurs tańca, wyjeżdżajmy – podsuwa. – Niech nasze ciała odnajdą nową przyjemność z obcowania ze sobą nawzajem.

Przyjaźń czy kochanie?

Najbardziej typowy model kobiecej zdrady? Z przyjacielem. Statystycznie aż 34 proc. kobiecych zdrad to właśnie związki z bliskim emocjonalnie mężczyzną (na kolejnych miejscach są znajomy: 28 proc. i były partner: 11 proc.).

Tak było w przypadku Joasi. – Mąż mnie nie doceniał i wyraźnie zaniedbywał. Czułam się źle i wypłakiwałam się  w rękaw Staszkowi, kumplowi jeszcze z ogólniaka – opowiada Joasia. – Szukałam ciepła, zainteresowania i bliskości, i je znalazłam. To, że wylądowaliśmy w łóżku, było dla mnie czymś naturalnym.

Intymność emocjonalna łatwo przeradza się w intymność erotyczną. – Bliskie związki z mężczyznami to z reguły związki erotyczne, więc kiedy pojawia się bliskość między przyjaciółmi różnych płci, łatwo im prześliznąć się w zupełnie inny rodzaj relacji – mówi seksuolog.

Z jednej strony dobrze, bo mamy dwa w jednym: bliskość i seks, bezpieczeństwo i intymność. Ale z drugiej strony – jeśli on jest wolny i istnieje między wami bliskość, pokusa podjęcia decyzji „rozwód” jest naprawdę realna.

  1. Seks

Podwójne życie. Czego mężczyzna szuka w romansie? Czego kobieta chce od kochanka?

W romansie początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Nieuchronnie nadchodzą jednak kolejne fazy związku... (Fot. iStock)
W romansie początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Nieuchronnie nadchodzą jednak kolejne fazy związku... (Fot. iStock)
Związek z kochanką wydaje się najprostszym sposobem, aby odzyskać wewnętrzny ogień. Najczęściej przykrywa rozpacz i zagubienie. Ale okazuje się, że generuje jeszcze więcej cierpienia, komplikuje życie – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Podwójne życie, czyli kochanka, którą się ukrywa, napięcie, żeby się nie wydało, kłamstwa, lawirowanie, wyrzuty sumienia. Wielu mężczyzn zna te męczarnie. Ale brną. Często od kochanki do kochanki.
Kochanka to azyl, ukojenie. Bez zobowiązań, bo przecież nic formalnie nas nie łączy, wiemy, po co tu jesteśmy. Seks jest oddzielony od stresu codziennego życia, bólu głowy, płaczu dzieci. Kochanka czeka, jest święto.

Na początku niczego nie wymaga.
Początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Żadne kwestie formalne, organizacyjne, prawne, finansowe nie komplikują bycia razem. Mężczyzna deklaruje, że wprawdzie ma rodzinę, ale to nie przeszkadza, żeby było miło. Kobieta się godzi – ma kogoś, nie jest sama.

To pierwsza faza. Nieuchronnie jednak nadchodzi druga: kochanka orientuje się, że on ma wszystko, ona niewiele. Na internetowych blogach właśnie ten czas jest opisany najobszerniej. Kochanki konfrontują się z „totalnym psychicznym dołem”, „przepaścią”, i „trzeźwieją w oczach”. „Jestem dla niego darmową d…” – pisze jedna z nich. Kobieta chce wyjść z ukrycia, przestaje godzić się na związek w czterech ścianach. Dopytuje: „co dalej?”. Chce inaczej. Chce rozmawiać, ustalać przyszłość, zasady, warunki. Niektóre orientują się, że czas leci i jak tak dalej pójdzie, nie zdążą urodzić dziecka. Bo z kim? On już ma dzieci.
Kończy się złoty okres. W miarę jak romans się rozwija, mężczyzna – w sensie emocjonalnym – oddala się od rodziny. Coraz częściej przeżywa wewnętrzny konflikt, niepewność. Być może obiecuje kochance, że odejdzie z domu. Czuje ciężar uwikłania. Dotąd to żona była rozdrażniona, miała żale i pretensje. Teraz obie kobiety zgłaszają oczekiwania.

Dopada nas to, przed czym uciekamy… Wygląda na to, że teraz mężczyzna ma jeszcze więcej tego, czego w swoim życiu nie chce. Bo przecież chce wolnego związku, seksu bez zobowiązań, a nie wymagań i pretensji. Czy mężczyźni wiedzą, dlaczego związek z kochanką na początku wydaje się taki atrakcyjny i pociągający?
Kochanka to zazwyczaj kobieta młodsza, niezmęczona życiem, zdrowa, świeża, wysportowana, ma różne zainteresowania. A w stałym związku ogień przygasa. Na pierwszy rzut oka łatwiej związać się z kochanką, niż podsycać ogień w związku, który trwa. Wielu mężczyzn tak wybiera. Mam wrażenie, że nie wiedzą, na co się decydują. Wydaje im się, że są w stanie kontrolować sytuację. Jednak bliskość, intymność wymyka się kontroli, tu wszystko może się zdarzyć, trudno coś przewidzieć. Kochanka może na przykład zajść w ciążę, co dodatkowo skomplikuje sytuację. Może podjąć nieoczekiwaną decyzję, dzwonić do żony, odwiedzać mężczyznę w pracy, opowiedzieć o romansie znajomym. Gdy żona dowiaduje się o istnieniu kochanki, może być naprawdę nieprzyjemnie. Jeden z moich klientów opowiadał, że żona przyszła do jego biura i zrobiła awanturę sekretarce, z którą on miał romans. Świadkami tej niemiłej sceny byli współpracownicy i kontrahenci handlowi, którzy akurat przyjechali z całej Polski. Mężczyźni bywają zaskoczeni: „Co się porobiło! Nie tak miało być!”. Wielu żałuje, że w ogóle zdecydowali się na kochankę: „Po cholerę się wikłałem? Po co mi to było? Jak mogłem być taki głupi!”. Mitem jest czerpanie z tego zdroju za darmo.

Nieraz słyszałem skargi mężczyzn, że kobiety są takie emocjonalne, w przeciwieństwie do nich – racjonalnych, logicznych. Nie widzę takiego podziału. Mężczyźni dokonują wyborów szalonych i irracjonalnych, za które płacą bardzo wysoką cenę. Pakują się w kolejne związki, płacą alimenty na kolejne dzieci. Ich decyzje owocują cierpieniem, wewnętrznym rozdarciem, wyrzutami sumienia. Wmawiają sobie, że mają kontrolę. Nie widać tego. Raczej ulegają słabościom i frustracjom. Część z nich trafia na terapię, wielu topi ból w alkoholu.

