1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Konwenanse w relacjach damsko-męskich - kto płaci rachunek?

Konwenanse w relacjach damsko-męskich - kto płaci rachunek?

fot.123rf
fot.123rf
Kobiety wolą, gdy mężczyzna pierwszy zaprasza na randkę. Tylko 0,2 proc. pań stwierdziło, że pierwszy ruch powinien należeć do kobiet. Podobnie uważają mężczyźni: tylko 3 proc. z nich wolałoby, aby to kobieta zaproponowała spotkanie.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez BBC Entertainment we współpracy z internetowym serwisem randkowym 50 proc. kobiet uważa, że jeśli randka była udana, to inicjatywa umówienia się na kolejną należy do mężczyzny. Niecały 1 proc. pań jest zdania, że to one powinny wykonać następny ruch. Tymczasem większość mężczyzn (60 proc.) przyznała, że nie jest ważne, kto zaproponuje kolejne spotkanie. Tylko 31 proc. z nich uznało, że to oni powinni wyjść z taką inicjatywą.

75 proc. mężczyzn stwierdziło, że to do nich należy zapłacenie rachunku, podczas gdy wśród ankietowanych kobiet kwestia ta nie była aż tak jednoznaczna. Głosy podzieliły się niemal równo: każdy powinien zapłacić za siebie (33 proc.), zależy od sytuacji (31 proc.), to mężczyzna powinien zapłacić (36 proc.).

Badanie objęło ponad 1000 Polek i Polaków w wieku od 18 do 40 lat.

Czy te utarte konwenanse przeszkadzają nam w życiu? Na ile podlegają dyskusji w dobie emancypacji? I jak nawiązywać relacje z nowo poznaną osobą bez zastosowania konwenansów?

Zdaniem psycholog Doroty Krzywickiej nie należy mylić nowoczesności czy wyemancypowania z brakiem zasad, dobrego wychowania czy nieznajomością reguł społecznych.  Trzymanie się konwenansu wcale nie musi oznaczać sztywności poglądów, niereformowalności, staroświeckości. Ono tylko ułatwia codzienne życie, a szczególnie pierwsze kontakty. Bezpieczniej  zacząć wspólną podróż w nieznaną krainę od utartego szlaku, a dopiero z  czasem wydeptywać własne ścieżki, czyli tworzyć swoje prywatne reguły, kody, schematy i rytuały… taki nasz własny, prywatny, malutki konwenans.

„Lekkie” porady Doroty Krzywickiej

Kto zaprasza na randkę?

Tradycja wymaga, by z inicjatywą wystąpił mężczyzna i wcale nie oznacza to, że on ma większą moc - a na to, jako wyemancypowane kobiety, nie możemy się zgadzać. Skoro nas zaprasza, to już oznacza, że „moc jest z nami!”, bo nie zaprosiłby kobiety, która  nie wywarła na nim wrażenia. Bycie zapraszaną daje nam pełen luz wyboru: możemy się zgodzić, możemy odmówić - zgodnie z konwenansem odmowa ma mieć taką formę, by jak najmniej bolała. Wystarczy, że mężczyzna dostaje kosza, nie musi jeszcze dostać koszem w łeb słysząc: „Chyba zwariowałeś?!” albo „Spadaj, buraku!”. Bywają jednak mężczyźni, którzy z różnych powodów nie zdobędą się na wyartykułowanie zaproszenia, choć widzimy, że są nami żywo zainteresowani. Może to ci, którzy parę razy oberwali koszem? A może z natury nieśmiali? Wystąpienie z otwartym zaproszeniem ze strony kobiety nie jest dobrym pomysłem, może nieśmiałka spłoszyć jeszcze bardziej. Strategia delikatnego ośmielania i zachęcania jest dużo lepsza niż otwarte przejęcie inicjatywy. Rzucone mimochodem: „W (tu nazwa knajpki), mają taki sernik jak ten, który piekła moja babcia, jem go, ile razy jestem w okolicy, spróbuj kiedyś”, albo: „Lubię angielskie piwo beczki, ale głupio się czuję, wchodząc sama do pubu.” czy jakikolwiek inny tekst pokazujący, że gdzieś byśmy się wybrały, to nawet dla największego strachajły koło ratunkowe – nic nie musi już wymyślać, może po prostu pójść wskazanym tropem. Jeśli nie łapie ani aluzji sernikowej, ani piwnej, ani żadnej innej, to znaczy, że nie ma najmniejszej ochoty na randkę, albo jest tak kompletnie niekumaty (choć niebywale przystojny), że to my przestajemy mieć ochotę na randkę z nim. I co? I same, dla naszej korzyści, wychodzimy z sytuacji z twarzą, bo przecież wcale go  nie zapraszałyśmy, nie naraziłyśmy się na odmowę (która zawsze boli), zbadałyśmy po prostu delikatnie grunt i już wiemy, że nie ma co zawracać sobie głowy akurat tym facetem.

Kto płaci rachunek?

Randka to specyficzna forma towarzyskiego kontaktu, niezwykle emocjonująca, napawająca obawą „Jak wypadnę?”, co będzie się działo? Szczególnie w takich sytuacjach konwenans jest przydatny, bo, działając według określonych zasad, nie narażamy się na przykre niespodzianki. To jak wyprawa do amazońskiej dżungli – nikt rozsądny nie wybierze się na nią bez przewodnika, mapy i kompasu. Konwenans to nasza mapa na pierwszej randce, nic nie stracimy, trzymając się przyjętych od dawna, sprawdzonych obyczajów. A przy tym  nie musimy połowy energii tracić na zastanawianie: ”co zrobić?”, możemy ją całą poświęcić na flirt, czarowanie, wzajemne poznawanie, czyli na to czemu randka służy. Tak więc idziemy oznakowanym szlakiem, prowadzi nas tradycja - mężczyzna proponuje spotkanie, zaprasza i jako zapraszający płaci. Jeśli zaprosił kobietę która, tak jak on, ma klasę, to rachunek nie będzie  oszałamiający, bo ona nie zamówi  homara i szampana, tylko kawę i ciastko (o ile się akurat nie odchudza). Przy tak pozornie błahej sprawie jak rachunek oboje uzyskują na swój temat pokaźny pakiet informacji: ona - że facet nie jest skąpiradło, zna zasady (nie szkodzi, że staroświeckie), traktuje ją jak damę, a on – że zaprosił rzeczywiście damę, a nie trzpiotkę-naciągaczkę (w przypadku zamówienia homara) albo wojującą feministkę (w przypadku natarczywego wydzierania mu z ręki rachunku). Wszelkie nasze pomysły dotyczące płacenia kolejnych rachunków zgłaszamy po tym pierwszym doświadczeniu. Każdy wariant jest dopuszczalny – płacimy po połowie, następnym razem płacę ja, płaci ten kto akurat ma kasę, to wszystko jest do uzgodnienia… o ile obie strony mają ochotę na drugą randkę.