A jednak kolejne pokolenia mężczyzn swoją męskość utożsamiają z tym, że chcą i mogą mieć kochanki.
Mężczyźni przekazują sobie legendy na ten temat: jak to wspaniale mieć kobietę na boku, która kocha, czeka. No więc trzeba sprawdzić. Gdy mija pierwsza faza i zaczynają się problemy, mężczyzna myśli: „no nie, tak nie może być, nie mogę się poddawać!”. Postanawia szukać dalej. Zdarza się tak, że kochanka ze zdumieniem odkrywa, że w jego życiu jest już jakaś inna. Potem kolejna i kolejna. Ale ukojenia – za którym tak gonimy – ciągle nie widać.

„Słodki jest ten miód, lepki jest ten miód” – jak śpiewała Maryla Rodowicz.
Coraz trudniej z oblepionymi skrzydełkami wydostać się ze słoja. Ale przekazy pokoleniowe, koleżeńskie trzymają się mocno. Jest taka przypowieść z Dalekiego Wschodu. W kraju muzułmańskim spotkało się dwóch przyjaciół. „Ile masz żon?” – pyta pierwszy. „Jedną. Ty masz więcej?” „Ja mam dwie. Wyobraź sobie podwójne szczęście!” Więc mężczyzna zachęcony przez przyjaciela poślubia drugą żonę. W noc poślubną druga żona mówi: „musisz wybrać – albo ona, albo ja!”. Skonsternowany wraca do łożnicy pierwszej żony. A tu słyszy: „Mało ci było? Chciałeś młodszą? Idź teraz do niej!”. Zbity z tropu, nie mogąc zasnąć, idzie do meczetu, żeby się pomodlić. A w meczecie spotyka przyjaciela, który namawiał go na podwójne szczęście. Żali się: „To nie tak miało być! Dlaczego mi nie powiedziałeś?”. A przyjaciel na to: „Bo tak samotnie czułem się tutaj nocami”.

Tradycja!
Stereotypy, którym ulegamy. Na przykład taki, że kobieta jest monogamiczna, ale mężczyzna to co innego. Wielu z nas myśli: „Jeśli decyduję się na jedną, tracę. Tyle kobiet się marnuje, a ja tu jestem uwiązany”. Inni mówią: „W rodzinie tak było. Ojciec miał kochanki, stryj, dziadek. Męska natura”.

Patrząc na skalę zjawiska, też tak czasem myślę.
Wielu mężczyzn wiąże się z kochankami w geście rozpaczy. Czują się tak upokorzeni i sponiewierani przez stałe partnerki, że ratują w ten sposób resztki poczucia wartości i godności. „Żona mnie pomija, umniejsza, kochanka mnie docenia, więc coś jednak musi we mnie być, nie jestem taki beznadziejny”. To także kara wymierzona stałej partnerce. Tacy mężczyźni czują się usprawiedliwieni, zrekompensowali sobie lata cierpień. Są jak nadąsani chłopcy – nie zadbali o związek, godzili się na upokorzenia, nie okazywali uczuć i potrzeb, nie stawiali granic, a teraz się obrażają. Związek z kochaną przykrywa smutek, zagubienie.

Jest taki dowcip o Billu Gatesie, który po śmierci trafia do nieba. Patrzy: chóry anielskie, nudno, monotonnie. Sprawdza w piekle, a tam stoły suto zastawione, wino, kobiety i śpiew. Święty Piotr mówi: „Zasłużyłeś się, dałeś ludzkości Windowsy. Możesz wybrać, gdzie chcesz być, w niebie czy w piekle.” Gates myśli chwilę i mówi: „chcę do piekła!”. Budzi się w kotle ze smołą. Krzyczy: „Jak to! Przecież było inaczej, miała być nieustająca rozkosz”. A głównodowodzący diabeł z błyskiem w oku: „to był tylko wygaszacz ekranu!”. Mam wrażenie, że mężczyźni tworzą sobie takie wygaszacze ekranu, odurzają się fantastycznymi wyobrażeniami, a potem lądują w piekle.

Doświadczenie namiętności, nawet krótkotrwałe, otwiera serce, odmienia. Wszyscy znamy historie mężów, którzy po romansie wracają do domu i obdarzają nowym ciepłem i troską swoje rodziny. Kochanki uratowały niejedno małżeństwo.
Tak bywa. Dotykamy tu delikatnej wielowymiarowej materii, tajemnicy ludzkich losów. Nasuwa się pytanie, jak czuje się kochanka. Co z nią? Czy ten romans ją także wzbogacił i otworzył? Niestety, najczęściej słyszę o kochankach traktowanych instrumentalnie. Lekarz, który ma rodzinę i dzieci, spotyka się ze studentką. Ona nie wie, kiedy on zadzwoni i powie: „właśnie mam wolną godzinę”. Więc żyje w stanie oczekiwania na sygnał, na jego gotowość. Godzi się na to, ponieważ jest emocjonalnie uzależniona, a jednocześnie jest wściekła, czuje do siebie obrzydzenie. Nie może się wyzwolić. On to widzi i syci się tym, ma poczucie władzy i kontroli. Od początku w tym związku chodzi tylko o seks. Ona wie, że on nie zrezygnuje z rodziny i z dobrej reputacji, i wie, że on nie widzi powodu, żeby cokolwiek w swoim życiu zmieniać dla niej. Mężczyzna patrzy na cierpienie kobiety, ale kontynuuje romans, ponieważ jest mu z tym wygodnie.

Jaką cenę zapłaci kochanka? Dobre pytanie dla każdego mężczyzny
. Czy jestem w stanie czerpać radość i przyjemność z tego związku, wiedząc, że przynamniej w połowie jestem odpowiedzialny za uwikłanie i ból kobiety? Czy godzę się na to? Są jeszcze inne pytania, które dobrze, gdybyśmy sobie zadali. Jak inaczej, może prościej, mógłbym rozwiązywać swoje problemy? Jak bym chciał, aby wyglądał mój stały związek? Jakiej jakości oczekuję od miłosnej relacji? Co mogę zrobić, żeby to osiągnąć?

  1. Seks

Pierwszy raz po zdradzie

Odbudowanie zaufania w łóżku po zdradzie to proces, który wymaga ogromnego wysiłku, a warunkiem jego powodzenia jest gotowość do pracy obu stron. (Fot. iStock)
Odbudowanie zaufania w łóżku po zdradzie to proces, który wymaga ogromnego wysiłku, a warunkiem jego powodzenia jest gotowość do pracy obu stron. (Fot. iStock)
Czy możliwe jest udane życie seksualne po romansie partnera? Jak odbudować zaufanie w łóżku i jak poczuć się atrakcyjną? O zdradzie i jej skutkach opowiada psychoterapeuta Michał Pozdał.