Czy będzie druga randka?

To zależy przede wszystkim od tego, czy poczujemy braterstwo dusz czy nie. Nic po zniewalającej urodzie i markowych ciuchach, jeśli zgrzyta nam w uszach to, co obiekt naszego zainteresowania mówi, oczy nas bolą od patrzenia na brak manier, a w mózgu przepalają się synapsy, bo mimo starań nie możemy złapać wspólnego tematu. Pierwsza nieudana randka tylko najbardziej tolerancyjnych ludzi skłoni do dania drugiej szansy. Czasem jednak warto ją dać, bo zdarza się, że onieśmielenie pierwszym spotkaniem blokuje naszego rozmówcę, więc małomówność jest przejściowa. Bywa, że jest on z natury osobą powoli oswajającą się z nową sytuacją i rozkręca się z czasem. My też możemy należeć do tej trudno dającej się poznać grupy, więc skoro chciałybyśmy mieć więcej czasu na zaprezentowanie siebie, to sprawiedliwie dajmy go też innym. I wtedy – znów w niezobowiązującej formie – kobieta jak najbardziej może zasugerować, że powtórka spotkania będzie mile widziana. Odpadają teksty w stylu: „To kiedy się widzimy?” albo „No to widzimy się w przyszły czwartek” – nie narażajmy się na kosza i nie straszmy mężczyzny zaborczością! Jeśli mężczyzna usłyszy komplement: „Świetnie się bawiłam”, „Fajnie się z tobą rozmawia”, to bez oporu zaproponuje kolejne spotkanie. Tym strrrasznie nieśmiałym można zaproponować spotkanie nieco bardziej wprost np.: „Skoro smakował ci sernik, to jeszcze pokażę ci, gdzie dają świetną szarlotkę”. Zainteresowany nami chętnie na to przystanie (choćby nie cierpiał szarlotki!).  Zdecydowanie za to nie dajemy drugiej szansy komuś, kto nam kompletnie nie przypadł do gustu, zraził swym zachowaniem lub poglądami – na drugiej randce nic się nie zmieni, bo głupota lub chamstwo to nie katar, nie przechodzą po tygodniu. Ale konwenans w takiej sytuacji też powinien powściągnąć nasz język, kończymy znajomość elegancko. Dopuszczalne są tu wszelkie „białe kłamstwa” (czyli te, które obu stronom pozwalają zachować dobre samopoczucie i twarz): „Przez najbliższe pół roku mam zero czasu bo… przygotowuję się do egzaminów; pracuję podwójnie, bo koleżanka na macierzyńskim; babcia wymaga stałej opieki itp.”. Dopiero gdy widzimy, że facet kompletnie nie łapie i rozochocony wpisuje nas w swój grafik na stałe, możemy wprost powiedzieć to, przed powiedzeniem czego powstrzymywałyśmy się od połowy spotkania i wtedy jak najbardziej pożądany będzie zwrot kosztu wypitej kawy i zjedzonego ciastka. Ustrzeże nas to przed prostackim tekstem: ”A ja się na ciebie wykosztowałem, więc masz wobec mnie zobowiązania”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

To, że nie kupuje kwiatów bez okazji nie oznacza, że mu nie zależy. O kobiecym i męskim podejściu do związku

Proces osłabiania wagi związku dla mężczyzny, a nasilania dla kobiety związany jest z naturalną odmiennością ról, którą wyznaczają różnice biologiczne. (Fot. iStock)
Proces osłabiania wagi związku dla mężczyzny, a nasilania dla kobiety związany jest z naturalną odmiennością ról, którą wyznaczają różnice biologiczne. (Fot. iStock)
To, że on nie kupuje bez okazji róż i nie wyznaje spontanicznie miłości, nie oznacza, że mu nie zależy. W podejściu do związku jesteśmy różni, ale najważniejsze, by zmierzać w tym samym kierunku.

W powszechnym mniemaniu, które ugruntowała w nas ewolucja, mężczyznom zależy na tym, by mieć relacje liczne, ale powierzchowne, co przydaje się bardzo w biznesie czy polityce. Kobietom z kolei zależy na tym, by relacje były pogłębione i trwałe – siłą rzeczy mają ich mniej, bo budowanie i pielęgnowanie relacji wymaga czasu. – Proces osłabiania wagi związku dla mężczyzny, a nasilania dla kobiety związany jest z naturalną odmiennością ról, którą wyznaczają różnice biologiczne – potwierdza psycholog prof. Bogdan Wojciszke. – Kobieta rodzi dziecko, karmi je, a mężczyzna w tym czasie zdobywa dobra. Taka jest jego rola. Nie będzie siedział, trzymał żony za rękę i rozważał siły ich relacji. To jest trochę niezależne od preferencji, po prostu kobieta i mężczyzna pełnią w związku odmienne role.

Ale znakiem naszych czasów jest totalna niezgoda na dotychczasowy podział ról. Współczesne kobiety wymagają od partnerów coraz więcej: mają być męscy, odnosić sukcesy w pracy i zarabiać, a jednocześnie być wrażliwi, wspierać i wyręczać partnerki w niektórych obowiązkach domowych. Współcześni mężczyźni woleliby, by wszystko pozostało jak dawniej, a jednocześnie starają się sprostać nowym wymaganiom. I jak tu pozostać sobą w związku?

Szkodliwe mity

W podobnym rozumieniu czy przeżywaniu miłości może także przeszkadzać wiara w odmienne mitologie. Dla wielu z nas miłość jest możliwa tylko wtedy, gdy odnajdziemy tę jedyną czy tego jedynego, czyli drugą połówkę jabłka. Ale co, jeśli jej nie znajdziemy? Albo gdy partner, z którym jesteśmy, nie spełnia naszych oczekiwań? – Zrobiono badania, które ukazują, że ta metafora rzeczywiście utrudnia ludziom funkcjonowanie w bliskim związku – uważa prof. Bogdan Wojciszke. – Szczególnie w sytuacji konfliktów. Bo każda kłótnia, każde nieporozumienie oznaczają, że druga osoba nie jest jednak naszą drugą połówką. To skazywanie się na pewną klęskę. Co ciekawe, w Polsce prawie w ogóle nie jest znana inna metafora miłości – jako wspólnej podróży – bardzo popularna w Stanach Zjednoczonych.

Kiedy tak będziemy patrzeć na związek, to nawet spore kłopoty potraktujemy jako przeszkodę w drodze do celu, a nie zapowiedź końca związku. I, co najlepsze, zaczniemy szanować to, co nas różni, bo dzięki temu nasze życie nie będzie przypominać mdłego romansidła, ale pełnokrwistą powieść przygodową. Ale najpierw razem z prof. Wojciszke przyjrzyjmy się tym różnicom.

Kobiety są emocjonalne, a mężczyźni kierują się rozumem. My podchodzimy do życia wielozadaniowo, oni koncentrują się na jednej rzeczy. Prawda?
Prawda. I są na to naukowe dowody. Najpoważniejszym argumentem jest fakt, że spoidło wielkie w mózgu kobiet jest większe niż u mężczyzn, w związku z tym ich półkule są znacznie silniej powiązane. Wniosek z tego taki, że mężczyzna może coś robić zupełnie bez emocji albo… bez rozumu. Kobieta tak całkiem rozumu jednak nie porzuca, ani emocji. W miłości zresztą bardzo wyraźnie to widać.

Rzadziej nam odejmuje rozum?
Tak. Nie chciałbym powiedzieć, że kobiety na chłodno kalkulują, ale są jednak bardziej wyrachowane od mężczyzn.

No bo też ponoszą większy koszt w razie złego wyboru.
To prawda. Ryzyko jest większe.

Może dlatego my tak lubimy analizować i dzielić włos na czworo. Co jednak nie służy związkom na dłuższą metę. Coś tam nam ten mąż przytaknie, coś zrobi dla świętego spokoju, ale bywa i tak, że się wycofa.
Rzeczywiście tutaj kobiety i mężczyźni ogromnie się różnią. Przy czym to roztrząsanie można podzielić na dwa rodzaje – bo jedna rzecz to omawianie stanu związku z partnerem, a druga – omawianie stanu związku z kimś innym, na przykład z przyjaciółką. Kobiety to potrafią rozprawiać! Cztery razy dłużej omawiają randkę niż ona trwała. To wynika z generalnego zainteresowania kobiet relacjami. Myślę, że dobrze robią, rozmawiając o swoim związku z przyjaciółką czy inną kobietą. Bo rozmawianie o związku z mężczyzną jest trochę bezcelowe.

Bo?
Bo jego to aż tak nie interesuje. Wiele lat temu uczyłem się windsurfingu i wykupiłem lekcje u instruktorki. Gdy mówiła mi, co mam gdzie wypiąć, dopiero dowiedziałem się od niej, że ja w ogóle mam te części ciała i że one się jakoś nazywają! Myślę, że rozmowa z mężczyzną o stanie związku jest trochę podobna. On też niby zna te wszystkie pojęcia, ale nie przyszło mu do głowy, żeby się nimi posługiwać, obracać nimi na tyle różnych sposobów.

W stosunku kobiet do bliskich związków jest też coś takiego, że jak czegoś się nie omówi, to właściwie w ogóle nie warto tego przeżyć. Samo mówienie jest równie ważne jak przeżywanie. Poza tym kobiety i mężczyźni rozmawiają z nieco innych powodów. Obserwacje wskazują, że mężczyźni najczęściej rozmawiają po to, aby zrealizować jakiś konkretny cel albo pokazać, że są lepsi od innego mężczyzny, natomiast kobiety rozmawiają głównie po to, aby zorientować się w stanie uczuć (cudzych i własnych) lub podtrzymać więzi.

Myślę, że gdyby mężczyźni wiedzieli, jak niewiele potrzeba, żeby było miło w domu… Na przykład wydając od czasu do czasu pięć złotych na bukiet konwalii.
Mężczyźni mają skłonność do zaniechań w bliskich związkach. Oni się nimi w sumie mało zajmują. Odzwierciedlają to także wyniki badań, w których widać, że odpowiedzi na różne pytania w różnych kwestionariuszach zwykle są znacznie bardziej spójne u kobiet niż u mężczyzn. Jakby mężczyźni, odpowiadając na pytania o miłość, w ogóle o niej nie myśleli, jakby tylko w połowie rozumieli, co czytają, co wypełniają, co wpisują.

Czyli nie angażują się w tę ankietę, tak jak nie angażują się w związek?
Tak. I to nieangażowanie się jest przejawem właściwie nawet czegoś więcej niż zaniechania. Jest takie angielskie słowo neglect, oznaczające zaniechanie z negatywnymi skutkami. Mężczyźni ignorują, odpuszczają bliskie związki.

A z czego to wynika?
Słabiej się starają, żeby zrozumieć kobiety. Kobiety chyba lepiej rozumieją mężczyzn. Często się mówi, że żona jest najlepszym przyjacielem mężczyzny. Kobieta się bardziej stara zrozumieć innego człowieka. A mężczyźni...

Poza psychologami.
Też nie wszystkimi. Tylko mężczyzna może wpaść na to, że okaże swojej kobiecie miłość, myjąc jej samochód. Zamiast porozmawiać o tym, co się jej dzisiaj śniło, prawda?

Więcej w książce „Alfabet miłości” , wydawnictwo GWP.

  1. Psychologia

W pułapce bycia sexy

Monica Bellucci w filmie
Monica Bellucci w filmie "Malena", 2000, reż. Giuseppe Tornatore. (Fot. BEW PHOTO/Archives du 7e Art/DR)
Seksizm to pogląd, który głosi, że kobiety i mężczyźni nie są równi. Co więcej, że to mężczyźni są lepsi od kobiet. I w związku z tym mogą je dyskryminować i kontrolować. Nie tylko w łóżku. Czym jest seksizm w praktyce i czy działa w obie strony, pytamy psychoterapeutę Michała Pozdała.

Mamy za sobą setki lat seksizmu w relacjach seksualnych – przez cały ten czas kobiety nie miały możliwości mówienia o swojej seksualności. Typowym przejawem seksizmu w łóżku było traktowanie partnerki tak, jakby nie miała własnych potrzeb i była narzędziem do zaspokajania mężczyzny. Skala problemu jest tak duża, że wiele kobiet nadal uważa, że ich satysfakcja w łóżku nie jest ważna. Popularna sytuacja intymna w parach wygląda tak, że orgazm mężczyzny oznacza koniec seksu. Same kobiety na pytanie mężczyzny: „Kochanie, a co z tobą?”, często odpowiadają: „Ważne, że byliśmy blisko”. Oczywiście orgazm nie zawsze musi być zwieńczeniem aktu seksualnego, ale warto się o niego postarać. Kobieta nie musi zostać doprowadzona do orgazmu na drodze penetracji, są inne możliwości.

Żeby być sprawiedliwym, trzeba przyznać, że w sypialni mężczyźni bywają też traktowani opresyjnie. Przykład – partner z zaburzeniem erekcji lub przedwczesnym wytryskiem słyszy od partnerki, że jest niewartościowy i nie spełnia jej oczekiwań, bo ona potrzebuje kogoś, kto będzie ją zaspokajał. W ten sposób może wykształcić się w nim przekonanie, że nie ma kobietom nic do zaoferowania. A przecież seks jest tak różnorodny i można robić różne rzeczy, które obojgu kochankom sprawiają przyjemność. Nie można traktować drugiej osoby jako narzędzia do zaspokojenia. Z drugiej strony każdy ma swoje uczucia i potrzeby i jeżeli nie są one brane pod uwagę przez bliską osobę, to trzeba o nich przypominać.