Gdzie to robili? Czy miała większe piersi, gładszą skórę? Była szczuplejsza, młodsza? Gdzie ją dotykał? Czy było mu z nią lepiej? Co miała takiego, czego ja nie mam? Dlaczego?! Te i wiele innych pytań zadaje sobie (lub wykrzykuje partnerowi) zdradzona kobieta. Nawet jeśli od zdrady upłynęło już trochę czasu i oboje postanowili dać sobie i związkowi drugą szansę. Nawet jeśli mu już wybaczyła i naprawdę chce, by byli blisko. Trudno zaufać, że to już się nie powtórzy. Trudno oddać się zmysłom w sypialni, skoro przed oczami wciąż masz obraz ukochanego w łóżku z inną kobietą. Skąd mieć pewność, że podczas seksu z tobą nie będzie wciąż myślał o tamtej?

Mężczyzna, który zdradził, ale żałuje tego i chce walczyć o swój związek, nie może oczekiwać, że partnerka, która przeżywa podobne rozterki, od razu przebaczy i zapomni. To proces, który wymaga ogromnego wysiłku, a warunkiem jego powodzenia jest gotowość do pracy obu stron. Zaufania nie odbuduje się w kilka tygodni ani nawet miesięcy – czasem trwa to kilka lat i przez cały ten czas trzeba być przygotowanym na skrajne emocje: swoje i partnera. Osoba zdradzona czuje na przemian nienawiść i miłość, raz chce wyrzucić partnera z domu, raz zatrzymać go za wszelką cenę. Na początku zwykle pojawiają się gniew, agresja, rozpacz. Może dojść do rękoczynów, podjęcia pochopnych decyzji o wyprowadzce czy wystawienia rzeczy partnera za drzwi. Zdarza się, że osoby zdradzone cierpią na syndrom stresu pourazowego i wymagają pomocy psychiatry. Gdy szok minie, przychodzi czas na refleksję, na wzięcie odpowiedzialności za to, co się stało – i to zarówno przez partnera, który zdradził, jak i osobę zdradzoną. Bo choć to bolesne i trudne do przyjęcia – najczęściej zdrada nie jest oderwanym incydentem, a efektem sytuacji, do której doprowadzili oboje partnerzy. Dopiero uświadomienie sobie tego może być początkiem do odbudowania zaufania.

Wspólna droga do intymności

Zanim seks będzie w ogóle wchodził w grę, potrzeba dużo cierpliwości, otwartości i odwagi. Osoba zdradzona będzie musiała podjąć wyzwanie i wysłuchać wyjaśnień. To wymaga odwagi i gotowości na wzięcie częściowej odpowiedzialności za to, co się stało. Może się okazać, że partnera do zdrady skłoniły wcale nie większe piersi kochanki, a żona nie kierowała się lepszymi umiejętnościami kochanka – przyczyną był brak zainteresowania, akceptacji, narastające poczucie odrzucenia. Ona przez ostatnie dwa lata unikała zbliżeń, a gdy opowiadał, że z kumplami będą co tydzień grać w piłę, pytała, kiedy ostatni raz został wieczorem sam z dziećmi. Tymczasem koleżanka z pracy chwaliła jego błyskotliwość. On nawet nie udawał, że interesuje go książka, którą przeczytała, a gdy go uwodziła, odwracał się do niej plecami „zmęczony”. Podczas gdy ojciec kolegi jej synka regularnie ją komplementował. Już samo dostrzeżenie tego, jakie potrzeby partnera czy partnerki przez dłuższy czas ignorowaliśmy, to ogromny krok w kierunku naprawy związku.

Po zdradzie pary potrzebują czasu, by na nowo zgromadzić kapitał wspólnych pozytywnych doświadczeń. Na początku nie ma w ogóle miejsca na seks. Po pierwsze, z powodu poniżenia i odrzucenia, po drugie, z lęku przed fantazjami partnera i obniżonego postrzegania własnej atrakcyjności. Za decyzją o rezygnacji ze współżycia najczęściej stoi też przekonanie, że zgoda na seks oznaczałaby przyznanie, że nic się nie stało. Tymczasem zdarzyło się wiele, doszło do utraty poczucia bezpieczeństwa. „Jestem teraz jak dzikie zwierzę i musisz mnie na nowo oswoić” – mówią kobiety. Okres po zdradzie niesie także ryzyko manipulacji ze strony osoby zdradzonej – jeśli będzie karać „zdrajcę” w nieskończoność odmową seksu, role mogą się nagle odwrócić: osoba zdradzona stanie się oprawcą, a ta, która dopuściła się zdrady – ofiarą. To ślepa uliczka.

Jeśli obojgu partnerom zależy na odbudowaniu związku i dadzą sobie czas na wspólne i indywidualne przepracowanie całej sytuacji, przyjdzie dzień, kiedy będą gotowi otworzyć się na bliskość i intymność. Seks przestanie być karą, nagrodą, narzędziem szantażu czy manipulacji, znowu stanie się dla obojga przyjemnością, a nieraz nawet otwarciem na nowe możliwości, na rozmowy o fantazjach.

Odkrywanie siebie na nowo

Jedną z funkcji zdrady jest chęć zwrócenia uwagi na swoje potrzeby. Pary, które przez dłuższy czas obywały się bez seksu albo ograniczały go do małżeńskiego obowiązku, oddalają się od siebie. Zdrada może pełnić też funkcję kary – gdy jedno z partnerów czuje się odrzucone albo nieważne, mści się na drugim, wdając się w romans. Wszystkie te sytuacje są pochodną problemów w komunikacji ze sobą. Gdy ludzie nie potrafią swoich potrzeb czy żalu zakomunikować wprost albo robią to tak, że nie są słyszani – decydują się na krańcowe rozwiązania. Jemu łatwiej poszukać innej kobiety, która przytuli i wysłucha niż powiedzieć, że czuje się zaniedbany; jej łatwiej poddać się komplementom nowego mężczyzny niż upomnieć się o uwagę dla jej kobiecości u męża. Wspólnie przepracowany kryzys związany ze zdradą może stać się szansą na nowe wyrażenie na głos swoich potrzeb. Pary nie muszą przechodzić przez ten trudny proces samotnie – z pomocą psychoterapeuty może być im łatwiej zmagać się z trudnymi uczuciami i na nowo zbudować bliskość, również tę intymną.