Wybawca i służka

Seksizm może się przejawiać we wszystkich aspektach życia pary, a najszybciej można zaobserwować go w podziale obowiązków domowych. Jeśli kobieta ma przydzieloną funkcję porządkową, czyli na jej barki spada sprzątanie, pranie, gotowanie, bo mężczyzna uważa, że tego typu zadania są poniżej jego godności, to jest to podejście seksistowskie. Wiele osób decyduje się na taki model rodziny, choć rzadko jest on świadomym wyborem. To, co się zmieniło, to fakt, że rodzinę z dziećmi raczej nie stać na to, żeby utrzymywał ją sam mężczyzna, coraz częściej więc oboje partnerzy mają pracę. Ale gdy ona wraca do domu, to czekają na nią dalsze obowiązki, a on odpoczywa przed telewizorem.

Wielu osobom to odpowiada. Traktują to jako odzwierciedlenie „boskiego” porządku – mężczyzna stworzył ten świat, mężczyzna zbawił ten świat i tak ma być traktowany. Chociaż czarne marsze pokazały, że kobiety coraz częściej mówią „nie”. Dowodem na to, że sytuacja się zmienia, jest chociażby urlop tacierzyński. Wielu mężczyzn decyduje się na pozostanie z dzieckiem w domu i uważa to za najpiękniejszy czas w swoim życiu. A jeszcze 15 lat temu było to nie do pomyślenia. Kobiety występowały w roli służebnej w stosunku do mężczyzny, co dobitnie pokazywały reklamy. Obecnie warunki gospodarcze wymogły aktywność zawodową kobiet, a małżeństwo przestało być świętą instytucją i jak nie działa, ludzie je kończą.

I znów, jeśli odwrócimy tę sytuację – mężczyzna też może spotykać się z przejawami seksizmu w domu. Powiedzmy, że właśnie rzucił pracę, rzuca lub chce ją rzucić, ale boi się, bo jest jedynym żywicielem rodziny. I myśli, że jak mu się coś stanie, to bliscy sobie nie poradzą. To jest ogromny ciężar. I łatwo można z niego zrobić pułapkę na mężczyznę. Bo przecież nie jest tak, że tylko on musi utrzymywać wszystkich. Podobnie jak nie tylko on musi zmieniać żarówki czy opony i odprowadzać auto do warsztatu.

Seksizm pojawia się wraz z przekonaniem, że dana osoba redukowana jest do pewnej roli czy czynności, które ma wykonać. Jesteś kobietą lub jesteś mężczyzną i dlatego musisz to robić. Aby z relacji wyeliminować to podejście, trzeba długo rozmawiać o wzajemnych potrzebach i oczekiwaniach. Na przykład tak: „Słuchaj, do tej pory to robiłem/robiłam, ale już mi nie pasuje, może byśmy coś zmienili? Jak to widzisz?”.

Ken i Barbie

Seksizm przejawia się też w różnych sytuacjach społecznych. Zacznijmy od hostess, atrakcyjnych dziewczyn, które mają za zadanie swoją seksualnością promować produkt – herbatę, gazetę, felgi samochodowe. Branża nie gra roli, liczą się ich kobiece atrybuty. Na podobnej zasadzie często zatrudnia się kelnerki czy sekretarki. To redukuje je do bycia obiektem seksualnym i jest seksizmem.

Ale w drugą stronę seksizm znów działa. Feminizm zrobił dużo dobrego dla kobiet, dał im siłę do walki o swoją godność. Podczas gdy kobiety mówią o tym głośno, mężczyźni milczą. Jednocześnie w mediach promowane są niezdrowe wzorce męskości. Nikt już nie zaprasza kobiet chorych na anoreksję do telewizji, żeby porozmawiać z nimi o zdrowej diecie, ale bigorektycy, czyli mężczyźni ze sztucznie przerośniętą masą mięśniową, stają się ekspertami od fitnessu. Podobnie na okładkach męskich magazynów jako wzorzec idealnej sylwetki często prezentowani są panowie, którzy utrzymują taką formę za pomocą sterydów, niszcząc przy tym swoje zdrowie. Wielu z nich umiera. I o ile od dawna mówi się o tym, że kobieta nie może wyglądać jak lalka Barbie, to w przypadku mężczyzn takiego tematu nie ma. A nikogo nie powinno się traktować przez pryzmat ciała, tylko przez pryzmat tego, jakim jest człowiekiem.

Bo "okres jej się zbliża"

W pracy głównym przejawem seksizmu są nierówne zarobki – często mężczyźni na tym samym stanowisku zarabiają więcej niż kobiety. Ale seksistowskie jest również mówienie: „Ona jest nie w humorze, bo ma napięcie przedmiesiączkowe” albo odwoływanie się do wyglądu czy cielesności. Kobiety spotykają się z tym bardzo często. Przykład – mężczyźni, którzy zwracając się do nich, nie tytułują ich odpowiednim stopniem naukowym czy stanowiskiem (jak to robią w stosunku do siebie nawzajem), lecz używają zwrotu typu „ładniutka”, „milutka”, „kochaniutka”. Oczywiście panowie też bywają tak traktowani: robią to klientki w restauracji, komentując wygląd kelnerów, czy studentki, oceniając pośladki swoich wykładowców. Jeśli moje kwalifikacje są oceniane przez sposób, w jaki wyglądam czy się prezentuję, to jest to nie fair. I należy wtedy głośno reagować. Bo jeżeli występuję w roli zawodowej i wszystko jedno, czy to jest prezentacja jakiegoś produktu, czy wykład naukowy, a ktoś się do mnie zwraca per „kochaniutki” lub „przystojniaczku”, to nie powinienem na coś takiego pozwalać. Reagujmy na to wszyscy!

Seksizm to nie jest podziwianie urody, to dyskryminacja. Przecież „ładna kobieta” to nie to samo co „niezła laska”. Bo „laska” sprowadza kobietę do obiektu seksualnego. Dlatego w pewnych miejscach czy sytuacjach nie mają racji bytu nawet komplementy. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby stwarzać wysokie standardy funkcjonowania w społeczeństwie.