Jeżeli partnerzy rozumieją, że rozładowywanie emocji w ramionach trzeciej osoby jest destrukcyjne, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości – zanim któreś z nich ucieknie się do zdrady – podejmie próbę zażegnania kryzysu i powie: „Słuchaj, znowu zaczynam się czuć tak jak wtedy, nie chcę tego przeżywać jeszcze raz”. Każde trudne doświadczenie – wspólnie przeżyte, przepracowane i pokonane – wzmacnia związek. Z perspektywy czasu oboje mogą przyznać: „Patrz, przez co przeszliśmy, a po tylu latach wciąż jesteśmy razem. Wytrzymaliśmy i to jest naszą siłą”.

Jak odbudować zaufanie? Radzi psycholog Wojciech Wypler

Nie odgrywaj się za wszelką cenę. Wiele zdradzonych osób doświadcza dramatycznego obniżenia swojej samooceny, chce znów poczuć się atrakcyjnie, ale też ukarać wiarołomnego partnera. – Wiem, że to trudne, jednak uważaj, aby nie szukać jej odbudowy w szybkich randkach czy flirtach. Nie jesteś jeszcze gotowa na nowy związek – a tak w ogóle czy zakończyłaś już aktualny? Jeśli nie, to czy... chcesz zdradzić partnera? Zemścić się? Wyrównać rachunki? Zachować się tak samo nieuczciwie jak on? Czy jesteś pewna, że to pomoże ci odzyskać dobre samopoczucie? Nawet jeśli wydaje ci się, że tego obecnie najbardziej potrzebujesz – uporządkuj najpierw swoje emocje, ochłoń i pogódź się z decyzjami swoimi i drugiej strony, odczekaj przynajmniej kilka tygodni – pisze Wojciech Wypler w książce „Anatomia zdrady”.

To on musi chcieć.  Ten, kto zdradził, sam musi chcieć zmienić swoje zachowania, odbudować relację i włożyć w ten proces dużo pracy. Jeśli osoba, która była nieuczciwa, chce kontynuowania relacji, tym, co powinno dawać nadzieję, są żal i postanowienie poprawy, a także chęć zadośćuczynienia za krzywdę, której dokonała.

Przebacz w swoim czasie. Próby odbudowy relacji nie wymagają wybaczenia z twojej strony jako wstępnego warunku. Wybaczanie jest procesem, dzięki któremu możesz przestać odczuwać negatywne emocje, takie jak złość i niechęć wobec osoby, która cię skrzywdziła, a także w mniejszym stopniu rozmyślać o tym, co zrobiła. Wymaga to jednak czasu i starań drugiej strony.

  1. Seks

Kochanka kontra żona, czyli co facet myśli o kochance?

Problemem wielu mężczyzn jest to, że oni mają takie przekonanie: żona musi być nudna. (Fot. iStock)
Problemem wielu mężczyzn jest to, że oni mają takie przekonanie: żona musi być nudna. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kochanki mówią, że to miłość. Żony, że tylko seks! A co myślą mężczyźni i dlaczego mają kochanki? Wyjaśnia seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski.

Kochanki mówią, że to miłość. Żony, że tylko seks! A co myślą mężczyźni i dlaczego mają kogoś na boku? Co facet myśli o kochance i dlaczego do niej wraca? Albo co się dzieje, gdy kochanek wraca do żony? Czy mężczyzna, który zdradza, kocha żonę? Wyjaśnia seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski.

W książce „Sztuka obsługi penisa” mówisz, że mężczyznom zdarza się umrzeć podczas seksu z kochankami i prostytutkami, ale nie ma doniesień, że także podczas seksu z żoną. Na czym polega różnica?
Gdyby tak mężczyźnie podczas seksu z żoną nałożyć opaskę z pulsomierzem, to często okazałoby się, że ma niższy puls niż wtedy, kiedy czyta książkę, której akcja go wciągnęła. Zresztą podobnie zareagowałyby pulsomierze na nadgarstkach wielu żon. Często, gdy pary przychodzą do mnie na terapię małżeńską, kobieta mówi: „Wie pan, jestem bardziej rozemocjonowana, oglądając serial, niż wtedy, kiedy on zaczyna mnie dotykać”. Bo ten ich seks jest rutynowy, skrajnie przewidywalny, a taki nie ekscytuje. Zawsze w bezpiecznych warunkach: w zamkniętej sypialni, o bezpiecznej porze, kiedy nikt ich nie nakryje, czyli piąta rano albo 22. Nic nie podnosi pulsu…

A seks z kochanką?
Właśnie, ten jest zupełnie inny! Opaska pulsomierza zaczyna migać, bo często już sama sytuacja jest ekscytująca. To prawdziwa partyzantka, kiedy z kochanką mężczyzna spotyka się w biurze w schowku na szczotki albo kiedy widuje się z nią tylko podczas szkoleń. On prowadzi panel ekspercki od 10 do 14, a ona od 15 do 20. Mają na przerwie kawowej jakieś 30 minut, żeby coś się między nimi wydarzyło. Biegną więc do pustego pokoju... Niezwykle ciekawe jest to, że nawet jak kochankowie wynajmują apartament, to rzadko kiedy kochają się w łóżku. Zazwyczaj robią to na blacie w kuchni, w łazience, na pralce, na fotelu. Zawsze poza łóżkiem…W takich warunkach można paść na zawał serca.

Dlaczego kochankowie nie chcą seksu w łóżku?
Bo to właśnie jest rutyna, symbol seksu małżeńskiego. A ci mężczyźni, którzy mają syndrom Madonny i ladacznicy, dzielą kobiety na żony i na kochanki. I oni nie chcą profanować swojego romansu. Bo żony to te, które są przewidywalne, w seksie niewymagające, wystarczy im właśnie to, co rozgrywa się w kwadracie łóżka. Żona jest od tego, żeby jej przynieść kwiaty i z nią porozmawiać. A nie po to, żeby ją adorować, klepać po pupie, pisać gorące SMS-y. Od tego są kochanki, także od erotycznych zabaw z gadżetami, od gorących SMS-ów, od pożądania, seksu, który jest nieprzewidywalny i ekscytujący.

Może kiedy żona staje się kochanką innego mężczyzny, to też przestaje być nudziarą w świecie zmysłów!?
Oczywiście! Żona jest nudna, bo mąż ma takie wyobrażenie na jej temat, ale kiedy ktoś ją zacznie adorować, może wyzwolić w niej namiętną kochankę. I to właśnie problem wielu mężczyzn, że oni mają takie przekonanie, taką obsesję: żona musi być nudna. Dlaczego? Bo oni takiej potrzebują! Chcą mieć w domu bazę wypadową. Przecież gdyby żona nie była nudna, to oni by musieli walczyć na kilku frontach, czyli kochać się z żoną, a potem poza domem uwodzić te inne kobiety. No jak? W domu ci mężczyźni chcą mieć szpital polowy, tu mają się regenerować, żeby móc ruszyć w tango, dalej eksplorować rzeczywistość.