Przykład idzie z domu

Już w przedszkolu chłopcy i dziewczynki powinni widzieć, że są traktowani równo, choć różnią się między sobą. I potem powinno to być kontynuowane na kolejnych etapach szkolnej edukacji. Potrzebne są działania systemowe, ale sami rodzice też powinni wykonać pewną pracę. Muszą mieć większą świadomość swoich decyzji, bo nawet lalka, którą wybierają, kreuje świat dziecka. Ważne jest też, jak ubieramy nasze dzieci. Dziś dziewczynki w podstawówkach wyglądają jak małe lolitki, a dziewczyny w gimnazjum jak dorosłe kobiety. Bajki, filmy, gry komputerowe i teledyski wpychają je w rolę obiektu seksualnego. A chłopcy trafnie odczytują ten komunikat. Dlatego ważne, co oglądają nasze dzieci.

Warto również zwrócić uwagę na to, jak się do siebie odnosimy i jak komentujemy rzeczywistość. Jeśli w domu jest włączony telewizor i pojawia się w nim puszysta prezenterka w obcisłej sukni, a tata lub mama mówią: „No, ona to chyba nie ma w domu lustra”, niech nie oczekują, że ich dziecko będzie zachowywało się inaczej. Każdą zmianę trzeba zacząć od siebie. Jeżeli będziemy mieli przekonanie, że zarówno nam, jak i innym szacunek się należy, to tego nauczy się nasze dziecko. A jeśli będziemy przyzwalać na niewybredne uwagi w stosunku do siebie i innych, to zaprogramujemy je na seksistę.

  1. Zwierciadło poleca

Teksty roku 2019 - najchętniej czytane artykuły o związkach

fot. iStock
fot. iStock
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Oto 5 najchętniej czytanych tekstów, które opublikowaliśmy w tym roku na portalu zwierciadlo.pl Czytaj to co najlepsze!

Oto 5 najchętniej czytanych tekstów dotyczących relacji, które opublikowaliśmy w tym roku na portalu zwierciadlo.pl. Czytaj to, co najlepsze!

1. Po czym poznać, że to koniec związku? Pytamy Katarzynę Miller

Zdrada? Nuda? Wieczne kłótnie? Może masz dosyć tej emocjonalnej huśtawki. Albo – wprost przeciwnie – tej ciszy i chłodu. Tylko skąd wiedzieć, czy decyzja o rozstaniu nie będzie przedwczesna? Czy nie okaże się tylko próbą ukarania drugiej osoby? Wyjaśnia psychoterapeutka Katarzyna Miller. Czytaj więcej...

'Jak się rozstać, aby obie strony czuły się usatysfakcjonowane i wiedziały, że była to dobra decyzja? Czy kiedy zdecydujemy, że związek nie ma przyszłości, oznacza to definitywny koniec relacji?' (Fot. iStock) "Jak się rozstać, aby obie strony czuły się usatysfakcjonowane i wiedziały, że była to dobra decyzja? Czy kiedy zdecydujemy, że związek nie ma przyszłości, oznacza to definitywny koniec relacji?" (Fot. iStock)

 

2. Jak okazywać uczucia mężczyźnie?

Potrzeba czułości u mężczyzn, także w seksie, jest tym, co pozwala kobiecie zbudować bliskość z mężczyzną. A seksuolodzy biją na alarm, że zbyt mało okazujemy jej swoim partnerom. Jak to możliwe? Bujają? Przecież kobiety mają czułości aż nadto. Skąd więc ten deficyt? Może kobieca i męska czułość nie są tym samym? Jak być czułą dla mężczyzny? – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka. Czytaj więcej...

'Potrzeba czułości i bliskości u mężczyzn jest więc niesamowicie istotna – tak samo jak u kobiet. Partnerzy powinni sobie wzajemnie okazywać miłość i zrozumienie na wiele sposobów, niezależnie od płci.' (Fot. iStock) "Potrzeba czułości i bliskości u mężczyzn jest więc niesamowicie istotna – tak samo jak u kobiet. Partnerzy powinni sobie wzajemnie okazywać miłość i zrozumienie na wiele sposobów, niezależnie od płci." (Fot. iStock)

 

3. Jeśli nie ciało, to...? Co nas najbardziej podnieca?

'Czy świątynią seksu jest rzeczywiście ciało? Czy może siła, która go napędza, kryje się jednak gdzie indziej?' (Fot. iStock) "Czy świątynią seksu jest rzeczywiście ciało? Czy może siła, która go napędza, kryje się jednak gdzie indziej?" (Fot. iStock)

Co nas kręci, co nas podnieca? Seksuologowie od lat powtarzają, że to wcale nie ciało! Przynajmniej nie przede wszystkim. Czytaj więcej...

4. Fantazje seksualne – jak odczytać ich rzeczywisty przekaz?

'Fantazje partnera warto traktować jak tajemnicze wagony – nigdy nie wiadomo, co jest w nich ukryte. W wagonie do przewozu węgla można odnaleźć porcelanę. W cysternie, w której my przewozilibyśmy mleko, ktoś może przewozić zielony groszek.' (Fot. iStock) "Fantazje partnera warto traktować jak tajemnicze wagony – nigdy nie wiadomo, co jest w nich ukryte. W wagonie do przewozu węgla można odnaleźć porcelanę. W cysternie, w której my przewozilibyśmy mleko, ktoś może przewozić zielony groszek." (Fot. iStock)

Fantazjujemy o seksie. Wszyscy. To już nie jest tabu. Dziś zastanawiamy się raczej, czy wszystkie fantazje należy wcielać w życie. – A może niektóre lepiej pozostawić tylko w sferze marzeń, ale spróbować odczytać ich rzeczywisty przekaz – zastanawia się seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski. Czytaj więcej...

5. „Nie dbaj o niego”, czyli czy dobrze być w związku egoistką?

Po pierwsze: nie dbaj o niego. Zamiast tego doceń to, co on już ma i co potrafi. A dbaj o siebie i wasz związek – mówi psycholożka Katarzyna Miller. W rozmowie z Joanną Olekszyk wyjaśnia różnicę między kochaniem a matkowaniem, egoizmem a egotyzmem, poświęcaniem się a kompromisem oraz pomiędzy altruizmem a obłudą. Czytaj więcej...

 

'Bardziej wierzę w egoizm niż w miłość. I równie mocno wierzę w altruizm. Ludzie mają przecudowne, czysto altruistyczne odruchy, ale wtedy, kiedy się ze sobą dobrze czują.' (Fot. iStock) "Bardziej wierzę w egoizm niż w miłość. I równie mocno wierzę w altruizm. Ludzie mają przecudowne, czysto altruistyczne odruchy, ale wtedy, kiedy się ze sobą dobrze czują." (Fot. iStock)

 

 

  1. Psychologia

Wstyd się nie wstydzić! Kasia Miller o dobrym i złym wstydzie

Miłość i akceptacja i poczucie humoru to najskuteczniejsze leki na wstyd(Fot. iStock)
Miłość i akceptacja i poczucie humoru to najskuteczniejsze leki na wstyd(Fot. iStock)
Rumieńce, spuszczone powieki? XIX-wieczne pamiętniki pełne są takich opisów. Ale dziś, w czasach akceptacji dla seksu i intymnych zwierzeń na Facebooku, wstydu już nie ma. Czy aby na pewno – zastanawia się psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Bezwstydnie obnażamy się cieleśnie i emocjonalnie w mediach społecznościowych i na portalach. Zyskujemy lajki, seks, a czasem popularność i pieniądze, a nawet towarzysza życia. Czy więc wstyd jest nam jeszcze potrzebny?
Naprawdę nadal warto niektórych rzeczy umieć się wstydzić. Żyjemy wśród ludzi i umowa społeczna zakłada przyjęcie pewnych zasad ułatwiających tę koegzystencję. Na przykład nie wyśmiewamy niczyjej urody, nawet jeśli bardzo nas korci. Nie uprawiamy seksu tak, aby inni nas mogli zobaczyć. Nie obnażamy się publicznie, a jeśli już, to na plaży nudystów.

Czyli istnieje „dobry wstyd”?
Zobacz, co robią ludzie nawet swawolni, kiedy ich ktoś przyłapie na seksie. Odruchowo się zakrywają. Kobieta przysłania łono i piersi, a mężczyzna przyrodzenie. Kołdrą, ręką, poduszką. Odsłonięcie się to byłby rodzaj gry. Ona pokazuje i kusi, ale to nie jest swoboda. Naturalna reakcja polega na tym, że jeśli ktoś wchodzi do sypialni, kiedy się kochamy, to przestajemy to robić. Wstyd wyznacza terytorium naszej intymności. Jest nam potrzebny, byśmy czuli, gdzie się zaczyna przestrzeń, do której wpuścimy tylko najbliższą osobę.

Wstyd przed obcymi pomaga zbudować intymność z drugim człowiekiem?
Miłość potrzebuje odrobiny zdrowego wstydu. Bo to wstyd pomaga nam rozróżniać to, co biologiczne, cielesne, sensualne, od tego, co duchowe. A seks może mieć wymiar duchowy. Zjednoczenie z kochankiem czy kochanką jest zjednoczeniem szczególnym, wyjściem poza siebie, transgresją. A więc to doświadczenie mistyczne. I to właśnie je chronimy, kiedy kochamy się tak, żeby nikt nas nie podglądał. Wstyd więc chroni nas przed tym, by bliskość fizyczna z drugim człowiekiem nie stała się tylko rąbanką jak w filmie porno.

Seks może być mistycznym przeżyciem, pod warunkiem że go nie nakręcimy i nie opublikujemy?
Można sfilmować nawet tantrę. Ale istnieje coś, czego nie da się prosto wyjaśnić, a jednak właśnie to coś wpływa na to, czy seks zbliży nas do siebie, wzmocni naszą miłość, wzbogaci duchowo, czy tylko pozwoli odreagować napięcie i skonsumować podniecenie.

Wstyd to tarcza dla miłości. A co, jeśli pojawi się między partnerami? Skąd się w takiej relacji bierze? Z porównywania się z ideałami piękna promowanymi przez kulturę masową?
Oczywiście, kompleksy stanowią treść naszego wstydu. Ale on sam jest wcześniejszy. Rodzi się w dzieciństwie, jeśli jesteśmy wychowywani przez zawstydzanie: „Zobacz, jak ty wyglądasz!”; „Wstydź się! Dziewczynka tak się nie zachowuje!”; „Tak ubrana z nami do cioci nie pójdziesz!”. Zaczynamy wtedy wstydzić się siebie, swojego ciała! Oj, jak cudnie wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy się siebie nie wstydziły! Ale wypuszczane w świat z podciętymi skrzydłami jesteśmy podatne na zawstydzanie. I jeśli nawet we wstępnej fazie związku wstydu nie ma, to później może się pojawiać, zwłaszcza gdy mężczyzna nie jest tak zakochany, jak był na początku. Nie stara się, nie zabiega, zamiast tego zaczyna krytykować, dogadywać. Jeśli używa wstrętnych uwag typu: „Przestałaś o siebie dbać?! Utyłaś!”,  kobieta czuje się zdradzona. On robi to, czego ona najbardziej nie chce, czyli krytykuje jej ciało. Pojawiający się w takiej sytuacji wstyd jest sygnałem, że coś się między nami psuje.

Wstyd nie powinien pojawiać się w dobrym związku?
Powiem o pewnej podwójności. Kiedy ona chce sikać, on wychodzi z łazienki. Ale ona go łapie za gatki: „Ja jestem twoja baba, każdy przecież sika”. Z jednej strony – to dobrze, kiedy ktoś jest nam tak bliski, że się go wcale nie wstydzimy. Ale z drugiej – jeśli do tego stopnia przesuwamy granice intymności, musimy się liczyć z tym, że przestaniemy być dla niego atrakcyjne seksualnie. Jakaś tajemnica, niedopowiedzenie są potrzebne. Nie możemy cały czas chodzić rozebrane, być widziane przy każdej czynności fizjologicznej. Wtedy przestajemy kusić, pociągać, podniecać…

Wstyd jako afrodyzjak?
Kobiety, które są kochankami swoich mężów, wpuszczają ich w swój intymny świat tylko wtedy, kiedy tego chcą i są na to gotowe. A kiedy tego nie chcą, mogą dać swoim mężczyznom coś innego – równie cennego – czas, by ci mogli ich zapragnąć. Mężczyzna musi pragnąć kobiety, chcieć ją. A to trudne, jeśli ona bez przerwy paraduje nago. Ludzie mieszkający w ciasnocie, śpiący na jednej rozkładanej na noc wersalce tracą ten rodzaj erotyzmu, napięcia.

To smutne, nie można tak naturalnie ze sobą być, bez gry w tajemnice?
Być może na łonie natury. Naga na łące czy słonecznej polanie idziesz inaczej niż z łazienki do sypialni. Inaczej czujesz swoje ciało i on inaczej je widzi na łące, a inaczej w łóżku. Inaczej jest wam obojgu, kiedy kąpiecie się nadzy w rzece, a inaczej kiedy wspólnie bierzecie prysznic. Miasto jest sztuczne. Inaczej śpisz na rozkładanej wersalce w pokoju na dziesiątym piętrze, inaczej w szałasie... Kobiecość dla mężczyzny to ma być tajemnica i jest, gdy żyjemy w górach czy lesie. Ale kiedy spotykamy się w windzie i na ulicy, potrzebne są rekwizyty, gesty, a więc jakaś gra.