Mężczyźni, którzy chcą mieć w domu Madonnę, a poza domem ladacznicę, nie mogą mieć w domu jednego i drugiego?
Nie chcą zrezygnować z kochanek, bo wtedy brakuje im różnorodności. A brak im jej, bo nie są kreatywni w seksie. Żeby się kochać namiętnie z żoną, mężczyzna musi mieć nowe pomysły na seks, szukać różnorodności w technice, w zmysłowości. A to trudne. Łatwiej mu wejść w taki atawizm ewolucyjny i skupić się na relacjach z wieloma kobietami. Wtedy podsyca jego energię i kreatywność efekt Coolidge’a…

Co to jest efekt Coolidge’a?
Odpowiem anegdotą o wizycie prezydenta Stanów Zjednoczonych z żoną na fermie kur. Na wieść, że kogut – duma farmera – może odbywać dziesiątki stosunków dziennie, pani prezydentowa powiedziała: „Proszę powtórzyć to panu Coolidge’owi!”. Gdy to zrobiono, prezydent spytał: „A czy za każdym razem z tą samą kurą?”. „Nie, za każdym razem z inną!” – wykrzyknął farmer. „To proszę powtórzyć to mojej żonie” – powiedział Coo­lidge. Jeśli mężczyzna kocha się z żoną, to często potrzebuje przynajmniej pół godziny, żeby mieć z nią kolejny stosunek. Ale jeśli do sypialni wejdzie inna kobieta, to może się z nią kochać po kilku minutach. Tak to matka natura wymyśliła, daje nam pobudzenie nowością.

A więc w starciu z żoną kochanka wygrywa walorem nowości. Może jest jak setna kura?! Choć myśli, że ten mężczyzna ją kocha i czeka latami, kiedy facet zakocha się w kochance, aż kogut odejdzie z kurnika?
Właśnie, miłość. Mam klientkę pracującą w korporacji, która przez kilka miesięcy była uwodzona przez szefa. W końcu na wyjeździe integracyjnym uległa mu, a wtedy on przed nią odsłonił seks ekscytujący, zaskakujący, choć mocny. Ponieważ z mężem miała rutynowe stosunki, jak z zegarkiem w ręku, zaczęła się spotykać z szefem, choć za każdym razem seks z nim był ostrzejszy. Kochanek ją wiązał, podduszał… Zwiększało to przeżycia, bo z braku tlenu wpada się w stany halucynogenne, ale stało się też niebezpieczne. Ale ona się na to godziła, bo myślała, że on to robi z miłości.

Z miłości ją poddusza? Można wpaść na taki pomysł?
Można, tu chodzi o projekcje. Kobieta projektuje swoje uczucia na partnera, a ponieważ go kocha, to gdy on ją wiąże i poddusza – a więc uprawia seks w przekraczający jej granice sposób – ona myśli, że robi to z miłości. Wie, że nie kocha się tak z żoną, tylko z nią, więc jest przekonana, że jest dla niego kimś wyjątkowym. A to dla kobiety wielki walor. A tymczasem on robi to z nią, bo akurat ma ochotę być brutalny. I to nie tylko w stosunku do niej. Do różnych kobiet. Poza żoną, bo żonę szanuje. To jego Madonna, więc jeśli żona go skrytykuje, to on się jej nawet nie odgryzie. Wyładuje złość na kochance.

A kochanka to uzna za wyraz miłości…
Wspomniana klientka przyszła do mojego gabinetu, żeby mnie zapytać, kiedy kochanek się z nią ożeni. Pewnie nigdy. Nawet jeśli nie sypia żoną, to nie ma znaczenia, bo żona nie jest od seksu.

Taki mężczyzna ma dwie twarze, skoro aż tak inaczej traktuje kobiety: tu Madonna, a tu ladacznica! Trudno zrozumieć zachowanie męża, który ma kochankę.
Kiedy mężczyzna jest w fazie pobudzenia nowością, pisze wiersze, zamawia koncert zespołu rockowego pod oknem wybranki itp. Ale kiedy wreszcie zostaje z nią sam na sam, odczuwa zwierzęce pożądanie. I trudno mu te dwa odczucia połączyć w jeden obraz kobiety. Wielu mężczyzn nie umie tych uczuć zintegrować, więc obdarza nimi dwie kobiety. Rozdziela: tu miłość, a tu chuć.

Seks na granicy perwersji wyklucza miłość?
Chodzi o to, żeby nie łączyć tego, że jeśli mężczyzna robi z kobietą lub dla kobiety coś wyjątkowego, to znaczy, że ją kocha. Nie musi. Mężczyźni po prostu robią różne rzeczy dla różnych kobiet, bo lubią poczuć się potrzebni. Jutro nie muszą już tego chcieć.

Znam kochanki, które właśnie z powodu opiekuńczości swoich kochanków prezesów zakochały się w nich, choć początkowo myślały tylko o karierze…
To tylko dowód na to, że kobiety mają inne podejście do seksu niż mężczyźni – nie przez instynkt, ale przez emocje, przez mózg. I to się na razie nie zmienia, choć są badania mówiące, że ułamek procenta kobiet, te bardzo majętne, zaczyna zmieniać styl seksualnego funkcjonowania. Patrzą na mężczyznę pod względem jego atrakcyjności fizycznej. Jednak zdecydowana większość zakochuje się w wyobrażeniu, jakie ma w głowie na temat tego mężczyzny. Wszystkie jego zachowania interpretuje tak, by dostrzec w nich miłość. A motywacją może być przecież kaprys albo pożądanie. Szansa, że mężczyzna zakocha się w kochance, jest nikła. Nie warto żyć złudzeniami.

Ale zakochana kochanka czeka, aż on odejdzie od żony. A on znika bez słowa. Kochanka nie rozumie dlaczego. Opowiada: „Dopiero po kilku miesiącach poszliśmy do łóżka. Rozmawialiśmy, patrzyliśmy w gwiazdy… Uwierzyłam, że mnie kocha i się rozwiedzie!”.
A jak wygląda ta historia z jego strony? Mężczyzna zdaje sobie sprawę, że nie może wyglądać na seksualnego drapieżnika, że zdecydowanie szybciej osiągnie swój cel w tej grze, opowiadając o sobie, słuchając zwierzeń. Dlatego rozmawia o uczuciach, o złych żonach itd. Wie, że prąc do seksu od początku, nic nie wskóra, a więc opowiada o sobie i swoich pasjach.