Kobiecość jako tajemnica w czasach reklam podpasek i globulek przeciw zakażeniom intymnym? To nie będzie proste!
Właśnie o tym mówię. I właśnie wstyd może kobiecie pokazać, że za dużo jest jawności w jej relacji z mężczyzną. Że za dużo mu daje i pokazuje siebie. Takiej kobiecości, o jakiej mówię, teraz się nie lansuje. Polega ona na tym, że kobieta koncentruje się na swoim wnętrzu, na tej tajemniczej i nieznanej mężczyźnie przestrzeni. Nie kręci się nerwowo wokół swojego zewnętrza, nie zabiega tylko o swój wygląd, o atrakcyjność fizyczną. Spogląda do swojego wnętrza. Kobieta ma być zadbana, ale przede wszystkim upragniona! Tajemnica to też to, że on nie może w każdej chwili po kobietę sięgnąć i jej mieć. W małżeństwie mężczyźnie pozornie chodzi właśnie o to, żeby partnerka była pod ręką, żeby już nie musiał za każdym razem, kiedy będzie chciał seksu, się trudzić, obiecywać, uwodzić. Jednak kiedy żona będzie za bardzo dostępna, jeśli nie stworzy aury tajemnicy, to mu się znudzi. Podobnie on jej, jeśli będzie wszystko o nim wiedzieć.

A czy partnerowi bezwstydnie można zaproponować każdą pozycję, zabawę?
Są ludzie, przy których czujemy się swobodnie, i tacy, przy których jesteśmy skrępowane. Jeśli mój kochanek należy do tej pierwszej kategorii, to mu powiem: „Powrzucaj w nasz seks trochę grubych słów, bo mnie to kręci!”. Jeśli się wstydzę, to się do tego przed nim przyznam: „Wstydzę się, ale i tak ci powiem, czego pragnę”. Zrozumie, bo każdy się czegoś wstydzi! A potem mu powiem lub pokażę, o co mi chodzi. Ale jeśli czuję się przy nim skrępowana, to po prostu zmilczę. Są różne pary i ludzie czują się ze sobą szczęśliwi bez pokonywania całego wstydu w seksie.

Terapeutka i pisarka Anna Dodziuk w książce „Wstyd” mówi, że często nie wiemy, co nami kieruje, a to przeszkadza realizować swoje potrzeby...
Zazwyczaj czujemy i mówimy wtedy, że „jesteśmy zablokowane”. A to dlatego, że nie chcemy przyznać się do tego, że czujemy się zawstydzone, onieśmielone, bezradne. Wstydzimy się przyznać do wstydu! Na pewno bardziej się wstydzimy w ukryciu. Uważamy, że to źle ujawniać słabości. Obawiamy się nawet sami przed sobą przyznać do tego, że za czymś tęsknimy, że czegoś nam brakuje. Nie wypada! Bo co inni pomyślą, jak powiemy, że chciałabym wyjść za mąż, ale nikt mi się nie oświadczył?! A co pomyślą, jak się przyznam, że brakuje mi seksu albo czułości?! Pomyślą, że jestem nic niewarta, głupia, szpetna albo wredna. I co ja wtedy zrobię!? Zwłaszcza że stanie się wówczas jeszcze gorsza rzecz – okaże się, że sama też tak o sobie myślę. I to jest  najgorsze. Dlatego nie powiem partnerowi, że nie przeżywam z nim orgazmu. Bo wtedy on pomyśli, że jestem fatalną kochanką. Zakładam to, bo sama o sobie tak myślę (i pewnie dlatego mam kłopot z orgazmem!).

Wstyd pokazuje mi mój brak miłości do siebie?
Ba, brak zwykłej sympatii. No, a jeśli tak ze mną jest, to skąd powinnam czerpać pocieszenie, kiedy ktoś mnie wyśmieje?! Znikąd! Udaję więc, że niczego mi nie brak, niczego nie chcę. A tak naprawdę wstydzę się i boję tego czegoś czy tego kogoś zachcieć! I dlatego nawet jeśli chciałabym z kimś być i taki ktoś się trafi, i wypatruje za mną oczy, udaję, że mnie nudzi i nic a nic nie ciekawi. Wstydzę się do niego choćby uśmiechnąć, bo się boję, że mnie wyśmieje: „Ty, taka brzydula, pomyślałaś, że ja chciałbym z tobą być?!”. Sama tak o sobie myślę, więc i jego o to podejrzewam! Robię więc minę nadąsanej królewny i odchodzę.

Tylko kobiety tak nie wierzą w siebie, a wierzą w to, co im mówi wstyd?
Nie tylko. Wczoraj był u mnie na terapii mężczyzna w średnim wieku, który mógłby się podobać wielu kobietom. A opowiadał mi o tym, jak bardzo wstydzi się zaczepić kogoś, kto mu się spodoba. Zapytałam go, czego właściwie się boi. W  najgorszym wypadku usłyszy: „Spadaj, dziadu!”. Dziadem przecież nie jest, więc nie powinien brać tego do siebie. A może jednak usłyszy miłe słowa i zobaczy wyciągniętą w swoją stronę dłoń. Jest taki stary kawał o panu pułkowniku, który tańczył na balu z panną Krysieńką, kiedy nagle dostał w mordę. Panna Krysieńka odbiega, a on salutuje i wraca do kolegów. Koledzy pytają: „Za coś w mordę wziął?”. „Bo się zapytałem, czy się będzie ze mną pier…..”. „No, to nic dziwnego, że ci w mordę dała! A ty tak zawsze?”. „Zawsze! Dziewięć da w mordę, a jedna się zgodzi”. Taki jest sposób na wstyd! Próbuj, aż w końcu ktoś cię kupi!

Wielu ludzi kocha się tylko przy wyłączonym świetle?
Łatwiej się wtedy ruszać swobodnie. „No, bo jak się nad nim pochylę, to mi będzie wisiał brzuch”. Od pewnej dziewczyny słyszałam, że jej partner mówi jej, jak to wspaniale, że utyła. Albo że jej fałdka na brzuchu go podnieca i ma nic z nią nie robić. Jednak kobiety nie słyszą, co mówią ich mężczyźni. Pamiętają za to krytyczne uwagi matek na temat ich wyglądu, często to one zasiewają w ich sercach niezadowolenie z samych siebie, które rodzi wstyd.

A co robić, kiedy to on się wstydzi?
Trzeba go powoli oswoić. Mówić mu miłe rzeczy: „Jaką masz ładną pupkę”. Zrobić zdjęcie, pokazać: „Zobacz, jaki fajny męski tyłek!”. A kiedy się oburzy, powiedzieć: „To twój, najpiękniejszy na świecie!”. Kiedy ten, kto się wstydzi, poczuje się akceptowany, coraz mniej będzie się czerwienił. Czasami kobiety robią błąd i skreślają mężczyznę, który jest nieśmiały. A szkoda, bo mógłby stać się niezłym gierojem, gdyby tylko w jej oczach zobaczył podziw. Zmysłowe przyjemności też mogłyby pomóc oswoić wstyd. Miłość, bliskość, rozkosz dają poczucie, że nie jesteśmy tacy najgorsi, skoro nam się przydarzyły. A więc miłość i akceptacja, no i jeszcze poczucie humoru to najskuteczniejsze leki na ten zły wstyd.

  1. Psychologia

Po czym poznać, że mężczyzna nie jest tobą zainteresowany?

Mężczyzna, nawet jeśli nie jest tobą zainteresowany, nie będzie miał nic przeciw temu, żeby się z tobą spotkać od czasu do czasu. Zwłaszcza gdy jest miło i gdy jest szansa na seks. (Fot. iStock)
Mężczyzna, nawet jeśli nie jest tobą zainteresowany, nie będzie miał nic przeciw temu, żeby się z tobą spotkać od czasu do czasu. Zwłaszcza gdy jest miło i gdy jest szansa na seks. (Fot. iStock)
Spotkałaś swój ideał. No, prawie ideał, bo ostatnio jakoś nie dzwoni, nie proponuje spotkań i nie przedstawia cię rodzicom… Może jest nieśmiały? A może to ty go tak onieśmielasz? Może. A może po prostu nie zależy mu na tobie i spotyka się z tobą, bo w pobliżu nie ma nikogo bardziej interesującego? Boli? I to jak! Ale lepiej chyba dać sobie spokój, zanim zaboli bardziej.

Baśka, moja znajoma, godzinami rozważała, co może oznaczać takie lub inne zachowanie mężczyzny, który bardzo jej się podobał. Wszystko potrafiła sobie wytłumaczyć. Na jego i swoją korzyść. Na przykład to, że nigdzie jej nie zapraszał, a jak już gdzieś wyszli, to nie lubił trzymać się za ręce – po prostu jest nieśmiały. – Może jest żonaty? – podpowiadały przyjaciółki. Nie, nie przyjmowała takiej możliwości. Doszło już do tego, że uwierzyła mu nawet w tak absurdalny argument, że nie zostaje u niej na noc, bo nie lubi spać w nieswoim łóżku… Okazało się jednak, że to przyjaciółki miały rację – mężczyzna już był z kimś związany. Baśka długo leczyła złamane serce.

Gdy mężczyzna nie odzywa się przez kilka dni, to kobieta prędzej uwierzy we wszystkie możliwe kataklizmy świata i śmiertelne choroby, które stoją na przeszkodzie ich porozumieniu, niż w to, że on po prostu nie miał ochoty się z nią spotkaćOchoczo przyjmie wymówkę, że nie miał czasu, bo "pracuje nad ważnym projektem", a nie pomyśli, że przecież kiedy człowiek jest zakochany, priorytetem staje się miłość, choćby nie wiem jak ważne były wszelkie inne życiowe projekty. Ma nadzieję tak długo, aż nie dostanie ostatecznego dowodu. Dlaczego wolimy się łudzić niż spojrzeć prawdzie w oczy?

Greg Behrendt, scenarzysta kultowego serialu "Seks w wielkim mieście", autor książek "Nie zależy mu na Tobie" i "Kobiety pragną bardziej", tego właśnie nie mógł zrozumieć. Otoczony w pracy kobietami, nie mógł znieść, że jego koleżanki marnują czas na kompletnie bezwartościowe znajomości. "Piękna, utalentowana, superinteligentna dziewczyna współtworząca scenariusze do nagradzanego serialu znanego z wnikliwych obserwacji na temat mężczyzn powinna – wydawałoby się – do woli przebierać wśród facetów" – pisze. "Tymczasem ta superkobieta jest zagubiona w sytuacji, która dla mnie jest rażąco jasna. >>Zagubiona<< to złe określenie, ona jest na to o wiele za mądra. Nie jest zagubiona, ona ma nadzieję. Tylko, że sytuacja jest beznadziejna, dlatego wolę powiedzieć jej prawdę: Ten facet nie jest tobą zainteresowany. I to dobra wiadomość. Naprawdę. Marnowanie czasu z niewłaściwą osobą jest właśnie marnowaniem czasu. Kiedy znajdziesz w końcu tego właściwego, wierz mi, wcale nie będziesz żałowała, że nie spędziłaś więcej czasu ze Śmierdzielem Pogadamy Później lub z Frankiem Zapomniałem Zadzwonić".

Chcesz zrozumieć męskie motywy? Myśl jak facet!

To nie jest trudne zadanie, ale będzie wymagało od ciebie kompletnej zmiany perspektywy. – Jako mężczyzna wiem, jak mężczyźni myślą, czują i działają, i mam obowiązek powiedzieć ci, jacy naprawdę jesteśmy – zapewnia Greg Behrendt. – Kiedy facetowi zależy na kobiecie, daje jej to do zrozumienia. Dzwoni, pojawia się, chce poznać jej przyjaciół, nie może przestać na nią patrzeć ani jej dotykać, a kiedy przychodzi pora na seks, więcej niż chętnie na to przystaje. I choćby miał następnego dnia o godzinie 04.00 (czyli o czwartej rano, drogie panie!) po raz pierwszy zasiąść w fotelu prezydenta Stanów Zjednoczonych i tak wejdzie do niej na górę!

Co robi facet, który nie jest zainteresowany?

Ciągle się usprawiedliwia. – Jest wykończony po pracy i zestresowany projektem, nad którym akurat pracuje. Niedawno przeżył ciężkie rozstanie i jeszcze się nie pozbierał. Rozwód jego rodziców odcisnął piętno na jego osobowości i przez to nie potrafi on zaufać drugiej osobie. Musi się teraz skupić na karierze zawodowej. Nie może się angażować w żaden związek, dopóki nie odnajdzie sensu swojego życia. Właśnie kupił nowe mieszkanie i przenosiny idą mu cholernie ciężko. Jak tylko sprawy trochę się unormują, zostawi żonę, dziewczynę, beznadziejną posadę.

Boże, jaki on jest skomplikowany – wymienia Behrendt. – Czy naprawdę istnieją mężczyźni zbyt zajęci lub tacy, którzy mają za sobą okropne przeżycia i trudno jest im zaangażować się w związek? Owszem, ale jest ich tak niewielu, że można by ich uznać za postaci anegdotyczne – dodaje.

Mężczyzna, nawet jeśli nie jest zainteresowany tobą na poważnie, nie będzie miał na ogół nic przeciw temu, żeby się z tobą spotkać od czasu do czasu, zwłaszcza gdy jest miło i gdy jest szansa na seks, ale do kina raczej już cię nie zabierze (strata czasu, żaden zysk, a jeszcze może musiałby za bilet zapłacić). – My, mężczyźni, nie jesteśmy skomplikowani, choć chcemy, by nas za takich uważano. Kieruje nami popęd, choć wolimy udawać, że wcale tak nie jest – potwierdza Greg Behrendt.