Czy mężczyźni lekceważą uczucia kobiet?
Jeśli mężczyzna nie potrafi widzieć w jednej kobiecie cudownej towarzyszki życia i jednocześnie tej, z którą można poszaleć w nocy, brak mu empatii wobec kobiety, z którą dąży tylko do zaspokojenia swojego popędu. Empatię zresztą trzeba w sobie wyćwiczyć. Mężczyźni, którzy potrafią połączyć w jednej kobiecie te dwa aspekty, nie potrzebują pomocy seksuologa i rzadko wdają się w romanse.

Z jakiego powodu kobiety godzą się na to, by być kochankami?
Zazwyczaj dlatego, że mają zaniżone poczucie własnej wartości, nie wierzą, że im się należy stuprocentowy związek, że zasługują na pełną miłość. A więc po obu stronach są deficyty. Kobieta ze zdrową samooceną nie skorzysta z opcji, w której będzie tą trzecią. Nawet gdyby facet był półbogiem. Bywa jednak, że jej problemu na pierwszy rzut oka nie widać. Kobieta może być narcyzką, która brak pewności siebie tuszuje atrybutami sukcesu, np. drogą torebką czy luksusowym autem. Zazwyczaj jednak kochankami zostają te osoby, które były w dzieciństwie odrzucone przez ojca albo matkę. Podobnie jest z żonami, które akceptują zdrady albo udają, że ich nie widzą. Kiedy obie, żona i kochanka, podniosą swoją samoocenę, mężczyzna usłyszy od nich „basta!”.

Dlaczego tak rzadko kochanka zostaje pokochana?
W pracy, zwłaszcza w open space, ludzie się uwodzą spojrzeniami, przelotnym dotykiem, śmiechem. Kiedy więc mężczyzna patrzy na koleżankę, która jest wyszykowana, uśmiechnięta, a do tego ma piękny biust, to nie myśli: „O, wreszcie są widoki na wielką miłość!”. Myśli o seksie! Miłość to on ma z żoną. Żona mu się z seksem nie kojarzy, bo rano widzi ją rozmemłaną po nocy, a wieczorem w wygodnym dresie, ale za to bawiącą się z ich dziećmi. Ale kojarzy ją z uczuciem. Dlatego on miłości nie szuka na zewnątrz. Ma ją ze swoją domową Madonną. U kochanki nie szuka porozumienia dusz, szuka pożądania, ekscytacji. Wie też, że do kobiety można się dostać przez ucho. Nawija jej więc makaron na uszy, że jest wyjątkowa, że on się z żoną nie rozumie, że z nią nie sypia. No i po miesiącach zabiegów nawet kobieta ceniąca moralność ulega. Wielu mężczyzn powie: „I o co chodzi? Rozłożyła nogi, no i co?”. A to nieprawda! Kobieta często rozkłada serce. I kiedy on wraca do żony, ona traci zaufanie do ludzi i wiarę w siebie. Są mężczyźni brutalnie wykorzystujący kobiety. Podnoszą sobie adrenalinę flirtowaniem i uwodzeniem. Jeśli wiedzą, że trafili na monogamistkę, to dla nich tyle, co gra o wysoką stawkę.

To którzy mężczyźni mówią prawdę kochankom?
Ci, którzy mają syndrom Madonny i ladacznicy, się nie rozwodzą. Dają prezenty, ale nie dadzą obrączki. Pokochać i rozwieść się dla kochanki może mężczyzna, który jest nieszczęśliwy z żoną i potrafi połączyć w jednej kobiecie Madonnę i ladacznicę, czyli mężczyzna dojrzały. Ale on musi naprawdę źle się czuć w małżeństwie, żeby w ogóle wdać się w romans. Wtedy też szuka miłości.

  1. Psychologia

Zdrada w związku to nie koniec świata!

„Kup kochance męża kwiaty”, bo przecież on nie robi tego przeciwko tobie, on to robi dla siebie - twierdzi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
„Kup kochance męża kwiaty”, bo przecież on nie robi tego przeciwko tobie, on to robi dla siebie - twierdzi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
„Kup kochance męża kwiaty” – ten apel Katarzyny Miller sprzed kilku lat spotkał się z bardzo różnym przyjęciem. Od zachwytu do oburzenia. Bo wiele z nas wciąż złości pomysł, by w kochance zobaczyć człowieka, a co dopiero… siebie. Czy w kwestii zdrady możemy liczyć na kobiecą solidarność? Pyta Joanna Olekszyk.

„Kup kochance męża kwiaty” – ten apel Katarzyny Miller sprzed kilku lat spotkał się z bardzo różnym przyjęciem. Od zachwytu do oburzenia. Bo wiele z nas wciąż złości pomysł, by w kochance zobaczyć człowieka, a co dopiero… siebie. Czy w kwestii zdrady możemy liczyć na kobiecą solidarność? Psycholożkę Katarzynę Miller pyta Joanna Olekszyk.

Zacznę od tego, że wierzę w kobiecą solidarność…
…ja też!

…ale uważam, że nie potrafimy się nią wykazać, jeśli chodzi o zdradę. Dlaczego?
Moim zdaniem dotyczy to tylko sytuacji, gdy zdrady dopuszcza się przyjaciółka czy bliska koleżanka. Wtedy nie jest to solidarne. Bo jeśli zakochała się w moim facecie, to powinna o tym powiedzieć wcześniej, zasygnalizować, że coś się dzieje, że on ją tak pociąga, że tego nie potrafi zwalczyć, choć się starała, że jest jej z tym źle i że w związku z tym musimy wspólnie coś z tym zrobić, na przykład przestać się na jakiś czas spotykać. Albo powiedzieć sobie, że skoro jesteśmy dla siebie ważne, to tamtą rzecz, która się rodzi, zawieszamy. To jest oczywiście strasznie trudne, bo nie każda kobieta dobrze przyjmie taką informację. Niektóre już w tym momencie uznałyby, że zostały zdradzone. Bo niektóre kobiety są zawsze zdradzone.

To znaczy?
One mają tak niski poziom własnej wartości, że cokolwiek ktoś zrobi czy jakkolwiek się zachowa w stosunku do nich, to są przekonane, że stało się najgorsze. W gruncie rzeczy dostają to, na co czekają. Z takimi kobietami trudno wspomnianą sytuację rozwiązać w sposób dorosły. Podobna rzecz się dzieje, kiedy mąż im mówi: „Słuchaj, ta zdrada była czymś kompletnie nieważnym”, i to jest prawda. Mężczyźni rozróżniają bowiem seks i miłość, czyli używanie dam i ich poważanie, albo jeszcze inaczej: kobiety do seksu i kobiety do życia. Więc jeśli mężczyzna mówi swojej żonie, że to było nieważne, to naprawdę ma to na myśli: on nie chciał się z tamtą żenić, bo on żonę już wybrał – ją; tamto się po prostu stało, zdarzyło. Z głupoty, chęci dowartościowania się. Niektóre kobiety to rozumieją, mimo że jest im z tego powodu przykro, źle i niedobrze. One widzą, że ich chłop zachował się jak bachor, który poszedł na cukierki, choć to oczywiście żadne cukierki nie były. Bo są mężczyźni, dla których skok w bok jest podbijaniem sobie bębenka – wtedy czują się bardziej wartościowi i sprawni – i takich mężczyzn też się miewa za partnerów. Dlatego najważniejsze, co chciałam powiedzieć kobietom to: „Kup kochance męża kwiaty”, bo przecież on nie robi tego przeciwko tobie, on to robi dla siebie.

Kup kochance męża kwiaty – dlaczego dla wielu kobiet twój apel jest nie do przyjęcia?
„No bo jak ty możesz zrozumieć i zaakceptować fakt, że inna kobieta, nieposiadająca partnera, decyduje się na związek z człowiekiem zajętym, bo ja bym nigdy” – słyszałam takie zdanie od wielu kobiet, które w to pewnie wierzyły. Co ja na to? Po pierwsze, moja droga, nigdy nie mów: „nigdy”, bo sama nie wiesz, co byś zrobiła, po drugie, to, że ty byś tego nie zrobiła, nie wystarczy. Moim zdaniem największym przejawem braku solidarności jest to, że wtedy kobieta myśli o sobie „porządna”, a o innych – „dziwka”. Taki podział na lepsze i gorsze. Niby w czym jest lepsza? Bo nie ma seksualnych potrzeb? Bo jest zajęta tylko dziećmi? Bo była pierwsza? No, była, była i może nadal będzie. Znam wiele przypadków, w których romans okazał się rozwiązaniem patowej sytuacji, bo między partnerami od dłuższego czasu było fatalnie, tylko on nie umiał o tym powiedzieć, a ona udawała sama przed sobą, że nic się nie dzieje. I kiedy jakaś kobieta rzuciła mu się w ramiona, to żona nagle przetarła oczy, bo się okazało, że on jednak dla niej jest wartościowy, że chce o niego walczyć. Wiele małżeństw po zdradach pozbierało się do kupy i zaczęło o wiele lepiej ze sobą żyć. Piszą mejle albo przychodzą do mnie na spotkania autorskie i mówią, że dostała kochanka te kwiaty, dostała. Serio!

Co tak naprawdę chciałaś powiedzieć zdradzonym kobietom?
Na pewno w kwestii poruszonej przez nas kobiecej solidarności chciałam im pokazać: „ona to ty, a ty to ona”. Nawet jeśli jesteś żoną. Choć oczywiście są takie kobiety, które nigdy w życiu nie spojrzą na innego faceta, które nigdy w życiu nie skomentują nawet w myślach czyjegoś zgrabnego tyłka, które sobie nie wyobrażają nawet, żeby z kimś innym mogły pójść do łóżka…

Naprawdę?
Tak, naprawdę. One to robią albo ze strachu, albo z niewiary w siebie, albo z tak głębokiego poczucia lojalności, że to po prostu nie wchodzi w grę. Nie wiem, czy to sztywne, mocne czy wspaniałe zasady – ja tego nie oceniam. Ja tylko mam specjalny stosunek do zdrady. Otóż, nie uważam, żeby była jakimkolwiek dobrem, ale z drugiej strony traktuję ją jako coś tak absolutnie normalnego, że wiem, że po prostu nie może jej nie być. Nie dlatego, że jest cenna i oczekiwana, ale że po prostu nam się przydarza.

Może jest czymś w rodzaju choroby, która zawsze z czegoś wynika i zawsze coś nam chce powiedzieć?
Do choroby też mam specjalny stosunek. Według mnie choroba nie jest czymś, co przychodzi z zewnątrz, ale czymś, co wynika z nas samych i chce nam na coś zwrócić uwagę. Porównanie zdrady do choroby ma więc jakiś większy sens. I wierzę, że można nauczyć się tak żyć, żeby przestać chorować. Tyle sobie dać, by choroba czy zdrada nie były sposobem na leczenie swoich ran. Ale zdarza się też coś, co jest o wiele poważniejszą sprawą niż skok w bok, a mianowicie odejście partnera do kobiety, która mu się wydaje właściwsza, z którą woli być. I to jest znacznie trudniejsze dla tej, którą to dotknęło, lecz jest też w pewnym sensie konsekwencją tego, że chcieliśmy mieć rozwody, prawda? Chcieliśmy mieć prawo do tego, żeby nie być do końca życia skazanym na bycie z kimś, kto nas męczy, krzywdzi, z kim się kompletnie rozminęliśmy.

Poza tym chcieliśmy związków zawieranych nie z rozsądku, a z miłości.
Nie zdając sobie sprawy z tego, że związki, które bazują tylko na miłości, są szalenie kruche. Bo miłość jest krucha. Krucha, ponieważ opieramy ją głównie na pożądaniu, jakimś młodzieńczym oczarowaniu, nieprzytomnym zafascynowaniu drugą osobą i przekonaniu, że jak jej nie będzie przez kilka dni, to umrzemy. To bardzo przyjemny stan, zwłaszcza jeśli jest wzajemny, i jest świetną podbudową związku, ale trzeba też zadbać o inne komponenty. Miłość przez lata była przyczyną romansów, ale nie ślubów. I chyba nadal tak to wygląda. Ludzie rozwodzą się, bo przeszła im miłość. A gdzie zobowiązanie, odpowiedzialność? Dlatego lepiej się nie żenić, jeśli nie jesteśmy pewni, że wytrzymamy ze sobą do końca życia. Z drugiej strony Adam Hanuszkiewicz, który miał cztery żony, mówił, że każdą z nich kochał i z każdą z nich chciał być do końca życia.

W książce piszesz, że czasem zdarza się, że coś, co nazywamy zdradą, jest po prostu początkiem wielkiego uczucia, na które czekaliśmy całe życie.
I wtedy już nie tyle chodzi o zdradę, co o wierność swojej prawdzie. To nie jest większość przypadków zdrad, tylko znikomy procent. Ale to się zdarza. I wtedy uważam, że trzeba być wiernym miłości. Jeśli spotyka się taki rodzaj wartości, jakiej nie spotyka się często, to nie wolno tego przegapić. Natomiast to, co najbardziej mnie porusza, to fakt, że kobiety lubią o zdradę obwiniać inne kobiety.

Śmieszne jest już samo sformułowanie „zabrać komuś męża”, „odbić komuś faceta”.
Stąd w „Nie bój się zdrady” zamieściłam taką scenkę, w której nagle podczas rodzinnego obiadu wpada do „porządnego” domu kobieta ze swoją bojówką i znad talerza z rosołem zabierają rodzinie męża. Przecież nikt nikomu męża nie zabierze, jeśli on nie chce być zabrany. Przecież zwykle zaczyna się od tego, że to on chciał sobie cielesnymi uciechami poprawić samopoczucie.

I to facet tak naprawdę zdradza, nie jego kochanka.
Przecież on może powiedzieć: „Słuchaj, jesteś cudowną kobietą, ale kocham moją żonę, żałuję, że nie spotkaliśmy się, kiedy byłem wolny”. To piękny komplement, uznanie dla jej kobiecości, ale też jasne postawienie granicy: „nie ze mną te numery”. A jeśli mężczyzna daje się wciągnąć, to znaczy, że chce dać się wciągnąć. Często to mężczyźni prowokują, nie bez przyczyny powstają te cudne piosenki o tym, że „żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią”. A w trakcie romansu okazuje się, że jego żona jest w ciąży z trzecim dzieckiem. Z drugiej strony, z kim romansować, skoro fajni faceci już pobrani?

Racja! A wierny mężczyzna dla wielu z nas jest niesamowicie pociągający.
Oczywiście, bo wtedy jest niedostępny i ma się większą chrapkę, by go złamać, tyle że to by oznaczało, że wcale taki wierny nie jest (śmiech). Zajęty facet to wyjątkowo pociągający towar dla kobiet, które uwielbiają marzyć i śnić o tym niezdobytym panu, a nie do końca wiedzą, co robić z tym, którego już mają „na stanie”.

I często tracą zainteresowanie swoimi zdobyczami.
To zależy od tego, czy panienka jest z tych, które są zainteresowane tylko tym, co zdobywają, czy z tych, co lubią to, co zdobyły. Jeśli człowiek siebie lubi, to lubi też to, co zdobył. To tak jak z butami. Jeśli są wygodne, fajne, podoba mi się ich kolor – to w nich chodzę i dbam o to, żeby się nie zniszczyły i starczyły mi jak najdłużej. Jeśli nie lubię tego, co wybrałam, i tego, kim jestem, to nic mi się nie będzie podobało, co kupiłam lub zdobyłam. Jest jeszcze jeden aspekt, że niektóre kobiety mają większą potrzebę wchodzenia w trójkąty z powodów rodzinnych. Słynny kompleks Elektry, gdy choć tatuś był mamusi, a nie mój, to jednak właściwie bardziej mój niż mamusi. Umiejętność życia w trójkącie jest wtedy powtarzalna, czyli lubisz mieć chłopa, który jest trochę jej, a trochę twój.

Co jest największym szokiem dla kobiety, która została zdradzona?
Jej się wydawało, że skoro się pobrali, to cudnie już  będzie na zawsze. Nie widzi, że ludzie wokół się rozwodzą, że się od siebie coraz bardziej oddalają, nie chce wiedzieć, że to jest raczej norma – wtedy zdrada jest dla niej końcem świata. Dla innych kobiet szokiem może być to, że facet, którego już zaczęły uważać za piąte koło u wozu, może się jeszcze komuś spodobać, i ta konkluzja, że on jednak jest fajny. Tylko wiele kobiet tego do siebie nie dopuszcza i zamiast zrozumieć, dać mu drugą szansę, postanawiają go ukarać, rozwieść się i zabronić mu spotkań z dziećmi, co jest ohydną, niegodną zemstą, zatruwającą wszystkich, z dziećmi na czele.

Są kobiety, które rozstają się z dumy lub dla zasady, mimo że jeszcze kochają.
Oczywiście. Z powodu bólu, z którym nie umieją sobie poradzić, wybierają długotrwałe cierpienie. Myślę, że wtedy cierpi też wielu mężczyzn, bo romans mógł dla nich być rzeczywiście nieważny, a w konsekwencji stracili największą miłość i w gruncie rzeczy ostoję życia. Oczywiście mogli o tym pomyśleć wcześniej. Ale mężczyźni zwykle niewiele myślą.

Pewną odmianą kobiecej solidarności w przypadku zdrady jest jednoczenie się z matką, babką czy prababką, które nie były szczęśliwe w związku…
Ja bym tego nie nazwała solidarnością, a toksycznym sojuszem. Sojuszem ofiar. Łatwiej jest powiedzieć: „wszyscy mężczyźni są tacy sami”, niż walczyć o szczęście. Czasem powołuję się na bardzo ciekawą teorię duńskich psychoanalityków, zgodnie z którą ludzi dzieli się na cztery płcie: córki matek, córki ojców, synowie matek i synowie ojców. Kobiety, o których mówimy, to córki matek, nie ojców. Córki ojców są typem kochanek, córki matek to typ żon. Córki matek powielają życie matek, córki ojców idą w świat: robią karierę, mają własne zainteresowania, niekoniecznie muszą urodzić dzieci czy wyjść za mąż, cenią sobie swoją niezależność.

Po czym poznać, którą jestem?
To się wie. Po prostu ma się poczucie, z którym rodzicem było się bliżej, kto bardziej rozumiał, wspierał, lubił. Z kim relacja była mniej konfliktowa. Córki ojców lubią myśleć, są ciekawe, córki matek głównie przeżywają, są nierefleksyjne. Jak ja się z kimś zaprzyjaźniam, to zawsze jest to córka ojca. Ja z córkami matek nie mam co robić, mogę z nimi iść na zakupy, coś ugotować, ale tu nam się tematy kończą. Zresztą to właśnie córki matek oburzają się, że można chcieć podziękować kochance męża.

Jedna myśl z twojej książki wyjątkowo mi zapadła w pamięć: „Jeśli nigdy siebie nie zdradzisz, to nigdy nie będziesz zdradzona”.

Cieszę się, ponieważ to bardzo mądra myśl (śmiech). Bo wyzuci z poczucia bezpieczeństwa jesteśmy tylko wtedy, kiedy opieramy je na kimś innym, a nie na sobie.

Katarzyna Miller -
psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych.